Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogonowela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogonowela. Pokaż wszystkie posty

23 stycznia 2025

DŁUG (epilog)

Asertywność to sztuka takiego odmawiania, aby nie tworzyć dodatkowej złej krwi, złych wibracji na świecie. To sztuka takiego mówienia NIE, aby brzmiało jak TAK. To sztuka walenia w ryj tylko wtedy, gdy ktoś samemu się o to prosi. - -- Pupciaaa!
- Co jest Robalu? Coś znowu wykonał?
- Ty dzisiaj robisz jakiś sabat, czy inne czary mary?
- Nie, dlaczego?
- Bo tak stoję na schodach, stoję sobie i sobie widzę, że jakieś dupy nam się złażą do domu. To tak ma być?
- Co znowu za dupy?
- No, te nasze, same swoje.
- Ach, te nasze. To tak ma być.
- Rozumiem. No, to jak tak, to tak.
Podczas tej rozmowy Anita wyszła z sypialni dość mocno rozmamłana, rozczochrana, do tego rozmazana makijażowo. Objąwszy Borka w pasie wychyliła się zza jego pleców i krzyknęła do wiedźm rozgaszczających się po salonie na dole:
- Dziuńki! Poróbcie sobie tam coś do picia, czy coś. Bo nam się trochę zeszło, muszę się tego, tu, ogarnąć jakoś tam.
- Ależ Niteczko, nie rób zagadnienia. Damy sobie radę.
Roxy mówiąc te słowa posłała im buziaka i ruszyła do kuchni, przy wtórze radosnego trajkotania pozostałych, Kaśki i Maliny, głównie tej drugiej. A była to sobota, takie niezbyt późne popołudnie...
Po jakimś tam czasie, niezbyt długim zresztą, Anita już ogarnięta, choć nadal w stroju niezbyt dbałym schodziła po schodach. Po drodze tylko zatrzymała się na chwilę, odwróciła i krzykła:
- Słodziak, nakręć nam blantów! I zejdź z nimi do nas.
Nie czekając na odpowiedź sama zeszła do reszty. Gang był jakby nieco niekompletny, ale jak wiemy Mala w tym czasie była zajęta czymś innym. Czy może raczej kimś, tak przy okazji. Mimo to nastąpiła taka sytuacja, jak na każdym zebraniu, kiedy któraś musi zacząć pierwsza. Więc zaczęła Malina:
- To ja bym chciała się dowiedzieć czegoś tam więcej, jak się ta cała bajka skończyła? Bo komunikat, że już po sprawie jakoś mnie nie zadowala.
Anita szybko poparła:
- My z Rudą też nie wszystko wiemy. Tylko nasza Kasia zna bliższe szczegóły zakończenia i rozumiem, że...
- Dobrze rozumiesz. Po to tu właśnie siedzimy, żebym nie musiała kilka razy tego opowiadać, tak?
Kaśka przerwała, po czym niczym Anita wzięła głęboki oddech.
- Natchnęło mnie, jak zobaczyłam ten wzorek. Niby nic specjalnego, zwykły zygzak, zawijas, każda sygnatura to jakieś zawijasy. Ty masz takie, ty masz takie, ja mam takie. Akurat te wieśniary sobie upatrzyły ten jako święty.
- Kasiu, natchnęło ciebie, ale co centralnie?
- Natchnęło mnie, że znam już kogoś, kto ma taki mazaj na sygnaturze. Nie znam zbyt wiele wiedźm, tak jak wy, więc osobę skojarzyłam szybko.
- Tą dziewczynę, co pojechała?
Roxy burknęła nagle:
- Lalka, nie przeszkadzaj! Daj jej mówić.
- Ale co to za dziewczyna?
- Jak zamkniesz cipę na kłódkę, to się dowiesz.
Kaśka uśmiechnęła się i przerwała tą utarczkę:
- Już mówię. To jest dziewczyna z mojej...
- Sikorki, palenie idzie!
Tym razem wciął się Borek, ale Anita szybko zareagowała:
- Żadnego palenia na razie. Odstaw kochanie tą tacę gdzieś i chodź usiądź tu do mnie. No...
- Ale ja...
- Chodź, przytul mnie i bądź cicho. Potem ci opowiem, co i jak.
Gdy mężczyzna usiadł na sofie, Nita wkręciła się weń, po czym spojrzała na Kaśkę, która spokojnie czekała, aż się skonfigurują.
- No, mów Maczi, opowiadaj.
- To jest laska z mojej dzielnicy. Od jakiegoś czasu przychodzi do klubu. Do koleżanki na grupę hatha yogi. Mocno porypana, jak na mój gust, mocno zagubiona. Nieco starsza od Mali dodam, tak na moje oko. Trochę jakiegoś ćpania za dużo, trochę różnych takich innych. Co najważniejsze, ma moc. Taka nieświadoma krypta, ale taka jakby budząca się, czująca, że coś ma inaczej. Niewiele jest tej mocy, ale coś tam jest. Poczułam ją już jakoś wcześniej, więc sygnatura też mi wpadła do pamięci. Trochę gadałyśmy, nawet często, tak przy okazji, jak się spotkałyśmy gdzieś tam przy barku, między zajęciami. Na dzielni też ją czasem spotykałam, czasem też nieźle porobioną. Marnie wszystko to wyglądało. Wiecie, do klubu różni ludzie przychodzą. Nie tylko same superfit dupy, czy jacyś herosi. Nie jestem żadną terapką, nie mam takich kwalifikacji, ale znam dobrze to towarzystwo. Ja mam dla nich jakieś tam propozycje, ale samo fikanie nogami, czy machanie żelastwem to jeszcze nie wszystko. Tej małej nie dawałam zbyt wielkich szans na jakąś zmianę. Jeszcze walczy, kra nad nią szybko nie zamarznie, ale jest słaba, za bardzo nierówna. Są jakieś ośrodki dla uzależnionych, czy różne terapie, tylko że ona nie jest jeszcze żadną ostrą ćpunką, dopiero się zapowiada na jakąś pato. Wiele wpada dużo wcześniej, może ta jej moc ją jakoś trzymała tak długo na wierzchu? Tego już nie wiem.
Maczeta przerwała, pociągnęła łyk herbaty i podjęła dalej:
- Żeby się nie rozgadywać, to powiem tyle, że jak zobaczyłam ten wzorek na kartce, to skojarzyłam, że ona ma taki sam. Dalej już było proste. Przyszła na tą yogę, to ja przełożyłam jedne tam swoje zajęcia, poczekałam aż skończy, potem ją wzięłam na poważną rozmowę.
- Co, jakby nie przyszła?
- To bym ją znalazła. To moja dzielnica, wiem gdzie szukać. Opowiedziałam jej coś tam na temat Benges, tyle co wiemy do tej pory, spodobało się nagle. Chwyciła haczyk. Wtedy kazałam jej się szybciorem spakować, trochę, tak delikatnie pouroczyłam, żeby się nie rozmyśliła, a resztę to już wiecie. Nie wiemy za wiele na temat tych zakonnic, ale na moje wyczucie, to żaden kanał jej tam nie spotka. Na pewno lepiej tam trafiła, niż miałaby zostać na ulicy.
- Bardzo dobrze Kasiu, bardzo dobrze zrobiłaś!
Trudno orzec, czy to była tylko lojalność, czy szczera ocena, jednak Malina wyraźnie okazywała zachwyt swoją psiapsią. Wreszcie odezwała się Roxy:
- To wszystko już teraz wiemy. Ja nie widzę powodu, żeby dalej gadać na ten temat. Mala uratowana, dżankówa wyrwana z gówna, wojna skończona zanim się zaczęła, więc gdzie są te blanty Boreczku? Jest czas smędzenia, jest czas porządnego palenia. Tak?
Malina jednak zaoponowała:
- Czekajcie jeszcze. Mnie zastanawia, dlaczego one nie użyły jakiejś grubszej magii? Może są przereklamowane? Nie wszystko wam powiedziałam, co znalazłam w witchnecie, bo chwilowo było to bez znaczenia.
W tym momencie Anita odtuliła się od Borka:
- Ja uważam, że ta ich magia wcale taka do dupy nie jest. Może na początku nie chciały szaleć na nieznanym, obcym terenie? Może się cieszmy, że się nie uruchomiły, nie podciągnęły wsparcia.
- Przecież one wcale nie czarowały.
- To się Lalka naucz liczyć. Było co najmniej trzy razy. Zamek do drzwi to raz. Akurat to drobiazg, Kaśka umyślnie założyła słabe zaklęcie. Ale odporność na verakolę? Która to ma? Która umie zrobić taką kurwa blokadę? Sobie lub komuś? Ręka do góry. Jakoś nie widzę. Na koniec ta kawa.
- Jaka kawa?
- Ruda, opowiedz im, byłaś przy tym.
- To było tak, że w Pleciudze Zira, ta oberwiedźma teleportowała Nicie paczkę kawy do torebki. Widziałam to na swoje śliczne oczy. Żaden sceniczny trick, żaden królik z kapelusza, ani piłowanie gołej baby. Ja tego nie umiem, Nita też, wy tym bardziej. Może umie Ciocia Lala, ale jakoś nigdy nam tego nie pokazywała. Buddha podobno umiał.
Anita pociągnęła dalej:
- Dokładnie tak było. Więc nikt mi nie wmówi, że te wieśniary nie znają magii. Mnie już wystarczy ta mała próbka, którą wykonała Zira. Po coś to zresztą zrobiła. Więc dziękujmy Kaśce, że zamiast tym razem znowu komuś skopać ryja znalazła taki asertywny ruch. Słodziak, gdzie położyłeś tą tackę?
KONIEC EPILOGU

