Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialog. Pokaż wszystkie posty

05 maja 2024

POMNIKOWY SZKOPUŁ

- Zulka kochanie, czy chciałabyś mieć swój pomnik?
- Od kiedy ty robisz problemy z niczego?
- Ale ja pytam tak tylko dla sportu, nie na poważnie.
- Na poważnie to mam wyjebane na to.
- A dla sportu?
- Dla sportu to ja nie wiem. A kiedy ten pomnik?
- Pośmiertnie?
- Pośmiertnie to mam też wyjebane.
- A za życia?
- Za życia Zojeczko to ja dalej nie wiem.
- To może zmienię zestaw pytań. Czy cieszyłabyś się?
- Z czego?
- No, z pomnika. Gdyby ktoś ci taki postawił?
- Gdybyś pytała na poważnie, to nie.
- Czemu?
- Bo są lepsze rzeczy na marnowanie terenu i kasy miasta.
- A dla sportu?
- I tu jest właśnie ten monumentalny szkopuł. Bo jacyś przechodzący ludzie pewnie by się uśmiechali na widok takiego pomnika. Tak?
- Chyba tak?
- Tylko dlaczego by się uśmiechali? Czy z życzliwości, bo mam perfekcyjne cycki, czy ze złośliwej uciechy, że mam je obsrane przez gołębie?
- Teraz już chyba rozumiem. Ziu?
- No...

28 kwietnia 2024

NOCNY KOLEJ

- Żesz w putku majku!
- Co się dzieje kochanie? Co jest z tobą?
- Wzdrygłam się. Miałam głupi sen.
- Czyli?
- Jechałam pociągiem i...
- To bardzo zdrowy sen. Masz prawidłowe libido.
- Ale ja jechałam do Szczecina.
- No to co? Co jest nie tak ze Szczecinem?
- Na razie jeszcze nic. Ale nagle się obudziłam.
- Pociąg stanął w kapuście?
- Może. To ja na drugi bok i śpię dalej.
- Pociąg ruszył?
- Tak, ale ja patrzę, że dojeżdżamy do Przemyśla.
- To chyba normalne. Przesiadłaś się naprzeciwko.
- Przekładłam chyba.
- To ja miałam kiedyś lepiej. Jechałam pociągiem do Pucka.
- Dojechałaś?
- Nie bardzo. Pociąg się wykoleił.
- Z łożka spadłaś znaczy? To się zdarza.
- Ale nie pod Wałbrzychem.
- Jak to?
- Wysiadam z wagonu, patrzę, a tu...
- Wałbrzych?
- Nie, dlaczego? To był Puck.
- No, to wszystko jasne.
- Niby co?
- Wszystkie pociągi wykolejają się pod Wyszogrodem.
- Ale tam przecież nie ma linii kolejowej.
- Dlatego właśnie się wykolejają.
- Ziu!
- No... 

24 lutego 2024

TO

- Zupa. Czekaj, nie. Zópa? Zoopa?
- Ale o co ci się kobieto rozchodzi?
- O to, co masz w ręku.
Zula spojrzała najpierw na wspomniane to, potem na Zoję rozpiętą na krzyżu rozkoszy, tudzież przypiętą doń.
- No coś ty? Naprawdę myślałaś, że...
- Nie myślałam, tak tylko jakoś mi się pojawiło.
- Zapewniam cię kochanie, że wcale nie miałam zamiaru tego użyć tak, jak ci się pojawiło. Twoja zajebista ciotka Intuicja za dużo pomyślała. 
- Nie torturuj mnie gadaniem. Było hasło.
- No już dobrze, odpinam cię. Co potem?
- Nic. Potem przyjdzie Karyna z pierogami.
- Dziś?
- No.
- Czemu?
- Taka procedura.
W uniwersum tego dziełka literackiego jest niedziela, ale w realu niedziela jest jutro, więc jeszcze extra bonus track do porannej kawy lub herbaty, czy czegoś tam jeszcze, z jointem lub bez, bo niedziela to jest niedziela, rosół na stół i centralnie ma być wesoło, dużo git vibe'u. 😃

10 lutego 2024

WIÓRY, TROCINY, WYPRASKI...

Któregoś dnia Zula, Zoja i Karyna popijały sobie razem herbatę. Ta ostatnia wspominała przy tym, jak fajną herbatę piła kiedyś u jakiejś tam swojej ciotki. Zoja skwitowała to uwagą:
- Co mnie teraz obchodzi jakaś inna herbata?
Zula nie odzywała się ani słowem. Piła herbatę.
....
Kaśka mówi:
- Nie pójdę robić do policji, ni bola. Po pierwsze, to jest strasznie chujowe tworzyć więźniów sumienia. Kiedyś taki jakiś wujek mi tłumaczył, że to są więźniowie uzależnienia, ale to był pierdolony jebany marychofob. Przecież już kurwa małe dziecko wie, że Zioło jest mało uzależnialne. Tak po drugie, to ja chcę, kurwa, decydować, komu dać lagą w ryja, niż jakiś tam dupek, który nawet dziesięciu pompek nie umie. Dotarło do cipy?
Malina nie miała za specjalnie nic do powiedzenia.
- No. Się uruchamiasz. Chciałam tylko pogadać.

13 lipca 2023

(zawsze i wszędzie) NIE TAK

- Hey foczko, śliczne masz te loczki.
- Dziękuję, cały poranek je kręciłam.
- To one nie są naturalnie tak tego?
- Coś ty, przecież wtedy bym je prostowała.

