Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bizarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bizarne. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia 2025

Bumerangowe brednie

Owe brednie to taki szczególny rodzaj fałszów, które to już dawno zostały wyjaśnione, że nimi są, odkłamane, ktoś się dowiedział jak jest, więc już wie, ale tu się nagle okazuje, że znowu nie wie. Więc wraca taka rewelacja do obiegu niczym kometa jakowaś ze skrajów układu planetarnego do centrum siejąc kolejną plagę ogłupienia ludzi. Do nich na przykład należą wszelkie marychofobiczne poglądy, które są tylko poglądami, czy wręcz mitami, nie żadną wiedzą przecież, ale nimi akurat zajmować się nie będziemy. Za to powrócił ostatnio inny kompletny hogwash dezinformujący, jakoby branża filmów dla dorosłych miała uprzedmiotawiać kobiety. Tą odmianę twórczości filmowej czasem nazywa się porno, ale to nie jest zbyt dobre słowo, bo często bywa nadużywane do nazywania rzeczy, które żadnym porno nie są. Jednak jest krótkie, wygodne, więc niech sobie już będzie, ważne tylko, aby mieć doń pewien dystans. Otóż ów hogwash nie jest do końca taki hogwash jeśli dotyczy on aktorek, czy też aktorów pracujących na niewolniczych zasadach, ale to dotyczy akurat każdej pracy, każdej branży, oraz każdej płci, więc po co robić zbędny zgiełk? Samo zaś porno to bardzo rozmaita, różnorodna dziedzina, czasem trafiają się prace dość niezłe edukacyjnie, ale czasem wprost przeciwnie, wtedy są jak westerny, które historii Dzikiego Zachodu raczej nie uczą. Dorosły to wyłapie, ale małolat nie odróżni jednego od drugiego, więc taka edukacja może mieć dość randomowe efekty. Ale wróćmy do tego rzekomego uprzedmiotowienia. Na pewno tak nie jest, gdy na tapecie jest dział gejowski, bo tam raczej kobiety są mało obecne na planie, ale on stanowi pewną mniejszość, za to przeważająca większość to filmy straight, gdzie obie płcie biorą przeważnie udział, choć czasem też tylko same panie. Tu akurat nie płeć ma znaczenie, tylko pewne czynności, których panowie wobec siebie nie podejmują. Za to na temat samego uprzedmiotowienia zwykle plecie albo jakiś tam katolicyzm, albo pewna zdrowa inaczej odmiana feminizmu, zwana oziębłym lub aseksualnym. To drugie to takie paniusie, które wszędzie widzą molestowanie, nie wiedzą też, co to jest seksizm, więc używają tego słowa bez pojęcia. Obie grupy mają wspólną cechę, mianowicie boją się spraw zasadniczych, czyli innymi słowy przekazywania sobie dobrych wibracji bezpośrednio. Jako, że jest to lęk, czyli strach przed urojonymi zagrożeniami, więc jedne urojenia chętnie tworzą kolejne. Tymczasem jest zupełnie inaczej, nieraz bywa, że wręcz przeciwnie. Panie mają możliwość aktorskiego wyrażania siebie całościowo, za to od panów zwykle brany jest tylko ich fragment, reszty kamera nie obejmuje, więc jeśli ktoś tu jest przedmiotem, to właśnie taki pan, dysponent owego fragmentu. Tak właśnie jakoś jest, tak to działa, że nie chce być inaczej. Do tego dochodzi jeszcze aspekt finansowy. Gdy się porówna gaże pań oraz panów, to te pierwsze otrzymują sumy wielokroć większe, niż ci drudzy, co więcej, czasem nawet nie dostają oni ani grosza, do tego robotę stracić łatwo, zaś na ich miejsce pojawia się stu następnych chętnych. Lista gwiazd płci żeńskiej jest bardzo długa, za to gwiazdorów zarabiających konkretniejsze pieniądze zadziwiająco skromna. Czy przy takich warunkach owi panowie mają prawo czuć się jak rzeczy, przedmioty, skoro jak rzeczy są traktowani? Naszym zdaniem mają solidne podstawy do tego.
To by było tyle na temat. Aha, jest tylko jeden drobiazg. Tematem tej pracy nie jest, kto konsumuje takie produkcje, nikogo to tutaj nie interesuje, nie obchodzi wcale. Więc jeśli ktoś czuje kompulsywną potrzebę wypowiedzi nie na temat, czyli poinformowania publicznie, czy lubi lub nie lubi tak się bawić, czy nawet edukować, to może doznać zignorowania na forum. Czyli możemy uznać sprawę za klarowną, tak? Żeby nie było, że nie było uprzedzane.

10 września 2024

Lato na starość tak ma, że szumi

Trochę oldskulowego punka na młodo i dość nieźle technicznie zagranego, do tego jeszcze dupeczka na wokalu, wydaje się być ciekawą propozycją na deszczowy wieczór. Może nie jako część główna, ale jakiś tam fajny dodatek.
Tak? 
No, to nap... Nie... Po prostu niech se po-S.Z.U.M.-i...
Działa z Ziołem i bez Zioła, testowano.
W niecie jest tego więcej, nawet dupska nie trzeba ruszać, wystarczy kliknąć palcem. No, i rzecz jasna głową, żeby wpaść na pomysł, aby zrobić coś tam jeszcze, poza bazowymi procedurami.
Poklikane? Może tak, może nie.
To bez znaczenia, muł jest muł.
Zaś na finał...

05 maja 2024

POMNIKOWY SZKOPUŁ

- Zulka kochanie, czy chciałabyś mieć swój pomnik?
- Od kiedy ty robisz problemy z niczego?
- Ale ja pytam tak tylko dla sportu, nie na poważnie.
- Na poważnie to mam wyjebane na to.
- A dla sportu?
- Dla sportu to ja nie wiem. A kiedy ten pomnik?
- Pośmiertnie?
- Pośmiertnie to mam też wyjebane.
- A za życia?
- Za życia Zojeczko to ja dalej nie wiem.
- To może zmienię zestaw pytań. Czy cieszyłabyś się?
- Z czego?
- No, z pomnika. Gdyby ktoś ci taki postawił?
- Gdybyś pytała na poważnie, to nie.
- Czemu?
- Bo są lepsze rzeczy na marnowanie terenu i kasy miasta.
- A dla sportu?
- I tu jest właśnie ten monumentalny szkopuł. Bo jacyś przechodzący ludzie pewnie by się uśmiechali na widok takiego pomnika. Tak?
- Chyba tak?
- Tylko dlaczego by się uśmiechali? Czy z życzliwości, bo mam perfekcyjne cycki, czy ze złośliwej uciechy, że mam je obsrane przez gołębie?
- Teraz już chyba rozumiem. Ziu?
- No...

