Trzeba zacząć od tego, że Roxy bardzo, bardzo mocno przesadziła ze swoją wizją gromadnej frekwencji na tym sabacie. Przede wszystkim nie pojawiła się żadna zawodowa wiedźma, ani z Gildii, ani cichodajka, jak nazywają ten typ gildianki. Niestety, mimo upływu wielu lat Ruda nie jest zbyt lubiana wśród nich, choć dawno już zapomniano dlaczego tak jest. Więc żadna jej alarmu nie potraktowała zbyt poważnie. Gdyby ten spęd zwołała Anita, to mogłoby być całkiem inaczej. Ona jednak, jak wiemy, ma chwilowo swoje sprawy na głowie, czy raczej na łonie, więc daleka jest od zwoływania nawet kwartetu do brydża, czy też trójki do skata. Tak więc na miejscu nie zebrała się nawet ekipa wystarczająco liczna do rozegrania poważnego meczu rugby, aczkolwiek większa niż do szczypiorniaka. Do regularnej gały, takiej po ludzku mogłyby się bowiem śmiało przymierzyć. Ale trzeba też przyznać, że skrajny ostracyzm wobec Shiagu, o którym wspomniała Kaśka też miał coś na rzeczy. Część przybyłych czarownic, tych nieco młodszych, pojęcia nie miała ciapatego, co ma się tu dziać, o co się w ogóle rozchodzi. Za to trójce naszych wiedźm dupy trochę ostygły, zaś głowy zeszły na nieco niższy poziom psychopatii podczas jazdy na miejsce zbiórki. Więc gdy już skład całej ekipy zaczął się nieco ustalać, konstytuować, padły kluczowe pytania:
- Co teraz? Jak się bawimy? Kogo bić?
Niejaka Cizia, chyba najmłodsza z zebranych, wiekowo tak mniej więcej pomiędzy Malą oraz znaną nam już, lecz nieobecną tu Różą, bardzo zdolna wiedźmulka zresztą spytała rzeczowo:
- Będzie Ciocia Lala?
- A co? Nie masz jeszcze autografu? Ja jestem trzecia po niej, więc mogę ci dać swój zapasowy umklajder z dedykacją. Na razie ci musi wystarczyć, bo Ciocia Lala wyjechała. Jak to Ciocia Lala. Lubi wyjeżdżać często gęsto.
- Dokąd?
- Do Huchli. Po magiczny korek do dupy. Ciocia Lala nikomu się nie opowiada, więc zmarnowałaś nieco buzi na to pytanie. Oszczędzaj ją lepiej wiesz do czego.
- Do czego?
- Ujujuj. Wczesna Malina. Jak przyjedzie Ciocia Lala, to ci powie do czego. Ja wiem, ale ja jestem ruda, wredna, złośliwa zdzira, więc ci nie powiem.
Cała grupka nagle wzięła zarechotała, zaś bojowy nastrój nieco zapomniał, że w ogóle miał tu być. Nawet Kaśka, jak dotąd najpoważniejsza tym nastrojem chichotała niczym chochlik nad świeżym bykiem zecerskim. Nagle Roxy spoważniała:
- No, dobrze siostry. Cizia, syp krąg, najmłodsza jesteś, a my chwilę pogadajmy. Gleba już ogrzmiała, można siadać pełną buzią, wilk nam niegroźny.
- W dupę jeszcze chłodno.
Pisnęła któraś z też nienajstarszych.
- To sobie pod nią dogrzmij.
Starsze wiedźmy, doświadczone już sabatami na starym lotnisku dzierżyły pod pachami poduszki lub stołki wędkarskie, więc po prostu mościły się po cichu, gdzie każdej pasowało.
Tu powtórzmy, tak osobno, dla ewentualnych kompletnych idiotów. Sabat czarownic nie polega ani trochę na żadnym bieganiu wew kółko, do tego jeszcze na golasa. Takie rzeczy tylko w bajkach dla antyszczepionkowców. Sabat to wspólne czary, przeważnie na spokojnie. Ale najpierw trzeba obgadać sprawę. To są naprawdę poważne rzeczy. Na Ziele przychodzi czas, gdy już przyjdzie.
Malina od razu ciuknęła Roxy w żebra:
- Trzeba je wprowadzić, połowa naprawdę nie wie, co to jest Shiagu. Opowiedz im to wszystko.