02 grudnia 2022

Krótki dialog o biciu dzieci

- Nie wiem, o co jest tyle wrzasku na temat kar cielesnych. Mnie tam ojciec lał, aż czasem dupsko puchło, jednak wyrosłem na porządnego człowieka.
- Jednak?
- Czepiasz się słówek. A może właśnie dzięki temu?
- Nie zaprzeczę, że wbił ci przez to dupsko do głowy porządność jako priorytet. Ja tam mam wyjebane na tą całą porządność, bo mnie rodzice nigdy nie bili. Za to jestem zdrowy psychicznie. Choć nie wykluczam, że nie jest to skutek, tylko zbieg okoliczności. Ale na tym właśnie też polega zdrowie psychiczne, że nie wykluczam.
- Eeee... Tego...
- Czekaj no. Nie przerywaj. Ty lejesz swojego dzieciaka?
- No pewnie. Jak zasłuży.
- Tiaaa... Tłuc dziecko za to, że jest dzieckiem. Ciekawe. Czy ty naprawdę jesteś tego pewien, że jesteś porządnym człowiekiem? Tak tylko pytam, dla porządności, żeby nie było.
- Masz jakieś wątpliwości?
- Już nie. Bayo piękny, idę na piwo. Chcesz, to idź ze mną. Tylko mam plisa. Nie pierdol już mi kurwa żadnych czarnekowych głupot na tematy pedagogiczne. Od tego piwo kwaśnieje.

16 czerwca 2022

CIASTECZKA /o samobójstwie/

- Zojka, czy samobójstwo jest dobre, czy złe?
- Zuleczko, kochanie, to zależy od tego, co o tym myślisz. Jeśli myślisz, że jest dobre, to jest dobre, jeśli myślisz, że jest złe, to jest złe. Teraz sama sobie wybierz. Ale przecież ty powinnaś już to dawno wiedzieć.
- Powiedzmy, że cię sprawdzam.
- Bez sensu. Ale skoro tak, to dodam coś jeszcze na temat samobójcy. Tak moim zdaniem, rzecz jasna, żeby nie było.
- No?
- Że chyba zbyt poważnie siebie potraktował.

15 marca 2022

(przerwa na) CIASTECZKA

- Co tam? Co jest z tobą?
- Nic. Ale wiesz, nie mogę doznać...
- Orgazmu?
- No nie, tak fatalnie jeszcze ze mną nie jest.
- To czego nie możesz?
- Nie mogę doznać, nie mogę osiągnąć spokoju.
- Co ci przeszkadza, co cię oddziela od niego?
- Moje lęki. Moje niepokoje.
- Więc czemu, po kiego putasa od nich uciekasz?

10 listopada 2021

CIASTECZKA /krótki dialog o posiadanu/

- Już wiem! Gdy nic nie masz, nie masz bólu głowy, że to stracisz.
- Hogwash i bullshit! Swędzi cię prawa pięta, a ty drapiesz się za lewym uchem. Wcale nie chodzi o to, aby nic nie mieć. Rzecz jest w tym, aby nic nie miało ciebie.
- Czy to znaczy, że...
- Nie.

02 października 2021

CIASTECZKA /Zoja & Zula i deszcz/

- Zojka, coś bym zjadła.
- Otworzyć ci puszkę?
- Nie chcę się kochać, chcę coś zjeść.
- Znaczy głodna jesteś?
- Nie jestem głodna, tylko coś bym zjadła.
- Aha. Jak dziecko, kartofla nie, ciasteczko tak?
- Jak ty mnie skarbie doskonale rozumiesz.
- Co by ci tu powiedzieć? Marnie jest.
- Znaczy nie mamy ciasteczek?
- Chwilowo nie mamy. Ale ma dupa nogi?
- Aluzju ponjała, sklep mamy niedaleko, tylko że...
- Kontynuuj, kontynuuj.
- Co tu kurwa kontynuować? Leje wściekły, jebany deszcz.
- Tak ci się tylko zdaje. Masz umysł deszczu.
- Co ty kombinujesz? Deszcz zapierdala, spójrz przez okno.
- Dramatyzujesz. Nic się nie dzieje.
- Jak się nie dzieje, jak dzieje?
- Czekaj, mam pomysła. Akurat lapidendron masz otwarty.
- Co chcesz zrobić? Sprawdzić prognozę? Zamówić ciasteczka online?
- Nie, zaraz zrobimy coś z tym deszczem. Taką grę ci pokażę. Spójrz, tu jest takie coś, że tym trzeba tu, tym trzeba tak, a ma wyjść, że to jest tak.
- Prymitywne.
- To tylko wstępna wprawka. Jedziemy następny poziom.
- No dobrze, i co teraz?
- Patrz, to trzeba tu, to trzeba tam, teraz...
- Dobra, zostaw, dalej już ja sama.
- To ty się baw, a ja sama skoczę do sklepu.
.......
.......
- Kochanie, jestem już!
- No...
- Ziemia do Zulki, przerwa w locie.
- Coś robię, nie widzisz?
- Już nie robisz.
- No coś ty, pogięło cię?
- Tylko zahaltowałam na chwilę.
- I co chcesz?
- Powiedz mi, gdzie się podział deszcz?
- Miałaś coś z nim zrobić, a teraz widzę, że leje dalej.
- Jak grałaś to nie lał.
- Coś ty? Wiesz, że nie wiem? Grałam.
- Właśnie na tym polega trick. Gdy grałaś deszczu nie było. Tak dokładnie, to nie tyle deszczu, co problemu deszczu, który sobie stworzyłaś, gdy za dużo myślałaś na jego temat.
- Rozumiem. Ciekawe, czy tak można z bólem zęba?
- Teoretycznie tak, ale byłoby trudniej. Na ból zęba to jednak ja wolę procha, a potem do dentysty. A co, boli cię?
- Nie, tak tylko pomyślałam.
- To nie myśl za dużo, bo cię faktycznie zaboli.
- Od samego myślenia? Pieprzysz.
- Ba, nie takie rzeczy się mogą zdarzać. Kiedyś taki jeden wujek za dużo myślał o żonie i w końcu ją zabił.
- Jak to zabił?
- Normalnie, siekierą.
- Swoją?
- No tak, to jego żona była.
- Ale czy siekierą swoją?
- Nie wiem. Ciasteczko?
- O, właśnie, moje ciasteczka!
- Takie mogą być?
- Doskonale. Ale czegoś nie rozumiem.
- No?
- Wyszłaś tak, jak stałaś. Parasolki nie mamy...
- I co z tego?
- To, że nie zmokłaś, jesteś dziewiczo sucha, nietknięta deszczem.
- Deszczu nie było.
- Tak nagle przerwę sobie zrobił na chwilę?
- Nie wiem. Po prostu nie myślałam o nim.
- Teraz to już coś bredzisz.
- Nie, dlaczego? Ty też nie myślałaś o deszczu i też nie zmokłaś.
- Zupa! Dawaj tu te ciasteczka.