21 stycznia 2025

DŁUG (odc.7)

Kaśka zawsze dotrzymuje słowa. Jak komuś powie, że zaraz będzie leżał na glebie, to nie musi się sam kłaść, ona mu na pewno pomoże. Innych spraw to również zresztą dotyczy. Tak więc jakoś tak wczesnym popołudniem Maczeta siegnęła po telefon.
- Nita? Dzwoń do tej całej Ziry, niech przyjeżdża.
- ...
- A co nas to, gdzie ona teraz jest? Prosiła cię jakoś niedawno o pomoc, tak? To jej właśnie pomogłaś. Tak się z nią umów, żeby mogła być.
- ...
- Jasne, że ci wyjaśnię. Teraz to ma już sens.
Po czym przeszła na hisslang... 
Potem Anita odbyła kolejną rozmowę:
- Zira? Przestrzeni dla twojego ja. Siostro.
- ...
- Czy możemy się spotkać?
- ...
- Nie, tak się nie da. Mam dla ciebie coś więcej, niż informacje.
- ...
- To jesteśmy umówione.
- ...
- Twoim kosztem siostro. Pa.
Jakoś tak już po popołudniu Anita i Roxy siedziały przy tymże samym stoliku w Pleciudze, co ostatnio. Parę minut po ustalonym terminie przyszła Zira. 
- Przestrzeni siostry.
- Twoim kosztem siostro.
Anita pierwsza kopnęła piłkę rozmowy:
- Nienawykła do korków, co?
- Do czego?
- No, do tego tłoku na ulicy.
- Rzadko jeździmy do dużych miast.
- Wpadaj częściej. Tu, w tej kafejce robią najlepszą kawę na świecie. Już raz próbowałaś, to wiesz. Właśnie idzie do ciebie powtórka.
Kelnerka zostawiła na stole trzy pełne filiżanki.
- Masz rację, jest znakomita. Ale rozumiem, że poza tą świetną kawą masz... Macie dla mnie coś jeszcze?
Tym razem odezwała się Roxy:
- Najpierw mamy pewne pytanie na wstępie. Od tego, co powiesz naprawdę dużo zależy. Być może nawet wszystko?
- Słucham.
- Czy jeśli zamiast córki Pamali damy ci inną wybraną, to jej dług uznasz, znaczy Benges uzna za spłacony?
- Dużo wiesz.
- Wiedźmy wiedzą. Choć może niekoniecznie wszystko.
- Odpowiedź brzmi tak. Nam nie zależy na konkretnej osobie. Wystarczy, że jest wybrana. Tylko to jest dla nas ważne.
- Rozumiem. Sztuka jest sztuka. Tak?
- Ładnie to ujęłaś.
- Ładne wszystko ujmują ładnie.
Na ozdobionej tatuażami twarzy Ziry pojawił się pierwszy uśmiech.
- Nie znam się na kobiecej urodzie. Ja tylko z chłopami.
Uśmiechnęła się też Anita.
- Wiesz, naprawdę mi ulżyło.
- A gdzie moja wybrana?
- Chwileczkę. Jak już doświadczyłaś, korki są na mieście.
- Po prostu pij kawę.
Dodała Ruda, kiedy to nagle zamiauczał telefon w torebce Anity. Wiedźma odebrała, a cała jej kwestia polegała na szybkim syknięciu hisslangiem. Po czym oświadczyła:
- Twoja wierzytelność siedzi w twoim samochodzie.
- W środku?
- W mieście też umieją otwierać magiczne zamki.
Zira znowu się uśmiechnęła.
- To teraz ja będę szczera. Od początku wiedziałam, że znacie, czy może znałyście Pamalę, że coś was łączy z jej córką. 
- Magia Benges? Pokaż nam coś jeszcze.
- Zajrzyj do torebki.
Anita zajrzała i wyjęła jakiś pakuneczek.
- Co to jest?
- Nasza... Powiedzmy, że kawa. Zbożowa. Ale też dobra.
- Jak się u mnie znalazła?
- Było uważać.
Klimat przy stoliku wyraźnie się rozluźnił.
- To ja też ci dam prezent. Już bez magii.
- A raczej czystą magię.
To już dodała Roxy, mówiąc jeszcze:
- Niezbożową, szlachetną. Nieskażona Natura, najczystsza.
Zira obejrzała ciekawie otrzymaną torebkę, powąchała zawartość.
- Nooo... My też uprawiamy u siebie. Mamy takie poletko wśród kukurydzy. Oczywiście pod kopułą niewidką, policyjny helikopter nie wypatrzy. Tak się składa, że w sezonie mam je pod swoją opieką.
W tym momencie się zaczęło. Growerzy Ziela mają jak kociarze, gdy dopadną tematu. Za to Roxy najwyraźniej miała spory ubaw obserwując tą scenkę. Wreszcie ją przerwała.
- Zira, mam takie pytanie na koniec.
- Tak?
- Co się dzieje, gdy wybrana nie chce być wybraną, czy też gdy nie chce być wśród was? Co wtedy?
Bengeska nagle spoważniała.
- Nie ma takiej możliwości.
- To wszystko?
- Przestrzeni siostry. Czas na mnie.
- Twoim kosztem...
To ostatnie zdanie rytualnej formułki usłyszały już raczej tylko pośladki odchodzącej od stolika czarownicy...
Po chwili owa czarownica wsiadła do auta i rzuciła okiem na siedzącą obok dziewczynę trzymającą plecak na kolanach.
- Przestrzeni dla twojego ja.
- Proszę?
- Nieważne, potem się dowiesz. Rzuć ten worek tam na tył, mamy kilka godzin jazdy przed sobą.
Gdy worek znalazł się na tylnym siedzeniu wiedźma szybkim ruchem dotknęła dłonią czoła i brzucha siedzącej. Wreszcie auto ruszyło.
Trudno powiedzieć, czy Zira zauważyła, że jest obserwowana. Zielony wan Oktagonu raczej rzucał się w oczy na parkingu, ale ona chyba nie zwróciła na to uwagi. Zresztą czy to miało już jakieś znaczenie?
Za to w wanie Kaśka oznajmiła:
- No, Turbi. Furgon jest twój do poniedziałku rano, ja idę dołączyć do dziewczyn. Tylko mam prośbę. Zróbcie to może wreszcie choć raz w domu, jak cywilizowani ludzie, na...
- Na pralce?
Maczeta tylko potarmosiła Malę po włosach, wyskoczyła z wozu, po czym ruszyła w stronę Pleciugi...
Za to po jakiejś tam godzinie w aucie wyjeżdżającym z miasta na trasę ciszę przerwało nieśmiałe pytanie:
- Przepraszam... Jak tam u was jest?
Zira spojrzała na pasażerkę i tylko się do niej uśmiechnęła.
KONIEC
choć może przydałby się jeszcze jakiś epilog...

20 stycznia 2025

DŁUG (odc.6)

