05 października 2026

DZIURA W PARKU /cz.2/

Osia grzecznie poddawała się przeglądowi wykonywanemu przez tatę, którego siedząca na ławce mama zapytała nagle:
- Słodziak, ty wiesz, co to tam jest? Mijaliśmy właśnie.
- Gdzie? Aha, tam. Wiem. Bambul, głaz narzutowy. Tak sobie myślę, co robi ten bambul. Ten bambul zapewne odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. Nie można też wykluczyć, że otwiera oczy niedowiarkom.
- Otwiera, ale buzię do krzyku naszemu dziecku. A raczej to, co pod nim jest. Co do tych potrzeb, to po każdych wyborach do władz dzielnicy ma innego patrona, ale to nas akurat najmniej interesuje.
- A co nas najbardziej interesuje?
- Chodź, zrobimy rundkę po obiekcie, bo Osia potem powie, że wyrodni rodzice wożenia jej żałowali za młodu. A ja ci opowiem za to, o co w tym bambulu się rozchodzi.
Gdy ruszyli Anita wzięła głęboki oddech, co jak wiemy oznaczało zakaz przerywania jej wypowiedzi, po czym wypowiedziała się:
- Pewnie słyszałeś o miejscach mocy na Ziemi. Jest ich sporo, niektóre dość znane, choć połowa z nich jest akurat fikcyjna, urojona. Po prostu fama ma przyciągać turystów i pielgrzymów, za to oni mają tam wydawać dutki. Ale jest jeszcze całe mnóstwo mniejszych miejsc, prawie nikomu nieznanych. W witchnecie jest mapka, tylko niedokładna, a ja mam lepszą, całego kraju. Od Ziry dostałam, tej od Benges, pokażę ci jak wrócimy domu jak chcesz. To pod bambulem też jest miejscem mocy. Nie bambul ją zawiera, tylko jakoś tak pod ziemią jest, pod nim parę metrów. Myśmy to odkryły z Roxy jako siusiary jeszcze. Pierwsze nasze czary, pierwsze sabaty tu robiłyśmy. Potem nam się to miejsce jakoś odwidziało, znudziło. Ja tu do parku dawno nie zaglądałam, wiele lat, dopiero teraz znalazłam zastosowanie, żeby tu naszą Osię odsmradzać. Ta moc pod kamieniem jest bardzo słaba zresztą, do tego chimeryczna taka. Czasem ją się czuje dość wyraźnie, ale też czasem prawie wcale. Ale nawet jak wyraźnie, to wciąż jest cienka. Teraz wychodzi na to, że Osia ją czuje i wcale jej to nie sprawia frajdy. To na razie tyle, co wykryłam. Skończyłam, możesz pytać, to może jeszcze się czegoś dowiesz.
- Czy to jest jakaś zła moc?
- Kochanie, już ci to kiedyś tłumaczyłam. Żadna moc nie jest ani dobra, ani zła. Tak, jak moja moc, czy innych dziewczyn nie jest ani na plus, czy też minus, tak samo te moce naturalne, bo nie ma żadnego obiektywnego dobra, ani zła. Ale mogą być różne reakcje osobnicze na jakąś konkretną moc. Jak widać Osi ta moc pod kamieniem wyraźnie nie pasuje. Źle się czuje od niej, więc protestuje tak jak umie, głośnym płaczem.
- To co teraz?
- Trening przepony jej nie zaszkodzi, ale ja nie chcę, żeby była tak regularnie stresowana na każdym spacerze. Możemy chwilowo nie wchodzić tym wejściem do parku, omijać ten bambul i tak na razie zrobimy. Ale na dłuższą metę to jest słabe. Nie nasz styl.