18 lipca 2021

CIASTECZKA /Zoja & Zula revisited/

- Bo to jest tak: palec wskazuje Księżyc...
- Ale ty nudzisz. Tak w ogóle, to lakier ci oblazł.
- Z czego?
- Z dupy! Spójrz sobie na ten swój palec.
- Ożesz kurwa!
- No, i właśnie.
- Co właśnie?
- Niebiański blask niebiańskim blaskiem, a pazury zrobić trzeba.

17 czerwca 2021

Samość niesamotna i samotność niesama

Czasem się zdarza, że po latach spotykają się dawne, lubiejące się zresztą kiedyś psiapsióły ze studiów, czy skądś tam inąd:
- Cześć, to ty?
- Nie, nożyczki.

Śmiech, niedźwiedź dopełniający ryt powitalny, zaś po krótkim blabla marsz do najbliższej kafejki. Tam dalej blabla, wreszcie pada pytanie:
- Masz kogoś?
- Męża.
- No, coś ty? Dawno?
- Jakieś cztery lata. A ty?
- Co ja?
- Masz kogoś?
- Miałam chłopa, miałam dziewczynę, teraz od dwóch lat singluję.
- Czyli sama jesteś? To okropne.
- Wcale nie jestem sama bynajmniej - przynajmniej, mam przecież siostrę, kumpli, kumpele, czasem się z kimś bzyknę dla sportu, a tak w ogóle to na deficyt życia towarzyskiego nie narzekam.
- Spotykasz jeszcze kogoś ze starej załogi?
- Czasem, a nawet często Cewkę, mieszka niedaleko mnie.
- Cewkę? Tą grubą?
- Jaką grubą? Ty wiesz jaka laska się z niej zrobiła? Dieta, ćwiczenia, istny cukierek. Nawet ciąża nie zepsuła jej figury.
- Ciąża? A donosiła, ma bobo?
- Dokładnie. Trochę miała pecha. Podwójnego zresztą.
- Znaczy bliźniaki?
- Nie, nie w tym sensie. Po prostu koleś okazał się dupkiem.
- To znaczy?
- Przerżnął ją nadzwyczaj skutecznie, po czym zniknął.
- To słabo. Nie mogła usunąć?
- Zwariowałaś? Zabić życie nienarodzone?
- Co ty za bzdury opowiadasz? Co jest z tobą?
- Przecież żartuję. Cewka jest normalna, nie w głowie jej te antyczojsowe bzdety. Ona po prostu naprawdę chciała mieć to dziecko. Stać ją, trafiła świetną robotę, dobrze zarabia. Ściga tego gamonia na kasę, ale wyjechał gdzieś, szukaj wiatru w polu.
- Tiaaa... Samotna matka.
- Właśnie nie samotna. Ja wiem, tak się oficjalnie mówi, błędnie zresztą. Ale Cewka na pewno samotna wcale nie jest. Córcią się zajmuje jak należy, ale towarzysko też się udziela.
- Ma kogoś?
- Nie. Ale cipa jej pajęczyną nie zarosła.
- Rozumiem.
- Dobra, ale ty coś opowiedz o tym swoim gamoniu. Bejbi jakieś macie?
- Nie, nie ma pośpiechu.
- A on, jaki jest?
- Oj tam, nic ciekawego.
- Coś tak posmutniała nagle?
- Bo widzisz... Trochę się wpierdoliłam z tym ślubem.
- Coś nie tak z nim? Pije, bije, słabo bzyka, kasy żałuje?
- Bez przesady, aż tak tragicznie nie jest. Tylko wiesz...
- No, co jest?
- Na początku było nawet super. Ale szybko się coś zjebało. Niby jesteśmy ze sobą, ale tak jakoś obok siebie. On w ogóle ze mną nie gada.
- Jak to nie gada? Wcale?
- Nie, nie tak. Gadane to on ma, bardzo fajne zresztą.
- To w czym problem?
- Bo to jest takie, jakby ci to powiedzieć... Powierzchowne.
- Powierzchowne?
- Bo gadamy tylko pierdołach, ale tak na poważnie to...
- Chyba zaczynam trybić, o co chodzi.
- To jest bardzo dziwne, niby nie jestem sama, ale jestem samotna.
- Chcesz o tym porozmawiać?