- Czemu niekoniecznie?
Tak spytała Anita spojrzawszy na Malinę, która najpierw podeszła do Mali, polizała ją po policzku, wreszcie odpowiedziała:
- Bo wam, jak widzę, przesłuchanie jakby nieco utknęło, ale ja akurat swoje zrobiłam i może coś dalej ruszy do przodu.
Turbina zakręciła się na fotelu: 
- Co miałaś zrobić? Byłam w szkole, to nie wszystko wiem.
- Mam dziś wolne, bo moja ekipa nie ma zleceń do końca tygodnia, do jutra znaczy się też, tak szefowo?
Tu Lalka spojrzał na Roxy, która tylko kiwnęła głową.
- To ja usiadłam do kompa i zaczęłam kopać po całym witchnecie, żeby się czegoś dowiedzieć więcej na temat tych całych Benges.
Anita wtrąciła jakby niecierpliwie:
- Więc czego się dowiedziałaś? 
- Jak ma być? Sucha puenta, pełna relacja, czy...
- Może tak wypośrodkuj.
- Czekajcie, tylko muszę coś sprawdzić.
Malina podeszła do wciąż omdlałej Bengeski, ukucnęła, ujęła ją za brodę, po czym uważnie przyjrzała się jej twarzy.
- Tu się zgadza.
- Co się zgadza?
- Zaraz do tego dojdę. Od razu uprzedzam, że w witchnecie nie ma zbyt wiele o zakonie Benges. Swojej strony na pewno tam nie mają, w necie common też nie, bo tam w ogóle nic nie ma. Darknet też milczy na ich temat. Ale to, co znalazłam, po wielu zabiegach cedzących mity i kompletne, jak na moje oko brednie, może być interesujące. Więc one mają tą swoją religię, na temat jej teologii może kiedyś tam, zaś ta religia, jak każda religia na świecie ma swoje logo. Jak krzyżyk, jak księżyc, jak grabki, wiadomo. To wygląda tak...
Tu Lalka wyjęła z torebki kartkę papieru i puściła w obieg.
- Popatrzcie teraz na jej dziób.
- Zgadza się, ma to samo.
Tu Roxy zaprotestowała:
- Ale zaraz, Zira ma tego więcej różnych innych.
- Ma, bo tak ma mieć. Bo jest sporo wyżej w hierarchii. To są symbole jej kolejnych stopni. Ale ten mają wszystkie, robią je każdej, która przejdzie ich nowicjat. To jest logo podstawowe.
Anita spytała:
- Rozumiem, że to nie wszystko?
- Dobrze rozumiesz bratowo moja cudowna.
- To gadaj, bo już jest druga połowa nocy. Ty masz dobrze, ale reszta rano do roboty musi jechać.
Tu Mala pisnęła:
- Ja nie muszę.
- Wiem. Znam twój układ z Kaśką. Rób co chcesz, nie chcesz, to nic nie rób, ale robota ma być zrobiona. Bardzo zdrowe zasady zresztą.
- Ale też pojadę.
- To po co nam picze zawracasz? Lalka, kontynuuj.
- Najpierw coś tam na temat mocy. Tych magicznych, indywidualnych. Jak wiemy, każda ma swoją sygnaturę, jakby znamię takie. Coś tak, jak linie papilarne, tylko niematerialne. Tą samą sygnaturę mają też zaklęcia.
- Przedszkole teorii magii, skróć to.
- Ich realnie nie ma, ale można narysować. To teraz przyjrzyj się sygnaturze mocy naszej Turbi i popatrz jeszcze raz na tą kartkę.
Anita położyła dłoń na głowie, potem na brzuchu Mali.
- Okurwa! Ten wzorek na tym jest! Skąd wiedziałaś?
- Nie wiedziałam. Nie sprawdzałam. Wydedukowałam.
- Co to ma oznaczać?
- Według wierzeń Benges taka wiedźma, która na sygnaturze ma ten wzorek jest wybrana, wyjątkowa. Bardzo, bardzo dla nich ważna.
- Jak ma działać ta ważność?
- Po prostu oni wierzą, że ma ona szczególną moc...
Mala zainteresowała się nagle:
- A ma?
- Turbi landryno, bo mnie rozczarujesz. Nie ma. Religie rzadko mówią, jak jest naprawdę, przeważnie wcale. Ten wzorek to tylko cecha osobnicza, jak linie papilarne, mówiłam to już. Wierzyć w te ich koszałki, to tak, jakby wierzyć, że blondynki są głupie, rude wredne, a brunetki mają zębate cipy.
- Ja jestem wredna, a ty głupia, więc coś w tym jest.
Roxy wyraźnie nie chciała się powstrzymać, żeby nie rozładować klimatu zbytniej powagi relacji Maliny. Za to Anita była nieugięta:
- Pytałam, jak ma działać ta ważność? Co z niej wynika poza tym, że moc takiej wiedźmy jest jakoś tam lepsza? Co wynika dla życia tego zakonu?
- Bo mi ciągle przerywacie. Takich wybranych musi być sześć, wtedy moc Bengesek ma połączenie ze światową, kosmiczną mocą. Według ich teologii. Ta szóstka jest jakby elitarna wtedy, super traktowana...
- Aż je zarżną w ofierze, po czym szukają następnych.
- Ruda! 
- No co? Słyszałam o takich religiach. Wybraniec ma jak pączek w maśle do jakiegoś czasu, potem idzie do pieca, albo coś tam, żeby...
- Nie tym razem. Nie ma żadnych przekazów, żeby Benges składało jakieś żywe ofiary. Swoich wiedźm na pewno nie zabijają, bo to dla nich strata mocy dla całej reszty.
Roxy znowu wtrąciła swoje trzy grosze:
- Chociaż to jest pocieszające, że nam Mali nie zarżną. Dobrze dziewuchy, nie wiem, jak wy, ale ja już jestem nieco zmęczona, a jutro mam dużo spraw do ogarnięcia na mieście.
- Jutro? To już dziś. Czwarta rano. Bez szybkośpiocha ani rusz.
- No co? Szybkośpioch jest fajny. Godzina spania i jestem jak nowa.
Anita zgasiła entuzjazm Mali:
- Akurat tobie jest on najmniej potrzebny przy twojej nadaktywności. Jak będziesz przeginać z tym zaklęciem, to się wykończysz za kilka lat. Czyli co? Kończymy na dzisiaj?
Malina rzuciła:
- Ja jadę do domu, wyśpię się normalnie.
- A my się tu jakoś upakujemy. Bywało gorzej.
- Co z tą niedojdą?
- Nic. Ocucić i wygonić. Jest niegroźna. Na zakładniczkę się nie nadaje, bo nikomu na niej nie zależy. Zresztą za co zakładniczkę? Za obietnicę, że dadzą Młodej spokój? Bzdura. Kasiu, ożyw ją jakoś, ty umiesz po swojemu, Lalka ją wyprowadzi. Może podrzucić ją gdzieś? Na dworzec na przykład? Zresztą nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem.
Tymczasem Kaśka, milcząca już od jakiegoś czasu, zapatrzona gdzieś tam, pozornie nie słuchająca całej dyskusji, ujawniła, że tylko pozornie, bo nagle spojrzała bystro na Malinę i rzuciła zdecydowanym tonem:
- Daj mi tą kartkę! No, tą z tym z wzorkiem!
- Proszę. A co jest?
- Chyba mam. Chyba wiem, jak można to wszystko ogarnąć. Tak ogarnąć, żeby zakończyć tą całą aferę. Tylko daj mi ten świstek, niech spojrzę jeszcze raz, niech się upewnię porządnie.
Za to rano, gdy już wszystkie wychodziły oznajmiła:
- Dajcie mi czas... Tak do południa plus. Będzie dobrze.
CIĄG DALSZY NIEBAWEM

17 stycznia 2025

DŁUG (odc.5)

