- Nawaliłaś! Nawaliłaś ty obszczany peklu i co teraz?
Na podłodze szatni Oktagonu leżała Bitka, zaś nad nią stała Bombka Yakuza. Siedzące tuż obok na ławeczce Bójka i Bęcka obojętnie się temu przypatrywały, rzuciła też okiem Kaśka, która akurat weszła do pomieszczenia niezauważona. Wreszcie dała się dostrzec zebranej czwórce:
- Siostro, nie tak ostro. Po co te nerwy? Nigdy nic nie zjebałaś? Nic nie jest na tyle proste, aby nie można było tego sknocić.
Yakuza odwróciła głowę i usłyszała:
- Cicho, ja jeszcze mówię. Za pięć minut chmurki widzę was na sali. Śliczne, radosne i pachnące, jak pisia królowej samurajów.
Dodała jeszcze na koniec:
- Tak w ogóle, to chyba rozmawiałyśmy kiedyś o czymś?
Obróciła się na pięcie i poszła sobie. Yakuza podała Bitce rękę, pomogła wstać, objęła ją, czule pocałowała i oświadczyła:
- Już dobrze. Ma rację, nie gadamy tutaj o robocie. Po treningu siądziemy, pogadamy i ogarniemy to sobie na spokojnie. Razem posprzątamy tą twoją kupę tak niefrasobliwie popełnioną, ale chwilowo leżysz firmie... No, nieważne na razie ile. To trzeba na papierze porachować. Kocham cię.
Mówiąc to uszczypnęła Bitkę mocno w pupę, tak z garści, tak bardzo mocno, okrutnie, choć nie przemocowo, ale ta ani pisnęła. Twarde dziewuchy z twardej dzielni, gdzie litość to zbrodnia nigdy nie płaczą. Chyba, że nad psiakiem, czy kotem przejechanym przez auto. Tylko to jest tolerowane na tym boisku.
Bójka spojrzała na Bęckę mówiąc:
- Tak, usiądziemy. Chyba jak nas wyniosą w kubełkach i poskładają do kupy. Kasieńka jest dzisiaj w takim sztosie, jak jeszcze nigdy. Będzie naprawdę wesoło.
Na co Bęcka mruknęła:
- Żeby nam tylko dup i cycków nie pomylili przy tym składaniu. Bo ja twoich na pewno nie chcę.
- Chłopaki jakoś nie narzekają.
- Bo to twoje chłopaki. Moi by narzekali.
Na co zareagowała Bombka:
- Ależ moje lalunie. Wszystkie jesteśmy unikalne. Wykuwamy nasze piąchy i pizdy hartowane w ogniu naszego bólu i wyrzeczeń. To czym się przejmować? Kaśka wie, co dla nas jest dobre.
- I dla sufitu, który nami wytrze.
To dodała Bitka, której już wrócił dobry humor.
⌛
Kaśka faktycznie była w sztosie, miała zaiste przedziwny humor, ale zanim to wszystko sobie wyjaśnimy, opowiemy też, co dalej, to wróćmy jeszcze do zeszłego piątku, do domu Anity. Tam akurat wiedźmy siedzą w salonie świeżo po odbytym sabacie, zaś Mala, jak to Mala, przejąwszy obowiązki pani domu gania niczym pszczółka od kuchni do salonu serwując kawy, herbaty, czy też inne mokre coś tam, które zajmują lodówkę Nity. Na jednej z sof leży kot Dredek. Żeby nie było, to nie tylko on był obiektem działań sabatu. Trochę innych spraw też ogarnięto, wiedźmy trajkoczą zawzięcie, ale nas to akurat nie interesuje. Mala w końcu, gdy już nawodniła wszystkie potrzebujące, sama posadziła swoje sexy podplecze. Obok Róży, rzecz jasna, na tą chwilę najlepszej kumpeli. Gwar babskiego brzęczenia obudził w końcu kota, nieco zmulonego tym wszystkim, co wcześniej się działo wewnątrz, jak też zewnątrz niego. Dredek ziewnął, podniósł zadek, przeciągnął się, po czym rozejrzał po sytuacji. Było nieźle, ale nie podniósł jednak ogona, nie czuł się jeszcze najlepiej. Wreszcie ruszył, zaś cel upatrzył wartko. Był to padołek Róży, na którym się zawinął, odmruczał swoje, po czym zasnął snem sprawiedliwego kota. Wtedy Mala spojrzała wyzywająco na Rudą, cała jej mimika, plus mowa ciała mówiła jedno:
- No, i co Lisico?