W tym to momencie ustawmy parawan dyskrecji, niechaj dalszy dialog psiapsiółek pozostanie ich tajemnicą. Nie jest tematem tego posta analiza problemu, typowego zresztą dla wielu par, którym zachciało się za szybko rejestrować swój związek. Skupmy się na pewnym niuansie, można by rzec figlu, który płata kod komunikacji zwany "polska mowa ojczysta", zaś jego efektem jest pewne pomieszanie pojęć. Spróbujmy tedy chociaż na chwilę wyprostować sytuację. A więc:
Singiel(ka) = osoba nie będąca w związku. Tylko tyle. Nie wiedzieć czemu komuś się ubzdurało, że ta osoba jest sama, do tego jeszcze samotna. Co prawda czasem tak bywa, ale zwykle niekoniecznie. Człowiek singlujący może mieć jak najbardziej bogate, satysfakcjonujące życie towarzyskie, tudzież erotyczne na dodatek. Skąd się wzięło przekonanie, że singlowanie równa się samotność to wyjaśnimy sobie na końcu.
Dygresja: Do dyskusji jest, ale to już nie tutaj, czy układ zwany "fuckin' friends" to już związek, czy po prostu taka umowa dwóch osób ze statusem "singiel". Koniec dygresji.
Samość = nie ma takiego słowa w języku polskim, przynajmniej nie ma go w powszechnym uzusie, zwykle mówi się, że ktoś jest sam. Czyli nie ma rodziny, przynajmniej takiej, z którą ma zażyłe relacje, nie ma bliższych znajomych, nie ma też partnera życiowego. To wyczerpuje temat. "Być sam(a)" to tylko opis fizycznej sytuacji danej osoby, nie niesie on ze sobą żadnej informacji, jak ta osoba ze swoją "samością" się czuje.
Samotność = oznacza stan umysłu, złe samopoczucie powodowane swoją samością. Ale niekoniecznie. Bohaterka dialogu powyżej nie jest sama, mimo to jednak jest samotna. Czyli samotność może też wywołać brak odpowiedniego kontaktu z teoretycznie bliską osobą. Tak, czy owak jest to takie samo cierpienie i jeśli ktoś mówi "jestem samotna/y, ale dobrze jest mi z tym", to jest to bzdura, zdanie samosprzeczne, oxymoron. Chyba, że ów ktoś sobie żartuje lub nie zna znaczenia słowa "samotność", albo jest masochistą. Ci ostatni mają pewne pojęcia przestawione do góry kołami.
Wyjaśnienie błędu językowego "samość = samotność" jest dość proste. Większość ludzi to zwykle zwierzęta towarzyskie, zaś te prymitywniejsze mentalnie wręcz stadne. Źle się czują, gdy są same. Zaś ich przekonanie, że człowiek sam musi być samotny to po prostu projekcja ich umysłu. Skoro oni marnie się czują sami, to wydaje im się, że każdy ma tak samo. Podobnie też bywa z pojęciem "singiel". Wiele osób tak ma, że chcą być w związku. Bez związku jest im słabo, tedy mają ciśnienie na ten związek gdy w nim nie są. Zaś singli postrzegają jako ludzi nieszczęśliwych, samotnych. Trochę mają racji, gdyż nieraz jest się singlem z konieczności, jako wynik pewnego splotu okoliczności, czasem sami sobie są winni, czasem po prostu mają pecha, ale to akurat jest nieistotne. Jest jednak całą rzesza singli z wyboru, którzy nie chcą się z nikim wiązać. Ta niechęć może być chwilowa, na zasadzie "jeszcze nie teraz", może też być utrwalona na stałe. Jakby jednak nie było, to stwierdzenie, że są samotni jest czystym nonsensem.
Wróćmy na koniec do owej "samotnej matki", czasem też ojca. To prawda, że uzus jest taki, iż każdą kobietę bez partnera wychowującą dziecko nazywa się "samotną". Jest to archaizm, relikt z czasów, gdy takim matkom przeważnie lekko nie było. Tymczasem obecnie jest tak, że samotna matka wcale nie musi być samotna, bywają takie, które się świetnie bawią swoją sytuacją i nie chcą jej zmieniać. Przynajmniej na razie. Co prawda nic nie jest trwałe na świecie, więc taka matka może się poczuć źle ze swoją sytuacją i stać się samotną, ale nie musi. Tak więc określenie "samotna matka" lub "samotny ojciec" jest czysto umowne, nie można go brać dosłownie. Ale taki jest już ten język polski, gdzie słowa niekoniecznie znaczą to, co mają znaczyć w swojej istocie.
To jest do pewnych granic do przyjęcia, uzus to uzus, ciężko z nim wygrać. Gorzej jest, gdy pewni ludzie świadomie wykręcają znaczenie słów, co można zaobserwować obecnie, gdzie klika rządząca plus ich lemingi robią to wręcz na chama tworząc kolejną nowomowę. Ale to już jest temat na osobną dyskusję. Bulba.

02 czerwca 2021

CIASTECZKA /sens życia/

- Mam takie pytane. O co chodzi w życiu?
- Widzisz tą fotkę? Co na niej jest?
- Goła baba.
- Spadaj. Jesteś kretynem. Przyjdź jutro.
...
- Wracamy do sprawy. Co jest na fotce?
- Dupa i cycki?
- Spadaj. Jesteś kretynem. Przyjdź jutro.
...
- No, co tam, jak tam? Co jest na fotce?
- Toner drukarki.
- Prawie dobrze. Ale kompletnie do dupy. Przyjdź jutro, kretynie.
...
- No, to co jest w końcu na tej fotce?
- Kiszony ogórek w krewetkach.
- Nawet nieźle. Niemniej jednak nadal jesteś kretynem. Przyjdź jutro.
...
- Jaki masz dziś pomysł na fotkę?
- Zaczarowany widelec?
- No nie. Rozczarowujesz mnie. To już było.
- Jestem kretynem?
- Sam to powiedziałeś. Przyjdź jutro.
...
- Rutynowe pytanie. Co jest na tej fotce?
- Kurwa! Chcesz w dziób?
- Ujujuj. Kretyn się usmarkał. Idź do domu, wypłacz się i przyjdź jutro.
...
- Domniemywam, że znasz pytanie?
- Na fotce nie ma nic.
- Nie wierzę ci. Doprawdy?
- Nic! Pustka, próżnia, nicość!
- Nie dość że kretyn, to kłamczuch. Przyjdź jutro.
...
- Co masz mi dziś do powiedzenia?
- Już wiem! Na fotce jest goła baba.
- Bingo! To nie było tak od razu?
- No tak, ale ja dalej nie wiem, o co chodzi w życiu.
- Już wiesz. Zawsze wiedziałeś. Tylko zapomniało ci się czemuś.
- No, i co teraz?
- Nic, to minie. Albo nie.

