Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarownice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarownice. Pokaż wszystkie posty

27 sierpnia 2025

O CZYM KNUJĄ WIEDŹMY /1/

Przy stoliku w Pleciudze nie działo się specjalnie nic godnego wzmożonej uwagi. Cała piątka wiedźm była już w komplecie, co zdarza się zawsze, gdy zbierze się już ten komplet. Kelnerka już je raz odwiedziła, więc wszystkie czekały na jej ponowne odwiedziny żądne najlepsiejszej kawy świata, drugiej po miśkowej zresztą podobno, skracając sobie czas czekania beztroskim paplaniem na kompletnie babskie tematy. Tylko Anita nie paplała, zamiast tego studiowała wyświetlacz telefonu, aczkolwiek nie wiadomo, czy się przy tym zamyśliła, czy po prostu zagapiła. Nawet takie kobiety jak czarownice rzadko dają to po sobie poznać. Jest nawet taka oto teoria, że to tylko dwie nazwy tej samej sytuacji. Dopiero gdy blat stolika zapełnił się stosowną zawartością Nita otworzyła swe zmysłowe, starannie zadbane usta koloru family korpo red pytając:
- Niuńki, wiecie, kto do mnie dziś zadzwonił?
Malina szybko odparła:
- Ty nam powiedz bratowa. Nie jesteśmy jasnowidzkami.
- Otóż niejaki pan Orski Mirosław, znany nam jednej mniej, drugiej bardziej, czy może nawet bardziej od bardzieja.
Uśmiechnęła się przy tym do Mali, zaś znowu Malina ni to zapytała, ni to zrealizowała tryb imperatywny, artykułując nie pozbawione pewnej dozy niepewności przypuszczenie:
- No, nie mów. Chyba nie z fiutem po prośbie?
- Po tym, jak oberwał od Nitki patelnią po łbie byłby kompletnie pozbawionym ambicji typiarzem.
To oznajmiła Roxy, ale szybko usłyszała:
- Nie, nic z tych rzeczy. Miał konkretną sprawę.
- Nie ma nic konkretniejszego, niż...
- Ruda, nie nudź, wiemy. Otóż gość ma dla mnie zlecenie.
- Na czary?
To znowu spytała Malina i otrzymała odpowiedź:
- Nie, na napisanie książki kucharskiej. Lalka, blondynkujesz.
- Jakie centralnie?
- Ja wiem, jakie centralnie.
To już powiedziała Kaśka i dodała:
- Ze mną o tym gadał wczoraj, jak był w klubie.
- I co?
- I nic. Wysłałam go na drzewo.
- Przecież prowadzisz z nim interesy?
- Nie z nim jako z nim, tylko z tą jego federacją, on jest tylko jej gębą, rzecznikiem. Ale nie takie akurat interesy wtedy są grane. 
Tu wreszcie się odezwała Mala patrząc na Anitę:
- A jakie czary chciał sobie zamówić mój szanowny były? Bo chyba nie urok na mnie, żebym do niego wróciła. To już jest zamknięty rozdział, a klucz wrzucony do burzownika.
- To akurat nie sądzę. Co prawda jest idiotą, ale jednak na pewno nie jest idiotą. Nie precyzował, czego chce. Słusznie, bo to nie są sprawy na telefon. Umówiłam się z nim na jutro więc, dałam mu dziesięć minut, ma mnie łapać przy wyjściu z pracy. 
- To ja już ci powiem, czego on chce. 
- Czego chce Kasiu? Co ci powiedział nie przez telefon?
- Chce kupić kilka zaklęć dopingujących.
- Było mu sprzedać. Przecież znasz się dobrze na tym.
- Powiedziałam mu, że nie umiem. Czaruję dopiero trzy lata, korona mi nie spadnie od takiej deklaracji. To wy jesteście masterki, wam takie coś trudniej jest powiedzieć. 
Mówiąc to Kaśka spojrzała na Nitę i na Roxy, która rzuciła:
- Ale na biednego nie trafiło, a pieniądze nie śmierdzą.
- Gadasz jak zawodowa. One koszą wszystko, nie zadają pytań.
- Byłam kiedyś zawodowa. Coś mi zostało jak widać.
Wtedy odezwała się Anita:
- Na szczęście już nie jesteś. Ale ja akurat jestem cichodajka, wolę obwąchać te pieniądze. Tylko nie bardzo wiem, czemu one akurat śmierdzą. Kasik, wyjaśnij nam, czemu mam ich nie przyjąć? Bo tak cię posensowałam, że mi to sugerujesz. Żeby nie brać tej roboty.
- Dobrze, wyjaśnię o co tu chodzi. On chce tych zaklęć użyć, żeby podkręcać walczących zawodników. Żeby było tak dynamiczniej, agresywniej. Żeby było ciekawiej. Wiecie, freak fight to nie tylko sport, to już jest bardziej show, niż sport. Ludzie nie przychodzą oglądać dobrych walk. Dobrego boksu, dobrego kick boksu, czy ememej, bo się na tym nie znają. Oni chcą oglądać rzeźnię. To będą ją mieli, jak się podkręci magią zawodników. Ale to jeszcze nie koniec. Bo to się potem rozejdzie na ten prawdziwy sport. Zwykły doping można wykryć. Zresztą w sportach walki mało kto go stosuje. Ale magicznego raczej nikt nie wykryje.
- Chyba, że wiedźma.
- Tylko wiedźma. Lub mag, ale to jeszcze rzadszy gatunek. Tylko nikt ich do tego nie zatrudnia. Bo kto na świecie wierzy w jakieś wiedźmy? Ja nie wierzyłam dopóki was nie poznałam.
Roxy nagle się wtarła:
- Oj, kochana. Żebyś się nie pomyliła. Nawet nie wiesz, jak wiele bezmoców wierzy w magię. Aczkolwiek nie w realną, bo w taką prawie nikt nie wierzy, tylko raczej taką bajkową, z filmów, czy książek fantasy. Ale wierzą, a inne bezmoce tłuką na tym hajc przy okazji. Dla większości jednak, dla obu stron, tej wierzącej, jak też niewierzącej magia realna jest niepojętym surrealizmem.
- Wiewióra, nie filozofuj, daj Kasi dokończyć. Filozofia nie pasuje do twej lubieżnej, namiętnej, tak pożądanej przez wielu pysi.
Zachęcona przez Nitę Maczeta zakontynuowała:
- Niewiele mam za bardzo do dokończenia. Sama ćwiczę głównie do naprawdę realnej walki, nigdy nie miałam ambicji do kariery sportowej. Ale mam szacun do czystego sportu, gdzie nie ma walki, tylko jest zabawa w walkę, w której są jakieś reguły. Bo to jest ładne, a realna walka jest tak naprawdę paskudna. Gdy do freak fightów, a potem do sportu wsadzi się zaklęcia dopingowe, to najpierw skończy się ładne show, potem sam sport. Lubicie bedeesem? Chyba wszystkie to lubimy, tak chociaż trochę. To dodajcie sobie do tej zabawy jeszcze strzelanie do siebie z klamek, których bynajmniej nie nabija się sztuczną spermą z love shopu.
Zapadła cisza. Tylko Malina i Mala patrzyły na Kaśkę z zachwytem, niemym i również dość cichym do tego. Takie przemowy niezwykle rzadko się jej zdarzały. Za to Anita spojrzała na Roxy pytając:
- Nie chce ci się oka poprawić?
Już wstawały z krzesełek, gdy Mala spytała:
- Mogę z wami?
Malina chwyciła ją za udo.
- Siedź! Mamuśki muszą się iść naradzić.
Fenomenem kafejki Pleciuga jest to, że nie ma tam męskiej toalety dla klientów. Jest tylko damska dla klientek. To dosyć dobitnie, przekonywująco pokazuje, że jest to lokal targetowany wyłącznie do pań. Wspomniane Mamuśki tam się właśnie centralnie udały, ale narratorowi swoimi sposobami udało się coś tam podsłuchać.
- Nitka, bierz tą fuchę. Co się będziesz...
- No, nie wiem właśnie.
- Trafimy trochę hajcu ekstra.
- Jak to my?
- Chyba odpalisz coś za konsultację?
- Jaką znowu konsultację?
- A co ja niby teraz robię?
- Co ty tam robisz w tej kabinie to ja już nie wnikam.
Resztę dialogu dokończyły już hisslangim, bo akurat weszła jakaś inna pani. Gdy wróciły do stolika nieco uchachane Anita zwróciła się od razu do Kaśki:
- Wiesz, najpierw pomyślałam, żeby mu jutro odmówić. Bo skoro ty odmówiłaś, to wiedziałaś, co robisz. Więc ja już nie muszę po tobie poprawiać. Ale potem sobie jeszcze pomyślałam, że skoro krowa sama nadstawia cyca, to czemu jej jednak nie wydoić? Dla Mali Mirek jest już nikim, więc dla mnie również. Tylko jeszcze mi coś opowiedz na temat tych freak fightów, tak od systemowej strony. Bo ja się na tym nie znam, byłam tylko raz na widowni. Na twojej walce rok temu zresztą jak wiesz.
Kaśka uśmiechnęła się i westchnęła:
- Jak się za dużo gada, to buzia od tego boli i ciężko potem miłość uprawiać. Ale skoro tyle już się nagadałam... Poza tym tobie się nie odmawia. Tylko, że ty płacisz dzisiejszy rachunek.
Spojrzała na Malę:
- Młoda, podobno gdzieś się wybierałaś? To też po drodze bardzo, bardzo ładnie poproś naszą panią, żeby przyniosła nam jeszcze po pleciugato. Bo chyba jeszcze parę bąków te krzesełka zaliczą.
- I dla mnie drugą rurkę z kremem.
To już pisnęła Malina dodając szybko:
- Mam tak nienaganną pupcię, że mogę nawet trzecią.
KONTYNUOWANE BĘDZIE