28 kwietnia 2024

NOCNY KOLEJ

- Żesz w putku majku!
- Co się dzieje kochanie? Co jest z tobą?
- Wzdrygłam się. Miałam głupi sen.
- Czyli?
- Jechałam pociągiem i...
- To bardzo zdrowy sen. Masz prawidłowe libido.
- Ale ja jechałam do Szczecina.
- No to co? Co jest nie tak ze Szczecinem?
- Na razie jeszcze nic. Ale nagle się obudziłam.
- Pociąg stanął w kapuście?
- Może. To ja na drugi bok i śpię dalej.
- Pociąg ruszył?
- Tak, ale ja patrzę, że dojeżdżamy do Przemyśla.
- To chyba normalne. Przesiadłaś się naprzeciwko.
- Przekładłam chyba.
- To ja miałam kiedyś lepiej. Jechałam pociągiem do Pucka.
- Dojechałaś?
- Nie bardzo. Pociąg się wykoleił.
- Z łożka spadłaś znaczy? To się zdarza.
- Ale nie pod Wałbrzychem.
- Jak to?
- Wysiadam z wagonu, patrzę, a tu...
- Wałbrzych?
- Nie, dlaczego? To był Puck.
- No, to wszystko jasne.
- Niby co?
- Wszystkie pociągi wykolejają się pod Wyszogrodem.
- Ale tam przecież nie ma linii kolejowej.
- Dlatego właśnie się wykolejają.
- Ziu!
- No... 

01 kwietnia 2024

Tanka, mantra i wintażowy suchar


Jest dynamicznie
Blog sobie odsapuje
Tygodni para
Odjazdowość wyjazdu
Wyjazdowość odjazdu

=> => => => => => => TU <= <= <= <= <= <= <=

- Dzień dobry, czy to numer jedenaście jedenaście jedenaście?
- Dzień dobry. Nie, tu jest sto jedenaście sto jedenaście.
- Bardzo przepraszam, fatygowałem panią niepotrzebnie.
- Nic się nie stało. I tak musiałam wstać, bo telefon zadzwonił.

08 marca 2024

NA OLIMPIE JAK NA OLIMPIE

Żadne święto nie jest wcale niczym nadzwyczajnym, to tylko ludziom czasem odbija (albo zdrowieją - kwestia POV), a ta lub inna branża przy okazji notuje chwilowy wzrost obrotów i wzdryg akcji na giełdzie.

/Pewien Starożytni Filozof Grecki, choć nie wiadomo za bardzo który to był, bo wtedy, w  tamtych czasach to oni podobno cały stadami łazili po mieście, więc nie było łatwo rozpoznać who is who./
- - - Co za cholera wymyśliła ten cały Dzień Kobiet? Przecież wszystkich ich na raz nie przelecę, tak? To wcale nie jest takie łatwe być bogiem na stanowisku kierownika kierowników zamieszania.
Tak oto utyskiwał Zeus, użalał się nad sobą przy kuchennym stole gapiąc się w talerz owsianki. Jego małżonka Hera odwróciwszy się od lodówki łypnęła nań ironicznie, po czym spytała kąśliwie:
- To ty sobie myślisz, że one wszystkie nie mają nic do roboty, tylko wciąż marzą o tym, żebyś je przelatywał? Mikołaj święty się znalazł. A może któraś zamiast miętosić się z jakimś obleśnym, brodatym, zrzędliwym dziadem woli poczytać sobie książkę? Tak na ten przykład.
- O tak, dobra książka to fajna sprawa, lepsza niż facet.
Wtrąciła Atena i dodała:
- Czyńmy książki, nie wojnę!
Zeus uniósł brwi jakby zdziwiony:
- Córcia, o jakiej wojnie mówisz? Ja te dupy kocham.
- Połowa wojen na świecie jest o dupy. Najpierw jest dużo gadania o miłości, a potem się z tego robi jedna, wielka, jebana napierdalanka.
- Siostra, nie wyrażaj się!
Hefajstos wyraźnie wstał kulawą nogą tego poranka. Patrzył na swój kubek kawy tak, jakby ten mu żonę zerżnął. Za to Ares tryskał dobrym humorem. 
- Ja tam już swoje zrobiłem. Nie trzeba poprawiać. I to wcale nie była żadna wojna. Trupów i strat materialnych nie zanotowano. Tylko zdaje się jedna gumka od majtek pękła. Ale to się da ogarnąć.
Jakby na potwierdzenie tych słów do kuchni wdzięcznie nader weszła Afrodyta, cała w skowronkach. Do tego bez majtek, ale jej mąż udał, że tego nie widzi. Wstał od stołu i mruknął:
- Idę do roboty.
- Chyba do pracy. Robotę Ares już wykonał.
Ale zanim Hefajstos się zamierzył sękatym kułakiem na Hermesa, który rzucił tą uwagą, ten już był w dalekim sektorze przestrzeni Hilberta. Za to Zeus jakby się nieco skrzywił i spytał:
- Czyli co? Książka ma być lekiem na ból głowy? To chyba nie jest najlepszy pomysł. Jak boli głowa, to się idzie do lekarza. Albo proszek bierze. Gdzie mój wnuczek? Tak w ogóle.
- Który?
Spytała Hera, zaś Zeus odparł:
- Ten od leczenia. Asklepios, czy jak mu tam. Apek, weź zawołaj mi tu tego swojego zasrańca, misję mam dla niego.
Apollo zaprotestował:
- Tato, nie ta chronologia. On dopiero jest w starszakach. Studia medyczne ma zrobić za jakieś ileś tam lat dopiero. 
- Niby tak. Trochę za młody na leczenie bab. Ale czekaj. W doktora to już się chyba bawią w tym przedszkolu? To coś tam umie?
Hera spojrzała z politowaniem i westchnęła:
- To jest właśnie ten mój małżonek. Ojciec dzieciom, dziadek wnukom, niby poważny facet, a tu znowu sprowadził temat monogamicznie do jednej.
- Za to ty to mnie tak wspierasz, jak poważna, oddana żona. Myślałby kto. Masz jakąś konstruktywną propozycję? Tylko nie mów nic na temat starych sprawdzonych, przetestowanych sposobów.
- Goździk i rajstopy zawsze działały.
- Chyba w innym ustroju dyrba.
Zeus zamyślił się na chwilę, po czym zadeklarował:
- Najchętniej to bym odwołał ten cały Dzień Kobiet, ale nie mogę, bo mnie Mojry zabiją i rower zabiorą. Więc zrobimy tak, że każdej kobiecie damy po książce, po wibratorze i po proszku od bólu głowy. Niech same rozporządzą sobie tym całym zestawem. Wolność ma być.
Apollo szybko wtrącił:
- Ale grającym jeszcze gitary?
- - - Może tak być. Po gitarze na dupę. I po talii. Znaczy po talii kart. Gry bywają różne. Dytka, przestań mi tu świecić tymi pośladami, tu się ważne decyzje podejmowuje. To nie kiosk Ruchu, ja tu mięso mam. Tak?
Dla potwierdzenia powagi swoich słów Zeus wymierzył Afrodycie gorącego klapsa, po którym bogini miłości wybiegła z kuchni z wrzaskiem:
- Metoo mi tu robią! Ja się nie zgadzam!
- Poszła won landryna jedna!
Potem Gromowładny sięgnął po telefon:
- Dionek! Jestem u ciebie za parę minut. Bo zaraz mnie tu jasny szlag trafi na miejscu. A niech was wszyscy...
Po czym zniknął. Hera westchnęła:
- Znowu wróci w dupę centralnie wypiwszy. Wola boska i skrzypce.
Wytarła dłonie o fartuch i oświadczyła:
- Dzieciaki! Gumkuję tą gamońską uchwałę. Ma być stary, wypróbowany tryb. Goździki i rajstopy. Tak było, jest i będzie. Dzień Kobiet ma być po bożemu. Jak baba nie zarządzi, to zawsze jakieś gówno z tego wychodzi.
- Mamo! Jem!
Kwestia Artemidy zamknęła tą dyskusję. Zasadniczo zamknęła, bo jeszcze Apollo mruknął pod nosem, jakby do siebie:
- Chyba macocho. Mitów greckich nie czytała, czy co?
Rodzinne śniadanie dobiegało końca. Zanim jednak wszystkie bogostwo obecne w kuchni rozeszło się już do swoich zajęć, coś pstrykło, piardło, błysło, zaśmierdziało ozonem, zaś na stole pojawiło się wielkie pudło pełne paczek rajstop ACME oraz równie niemały snopek goździków. Też ze szklarni ACME zresztą. Do tego wszystkie brudne talerze ze zlewu zalśniły czystością na suszarce. Hera szlochnęła cicho i przetarła szybko oczy rąbkiem fartucha.
- Pijak, dupiarz, ale w sumie dobre chłopisko. Wzruszyłam się.
Po czym spojrzała bystro, menadżerskim wzrokiem na siedzących jeszcze przy stole bogów ze słowami:
- To teraz trzeba to wszystko powielić i rozdać.
Ares dłubiąc sobie w zębach kopisem spytał:
- Niby kto to ma zrobić?
- No, przecież chyba nie my!?
Mówiąc to chórem Artemida i Atena wstały od stołu, każda sięgnęła do pudła, wzięły sobie po paczce rajstop i po goździku, po czym uniosły dumnie głowy, obróciły się na piętach i ująwszy się pod ramiona, boskim krokiem stąpając opuściły część kuchenną obiektu. Tylko kot spał, jak spał. Koty tak mają, że jak się nażrą, to idą pospać. Na Olimpach też.
Była część artystyczna, zaś w tej takiej bardziej oficjalnej życzymy Paniom, żeby rajstopy darły się z klasą, a goździki więdły z gracją i wdziękiem.😃
Bulba!