05 stycznia 2020

Psychodeliczny Poranek Złej Królowej

- Lustereczko powiedz przecie, czyż nie jestem starą, grubą babą, do tego brzydką i głupią?
- Nie.
- To kto ja jestem?
- Jesteś dojrzałą, pełnokształtną kobietą o niesztampowej urodzie, niestatystycznym pomyślunku, tudzież zachowaniach.
- Nożeszkurrrwa, co to za pojebany świat! Już nawet lustra chorują na polityczną poprawność. Co ty do mnie rozmawiasz? Nie możesz normalnie? Tak po katolicku?
- Nie chcesz tego słyszeć.
- Właśnie chcę! Gadaj mi tu zaraz!
- Jak se chcesz, mówisz - masz. Jesteś starą, grubą babą, do tego brzydką i głupią. Teraz może być?
- Ty kupo narodowa!!! Nie obrażaj, dobre!!?
JEB!!!
A tak w ogóle, to:
Napis 2020 w systemie trójkowym oznacza 60, czwórkowym 136, piątkowym 260, szóstkowym 444, siódemkowym 700, ósemkowym 1040, dziewiątkowym 1476, a po łacinie MMXX.
Ciekawe...

06 grudnia 2019

Karma i równowaga świata

- Ty, jak to jest z tą karmą?
- Dla psów, czy dla kotów?
- Nie, nie taką, nie o to chodzi.
- To o co?
- O taką karmę filozoficzną.
- Możesz jaśniej?
- Że niby jak coś zrobisz dobrze, to wraca do ciebie dobrze, a jak coś zrobisz źle, to wraca do ciebie źle.
- Aha. A co ci tu nie pasuje?
- Bo to było tak, że poszedłem na wybory.
- Doszedłeś?
- Doszedłem i zagłosowałem na PiS.
- Żesz kurwa, z kim ja się zadaję!?
- Że niby co?
- Nic, nic, kontynuuj...
- A wieczorem pod blokiem dostałem w dziób.
- Jak to?
- Jakieś łobuzy mnie napadły i jeszcze portfel zabrały.
- Mocno?
- Co mocno?
- Czy mocno bili?
- Chyba raczej tak.
- No, to wszystko odbyło się prawidłowo. Jaki masz z tym problem? Narobiłeś gnoju, więc wyłapałeś łomot. Równowaga świata została zachowana. Reszta zależy od ciebie: albo zmądrzejesz, albo nie.

25 listopada 2019

Tęcza podłej zmiany

- Mamo, co tam jest?
- Dom Partii, partii PiS, Pe Zet Pe Er bis.
- Mamo, a co to takie na nim?
- Nic.
- Nieprawda mamo! To tęcza! Widzę tęczę! Tęczę widzę!
- Chodźmy już kochanie.
- Mamo, a dlaczego ta tęcza jest taka brzydka?
= = =
No właśnie. Dlaczego?
Dlaczego jest tak dziwnie?
Dlaczego ta tęcza jest taka brzydka, jeśli może być ładna?:
Tymczasem w Domu Pod Brzydką Tęczą:
- Panie prezesie narodowy nasz...
- Co tam?
- Można wiedzieć, co pan prezes tak nuci?
- Ja nie nucę. Ja pracuję.
- Można wiedzieć nad czym?
- Nad projektem nowego hymnu państwowego.

- Bajko ty mojaż! Prezes zna koreański!?
- Znam koreański lepiej, niż niejeden kierowca tira.
- Wow! Bo pan prezes narodowy nasz wszystko zna lepiej.
= = =
Ale nie twórzmy zagadnienia.
Najważniejszy jest LUZ.
Nie siejmy paniki, nie siejmy nienawiści.
Siejmy KONOPIE.
Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.
JOŁ...😀
= = =
Suplement: Ile kolorów ma tęcza?
Nawet brzydka tęcza żeby być tęczą musi mieć ileś tam kolorów. Moc zbioru kolorów tęczy analogowej wynosi continuum, ale moc zbioru barw tęczy digitalnej jest liczbą co najwyżej przeliczalną. Standardowo, czysto umownie zresztą, jest ona równa siedem, ale niekoniecznie. Na przykład tęcza wrogów narodu, których celem jest rozbijanie rodziny i seksualizacja dzieci ma tychże kolorów sześć. Inne tęcze mogą mieć ich jeszcze mniej. Jeden też? Nie, jeden nie. Bo jeden kolor to jest kolor, a nie kolory. Dwa kolory również nie wystarczają, bo ten pierwszy się nie liczył. Dopiero gdy tęcza ma trzy kolory, wtedy jest już tęczą.

27 października 2019

ONA, ON i ZWIERZACZEK

- Miśkuu...
- Ssotam?
- Miiiśku.
- No, co jest Foczko, coś znowu zrobiła?
- Ach ty Miśku, ty Miśku mój!
- Możesz wreszcie konkretniej?
- Przytul mnie.
- Teeeraz?
- No teraz, szybko, przytul mnie.
- Zaaaraz, czekaj no chwilę.
- Ale Miśku, ja ryczę.
- To weź se chusteczkę, wytrzyj oczka i nie marudź.
- Miśku!!! Buhuhuhu!
- Przytulę cię, jak przestaniesz ryczeć.
- Ale ja ryczę, bo mnie nie chcesz przytulić.
- A ja nie chcę cię przytulić, bo ryczysz.
- MIAAAUUU!!!
- A temu co znowu?
- Jak to co? To co zawsze. Micha pusta.
- Nie dałaś mu?
- Miałeś kupić.
- Kupiłem. Zobacz, tam leży.
======
Kleofas (lat [censored - RODO]):
- Tak, to ja miałem kupić kotu żarcie, bo się skończyło. Niestety kościelna niedziela, sklep dla zwierzaków zamknięty, więc kupiłem coś awaryjnie. W Ropuszce, taką saszetkę, do jutra wystarczy.
======
Balbina (lat [censored - RODO]):
- Zadałam sierściuchowi michę, a teraz mnie Misio przytuuuli.
======
Marchewa (lat 3 /kotów RODO nie dotyczy/):
- Nie było to, co zwykle, nie wyglądało za dobrze, ale tragicznie też nie było. Dało radę. A zresztą, czy będąc kotem niewychodzącym mam jakiś wybór? Ale jak będzie okazja to im zakomunikuję, że nie tak ma być, nie taka była umowa.
======
- Miśku?
- Co tam moja Foczko?
- Już nie ryczę. To jak będzie z tym przytulaniem?
- Mówisz - masz. Jabadabadabaduuu!
- Czekajnoże, sama zdejmę, bo mi podrzesz.
- Miśku, to w co teraz się bawimy?
- Chyba w spanie, późno jest.
- No, nie wygłuupiaj się.
- Niech już ci będzie. Co chcesz robić?
- Może... Mnie boli głowa, a ty strzelasz fochy?
- Nie! To na pewno odpada.
- Ale dlaczeeego?
- Przecież wiesz.
- Co wiem?
- Nie mam dystansu do babskiej oziębłości.
- Ale to przecież tak na niby.
- Wykluczone!
- Dobrze, późno jest faktycznie, nie przedłużajmy.
- To co będzie?
- Kładź się! Zaraz zatęsknisz za babską oziębłością.
- Dobranoc kochanie.
- Niop.
- A co to było? No wiesz... Prosię!
- To nie ja, to Marchewa.
- Koty nie pierdzą.
- Czasem i królowej angielskiej sie wymsknie.
- Pewnie po tej saszetce z Ropuszki.
======
Marchewa (lat 3):
- Ma rację. Cosik mi nie tak w brzuszku po tym ostatnim jedzonku. Tym bardziej muszę im oznajmić, co myślę o takim żywieniu kota.
======
- Znowu? Ale kot już poszedł, więc...
- Sorry kochanie. Teraz to już ja.
======
Kleofas (lat /.../):
- Moja Foczka nawraca mnie na wege. I takie są efekty.
======
JEBUT!!!
- Co to było?
- Chyba doniczka spadła.
- Sama?
- Pewnie kot jej pomógł.

