20 czerwca 2026

LET THE BODIES HIT THE FLOOR

Dwie wchodzą
Jedna wychodzi
Taki sport
/mikrohaiku to haiku oparte na metrum 3-5-3/
Najpierw cofnijmy się na osi czasu do chwili turnieju tajskiego boksu po którym Bęcka wylądowała była w szpitalu. Na oddziale neurologicznym zresztą, który specjalizuje się w przywracaniu do stanu używalności zawodniczek i zawodników sportów walki zbyt dobrze trafionych. Jak pamiętamy dziewczynie towarzyszyły wtedy Roxy i Kaśka. Nie po temu bynajmniej, aby patrzeć lekarzom na ręce. Ta ekipa na oddziale akurat była zaiste godna zaufania. Ale medycyna medycyną, zaś czary czarami. Taka hybryda zwykle działa dobrze. Jak wiemy bowiem, Roxy magię medyczną ma dobrze opanowaną, Kaśka zresztą też sporo już umie. Efekt całego leczenia był taki, że po trzech dniach Bęcka wypisała się ze szpitala na własne żądanie. Gdy lekarz dyżurny próbował jej to wyperswadować sam nagle został pacjentem swojego szpitala. Bo Bęcka to jest Bęcka. To, że nie trzyma gardy podczas walki wcale nie oznacza, że nie umie porządnie przylać.
To teraz przenosimy się do ośrodka Oktagon. Czwarty dzień po turnieju, po krytycznej walce, poniedziałek, czy wtorek bodajże. Do workowni wchodzą Zośka Yakuza, Bójka, Bitka oraz niejaki Stacho, którego Bójka trzyma za rękę. Stacho to ten cielaczek od Magdy Maczugi. Gdy Bójka poznała go na treningu to od tamtej pory cipki nie może od niego odkleić. I teraz jest tak, że pierwsza odezwała się Bombka Zośka:
- Ej, laska, to co ty tu robisz?
Bęcka akurat ćwiczyła frazę bazową, czyli lewy i prawy prosty na worku, który naprawdę miał już dosyć tego lania. Ale nic nie mówił, bo niby czym miał to robić? Dziewczyna jednak na chwilę przerwała i odpowiedziała:
- Jak to co? Trenuję. Mam grafik od Kaśki, to go realizuję.
- No, ja nie wiem. Jak Kaśka tu zaraz zajrzy, to ja nie ręczę za twoje dupsko. Przecież ciebie ma tu nie być. Masz miesiąc przerwy co najmniej, jak nie dłużej.
- Kaśka może mi skoczyć na kant tego dupska. Jak coś powie nie tak, to ją po prostu zwolnię z pracy i tyle z tego będzie. I chuj!
Formalnie Bęcka miała trochę racji, bo w sportach walki trener jest pracownikiem swojego zawodnika.  Ale nie jest to takie do końca w tym przypadku. Co skonstatowała Zośka:
- Kochanie, to tak chyba raczej nie działa. Coś tobie się chyba popierdoliło w tym twoim dupsku. A zresztą... To nie moje dupsko. Niech Kaśka ci tłumaczy, gdzie jest przód, gdzie tył.
Kaśka istotnie zaraz się tam pojawiła. Rzuciła tylko okiem na sytuację i szybko zarządziła, popierając to do tego ruchem głowy:
- Wyjdźcie mi stąd na chwilę.
Gdy drzwi do sali się zamknęły wszyscy spojrzeli na siebie.
- No, teraz będzie...
Rzuciła szybko Bitka. Nic specjalnego jednak się na wydarzyło. Po kilku minutach drzwi się otworzyły, wyszła przez nie Bęcka, bez słowa minęła wszystkich i ruszyła w stronę szatni. Po chwili wyjrzała Kaśka mówiąc:
- Nie ruszy się z domu przez dwa tygodnie, więc mam prośbę. Zajrzyjcie dziś do niej z jakimiś zakupami. Tak? Jeść trzeba.