04 lutego 2024

Kontrolność /plus tanka plus/

Nie można w pełni kontrolować własnego umysłu choćby dlatego, że...
Nie istnieje żaden kontroler. 
SZOK😲
Myśliciel myśli jest tylko jedną z tych myśli.
Odczuwacz odczuć jest tylko jednym z odczuć.
Doświadczający doświadczeń to po prostu część doświadczenia.
Coś się nie zgadza
Rzeczywistość jest nie tak
Umysłu defekt
Ona jest na swoim miejscu
To ludzie tworzą pyzie oczy
JA PYZE NA ŁYZE, A ONA MI SKOCY!!!

18 grudnia 2023

18 listopada 2023

Jak to z głupotą czasem bywa

Ile ktoś musi wykonać głupot i jakiego kalibru, żeby go uznać za głupola? Jedna to chyba za mało, w sumie każdemu może się jakaś zdarzyć. To może dwie? Dwie to już coś, ale skoro ta pierwsza się nie liczy, to znowu mamy tylko jedną. Takim oto sposobem można by dojść do wniosku, że na świecie nie ma głupoli, ale przecież nawet głupol wie, że to kompletna nieprawda. Do tego waląca po oczach, ewidentnie.
To było na rozkrętkę, do sprawy zresztą jeszcze wrócimy na koniec, a teraz do meritum może się udajmy:
Od czasu do czasu na rynku kultury, czy też rozrywki pojawia się taki film lub książka, że robi się ogólny wrzask. Najgłośniej zwykle wrzeszczą ci, którzy tego produktu nie znają, co jakby samo w sobie nie tworzy żadnej sprawy. Wrzeszczeć każdy sobie może, czasem lepiej lub gorzej. Dziwnie, wesoło lub smutno, robi się dopiero wtedy, gdy ktoś taki zaczyna ów wyrób oceniać, mądrzej zaś mówiąc: recenzjonować, czy jakoś tak. Od razu wtedy, jak na zawołanie, pojawia się znany kawał:
- Nie jadam flaków, bo nie lubię.
- Próbowałeś kiedyś?
- Ależ skąd? Przecież mówię, że nie lubię.
No, ale nie komplikujmy sprawy żarciem, ograniczmy się do strawy czysto duchowej, bo zaraz temat tej pracy zejdzie na dupy. Otóż któregoś dnia pewna osoba postanowiła nie obejrzeć pewnego produktu kinematografii. Uzasadniła to jakoś tam, ale ważne akurat jest to, że nie oceniła tego filmu. Poniekąd logiczne, bo jak można ocenić coś, czego nie poznaliśmy? Ona jedynie oszacowała według znanych jej danych, że film może jej się nie podobać, gdy ewentualnie pójdzie. To wszystko jest jasne, klarowne, ale nie dla wszystkich jak się okazuje.
Otóż gdy druga osoba się o tym dowiedziała, wyraziła swą dezaprobatę, jak można wystawiać recenzję filmowi, którego się nie widziało. Nie można, tylko myk polega na tym, że żadnej recenzji, czyli oceny wcale nie było.
Wyobraźmy sobie taką sytuację, że idziemy do biblioteki lub do księgarni. Szperamy po półkach, czasem coś wyjmiemy, spojrzymy na okładkę, na tytuł, na info kto napisał, na jakiś tam opis na tejże okładce, jeśli jest, czasem zajrzymy do środka, przeczytamy ze dwa, trzy zdania. Rzucamy też okiem na cenę, jeśli to księgarnia, jednym słowem robimy to, co robi każdy zwykły gość takiej placówki gdy do niej zajrzy. Ale prędzej, czy później do jakiejś decyzji dochodzi. Wybieramy jedną, dwie, trzy pozycje, czasem też nie wybieramy żadnej wcale. Analiza detaliczna tego całego procesu jest dość skomplikowana, bo może bardzo różnie przebiegać, ale bardzo łatwo jest podsumować i nazwać nasze motywacje wspomnianej decyzji. My po prostu oszacowaliśmy, że te książki, które wybraliśmy mogą być niezłe. Podkreślmy to: oszacowaliśmy, ale na pewno ich nie oceniliśmy. Czy to oznacza, że resztę książek, tych nie wypożyczonych, czy nie kupionych oceniliśmy jako kiepską? Oczywiście, że nie.
Na pewno oczywiście? Okazuje się, że nie bardzo, bo nie każdy to pojmuje. Gdy wyjaśniłem to wszystko tej drugiej wcześniej wspomnianej osobie, ta mi odpowiada, że ta pierwsza osoba ocenia książki po okładkach. Masakra!!! Idzie się pochlastać w ramach reakcji na głupolstwo tej odpowiedzi.
To są właśnie te chwile, gdy chwieje się nasza pobłażliwość dla głupoty. Bo zdarzają się takie bowiem, że już po pierwszej aż samo się prosi, aby uznać ich wykonawcę za głupola. Wspomnianego na początku zresztą.
_______
Tekst posta dedykuję trzeciej osobie, która obiecała go nie przeczytać, gdy już on zaistnieje i zostanie opublikowany.