24 sierpnia 2025

SZLABAN

Przeważnie, choć nie zawsze zazwyczaj jest tak, że na czwartkowe pogaduchy do Pleciugi Anita i Roxy przychodzą pierwsze. Wtedy przeważnie, choć też nie zawsze Nita musi wysłuchać detalicznej, ze wszystkimi szczegółami relacji, jak Ruda ostatnio przeleciała swojego Miśka. Tak się też stało tym razem, na koniec zaś ta druga dodała:
- Ale wiesz, tak mnie potem jakoś wkurwił, nie wiedzieć czemu zresztą, że zagroziłam mu szlabanem.
Anita spojrzała na nią jakby nieco zdziwiona.
- Chyba już dawno ustaliłyśmy, że szlabany są niemoralne. Są też nieracjonalne, bo traci także ta druga strona, szlabanująca. Do tego są niepedagogiczne, bo to jest wzięcie połowy winy na siebie i poniesienie połowy kary.
- Ale bardzo po linii związku partnerskiego. Dzieli się wszystko po połowie, to dobre i to złe. Chyba dobrze mówię?
- Jak zwykle doskonale, tylko że my nie tworzymy związków partnerskich. Ja co prawda robię jakieś pozory, nieźle mi to zresztą idzie, ale ty nawet nie próbujesz.
- Więc dlatego tylko on ma szlaban. Ja nie.
- Dlatego właśnie to jest niemoralne. Rozumiesz, co mam teraz na myśli. Tak? Czy nie bardzo?
- Ty mi już tak nie moralizuj. Od ponad roku mam monogamiczną dupę, bo Misiek jest tak mega, że nie ma innej opcji. Nawet, jak mnie wkurwi. Poza tym ja nie powiedziałam, że założyłam mu szlaban, tylko mu nim zagroziłam.
- Prawdziwy mężczyzna nie grozi.
Roxy wybałuszając na Nitę oczy ze zdumienia wstała, po czym nagle uniosła na chwilę tiszerta mówiąc przy tym:
- Tak ma prawdziwy mężczyzna? A może…
- Siadaj, nie pokazuj mi już, jak nie ma nawet sztuczny fikcyjny.
- Więc ja mogę grozić, mnie wolno. Poza tym groźba jest silniejsza, niż wykonanie. Chcesz, to coś ci opowiem.
- Ale już nie o dymaniu?
- Raczej o wydymaniu. W pewnym sensie. Kiedyś siadło do stolika dwóch mistrzów szachowych. Stawką był duży hajc. Zaczęli grać. W szachy oczywiście, jakby co. Ale ten pierwszy wiedział, że ten drugi bardzo nie znosi dymu tytoniowego. Więc wyjął paczkę fajek, zapalniczkę i położył na stole obok siebie.
 - Tam wolno było palić?
- Było wolno. To dawno już się działo. Więc on wyjął ten sprzęt, ale nie zapalił. Mimo tego ten drugi mistrz, jak to zobaczył, to zaczął się stresować. Po czym tak spasztecił dwa kolejne ruchy podczas gry, że przegrał partię. Rozumiesz już?
- Nie umiem grać w szachy. Czasem z Borkiem gramy w go. Poza tym wiesz, że on już nie pali od paru lat. Tylko wapuje czasami elektryka do piwa, jak się spotyka z Adaśkiem.
- Jak to zrobiłaś?
- Na pewno nie groziłam szlabanem. Ani bardzo, bardzo ładnie nie prosiłam, bo to tylko nasza Mala umie. Samo jakoś tak wyszło. Ale wiesz, tak sobie myślę, że jak będziesz tak stresować Miśka, to też może zacząć pasztecić ruchy.

21 sierpnia 2025

WIEDŹMOWE CHOWAŃCE (2/2)