- Ponawiam więc pytanie, co teraz? Może jakiś amulet?
- Dobrze kombinujesz, brawo ty. Tylko, że amulety to nie popcorn, w minutę nie upichcisz. Ale nie wykluczam tej opcji. Osia już ma parę amuletów, takich standardowych, ten jednak musi być taki dedykowany, że tak to nazwę.
- Znaczy?
- Znaczy, że jeszcze nie wiem za dobrze, przed czym ma chronić. Chodź, jeszcze ten kawałek, potem wrócimy na tamtą ławkę.
Tak też zrobili. Wrócili, usiedli, zajęli się rozmową, Anita jednak przy okazji obserwowała alejkę w okolicach kamienia. Szczególnie bacznie, gdy do parku wchodziła jakaś pani konwojująca dziecinny wózek. Raz nawet wszedł pan. Ale nie działo się na razie nic. Do czasu. Do czasu, aż się stało.
Bo nigdy nie jest tak, że nigdy nic się nie dzieje. Zawsze prędzej, czy później coś się musi wydarzyć. Tak więc w pewnym momencie zawartość kolejnego wózka podniosła alarm podczas mijania kamienia. Pani go pchająca zajrzała do środka, po czym zmieniła azymut planowanej trasy i po chwili była już przy ławeczce okupowanej przez naszą rodzinkę.
- Można?
- Proszę, proszę. Co, awaria?
Spytała Anita.
- Właśnie nie wiem.
A po chwili:
- Nie, spoko. Fałszywy alert. To my nie przeszkadzamy.
- Miłego dnia.
Pani z wózkiem oddaliła się, zaś Anita stwierdziła:
- Ciekawe. To małe w wózku ma moc. 
- A mama?
- Mama nie. Ale dzieciak poczuł i zareagował.
Borek nagle zaśmiał się mówiąc:
- Wiesz, co mi przyszło do głowy? Że ten bambul, to całe miejsce to taka jakby bramka, wykrywacz potencjalnych, ewentualnych magów i czarownic.
- Dobre! Trzeba twojej siostrze powiedzieć. Niech tu siądzie od rana i zaznacza sobie ptaszki na kartce. Lalka lubi takie tam różne obserwacje i spostrzeżenia statystyczne. 
Anita nagle wstała, obciągnęła spódnicę i okręciła się dookoła swej własnej osi pionowej pytając tonem gwiazdy romansów:
- No, i jak?
- Co jak?
- Klasa mamuśka, dupeczka jak się patrzy. Tak?
- Nigdy nie mówiłem, że jest inaczej.
- Dobrze, ale w ciąży to ja byłam anakonda po zjedzeniu słonia.
- Nieprawda. Taki fajny pingwinek byłaś. Poręczny nawet.
- Jak ty nic nie rozumiesz. Ile czasu po porodzie kobieta wraca do swojej normalnej figury? Jeśli chce. Bo wiele wcale tego nie chce.
- Pupcia, ja się na tym nie znam, pojęcia nie mam. Lepiej mi powiedz, co wymyśliłaś z tą bramką przy kamieniu. Znaczy z tą całą sprawą i w ogóle.
- Ten amulet ulegnie rozpatrzeniu. Ale ja mam jeszcze kompletnie innego pomysła, co z tym można zrobić. Alternatywnie. Na razie jednak wracamy do domu. Szybciorem. A w domu...
- A w domu to Ośka się zbudzi roszcząc cyca i to, o czym oboje teraz nagle pomyśleliśmy ulegnie pewnemu odroczeniu.
Więc wrócili do tego domu szybciorem. Na ławce zostało po nich tylko pytanie, jakiego to kompletnie innego pomysła, alternatywnie zresztą ma Anita?
O tym już w następnym odcinku.