- Jeśli to Zuzia, to utopię go w kiblu!
- Bluźnisz.
- Spoko. Sziwa się za mną wstawi u Bastet.
======
Balbina (lat /.../):
- Zuzia to jest nasza dziewczynka - roślinka z gatunku Cannabis, medyczna, rzecz jasna. Ale Marchewa nie ma do niej dostępu. Rośnie w opancerzonym growboxie i zajebiście fajnie pachnie. Za tydzień będą już zbiooory!
======
- No, co to było?

- Choinka na święta, znaczy araukaria.
- Bardzo oberwała?
- Nieeetam, nawet doniczka cała. Jutro to ogarnę.
- Ale co mu odbiło? Dawno tego nie robił.
- Może chciał nam coś przez to powiedzieć?
- Też tak to widzę.
- No, to co teraz?
- Teraz to już naprawdę śpimy.
- Exactly. Trzeba spać, żeby rano wstać.
- I kupić kotu jakieś normalne, porządne żarcie.
======
FINAL AD:
Tandetna kocia karma z sieciówek to jest naprawdę ciężki grzech przeciwko Bastet i przeciw jej dzieciom. "Kici" to zbilansowana ekologiczna kompozycja oparta na czystym zwierzęcym białku suplementowanym witaminami i mikroelementami pozyskiwanymi z naturalnych źródeł. Bez chemii, bez soi, bez żadnych wypełniaczy spożywczych. Wolna od GMO, oleju palmowego i laktozy. 
Do kupienia w sklepach zoologicznych stacjonarnych oraz online.
Tylko KICI dla Twej Kici!!!

17 października 2019

PLAN /przeczujesz - przeżyjesz/

- Ale była wczoraj jazda! Imaginuj sobie, wskakuję do metra, do ostatniego wagonu, w ostatniej chwili przed zamknięciem drzwi. Siadam ci ja sobie na tyłku, przestawiam radio na tępą trójkę, zaczynam wchodzić w delikatny headbanging mode, ale coś mi tu nie pasuje w kolesiu naprzeciwko. Dziwnie jakoś tak dłubał przy torbie, którą miał ze sobą. Nie wyglądało to za ciekawie, więc na drugiej stacji wysiadłem. Metro pojechało, czekam na następne, nagle jak nie pierdyknie z tunelu! Błysk, huk, dym, ludzki wrzask. Dobrze przeczułem co i jak.
- Jup. Znam tą sprawę, coś tam do mnie dotarło. Tylko jest taki drobiazg, być może niezbyt istotny. Ten wybuch był w pierwszym wagonie metra. Tak podają media.
- Które!
- Przecież nie szczujnia podłej zmiany.  Nikt zdrowy raczej tego nie ogląda, nie słucha i nie czyta. Co najwyżej raz na miesiąc, tak kontrolnie, aby sprawdzić na bieżąco rozmiar nieszczęścia.
- Nie, no sorry. Nie bierz tego osobiście. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że możesz ten ich cały reżimowy shit brać na poważnie.
- Okay, luz. Zresztą to nieważne. Przy takim zamieszaniu każdy może pomylić tył z przodem. Mnie bardziej ciekawi coś innego.
- No?
- Dlaczego czekałeś na następne metro?
- Bo ja wiem? Chyba taki był plan.