Roxy odpowiedziała błyskawicznie i schizofrenicznie. Pokazała Turbinie jedną ręką lajka, drugą faka, ale do gry nagle weszła Róża. Tak jakby nie temat zresztą.
- Mala, muszę bąka.
Na co indagowana odparła:
- Jesteś damą, czyń swoją powinność. Tylko nie obudź kota.
⌛
Kot został uznany za kompletnie zdrowego w poniedziałek, podczas kontrolnej wycieczki do lekarza od kotów plus nie tylko, zaś w środę był też w sztosie, tak jak Kaśka. Różnica była tylko taka, że Maczeta nie skasowała żadnej myszy, nie zwaliła też niczego na podłogę ze stołu, z kredensu zresztą też. Ale zanim opowiemy, co zrobiła, to przypomnijmy dlaczego, skąd ten sztos. Było tak, że dzień przed wiosennym sabatem wskoczyła na swojego poczciwego Giestapowca, motocykla pamiętającego czasy niepoczciwych gestapowców, tylko podrasowanego do poziomu batcykla turbo, po czym ruszyła do wioski zakonu Benges.
Generalnie Kaśka miała tam dwie, czy raczej trzy sprawy, bo ta pierwsza to była two in one do ogarnięcia. Primo plus duo, to apgrejdować swoje umiejętności walki wręcz oraz czarowania. Akurat to pierwsze miała na poziomie aleph zero, zaś te drugie, choć już nawet niezłe, jak na jej krótki wiedźmowski staż, to wciąż takie sobie, ale tak, czy inaczej jaka to różnica? Te drogi na szczyt nie mają swoich końców, bo nie ma też takich szczytów. Zaś trzecia sprawa, to jej dawna protegowana Gaja, której historię przecież znamy, miała podczas wiosennego sabatu pozyskać nowy tatuaż na buźce, co według reguł Benges było kolejnym stopniem po schodach na ten sam nieistniejący czarowski szczyt. To było szalenie ważne, aby obie się wtedy spotkały. Tak ogólnie ważne, szczególnie dla obu zresztą też. Tak więc Kaśka dojechała do wioski Benges, tym razem już bez żadnych przygód, bo drogę znała, po czym na miejscu zadziało się naprawdę wiele, bardzo pozytywnie zresztą do tego. Dużo ostrego treningu, dużo ćwiczenia czarów, oraz dużo gadania ze swoją pupilką Gają. Ponieważ to jest temat na cały miniserial, to dobrym pomysłem jest wcale go nie napoczynać. Tak więc przejdźmy już do poniedziałku, kiedy to pod wieczór Maczeta dojechała do domu, po czym nietomna nawet na przywitanie Adaśka walnęła się spać. Tak porządnie spać, bez czarów, bez szybkośpiocha, które to zaklęcie co prawda oszczędza wiele czasu, ale wiedźmy stosują je raczej przy dość wyjątkowych okazjach. Takiej okazji akurat jednak nie było. Dopiero we wtorek, gdy jej wielki chłop przyjechał po pracy, olewając zresztą rutynowy po tej pracy trening na siłce Oktagonu, Kaśka przywitała go krótko, zwięźle, bez cienia miejsca na odpowiedź:
- Pod prysznic i do wyra!
Tu przypomnijmy, że ta czarownica ma inną konstrukcję libido, niż jej pozostałe psiapsie. Nie trzeba jej zbyt często tego sportu, co zresztą konweniuje do potrzeb Daśka, są ze sobą kompatybilni, ale gdy już do czegoś dojdzie, to jest naprawdę grubo. Dodajmy do tego, żeby nie zapomnieć, że Kaśka jest w sztosie, tak na nią zadziałał ten cały wyjazd do wioski Benges. Ale tu znowu dokonamy pewnego cięcia, wspomnimy tylko, że producenci filmów dla dorosłych wiele by zapłacili za możliwość sfilmowania przynajmniej małego fragmentu tej całej akcji.