Mala pojawiła się w drzwiach szkoły niczym srayfonowe zombie ze wzrokiem wlepionym w telefon. Doszła do wana na czuja, nie patrząc pod nogi, po czym przystanęła. Kaśka odczekała chwilę, wreszcie otworzyła drzwi auta.
- No, loguj się do środka! Co jest z tobą?
Pytanie było raczej retoryczne, zaś odpowiedzią był siusiak, ulubiona babska zabawka. W przypadku Turbinki ten konkretny, mirosławski. Wskoczyła do auta ze słowami:
- No co? Zapomniała dupa, jak powstaje kupa?
- Dobra, nie mądralizuj mi tu. Jedziemy, mamy zadanie.
Kaśka nie miała głowy do babskich żartów, jej mózg działał według warrior mode, niczym mózg budzącego się kota, który bez reszty skupia się na tym, żeby coś zabić. Musta! Krakish! Musta! Krakish!...
Furgon ruszył, ale w pewnym momencie skręcił w jakąś boczną uliczkę. Parkowało na niej nieco aut, jednak nie było zbytniego ścisku, więc wan również tam zaparkował. Po chwili szybko podeszły doń dwie kobiety, po czym wsiadły przez tylne drzwi. Przez jakieś pół godziny nic się nie działo, wreszcie wspomniane drzwi otworzyły się. Wysiadła Anita i Roxy, bo one to były, po czym ruszyły do swoich aut. Ruszył też wan, który po pewnym czasie zatrzymał się pod kamienicą Mali. Wysiadła zeń rzeczona Mala, która skupiona na telefonie weszła do klatki schodowej, za to wan odjechał.
To było jakoś po północy, gdy Turbina spała sobie spokojnie, za to na klatce schodowej przy drzwiach jej mieszkania pojawiły się trzy osoby: kobieta plus dwóch dość dużych mężczyzn. Najpierw puścił zamek magiczny, potem mechaniczny, po czym cała trójka bezgłośnie weszła do środka. Pośród półmroku pokoju rozświetlanego światłami ulicy zatrzymali się przy łóżku. Nagle ciszę zaburzył jakiś cichy syk, po czym kobieta upadła na podłogę. Jej partnerzy nie zdążyli zareagować, gdyż postać leżąca na łóżku nagle zerwała się, słychać było odgłos kilku uderzeń, oni zaś też zalegli. Postać podeszła do drzwi, włączyła światło, po czym patrząc na leżących pokręciła głową porządkując rozpuszczone czarne włosy.
Zaraz, jak to czarne, skoro Mala jest jasną, naturalną blondynką, nigdy nie farbowaną? Bo to nie była ona, tylko Kaśka. Wiedźma bojowa, zaczepno obronna, która nigdy nie waha siebie użyć sięgnęła po telefon.
- No, siostry, możecie podjeżdżać.
Zanim faktycznie podjechały Kaśka zajęła się była leżącymi. Mężczyznom zaaplikowała znany nam już wcześniej sugestrix, każdemu szepnęła coś do ucha, po czym obaj panowie ocuceni mocnymi klapsami stopą po twarzach wstali na równe nogi i karnie wyszli z mieszkania. Maczeta usiadła na łóżku przyglądając się leżącej kobiecie z niewielkimi tatuażami na twarzy. W szyję miała wbitą malutką strzałkę, kolec, którym została potraktowana na dzień dobry. Kaśka upinając sobie włosy mruknęła:
- Ty jeszcze sobie troszku pośpij, nic ci nie będzie. Przyjadą dziewczyny, to dogadamy, co z tobą zrobić.
Po czym położyła się na łóżku aplikując sobie relaks.
Dziewczyny przyjechały po dobrej godzinie. Znaczy Mala, Roxy i Anita. Ta ostatnia rozejrzała się po pokoju pytając:
- Tylko ta jedna?
- Karki już sobie poszły na długi spacer.
Mala klasnąła w ręce z radości.
- Tak jak tamci wczoraj? Rozumiem.
- Nic nam po nich, to tylko łby do brudnej roboty.
- No dobrze. Budzimy prosiaczka. Kasiu wyjmij jej tą ninja wykałaczkę, ja się na tym nie znam, jeszcze się skaleczę. A potem ją jakoś wypionuj mentalnie, z manekinem nie pogadamy.
Po paru zabiegach katsu kobieta otworzyła oczy.
- Percepujesz? Sensujesz? Kojarzysz?
Siedząca na podłodze kiwnęła głową, wtedy Anita ukucnęła przed nią.
- Pamiętasz mnie?
- Kawiarnia. Przestrzeni siostro.
- Twoim kosztem. No, to skoro się przywitałyśmy, to teraz streszczę ci twoją sytuację. Otóż godzinę, dwie temu włamałaś się do mojego mieszkania. Dokładnie to dom mojego męża, ale to na to samo wychodzi. Jak się z tym czujesz? Bo to było bardzo niefajne, wiesz?
- To Twoje mieszkanie? Nie jej?
Bengeska pokazała na Malę.
- Czasowo jest jej, ale generalnie tak, że jakby moje. Ja zaś dokonałam obywatelskiego zatrzymania, mówi ci to coś? Tak się do tego jeszcze składa, że miejscową komendą policji rządzi nasza siostra, mocne wiedźmisko, więc masz przesrane już na wstępie.
- Mnie jest wszystko jedno. Mnie już nie ma.
- Jak to?
- Nie wykonałam zadania. Mówiąc po miejsku dałam dupy.
- Zabiją cię za to?
- Nie. Ale poniosę dużą karę. Dużą, naprawdę dużą...
- Czyli?
- Nie wiem, czy chcesz wiedzieć.
- Właściwie to mnie to wali. Poza tym do tej kary jeszcze długa droga, bo najpierw my cię ukarzemy. Ale nie musimy. To zależy tylko od ciebie.
- Co mam zrobić?
- Nie kłamać. Kłamanie to syf.
- Co chcecie wiedzieć?
- Najpierw drobiazg. Skąd wiedziałyście o tym mieszkaniu?
- Od Wioli. To jest taka...
- Taka wróżka klitoralna od siedmiu boleści. To akurat dobrze wiemy. Ale tak dokładniej, to jak to było? Czemu akurat ona i czemu tak szybko?
- Po naszym spotkaniu w kawiarni Zira znalazła ogłoszenie i...
- Ruda, co cię tak rozbawiło?
- Kto to jest wróżka klitoralna?
- Taka, co wróży ze śpiewu łechtaczek.
- Pierwsze słyszę o śpiewających łechtaczkach.
- To są nas dwie, bo ja sama to teraz wymyśliłam.
- Dobrze, ale ty masz nie wymyślać, tylko dochodzić.
- Dochodzić to ty sobie możesz wiesz kiedy. Ale wróćmy do sprawy. Więc Zira znalazła ogłoszenie i co dalej?
- Zadzwoniłyśmy, spotkałyśmy się, pokazałyśmy zdjęcie Pamali, a ta mówi, że nie zna, zna za to bardzo podobną, tylko młodszą. Że wie nawet, gdzie ta dziewczyna mieszka.
Trzy wiedźmy spojrzały bystro na Malę. Roxy spytała:
- Młoda, ty znałaś tą całą Wiolę?
- Znałam, tylko nie skojarzyłam od razu, o kogo wam chodzi.
- Jak się poznałyście?
- W jakimś sklepie tu niedaleko. Poczuła moc, podeszła, zagadała...
- I tak cię zagadała, że zaprosiłaś ją do domu, tak?
- Tu nie ma blisko kafejek. I w ogóle fajna babencja...
- Taka fajna, że cię sprzedała przy pierwszej okazji?
- To było jeszcze w lecie, na początku. Ja wiem, głupia byłam jeszcze.
Za Malą wstawiła się nagle Kaśka:
- Oj, zostawcie już ją. Ma nauczkę, żeby byle kogo na chatę nie zapraszać. Ale teraz to chyba nie jest takie istotne?
- No, dobrze. Za to sprawę Wioli mamy odfajkowaną. Po prostu zbieg okoliczności, przypadek. To miasto jest duże, ale świat mały i tylko idiota nie wierzy w przypadki. Ale to dopiero była rozgrzewka, wstępne macanie rowa przez majtki. Teraz pojedziemy od grubego końca. Powiedz nam siostro, do czego była wam potrzebna ta konkretna osoba?
- Taka była umowa z Pamalą, że odda nam córkę.
Kaśka spojrzała zimno na Bengeskę.
- Co powiesz na taką umowę, żeby ci teraz jebnąć?
- Kasiu wyluzuj. O umowie już nam powiedziała Zira, ale nas teraz interesuje, dlaczego to miała być ta małolata, obecnie już dorosła dupa. Tylko nie mów, że Pamala drugiej nie miała, bo wtedy ja ci jebnę. Nie umiem tak jak siostra, ale też zaboli. Pytanie pomocnicze to, czy to ma jakiś związek z tą waszą wiarą i jaki to jest związek?
Zapadła długa, głucha cisza, którą wreszcie przerwała Kaśka:
- Drugie pytanie pomocnicze: od której z nas chcesz w ryja?
Wtedy odezwała się Roxy:
- I po co tak niegrzecznie? Po to umiemy czarować?
Pogmerała w torebce i wyjęła mały, ozdobny flakonik.
- Kasiu przytrzymaj ją. Mala, przynieś łyżeczkę z kuchni.
Na wspomniany sztuciec Ruda nakapała kilka kropel.
- No, jak siostro? Będzie po dobroci, czy po złości?
Bengeska ze zrezygnowaną miną otworzyła usta.
- Tylko jedna łyżeczka, za mamusię i tatusia. No, grzeczna piczunia.
- Co jej dałaś?
- Verakolę. Teraz chwila niech się przyjmie, a ty Nita sformułuj tak pytanie, żeby nam laska nie umykała na boki.
Siedząca na podłodze kobieta nagle otworzyła szeroko oczy.
- Weszło. Teraz pytaj.
- Pytanie jest proste. Słyszysz mnie siostro? No. To teraz powiedz, co chciałyście zrobić córce Pamali i dlaczego?
- Ta dziewczyna ma...
W tym momencie Bengeska zamilkła, postawiła oczy w słup i zemdlała.
- Ups! Niedobrze.
- Co się stało?
- Dupa ma blokadę. Straszna tajemnica to musi być.
- Jaką blokadę?
- Jest uwarunkowana magicznie.
- Poprawić jej verakolę? Drugą działkę?
- Tak ją tylko zabijesz.
- I co? Cały misterny plan poszedł w pizdu?
- Niekoniecznie.
To już powiedziała Malina, która weszła była do mieszkania już kilka minut wcześniej i nie zdradzając swojej obecności obserwowała całą sytuację.
Zanim jednak Lalka wyjaśni to swoje niekoniecznie, my wyjaśnijmy sobie, jak to się stało, że do domu, do mieszkania, potem zaś do łóżka weszła Mala, zaś wstała Kaśka pacyfikując ekipę porywaczy. Otóż wiedźmy użyły zaklęcia metamorfo. To zaklęcie nie jest jednym zaklęciem, jest ich cały bardzo bogaty, złożony zbiór, istnieje mnóstwo odmian, wariantów, mniej lub bardziej ograniczonych wersji. Jedną z najprostszych bardzo chętnie używa na co dzień Malina, która za jego pomocą wciąż zmienia kolor swoich pierwotnie blond włosów. Czasem też Anita tym sposobem robi sobie magiczny makijaż przed miłosną sesją z Borkiem, do tego jeszcze go zmienia podczas. Ale już zmiana biustu jest trudniejsza, zaś jeszcze trudniejsza, gdyby Nita chciała spowodować, aby chłop nie tylko zobaczył nową wersję, lecz także poczuł ją swym dotykiem. Generalnie efekt metamorfo od strony technicznej polega na tym, że ktoś percepuje coś, najczęściej wzrokowo, że to coś jest inne niż jest. Tak więc zamiana Kaśki na Malę na kilka jedynie minut okazuje się być zadaniem wykonalnym dla wiedźm klasy Anity lub Roxy, jednak Kaśka, czy Malina same by tego nie umiały jeszcze zrobić. Skalę trudności zadania zwiększało założenie, że dom Mali obserwują czarownice, nie zwykłe bezmoce. Zaś wiele tych pierwszych potrafi zobaczyć stan faktyczny ukryty pod płaszczem iluzji, stąd konieczność użycia wyższej klasy zaklęcia, bez pełnej gwarancji sukcesu zresztą. Na szczęście ta część planu wypaliła, zaś co dalej być może wyjaśni wszystkim Malina, stojąca na razie przy drzwiach ze swoją ulubioną miną słodkiej idiotki.
CIĄG DALSZY NIEBAWEM
.