03 lipca 2019

CIPOŚCISK /Jak kumpela kumpeli/

Na wstępie tylko drobiazg taki: 
Początek tekstu nie jest mojego autorstwa. Zgapiłem go z innego bloga, zrobiłem mu drobny makeup jedynie, a reszta to jakoś tak sama mi się dopisała. Jedziemy:
= = = = = = =
- W dzisiejszych czasach to już chyba łatwiej wygrać w totka niż pójść z facetem na drugą randkę!
- Czy coś się stało?
- No, bo każdy facet z którym pójdę na randkę i mnie nie zaliczy, już więcej do mnie nie dzwoni!
- Ale skąd ty tych facetów bierzesz? Z portali randkowych?
- No, głównie to tak. Chociaż ostatnio umówiłam się z facetem poznanym na szkoleniu. I to samo, chciał żebyśmy pojechali do niego, a jak odmówiłam, to nie zadzwonił już więcej!
Co jest ze mną nie tak?
- Skoro ktoś chce cię zaliczyć, to chyba tragedii nie ma?
- No, ale...
- Wyluzuj, żartowałam. Tu jest raczej wszystko okay. Ale jest inne nie tak. Powiem ci jak kumpela kumpeli. Tylko od razu mówię, że te twoje portalowe randki w ciemno mnie nie obchodzą. Powiedz mi tylko jedno, tak dla formalności tylko, bo i tak wiem, czy ten na szkoleniu podobał ci się, kręcił cię?
- Super ciacho to może nie był, ale miał to coś.
- Miałaś ochotę go zaliczyć?
- No tak, ale...
- To jesteśmy w domu. Wiesz, dlaczego nie zadzwonił już więcej? Jak nie wiesz, to ja ci to wyjaśnię dlaczego. Bo nie chciał sobie zawracać tyłka laską, która ma cipościsk na tle lękowym. To jest właśnie twoje nie tak. To zaś powoduje, że chcesz jedno, robisz drugie. Nazwij to sobie jak chcesz, jak lubisz ładne nazwy.
- No wiesz? Mam na pierwszej randce iść do łóżka z byle kim?
- Rzecz w tym, że już nie z byle kim.
- No, ale ja go w sumie nie znałam, mógł być jakiś zwyrol, który...
- Który po wejściu do niego zgwałci cię z marszu pornobrutalnie, zamknie w piwnicy ze szczurami, a potem sprzeda cię do burdelu kosowskiej mafii. Laska, ty chyba ostatnio naoglądałaś się za dużo tanich thrillerów. Zasada jest prosta, że jak ciacho samo prosi, by je zjeść, to się je.
- No, dobrze, ale jak nie będzie tak super?
- Tego akurat nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. Inaczej się nie da. Zresztą jeśli na pierwszej randce miało być jakoś tam niesuper, to odwlekanie do piątej nic tutaj nie poprawi. Za to jeśli taki wytrwa do dziesiątej, to na pewno jakiś lamus łażący za tobą z fiutem po prośbie. Ale wiesz, masz trochę jednak racji.
- Że niby co?
- Na przyszły raz nie mów nie, tylko kompromisowo proponuj hotel. Zawsze to jakoś tak bezpieczniej tak na pierwszy raz, który...
- ... który zresztą wcale nie musi być ostatnim.
- Zuch dziewczyna, znowu cię lubię.
= = = = = = =
"Ewy w klasie to już takie są
Nikt nic nie wie, one bardzo chcą"
 

...
"Rozum z głowy won
Seksu masz się bać"
/Roman Kostrzewski - "Z boskim zyskiem" (wyb. fragm.)/

21 marca 2019

PRZYCHODZI BABA DO URZĘDA

OSOBY:
Interesantka
Urzędnik
MIEJSCE AKCJI:
Bardzo Ważny Urząd
CZAS AKCJI:
Oby nigdy taki nie nadszedł
AKT PIERWSZY (i ostatni), SCENA PIERWSZA (i jedyna)
- Dzień dobry!
- Szęśbożaryjadziewica.
- Widzi pan, zaistniała taka sytuacja...
- Dowód poproszę.
- I tu jest kultura. Byłam wczoraj na rozmowie o pracę. Niech pan sobie wyobrazi, nikt nie spytał o dowód, ani żadne dane, tylko od razu żebym majtki zdjęła i do roboty. Klaps, kamera, zero gadania. Ale zapłacili, co do grosza, jak było ustalone. Tylko dupsko piecze, ale mam przyjść pojutrze, to do tego czasu przejdzie.
- Ja akurat proszę o dowód, a nie o majtki.
- Proszę, proszę...
- Wie pani, RODO obowiązuje, nie mogę pytać o nazwisko wprost.
- Rozumiem.
- Pani Malwina Paździoch - Brzdęc, tak?
- Akurat Piździoch, ale wszyscy się mylą, więc co mi tam.
- No tak, faktycznie Piździoch. Ciekawe nazwisko.
- Pańskie też ciekawe, jak widzę na plakietce. Sraczka.
- Nie Sraczka, tylko Sraczke. Sekretarz magister Sraczke.
- To rzeczywiście istotna różnica. Ale też rzadkie nazwisko.
- W czym mogę pani pomóc?
- Chodzi o pieniądze.
- Zawsze chodzi o jakieś pieniądze. Ale przecież zapłacili?
- Nie te pieniądze. Jakby mi o nich chodziło, to bym do pana nie przychodziła. Do nikogo zresztą bym nie poszła. Nawet mój kumpel Wołodia z Charkowa by mi nie pomógł, bo za krótki jest na nich. Jednej znajomej nie zapłacili. Bo ponoć za sztuczna była. Pogonili w cholerę, powiedzieli, żeby się cieszyła, że miała frajdę za darmo. Nie powiem, jeden to był taki, że sama bym z nim za darmo.
- Pani Malwino, może jednak przejdźmy do rzeczy.
- Rzecz jest taka, że wisicie mi pincetki plus za pół roku.
- Wniosek był składany?
- Był, zaraz jak się córka urodziła. Prosto ze szpitala pobiegłam złożyć papiery, moja mama zajęła się małą, a po złożeniu...
- Po złożeniu nic jeszcze pani nie dostała? Tak?
- Dokładnie.
- Jak ma na imię córka? Bo nazwisko rozumiem to samo?
- Doda.
- Co doda?
- Imię takie.
- Nie ma takiego imienia.
- Jak to nie ma? Skoro tak dałam córce na imię, to jest.
- Tak, tylko to akurat imię jest zakazane. Zakazane jest zresztą wiele innych imion. Wszystkie słowiańskie, wszystkie zagraniczne, w szczególności zaś arabskie. Legalne są tylko polskie narodowe. Ale zaraz, mówi pani, że urodziła pani pół roku temu, to ta Doda jeszcze się liczy, ale zostało pani pół roku na zmianę. Bo jak nie, to dziecko przechodzi pod opiekę państwa, a pani dostanie zakaz zbliżania się do niego.
- Nożesz kurwa, od kiedy tak jest?
- To może ja zapytam, gdzie pani była przez pół roku?
- W Budziku.
- Gdzie?
- Szpital takiej fundacji.
- Kiedy pani tam trafiła?
- Gdy wyszłam z urzędu po złożeniu wniosku. Doszłam do siebie tydzień temu, powiedzieli mi wtedy, że samochód mnie potrącił.
- Słyszałem o tej fundacji. Większość już jest nielegalna, ale ta akurat jest w fazie wygaszania, aż wybudzą ostatniego pacjenta.
- No dobrze, a schroniska dla zwierząt?
- Te zamknięto od ręki. A zwierzaki pojechały do Chin.
- Nie gadaj pan, naprawdę tak się porobiło?
- Pani Malwino, dużo dobrych zmian pani przespała.
- Tylko niech pan mi nie mówi, że do Unii to już...
- Do jakiej Unii? Teraz jest Polska Katolicka Wolna Narodowa.
- Pe-Ka-Wu-eN. Właśnie widzę. A raczej nie widzę godła na ścianie.