13 lipca 2023

(zawsze i wszędzie) NIE TAK

- Hey foczko, śliczne masz te loczki.
- Dziękuję, cały poranek je kręciłam.
- To one nie są naturalnie tak tego?
- Coś ty, przecież wtedy bym je prostowała.

21 czerwca 2023

Tylko obecność

Gdy przestajesz się zastanawiać nad życiem
Okazuje się być ono szalenie zabawne 
Kupałowy czas
Jeśli chcesz tego, co jest
Jest to, czego chcesz
Pełno tu odpowiedzi
Na które nie ma pytań
Jeżeli jedynym powodem rozrywki jest chęć przykrycia własnych deficytów psychicznych lub to, że potem będziesz lepiej pracować, to tak naprawdę nie bawisz się. Robisz to jedynie dla korzyści, a nie dla zabawy samej w sobie.

19 lutego 2023

Wybory - jak poprawić procedurę

No, i właśnie...
Wybory jako takie są demoralizujące, ponieważ zachęcają ludzi do kandydowania, więc naprawić ich się nie da. Ale poprawić można spróbować. Tylko najpierw coś sobie wyjaśnijmy. Otóż poniższy projekt dotyczy tylko krajów cywilizowanych, czyli między innymi takich, którymi zarządzają państwa na jakimś minimalnym chociaż poziomie sensowności. Obecnie Polska do tej grupy nie należy, niemniej jednak, gdy będziemy myśleć pozytywnie, to sprawa jeszcze nie wygląda na taką do końca przesraną.
A teraz do rzeczy:
Powyższa rycina pokazuje i objaśnia prawie wszystko, pozostaje tylko kilka zdań na temat reszty. Czyli pewnej modyfikacji trybu oddawania głosu, bardzo prostej zresztą. Klasyczna karta do głosowania zawiera tylko jedną kolumnę kratek, zaś prawidłowy głos polega technicznie na zaznaczeniu dokładnie jednej. Oznacza to, żeby chcemy, aby kandydat do niej przypisany osiągnął sukces wyborczy. Nowa, ulepszona karta uzupełniona jest drugą kolumną kratek. Zaznaczenie którejś oznacza, że wyborca bardzo nie chce sukcesu danego kandydata. Innymi więc słowy oznacza to głos na minus. Przy obliczaniu wyników głosy na tą osobę bilansujemy, czyli każdy jeden głos ujemny kasuje jeden dodatni. Pytanie teraz, jak trzeba wypełnić kartę, aby głos wyborcy był uznany za ważny? Pomysły są trzy:
Wariant pierwszy (zrównoważony):
Głos ważny jest tylko wtedy, gdy wyborca postawi dwa krzyżyki: jeden w pierwszej kolumnie, drugi w drugiej. Można rzecz jasna przyznać oba jednemu kandydatowi, ale wtedy taki głos zerowy będzie tożsamy z nieważnym.
Wariant drugi (freestylowy):
Stawiamy dwa krzyżyki jak w wariancie pierwszym, ale można też tylko jeden w dowolnie wybranej kolumnie.
Wariant trzeci (hardkorowy):
Stawiamy TYLKO jeden krzyżyk w wybranej kolumnie.

Wydawać by się mogło, że takie nowe procedury nie są za bardzo trudniejsze od klasycznej, powszechnie stosowanej. Czyli procent głosów nieważnych spowodowanych zbyt marnym rozgarnięciem wyborcy nie powinien za bardzo wzrosnąć. Niemniej jednak chyba ubędzie nieco głosów na partie semi, czy profaszystowskie /jak polski neokomunistyczny PiS/ lub (brunatno) lewackie /jak polska Konfa/, jako że właśnie wśród wyborców takich to ugrupowań jest największy procent matołów. Za to może się sporawo zwiększyć frekwencja, bo dla niejednego leniucha wyborczego radochą zaiste będzie postawić komuś minusa. Chyba najzabawniejsza sytuacja zapowiada się przy wariancie trzecim, gdy większość kandydatów zakończy na minusie. Co wtedy? Nic. Nowe wybory, co najmniej uzupełniające, nowi kandydaci, czyli nowe kampanie. Smutno nie będzie. Resztę spekulacji, czy fantazji zostawiamy Kawiarni, bo jakby nie było mamy bawić się wszyscy razem pospołem.
Jako dodatek, taki wbrew uwadze wstępnej, załóżmy, że w Polsce, tak mimo wszystko, odbędą się uczciwe wybory według którejś wymienionej procedury. Mocno to abstrakcyjne, ale gdy ktoś lubi za dużo myśleć, to lepiej chyba na luzie na tematy surrealne, niż za poważnie na jakieś tam zbyt poważne produkując sobie problemy tym sposobem. Tak? 😼

15 stycznia 2023

Koan(?) Alana Wattsa

Jeśli zdefiniujesz słowa, to jakimi słowami zamierzasz zdefiniować słowa, które definiują słowa?
 
/Ewentualne odpowiedzi na ewentualne komentarze pojawią się najwcześniej w sobotę./

06 stycznia 2023

Trzy wiadomości

Zła wiadomość jest taka, że nie będzie dobrych wiadomości.
Dobra wiadomość jest taka, że nie ma żadnego musu, imperatywu tworzenia sobie pragnienia lub oczekiwania tejże wiadomości.
Wiadomość trzecia, bez znaczenia zresztą, jest taka, że jest ona...
No, właśnie? Jaka jest ona?
Dokładnie. Jest bez znaczenia, brawojasiu.
2.

15 września 2022

To skandal, że on nie wydał tego dekretu

Film trafił mi się za darmo, kompletnym przypadkiem zresztą, na platformie, której podobno już nie ma, choć jakimś sposobem się pojawiła. Gdy potem próbowałem powtórzyć to doświadczenie, to już nie dało rady. Ale tak, czy owak produkt polecam (promuuuję), zaś najlepsza scena jest do obejrzenia poniżej:
Ciut przekłamane co prawda, bo to "zielsko jebane" wcale nie daje żadnego "kopa", ale mniejsza o takie detale. Trochę też ucięli, bo na sam koniec Bierut (J. Bończak) nawija do Pana T. (P. Wilczak) taką kwestię: "A teraz spierdalaj, bo chcę się odlać.", nie wydaje się to jednak zbyt istotną stratą. To przecież tylko zajawka, zaś całość za pewien czas będzie łatwiej osiągalna. Całość naprawdę zabawna, do tego jeszcze nieźle obsadzona.
= = =
A teraz nagła zmiana tematu:
Brawo Doda!!
Pierwszy schodek zaliczony, pozostaje teraz ich cała reszta, czyli wyrwanie należnych dutków od reżimu, który chciał jej zrobić kuku za nic, za to tylko, że sam jest chorszy od chorzeja.
= = =
Część muzowa jakby nieco dłuższa, bonus taki. Dopisek za trzy dni (niedziela) wyjaśni, skąd pomysł na taką szczodrość.