14 stycznia 2025

DŁUG (odc.4)

Malina i Kaśka wyszły z mieszkania Rudej, jednak Anita jakoś nie kwapiła się do tego pozostając na swoim miejscu.
- Ja też czuję, że to jeszcze nie koniec.
Roxy milczała popatrując z pobłażliwą czułością, a także zaciekawieniem na Malę, której nigdy dotąd nie widziała naburmuszonej. Wreszcie zaczęła:
- Młoda, wyluzuj poślady. Ja rozumiem, że...
- Nie chcę o tym rozmawiać!
Z odsieczą przyszła Anita:
- My też nie chcemy rozmawiać o mirkowym siusiaku, tylko zupełnie o czymś kompletnie dalekim od tego.
- Nitka!
Po tym skarceniu Anity Ruda zwróciła się do Mali:
- Kochanie, wytęż teraz swoją pamięć i spróbuj sobie coś przypomieć, jakieś drobiazgi, jak jeszcze byłaś tam u nich.
- U Benges?
- No. Jak was traktowały? Ciebie, Pamalę?
- Bardzo miło, przyjaźnie i życzliwie.
- A gdzie tam u nich mieszkałyście?
- Miałyśmy swój domek do dyspozycji. Tylko najpierw musiałyśmy go sobie odgracić, posprzątać. Sporo roboty było. Ale potem przyszedł taki wujek, pomagał nam. Staszek mu było.
- Stary? Młody?
- Po latach to ja tak nie wiem...
- W wieku Pamali? Starszy? 
- Nie, młodszy.
- Jak ten twój Mirek?
- Nie, jeszcze młodszy. Coś tak jak Borek. Pracował, sporo gadał z nami, tak w ogóle fajny koleś. A potem zostawał na noc. Po prostu mieszkał z nami.
- Na noc z Pamalą?
- No przecież nie ze mną! Tamte rzeczy co wiecie to były później, jak już od nich uciekłyśmy. Pamiętam jeszcze, że ten Staszek fajnie śpiewał. Zwłaszcza przy malowaniu, czy takich innych pracach.
- To już zostawmy. A co jadłyście, jak się zaopatrywałyście?
- Był sklepik, była też stołówka, taka wspólna. Potem Pamala zaczęła chodzić tam do nich do pracy, były warsztaty tkackie, takie tam inne różne. Było też na przykład tak, że...
- Nie, stop! Ruda, to nie ta uliczka. Rozkminka relacji gospodarczych w tej wiosce do niczego nas nie doprowadzi.
- To teraz ty pytaj, jak jesteś taka mądra.
Więc Anita zapytała:
- Jak tam czarowano? No wiesz, czy sabaty jakieś były, czy się spotykały jakoś? Jak traktowały Pamalę od tej strony?
- Chodziła tam do nich, ale tak dokładnie, co robiły... Siostry, ustalmy może coś, co zresztą wiecie. Pamala nigdy mnie nie uczyła magii tak, jak wy, czy Ciocia Lala. Jak odkryła kiedyś, że mam jakąś moc, to pokazała mi parę ćwiczeń, parę prostych zaklęć, ale nic więcej. Trochę coś podpatrzyłam, ale też niedużo. Nie miałam czasu, ciągle miałam jakieś zajęcie. Mala zrób to, Mala zrób tamto. Potem przy domu to już tylko ja robiłam. No, i Staszek, takie męskie prace różne. Jemu też dużo pomagałam.
- No, i teraz wiemy, dlaczego Kaśka jest taka dumna, że w klubie wszystko działa, jak w zegarku. Bez naszej Turbiny by ten kurnik jebnął i ja wcale teraz nie żartuję. Dobrze kochana, ale mówiłaś też kiedyś coś na temat szkoły. 
- Była tam szkoła. Taka może trochę dziwna, bo były tylko trzy klasy. Dwie podstawowe, starsza i młodsza, i trzecia najstarsza, zawodowa się mówiło. To miało status technikum rolniczego, po pierwszym roku nauki dostałam świadectwo, formalnie to się nazywało ukończenie pierwszej klasy. Ale już wtedy umiałam zasuwać na ciągniku.
- Bo ty zdolna dupa jesteś. A inne dzieciaki?
- Co inne dzieciaki?
- No wiesz, równieśnicy, reszta. Dogadywałaś się z nimi?
- Spoko, normalnie było. Choć czasem tak...
- No?
- Czasem miałam wrażenie, że uważają mnie za jakąś...
- Gorszą? Dziwną? Inną?
- Nie! Właśnie lepszą. Ale nic więcej nie umiem powiedzieć. Dziewczyny, niech dotrze do was, że ja jeszcze była straszna siusiara wtedy.
- Dziecięca percepcja jest najczystsza. Ale chyba coś mi świta.
Anita zmarszczyła na chwilę czoło, po czym podjęła dalej:
- Ciocia Lala mówiła kiedyś, że Bengeski są zabobonne. Znaczy mają jakąś religię. Wiesz coś może o tym Maleczko?
- Nic. Znaczy niewiele. Były różne spotkania tych czarownic, ale dzieciaki tam nie miały wjazdu. Tylko pełnoletni. Po jakimś takim spotkaniu Pamala wróciła do domu wkurwiona jak nigdy. Coś mówiła, że wybraną sobie wybrały. Nic nie rozumiałam, co ona rozmawiała. Potem od kogoś się dowiedziałam o tym dilu za mnie, że już jestem ich.
- Jak powiedziałaś? Wybraną? To chyba jesteśmy w domu.
Nita i Ruda spojrzały na siebie, po czym zgodnie kiwnęły głowami. Tylko Mala patrzyła to na jedną, to na drugą, wreszcie spytała:
- Siśki, o co tu chodzi?
- O to chodzi, że jesteś dla nich jakoś ważna.
- Dokładnie. Aż mnie korci, żeby ci ściągnąć majtki i sprawdzić, czy nie masz jakiejś dziwnej plamki na dupie. Tak działają wszystkie religie. Wystarczy taka plamka, po czym ktoś idzie na piedestał. Albo na stos.
- Na krzyż, do kotła, to już jest bez znaczenia.
- Ciocia Lala już mnie badała.
Roxy spojrzała na Malę jakby zaskoczona:
- Przepraszam, czy chcesz powiedzieć, że zaglądała ci do dupy?
- Nie do dupy, tylko do mocy.
- I co znalazła?
- Nic. Nic szczególnego przynajmniej.
- Bo nie jest zabobonna. Przecież Nita mówiła przed chwilą, jak działa każda religia. Tworzy iluzje tam, gdzie niczego nie ma. Tymczasem moc jest jak cipa. Każda inna, różna, przy okazji taka sama.
Gdy wszystkie się wyśmiały Anita podsumowała:
- Puenta jest prosta. One tu wrócą. 
- Czyli działamy po staremu. Jutro Młoda jesteś dalej pod ochroną.
- Czyli mam drugą randkę w furgonie.
- Co takiego? Co tam mruczysz pod nosem?
- Nieważne. Ja tak tylko do siebie. Ale jeśli jutro wieczorem Kaśka znowu komuś spuści łomot, to może być fajny dzień.
Anita i Roxy udały oburzone miny i któraś spytała:
- Ależ Turbinko, aż tak cię fascynuje przemoc?
- Jaka znowu przemoc? Kaśka nie stosuje żadnej przemocy, tylko szybki, prosty wpierdol. Piękne, bo skuteczne.
Do rana Anita, Roxy i Mala nie pospały zbyt długo, nawet na szybkie spanie nie było zbyt wiele czasu. Zaś rano Misiek uraczył je kawą, jak mawiała Ruda: może nie pleciugową, ale za to domową. Pomijając poranny rozgardiasz łazienkowy dalej poszło według grafika, czyli Roxy zawiozła Malę do klubu, za to Anita pojechała do domu po Borka, który już dzwonił dwa razy pytając, czy ma nią czekać, czy jechać sam do firmy miejską komunikacją. Za to będąc już w firmie podejrzanie często ganiała do toalety. Bynajmniej nie fizjologia za tym stała, lecz potrzeba dyskrecji podczas użycia szklanej kuli. Ale sam kuferek ją zawierający nie sprawiał kłopotów zwracając uwagę, wystarczało zaklęcie maskujące. Nita rzadko używała magii w pracy, ale tym razem taka była po prostu konieczność. Za to Mala odbyła swoją drugą randkę z Mirkiem, tym razem już nieco dłuższą, zaś gdy spotkała Kaśkę oznajmiła podczas rozmowy:
- Wiesz, bałam się trochę, że będzie kręcił nosem, a on mi na koniec mówi, że on chce kupić od ciebie ten nasz klubowy furgon.
- Tylko się nie uwarunkujcie od tego furgonu. Podobno tak powstają parafilie. Słyszałam o takiej akcji, że... Dobra, ale o czym my teraz gadamy? Posłuchaj lepiej, jaki ja mam pomysł.
Tu Kaśka szybko przeszła na hisslang, bo nie były same w klubowym barku. Dopiero po chwili spytała po ludzku:
- Jak ci się to widzi?
- No. Jak jakiś złol ma znowu od ciebie oberwać, to ja chętnie.
- Niekoniecznie taki musi być finał. Tylko jest tu jeden szkopuł, że ja tego zaklęcia, co ci mówiłam za bardzo nie umiem. Za cienka jestem jeszcze na to. Malina też tego nie zrobi.
- To w czym problem? Dzwonimy do Nity i Rudej. Kto, jak nie one?
- Już z nimi gadałam. Tylko ty jeszcze musisz się zgodzić.
- Przecież już się zgodziłam.
Zaś gdy Mala skończyła swoją pracę Kaśka odwiozła ją do szkoły. Według wcześniejszych ustaleń miała na nią czekać pod gmachem do końca zajęć. Czekała. Aż się doczekała.
CIĄG DALSZY NIEBAWEM

13 stycznia 2025

DŁUG (odc.3)