Za to w środę Kaśka pojechała do pracy. Nie bardzo wiadomo za to, czy pojechał Adaśko, ale to już nas akurat nie interesuje. Wiceprezeska Oktagonu zaczęła szychtę bez specjalnych sensacji, od krótkiej odprawy wierchuszki klubu, czyli Stryjo, Mala plus jeszcze parę innych dość ważnych osób. Stryjnej, księgowej firmy nie było, gdyż najczęściej pracuje zdalnie. Potem przeszła się drugiego budynku, gdzie ogarnęła indywidualnie kilka osób sesjami rehabilitacyjnymi. Gdy wróciła do pierwszego, zajęła się czymś, czego bardzo nie lubiła robić, czyli papierologią. Ale, że nadal była w sztosie, to jakoś ogarnęła temat wyjątkowo gładko. Potem zajęła się swoją ulubioną klientką treningu indywidualnego, czyli panią Malwiną, która to pracuje nad swoją nadmierną puszystością. Dość mocno się nią zajęła, ale płaczu nie było. Co więcej, usłyszała na koniec:
- Pani Kasiu, ale był dzisiaj wycisk.
- To źle, czy dobrze?
- Nooo... Ja tak chcę już zawsze.
- A ile dziś było batoników?
- Yyyy...
- Spytałam o coś.
- Brdldwttrzszsz...
- Dobrze. To jeszcze siedem brzuszków i na dziś kończymy.
- Czemu siedem?
- Pięć za pięć batoników i dwa ekstra za kłamanie.
Wycisk to pojęcie względne, zaś Kaśka dobrze już znała panią Malwinę, więc dobrze też wiedziała, co to słowo dla niej znaczy. Więcej chętnych do wycisków, takich, czy innych na ten dzień nie było zapisanych, więc pani trener zrobiła sobie dłuższą przerwę na kawę. Zaś po tej przerwie zajrzała do szatni dla pań. Co tam się zadziało wspomnieliśmy już na początku. Koniec dniówki to było dla niej właśnie danie wycisku załodze Neonówek.
Ale zanim, to najpierw dwa słowa na temat metodyki, jaką stosowała Kaśka wobec tych zakapiorek. Była ona bardzo urozmaicona, gdyż dobra walka, tak realna, jak tylko sportowa, takiej właśnie wymaga. Tak naprawdę, to wiele prostych zadań dziewczyny wykonywały same, bez ekonoma na głową. Jako dorosłe już piczki świetnie wiedziały, że obijając się oszukują tylko siebie. Dostawały jedynie rozpiski, co mają robić i robiły to naprawdę porządnie. Kaśka pojawiała się tylko wtedy, gdy ćwiczyły technikę lub taktykę. To nie były zbyt wyczerpujące zajęcia, bo gdy ciało jest zbyt zmęczone, to umysł traci skupienie, a wtedy wszystko zaczyna działać niedokładnie. Na takich treningach było też sporo pogaduch, choć rzecz jasna na temat. Ale to jeszcze nie był koniec. Bo raz na jakiś czas, raz na tydzień, może dwa, Maczeta zbierała swoje lalunie razem, po czym fundowała im piekło. Właściwie nic nowego, tak ćwiczą na przykład wojskowe jednostki specjalne. Kaśka nazywała to treningiem nękającym, który nie był targetowany do ciała, tylko przez ciało do psychiki. Laik nie mający pojęcia uznałby to za sadyzm lub humilację. Ale laik dlatego jest właśnie laik, bo już wspomniano, nie ma właśnie pojęcia. Zaś cała piątka, tak Kaśka, jak jej uczennice wiedziały coś więcej. Wiedziały, że to trzeba po prostu przetrwać, do tego nawet ani pisnąć podczas. Rzecz jasna taki trening wymaga absolutnego zaufania ćwiczących do trenerki oraz jej wyczucia granic, aby tak je łamać, aby nie złamać. Ale jedno, jak też drugie akurat było.