Dopisek niedzielny.
Bo to jest tak, znaczy się, będzie tak, że mnie na blogowisku nie będzie. Przez tydzień. Co prawda zmieniłem minimal na srayfon, ale to nic nie zmienia, bo ja tu wtedy i tak nie zajrzę. Dlatego tyle muzy wrzuciłem, żeby Kawiarnia miała zajęcie. Ale to nic, nie ma co robić wrzawy, tydzień to jest nie osiem dni, więc nawet nikt nie zauważy. Jednak teren zostaje do dyspozycji, bez nadzoru, trollin' shit ewentualny posprzątam gdy wrócę. Tak wracając do kwestii telefonów, to z reklamami poniżej jest tak, że one są tak dobre, że aż złe. Dokładnie, bo ja dopiero po kilku latach się dowiedziałem, co one reklamują. Taki był odlot, jak je wtedy oglądałem po raz pierwszy! "Kot spojrzał tak od miski", no, i kultowe "kopytko" rzecz jasna, po prostu Kosmos w którym Święta Zielenina jest po prostu zbędna, bo endokanabinole masowo zalewają receptory.

28 czerwca 2022

The Killing Joke

Rzadko bloguję klasycznie, czyli "o sobie", ale rzadko nie znaczy nigdy. Więc teraz się trafiło. Aczkolwiek wiele tego nie będzie. Powiem tak: od paru dni mam pier... ups... pindolca na punkcie pewnego kawałka muzycznego. Od niego zaczynam dzień, na nim też go kończę, zaś podczas poddaję się kompulsywnej potrzebie odsłuchania go raz po raz. Wczoraj wykonałem niezły numer: Otóż tak się jakoś porobiło, że gdy byłem na mieście padła mi bateria telefonu. Tragedia, bo miałem na nim ustawioną opcję zapętlenia słuchanego via słuchawy obiektu. Tedy poszedłem do znajomego sklepu komputerowego poprosić szefuńcia tegoż, aby mi wziął pozwolił odsłuchać chociaż ze dwa, trzy razy na swoim sprzęcie. Zostałem potraktowany bardzo pozytywnie empatycznie, do tego ze zrozumieniem. Stary fakin metal, więc swój chłop. Tylko już potem zdałem sobie sprawę, że zapomniałem jednego: otóż mogłem tam zostawić telefon do podładowania na czas łażenia po okolicznych sklepach. No, ale trudno, "nigdy niczego nie żałować" /Musashi Miyamoto/, stłuczonego jajka już nie odtłukę. Co zrobiłem po powrocie do domu? To chyba bardzo łatwa zagadka.
To by było na tyle. Aha, jeszcze jedno na koniec: "Jeśli myślisz, że coś jest chore, to jest chore. Jeśli myślisz, że coś jest zdrowe, to jest zdrowe. Teraz sobie wybierz" /jakiś inny mądry Wujaszek, trawestacja/. Co dalej? Nic. Bo czy coś musi być? Na razie słuchamy:

27 maja 2022

Siedem pytanek, jak osiem Beatek z Albatrosa

Za dużo myśleć jest bardzo niezdrowo, ale za mało tudzież. Więc tak dla sportu, dla udrożnienia neuronów i rozruszania elektronów proponujemy nieco materiału. Niektóre poniższe zadania są wręcz trywialne, ale czy na pewno dla wszystkich? Jedziemy:
1.
Do rozwiązania tego punktu wcale nie trzeba znać reguł brydża. Wystarczy wiedzieć tyle, że grają cztery osoby /para kontra para/, używają talii pięćdziesięciu dwóch kart, które to po stasowaniu rozdaje się wszystkim wszystkie po równo, czyli po trzynaście.
Trzynaście kart tej talii to tak zwane "kiery", oznaczone są takimi czerwonymi serduszkami. Czasem się zdarza, że oboje partnerów po rozdaniu kart mają razem wszystkie kiery. Ale czasem się też zdarza, że żadne nie ma ani jednego. 
Co jest bardziej prawdopodobne?
2.

Sekretarka w biurze miała wsadzić sześć wydrukowanych listów do sześciu zaadresowanych kopert, po czym dać je gońcowi, aby nadał je na poczcie. Trochę się jednak zakręciła, bo szef zrobił jej nagłe me_too klepiąc po pupie, więc wsadziła te listy randomowo, na chybił trafił. Jaka jest szansa, że dokładnie pięć listów znajdzie się we właściwej kopercie?
3.
Królewna Śnieżka dostała siedem pączków od dobrej czarownicy, na srebrnej tacy zresztą. Dla siebie nie, bo była fitneską, unikała cukrów prostych, ale dla siedmiu niskich panów, z którymi dzieliła leśne lokum, stół, być może też łoże. Dla każdego miało być po jednym na dziób, ale był też haczyk: jeden pączek miał zostać na tacy. Jak Śnieżka ma to ogarnąć?
4.
Na planecie Pookipoox mieszka Mała Księżniczka i Mały Książę. Księżniczka rezyduje na kontynencie, który posiada jeden wielki staw. Mały Książę włada wyspą otoczoną dookoła oceanem. Mimo tego nic nie stoi na przeszkodzie, aby mogli się regularnie pukać, realnie, nie wirtualnie bynajmniej. Do tego żadne wcale nie musi nigdzie płynąć, lecieć, ani teleportować, żeby tak się działo. Jak to jest możliwe, aby tak było?
5.
Na stole stoi sobie rządkiem pięć szklanek. Najpierw trzy do połowy pełne, potem dwie całkiem puste. Co zrobić ruszając tylko jedną szklanką, aby stały one sobie rządkiem naprzemiennie, czyli pełna - pusta - pełna - pusta - pełna?
6.
Wczoraj tata miał problem, nie wiedział jaki jest dzień.
- Zawsze tak mam po podpisaniu lukratywnego kontraktu.
Syn postanowiły pomóc:
- Dziś jest piątek.
Córka miała jednak inne zdanie:
- Dziś jest sobota.
Wtedy wtrąciła się mama:
- To jaki dzień będzie jutro?
Córka odparła:
- Poniedziałek.
Ale syn zaoponował:
- Nie, bo wtorek.
Tedy mama indagowała dalej:
- To jaki dzień był wczoraj?
Syn tylko się uśmiechnął:
- Środa.
Jednak córka zapolemizowała:
- Guzik prawda, bo czwartek.
Mama uznała, że czas to spuentować:
- Oboje dwa razy zełgało, raz powiedziało prawdę.