Przemieszczamy się teraz na linii czasu do chwili na kilka dni przed epizodem rozpoczynającym poprzedni odcinek. Otóż tuż przed końcem szychty Kaśka spytała Mali:
- Młoda, co dziś robisz po pracy?
- Niby mam mieć randkę, ale... Coś ci pomóc?
Jak wiemy, Turbina do pomagania, zwłaszcza psiapsiom zawsze była pierwsza. Rzucić wszystko i zająć się tym pomaganiem nie stanowiło dla niej kłopotu.
- Niekoniecznie. Raczej potowarzyszyć.
- Dobrze. Bo ja tego gamonia jeszcze nie ustawiłam centralnie, na razie rzuciłam pierwszy urok, tak kontrolnie. Ale wiesz, tak się teraz zastanawiam, czy ja dobrze robię?
- W sensie?
- No, bo ja tych kolesi ustawiam na ten sam już dzień, kiedy ich zobaczę. A przecież każdy wtedy trenuje, więc mogą być potem, wiesz... Trochę lamusowaci.
- Słuszne spostrzeżenie. Mój Dasiek ultra ostro pakuje i w dniu treningu jest potem do niczego. Ja też jestem zwykle bardzo zajętą osobą. Dlatego my to robimy głównie tylko w weekendy. Ale za to porządnie.
- No, i właśnie. Dopiero teraz na to wpadłam. Gąska jeszcze jestem, młodziutka dupeczka, dopiero się uczę, więc mogę robić wciąż jakieś błędy.
- Ech, żeby wszystkie gąski były tak gąskowate, jak ty. Ale jeszcze ci coś powiem. Adaśko nie bierze sterydów, to mu się chwali. Bo po sterydach z chłopami jest masakra. Ty umiesz rozpoznać, czy taki koleś koksuje sterydy?
- Nie bardzo.
- To ja ci pokażę, jak to poznać czarami. Wtedy takich możesz sobie odpuścić. Można ich nieraz podpompować, też czarami, ale to nie do końca jest to.
- Kochana jesteś. A co mamy dziś robić?
- Pojedziemy do jednego sklepu. Jak chcesz, to możesz potem ze mną wpaść do mnie, miałabym też jakąś robótkę dla ciebie.
- Wspaniale. To o piątej w garażu?
- O czwartej? Myjemy dupska, przebieramy się i wypad.
Już w garażu obie szły do swoich motocykli, gdy nagle Mala syknęła krzywiąc się jakby z bólu i chwyciła za podbrzusze.
- Maleczko, co jest z tobą?
- Ciotę mam, zaklęcie anestezyjne się wyprztykało, wywietrzało. Muszę utkać na nowo. To chwilę tylko potrwa, sekunda dosłownie.
Turbinka zamknęła oczy i już po chwili na jej buzi widać było wyraźną ulgę. Ale zanim wsiadła na motor zatrzymała jeszcze psiapsię mówiąc:
- Kasik, Ciocia Lala mówiła, że jak będę starsza, to mnie nauczy znieczulać się na stałe, nauczy mnie w ogóle sterować tymi swoimi babskimi sprawami. Że teraz jeszcze...
- Wiem, jeszcze za wcześnie dla ciebie na takie próby. Organizm ci się rozwija, nie jest jeszcze tak stabilny, więc jest ryzyko powikłań. Ja się nauczyłam wszystkiego od razu, od Nity, ale ja mam dwadzieścia pięć lat i czaruję dopiero trzy.
- Ale za to jak czarujesz.
- Dobrze, nie słodź mi tu. Jedziemy?
- Chwila, jeszcze mam pytanie. Ja wiem, że ty dość niechętnie gadasz o takich sprawach, ale z kim ja mam gadać, jak... 
- No? Nawijaj. O co chodzi?
- Czy ty się miziasz, jak masz okres?
- Oczywiście. A co to przeszkadza? Każda tak może, nieważne, czy nasza, krypta, czy bezmocka. Jednak nie każda chce i niektóre faktycznie mają sensowne powody. Nie mówię o tabu kulturowym, czy religijnym, bo to nie jest sensowny powód. Słyszałam, że wiele zawodowych ma w ofercie ogarnięcie takiej sytuacji. Ja akurat to robię za darmo, pomagam laskom za fri, jak je coś tam wtedy boli. Jak fajna dziewczyna, to niech się kocha na okrągło, po co jej te głupie przerwy? Ale są też takie, którym pomaga właśnie porządne rżnięcie, nie trzeba prochów, ani zaklęć anestezyjnych. To chyba jest najzdrowsza metoda, wystarczy się tylko przełamać do tego.
- A wiesz co? Jak ja miałam pierwszą randkę z Mirkiem, tą tutaj no, w wanie, to akurat wzięłam dostałam cioty. Strasznie mnie to krępowało. Bo to w ogóle był mój pierwszy raz tak na poważnie, dobrowolnie. Powiedziałam mu. To on się tylko uśmiechnął i mówi, że usta mi przecież nie krwawią. Nie mam łechtaczki w gardle, ale i tak było mega. Zajebioza i tyle.
- Co by o tym facecie sobie nie mówić, to na pewno nie można powiedzieć, że jest idiotą. Dobrze, nagadałyśmy się, ale teraz wdziewaj nocnik na głowę i jedziemy.
Sklep okazał się być pet shopem. Zaś zakup Kaśki jaszczurką systemu gekon. Maczeta upatrzyła go sobie już wcześniej, wpłaciła nawet zaliczkę. Chciała jednak najpierw kupić całą wyprawkę, na czele z terrarium i poznać dobrze instrukcję obsługi. Obecna wizyta była już tylko domknięciem transakcji. Zapłacić resztę należności, osadzić delikwenta do pojemnika i po prostu pojechać do domu. Ale zanim wiedźmy wyszły ze sklepu miało miejsce pewne wydarzenie. Otóż stojąca przy kasie Kaśka wzięła ów pojemnik pod pachę, po czym rozejrzała się za psiapsią. Turbina stała na drugim końcu lokalu uważnie wpatrując się w jakieś stojące tam terrarium.
- Mala, idziemy.
Dziewczyna nie zareagowała.
- Mala!
To już było głośniej, ale skutek był ten sam. Kaśka syknęła coś hisslangiem. Nie zmieniło to jednak sytuacji. Maczeta rozejrzała się po ladzie. Leżało tam nieco różnych drobiazgów, gadżetów wystawionych na sprzedaż. Wiedźma odstawiła pojemnik, po czym sięgnęła do jakiejś brytfanki. Wyjęła z niej dwa klikery, które wręczyła obserwującemu tą scenkę ekspedientowi. Wyjęła kolejne dwa. Spojrzała na mężczyznę za ladą pokazując mu palcem na Malę i uniosła dłonie do góry. Ten kiwnął ze zrozumieniem głową. Szepnęła doń:
- Na trzy. Raz, dwa...
TRACH!
Trochę huknęło i dopiero wtedy Mala spojrzała w stronę kasy. Kaśka pokazała jej palcem drzwi wejściowe i odłożyła klikery na miejsce. Chwyciła pojemnik pod pachę i uśmiechając się do wyraźnie ubawionego tą sytuacją pana za kasą skinęła mu głową.
- Miłego dnia.
- Miłego. Zapraszamy ponownie.
Odwróciła się i nienaganym krokiem modelki ruszyła do wyjścia. Miała na sobie idealnie dopasowane, wcinające się w pupę legginsy, więc było jak najbardziej uzasadnione, że pan sklepowy pokręcił z podziwem głową. Jakby nie było, należało mu się coś za współpracę. Ale tego Maczeta już nie widziała...
Gdy tylko obie dojechały były na miejsce, do domu, kandydat na chowańca od razu wylądował w terrarium, według planu Kaśki:
- Na razie niech tu się zadomowi, a potem za jakiś czas będę go puszczać po chałupie. Wiele nie napaskudzi, bo jego kupy to raczej mikrokupy takie.
- Ale fajnie pachnie tu u ciebie.
- Bo już dziewczyny kwitną.
Jak wiadomo, Kaśka jest growerką Zioła. Medycznego, bo każde jest medyczne. Jeden jej pokój to właściwie growbox, trochę jak herbarium Anity, tylko sporo mniejsze. Maczeta jeden krzak uznała za gotowy już do zbiorów, więc Mala zgodnie ze swoją naturą chętnie jej przy tym pomogła. Gdy tak siedziały oprawiając ten krzak spytała:
- Jak mu dasz na imię?
- Gęsi Ryjek. Gekon Gęsi Ryjek. Dla przyjaciół Ryjek. Ale jak ma być chowańcem, to muszę go nauczyć reagowania na hisslang. To chyba logiczne. Zresztą muszę Nitki zapytać.
- Mogę ci trochę poasystować przy szkoleniu?
- Nie bardzo. Masz sporą moc, silne pole i miks naszych wibracji może go rozstroić. Najlepiej to się wcale tu nie pokazuj przez jakiś czas. Jak skończę go szkolić, to dopiero wtedy zajrzyj. Powiem ci kiedy, od razu, jak będzie gotowe.
- Dasiek już wie?
- Jeszcze nie, powiem mu dziś, może jutro, ale on tu będzie dopiero w sobotę, więc nie ma żadnego pośpiechu.
Adaśko faktycznie pojawił się w sobotnie południe. Już wiedział, że Kaśka ma nowego pupilka, widział nawet fotkę. Ale gdy wszedł do mieszkania, to tylko rzucił okiem na terrarium. Jego uwagę skupiała bardziej piękna kobieta w zmysłowej bieliźnie, która natychmiast wysłała go pod prysznic. Potem byli oboje tak sobą zajęci, że Gęsi Ryjek musiał się zadowolić własnym towarzystwem. Nie wyglądał jednak na sfrustrowanego. Był sam, ale nie był samotny. Zaś sobotnie popołudnie to była dla obojga tylko rozgrzewka plus wieczorny spacer po okolicy. Kaśka mówiła na to:
- Chodźmy skopać jakiegoś złola.
Były to jednak tylko puste słowa, tak z przyzwyczajenia, bo od kilku dobrych lat na tej dzielnicy dość trudno było takiego złola spotkać. Poza tym Kaśka była bardzo znaną osobą, wszyscy raczej wiedzieli, że z nią nie wolno zadzierać. Tak więc jeśli jakieś złole jeszcze egzystowały, to sam jej widok motywował ich do szybkiego oddalenia się w jakieś dość bezpieczne miejsce i nie ujawniania swojego złolstwa. Za to od niedzielnego poranka już na poważnie oboje zabrali się za siebie i gdyby to sfilmować, to byłby to niezły kontent na cały długi serial dla dorosłych.
Tak więc teraz wracamy do chwili, w której zaczęło się to opowiadanie, przeskoczmy jednak jeszcze trochę czasu do przodu. Jest to moment, gdy ta para już prawie nic nie robi. Wcześniej było bardzo gorąco, chwilowo jednak pobojowisko już stygnie, ma teraz przerwę obiadową. Ale nawet podczas tych już najgorętszych fragmentów miłości Adaśko zerkał na sufit. Już wiadomo, co takiego on tam widział, kto nie wie, ten zapewne nie umie czytać lub jest po prostu kompletną idiotą. Teraz też nasz kolos tam patrzy i nagle rzuca pytaniem:
- Cipka, jak on tam się znalazł tak naprawdę? Przecież nie wypuszczałaś go jeszcze z tego jego kojca? To ja już nie wiem.
Wtulona weń Cipka unosi głowę i artykułuje hipotezę:
- Wychodzi na to, że teleportował. Ale to dobrze, że już to umie. To przecież ma być chowaniec, magiczne zwierzę. Powierzyłam taką mu misję właśnie.
- No, dobrze. To wyjaśnij mi jeszcze jedną rzecz. Gdy wcześniej rozmawialiśmy przez telefon, to mi powiedziałaś, że zaczniesz go kiedyś wypuszczać na obiekt. Na razie jak widać sam sobie poradził. Powiedziałaś mi też, że będę musiał nauczyć się bardzo uważnie patrzeć pod nogi, żeby go nie rozdeptać. To jest do ogarnięcia, jest osiągalne. Ale jest jeden drobiazg. Przy tobie widziałem już trochę dziwnych rzeczy, ale tego akurat jakoś nie widzę zbyt wybitnie.
- Czego mój słodki Serdel nie widzi?
- Nie bardzo widzę siebie chodzącego po suficie. Tu chyba bez twoich czarów się nie obejdzie. Innej możliwości jakoś sobie nie imaginuję. Sam tam nie wejdę na pewno.
- Po co chcesz chodzić po suficie?
- Żeby go tam nie rozdeptać.
Kaśka nagle uniosła się do pozycji siedzącej, wpatrzyła się uważnie w oczy Daśka i zaczęła się głośno śmiać. On zaś patrzył na nią wzrokiem roszczącym wyjaśnień. Gdy się już wreszcie wyśmiała oświadczyła:
- Jak dotąd sporo mi dziś rozwaliłeś. Tu, i tu, i tu, i jeszcze tu. Jak zwykle zresztą. Ale teraz rozwaliłeś mi jeszcze system.
- Czy mam ci teraz wypomnieć, jak mi dziś na wstępie pachnącego napalmem poranka sprzedałaś z łokcia? Jest remis. 
Jemy coś?
Zbliżamy się do końca tego opowiadania. Zostawmy już Kaśkę, Adaśka i Gęsiego Ryjka na suficie samych, za to zajrzyjmy jeszcze na chwilę do Mali. Turbinka ostatnio lubi spędzać niedziele sama. Coś tam sobie robi, bo ona zawsze coś robi. Co robi tym razem? Coś przegląda na lapciaku, a w przerwach ćwiczy twerking przed lustrem. Zajrzyjmy jej przez ramię, co ona tam przegląda? Aha, studiuje naturę i zwyczaje jaszczurek systemu gekon. No. To teraz już jest raczej wszystko jasne.
Posłowie.
Co prawda teraz są tylko dwa odcinki, ale chowańce nie raz, nie dwa jeszcze tu zagoszczą na łamach tego cyklu w niejednym opowiadaniu, być może odgrywając nawet jakieś grubsze role.

