Jak dobrze pamiętamy, to Karyna, psiapsia tudzież uczennica zen Zuli i Zoji ma takie hobby, że lubi pichcić, głównie pierogi, ale nie tylko. Za to hobby jej innej psiapsi Joanny, też od jakoś niedawna zenującej jest chyba dość rzadko uprawiane, na pewno zapewno rzadsze, niż karynowe. Poza tym Asia stosunkowo od niedawna je praktykuje, pierwszy raz wpadła na ten pomysł jakieś kilka miesięcy temu, lecz tak naprawdę regularnie to dopiero od jakichś paru tygodni. Ale może jednak po kolei. Otóż któregoś dnia Asia wpadła do Zetek, jak zwykle roześmiana od ucha do ucha, ale tym razem jakby jeszcze bardziej. Zaś na progu pokoju obdarowała je komunikatem:
- Słuchajcie! Zrobił mi to!
Zula skupiona na malowaniu paznokci, a przy okazji zerkająca na tablet, na którego ekranie dział się jakiś gejowski erotyk dla bardzo dorosłych uniosła głowę i rzuciwszy okiem na kwiecistą sukienkę Asi oświadczyła:
- Nie wiem, czy mnie ciekawi, co ci zrobił jakiś chłop.
Ale Zoja zaprostestowała:
- Czekaj, może to nie jest to, co ty sobie myślisz, że to jej właśnie zrobił, tylko zrobił jej coś innego, co może było do zrobienia. Asiu, referuj.
- Zenek mi kupił xero.
- Zenek? Ten karynowy?
- NIe. Mój Zenek.
- To twój Zenek też jest Zenek?
Zula spojrzała na Zoję i spytała:
- To takie dziwne? Niejednej cipie Kasia.
- Ja swojej mówię Bronia, ale generalnie masz rację.
- Tylko jak my ich teraz będziemy odróżniać?
Tu wtrąciła Aśka:
- To akurat proste. Jeden jest rudy, a drugi też.
- Ulp?
Zoja zrobiła jakby większe oczy.
- Mówisz, że proste? To chyba raczej komplikuje sprawę?
- Ależ skąd! Mój Zenek jest rudy włosowo, a Zenek Karyny ma na nazwisko Rudy. To teraz już chyba wszystko jasne?
Zula tylko coś mruknęła, a Zoja odparła:
- Powiedzmy. Ale co dalej z tym xero?
- To dalej, że to nie jest jakieś tam xero, tylko takie konkretne xero, do tego historyczne. Bo wujek Zenka ma zakład, takie tam różne usługi, xero też.
- Rudego Zenka?
- Dokładnie. Ten wujek ma dwa takie sprzęty, ale to stare, takie oldskulowe postanowił opylić. Jak się Zenek dowiedział, to powiedział Karynie, Karynka mnie, to ja Zenkowi. Po czym bardzo, bardzo ładnie poprosiłam, żeby mi to całe xero centralnie kupił.
- Jak bardzo ładnie poprosiłaś?
- Tak.
Joasia zaprezentowała taki specjalny uśmiech, zatrzepotała powiekami, po czym uśmiech zamieniła w słodkiego buziaka na odległość.
- No. Robi wrażenie. Ja po takim czymś też bym ci może coś kupiła. Ruda co prawda nie jestem, Zenek też nie, ale...
- Czekaj Zulka, Zenek jest przecież rudy.
- Ale ja nie jestem Zenek.
- Aha. No, i co dalej? Drogo kupił?
- Nie, jakieś grosze. Na Allegro takie chodzą o wiele drożej, ale tu Karyna bardzo, bardzo ładnie poprosiła wujka Zenka, więc...
- To wujek Zenka też jest Zenek?
- Nie, dlaczego?
- Tak jakoś zabrzmiało. Ale to nieważne, kontynuuj.
Ale najpierw wtrąciła Zoja:
- To chyba spory sprzęt, takie stare klasyczne xero?