Jeśli mama powiedziała prawdę, to jaki dziś jest dzień tygodnia?
Nie chodzi o czas realny realu, tylko o czas fikcyjny literacko tej opowieści, więc nie ma żadnego sensu nerwowo rzucać okiem na kalendarz, aby błysnąć rezolutem.
7.
Wracamy w Kosmos. Na planecie Glfqx wylądowały nasze ulubione bohaterki Zoja i Zula. Tak w ramach kolejnego tripu, których ciąg zafundowała im kiedyś niejaka Alicja.
- Byłaś tu już kiedyś?
- Nie. Ale trochę czytałam.
- Żyje tu coś, co trochę używa mózgu?
- Dwie rasy. Same dupy, do tego les.
- To interesujące. Coś jeszcze?
- Niczym się od siebie nie różną.
- To czym się różnią, jak się nie różnią?
- Klopsy zawsze mówią prawdę, Klupsy zawsze łgają.
- Akurat idzie tu troje. Włącz translator.
Aby się jakoś komunikować dziewczyny nazwały tubylczki Jeden, Dwa oraz Trzy. Tak jeno na chwilę, na czas rozmowy. Pora była na wywiad rasowy.
- Jedynko, kim jest Dwójka?
- Klupsą.
- Aha. Dwójko, czy Jedynka i Trójka to ta sama rasa?
- Nie.
- Yosh... Trójko, jakiej rasy jest Dwójka?
- Jest Klopsą.
- No, Zulka, to ja już wszystko wiem.
- Niby co wiesz Zojeczko kochanie?
No, właśnie. Co wie Zoja?
 
Jakiej rasy jest Jedynka, Dwójka i Trójka?
BONUS:
8.
Na planecie Kroć farmer Hryx oczekiwał dostawy sześciu młodych pśćmuchów. To bardzo nietowarzyskie stwory, więc trzeba było ogarnąć im taki kojec, aby każde było osobno. Do tego boksy powinny być identyczne, aby jeden drugiemu nie zawiścił. Pan Hryx zaprojektował takie coś, jak na szkicu powyżej. Sprowadził do tego celu trzynaście specjalnych paneli. Jednak następnego dnia, gdy chciał zabrać się do montażu, okazało się, że ktoś podpindolił jeden panel. Się zrobił kłopot, pśćmuchy mają przybyć po południu, jednak nowego panela tak szybko nie da rady sprowadzić. Farmer Hryx jednak poradził sobie, wykonał drugi projekt używając tylko dwunastu paneli. Co prawda pśćmuchy miały nieco ciaśniej, ale nowe boksy nadal trzymały normy Unii Krociejskiej. Jak wyglądał nowy kojec farmera Hryxa?
Nie trzeba rysunku, wystarczy szkicowy opis słowny.
= = = = = = = = =
Przez kilka dni będzie moderacja, aby nikt od nikogo nie zgapiał, potem dopiero zamieścimy odpowiedzi.

Dopisek niedzielny /29 maj/
System Blogspota się złosił i dziś działamy w warunkach pewnych ograniczeń. Sytuacja jest taka: wchodzimy na swój blog, logujemy się, po czym można wszystko oprócz komentowania na swoim(!) forum. Jest tylko komunikat: "zaloguj się". Tedy się więc logujemy, po czym to wracamy do początku "zaloguj się". Istny Ciasteczkowy Las, Alicja chichocze złośliwie.
Komentarze bez prób rozwiązań puszczamy moderacyjnie od razu, jednak na żaden odpowiedzi nie będzie, bo nie ma jak.
Ale to trochę niesprawiedliwe, aby ci ambitniejsi musieli czekać. Zrobimy więc zatem tak:
Jutro (poniedziałek, jakoś rano) puszczamy wszystkie komentarze kończąc tą zabawę. Posta z odpowiedziami na zadania nie będzie. Przecież większości one wcale nie interesują, skoro nawet jedną szarą komórką nie kiwnęła, aby je pozyskać. Za to osoby, którym się chciało otrzymają te rozwiązania mailem. Dla nich warto się napiąć, wysilić, coś zrobić dodatkowo.
Jeśli zaś natomiast Blogspot zacznie normalnie funkcjonować, jak Weles przykazał, to wtedy...
Najpierw niech zacznie.
Dopisek (też niedzielny) do dopisku
Po zmianie przeglądarki na ciut zapomnianą IE Blogspot "pozwolił" komentować, ale świruje przy innych rzeczach.
Tak więc sprawa jeszcze nie skończona.
Dopisek poniedziałkowy /południe/
Zadania 1., 2., 5. już spalone, 6. spalone do połowy, ale pozostaje reszta zadań, dla reszty Kawiarni jest to szansa, aby się odblamić.
Aha, moderacja już zdjęta, bo jest nowa sytuacja.