20 sierpnia 2025

WIEDŹMOWE CHOWAŃCE (1/2)

Niniejszą ekspresję artystyczną dedykuję swojej osobistej zacnej, tudzież nadobnej Lady 💓, która od pewnego czasu truje mi tyłek, żebym popełnił coś tam na temat chowańców, bo ich ponoć mocno brakuje w całym cyklu.
Leżący na wielkim łóżku równie wielki Adaśko uważnie studiował detale i ruchy ciała Kaśki, która to dosiadła go na odwrotnego jeźdźca. Widok okraszało nieco krwi, gdyż Maczeta miała akurat okres, ale menstruacyjne tabu nigdy dla obojga nie stanowiło żadnego problemu. Kolos czule gładził kobietę po pupie, co chwila też wymierzając jej klapsa. Mimo tego, że jego wielkie jak bochny dawnego chleba dłonie potrafiły były takim klapsem przetrącić wiedźmie cały kościec, to przy tej sytuacji działały one nadzwyczaj delikatnie. W pewnym momencie jej ciało nagle wyprostowało się, znieruchomiało, przebiegł przez nie wyraźnie wyraźny dreszcz, po czym opadło do przodu centralnie na jego nogi. Towarzyszyło temu równie wyraźne westchnienie:
- Ożeszjapierdolę!!! Jak ja cię zwierzu kocham...
Po chwili Kaśka uwolniła Daśka od swojego ciężaru, którego on zapewne za bardzo nie czuł jako zbyt wielki, przekonfigurowała się na kolanach, pochyliła się mając zamiar go pocałować, gdy nagle on zapytał, ni z gruchy, ni z pietruchy:
- Co to jest tam na suficie?
Podążyła głową za jego wzrokiem:
- To? Mówiłam ci już przecież. Nie interesuj się teraz.
Spojrzała na niego i dodała:
- No? Nie gap się tam, tylko mnie rozwiąż.
Akurat było z czego, bo czarownica od talii w górę była opleciona sznurem niczym szynka parmeńska, zaś ręce miała skrępowane na plecach. Gdy ją uwalniał ponagliła go mówiąc:
- Co jest z tobą? Supeł za trudny? Było tak nie motać.
Więzy wreszcie opadły, wtedy Kaśka sięgnęła po leżącą nieopodal frotkę i upięła nią włosy. Potem zwinąwszy się w kłębek odwróciła się tyłem do niego i pochyliła głowę. Przy okazji warknęła:
- Tylko nigdzie mi się teraz nie spiesz. Mamy jeszcze sporo do zrobienia. Dopiero się zaczynam rozkręcać, moloszku ty mój.
Adaśko wsunął palce między jej pośladki i znów spojrzał na sufit...
Jako, że Czarownice nie są cyklem opowiadań dla dorosłych, tylko są cyklem opowiadań dla dorosłych, to nie będziemy się już zajmować podglądem miłości Kaśki i Adaśka, tylko skupmy uwagę na tym, co dobroduszny olbrzym, koneser dobrego piwa i kaśkowej kobiecości zobaczył na suficie.
Cała sprawa zaczęła się jakieś kilka tygodni wcześniej, kiedy Mala z Mirkiem tworzyli kochającą się parę i nikomu do głowy nie przychodził nagły rozpad tego związku. Po jakimś sabacie cztery wiedźmy siedziały sobie u Anity w salonie, piąta zaś, centralnie Mala, jak zwykle chętna do pomocy, krzątała się w kuchni niczym pszczółka szykując dla wszystkich jakieś napoje, ciasteczka, czy inne orzeszki używane podczas rozmów. Gdy już weszła niosąc pełną tacę, a Roxy sięgnęła po wapka, aby nabić go medycznym Zielem, zapytała z głupia frant:
- Laski, co to jest stosunek przerywany?
Malina parsknęła śmiechem, Kaśka spojrzała ze zdumieniem po wszystkich, zaś Roxy odpowiedziała, również okazując wesołość:
- To jest wtedy, gdy Mirek ci liże piczkę, a sąsiad z góry zaleje mieszkanie, woda zacznie kapać mu na dupę, a on uzna, że nie czas teraz na miłość, tylko trzeba jakoś ogarnąć tą sytuację.
- Albo jak wam granat wpadnie do kuchni, jeśli on cię posuwa w tej kuchni. Albo jak mu za dobrze obciągasz i oprócz fiuta serce mu stanie do pary. Przerwanie jest wtedy gwarantowane,
To dodała Malina, za to Anita skrzywiła się z niesmakiem mówiąc:
- Nie, dziewczyny nie drzyjcie z niej łacha, bo to ona akurat wie. Ja ci to Maleczko wyjaśnię naukowo. Stosunek przerywany to jest takie archaiczne określenie seksuologiczne na pewną technikę miłości po katolicku. Ponoć zabronioną zresztą.
- Jak to jest po katolicku?
- To jest jak chłop penetruje babę tam na dole, bynajmniej nie palcem. Według tej dziwnej zresztą ideologii podobno za bardzo nie wolno inaczej się kochać. Teoretycznie powinien strzelić do środka, tak mu każe ta jego religia, ale akurat nie robi tego. Gdy już prawie dochodzi, to nagle przestaje, pełen popłochu wyciąga swoje narzędzie ze śmiercią w oczach i finiszuje jej na brzuch. Widziałaś to pewnie na niektórych filmach dla dorosłych. Strasznie frajerska akcja moim zdaniem. Ale to już kwestia gustu.
Mala jakby się zamyśliła na chwilę i odparła:
- Acha, już rozumiem. Rzeczywiście dziwne jakieś. My z Mirkiem tak nie robimy, my najczęściej robimy tak, że...
- Młoda, może nam tu nie opowiadaj, jak wy to robicie, co?
Przerwała dziewczynie Anita, Kaśka zaś dodała:
- Mnie też to za bardzo nie interesuje.
Za to Roxy zaprostestowała:
- Nie, dlaczego? Takie opowieści zawsze są ciekawe.
Poparła ją szybko Malina:
- No! Bo Nitka to ona zawsze taka prudernica jest.
Anita pomachała ręką i odparła:
- To pogadajcie sobie potem o tym razem, we trójkę. Turbinko kochanie, masz może jeszcze jakieś inne pytania? 
- Akurat mam. Na inny temat. Któraś znajoma siostra mi ostatnio wciskała, że każda z nas musi mieć chowańca. Mnie to się nie wydaje, zresztą Ciocia Lala nigdy mi tego nie mówiła.
Anita wzruszyła ramionami mówiąc:
- Bo Ciocia Lala sama nie ma chowańca. Ciągle gdzieś jeździ po świecie, to tylko same kłopoty z takim. Zostawić źle, wozić też źle.
Malina pisnęła nagle:
- Chyba, że wesz łonowa.
Nita spojrzała na nią z politowaniem.
- Lalka, pojebało cię? Sama jesteś jak wesz łonowa.
Jako, że wapek z Ziołem już krążył, to dodała:
- Ruda, coś ty dosypała do tego stuffu? Bo pieprzy jak potłuczona. Primo, to Ciocia Lala się myje. Kiedyś było inaczej. Poziom higieny był marny, więc my też nie zawsze byłyśmy zbytnio czyste. Po sekundo, to robale się nie liczą. Nie nadają się na chowańców. Po trzecie, to nie ma obowiązku mienia chowańców. Dawniej siostry były bardziej stacjonarne. To sprzyjało, żeby jakąś gadzinę mieć przy dupie, żeby coś się pętało po domu. Ale nie był to nigdy żaden mus. Teraz nie jest tym bardziej.
Znowu wtarła się Malina:
- Ja mam kota. Właściwie to jest kotka mojej i Borka mamy. Ale mamy takie magiczne relacje, że działa ze mną jako chowaniec. 
- Przecież wiemy, Zdzirkę znamy wszystkie.
Roxy dodała:
- Twojego Dredka też znamy. Właśnie się tu teleportował.
Faktycznie, przez salon majestatycznie kroczył wielki, kudłaty, srebrny kocur systemu miałkun. Z miną kota wiedzącego, czego chce za cel obrał sobie Malę, po czym uplasował swoje około pół miliarda mas Plancka na jej kolanach. Turbi wczepiła weń dłonie, wtuliła weń też buzię, zaś on się uruchomił niczym przedpotopowy traktor napędzany nierafinowaną ropą naftową. Za to Ruda dodała:
- Koty są najlepsze, najmagiczniejsze. Ale ja mam Miśka.
Anita zaoponowała:
- Nagie małpiszony się nie liczą. Twój Misiek to nie chowaniec, tylko raczej jebaniec. Nie używasz go przecież do czarów, tylko do tonizowania mrówek w dupie. Czy też motyli w brzuchu, jak to mawiają dobrze wytresowane pensjonarki.
- Bo ja nie mam warunków na kota.
- Nie musi być kot. Możesz mieć czarną wdowę.
- Mówiłaś, że robale się nie nadają.
- Pająk to nie robal. Pająk to zjawisko.
- Ale pająki i tak się nie nadają. Ciocia Lala kiedyś mówiła. One mają zajebistą moc, ale dla nas jest ona niekompatybilna. Pająk może być dobrym kumplem, ale chowańcem nie bardzo. Zresztą ty to wiesz, jesteś lepsza w teorii magii. To nie wiem czemu teraz pokręciłaś z tym pająkiem.
- Może temu?
Anita uniosła dłoń z wapkiem, który właśnie do niej trafił. Nagle ożywiła się Mala oświadczając miastu i światu:
- Pająka, taką piękną czarną wdowę, to ja bym chętnie sobie wytatuowała. Kiedyś nawet to zrobiłam, tak tylko tymczasowo, zaklęciem metamorfo. Ale Mirek miał minę. Bo wiecie, gdzie ja sobie to zrobiłam?
- Powiedzmy, że domyślamy się.
Odparła Anita i dodała z pewnym rozmarzeniem:
- Uwielbiam się tak wszędzie wzorkować przed...
Malina przerwała jej szybko:
- Aha, Nitka hipokrytka. Jak Mala chce coś opowiedzieć o sobie na pewne tematy, to źle. Ale jak ty się zaczynasz zapodawać, to jest już dobrze i nic się nie dzieje.
- Skąd ty wiesz, co ja chciałam powiedzieć?
- Bo wiem. Wiem nawet to, gdzie i jaki tatuaż metamorfo sobie zrobiłaś przed niedawnym dupczeniem się. Borek to przecież mój brat, czyżbyś nagle zapomniała? On wszystko mi mówi, jak brat ukochanej siostrzyczce. Spróbowałby tylko nie powiedzieć. Kropla verakoli od razu odmyka mu dziób. Muszę kontrolować, jak moja najdroższa bratowa dba o niego.
Temat dalszej rozmowy stanowczo odbiegł od kwestii chowańców, zaś cała rozmowa została raczej zapomniana, jak wiele innych, które nasze wiedźmy ze sobą prowadzą. Potem zresztą była znana historia rozstania Mali i Mirka, która mocno przykryła inne sprawy. Jednak raczej milcząca tego dnia Kaśka coś jednak zapamiętała, coś jej utkwiło. Jednakże o tym, co się potem wydarzyło, po kilku tygodniach, opowie druga część tej historyjki.
Do fotki zapozował jeden z naszych autorowych kocurniaków.