- Co jej powiedziałaś?
Spytała Bójka.
- Żeby właśnie poszła do domu i pomieszkała te dwa tygodnie.
- Kasia bywa nieraz bardzo przekonywująca.
Podsumowała Bitka i wszyscy ruszyli do sali...
W istocie rzeczy Kaśka użyła czarów do tego przekonywania. Wystarczył prosty urok plus sugestrix na wszelki wypadek, też rodzaj uroku zresztą. Według zaleceń lekarskich Bęcka miała szlaban na wszelkie aktywności fizyczne przez kilka tygodni, ale jak widać miała je centralnie gdzieś. Wiemy, że była dość mało zdyscyplinowaną zawodniczką.
Tymczasem po kilku dniach do Kaśki przybiegła podniecona Zosia Bombka Yakuza. Wywołała ją z jakichś zajęć aby przekazać pewną bardzo ważną nowinę:
- Gadałam z Orskim, wiesz?
- Mirek to bardzo miły człowiek, fajnie się z nim rozmawia. Ale czy to jest powód, że zawracać mi anus i przerywać pracę z klientką?
- Przepraszam. Ale...
- To idź do barku, wypij sobie soczek na koszt firmy, a ja za dwadzieścia minut przyjdę i wszystko mi opowiesz. Chyba, że ośrodek ktoś nam podpala. Albo ty będziesz rodzić.
- Tak, chyba żyrafę. Ja ostatnio tylko...
- Zosiu, twoje pożycia intymne na pewno mnie nie interesują. Więc bądź grzeczną dziewczynką i zrób to, o co proszę.
Co prawda Bombka nigdy nie była grzeczną dziewczynką, ale dla Kaśki zawsze robiła wyjątki. Spróbowałaby zresztą ich nie robić. Bęcka nie robiła i dostała na ringu bęcki. Dokładnie jedną, ale za to porządną. Zaś po dwudziestu minutach...
- Kasiu, więc jest tak, że... Nie, może inaczej. Wiesz kto to jest Brajagna Bolesna? No, Niezapominajka inaczej.
- No pewnie, to ta, która trafiła Bęckę. Faktycznie niezapominajka, trudno zapomnieć takiego strzała. No, ale co z nią?
- To ona niedługo będzie walczyć.
- Jest czynną zawodniczką, to walczy. Co w tym takiego?
- Tak, ale ona będzie walczyć we freakach.
- Ty też będziesz, tylko nie w bieżącej gali. Niezła jest, więc ja się nie dziwię, że Mirek ją przyuważył. To jest jego praca. W jakiej formule ma się bić ta panienka?
- Czysty boks, ale na gołe.
- I?
- To ja chcę jej spuścić bęcki. Za Bęckę.
- Bęcka oberwała słusznie, bo mnie nie słuchała. Ale zaraz, czegoś nie rozumiem. Jak chcesz to zrobić? Po naszemu, na ulicy? Tak my tłuczemy tylko złoli. 
- Ja chcę jej wlać sportowo. Na tej gali.
- Czekaj Zocha. Po pierwsze, to walczysz dopiero na następnej. Boks birmański w rzymskiej klatce. Pod tą walkę cię szykuję. Ogarnęłam ci wujka od wing tsun, żeby cię trochę tego poduczył. Za roczny abonament do klubu zresztą. To ty nam nagle chcesz zmieniać plany?
- Ale...
- Cicho. Mówię jeszcze. Po drugie, to ta cała Bolesna ma już przeciwniczkę. Kontrakt już pewnie podpisany, więc klamka zapadła. Trudno to odkręcić.
- Kasiu. To jest tak, że do tej walki za dużo mi zmieniać nic nie trzeba. To jest boks, więc co tu reformować? Tą walkę można mi zaliczyć jako sparring przed tamtą następną. Zaś kontrakt można jakoś zachachmęcić. Jakby pogadać z  Mirkiem...
