01 maja 2026

WYJAZDOWO

Marychofobia
Sporo jej jest w tym kraju
Więc musi być syf
To wstępne haiku nie ma nic wspólnego z opowiadaniem, ale leżało już tak długo w szufladzie, że się kiedyś musiało doczekać publikacji. A teraz przenosimy się do Pleciugi, jest czwartek przed długim weekendem:
- To co, Grażynki, jedziemy na ten konwent, czy nie?
Zapytała Malina.
- Jaki znowu konwent? Aha, na ten. To nie jedziemy.
Skomentowała Anita, po czym dodała:
- Znaczy ja nie jadę, a wy róbta co chceta.
- A ja, jeśli panie pozwolą, z przyjemnością.
Wtrąciła Mala, lecz nagle włączyła się Kaśka:
- Ja też nie jadę. Turniej mam, swoich dupek muszę doglądać. Poza tym znacie moje zdanie na temat tych konwentów. Więc i tak bym nie pojechała.
- Wszystkie walczą?
Spytała nagle Roxy.
- Tylko młode. Zośkę ustawiam na grubszy łomot.
- No! Yaki jest najlepsza! Grubo łomocze.
Oświadczyła Mala.
- Pewnie, o swojej dziewczynie trzeba mieć dobrą opinię.
To wrzuciła Roxy, na co Mala zmarszczyła nosek mówiąc:
- Ty tak naumyślnie mi dokuczasz. Ciągle mi wmawiasz, że to moja dziewczyna. A to jest moja bliska koleżanka akurat tylko.
- Jak regularnie bliska, to chyba już nie tylko. Poza tym wcale ci nie dokuczam, tylko się droczę, tak kontrolnie, dla sportu. Odkąd jesteś już pełnoletnia tak naprawdę, to fajnie się fochujesz.  
Wtedy odezwała się Malina:
- Pełnoletnie tak mają. Ale my chyba odbiegłyśmy od tematu? 
Tu odezwała się Anita:
- Przecież wszystko jasne. Ja nie jadę, Kasia też, Mala jedzie, do tego jeszcze nie sama, bo z wibratorem, Ruda... Hm... Ruda jest ruda, tyle na razie wiesz na ten temat. Okay, cofam wszystkie sęki świata, te światowe przede wszystkim.
- No właśnie, mnie nikt nie zapytał.
Ożywiła się nagle Roxy, na co zareagowała Malina:
- Gryzoń, nie wkurwiaj mnie, co? Pytałam wszystkie Grażynki, więc ciebie też. Ale dobrze, jestem w pokojowym nastroju, ceny trumien na rynku są na razie stabilne, więc spokojnie zapytam jeszcze raz. Czy to rude cipsko planuje ruszyć swoje rude cipsko na konwent, czy nie planuje?
Roxy jakby na chwilę się nastroszyla, ale nagle jej puściło.
- No, to rude cipsko się właśnie zastanawia. Bo raz zabrało ze sobą swoją uczennicę, taką blond lalunię na konwent, a ta lalunia się tam napierdoliła jak stary, zardzewiały szpadel, narobiła siary, po czym... Zreszta wiecie, jak było.
- Ciotka, nie uruchamiaj się, zrób to dla mnie, co?
Wtrąciła się nagle Anita i zakontynuowała:
- Wspominasz jakąś zamierzchłą epokę, gdy Lalka jeszcze nie wiedziała, gdzie jest przód, gdzie tył. Kiedy moja szwagierka ostatni raz się tak napierdoliła?
- Właśnie wtedy.
- No! To może już czas przestać jej to wypominać, co?
- Dokładnie!
Teraz włączyła się Mala dodając:
- Nasza siostra już jest grzeczna. Tylko seks i marihuana. Żadnych narkotyków. Narkotyki to zło. Zero trujących płynów. Tak, Malinko?
Ale zanim Malinka zareagowała, Turbinka dorzuciła:
- Krecha koki raz na miesiąc się nie liczy.
Słuchająca tej żartobliwej przekomarzanki Kaśka jak zwykle miała ze sobą problem przy takich rozmowach. Jej absolutna lojalność wobec Maliny oraz nie zawsze do końca stabilne poczucie humoru wystawiane były wtedy na próbę. Podjęła jednak wreszcie decyzję:
- Te krechy też się niedługo skończą. Yakuza lada dzień zamyka ten dział swojego sklepiku, wyprzedaje resztki, więc...