11 sierpnia 2025

UROKI, LAMUSY I WYSADZANIE MIASTA

Na samym początku należy sobie uzmysłowić, że wszechświaty równoległe wcale nie są równoległe. Następnie należy sobie uzmysłowić, że mówiąc ściśle, nie są też wcale żadnymi wszechświatami, tego lepiej jednak nie uzmysławiać sobie od razu, lecz później, dopiero po tym, jak uświadomimy sobie, że wszystko, co sobie dotychczas uświadomiliśmy, to nieprawda.

- Dziś czwartek? Nigdy nie mogłem się połapać, o co chodzi w czwartki.
- To akurat dość proste. W czwartek poniedziałek zaczyna się w sobotę.
Choć akcja w uniwersum "Czarownic" dzieje się w czasie rzeczywistym, to wcale nie znaczy, że do końca trzeba to brać na poważnie.
Mala mocno sobie wzięła do serca pleciugowe regulowanie przez swoje czarociółki. Nie ze wszystkim do końca się zgadzała, ale to już były detale. Poza tym była bardzo otwarta na ich różne uwagi uznając, że są starsze, mądrzejsze, więc warto się od nich uczyć. To podobno raczej nietypowe, jak na siedemnastolatkę, ale ona sama przecież nie była typowa. Tak więc w piątek nazajutrz, choć wybrała sobie kolejnego atrakcyjnego typa na siłowni, to nie zaciągnęła go do garażu. Rzuciła tylko na niego nieco inaczej utkany urok, po czym umówili się na spotkanie na dzień następny. Następny, bo tego dnia miała inne plany na życie po pracy. To znaczy umówili się tak, że podała mu swoją lokalizację, gdzie ma się pojawić w sobotnie południe, on zaś miał do powiedzenia centralnie nic. Magiczne uroki bywają rozmaite, nieraz dają uroczonym takie, czy inne stopnie swobody, ale Mala się nie patyczkowała, tylko machnęła jak chłop cepem.
Dalszy przebieg wypadków może sobie darujemy, poza tym, jakby nie było, do kolejnego czwartkowego spotkania w Pleciudze działo się wiele innych rzeczy, na wielu różnych poziomach. Choćby niedzielna wizyta Mali u Cioci Lali, do której dotarły różne wieści towarzyskie, więc stroskana losami swojej ostatniej pupilki wezwała ją na dywanik, innymi słowy zaprosiła na wspólne spędzenie dnia. Niestety treść tego spotkania jest poza zasięgiem narratora, więc nie wiadomo, co się tam wtedy działo, o czym rozmawiały. Wiemy tylko, że Turbi pojechała tam jak na wrotach od stodoły pilotowanych przez asa przestworzy, gdyż jak sama kiedyś stwierdziła z pełnym przekonaniem:
- Chwile spędzone z Cioteczką są dla mnie bezcenne. Nawet siedzenie razem w milczeniu to dla mnie najlepszy haj na świecie.
Co słysząca te słowa Kaśka skomentowała wtedy ironicznie:
- Już ja to widzę, jak ty spokojnie na dupie siedzisz.
Ale stroskane były również Anita i Roxy, które zajęte swoimi sprawami nie miały z Malą kontaktu aż do czwartku, do którego właśnie teraz sobie przeskoczymy. Otóż na wstępie w skupieniu obserwowały dziewczynę, która po powitalnym obściskaniu oraz polizaniu wszystkich czarociółek mościła się na krzesełku przy stoliku w Pleciudze. Wreszcie, mimo i oprócz swojego rutynowego rozradowania zmarszczyła nieco brwi i oświadczyła:
- Kurwa!
Na co zareagowała Anita:
- Bardzo obiecujący początek. Czy to już wszystko?
- No nieee... Bo to same lamusy są na razie.
Roxy zamrugała powiekami i spytała:
- Nitka, o czym ona rozmawia?
- Jak to o czym? O tym samym, o jednym.
Mala szybko zaoponowała:
- Nie bardzo o jednym. Było czterech.
- Na raz?
- Coś ty? Po kolei, od czwartku zeszłego.
Poprawiła się na krzesełku i zakontynuowała:
- Bo to było tak...
W tym momencie wstała Malina mówiąc:
- Idę poprawić oko. Ja tą opowieść już znam, nic nie stracę.
- Kelnerkę zahacz po drodze, bo chyba też o jednym myśli.
To dorzuciła milcząca dotąd Kaśka. Za to Anita oznajmiła:
- Jeżeli masz zamiar uruchomić różaniec sprośnych momentów, to mnie się chce nic nie chcieć. Wystarczy, że Ruda mi rozwinie swój różaniec. Ja jestem wtedy tak już dokształcona, że nie mam kiedy testować tej wiedzy na Borku, takie jest bogactwo materiału.
- Wodzu, tu jest tyle roboty, że nie ma kiedy taczek załadować.
To już dorzuciła Kaśka wyraźnie rozbawiona perorą Anity. Cała czwórka, bo Lalka jeszcze nie wróciła była do stolika, wybuchła zgodnym śmiechem. Wreszcie Mala oświadczyła:
- To ja może streszczę, albo po prostu spuentuję.
- No?
- Z Mirkiem było najlepiej. Z tymi wszystkimi miałam tylko zwykłe orgazmy, za to z nim to ja wysadzałam całe miasta.
- Niejedna dupa marzy o chociaż mniej zwykłych orgazmach, aby tylko jakieś były. Niektórym umiemy nawet jakoś pomóc.
To akurat mruknęła Roxy dodając jeszcze:
- No, ale pieprzyć te dupy. Powiedz mi lepiej, czy...
- Nie, Wiewióro moja, bardzo źle myślisz. To se ne wrati. 
Potem nastąpiło chwilowe zamieszanie, bo przyszła Malina, przyszła też kelnerka, takie tam różne small talksy, działania, ale gdy się już ustabilizowało Ruda wróciła do tematu:
- Czemu se ne wrati? Ja to w sumie wiem, domyślam się tego, ale ciekawi mnie twoje zdanie na ten temat. Twoja optyka sytuacji.
- Wiesz co? Gdyby to było raz, to ja bym szybko zapomniała. Tak, jakby walił te swoje ringdupy na wyjazdach. Po prostu gumowe lalki, gdy przypili. Do tego mam dystans. Też dłubałam sobie plastikiem na baterie tu lub tam, jak wyjeżdżał, a ja się za bardzo stęskniałam. Ale on się z nią walił prawie przez dwa tygodnie tu na miejscu, tak na zmianę, co drugi dzień ze mną, a co drugi właśnie z nią. Ja naprawdę mało się na tym wszystkim znam, tyle co od was podłapię. Ale na mój rozumek to już było za grube. Tego mu nie zapomnę, to było już nie do przyjęcia.
Pozostałe panie słuchały tego wszystkiego w skupieniu, wreszcie, gdy Mala zrobiła sobie przerwę na łyk kawy Anita spytała:
- Chcesz się jeszcze odgrywać?
- Nie. Styka to, co od was oberwał. Tak na dobrą sprawę, to ja jestem mu wdzięczna, bo dzięki niemu zabiłam swoje stare upiory. Teraz, jak już trochę ochłonęłam, to uważam ten związek za udany. Ale czasu cofać nie chcę, żadnych nowych związków też nie chcę. Chcę się na razie pobawić tym sportem. Przecież ja się dopiero tego wszystkiego uczę.