- Jak to nie widzi pani?
- Krzyż widzę tylko, ot co.
- Teraz właśnie jest prawdziwe godło, a nie jakieś tam słowiańskie ptaszysko. Zresztą co ja opowiadam, żadnych Słowian nigdy nie było. To są ostatnie wyniki badań zgodne z polityką historyczną.
- To co było?
- Małpoludy, które nawet mówić nie umiały. Dopiero gdy przybyli ludzie z Dobrą Nowiną i ochrzcili dzikusów, stał się cud. Pierwsze słowa jakie padły na tej ziemi brzmiały "Ojcze Nasz". Radziłbym pani poczytać nieco gazet i czasopism, posłuchać radia, telewizji, szybko pani nadrobi zaległości.
- Media kłamią!
- Już nie. Wszystkie są teraz polskie, narodowe. Nie będzie już więcej Soros narodu tumanił. Nie ma zresztą komu głosić swoich łgarstw. Totalna Targowica już nie istnieje.
- A kto to jest?
- No właśnie nie istnieje. Przechodzi wstępne przygotowania do procedury przebaczania. Przebaczenie jest konieczne, rzecz jasna po przyznaniu się do winy i wymierzeniu odpowiedniej kary.
- Jakbym to gdzieś już kiedyś słyszała.
- Teraz może pani poczytać. Proszę, to dla pani, tu są wszystkie myśli naszego wodza. Do lektur obowiązkowych należy też Krótki Kurs Historii PiS. To akurat dostanie pani za darmo w hallu. Warto było oszczędzić tą resztę Puszczy Białowieskiej, teraz okazała się jak znalazł na druk treści narodowych.
- To Puszczy też już nie ma?
- Kwestia Puszczy doczekała się ostatecznego rozwiązania.
- No dobrze, a raczej niedobrze, ale czy możemy wrócić do tematu?
- No tak, mała Doda. Świadectwo chrztu poproszę.
- Słucham?
- Czy ja mówię niewyraźnie?
- Nie, tylko że ja jestem niewierząca. Nie chrzciłam córki.
- Pani mama tego nie zrobiła, tak per procura?
- No wie pan? Też jest niechrzczona. Jesteśmy porządną rodziną.
- Bo jak nie było chrztu, to tak jakby dziecka nie było.
- Teraz to już pan chyba żartuje. Rejestrowali na położniczym.
- Jestem poważny do bólu. A co na to wszystko ojciec?
- Mój?
- Nie. Ojciec Dody.
- Ojciec Dody... Nie ma pan innego pomysłu na pytanie?
- Ojej. To mamy klops. Samotna matka to nie rodzina.
- Ale dziecko jest.
- Też nie ma. Zresztą nielegalne dzieci nas nie obchodzą.
- Czy to znaczy, że niemężate mogą już usuwać ciąże?
- No wie pani? Przecież to mord na dziecku nienarodzonym.
- Chyba zdecydowanie chce mi się do Tworek.
- Szklankę wody? Proszę bardzo.
- Dziękuję. To co ze mną będzie? Co z moją córką?
- Niech pani sobie wyobrazi, pani Malwino, że jest sposób.
- Zamieniam się w słuch.
- Mam znajomego proboszcza. On ochrzci Dodę, ale najpierw musi panią. Tylko niech jej pani najpierw zmieni to nieszczęsne imię, przynajmniej do papierów. Ale najpierw udzieli wam ślubu.
- Mnie z córką?
- No nieee... Znajdziemy słupa, który będzie pani mężem. Potem wystąpi pani znów o pięćset plus, bo tamto już przepadło. Co prawda nie będzie wyrównania za ostatnie pół roku, ale teraz się płaci też za okres ciąży. Co prawda nie pełną taryfą, ale tylko trzysta, bo taki jest budżet, ale na to już nic nie poradzimy. Aha. Jeszcze co łaska dla proboszcza będzie się należeć, zapłaci pani po otrzymaniu świadczenia.
- Ile tej cołaski?
- Trzysta razy dziewięć przez trzy... Tysiąc.
- A pan co będzie z tego miał?
- Widzi pani ten klucz w drzwiach wejściowych?
- Widzę.
- Proszę tam podejść i go przekręcić. A wtedy pogadamy o tej pani ostatniej pracy, o której pani wspominała. Pogadamy i nie tylko.
- Czyli w urzędzie też się zdejmuje majtki aby dostać pieniądze.
KURRRTYNA!!!

Pani Malwina może to i owo przespała, bo taki był scenariusz sztuki, ale nam przyjścia Wiosny przespać nie wypada. Tego wydarzenia żadna podła zmiana swoją polityką historyczną nie zmieni, nawet podlejsza od podleja. Choćby się zesrała w samo centrum galotów z tego wszystkiego. Tak?
Nie zepsuje nam humorów taka oto wiadomość: ===TU===. Gdy przyjdzie stosowna pora - odkręcimy i przebaczymy. Powtórzmy za małym: Przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i wymierzeniu odpowiedniej kary.
Rośnijcie w siłę i bawcie się dobrze.