- Więc co?
Roxy wyraźnie nie miała dosyć, szukała dalszych haczyków.
- Moje źródełka jeszcze nie wyschły. Jakby co, to Lalka może przyjść do mnie. Załatwimy to jak zwykle, żadne gangsterki, tajskie bokserki nie będą potrzebne. Tak kochanie?
Uśmiechnęła się czule do Maliny.
- Jak zwykle, czyli jak?
Nagle zainteresowała się Mala, na co usłyszała:
- Normalnie, a co?
Anita pod stołem ścisnęła Roxy za udo i syknęła coś hisslangiem. Co prawda mowę czarownic znały wszystkie obecne przy stole, ale tego archaicznego idiomu te młodsze akurat nie zrozumiały. Tak akurat był syknięty. Zaś oznaczał on niewiele:
- Przeginasz!
Na szczęście Mala nie chwyciła sensu tej całej gry, mimo swej nadzwyczajnej bystrości oraz ponadprzeciętnej inteligencji. Na szczęście, bo mogło nagle zrobić się niefajnie. Spytała więc tylko:
- Bierzesz od niej za to kasę?
Roxy uśmiechnęła się chytrze i rzuciła:
- Żart.
Anita rzecz jasna wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi. Roxy faktycznie sypiała z Maliną od czasu do czasu, nie za kokę rzecz jasna, tylko dla sportu, ale tego Mala nie mogła się dowiedzieć. Od czasu, gdy pogodziła Lalkę ze swoją dziewczyną Miolką nabrała obsesji na punkcie tego, czy miewa ona inne bliskie, te bardzo bliskie relacje z kimś innym. Za to wiedziała Kaśka, bo Malina jej mówi naprawdę wszystko, ale dowiedzieć się czegoś od Kaśki na temat sekretów Maliny? Nie ma niemożliwszej rzeczy na świecie. Zaś Mala chyba straciła nagle ochotę na głębsze rozkminki, bo oznajmiła tylko:
- Głupi żart. Malina nie jest żadną ćpunką. Ćpuny to regularnie osuszają małpki pod moim domem na przystanku. Ja co prawda nie używam nic, oprócz seksu, trawy i szampana dla dzieci, ale wiem, że taka kreska czystej koki raz na miesiąc nikogo nie truje. Koka to nie alkohol.
Po tej perorze sytuacja zrobiła wrażenie bycia rozładowaną, ale nadal nie była jasna kwestia wstępna, od której się ta cała dyskusja zaczęła. Więc Malina podjęła próbę jej rozciemnienia:
- To jedziesz Lisico, czy nie jedziesz?
Roxy jakby się zasępiła:
- Bym pojechała, ale wiem, że będzie tam ktoś, kogo nie chcę spotkać. Takie tam stare porachunki, zaszłości, jeszcze z moich zawodowych czasów.
- Poprzednim razem nie miałaś takich obiekcji.
- Bo wtedy wiedziałam, że jej nie będzie. Teraz wiem, że będzie. Może być naprawdę nieprzyjemnie. Nie mnie tylko, tak ogólnie też.
Anita pokręciła głową:
- Taki stary trup pewnie się już rozleciał w szafie.
- Nie jestem tego taka pewna.
Malina i Kaśka dyplomatycznie milczały. Jakby nie było, to ich wtedy jeszcze nie było w tej bajce. Mali zresztą też, ale ona się akurat odezwała, bo to jest Mala, co wszystko wyjaśnia:
- Kochanie, to takie stare czasy. A teraz ma być Ciocia Lala, Róża też przyjedzie, parę innych fajnych dziewczyn. Będzie czad...
- Róża to raczej twoja kumpela, nie moja. Ty z nią zresztą może trochę uważaj, ta siusiara jest jeszcze małoletnia.
Po tych słowach Rudej Nita parsknęła śmiechem i rzuciła:
- I kto to mówi? My miałyśmy po czternaście. A ta cała Róża ma już piętnastaka, stara dupa jest z niej, to o co ci teraz chodzi? Znowu szukasz zaczepki? Co jest z tobą dzisiaj?
Mala skonstatowała:
- Wiewióra się kogoś najwyraźniej boi.