Roxy pokiwała głową z uznaniem, a Nita indagowała dalej:
- Widziałaś go jakoś ostatnio?
- Ja jego tak, on mnie nie. Pracowałam, ruszałam się. 
Tu wtrąciła się Kaśka:
- Mirek znowu zagląda do klubu. Ja się z nim spotykam, służbowo. Bo niby dlaczego nie? Ta jego federacja to nasz świetny klient. To salę wynajmą, to jakąś konsultację zamówią, to coś tam jeszcze. Mówi się ostatnio, że ta branża freak fightów siada, ale ja tego na razie nie czuję. Nie będę was tym zresztą zanudzać.
- Ale o Malę pyta się?
- Nie. Zresztą ja tak z nim gadam, żeby nie zapytał. Ja z nim gadam tylko o robocie, o interesach. Jestem zbyt zajętą osobą, żeby...
- Tak, wiemy. Lalka, a ty go spotykasz? Często jesteś w klubie.
- Jakoś się z nim mijam, inne pory dnia. Tylko, że on mnie najmniej obchodzi tak personalnie. Dużo sobie z Młodą przegadałyśmy, wspieram ją, ale tak mnie centralnie to on nie dotyczy.
Nastała chwila ciszy, wiedźmy zajęły się swoimi rekwizytami używanymi podczas kafejkowych debat. Wreszcie Anita znowu się odezwała jakby wyjaśniającym tonem:
- Maleczko, ja chyba wiem, czemu on tak działał, wiesz, na zmianę, raz ty, raz ona. Jeśli cię to obchodzi, to...
- Nita, mnie zawsze wszystko obchodzi, co do mnie mówisz.
- Dobrze, to teraz posłuchaj. On się po prostu ciebie bał. Byliście fajną parą, ale gdy zaczynał poznawać, kim tak naprawdę jesteś, do czego jesteś zdolna, to przestał się czuć pewnie. To bardzo dobrze, że zaczął poznawać, sama cię kiedyś cisnęłam na to, ale po prostu nie wyrobił się. Więc zaczął romansować na boku, pukać zwykłą bezmockę. Nie umiał zdecydować, aż wreszcie wszystko się wydało. I masz rację, nie ma co nic cofać, bo ty go z tego lęku nie wyleczysz. Jest sporo fajnych facetów, ale nie każdy się nadaje do związku z wiedźmą. Taka konstrukcja, nic nie zrobisz.
Tu nagle wtrąciła się Roxy:
- Ja akurat lubię, jak mój Misiek się mnie trochę boi.
- Tak, Lisico, tylko że ty nie znasz pojęcia związku partnerskiego. Ty zawsze musisz jakoś tam dominować, to jest inna sytuacja. Ty dominujesz nawet wtedy, gdy gracie w sadomaso, a ty robisz za uległą. Poza tym sama powiedziałaś, że trochę. Bo jak zdążyłam poznać Miśka, to on jednak jest chłop jak należy, nie jakaś tam lękowa kurza kupa.
- Dobrze, zgoda, mamy to zresztą przegadane do spodu.
- Gadamy dalej, żeby Młoda słuchała, żeby się uczyła od starych zdzir. Bo te dwie piczki to już się niczego nie nauczą. Za późno, one już tam wiedzą swoje, takie swoje swoje. To są już ćwiary, wiekowe, dojrzałe dupy.
Mówiąc to wskazała na Malinę i Kaśkę słuchające tej dysputy. Obie spojrzały na siebie, zaś Lalka stwierdziła:
- Ja to się w ogóle nie odzywam.
- Ja się nie odzywam, że się w ogóle nie odzywam.
To była wtórująca odpowiedź Maczety, po czym cała piątka huknęła gromkim chóralnym śmiechem, aż reszta pań w kafejce spojrzała w ich stronę. Gdy się już wyśmiały piłkę przejęła Roxy:
- Stara kwoka już się nagdakała, to teraz druga stara kwoka ci pogdacze. Chyba, że masz już dosyć. Jak tam w buzi? Słodko?
- Jak po wytrysku nieboszczyka. Dawaj dalej.
Mala mówiąc to powierciła się chwilę i naśladując Malinę zrobiła minę zaciekawionej, zasłuchanej słodkiej idiotki. Więc Ruda poprawiła również pupę na siodle, po czym parodiując Anitę wzięła głęboki wdech.
- Powiedziałaś, że same lamusy. Niestety to trochę tak jest, gdy gamonia zauroczysz magicznie. Każdy urok, magiczny znaczy, takie teraz omawiamy, nie wiadomo, jak subtelny powoduje, że taki gamoń lamusieje. Mniej lub bardziej, czasem nawet tylko odrobinę, ale zawsze. To jest oczywiście prawidło statystyczne. Ty tego nie widzisz, bo jeszcze za mało mięcha przerzuciłaś, żeby tak rozumować. To wszystko się zauważa dopiero na nieco dłuższym dystansie. Jeśli chcesz jechać moją drogą, tak do niedawna moją, a widzę, że ostro się do tego przymierzasz, to musisz testować różne uroki, różne ich warianty, a gdy ci się nie spieszy, gdy mrówki w dupie nie roją się za mocno, to wcale nie uroczyć. 
- Mogę się wetrzeć?
To spytała Anita i nie czekając na odpowiedź wtarła się:
- Tak na dobrą sprawę, to nam magiczne uroki do prywatnego użytku są zbędne. Mamy tyle naturalnego uroku, że możemy mieć wszystkich. No, może prawie wszystkich. Tylko naturalny urok nie zawsze działa zbyt szybko. Ja Borka naturalnie uroczyłam dwa miesiące, do tego się jeszcze zabujałam, więc mnie strasznie korciło, żeby ogarnąć sprawę szybciej.
Roxy dodała:
- Borek to był ponoć strasznie oporny materiał. 
- Zanim mnie wpuścił do łóżka to zaruchałam na śmierć ze trzy wibratory. No, może dwa. Bo ten trzeci od razu, słabizna, tandetny wyrób. Możemy go nie liczyć.
Wtedy Mala spytała:
- Czemu się wtedy uparłaś, żeby nie użyć czarów?
- Bo intuicyjnie czułam to, o czym właśnie mówiła Ruda. Że mi wtedy ten chłop za bardzo zlamusieje. A mnie się wtedy akurat wymarzyło wysadzanie miasta.
- Wysadziłaś?
- Cztery lata już z nim wysadzam jedno po drugim. I wciąż mi mało.
Nagle odezwała się Malina robiąc minę arcysłodkiej idiotki:
- Może już dosyć tego szkolenia? Nudzi mi się. Przecież ona to wszystko wie. Tyle już słyszała od nas, a najwięcej to już chyba od samej Cioci Lali.
Riposta Mali była błyskawiczna:
- Tak, wiem, ale mam to jeszcze nie do końca uświadomione. Do tego zaistniała taka sytuacja, że zaistniała potrzeba utrwalenia mi materiału. Nie śmiejcie się ze mnie, ale ja naprawdę lubię was interaktywnie słuchać. Ale teraz faktycznie. Siostry, proponuję, abyśmy przeniosły naszą siostrę Lalkę do centrum naszej uwagi.
Siostry kiwnęły zgodnie głowami i przeniosły...
Może oprócz Kaśki, która poszła przypudrować sobie nosek.