- Tak. Ciekawa koncepcja. Właściwie to... Tylko ma jeden feler. Jak ona cię trafi, to tamta walka idzie się ciurlać. Większość walk tej formuły kończy się przez tekao. Trochę za ładna jesteś do tego. Za to ona ma kopyto, tu akurat nie ma dyskusji.
- Ta, srałpierdział, gryzł wodę, miał w dupie przeszkodę. Teraz za ładna, a na strzały barankiem już nie? Poza tym nikt mnie nie trafi. Maskę mam dziewiczą. W pewnym sensie.
To dodała widząc, jak Kaśka się uśmiechnęła kpiąco.
- No co? Dziób mam nietrafialny, tak jak ty. Od ciebie się uczę, wiesz, że ja jestem pilną uczennicą. Słuchaną. Nie tak, jak Bęcka.
- Właśnie. Muszę do niej zajrzeć, przedłużyć jej, że tak powiem czas siedzenia na dupie w chałupie. Ale na Mirka to ty mnie nie napuszczaj. Niech twoja dziewczyna z nim pogada. To jej były facet, przecież wiesz.
- Mala to nie jest moja dziewczyna. Tylko się blisko psiapsiamy.
- Tak, prawdziwa dziewczyńska przyjaźń. Ale mniejsza już z tym. Nie z mojej piczy wióry lecą. Słuchaj, zrobimy tak, że pójdziesz teraz do Mali, jest tu gdzieś na obiekcie. Po coś Graham Bell wynalazł telefon chyba, tak? Jak Mala bardzo, bardzo ładnie Mirka poprosi, to ty mi przyniesiesz kontrakt na tą walkę. Wtedy zrobimy to. Parę groszy ekstra na pewno nie ma prawa zaśmierdzieć. Acha, o jakich sumach jest mowa?
- Dokładnie nie dopytałam. Ale freaki to freaki. Za gieta Ziela tam się nikt nie tłucze. Aha, właśnie. Coś mam dla ciebie. Spodoba ci się. Jest mega, zobaczysz.
Yakuza sięgnęła do kieszeni bojówek i wyjęła małe pudełeczko.
- Co to jest?
- Czekolada. Czarne Maroko. Sześćdziesiąt wolt.
- No? Ile za to?
- Kasiu, nie obrażaj mnie.
- Tylko żartowałam.
- Powiedzmy, że za to, że się zgodziłaś.
Okazało się, że sprawy poszły nadzwyczaj gładko. Mala faktycznie bardzo, bardzo ładnie poprosiła Mirka o zmianę planów. Zrobiła to etapami. Najpierw uderzyła do Magdy Maczugi, jego aktualnej partnerki. Potem we dwie urobiły Orskiego. Ten zaś pomyślał przez chwilę i oznajmił:
- Dobrze moje panie. Spróbuję zrobić z tej walki dwie. Nawet mam jedną dziewczynę na oku. Nie miałem dla niej przeciwniczki, to teraz już mam. Tylko jest jeden szkopuł. Sponsor strategiczny musi wyskoczyć z dodatkowej kasy. Maleczko, pomożesz?
Mirek wiedział, o co prosi, zaś dla Turbinki to było jak małe piwo przed śniadaniem. Bez woltów zresztą, bo jak wiemy Mala narkotyków nie używa. Cała trójka pojechała więc do biura sponsora. Młoda wiedźma utkała magiczny urok, rzuciła go dziarsko i pozamiatane. Zaś po dwóch dniach Yakuza wręczyła Kaśce kontrakt, świeżutki, pachnący, nie prześmigany.