- Dali radę. Takich dwóch Zenków jak coś wnosi na trzecie piętro, to jakby ich czterech wnosiło. A kurwami walą wtedy niczym pułk czołgistów, którym brakuje do cysterny gorzały. Trochę co prawda mam teraz ciasno, ale...
- Im ciaśniej tym słodziej.
- Zulka, weź! Bez takich. Daj jej mówić.
- I teraz najważniejsze. Mogę codziennie, o tej samej porze usiąść sobie bez majtek i sobie skserować. To jest materiał z ostatnich dwóch tygodni.
Mówiąc to Aśka położyła na stole różową teczkę. Zula odstawiła cały zestaw lakierniczy, po czym sięgnęła po nią i zabrała się za przeglądanie zawartości.
- Dobre. Mogę wpaść kiedyś do ciebie?
- No pewnie, Karyna już była parę razy.
- Zojka, zrobimy sobie takie razem? Potem oprawimy w ramki, powiesimy nad łóżkiem, to będzie takie nasze zdjęcie ślubne.
- Wykluczone. Była kiedyś o tym mowa.
- A jak cię tak bardzo, bardzo ładnie poproszę?
Tu Zula powtórzyła twarzą manewr zaprezentowany przez Aśkę. Ta jednak wtrąciła się do tej rozmowy:
- Chyba Zoja ma rację, faktycznie wykluczone. To jest spory sprzęt, ale dwie pupy na raz tam nie wejdą. Musicie osobno, potem się to jakoś tam tą z tamtą doteguje i będzie dobrze.
- Widzę, że każda odbitka ma datę?
- Tak, bo to jest taki mój dziennik. Widziałyście może taki film Brooklyn Boogie? Tam gość codziennie rano fotografuje swój sklep. To ja robię tak samo, ta sama idea.
- Ja znam ten film. Czyli mamy tym samym rozumieć, że nasza koleżanka Joasia tam pod majtkami ma sklep? Bardzo interesujące.
Po tych słowach Zoji cała trójka wybuchnęła śmiechem. Gdy już panie się wyśmiały, zaś zawartość teczki wróciła do teczki, Aśka z nieco poważniejszą miną oświadczyła:
- To może ja teraz zupełnie z innej beczki. Ostatnio trochę czytałam na temat mindfulness. Rozumiem, że wy wiecie co to jest? Podobno bardzo modne ostatnio na świecie.
W tym momencie Zula wstała ze słowami:
- To ja może zrobię herbaty.
I zniknęła. Jak pamiętamy, nie była ona fanką zbyt filozoficznych tematów, takim sprawami zajmowała się Zoja. To ona zawsze odpowiadała na różne takie tam mądre pytania. Bo takie pytanie właśnie miało paść.
- Wiem, co to jest mindfulness, tak mniej więcej. Poza tym net jest teraz pełen tego tematu. A co chcesz wiedzieć Joasiu?
- Jaka jest różnica między zen i tym mindfulnessem?
- To też jest do znalezienia w necie, więc...
- Ale ja nie chce gadać z netem, tylko z wami.
- Czyli ze mną, bo z Zulką o tym nie pogadasz. Wiesz jaka jest ta moja cizia, już chyba zdążyłaś coś tam zauważyć. A tobie chodzi o różnice w teorii, czy też może w praktyce?
- Jedno i drugie.
W tym momencie zajrzała Zula:
- Joasiu, zieloną, jakąś inną, czy może kawę?
- Masz yerbę?
- No. A ty się Zojeczko nie rozgaduj tak za bardzo. Jak laska naczytała się różnych rzeczy w necie, to już ma wystarczający faszer w głowie.
- Nawet jeszcze nie zaczęłam.