05 sierpnia 2025

JAK WSZYSTKO ZJEBAĆ... /suplement/

Jeszcze tego samego piątku o piątej po południu Kaśka zaczęła operować słowem kurwa dość mocno ponad swoją statystyczną średnią. Powodem był sam Stryjo Naczelny, który raczył był sobie gdzieś wyjechać, bo cośtam. Przy okazji wyjazdu okazał bratanicy swoją sympatię zostawiając kupę w dokumentach, którą, jak się nagle okazało, należało w miarę szybko posprzątać. Ale za to na pocieszenie, jeszcze w czwartek oznajmił jej:
- Mala ci pomoże. To jest bardzo spolegliwa dziewczyna. Poza tym idzie na studia, na marketing, zarządzanie, czy coś tam jeszcze, to będzie miała praktyki robotnicze, zaliczy sobie parę godzin.
- Na studia? Nasza Turbinka?
- Po maturze ludzie nieraz idą na studia, takie rzeczy się zdarzają. Co się tak na mnie patrzysz zdziwiona?
- Bo nic mi nie mówiła.
- Może nie zdążyła, bo to jest bardzo świeża wiadomość. Sam wiem o tym dopiero od jakiegoś kwadransa.
Niestety Mala nie miała potem okazji, aby powiedzieć to Kaśce, zaś potem w Pleciudze wypadki wypadły tak, jak wypadły, więc temat gdzieś się schował na dłuższą chwilę. Ale w piątek nie pomogła przy papierach, bo jakoś około południa została odesłana do domu. Ciupasem zresztą.
- Plączesz się, plączesz po obiekcie niczym mysi tampon po słonicowej cipie, jakbyś nie umiała sobie roboty znaleźć. To ja ci ją znalazłam właśnie, mam dla ciebie misję. Jedziesz do chałupy, kładziesz się grzecznie do wyra z rączkami na kołdrze i robisz porządne lulu. Nawet nie myśl o polemice ze mną na ten temat. Aha, na sabat też nie przyjeżdżaj, nie wiem, czy zresztą będzie jakiś sabat. Ja nie jadę, Lalka też się raczej nie wybiera, bo Nita chce z Rudą jakieś szkolenie Gotek robić, więc my tam nie mamy nic do roboty za bardzo.
Taki dzień w pracy nie zdarzył się Mali nigdy, ale Kaśka nie robiła sprawy. Co więcej, okazała pełne zrozumienie tej niedyspozycji uznając sytuację za wyjątkową. Ale zanim Turbina zabrała się do wykonania polecenia służbowego bardzo, bardzo ładnie poprosiła:
- Kasiu, ty masz dziś ten trening z ochroniarzami?
- No. Jeszcze dziś i następny tydzień trzy.
- To jak będzie Mirek, to nie szykanuj go, dobrze?
- Zwariowałaś? Nie lubię gnoja od wczoraj, ale przecież jestem profesjonalistką, prywatne wibracje zostawiam za drzwiami sali. Jednak wydaje mi się, że jego wcale nie będzie. Po tym wypadku natury jakby kuchennej...
- Jak to kuchennej?
- Mówię o zderzeniu z patelnią. Nawet nie chce mi się myśleć, jaką on bulwę musi mieć na tym swoim idiotycznym łbie. No, znikaj mi stąd. Raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy. Zrób taką sztuczkę, że wychodzisz z pomieszczenia i cię nie ma.
Kaśce dobrze się wydawało, Mirek nie pojawił się na zajęciach. Mala za to spała długo i szczęśliwie, zaś w poniedziałek w klubie była jak nówka sztuka, nie śmigana.
Do czwartku, do spotkania w Pleciudze zasadniczo nic się nie działo, aczkolwiek jest to jakby trochę do dyskusji. Bo było tak, że Malina jak zwykle do kawy zamówiła sobie rurkę z kremem, zaś Mala zrobiła to samo. Sposób, w jaki bawiły się tymi rurkami podczas konsumpcji wzbudził zainteresowanie Anity, która to skomentowała owo widowisko:
- No, pięknie najpierw jedna, potem druga. Ćwiczycie role do filmu dla dorosłych? Zaraz się zastanowię, czy ja też tak umiem.
Roxy zachichotała:
- Pewnie, że umiesz. Toż to elementarz. Kiedyś cię podglądałam, tak niechcący, na imprezie w licealnych czasach. Naprawdę nieźle ci to szło, nie zwodzę, prawdę gadam. 
- No, a chłopaki w realu jakie fajne. Masz Młoda fajny gust.
To dodała Kaśka, zaś Ruda wyraźnie się ożywiła:
- Jakie znowu chłopaki? Coś jest, czego nie wiem?
- Normalnie to bym zachowała milczenie, ale że cały klub aż się trzęsie od plotek, mało się nie rozleci, to wam powiem. Otóż od poniedziałku nasza dzielna Mala wyrywa z siłki jakiegoś bysia, po czym znika z nim w garażu. Zapewne sprawdzają zespół w zespół, czy aut i motorów ktoś nie podpiździł.
Anita i Roxy spojrzały na siebie, zaś Malina stwierdziła:
- Aha, to ja już rozumiem, po co ci były detale techniczne tego uroku, co do mnie dzwoniłaś w niedzielę.
Zaś Mala odparła:
- To jakaś mało domyślna jesteś. Wibratorów raczej się nie uroczy. Tylko ja coś zmieniłam. Bo ty uroczyłaś typów na prawie pełnej świadomce, żeby potem cierpieli, gdy im w końcu pierdniesz na siusiak. Sama opowiadałaś. Moim zdaniem to było głupie, taka odpowiedzialność zbiorowa, zemsta na wszystkich chłopach za to, że jeden naświnił. Więc ja, gdy jest już po wszystkim, rzucam na typa klątwę amnezyjną. Po co ma się chwalić kolegom, że rżnęła go najlepsza dupa świata. Nie licząc was najlepsza.
- I Cioci Lali.
To już dodała Kaśka, która zawsze była pełna podziwu dla powierzchowności, zwłaszcza zaplecza ich wspólnej mentorki.
- Tak i Cioci Lali, sorki, ale to chyba oczywiste?
W tym momencie odezwała się Roxy:
- No, i brawojasiu. A wiecie, że są takie typiary, że gdy się ostro przejadą na jakimś chłopie, to na żadnego potem nie spojrzą? Ja rozumiem tydzień, może miesiąc, sama tak miałam po tym posiekanym potem magu. Ale cały czas? To już nie jest zdrowe moim zdaniem. Jakby nie było, kobiecość ma swoje prawa, to bardzo nie fair ją blokować. Od tego się wariuje.
Mala uzupełniła:
- Ja im walę niepamięć czynu, żeby byli dyskretni siłą rzeczy.
Wtedy wtrąciła się Kaśka:
- Ty na temat dyskrecji może lepiej się nie odzywaj. Jesteś tak dyskretna, że cała okolica wie, że robisz z dupy tajlandzki tartak. Pamiętaj, w jakich uwarunkowaniach żyjemy, to nie wioska Benges na zadupiu, gdzie z seksu nie tworzy się problemu. Tutaj każda zdrowa psychicznie singielka realizująca swoje prawidłowe libido ma łatkę dziwki. Niestety jako szefowa działu technicznego klubu Oktagon nie możesz tak podkopywać swojego autorytetu. Nie znasz tych ludzi, nie wiesz, czy są chorzy, czy zdrowi. Więc będąc osobą na stanowisku musisz zakładać, że są chorzy i jak to mówią, dbać o opinię. Niestety...
W tym momencie odezwała się Anita:
- To się powoli zmienia na lepsze, ale z akcentem na powoli. Niech trawa rośnie sama, nie pomagaj jej solo na chama.
Tu uśmiechnęła się Ruda:
- Niteczko, to ostatnie to jakaś mądrość zen?
- Powiedzmy. Ale czy nie mam racji? Kachna też rzecz jasna ma rację. Prawidłowo rozpoznaje sytuację. Pamiętam, jak przez pierwszy rok ganialiśmy z Borkiem do kibla na szybki numerek podczas czasu pracy. Do tej pory zresztą nieraz to robimy. Nikt się nie czepiał. Ale gdybym tak ganiała co dzień z innym, to od razu by mnie wzięli na ozory. Taki kraj. Naród wspaniały, tylko ludzie pojebani. Albo odwrotnie, nie pamiętam już dokładnie, jak to szło.
Wspomniana Kachna uzupełniła:
- Maleczko, rób swoje, mój interes jest taki, żebyś była szczęśliwa, ale mój interes też jest taki, żeby robota dobrze szła. Ale nie będzie szła, gdy ludzie przestaną się ciebie słuchać. Czarami tego nie ogarniesz. A ja się wtedy wkurwię centralnie na ciebie.
Malina zachichotała i zwróciła się do Mali:
- A wiesz, co się dzieje z ludźmi, na których Kasia się wkurwi?
- Cicho, jeszcze nie skończyłam. Jak byłaś z Mirkiem i pieprzyliście się w klubie prawie codziennie, to nikt słowem nie pisnął. Ale jak masz ochotę się walić co raz z kimś innym, to tak dobrze nie będzie. Faceci dostaną szału, że to nie im się trafiło, zaś baby będą wariować z zawiści. Tak to kurwa działa, ja tego nie urządzałam. 
Roxy pokiwała głową mówiąc:
- To się nam Kasisko nagadało, jak nigdy. Maleczko, sprawa jest prosta. Działasz pięknie, tylko musisz przeorganizować 
sobie trochę te swoje randki. Co chyba trudne nie jest, bo dla ciebie nic nie jest trudne. Oprócz otwarcia parasola w dupie być może.
Anita za to spytała:
- Czujesz się wyregulowana? Ja bym się czuła.
- No pewnie. Kasia to mistrzyni regulowania.
Mówiąc to, Mala odłożyła na talerzyk niedojedzoną do końca rurkę z kremem, uniosła długi top, który miała na sobie, zwany czasem też tuniką i włożyła dłoń w majtki. Chwilę tam sobie pogmerała, po czym to wyjąwszy ją stamtąd ostentacyjnie, tudzież lubieżnie oblizała palce. Potem zademonstrowała wszystkim psiapsiom serduszko dłoniowe oznajmiając miastu i światu:
- A ja idę na studia. Na organizację właśnie, marketing plus zarządzanie. Zaoczne, więc robota nie ucierpi. Stryjo mi obiecał, że klub mi się dorzuci do czesnego. Klub się rozwija, ma być nowy budynek, tak Kasiu?
- No. Ma być. Stryjo mi mówił o tych twoich studiach już tydzień temu, tylko jako bardzo zajętej osobie wzięło mi się zapomniało czemuś. Ale skoro już wiecie...
- Więc mądra cipa musi być jeszcze mądrzejszą cipą, żeby ogarnąć dział techniczny rozszerzony tym sposobem.
- Tylko żeby ta cipa nie zgłupiała do reszty od tego mądrzenia. Bo to różnie bywa z tym mądrzeniem, o cipach już nie wspomnę. Komu? Która chce?
Mówiąc to Malina wyciągnęła rękę prezentując starannie oblizaną i lekko nadgryzioną rurkę z kremem. Sięgnęła po nią Roxy mówiąc:
- Dawaj. Po tobie się nie brzydzę. Taka czyściutka, higieniczna małpeczka może nawet dupą lizać taką rurkę.
Po czym dodała:
- A teraz ja wam pokażę siusiary, jak dorosła, dojrzała, dobiegająca trzydziestki zdrowa psychopatycznie, ruda, wredna, cyniczna, do samego dna piczy zepsuta kobieta ogarnia takie smakołyki.
Pokazała...