14 maja 2022

Betelgeuse, czyli akcja taka, żeby zakisić buraka

Poniższy przepis jest zasadniczo uniwersalny do większości kiszonek, tym razem jednak nie interesuje nas jarzyna, tylko sok.
Sprzęt:
Słoik systemu twist. Może być dość dowolnych rozmiarów, ale bez jakichś tam przegięć, jednak też bez zbytnich ograniczeń.
Kółeczko wycięte z plastiku, na przykład z talerzyka jednorazowego użytku. Rozmiar ma być tak dobrany, aby pokrywał maksymalnie zawartość słoika.
Kamień. Ideałem jest otoczak w kształcie stożka z zaokrągloną krawędzią, tudzież czubkiem. Ale może być też jakiś plastikowy przedmiot. Niezłym pomysłem jest pusta szpulka po plastrze. Rozmiary takie, żeby przeszło przez wlot słoika, byle nie za małe.
Nóż i deseczka.
Materiał:
Buraki czerwone.
Przyprawy, dodatki smakowe. Pieprz niemielony, czosnek, plasterek cebuli, papryczki chili, kawałek chrzanu, listek laurowy, ziele angielskie, czy coś tam może jeszcze. To są składniki opcjonalne, może ich wcale nie być. To tylko kwestia gustu.
Eksperymentujemy, zaś co słabsze mentalnie osoby mogą zapytać autorytetu, jaki mają mieć ten gust.
Solanka, czyli roztwór soli w wodzie, tak mniej więcej jedna łyżka zupna na litr tejże wody. Sól najchętniej kamienna, bo najzdrowsza, ale może być też inna kuchenna odmiana.
Starter. To jest sok z jakiejś innej kiszonki lub naturalny jogurt, czy też kefir. Ilościowo jakaś tam łyżka, czy kieliszek. Nie jest konieczny, ale bez niego projekt czasem może nie zahulać.
Procedura:
Higiena to podstawa, nie tylko w miłości, więc cały sprzęt myjemy, potem wyparzamy. Zaś materiał tylko myjemy. Starannie, ale bez chemii.
Buraków nie obieramy, nie pozbywamy się też żadnych ogonków, jeśli są. Za to kroimy je na kostkę, takiej średniej wielkości, jak kostka do gry. Na dno słoika wrzucamy przyprawy, jeśli takie chcemy użyć. Potem kostkę buraczaną, tak do dwóch trzecich naczynia, czy też trzech czwartych. Trzeba tak to dobrać rozmiarowo, aby kamień lub jego substytut nieco wystawał ponad krawędź słoika. Na kostkę kładziemy kółeczko, potem wspomniany kamień. Wlewamy starter, potem do pełna solankę. Tak, żeby było czubato. Zakręcamy słoik, dociskając tym samym kamieniem to, co jest pod nim. Odstawiamy w ciepłe miejsce na jakimś spodeczku, czy głębszym talerzu, ale można lepiej. Słoik plasujemy do wiaderka ciepłej wody, tylko tak, żeby wystawał. Co kilka godzin tą wodę wymieniamy na cieplejszą. Po jakiejś jednej dobie, czy dwóch, jak już się zabuzuje, odkręcamy, po czym uzupełniamy solankę, znowu czubato, bo po buzacji nieco wykipi. Słoik może już stać dowolnie, raczej chłodniejsze miejsce jest wskazane. Po jakiejś dobie temat jest gotowy. Ale niegłupio jest poczekać dzień lub dwa, aby sok bardziej dojrzał.
Ogólna uwaga dotycząca wszystkich kiszeń:
Rzecz polega na tym, aby nic nie wypływało na powierzchnię płynu. Nawet drobny paproch może być zaproszeniem dla inwazji pleśni. Gdy tak się stanie, produkt nadaje się co najwyżej do karmienia kogoś, kogo bardzo nie lubimy. Dlatego jest to kółeczko, dlatego też nie stosujemy zmielonych przypraw. Co prawda przy tak krótkim odcinku czasu pleśń raczej nam nie grozi, jednak warto mieć taki odruch, aby tej sprawy pilnować.
Płyn zlewamy, dociskając kamieniem resztę. Jako, że wyjdzie on dość stężony, można, choć nie trzeba, nieco go rozwodnić. Kwestia gustu. Na początkujących wypicie pierwszej działki soku może zadziałać diareicznie, ale to jest niemęcząca, zdrowa sraczka, taka oczyszczająca kiszkę. Zaś jak już wspomniano, higiena to podstawa. Nie jest to bynajmniej przynajmniej jedyna korzyść zdrowotna, którą betelgeuse wnosi do ludzkiej egzystencji, ale te dane można już sobie wyguglać. 
To by było na tyle.
Kto jest za?
Grzeczna, mądra Kawiarnia, więc nie ma co pytać, kto jest przeciw.
Pytania?
Jak będą, to się odpowie.
No, a teraz do roboty. Algorytm jest prosty jak...
Jak...
Jak zabieg, którego chętnie metaforycznie udzielamy potworom rządzącej neokomuny, albo ostatnio towarzyszowowu piździnu.
Aha, jeszcze epilog:
Pozostaje na koniec pytanie, co robimy z zawartością słoika po zlaniu soku? Odpowiedź jest prosta: to, co chcemy. Niezłym pomysłem jest zalanie jej wrzątkiem i poczekanie jakąś jedną dobę, Taki wtorak również jest dość wartościowy jako napój lub element zupy, takiego semi barszczyku. Można nawet zrobić trzeciaka. Natomiast cząstki stałe raczej wyrzucamy, gdyż są już za bardzo wyeksploatowane, niekoniecznie jednak. Nie jest bynajmniej błędem ugotowanie tego materiału, wykorzystanie do jakiejś potrawy jako wypełniacz spożywczy. Tam jeszcze coś jest, choćby błonnik, więc to nadal się nadaje do spożycia, nie jest wcale jałowe gastronomiczne. Jest inflacja, żarcie drożeje, zaś strategia "no waste" nie jest wcale żadnym modnym kaprysem, dla niektórych może być wręcz koniecznością.