Tu Zoja zwróciła się do Aśki:
- Zulka ma rację, im prościej tym lepiej. A więc... Przede wszystkim zen, znaczy praktyka zen nie ma żadnego celu, tylko same skutki uboczne. Zaś mindfulness ma ich kilka, są nawet dość konkretne. Na przykład poprawa zdrowia, samopoczucia, redukcja stresu, wspomaganie leczenia depresji, nerwic, uzależnień, stanów lękowych, czy radzenia sobie z bólem. Druga sprawa, to kwestia obserwatora. Podczas sesji mindfulness jest on jasno zdefiniowany, to jest sam praktykujący, podmiot który ma zadanie uważnie obserwować siebie, swoje myśli, czy odczucia. Natomiast podczas zazen nie ma takiego podmiotu, to znaczy on jest, ale tylko jako jedna z iluzji, których się doświadcza. Teraz kwestia samej praktyki. Jedno, jak też drugie daje sporo podobnych narzędzi do dyspozycji, ale to są tylko takie pomocnicze dodatki, niekoniecznie konieczne zresztą. Podobna też jest sama bazowa technika, ta najczęściej uprawiana, czyli siedzenie na zadku. Zresztą też niekonieczne, bo jedno, jak też drugie można uprawiać nie na siedząco. Ale to tak wygląda tylko z boku, gdy widzisz taką siedzącą osobę, to nie wiesz, co ona robi lub nie robi umysłem. Podczas mindfulness medytuje ona taką techniką jak wspominałam, obserwując siebie. Podczas zazen po prostu siedzi, jest obecna, doświadcza wszystkiego, co jest w zasięgu zmysłów. Tu ciekawostka, że podczas mindfulness zaleca się mieć zamknięte oczy, zaś podczas zazen lepiej mieć je otwarte, aby tego zasięgu zmysłów sobie nie ograniczać. Teraz najważniejsze. Mindfulness to jest medytacja, odlot, jedna z wielu technik. Siedzenie zen nie jest medytacją, tylko raczej próbą przylotu, ćwiczeniem obecności. Tak w ogóle, to te całe mindfulness nie jest żadnym nowym wynalazkiem. Gdy poczytasz sobie na temat starożytnej techniki vipassana, to zauważysz, że to jest de facto to samo, tylko sam opis jest bardziej bełkotliwy, upaprany filozofią. To chyba tyle, jak coś przegapiłam, to niech sobie tak zostanie, chyba że coś sobie jeszcze potem przypomnę.
- A co jest lepsze?
- Joanno Ozdobna! Wielkie nieba! Taka mądra dziewucha, a takie mi głupie pytanie zadaje. Czyżbyś mnie rozczarowywała? Gdybyś spytała Zuli, to by ci dała klapsa w pupę, pokazała cycki i rozlała herbatę po stole. No właśnie. Śliczna, co jest z tą naszą herbatą? Na twardo ją gotujesz?
Zapytana akurat weszła z tacą i odpowiedzią:
- Coś się w czajniku spierdoliło, użyłam zastępczo garnka.
Więc Zoja dokończyła:
- Ale ja uczę werbalnie, więc powiem ci tylko tyle, że umówmy się, iż nie było tego pytania. Jedna praktyka z drugą wcale się ze sobą nie kłócą. Mogę tylko zaryzykować stwierdzenie, że zazen jest trudniejsze, ale to już chyba wiesz, że jak myślisz, że coś jest trudne, to jest trudne, jak myślisz, że jest łatwe, to jest łatwe. A jeśli myślisz, że coś jest bez znaczenia, to jest bez znaczenia. Za to jestem pewna, że gdy usiądziesz do zazen, po czym nagle ci się coś pokręci i zaczniesz medytować mindfulness, to dalej będziesz tak samo ładna. Dupusia Zenusia nasza kochana.
W tym momencie Zula upiła łyk herbaty, po czym pokazała na różową teczkę wciąż leżącą na stole i oświadczyła;
- Skarbie, ja wciąż tak bardzo, bardzo ładnie proszę.
- Doprosiłaś. Możemy iść do Asi nawet dziś.