Oswobodzenie się z uchwytu nie zajęło Kaśce więcej niż nanosekundę. Drugą trwało powalenie złola, który szamotał się z Malą. Potem Maczeta wróciła do tego pierwszego, szybkim kopnięciem wyjaśniła jego sytuację tak, że klęczał on na chodniku, zaś ewentualni widzowie mogliby mieć sporo do omawiania na temat stanu technicznego jego miłosnego oprzyrządowania.
- Boli? No, dobrze. Niech ci będzie.
Potężny kopniak w głowę okazał się być aktem łaski, miłosiernym zabiegiem anestezyjnym. Kaśka odwróciła się, po czym błyskawicznym ciosem prostym przekonała do nagłego położenia się drugiego oprycha, który wstał akurat. Mala tymczasem zdjęła worek zarzucony jej na głowę, po czym nagle splunęła snopem iskier, celem zaś była trzecia postać, która niespodziewanie wyłoniła się z mroku ulicy. Salwa nie była aż tak obfita, żeby złol mógł zapłonąć, zaś Maczeta chwyciła go mocno za potylicę, po czym jej kolano wyperswadowało mu bycie przytomnym. Obie rozejrzały się po placu boju:
- To już wszyscy?
- Na to wygląda.
- Co teraz Kasiu? Zostawiamy ich tak?
- To nie jest dobry pomysł. Dojdą do siebie, wrócą do swoich, po czym znowu nam sprawią jakiegoś figla. Trzeba ich wyeliminować.
- Nie chcesz ich chyba...
- No coś ty? Idź proszę do wozu i przynieś mi saszetkę ze schowka.
Gdy Mala wróciła trzech zbirów, nadal nieobecnych duchem, siedziało opartych o ścianę. Kaśka wyjęła małą buteleczkę, po czym każdemu maźnęła po skroni palcami zwilżonymi jej zawartością. Po czym nachyliła się nad każdym szepcąc im coś do uszu. Gdy już obie jechały Turbina spytała:
- Co im zrobiłaś?
- Dostali sugestrix. Za kilka minut dojdą do siebie, po czym dziarsko według programu ruszą przed siebie. Będą tak szli, aż świt nadejdzie. Będą już dość daleko za miastem wtedy i zbyt prędko nie wrócą. Na odchodnym skubnęłam im jeszcze telefony.
- Co teraz?
- Jedziemy do Roxy. Według planu. Tam pogadamy. Chyba mamy o czym, bo robi się nieciekawie. Te wieśniary naprawdę się uwzięły na ciebie.
Na miejscu okazało się, że oprócz Rudej była jeszcze Anita.
- Czemu tak późno?
- Było trochę ruchu na świeżym powietrzu.
Kaśka szybko streściła przebieg wypadków. Roxy skomentowała:
- Wygląda na to, że mamy małą wojnę. A jak wojna, to trzeba się naradzić. Szkoda, że nie ma Maliny, byłby nas komplet.
- Spokojnie, niedługo będzie. Właściwie już jest.
Istotnie, już po krótkiej chwili Lalka wkroczyła raźno do pokoju radośnie roześmiana po kolczyki. Te na uszach.
- Sprawa ogarnięta.
- A mnie chcieli porwać.
Malina podskoczyła do Mali obejmując ją zachłannie:
- Kto cię chciał porwać kochanie?
- Nie wiem, ale już nie chcą. Kasia ich zbiła.
Tu wtrąciła Anita:
- Przerwijcie na razie te czułości. Mów Lalka jak poszło.
- Bezboleśnie.
- Ale o co chodzi?
To już spytała Roxy. Anita odparła:
- Możesz nie wiedzieć, nie było cię w klubie. Już wam wszystko wyjaśniam. Mówiłam dziś, że Bengeskom pomaga jedna nasza. Znaczy ona nie jest nasza, ale tutejsza.
- Kto to jest?
Anita położyła na stole jakieś pisemko ezoteryczne.
- Tu. W necie też się ogłasza.
- Wróżka Wiola. Telefon, mail... Nie znam baby.
- I nie musisz. Nikt ciekawy. Zawodowa wiedźma, ale taka raczej trzecia liga. Czaruje marnie, braki nadrabia różnymi sztuczkami, kantami. Jedyne, co robi dobrze, to ma dryg do zdobywania informacji. Tamte ją pewnie wynajęły, być może z tego anonsu. Więc uznałam, że trzeba ją szybko jakoś... Malinko, opowiadaj, jak to zrobiłaś.
- Jak tylko się dowiedziałam, to zaraz do niej zadzwoniłam i jeszcze dziś się umówiłam na wizytę po poradę. 
- Tak od razu?
- To nie jest ta półka do której ustawiają się kolejki.
- Rozumiem. Co dalej?
- Zagrałam rolę zabujanej, zaryczanej, zrozpaczonej, niedorżniętej dupy...
Kaśka pokręciła głową:
- Nie poczuła mocy?
- Zamaskowałam. Kochanie, ja wiem, że z tobą, z wami by taki numer nie przeszedł, ale już słyszałaś, że to marnej klasy wiedźma.
- Co potem?
- Nic. Mruknęłam na nią infra głosem, a wtedy była już moja.
- Co jej zrobiłaś?
- Zadałam jej zwykłego śpiocha. Tak na kilka dni. Nic jej złego nie będzie, najwyżej się zsika w majtki.
- Jak ją znajdą, to ją obudzą.
- Być może, ale trochę im to zajmie. Na zaklęciu zostawiłam mocno porypaną pieczęć, tak od razu tego nie rozkminią.
Jako że Malina opowiadała to wciąż tuląc Malę, ta nagle polizała ją za uchem. Za to Anita wstała, po czym postawiła na stole niewielki kuferek.
- To zanim obgadamy, co dalej, rzućmy może okiem, co one wszystkie robią właśnie teraz. Dwie godziny temu nie robiły nic, widać czekały na tych swoich brysiów z naszą Turbiną w worku. To teraz my poczekamy. Ruda, zrobisz kawy?
Roxy odróciła głowę w stronę drzwi sypialni:
- Misiek!
- Oj zostaw chłopa w spokoju. Wygnałaś go spać, to niech śpi.
- Ja zrobię!
Mala wstała nagle wyślizgując się Malinie i ruszyła do kuchni. Taka po prostu była, zawsze pierwsza, gdy było coś do zrobienia. Za to Anita rozpostarła na stole kawałek aksamitu, po czym położyła na nim zawartość kuferka. Była to szklana kula. Pod kulę wsunęła kawiarnianą serwetkę, na której był zapisany numer telefonu Bengeski Ziry.
- Teraz cicho...
Zaś po chwili koncentracji dodała:
- Już. Mam ją.
Roxy spytała od razu:
- Co robi?
- Chyba jest w kiblu.
- To to sobie daruj. Rytuały sanitarne Benges mnie nie interesują.
Tak upłynęły jakieś dwie godziny. Cała piątka zajęła się twórczym paplaniem na temat różnych babskich spraw, tylko Anita od czasu do czasu zaglądała do kuli. Wreszcie jednak pozbyła się nieco znudzonej miny mówiąc:
- Chyba coś się wreszcie dzieje.
- Daj popatrzeć.
Roxy wsadziła głowę między Nitę i kulę.
- Słuchajcie, one się chyba pakują.
Zapanował lekkki tłok, gdyż nagle każda chciała zajrzeć.
- Odpuściły? Tak szybko?
- Coś mi się nie wydaje.
Chaotyczna wymiana zdań, czy innych uwag trwała dobre kilka minut. Wreszcie Anita ucięła to zamieszanie unosząc rękę i mówiąc:
- One naprawdę jadą. Zira jest już w aucie.
- Skąd wiesz?
- Kula działa tak, że pokazuje głównie punkt widzenia... No, tu akurat Ziry. To teraz patrzcie. Ta druga prowadzi, samochód ruszył. 
- A złole?
- Nie widać. Trzech jest co prawda na spacerze, ale wcześniej widziałam ich więcej. Może jadą swoim wozem za nimi.
Tu wcięła się Kaśka:
- Na miejscowych tu z miasta te typy nie wyglądały.
- Ale może zostali?
- To chyba bez znaczenia. Mózgi są w tym aucie.
- Teraz jadą przez centrum.
Przez kilkanaście minut panowało lekkie zamieszanie, bo nagle paru paniom zachciało się do łazienki. Wreszcie Anita oświadczyła:
- Już są za miastem. Znam tą trasę.
- Czyli już po wojnie? Koniec bajki?
Żadna nie odpowiedziała poza Malą. Pytaniem na pytanie.
- To ja mogę jechać do domu?
Odpowiedź Roxy była zdecydowana.
- Nie. Ty dziś tu jeszcze zostajesz.
- Ale jak to?
- Wczoraj mówiłaś, że mi wierzysz, tak?
Turbina spojrzała po pozostałych jakby oczekując wsparcia swojej koncepcji. Wreszcie Malina robiąc swoją ulubioną minę słodkiej idiotki oświadczyła:
- Ja nie wiem, gdzie powinnaś być, ale skoro nie wiem, to może zastosuj prawo gościnności i uszanuj wolę gospodyni.
Reszta wiedźm wybuchła zgodnym śmiechem poza Kaśką, która spojrzała na Lalkę poważnie mówiąc doń:
- Przecież to jest z dupy, co ty powiedziałaś.
- Z dupy, nie z dupy, ale działa.
CIĄG DALSZY NIEBAWEM
 

12 stycznia 2025

DŁUG (odc.2)