Zanim jednak Kaśka po wyjściu z szatni doszła do sali ćwiczeń spotkała na korytarzu Malę. Nic jakby specjalnego, normalne, przypadkowe spotkanie ludzi pracujących w tej samej firmie. Ale Turbinka nie była sama. Szło za nią kilka kobiet, w dość różnym wieku, dość różnie także ubranych, niektóre Kaśka nawet widywała w klubie, ale żeby tego była pewna? Nadal nic się nie dzieje, ale coś ją tknęło, nagle ją zaciekawił ten pochód, więc zatrzymała dziewczynę.
- Maleczko, nic nie mówiłaś rano o żadnej nowej rekrutacji do pracy. To o co tu chodzi, co tu się dzieje?
- Bo to nie jest rekrutacja. Idziemy po prostu pogadać. Do dziewiątki. Akurat jest pusta. Potem ci wszystko wyjaśnię. Albo dobrze. Tak na wstępie, kontrolnie, to...
Mala coś szybko syknęła hisslangiem. Kaśka uniosła na chwilę brwi, po czym, gdy obie wymieniły jeszcze parę syknięć uśmiechnęła się i dodała po ludzku:
- Ahaaa. Fajne, podoba mi się. Rób to.
Zaczęły się rozchodzić, zaś na nich weszły Neonówki, więc cała piątka dotarła razem do drzwi sali. Dziewczyny puściły Kaśkę przodem, ale gdy wchodząca za nią Yakuza też chciała to zrobić, to nagle cofnęła się.
- Kasiu, możesz na chwilę?
Maczeta wyszła z sali ze zdziwioną miną pytając:
- Co jest? Masz jakiś problem?
- Tylko pytanie. Co to za knoty tam w środku?
- Knoty? To są niezłe byczki. Chłopaki od Magdy.
- Magdy Maczugi?
- No.
- I co? Będą z nami ćwiczyć?
- Nie. Zrobicie sobie wszyscy dobrze. Środa to dzień loda. A ja to nakręcę i sprzedam ten cały materiał beżowym, razem z twoim numerem telefonu jako bonus.
- Nie, no weź...
- Zocha nie rób z siebie większej Zochy, niż jesteś. I tak mam cię dziś na oku. Nie będą ćwiczyć z wami, tylko obok was. Jak się dobrze skupisz na własnej dupie, to nawet nie zauważysz, że...
Przerwała nagle i dokończyła innym tonem:
- Czekaj, nie! Brawo ty! Podsunęłaś mi fajny pomysł.
Nie czekając na reakcję weszła znów na salę. Ale wtedy Bójka, Bitka, oraz Bęcka, których miny jasno mówiły, że nie wiedzą o co chodzi otoczyły Bombkę. Któraś zapytała, zgodnie zresztą ze swoją mimiką mówiąca to, co mówiła:
- Zosia, o co tu chodzi?
Ta zaś tylko machnęła ręką:
- O to, że ma być bardziej przesrane, niż ma być.
Bójka zajrzała pierwsza:
- Kurwa, jakie fajne cielaczki! Ten po lewo to jest mój, zaklepuję. Która go robi ze mną? Bo jest tylko dwóch.
Bombka pokiwała głową mówiąc:
- No, i ta jeszcze rui dostała.
- Żartowałam.
Bitka i Bęcka spojrzały na siebie, zaś ta pierwsza spytała:
- Czy możemy już wreszcie wejść? Tamujecie ruch.
Weszły i dopiero wtedy pojęły, wyrażając to zbiorczo:
- Ahaaa...
Zaś z głębi sali dobiegł do nich głos Kaśki:
- Co tam się dzieje? Wszystkie od drzwi do mnie!
Na podłodze szatni Oktagonu leżała Bitka, zaś nad nią stała Bombka Yakuza. Siedzące tuż obok na ławeczce Bójka i Bęcka obojętnie się temu przypatrywały, rzuciła też okiem Kaśka, która akurat weszła do pomieszczenia niezauważona. Wreszcie dała się dostrzec zebranej czwórce:
- Siostro, nie tak ostro. Po co te nerwy? Nigdy nic nie zjebałaś? Nic nie jest na tyle proste, aby nie można było tego sknocić.