30 września 2026

DZIURA W PARKU /cz.1/

- Jedyny kłopot, jakiego doświadczam z Miśkiem, to nie mogę nauczyć się rozróżniać, kiedy on udaje, że jest głupi, żeby zmylić czujność innych, kiedy udaje, że jest głupi, bo nie chce mu się rozumować i chce, żeby robił to ktoś za niego, kiedy udaje, że jest potwornie głupi, żeby ukryć fakt, że rzeczywiście nie sensuje, co się dzieje, a kiedy jest naprawdę autentycznie głupi.
Anita spojrzała na Roxy przeciągle i odparła:
- Z tego, co mi nieraz opowiadasz, to mi wychodzi, że on wcale nie jest głupi. Chyba mój Borek nie jest aż tak pomysłowy w tych sprawach, co on. Tylko żeby nie było. Ja etap ultra fikuśności mam już za sobą. To, co jest mi wystarcza. A ty wiesz, że ja się z nim umówiłam ostatnio?
- Z Borkiem? Na co się umówiłaś? 
- No jak z Borkiem? O twoim Miśku mówimy.
- Przecież on się nie umawia z innymi dupami.
- Więc ja też się z nim nie umówiłam jako inna dupa, tylko jako jego koleżanka, najlepsza kumpela jego dupy. I wcale nie w tych sprawach, co ty teraz sobie myślisz.
- No, ja myślę. Ups, sorry, ja jestem pewna, że nie w tych. Tylko mam dwa pytania. Co to za nie te sprawy i czemu ja o tym nic nie wiem do tej pory?
- Bo ci nie zdążył powiedzieć. Dzwoniłam do niego ze dwie, trzy godziny temu dopiero co. A te sprawy są takie, że jest geologiem zawodowo, tak?
- Tak. Przecież wiem, z czego dorzuca na nasze rachunki.
- I jest też geomantą przy okazji, tak?
- Tylko teoretykiem, przecież nie jest magiem.
- Ale tylko tyle mi trzeba. Stronę magiczną ogarnę sobie sama. Ty mi zresztą pomożesz. Tak, Wiewióro wredna? Pomożecie?
- No pewnie. Tylko jeszcze nie wiem, w czym. I na damski chuj ci geomanta do tego wszystkiego?  Tego akurat nie ogarniam.
- To słuchaj teraz uważnie, wtedy ogarniesz...
Teraz zróbmy może tak, że ze względów pragmatycznych zamiast cytować cały dialog zbriefujemy jedynie pokrótce opowieść Anity. Ale zacznijmy może najpierw od tego, że tytułowy park to jest za mocno powiedziane. To raczej taki mocno przerośnięty skwer, który mieści się na dzielni o zabudowie jednorodzinnej, gdzie mieszka właśnie Anita, Falibor oraz od niedawna owoc ich miłości imieniem Stella Oktawia, dla swoich Ośka. Ten skwer to ulubiony spacerniak, taki wózkodrom miejscowych mamusiek, czy też tatuśków oraz ławeczniak okolicznego seniorstwa emerytalnego. Bardzo czyste, zadbane miejsce zresztą. Gdy nadszedł czas, aby zacząć przewietrzać Ośkę, Anita wybrała ten właśnie teren zielony. Pierwszego dnia poszła sama, po czym wróciła po jakimś czasie, jak to zwykle bywa. Drugiego dnia nie poszła, tylko wsadziła Osię do nosidełka, nosidełko do auta, po czym udała się do Pleciugi, bo akurat był czwartek. Za to trzeciego dnia poszedł Borek dziarsko powożąć wózkiem pełnym Ośki. Też wrócił po jakimś czasie, ale Anita zaczuwała nagle:
- Słodziak, co masz taką minę? Coś poszło nie tak na spacerku?
- Właściwie nic, ale...
- Wiesz, co zrobili górale z Alą na skale? Więc mi tu nie aluj, tylko referuj cały przebieg misji. Ja potrzebuję wszystko wiedzieć, co się tam działo.
- Może tylko tyle, że Osia nagle mi się uruchomiła po wejściu do parku, tak znienacka, głośno nietypowo jakoś jak na nią.
- Co zrobiłeś?
- Podjechałem od razu do najbliższej ławki, sprawdziłem, czy nie ma jakiejś awarii w pieluchach, ale nic nie było.
- Co na to Osia?
- Przy ławce od razu się uspokoiła. Za to podczas wyjścia z parku było to samo, ale na ulicy znowu ucichła. I teraz zobacz, śpi sobie ładnie. Tak, jak ma być.
- Ciekawe. Wiesz, bo ja przedwczoraj miałam z nią tak samo. Co prawda tylko idioci nie wierzą w przypadki, ale to akurat nie jest przypadek moim zdaniem. Jutro pójdziemy razem oboje. Przy sobocie utniemy sobie taki rodzinny spacerek.
- Masz Pupcia jakiś pomysł?
- Mam mieć.
Tak też zrobili. Sobotniego popołudnia Osia została wplasowana do swojej gondoli na kółkach, po czym oboje rodziców ruszyło do parku jako napęd oraz ochrona owej gondoli. Pogoda sprzyjała wyprawie, zaś dookoła całej trójki wibrowało rodzinnością. Ale gdy weszli do parku, to po kilku metrach marszu śpiąca Osia nagle poruszyła się, po czym wzięła i uruchomiła cały swój potencjał wokalizacyjny. Anita spojrzała na Borka pytając:
- Tak było wczoraj?
- Dokładnie w tym miejscu.
Czarownica rozejrzała się dookoła.
- Widzę, czuję i chyba już wiem. Chodźmy do ławeczki. Zajrzymy do ukrytych ośkowych rejonów, żeby wykluczyć pewną okoliczność, żebym mogła wiedzieć na pewno.
- Okay, wiedźma wie. Idziemy córcia. Kontrol sanitarna będzie.
Mówiąc to Borek ruszył z wózkiem za wózkiem, zaś Nita została jeszcze chwilę, po niej jednak szybko dołączyła do załogi. Zaś mała Osia nagle ucichła, jakby nic się nie stało ową chwilę temu.
Co wiedziała Anita chyba, zaś chwilę potem na pewno?
O tym już w następnym odcinku.