Gala miała odbyć się w sobotę, dzień przed letnim sabatem. Ale dzień przed było jeszcze ważenie oraz konferencja prasowa. Ważenie nie wiadomo po kiego, bo we freak fightach nie praktykuje się raczej kategorii wagowych. Zaś konferencja jest dla gawiedzi, którą czasem bardziej to kręci, niż same walki. Kaśka bardzo tego nie lubiła, ale to nie ona była gwiazdą tego eventu. Aczkolwiek to akurat jest do dyskusji, bo Zośkę znało niewiele osób, zaś do Pięknej od razu ustawiła się kolejka po autograf. Bombka miała swój plan na tą okazję. Zwykle zawodniczki stają na wagę w bikini, choć czasem nieraz fikuśnym, sex shopowym. Zosia stanęła topless w samych stringach, ale takiego typu, że prawie nic już nie zasłaniały. 
- Nie mam się czego wstydzić. 
Oświadczyła podczas ważenia. Ale to był dopiero początek. Bo podczas robienia tradycyjnej fotki face to face podniosła tiszert znowu pokazując piersi, po czym rzuciła do przeciwniczki:
- Brajka, pokaż klasę i jutro walcz bez ochraniaczy.
Tu należy wyjaśnić, że różne federacje mają rożne przepisy dotyczące takiego sprzętu. Ta akurat miała takie, że obowiązywała paszczęka oraz ochraniacz intymmny dla panów. Za to nie wiedzieć czemu panie miały wybór, czy zakładać tak zwany napizdnik i nacycnik. Brajanna odcięła się od razu:
- Mówisz - masz. Zrobię ci z nich hamburgery.
- Sama jesteś jebany hamburger. Narzeczona Frankensteina. Ciebie nawet musztarda nie chciałaby wyruchać. Ani inna Mumia.
To nie było miłe i nie do końca prawdziwe. Co prawda ocena kobiecej urody to sprawa względna, ale Niezpominajka wcale nie była brzydka, co przyznałoby wiele osób na tej sali. Miała urodę swojskiej, czerstwej dziewuchy. Takie Brajagny miewają powodzenie u panów oraz niektórych pań. Ale na pewno nie była tak obrotna paszczą, jak Zośka, więc zamiast ripostować werbalnie przeszła do czynów. Stało się to, co tygrysy lubią najbardziej podczas konferencji. Panie skoczyły sobie do oczu cieleśnie. Ale czterech ochroniarzy było zawodowcami, niejedną taką parę wściekłych kocic już rozdzielali. Tak więc do falstartu walki nie doszło. 
Za to następnego dnia walka Bombki i Brajagny była czwarta od końca. Zosia wkroczyła do klatki odziana w obowiązkowy zielony tiszert Oktagonu oraz majtki z wypisanym imieniem Bęcki. Bo to jej dedykowała ten występ. Zaś w narożniku urzędowała Kaśka, Magda Maczuga jako asysta oraz Roxy jako cutwoman. Po przygodzie wspomnianej Bęcki uznała się za osobę potrzebną jakby co, zaś na brak papierów przymknięto oko pod wpływem czarów. Zaś w loży dla vipów zasiadł Stryjo, Malina, Miolka, Mala oraz Adaśko, Borek, tudzież Misiek. Anita odpuściła sobie to widowisko, ale jak wiemy jest ona marudna od jakiegoś czasu, nie bardzo wie, czego chce. Po czym zaczęło się...
Ta walka nie miała podziału na rundy. Łomot miał trwać dotąd, aż któraś będzie miała dość. Obowiązywały Reguły Gromda, zaś sędzina ringowa oświadczyła bardzo zdecydowanie:
- Jeden faul i wyrzucam na zbitą pizdę!