Yakuza odwróciła głowę i usłyszała:
- Cicho, ja jeszcze mówię. Za pięć minut chmurki widzę was na sali. Śliczne, radosne i pachnące, jak pisia królowej samurajów.
Dodała jeszcze na koniec:
- Tak w ogóle, to chyba rozmawiałyśmy kiedyś o czymś?
Obróciła się na pięcie i poszła sobie. Yakuza podała Bitce rękę, pomogła wstać, objęła ją, czule pocałowała i oświadczyła:
- Już dobrze. Ma rację, nie gadamy tutaj o robocie. Po treningu siądziemy, pogadamy i ogarniemy to sobie na spokojnie. Razem posprzątamy tą twoją kupę tak niefrasobliwie popełnioną, ale chwilowo leżysz firmie... No, nieważne na razie ile. To trzeba na papierze porachować. Kocham cię.
Mówiąc to uszczypnęła Bitkę mocno w pupę, tak z garści, tak bardzo mocno, okrutnie, choć nie przemocowo, ale ta ani pisnęła. Twarde dziewuchy z twardej dzielni, gdzie litość to zbrodnia nigdy nie płaczą. Chyba, że nad psiakiem, czy kotem przejechanym przez auto. Tylko to jest tolerowane na tym boisku.
Bójka spojrzała na Bęckę mówiąc:
- Tak, usiądziemy. Chyba jak nas wyniosą w kubełkach i poskładają do kupy. Kasieńka jest dzisiaj w takim sztosie, jak jeszcze nigdy. Będzie naprawdę wesoło.
Na co Bęcka mruknęła:
- Żeby nam tylko dup i cycków nie pomylili przy tym składaniu. Bo ja twoich na pewno nie chcę.
- Chłopaki jakoś nie narzekają.
- Bo to twoje chłopaki. Moi by narzekali.
Na co zareagowała Bombka:
- Ależ moje lalunie. Wszystkie jesteśmy unikalne. Wykuwamy nasze piąchy i pizdy hartowane w ogniu naszego bólu i wyrzeczeń. To czym się przejmować? Kaśka wie, co dla nas jest dobre.
- I dla sufitu, który nami wytrze.
To dodała Bitka, której już wrócił dobry humor.
⌛
Kaśka faktycznie była w sztosie, miała zaiste przedziwny humor, ale zanim to wszystko sobie wyjaśnimy, opowiemy też, co dalej, to wróćmy jeszcze do zeszłego piątku, do domu Anity. Tam akurat wiedźmy siedzą w salonie świeżo po odbytym sabacie, zaś Mala, jak to Mala, przejąwszy obowiązki pani domu gania niczym pszczółka od kuchni do salonu serwując kawy, herbaty, czy też inne mokre coś tam, które zajmują lodówkę Nity. Na jednej z sof leży kot Dredek. Żeby nie było, to nie tylko on był obiektem działań sabatu. Trochę innych spraw też ogarnięto, wiedźmy trajkoczą zawzięcie, ale nas to akurat nie interesuje. Mala w końcu, gdy już nawodniła wszystkie potrzebujące, sama posadziła swoje sexy podplecze. Obok Róży, rzecz jasna, na tą chwilę najlepszej kumpeli. Gwar babskiego brzęczenia obudził w końcu kota, nieco zmulonego tym wszystkim, co wcześniej się działo wewnątrz, jak też zewnątrz niego. Dredek ziewnął, podniósł zadek, przeciągnął się, po czym rozejrzał po sytuacji. Było nieźle, ale nie podniósł jednak ogona, nie czuł się jeszcze najlepiej. Wreszcie ruszył, zaś cel upatrzył wartko. Był to padołek Róży, na którym się zawinął, odmruczał swoje, po czym zasnął snem sprawiedliwego kota. Wtedy Mala spojrzała wyzywająco na Rudą, cała jej mimika, plus mowa ciała mówiła jedno:
- No, i co Lisico?