Niestety Asia zaoponowała:
- Dziś nie da rady, zapraszam na jutro. Dziś nie jestem za bardzo gościnna, bo przychodzi do mnie mój Zenek, więc przewiduję duże sporo mnóstwo twórczego zamieszania w moim sklepie.
Mówiąc to uniosła do góry rąbek sukienki, spojrzała na swoje majtki, po czym puszczając oko do psiasiółek przeciągnęła palcem po języku.
- Słuchajcie! Zrobił mi to!
Zula skupiona na malowaniu paznokci, a przy okazji zerkająca na tablet, na którego ekranie dział się jakiś gejowski erotyk dla bardzo dorosłych uniosła głowę i rzuciwszy okiem na kwiecistą sukienkę Asi oświadczyła:
- Nie wiem, czy mnie ciekawi, co ci zrobił jakiś chłop.
Ale Zoja zaprostestowała:
- Czekaj, może to nie jest to, co ty sobie myślisz, że to jej właśnie zrobił, tylko zrobił jej coś innego, co może było do zrobienia. Asiu, referuj.
- Zenek mi kupił xero.
- Zenek? Ten karynowy?
- NIe. Mój Zenek.
- To twój Zenek też jest Zenek?
Zula spojrzała na Zoję i spytała:
- To takie dziwne? Niejednej cipie Kasia.
- Ja swojej mówię Bronia, ale generalnie masz rację.
- Tylko jak my ich teraz będziemy odróżniać?
Tu wtrąciła Aśka:
- To akurat proste. Jeden jest rudy, a drugi też.
- Ulp?
Zoja zrobiła jakby większe oczy.
- Mówisz, że proste? To chyba raczej komplikuje sprawę?
- Ależ skąd! Mój Zenek jest rudy włosowo, a Zenek Karyny ma na nazwisko Rudy. To teraz już chyba wszystko jasne?
Zula tylko coś mruknęła, a Zoja odparła:
- Powiedzmy. Ale co dalej z tym xero?
- To dalej, że to nie jest jakieś tam xero, tylko takie konkretne xero, do tego historyczne. Bo wujek Zenka ma zakład, takie tam różne usługi, xero też.
- Rudego Zenka?
- Dokładnie. Ten wujek ma dwa takie sprzęty, ale to stare, takie oldskulowe postanowił opylić. Jak się Zenek dowiedział, to powiedział Karynie, Karynka mnie, to ja Zenkowi. Po czym bardzo, bardzo ładnie poprosiłam, żeby mi to całe xero centralnie kupił.
- Jak bardzo ładnie poprosiłaś?
- Tak.
Joasia zaprezentowała taki specjalny uśmiech, zatrzepotała powiekami, po czym uśmiech zamieniła w słodkiego buziaka na odległość.
- No. Robi wrażenie. Ja po takim czymś też bym ci może coś kupiła. Ruda co prawda nie jestem, Zenek też nie, ale...
- Czekaj Zulka, Zenek jest przecież rudy.
- Ale ja nie jestem Zenek.
- Aha. No, i co dalej? Drogo kupił?
- Nie, jakieś grosze. Na Allegro takie chodzą o wiele drożej, ale tu Karyna bardzo, bardzo ładnie poprosiła wujka Zenka, więc...
- To wujek Zenka też jest Zenek?
- Nie, dlaczego?
- Tak jakoś zabrzmiało. Ale to nieważne, kontynuuj.
Ale najpierw wtrąciła Zoja:
- To chyba spory sprzęt, takie stare klasyczne xero?
- Dali radę. Takich dwóch Zenków jak coś wnosi na trzecie piętro, to jakby ich czterech wnosiło. A kurwami walą wtedy niczym pułk czołgistów, którym brakuje do cysterny gorzały. Trochę co prawda mam teraz ciasno, ale...
- Im ciaśniej tym słodziej.
- Zulka, weź! Bez takich. Daj jej mówić.