Kaśka spojrzała zdziwiona na całokształt. Bo ona niczego się nie boi. Nawet własnej maczety, wcale nie czarowskiej bynajmniej. Za to Anita spoważniała nagle bardzo poważnie:
- Młoda, jak ty nic nie rozumiesz. Czarujesz dopiero dwa lata, głównie dupą zresztą. Spoko, od tego każda zaczyna. Ale może wróćmy do sprawy.
Wzięła głęboki oddech. Nikomu nie kalkuluje się wtedy odezwać. Gdy się przerywa Anicie podczas narracji, to ceny trumien od razu podskakują w całym mieście. Nawet Kaśka nie piśnie, nawet ze swoimi Neonówkami na zapleczu. Zresztą, tak dla przypomnienia, Neonówki nie czarują, nie mają mocy. Ale za to po mordzie umieją dać, jak prawdziwe kobiety. Wróćmy jednak do tematu, czyli co Nita wszystkim oznajmiła:
- Kurwa! Ruda nigdzie nie jedzie. I chuj!
Zrobiło się naprawdę poważnie. Anita jest kobietą z taką klasą, że wszystkie królowe całej Galaktyki mogą jej na kant pizdy skoczyć, tedy więc bardzo rzadko operuje słowami publicznymi. Skoro jednak użyła... Do tego jeszcze syknęła hisslangiem, ale już takim common, zrozumiałym też dla młodszych stażem wiedźmulek. Nie wiemy co, ale wszystkie nagle poszły zrobić oko, czy też może kupę, ale ten detal nie jest zbyt istotny. Gdy wróciły, Mala jak zwykle śmiejąca się całym swoim jestestwem spytała bezczelnie:
- Wodzu, ale co wódz? Czemu tak?
Odpowiedź nadeszła hisslangiem, bo akurat przyszła pani Renia przynieść powtórkę pleciugato, które to Nita była zamówiła ciupasem, gdy jej psiapsie poszły do kibla. Ale poszła sobie, więc...
- Możesz po ludzku? Nie po naszemu? Bo ja jeszcze dzidzia, cienka pusia jestem, nie wszystko chwytam tak, jak należy.
Odparła Mala, wciąż bezczelnie. Anita odbiła od razu:
- Bo będzie bardzo, bardzo źle. Będzie taka jazda, że...
Tu przerwała, ale migiem przerwała przerwę:
- Będzie grubo. Bardzo grubo. Grubiej od grubieja.
Zapadła cisza. Przerwała ją Malina:
- Weź bratowa, nie męcz już. Ja już wiem, co jest na rzeczy. Podobno jestem tu najsłodszą idiotką, ale kurwa żesz...
Spojrzała na Kaśkę, lojalną do spodu, jak dobrze wiemy. Ale ta tylko wzruszyła ramionami. Mózg Wojowniczki Ulicy miał już to pięć razy przehetane. Więc usta Pięknej nim sterowane rzuciły:
- Siedź Lalka na dupie i słuchaj. Ciocia Nita mówi.
Dobrze powiedziała, bo Anita zaczęła mówić.
- Sprawa jest taka, że jak Ruda pojedzie, to ja też muszę pojechać. Ale ja nie mogę, bo wiecie, że nie mogę. Do lipca mam zakaz czarowania tak na poważniej.
W tym momencie wzbudziła się Kaśka.
- Ja pojadę. Zaraz po walkach. Po walkach to ja im nie jestem już potrzebna. Ale to oznacza, że Rudzielec też wcześniej nie pojedzie. Szkoda tylko, że na tym turnieju nie będzie ringowych dupek, bo by sobie zarobiła dodatkowo.
Roxy spojrzała zdziwiona:
- Takie stare próchna jak ja też wpuszczają na tą funkcję?
Na co zareagowała Malina:
- Chyba faktycznie stare, skoro nas tak debilnie kokietujesz.
Za to sytuację podsumowała Mala:
- Kasia dawno nikomu nie spuściła porządnego wpierdolu.
Wtedy Anita rozłożyła ręce.
- Trudno. Co robić. Jak mus, to mus.
Czwartkowy rechot finałowy zakończył cały ten temat. Tylko Roxy dorzuciła, bardzo filozoficznie, kompletnie ni w brochę, ni w oko:
- Tyle szmat na świecie, a podłogi dalej brudne. Na świecie istnieją trzy rodzaje ludzi. Tacy, co umieją liczyć, oraz tacy, co nie potrafią.