Roxy odpowiedziała błyskawicznie i schizofrenicznie. Pokazała Turbinie jedną ręką lajka, drugą faka, ale do gry nagle weszła Róża. Tak jakby nie temat zresztą.
- Mala, muszę bąka.
Na co indagowana odparła:
- Jesteś damą, czyń swoją powinność. Tylko nie obudź kota.
⌛
Kot został uznany za kompletnie zdrowego w poniedziałek, podczas kontrolnej wycieczki do lekarza od kotów plus nie tylko, zaś w środę był też w sztosie, tak jak Kaśka. Różnica była tylko taka, że Maczeta nie skasowała żadnej myszy, nie zwaliła też niczego na podłogę ze stołu, z kredensu zresztą też. Ale zanim opowiemy, co zrobiła, to przypomnijmy dlaczego, skąd ten sztos. Było tak, że dzień przed wiosennym sabatem wskoczyła na swojego poczciwego Giestapowca, motocykla pamiętającego czasy niepoczciwych gestapowców, tylko podrasowanego do poziomu batcykla turbo, po czym ruszyła do wioski zakonu Benges.
Generalnie Kaśka miała tam dwie, czy raczej trzy sprawy, bo ta pierwsza to była two in one do ogarnięcia. Primo plus duo, to apgrejdować swoje umiejętności walki wręcz oraz czarowania. Akurat to pierwsze miała na poziomie aleph zero, zaś te drugie, choć już nawet niezłe, jak na jej krótki wiedźmowski staż, to wciąż takie sobie, ale tak, czy inaczej jaka to różnica? Te drogi na szczyt nie mają swoich końców, bo nie ma też takich szczytów. Zaś trzecia sprawa, to jej dawna protegowana Gaja, której historię przecież znamy, miała podczas wiosennego sabatu pozyskać nowy tatuaż na buźce, co według reguł Benges było kolejnym stopniem po schodach na ten sam nieistniejący czarowski szczyt. To było szalenie ważne, aby obie się wtedy spotkały. Tak ogólnie ważne, szczególnie dla obu zresztą też. Tak więc Kaśka dojechała do wioski Benges, tym razem już bez żadnych przygód, bo drogę znała, po czym na miejscu zadziało się naprawdę wiele, bardzo pozytywnie zresztą do tego. Dużo ostrego treningu, dużo ćwiczenia czarów, oraz dużo gadania ze swoją pupilką Gają. Ponieważ to jest temat na cały miniserial, to dobrym pomysłem jest wcale go nie napoczynać. Tak więc przejdźmy już do poniedziałku, kiedy to pod wieczór Maczeta dojechała do domu, po czym nietomna nawet na przywitanie Adaśka walnęła się spać. Tak porządnie spać, bez czarów, bez szybkośpiocha, które to zaklęcie co prawda oszczędza wiele czasu, ale wiedźmy stosują je raczej przy dość wyjątkowych okazjach. Takiej okazji akurat jednak nie było. Dopiero we wtorek, gdy jej wielki chłop przyjechał po pracy, olewając zresztą rutynowy po tej pracy trening na siłce Oktagonu, Kaśka przywitała go krótko, zwięźle, bez cienia miejsca na odpowiedź:
- Pod prysznic i do wyra!
Tu przypomnijmy, że ta czarownica ma inną konstrukcję libido, niż jej pozostałe psiapsie. Nie trzeba jej zbyt często tego sportu, co zresztą konweniuje do potrzeb Daśka, są ze sobą kompatybilni, ale gdy już do czegoś dojdzie, to jest naprawdę grubo. Dodajmy do tego, żeby nie zapomnieć, że Kaśka jest w sztosie, tak na nią zadziałał ten cały wyjazd do wioski Benges. Ale tu znowu dokonamy pewnego cięcia, wspomnimy tylko, że producenci filmów dla dorosłych wiele by zapłacili za możliwość sfilmowania przynajmniej małego fragmentu tej całej akcji.