- I teraz najważniejsze. Mogę codziennie, o tej samej porze usiąść sobie bez majtek i sobie skserować. To jest materiał z ostatnich dwóch tygodni.
Mówiąc to Aśka położyła na stole różową teczkę. Zula odstawiła cały zestaw lakierniczy, po czym sięgnęła po nią i zabrała się za przeglądanie zawartości.
- Dobre. Mogę wpaść kiedyś do ciebie?
- No pewnie, Karyna już była parę razy.
- Zojka, zrobimy sobie takie razem? Potem oprawimy w ramki, powiesimy nad łóżkiem, to będzie takie nasze zdjęcie ślubne.
- Wykluczone. Była kiedyś o tym mowa.
- A jak cię tak bardzo, bardzo ładnie poproszę?
Tu Zula powtórzyła twarzą manewr zaprezentowany przez Aśkę. Ta jednak wtrąciła się do tej rozmowy:
- Chyba Zoja ma rację, faktycznie wykluczone. To jest spory sprzęt, ale dwie pupy na raz tam nie wejdą. Musicie osobno, potem się to jakoś tam tą z tamtą doteguje i będzie dobrze.
- Widzę, że każda odbitka ma datę?
- Tak, bo to jest taki mój dziennik. Widziałyście może taki film Brooklyn Boogie? Tam gość codziennie rano fotografuje swój sklep. To ja robię tak samo, ta sama idea.
- Ja znam ten film. Czyli mamy tym samym rozumieć, że nasza koleżanka Joasia tam pod majtkami ma sklep? Bardzo interesujące.
Po tych słowach Zoji cała trójka wybuchnęła śmiechem. Gdy już panie się wyśmiały, zaś zawartość teczki wróciła do teczki, Aśka z nieco poważniejszą miną oświadczyła:
- To może ja teraz zupełnie z innej beczki. Ostatnio trochę czytałam na temat mindfulness. Rozumiem, że wy wiecie co to jest? Podobno bardzo modne ostatnio na świecie.
W tym momencie Zula wstała ze słowami:
- To ja może zrobię herbaty.
I zniknęła. Jak pamiętamy, nie była ona fanką zbyt filozoficznych tematów, takim sprawami zajmowała się Zoja. To ona zawsze odpowiadała na różne takie tam mądre pytania. Bo takie pytanie właśnie miało paść.
- Wiem, co to jest mindfulness, tak mniej więcej. Poza tym net jest teraz pełen tego tematu. A co chcesz wiedzieć Joasiu?
- Jaka jest różnica między zen i tym mindfulnessem?
- To też jest do znalezienia w necie, więc...
- Ale ja nie chce gadać z netem, tylko z wami.
- Czyli ze mną, bo z Zulką o tym nie pogadasz. Wiesz jaka jest ta moja cizia, już chyba zdążyłaś coś tam zauważyć. A tobie chodzi o różnice w teorii, czy też może w praktyce?
- Jedno i drugie.
W tym momencie zajrzała Zula:
- Joasiu, zieloną, jakąś inną, czy może kawę?
- Masz yerbę?
- No. A ty się Zojeczko nie rozgaduj tak za bardzo. Jak laska naczytała się różnych rzeczy w necie, to już ma wystarczający faszer w głowie.
- Nawet jeszcze nie zaczęłam.