- Kurwa, to robota dla Anity, nie dla mnie.
- No, właśnie, co u Anity, jak się czuje?
Spytała nagle sadowiąca się obok kobieta imieniem Mila, piękna jak każda czarownica, z szalenie miłym, łagodnym wyrazem pysia. Który niejednego już zmylił zresztą, bo ta pani jest specyną od rzucania takich klątw, że moc truchleje, klękajcie narody. Ale to już zupełnie inna historia.
- Nitka ma się dobrze. Trochę marudzi, ale tak podobno ma każda. Za dwa miesiące będziemy wszystkie miały nową, śliczną, pachnącą siostrzyczkę. Chyba, że narżnie w pampersa, takie bąki tak już mają w tym wieku. Ale może o tym później. To teraz tak...
W tym momencie Roxy siąknęła nosem, chrząknęła, odkałsnęła, podrapała się po łonie, po czym niczym Anita wzięła głeboki oddech i zaczęła wykład na temat Shiagu. Dla tych wiedźm, które wiedzą mniej, żeby wiedziały więcej. Na koniec Roxy spytała:
- No, i co druhny Boruchny? Co z tym robimy? Bo to nie jest tylko mój osobisty problem. Myśmy we trzy chciały najpierw utłuc, ale po drodze trochę nam jakby puściło.
Spojrzała na najmłodzą wiedźmę:
- Cizia! Fabrycznie najnowsza z nas, nie prześmigana jeszcze za bardzo. Co ty na to wszystko? Słuchamy uważnie, teraz już na poważnie. Każdy głos się liczy, cipa jest cipa.
- Zajebać i chuj!
To wtrąciła z boku Mila, ta milusia, która tuż przed wykładem pytała o Anitę. Ale Ruda uciszyła ją gestem dłoni i dodała:
- Czekaj chwilę. Kwiat narodu przodem.
Zanim jednak kwiat narodu się odezwał, do uszu wszystkich doszedł głuchy łomot silnika motocyklowego potężniejący chwila za chwilą. Kaśka rzuciła szybko:
- Chyba mamy nową dupę na sabacie, nawet wiem czyją. Huk tego kombajnu jest nie do podrobienia. Sama w końcu wybierałam.
To prawda. Przy zakupie tego motoru Kaśka dołożyła nie tylko swój udział finansowy, lecz jeszcze swoje zdanie, decydujące zresztą. Zaś sam motor zatrzymał się obok innych, stojących nieopodal aut, po czym po chwili przy zgromadzonych pojawiła się Mala. Roześmiana całą sobą, bo bardzo jej się podobał pomysł na który ostatnio wpadła.
- To jednak? Chodź tu do nas.
Siedząca na glebie Malina wyciągnęła do niej rękę. Ale Mala zignorowała to. Weszła wśród siedzące wiedźmy i oświadczyła:
- Siostry! Nikogo nie trzeba zabijać. Jest sposób.
CZYLI BĘDZIE JESZCZE EPILOG
- Co teraz? Jak się bawimy? Kogo bić?
Niejaka Cizia, chyba najmłodsza z zebranych, wiekowo tak mniej więcej pomiędzy Malą oraz znaną nam już, lecz nieobecną tu Różą, bardzo zdolna wiedźmulka zresztą spytała rzeczowo:
- Będzie Ciocia Lala?
- A co? Nie masz jeszcze autografu? Ja jestem trzecia po niej, więc mogę ci dać swój zapasowy umklajder z dedykacją. Na razie ci musi wystarczyć, bo Ciocia Lala wyjechała. Jak to Ciocia Lala. Lubi wyjeżdżać często gęsto.
- Dokąd?
- Do Huchli. Po magiczny korek do dupy. Ciocia Lala nikomu się nie opowiada, więc zmarnowałaś nieco buzi na to pytanie. Oszczędzaj ją lepiej wiesz do czego.
- Do czego?
- Ujujuj. Wczesna Malina. Jak przyjedzie Ciocia Lala, to ci powie do czego. Ja wiem, ale ja jestem ruda, wredna, złośliwa zdzira, więc ci nie powiem.