Za to w środę Kaśka pojechała do pracy. Nie bardzo wiadomo za to, czy pojechał Adaśko, ale to już nas akurat nie interesuje. Wiceprezeska Oktagonu zaczęła szychtę bez specjalnych sensacji, od krótkiej odprawy wierchuszki klubu, czyli Stryjo, Mala plus jeszcze parę innych dość ważnych osób. Stryjnej, księgowej firmy nie było, gdyż najczęściej pracuje zdalnie. Potem przeszła się drugiego budynku, gdzie ogarnęła indywidualnie kilka osób sesjami rehabilitacyjnymi. Gdy wróciła do pierwszego, zajęła się czymś, czego bardzo nie lubiła robić, czyli papierologią. Ale, że nadal była w sztosie, to jakoś ogarnęła temat wyjątkowo gładko. Potem zajęła się swoją ulubioną klientką treningu indywidualnego, czyli panią Malwiną, która to pracuje nad swoją nadmierną puszystością. Dość mocno się nią zajęła, ale płaczu nie było. Co więcej, usłyszała na koniec:
- Pani Kasiu, ale był dzisiaj wycisk.
- To źle, czy dobrze?
- Nooo... Ja tak chcę już zawsze.
- A ile dziś było batoników?
- Yyyy...
- Spytałam o coś.
- Brdldwttrzszsz...
- Dobrze. To jeszcze siedem brzuszków i na dziś kończymy.
- Czemu siedem?
- Pięć za pięć batoników i dwa ekstra za kłamanie.
Wycisk to pojęcie względne, zaś Kaśka dobrze już znała panią Malwinę, więc dobrze też wiedziała, co to słowo dla niej znaczy. Więcej chętnych do wycisków, takich, czy innych na ten dzień nie było zapisanych, więc pani trener zrobiła sobie dłuższą przerwę na kawę. Zaś po tej przerwie zajrzała do szatni dla pań. Co tam się zadziało wspomnieliśmy już na początku. Koniec dniówki to było dla niej właśnie danie wycisku załodze Neonówek.
Ale zanim, to najpierw dwa słowa na temat metodyki, jaką stosowała Kaśka wobec tych zakapiorek. Była ona bardzo urozmaicona, gdyż dobra walka, tak realna, jak tylko sportowa, takiej właśnie wymaga. Tak naprawdę, to wiele prostych zadań dziewczyny wykonywały same, bez ekonoma na głową. Jako dorosłe już piczki świetnie wiedziały, że obijając się oszukują tylko siebie. Dostawały jedynie rozpiski, co mają robić i robiły to naprawdę porządnie. Kaśka pojawiała się tylko wtedy, gdy ćwiczyły technikę lub taktykę. To nie były zbyt wyczerpujące zajęcia, bo gdy ciało jest zbyt zmęczone, to umysł traci skupienie, a wtedy wszystko zaczyna działać niedokładnie. Na takich treningach było też sporo pogaduch, choć rzecz jasna na temat. Ale to jeszcze nie był koniec. Bo raz na jakiś czas, raz na tydzień, może dwa, Maczeta zbierała swoje lalunie razem, po czym fundowała im piekło. Właściwie nic nowego, tak ćwiczą na przykład wojskowe jednostki specjalne. Kaśka nazywała to treningiem nękającym, który nie był targetowany do ciała, tylko przez ciało do psychiki. Laik nie mający pojęcia uznałby to za sadyzm lub humilację. Ale laik dlatego jest właśnie laik, bo już wspomniano, nie ma właśnie pojęcia. Zaś cała piątka, tak Kaśka, jak jej uczennice wiedziały coś więcej. Wiedziały, że to trzeba po prostu przetrwać, do tego nawet ani pisnąć podczas. Rzecz jasna taki trening wymaga absolutnego zaufania ćwiczących do trenerki oraz jej wyczucia granic, aby tak je łamać, aby nie złamać. Ale jedno, jak też drugie akurat było.