20 grudnia 2021

Figlaszki probabilistyczne Misia Tej Gry

Przedział na osi czasu Mikołajki - Gwiazdka to okres prezentowy, więc Miś Tej Gry wyasygnował pewną kwotę, aby komuś jakiś podarek sprawić. Nie miało to jednak być tak po prostu, tak tylko wziąć i dać, tylko miała temu towarzyszyć zabawa, taka bardziej edukacyjna zresztą. Przybrało to postać dwóch figlaszków, oto one:
Figlaszek pierwszy
Do jednego z trzech pudełek Miś Tej Gry wziął i włożył prezent, zupełnie randomowo. Pudełka zamknął, oznaczył literami A, B oraz C, tak dla własnej orientacji, po czym poprosił jakiegoś tam wyznaczonego gocka, aby ten wylosował, który box ów prezent zawiera. Gocek nie mając żadnej innej przesłanki wykonał również randomową decyzję, po której kandydatem okazał się box A. Gdyby tam był prezent, gocek mógłby go sobie wziąć. Ale Miś Tej Gry opóźnił na chwilę otwarcie boxa, zaproponował gockowi zmianę zdania, przy okazji też otworzył był box C, który okazał się być pusty. Co powinien zrobić gocek, jaka jest lepsza strategia, aby zwiększyć szansę otrzymania prezentu? Czy ma zmienić zdanie, czy trwać przy pierwotnym? Drugie pytanie to dlaczego tak powinien zrobić?
Figlaszek ten jest znany pod oficjalną nazwą "Paradoks Monty Halla" od nazwiska prowadzącego pewien teleturniej, w którym opisany motyw ma miejsce. Kiedyś była też nadawana polska wersja show zwana "Idź na całość". De facto nie jest to żaden paradoks, wystarczy tylko pewne pojęcie na temat rachunku prawdopodobieństwa, ale nie spojlerujmy puenty.
Sytuacja wygląda tak, że są teraz tylko dwa pudełka, każde może zawierać prezent. Kwestia jest tylko, jaki jest rozkład szans na jego trafienie. Na chłopski rozum P(A) = 1/2 oraz P(B) = 1/2, czyli nie ma znaczenia, czy gocek zmieni zdanie, czy też pozostanie przy pierwszej myśli. Fajnie, pięknie, tylko że to wcale bynajmniej tak nie jest. Zacznijmy od początku. Szanse na prezent w kolejnych boxach są równe: P(A) = P(B) = P(C) = 1/3. Popatrzmy jednak na boxy B i C jak na taki jeden sumaryczny boks, który ma dwie przegródki. Jaka jest szansa, że prezent zajmuje ten oto właśnie overbox? Problem to trywialny: P(B+C) = P(B) + P(C) = 1 - P(A) = 2/3. Po otwarciu jednej przegródki C overboxa B+C rozkład prawdopodobieństwa pozostaje ten sam, nic się nie zmienia. P(A) = 1/3, P(B) = 2/3, tak więc gocek zwiększy swoje szanse na prezent zmieniając pierwotny wybór.
Nie każdy może się czuć przekonany, sugestia dwóch możliwości równo prawdopodobnych bywa nieraz bardzo silna. Spróbujmy tedy innej wersji figlaszka. Bierzemy talię kart, może być duża, brydżowa (52 sztuki), może być średnia, skatowa (32 sztuki), ale najwygodniej będzie użyć małej, mariaszowej (24 sztuki). Tasujemy, po czym gocek losuje jedną kartę aby trafić na przykład dupcię kier. Szansa na to wynosi 1/24. Karty jeszcze nie odkrywamy, za to Miś Tej Gry ogląda resztę i odkrywa wszystkie na stole poza jedną. Jednak żadna odkryta nie jest frelką czerwienną, tedy powstaje pytanie, jaki jest rozkład szans na nią pomiędzy dwoma zakrytymi kartami: tą pierwszą wylosowaną oraz tą ostatnią, nie pokazaną. Kto zatrybił, ten już wie: nic się nie zmieniło, P(first) = 1/24, P(last) = 23/24. Koniec figlaszka.
Figlaszek drugi
Pozornie podobny jest do pierwszego, ale tylko pozornie, gdyż jest to inna bajka z o wiele wyższej półki. Oficjalna nazwa to "Paradoks (lub problem) dwóch kopert" i jest na tyle trudny, że faktycznie wygląda na paradoks. Na jego temat powstało co nieco opracowań do znalezienia w necie, polskich może niewiele, ale po angielsku już więcej. Niektóre aby rzecz rozpracować sięgają po grubą artylerię, taką jak teoria gier, czy teoria decyzji. Do tej pory nie ma jednoznacznego werdyktu, czy temat został rozkminiony do spodu. Oto poniżej rzeczony figlaszek:
Miś Tej Gry postanowił obdarować kogoś gotówką, na ten cel wyasygnował pewną kwotę, po czym podzielił ją na trzy równe części. Jedną włożył do jednego pudełka, dwie do drugiego, po czym tak zamieszał, że sam nie wie, gdzie co jest. Oryginalna wersja to koperty, ale skoro wcześniej były boxy, to niech tak już zostanie. Gocek ma wybrać jeden box, robi to rzecz jasna randomowo, po czym zanim go otworzy Miś Tej Gry proponuje dil: zamianę boxów. Co robić? Można zadowolić się tym prezentem, ale można jednak zaryzykować jakąś stratę dla jakiegoś zysku. Gocek słyszał coś na temat wartości oczekiwanej, więc liczy tak:
K - kasa, którą już ma.
2K - kasa, którą może mieć, jeśli bogini Dola go lubi.
K/2 - kasa, która mu zostanie, jeśli Dola go nie lubi.
Szansa na jedno, jak i na drugie jest taka sama, czyli 1/2.
Średnie zasoby gocka po zamianie:
E = 1/2*2K + 1/2*K/2 = 5/4K.
Wygląda więc na to, że warto pójść na propozycję Misia Tej Gry, ale tuż po realizacji dilu pada ponowna, identyczna. Co prawda nowy box nie otwarty, ale co szkodzi znowu policzyć wszystko jeszcze raz, po czym okazuje się, że znowu warto się zamienić. Co więcej, po tej drugiej zamianie warto dokonać trzeciej, potem czwartej, et caetera ad mortem defecatum. Pora przerwać to błędne koło otwierając pudełko po zamianie. Zawiera ono jakąś konkretną sumę K dutków, nadal jednak nie wiadomo, czy to ta mniejsza, czy ta większa. Do tego jeszcze, zanim doszło do tego otwarcia, Miś Tej Gry zaproponował kolejną zamianę. Po otwarciu już nie mógł za bardzo, gdyż znając teraz lokalizację kasy mógłby ściągnąć na siebie podejrzenie, że podpuszcza gocka sterując go na minę gorszej opcji. Gocek się decyduje na zamianę po kolejnych takich samych rachunkach, być może pozna całą prawdę, być może nie, nas to jednak już nie obchodzi. Skupmy się na tym tylko, czy gocek prawidłowo rozumował? Absurdalność tej całej sytuacji sugeruje, że jednak nie. Ale co w takim razie jest nie tak? Choć nikt tak tego nie ujął, nigdzie tego nie znalazłem, to moja opinia jest taka, że gocek źle określił zmienną losową, że taka zmienna po prostu nie ma sensu, więc cała wartość oczekiwana też go nie ma. Przyjrzyjmy się sprawie jeszcze raz od nowa, od samego początku:
Miś Tej Gry rozdzielił do boksów pewną sumę dutków, nazwijmy ją sobie S. Tu drobna uwaga techniczna: S musi być podzielne przez sześć aby mniejsza część była liczbą parzystą. Inaczej bowiem, jeśli gocek na nią trafi, to od razu będzie dlań jasne, ile zawiera drugi box. Aczkolwiek jest to tylko drobny niuans nie będący sednem sprawy, raczej dodatkowa ciekawostka taka. Czyli mamy tak: jeden boks zawiera S/3 dutków, drugi zaś 2S/3. Gocek losuje boks, można nawet dla sportu policzyć, że zawiera on teoretycznie średnio S/2 dutków, ale już nie komplikujmy sprawy. Jeśli gocek zdecyduje się zachować go, nie zamieniać, to temat się kończy, nie ma sensu nic liczyć. Ale jeśli zdecyduje inaczej, to można rozważać zmienną losową, zabawne zaś jest to, że losowanie już nastąpiło. Finalne rozwiązanie jest tak proste, że aż niewiarygodne:
Po losowaniu gocek już ma jakąś sumę na własność. Zmienną losową jest jego zysk lub strata, zależnie od tego, na którą część dutków trafił. Jeśli to było S/3, to po zamianie zyska 2S/3 - S/3 = S/3. Jeśli to było 2S/3, to jego zysk wyniesie S/3 - 2S/3 = -S/3, czyli straci innymi słowy. Szansa zaistnienia jednej lub drugiej opcji wynosi 1/2, więc liczymy jego średni zysk, wartość oczekiwaną fachowo rzecz nazywając:
1/2*S/3 + 1/2*(-S/3) = S/6 - S/6 = O (zero).
To wszystko oznacza, że gocek może się zamienić, może nie zamienić, matematycznie jest to bez znaczenia, co najwyżej fizjologicznie pod kątem adrenaliny, którą może sobie zafundować lub nie zafundować. Ale to już nas za bardzo nie interesuje od tejże matematycznej strony.
Tak prywatnie od siebie przyznam, że nie wiem, czy to rozwiązanie mnie satysfakcjonuje. Mam bowiem takie poczucie istnienia jakiejś dziury w tym rozumowaniu. Ale być może to tylko złudzenie, ten problem po prostu tak ma, taki swój urok? Może też dlatego jest taki sławny?
= = = = = = = = =
Tymczasem zaś jutro, we wtorek 21-go grudnia, o godzinie 16:59 /tak z grubsza, z dokładnością do minut/ zaczynają się Święta, kto lubi figlaszki matematyczne, szczególnie probabilistyczne, ten być może znajdzie chwilę, aby zająć się wspomnianymi powyżej, a kto nie, to tys piknie, pozostaje jedynie urbi, pago et orbi, szczególnie zaś Kawiarni życzyć jak poniżej:
ROŚNIJCIE W SIŁĘ I BAWCIE SIĘ DOBRZE 😺

10 listopada 2021

CIASTECZKA /krótki dialog o posiadanu/

- Już wiem! Gdy nic nie masz, nie masz bólu głowy, że to stracisz.
- Hogwash i bullshit! Swędzi cię prawa pięta, a ty drapiesz się za lewym uchem. Wcale nie chodzi o to, aby nic nie mieć. Rzecz jest w tym, aby nic nie miało ciebie.
- Czy to znaczy, że...
- Nie.