Tu Zoja zwróciła się do Aśki:
- Zulka ma rację, im prościej tym lepiej. A więc... Przede wszystkim zen, znaczy praktyka zen nie ma żadnego celu, tylko same skutki uboczne. Zaś mindfulness ma ich kilka, są nawet dość konkretne. Na przykład poprawa zdrowia, samopoczucia, redukcja stresu, wspomaganie leczenia depresji, nerwic, uzależnień, stanów lękowych, czy radzenia sobie z bólem. Druga sprawa, to kwestia obserwatora. Podczas sesji mindfulness jest on jasno zdefiniowany, to jest sam praktykujący, podmiot który ma zadanie uważnie obserwować siebie, swoje myśli, czy odczucia. Natomiast podczas zazen nie ma takiego podmiotu, to znaczy on jest, ale tylko jako jedna z iluzji, których się doświadcza. Teraz kwestia samej praktyki. Jedno, jak też drugie daje sporo podobnych narzędzi do dyspozycji, ale to są tylko takie pomocnicze dodatki, niekoniecznie konieczne zresztą. Podobna też jest sama bazowa technika, ta najczęściej uprawiana, czyli siedzenie na zadku. Zresztą też niekonieczne, bo jedno, jak też drugie można uprawiać nie na siedząco. Ale to tak wygląda tylko z boku, gdy widzisz taką siedzącą osobę, to nie wiesz, co ona robi lub nie robi umysłem. Podczas mindfulness medytuje ona taką techniką jak wspominałam, obserwując siebie. Podczas zazen po prostu siedzi, jest obecna, doświadcza wszystkiego, co jest w zasięgu zmysłów. Tu ciekawostka, że podczas mindfulness zaleca się mieć zamknięte oczy, zaś podczas zazen lepiej mieć je otwarte, aby tego zasięgu zmysłów sobie nie ograniczać. Teraz najważniejsze. Mindfulness to jest medytacja, odlot, jedna z wielu technik. Siedzenie zen nie jest medytacją, tylko raczej próbą przylotu, ćwiczeniem obecności. Tak w ogóle, to te całe mindfulness nie jest żadnym nowym wynalazkiem. Gdy poczytasz sobie na temat starożytnej techniki vipassana, to zauważysz, że to jest de facto to samo, tylko sam opis jest bardziej bełkotliwy, upaprany filozofią. To chyba tyle, jak coś przegapiłam, to niech sobie tak zostanie, chyba że coś sobie jeszcze potem przypomnę.
- A co jest lepsze?
- Joanno Ozdobna! Wielkie nieba! Taka mądra dziewucha, a takie mi głupie pytanie zadaje. Czyżbyś mnie rozczarowywała? Gdybyś spytała Zuli, to by ci dała klapsa w pupę, pokazała cycki i rozlała herbatę po stole. No właśnie. Śliczna, co jest z tą naszą herbatą? Na twardo ją gotujesz?
Zapytana akurat weszła z tacą i odpowiedzią:
- Coś się w czajniku spierdoliło, użyłam zastępczo garnka.
Więc Zoja dokończyła:
- Ale ja uczę werbalnie, więc powiem ci tylko tyle, że umówmy się, iż nie było tego pytania. Jedna praktyka z drugą wcale się ze sobą nie kłócą. Mogę tylko zaryzykować stwierdzenie, że zazen jest trudniejsze, ale to już chyba wiesz, że jak myślisz, że coś jest trudne, to jest trudne, jak myślisz, że jest łatwe, to jest łatwe. A jeśli myślisz, że coś jest bez znaczenia, to jest bez znaczenia. Za to jestem pewna, że gdy usiądziesz do zazen, po czym nagle ci się coś pokręci i zaczniesz medytować mindfulness, to dalej będziesz tak samo ładna. Dupusia Zenusia nasza kochana.
W tym momencie Zula upiła łyk herbaty, po czym pokazała na różową teczkę wciąż leżącą na stole i oświadczyła;
- Skarbie, ja wciąż tak bardzo, bardzo ładnie proszę.
- Doprosiłaś. Możemy iść do Asi nawet dziś.
Niestety Asia zaoponowała:
- Dziś nie da rady, zapraszam na jutro. Dziś nie jestem za bardzo gościnna, bo przychodzi do mnie mój Zenek, więc przewiduję duże sporo mnóstwo twórczego zamieszania w moim sklepie.
Mówiąc to uniosła do góry rąbek sukienki, spojrzała na swoje majtki, po czym puszczając oko do psiasiółek przeciągnęła palcem po języku.