Zanim jednak Kaśka po wyjściu z szatni doszła do sali ćwiczeń spotkała na korytarzu Malę. Nic jakby specjalnego, normalne, przypadkowe spotkanie ludzi pracujących w tej samej firmie. Ale Turbinka nie była sama. Szło za nią kilka kobiet, w dość różnym wieku, dość różnie także ubranych, niektóre Kaśka nawet widywała w klubie, ale żeby tego była pewna? Nadal nic się nie dzieje, ale coś ją tknęło, nagle ją zaciekawił ten pochód, więc zatrzymała dziewczynę.
- Maleczko, nic nie mówiłaś rano o żadnej nowej rekrutacji do pracy. To o co tu chodzi, co tu się dzieje?
- Bo to nie jest rekrutacja. Idziemy po prostu pogadać. Do dziewiątki. Akurat jest pusta. Potem ci wszystko wyjaśnię. Albo dobrze. Tak na wstępie, kontrolnie, to...
Mala coś szybko syknęła hisslangiem. Kaśka uniosła na chwilę brwi, po czym, gdy obie wymieniły jeszcze parę syknięć uśmiechnęła się i dodała po ludzku:
- Ahaaa. Fajne, podoba mi się. Rób to.
Zaczęły się rozchodzić, zaś na nich weszły Neonówki, więc cała piątka dotarła razem do drzwi sali. Dziewczyny puściły Kaśkę przodem, ale gdy wchodząca za nią Yakuza też chciała to zrobić, to nagle cofnęła się.
- Kasiu, możesz na chwilę?
Maczeta wyszła z sali ze zdziwioną miną pytając:
- Co jest? Masz jakiś problem?
- Tylko pytanie. Co to za knoty tam w środku?
- Knoty? To są niezłe byczki. Chłopaki od Magdy.
- Magdy Maczugi?
- No.
- I co? Będą z nami ćwiczyć?
- Nie. Zrobicie sobie wszyscy dobrze. Środa to dzień loda. A ja to nakręcę i sprzedam ten cały materiał beżowym, razem z twoim numerem telefonu jako bonus.
- Nie, no weź...
- Zocha nie rób z siebie większej Zochy, niż jesteś. I tak mam cię dziś na oku. Nie będą ćwiczyć z wami, tylko obok was. Jak się dobrze skupisz na własnej dupie, to nawet nie zauważysz, że...
Przerwała nagle i dokończyła innym tonem:
- Czekaj, nie! Brawo ty! Podsunęłaś mi fajny pomysł.
Nie czekając na reakcję weszła znów na salę. Ale wtedy Bójka, Bitka, oraz Bęcka, których miny jasno mówiły, że nie wiedzą o co chodzi otoczyły Bombkę. Któraś zapytała, zgodnie zresztą ze swoją mimiką mówiąca to, co mówiła:
- Zosia, o co tu chodzi?
Ta zaś tylko machnęła ręką:
- O to, że ma być bardziej przesrane, niż ma być.
Bójka zajrzała pierwsza:
- Kurwa, jakie fajne cielaczki! Ten po lewo to jest mój, zaklepuję. Która go robi ze mną? Bo jest tylko dwóch.
Bombka pokiwała głową mówiąc:
- No, i ta jeszcze rui dostała.
- Żartowałam.
Bitka i Bęcka spojrzały na siebie, zaś ta pierwsza spytała:
- Czy możemy już wreszcie wejść? Tamujecie ruch.
Weszły i dopiero wtedy pojęły, wyrażając to zbiorczo:
- Ahaaa...
Zaś z głębi sali dobiegł do nich głos Kaśki:
- Co tam się dzieje? Wszystkie od drzwi do mnie!
I dodała:
- Krokodylkiem!
Chcecie wiedzieć, co to jest krokodylek? Na pewno?
Bęcka westchnęła:
- Zaczyna się.
Bardzo rezolutnie zaczęła. Wszystko, co ma się zacząć to co?
Brawojasiu! To jakoś się musi zacząć...
DOKOŃCZENIE NIEBAWEM
Chcecie wiedzieć, co to jest krokodylek? Na pewno?
Bęcka westchnęła:
- Zaczyna się.
Bardzo rezolutnie zaczęła. Wszystko, co ma się zacząć to co?
Brawojasiu! To jakoś się musi zacząć...
DOKOŃCZENIE NIEBAWEM