Cała grupka nagle wzięła zarechotała, zaś bojowy nastrój nieco zapomniał, że w ogóle miał tu być. Nawet Kaśka, jak dotąd najpoważniejsza tym nastrojem chichotała niczym chochlik nad świeżym bykiem zecerskim. Nagle Roxy spoważniała:
- No, dobrze siostry. Cizia, syp krąg, najmłodsza jesteś, a my chwilę pogadajmy. Gleba już ogrzmiała, można siadać pełną buzią, wilk nam niegroźny.
- W dupę jeszcze chłodno.
Pisnęła któraś z też nienajstarszych.
- To sobie pod nią dogrzmij.
Starsze wiedźmy, doświadczone już sabatami na starym lotnisku dzierżyły pod pachami poduszki lub stołki wędkarskie, więc po prostu mościły się po cichu, gdzie każdej pasowało.
Tu powtórzmy, tak osobno, dla ewentualnych kompletnych idiotów. Sabat czarownic nie polega ani trochę na żadnym bieganiu wew kółko, do tego jeszcze na golasa. Takie rzeczy tylko w bajkach dla antyszczepionkowców. Sabat to wspólne czary, przeważnie na spokojnie. Ale najpierw trzeba obgadać sprawę. To są naprawdę poważne rzeczy. Na Ziele przychodzi czas, gdy już przyjdzie.
Malina od razu ciuknęła Roxy w żebra:
- Trzeba je wprowadzić, połowa naprawdę nie wie, co to jest Shiagu. Opowiedz im to wszystko.
- Kurwa, to robota dla Anity, nie dla mnie.
- No, właśnie, co u Anity, jak się czuje?
Spytała nagle sadowiąca się obok kobieta imieniem Mila, piękna jak każda czarownica, z szalenie miłym, łagodnym wyrazem pysia. Który niejednego już zmylił zresztą, bo ta pani jest specyną od rzucania takich klątw, że moc truchleje, klękajcie narody. Ale to już zupełnie inna historia.
- Nitka ma się dobrze. Trochę marudzi, ale tak podobno ma każda. Za dwa miesiące będziemy wszystkie miały nową, śliczną, pachnącą siostrzyczkę. Chyba, że narżnie w pampersa, takie bąki tak już mają w tym wieku. Ale może o tym później. To teraz tak...
W tym momencie Roxy siąknęła nosem, chrząknęła, odkałsnęła, podrapała się po łonie, po czym niczym Anita wzięła głeboki oddech i zaczęła wykład na temat Shiagu. Dla tych wiedźm, które wiedzą mniej, żeby wiedziały więcej. Na koniec Roxy spytała:
- No, i co druhny Boruchny? Co z tym robimy? Bo to nie jest tylko mój osobisty problem. Myśmy we trzy chciały najpierw utłuc, ale po drodze trochę nam jakby puściło.
Spojrzała na najmłodzą wiedźmę:
- Cizia! Fabrycznie najnowsza z nas, nie prześmigana jeszcze za bardzo. Co ty na to wszystko? Słuchamy uważnie, teraz już na poważnie. Każdy głos się liczy, cipa jest cipa.
- Zajebać i chuj!
To wtrąciła z boku Mila, ta milusia, która tuż przed wykładem pytała o Anitę. Ale Ruda uciszyła ją gestem dłoni i dodała:
- Czekaj chwilę. Kwiat narodu przodem.
Zanim jednak kwiat narodu się odezwał, do uszu wszystkich doszedł głuchy łomot silnika motocyklowego potężniejący chwila za chwilą. Kaśka rzuciła szybko:
- Chyba mamy nową dupę na sabacie, nawet wiem czyją. Huk tego kombajnu jest nie do podrobienia. Sama w końcu wybierałam.
To prawda. Przy zakupie tego motoru Kaśka dołożyła nie tylko swój udział finansowy, lecz jeszcze swoje zdanie, decydujące zresztą. Zaś sam motor zatrzymał się obok innych, stojących nieopodal aut, po czym po chwili przy zgromadzonych pojawiła się Mala. Roześmiana całą sobą, bo bardzo jej się podobał pomysł na który ostatnio wpadła.
- To jednak? Chodź tu do nas.
Siedząca na glebie Malina wyciągnęła do niej rękę. Ale Mala zignorowała to. Weszła wśród siedzące wiedźmy i oświadczyła:
- Siostry! Nikogo nie trzeba zabijać. Jest sposób.
CZYLI BĘDZIE JESZCZE EPILOG