Gdy drzwi wejściowe do Pleciugi rozwarły swe podwoje, okazało się, że nowo przybyłe są dwie. Ubrane wyjątkowo niewystrzałowo, jak na przeciętne klientki tej kafejki, do tego jednakowo. Gdy zdjęły kaptury dresowych kurtek okazało się, że były nawet podobnie ufryzowane. Bardzo prosto zresztą, przycięte pod krótką miskę domowym sposobem. Roxy skomentowała:
- Kadrowiczki ze zgrupowania wyrwały się na przepustkę.
Gdy bardziej zdecydowanie weszły do wnętrza lokalu oczy Rudej i Anity ujrzały niewielkie tatuaże na twarzach obu kobiet. Jedna miała ich nieco więcej i to ona dla wprawnego obserwatora wydawała się być szefową tej pary. Upatrzyły jakiś stolik, ale idąc tam zatrzymały się na chwilę, spojrzały na nasze wiedźmy, po czym nieznacznie skinęły im głowami. Otrzymały podobną odpowiedź, po czym Anita mruknęła:
- Bengeski. Spotkałam takie kiedyś na jednym konwencie.
- I co? 
- I nic. Z nikim nie gadały, trzymały się razem na boku.
Kowen Benges uchodził wśród czarownic za dość wyjątkowy, być może trafniejszym określeniem byłoby zakon lub sekta. Niewiele było wiadomo na ich temat, być może połowa tej wiedzy to były tylko mity. Co nieco mogła powiedzieć na ich temat Ciocia Lala, która kiedyś spędziła wśród nich jakiś krótki okres czasu. Wspominała to potem Anicie i Roxy, jeszcze podczas ich szkolenia na wiedźmy:
- Tworzą zamkniętą matriarchalną społeczność mieszkając na głuchej wsi. Mają dość sztywne zasady, niczym mniszki, ale w sprawach zasadniczych są normalne. Na bóle głowy nie cierpią.
- Czyli mają jakichś chłopów?
- No pewnie, ktoś w końcu musi robić na polu. Ale nie tworzą z nimi żadnych związków, wymieniają się tymi chłopami jak książkami w bibliotece. Jeden wielki wspólny tartak.
- A jak czarują, dobre są w magii?
- To złożona sprawa. Są tematy w których chyba nie ma lepszych. Ale są takie, w których są wyjątkowo niekompetentne. Mają jeszcze coś. Wyznają jakąś swoją synkretyczną religię. Ale w detale już nie wnikałam.
- Przesądna wiedźma? To brzmi jak oxymoron.
- Całe czarowstwo to jeden wielki oxymoron. Ech, wy moje córcie, jeszcze wiele macie do nauczenia się w te klocki.
Tyle Ciocia Lala na temat Benges...
Tymczasem nasze Bengeski usiadły przy stoliku, po chwili do nich podeszła kelnerka. Roxy zaczęła się kręcić na krzesełku:
- Nuda, nic się nie dzieje. Przyszły sobie dwie baby na kawę i tyle. Co nas to obchodzi? Każdej wolno, Pleciuga jest dla wszystkich, tak? Spadam.
- Poczekaj jeszcze chwilę. Coś się jeszcze zadzieje.
Intuicja nie zwiodła Anity, a dokładniej, to Anita umiała prawidłowo odczytać jej przekaz. Bo gdy tylko kelnerka odeszła od Bengesek, ta postrzegana jako ważniejsza wstała, po czym dostojnym krokiem ruszyła do stolika naszych wiedźm. Wreszcie dotarła, po czym oświadczyła:
- Przestrzeni dla waszych ja siostry.
Tak się składa, że Nita i Roxy znały tą archaiczną formułkę, za ich licealnych czasów była bardzo modna, więc odpowiedziały chórem:
- Twoim kosztem.
Tylko Ruda dodała:
- Ale czy twoje siostry, to się jeszcze okaże.
Anita zgromiła ją wzrokiem, pod stołem zaś kopnęła ją w kostkę, po czym skupiła uwagę na przybyłej:
- W czym ci możemy pomóc?
Po szybkiej pauzie dodała:
- Siostro.
- Mogę usiąść na chwilę?
- Nie widzę problemu.
Tak odparła Nita, Roxy tylko skinęła głową.
- Jestem Zira. Szukamy kogoś. Może znacie?
- To duże miasto. Ale może przypadkiem...
- Nazywa się Pamala.
Zanim Anita odpowiedziała Roxy pod stolikiem ścisnęła ją za udo.
- Pamele znam trzy, ale...
- Nie Pamela, tylko Pamala. Rzadkie chyba imię.
- Nie, to nie kojarzę. Ty może coś wiesz?
Zagadnięta Roxy odparła:
- Chyba nie bardzo. Ona jest stąd?
- Stąd pochodzi. Ale namierzyć ją trudno. Nici aka są poszarpane.
- Chyba możemy popytać, ale może być wszędzie.
- Objechałyśmy trochę miejsc, ale bez skutku.
- Daj namiar na siebie, jakby co.
Bengeska wyjęła z zanadrza długopis i napisała coś na serwetce.
- To mój telefon.
- Ale powiedz jeszcze coś więcej. Chyba, że nie możesz...
- Mam zdjęcie.
Zira wyjęła telefon i pokazała owo zdjęcie.
- No, niezła milfa.
- Kto?
- Dojrzała atrakcyjna kobieta, tylko krócej.
- Rozumiem. Pamala podróżuje z córką, tak je często widywano w różnych miejscach, ale zdjęcia niestety nie mam.
- Ta córka młoda, starsza?
- Teraz to w przybliżeniu starsza nastolatka.
- Aha. To tyle na razie. Jak coś, to damy znać.
- No dobrze, to ja już wam czasu nie zabieram.
- Jeszcze chwilka. Nie chcę być za bardzo wścibska, ale to może pomóc ją namierzyć. Dlaczego ją szukacie?
- Powiedzmy, że zapomniała się rozliczyć.
Gdy wiedźma odeszła, dwie przy stoliku roztrajkotały się.
- To ona nie wie, że Pamala nie żyje od ponad pół roku?
- Mogła nie wiedzieć. Nie było żadnych nekrologów. Jak też pamiętam szczątki znalezione w spalonym aucie nie zostały zidentyfikowane. Poza tym sama mówiła, że łączniki, znaczy nici aka są poszarpane.
- Nie mają szklanej kuli? Taka prężna ekipa powinna mieć taki sprzęt. Czyż nie mam racji?
- Kula to nie dżipies, lokalizacji ci nie poda.
- Ale po okolicy można coś rozpoznać. Pamiętasz, jak namierzyłyśmy twojego Borka jakiś czas temu? Szedł na tle znanego nam obiektu.
- One nie są przecież tutejsze. Ale dobrze, można coś tam namierzyć kulą, tak pośrednio. Poza tym może to jest ta dziedzina, w której są kiepskie?
- No, dobrze, ale co my teraz robimy?
- Na razie to ja dzwonię do Mali. Ma pilnować centralnie dupska, bo coś się może odbyć dookoła niej.
Po chwili:
- Wała. Ma wyłączony telefon.
- Teraz chyba powinna być w szkole?
- To jedź pod tą jej szkołę. Wiesz gdzie. Dziś już sobie nie potrenujesz. Ani nie pobzykasz się chyba też wieczorem.
- Niby czemu?
- Bo weźmiesz ją na noc do siebie, albo sama u niej zanocujesz. Ja nie paranoizuję. Turbina musi być teraz chroniona. Nie wiemy, co one wiedzą. Dlatego ja teraz jadę do domu popodglądać je trochę swoją kulą. Na szczęście ta idiotka zostawiła nam tą serwetkę, na niej swoje ślady, odciski. To mam łączniki do niej, trochę marne, ale zawsze coś.
- No tak, nawet jak wykryją, że stara nie żyje, to mogą uznać, że młoda po niej dług dziedziczy. Ciekawe, jaki to zresztą dług?
- Może stara im buchnęła kasę parafialną? 
- Nie sądzę. Ale ja trochę Malę podpytam. Okazuje się, że nie wszystko nam opowiedziała o sobie.
- Nie musiała. Nie ciśnieniujemy jej, tak?
- Ale teraz ja ją trochę przyciśnieniuję, im więcej powie, tym łatwiej będzie ją chronić jakby co.
- To jedź już. Nie wiadomo dokładnie kiedy kończy te lekcje. Weź zadzwoń do Kaśki po drodze już, może ona coś wie.
- Mówić jej, że coś się kroi?
- Chyba nie trzeba. Zresztą jutro Mala sama jej wszystko powie. Potem Kaśka Malinie i już mamy komplet.
- Ciocia Lala?
- Chyba dobrze, jeśli się dowie. Sama to ogarnę. Dobrze kochanie, znikaj już stąd, za tą kawę już zapłacę. Zobacz, one też się już zbierają. 
Po drodze tuż przy wejściu Roxy i Bengeski wymieniły jeszcze uśmiechy, skinięcia głowami, po czym Ruda ruszyła na parking.
Wieści od Kaśki były dobre. Mala za jakieś pół godziny miała kończyć zajęcia. Przed budynkiem siedziby wieczorówki stało kilka aut, zaś z jednego wysiadł dość elegancki pan, niezbyt młody, ale na pewno nie podtatusiały, tylko pełen formy...
- Orski? Jeszcze jego tu brakuje. Niestety Turbinko, muszę ci popsuć randkę. Chronię ci dupę, żebyś mogła jej potem bez stresów używać, więc dziś jej nie użyjesz za bardzo.