Plan walki Bombka miała starannie omówiony z Kaśką, ale jak wiemy strona przeciwna jest zwykle złośliwa, nie pozwala na jego realizację. Więc było też miejsce na improwizację. Już po pierwszej minucie Kaśka miała jasność, że jej pupilka raczej nie przegra, ale boks to boks, więc z dużym naciskiem na raczej. Jak na razie Zośka ani razu nie dała się trafić, wszystko zbierała albo na gardę, albo puszczała mimo. To była bardzo dobra decyzja, bo Brajagna nie był z dupy wzięta. Jej ciosy wyglądały na naprawdę okrutne, urywające głowę. Ale wojowniczka ulicy bis, którą była Bombka Yakuza górowała nieco nad nią szybkością, więc kilka ukąszeń uplasowała tam, gdzie trzeba. Tylko ukąszeń. Już przed walką ustalono, że nic na chama, że ma nie być pośpiechu, próby rozstrzygnięcia od razu. Żadnych kujawiaków, ani tym podobnych, to nie był typ przeciwniczki pod taką taktykę. W pewnym momencie Kaśka rzuciła do Magdy:
- Teraz. Widziałaś? Teraz już ją ma.
- No. Jak kaczkę na ruszcie.
To był cios w splot słoneczny widoczny tylko dla wprawnego oka. Taki cios odbierał dużo oddechu. Ktoś inny, niższej klasy zwinąłby się i poprosił o litość, ale Brajagna to była naprawdę wysoka półka. Jednak Zośce to już wystarczyło, aby zacząć drugi etap. Wciąż nie trafiona ani razu sama zaczęła trafiać coraz częściej. Wciąż jednak nie były to ciosy nokautujące, bo wcale takie miały nie być. Plan był zupełnie inny. Polegał na tym, aby Niezapominajkę systematycznie obić, raz koło razu, aby jej ciało zamienić w jeden bolący siniak. Ale żeby nie przegiąć. Klika razy sędzina przerywała starcie, aby przyjrzeć się twarzy Brajagny, czy przypadkiem nie wymaga pomocy cutmana. Zaś każda zbytnio krwawiąca rana mogła być powodem przegranej przez techniczny nokaut. Ale takie zwycięstwo nie byłoby dla Zośki zbyt satysfakcjonujące. Ona postanowiła zrobić hamburger, taki właśnie, który był wspomniany poprzedniego dnia. Po którejś minucie jej przewaga była widoczna już nawet dla laika. Magda odezwała się do Kaśki:
- To już jest powolna egzekucja. Ja bym już chyba rzuciła ręcznik, ale przy tych regułach... Nie wiem w sumie.
- No, dobrze. Kończ Zocha tą zabawę.
Oznajmiła Kaśka i dodała po chwili:
- Jak ja nie lubię widoku bitego człowieka. 
- Chyba że sama bijesz?
Obie wybuchnęły śmiechem. Za to Zośka chyba też już miała dosyć tej zabawy. Odskoczyła na moment aby przyjrzeć się rzeźni, która była jej dziełem, po czym doskoczyła oraz zakończyła temat wspomnianym już kujawiakiem. Brajagna Niezapominajka Bolesna uklęknęła na kolana, po czym upadła twarzą na matę. Sędzina szybko doskoczyła, odepchnęła Bombkę, tak na wszelki wypadek, po czym nachyliła się nad leżącą. Liczenie jej zdaniem nie miało sensu, więc pokazała gestem koniec walki. Machnęła ręką na lekarza, potem podniosła rękę Bombki Yakuzy do góry. Ta zaś szepnęła ni to do siebie, ni to gdzieś:
- To dla ciebie Bęcko.
Następnie zdjęła tiszert. Złożyła go starannie i położyła na ciele pokonanej kobiety, którą właśnie kładziono na nosze.
- Prezent od firmy Oktagon. Wpadnij któregoś dnia na trening, nauczysz się u nas, jak to się robi porządnie.
Sędzina podeszła do niej mówiąc:
- Idź się wysikać. Znasz reguły. 
To już była jednak tylko formalność. Bombka była czysta jak łzy, które płynęły jej z oczu. Co prawda dziewczyny z tej dzielni nie płaczą, ale czasem bywają od tego wyjątki.