Tak sobie monologowała Roxy siedząc w aucie skupiona na wejściu do szkoły. Wreszcie po iluś tam minutach rozpoczął się wysyp ludzi, w końcu pojawiła się też Mala. Ruda szybko wysiadła z auta, podeszła prosto do Orskiego i zaburzyła mu dość mocno funkcjonowanie magicznym urokiem. Odprowadziła go do ściany, aby się oparł. Tak ich zastała Turbina.
- Co się z nim dzieje?
- Dałam mu głupiego jasia. Za kwadrans wróci do siebie.
- Ale my przecież...
- Wiem, co wy przecież, ale sprawa jest tak poważna, że dzisiejsze mizianko musi poczekać. Nie wiem, czy cię to pocieszy, ale jedziemy na tym samym wózku. Ja też miałam inne plany na wieczór. Ale mogę ci pożyczyć wibrator.
- Bujaj się z tym swoim wibratorem. Mów lepiej o co tu centralnie chodzi. Co się takiego stało?
- Najpierw do wozu. Tam ci wszystko wyjaśnię.
Gdy już jechały Roxy opowiedziała Mali całe spotkanie, całą pleciugową rozmowę, na końcu zaś zapytała ją:
- Wiesz coś na temat Benges?
- Kiedyś mieszkaliśmy u nich przez jakiś rok, ja i ma... Znaczy ja i Pamala. Byłam jeszcze gnojówa, ale coś tam już widziałam.
- A co twoja ma... Znaczy Pamala mogła być im winna?
- Mnie.
- Słucham?
- Najpierw o niczym nie wiedziałam, ale wygadała mi się jedna z nich. Umowa była taka, że one nam pomogą, dadzą mieszkanie, jakieś zajęcie, ale za to ja po skończeniu czternastki zostaję u nich na stałe.
- Ale dil. Jak z bajek fantasy. I co było dalej?
- Po jakimś roku po prostu wyjechałyśmy. Tak dosyć ukradkiem, mnóstwo czajenia się było przy tym, bo tam tak jest, że każda każdą pilnuje.
- Sekta, dobrze baby gadają na mieście. A szkołę jakąś mają?
- Tak, takie jakby technikum rolnicze. Jedną klasę tam zrobiłam, mam nawet papiery na to, świadectwo. Ale potem się wszystko popieprzyło, jeździłyśmy od miasta do miasta, wreszcie trafiłyśmy tu. Resztę znasz.
- To chyba już rozumiesz, dlaczego dziś się nie pokochasz? Dopóki nie znamy ich zamiarów, to musimy cię pilnować. Chyba że nie chcesz, jesteś dorosła, my ci nic nie możemy kazać.
- To miał być nasz pierwszy raz, wiesz, tak konkretniej.
- Rozumiem kochanie. I czuję. Niestety te baby mogą uznać, że dziedziczysz długi Pamali. Oficjalnie mogą ci skoczyć, ale to są czarownice, mogą próbować czegoś. Nie wiemy jeszcze, ile ich jest w mieście, nic nie wiemy tak naprawdę. Anita je teraz podgląda, podsłuchuje kulą, może czegoś się dowie więcej. Ale do tego czasu nie wolno ci być samej. To jak ma być?
- Wierzę ci, wierzę wam wszystkim, przecież wiesz.
- To dziś jedziemy nocować do mnie. Albo ja do ciebie. Proponuję jednak do mnie. Miśka się wywali na kanapę, do drugiego pokoju, a my się trochę podotykamy. Po siostrzanemu.
Obie wybuchnęły śmiechem, po czym Mala spytała:
- A jak ogarnąć Mirka?
- Orskiemu jest Mirek? Nawet nie wiedziałam. Trochę rozmawialiśmy kiedyś, ale bez tykania. Muszę ci powiedzieć, że robił dobre wrażenie. Wpadniemy teraz najpierw do ciebie, weźmiesz sobie co ci tam trzeba, potem do mnie, wtedy dogadamy co zrobić, żeby ten twój Mirek nie zraził się po tej dziwnej dzisiejszej przygodzie.
U Roxy Misiek trochę marudził, gdy się dowiedział o zmianie planów. Ale chyba źle mu nie było. Mala słyszała i czuła, jak Ruda wymyka się na palcach z obłożonej lustrami sypialni.
Za to rano wiedźma odwiozła Turbinę do pracy, do klubu. 
- Tu z pewnością będziesz bezpieczna.
Wiadomo, na miejscu była Kaśka, a na dodatek jeszcze jedna z dziewczyn na recepcji, bo jak pamiętamy Maczeta na jesieni zatrudniła dwie wiedźmy na to stanowisko. Tak więc Mala poszła sobie do pracy, Roxy pojechała do swojej, zaś około południa do klubu przyjechał Orski. Kaśka potem drapała się po głowie i kombinowała:
- Gdzie ja was ulokuję? Ruch na obiekcie jak cholera, nie ma żadnych wolnych pomieszczeń. Przebieralni nie mogę zamknąć, bo wciąż ktoś się kręci. Po kiblach też ktoś łazi bez przerwy. Do jego auta cię nie puszczę, pozostaje tylko nasz firmowy wan. Bardzo romantycznie wam będzie. Tylko materac jakiś weźcie.
Gdy po kwadransie Mala odnosiła ów materac na swoje miejsce natknęła się na Kaśkę, która skonstatowała ze śmiechem:
- Szybko się uwinęliście z tą randką.
- Tak miało być, bo mam dużo pracy dzisiaj.
Reszta dnia roboczego upłynęła bez żadnych zawirowań, dopiero późnym popołudniem, gdy Kaśka odwoziła już Malę do Roxy doszło do pewnego drobnego incydentu. Ale najpierw do klubu zajrzała Anita, która podzieliła się wnioskami po użyciu szklanej kuli.
- Wiedźmy są dwie, ale kręci się przy nich jeszcze trzecia, miejscowa, znam ją akurat. Mieszkają, dziwnym trafem akurat, na Bajorze, tam jest taki tani hotelik, czy też hostelik.
Bajoro było jedynym nie ucywilizowanym miejscem na dzielnicy Kaśki oraz klubu, ongiś niezbyt bezpiecznej, obecnie już grzecznej, nie licząc wspomnianego Bajora. Anita kontynuowała dalej relację:
- Oprócz tych bab jest jeszcze kilku kolesi, dość sporych, wybitnie bez poczucia humoru. Nie wiem do końca ilu ich może być, bo ciągle się kręcili. Wyraźnie widać, że to fizyczni, ale broni nie widziałam. Nie można jej jednak wykluczyć. To tyle. Aha, tą naszą wiedźmę może zneutralizować Malina jakoś dyskretnie swoim infra głosem, tak na kilka dni. To pewnie ona im wszystko kapuje. Chyba wiedzą już, gdzie Młoda mieszkasz, ale chyba jeszcze nie wiedzą, gdzie pracujesz. Bo o śmierci Pamali już się dowiedziały, polują teraz na ciebie. Kiedy masz najbliższą szkołę?
- Jutro.
- To obawiam się, że jutro pojedziesz na wagary.
- Nie, dlaczego?
To zaprotestowała Kaśka.
- Stanę na dole wanem, posiedzę, poczekam. Niech nie traci dziewczyna zajęć. Jeszcze wezmę Daśka ze sobą, żeby straszył, robił wrażenie. Nitka, skąd wiesz o głosie Maliny?
- Od niej samej. To nie jest żadna magia, tylko mutacja, zdolność raczej niespotykana, ale jak najbardziej niemagiczna.
- A właśnie, Nita! Ty mi kiedyś obiecałaś, że coś mi opowiesz o Borku. Potem jakoś nam się to zgubiło.
- No dobrze. To zawsze był, miał być sekret, ale od czasu pewnej walki na ulicy, z twoim Kasiu udziałem zresztą, Borek zgodził się to ujawnić. Ale tylko wam. Znaczy Lalce i Rudej też. Nikt inny ma tego nie wiedzieć. Borek ma po prostu zdolność emisji antygrawitacji. Uderzeń, pchnięć, ukłuć, zależnie jak się wiązkę skoncentruje.
- To teraz już wszystko rozumiem z tamtej sytuacji. Ale reszty chyba nie ma zmutowanej, co? Wiesz o co chodzi.
- Spokojna twoja rozczochrana. W tych sprawach jest po prostu dobry, ale spełnia zwykłe normy ludzkie.
- Będę musiała się kiedyś z nim konkretnie umówić, żeby mi to wszystko zademonstrował. Mówię rzecz jasna o antygrawitacji, o niczym więcej.
Kobiety chwilę się pośmiały, po czym Anita oświadczyła:
- Ja znikam, jadę dużurować przy kuli. Jak Mala po pracy trafisz do Rudej? Przyjedzie po ciebie?
Odpowiedziała Kaśka:
- Nie, ja ją odwiozę.
Istotnie, tak się stało. Jadąc już wanem Mala zagaiła:
- Kozackie te mutacje Maliny i Borka. Jaki zbieg okoliczności. Rodzeństwo mutantów. Ile możliwości.
- Nie bardzo. Ten Lalki głos do niczego poza samoobroną się nie przydaje. Chyba te borkowe zdolności dają więcej, niż czysta destrukcja.
- Aha, Kasiu, zajrzyjmy jeszcze do mnie.
- Teraz?
- No. Na jutro do szkoły coś muszę wziąć.
- Dobrze, to prawie po drodze.
Klubowy furgon zatrzymał się pod kamienicą. Obie kobiety wysiadły zeń, po czym ruszyły do klatki schodowej. Gdy były już gdzieś na górze zgasło nagle oświetlenie tego fragmentu ulicy. Kiedy już zeszły na dół i wyszły na ulicę Kaśka nagle poczuła, że ktoś chwyta ją mocno wpół, odciąga na bok, zobaczyła też, że jakaś postać zarzuca Mali coś na głowę. Napastnicy pojęcia nie mieli, jak wielki popełniają błąd.
CIĄG DALSZY NIEBAWEM