03 sierpnia 2025

JAK WSZYSTKO ZJEBAĆ... /dokończenie/

Mala faktycznie porządnie się wyryczała Malinie, a potem bardzo długo jeszcze rozmawiały, prawie do godzin wczesno porannych. Ale jeszcze wieczorem zadzwonił telefon, nawet dwa. Pierwszy odezwał się aparat Maliny.
- Ruda? Co jest?
- ...
- No...
- ...
- Ahaaha...
- ...
- No weź, pierdolisz?
- ...
- Ale jazda!
- ...
- Czekaj może, dam na głośnik i opowiedz to jeszcze raz. Maleczko posłuchaj, jak go dziewczyny urządziły.
- Nie wiem, czy chcę tego słuchać.
- Posłuchaj, zaufaj mi. Poprawi ci to humor.
Obie wiedźmy w skupieniu wysłuchały pełnej relacji Roxy z zajścia, które miało miejsce w biurze Fight Show Poland. Faktycznie, Mala na chwilę się uśmiechnęła, tak radośnie, całą sobą, ale gdy Lalka odłożyła już telefon skwitowała:
- Trochę się dziewczyny pospieszyły.
- To dla ciebie Turbinko. Jak się kocha, to się działa.
- Oj cicho, przecież wiem...
Drugi telefon, tym razem Mali odezwał się nieco później. Ona sama jednak akurat była w innym pomieszczeniu, więc odkrzyknęła:
- Lalka, rzuć okiem od kogo? Na dzbanie siedzę.
- Od niego!
- To zostaw, niech dzwoni, aż się wydzwoni!
Jak już wspomnieliśmy, kobiety przegadały jeszcze parę godzin, po czym poszły spać. Na szybkośpiochu zresztą, żeby rano wstać. Gwoli przypomnienia szybkośpioch to takie zaklęcie, które spiduje proces regeneracji podczas snu. Jedna godzina to jak osiem. Nie zalecane jako zbyt częsta praktyka, ale do sytuacji awaryjnych nadaje się znakomicie. Tak więc rano Malina była wręcz jak nowa, niestety Mala raczej niespecjalnie.
- Nie, Balbina, jak ty wyglądasz? Jak jakaś Frankentrix. Takiej do roboty mocno nieudanej to ja cię nie puszczę. Gdzie masz swoje zabawki do makijażu?
- Zgłupiałaś? Ja się do pracy nigdy nie laszczę. To niepraktyczne.
- To dziś masz swój pierwszy raz. Ciocia Malina zaraz cię zrobi na Świteziankę Orleańską. Siadaj mi tu zaraz pełną buzią na tym mebelu i ani mruknij nawet. Wyślicznię ci dzioba, włosy sobie już ogarniesz sama zaklęciem metamorfo.
To była propozycja nie do odrzucenia, bo Lalka wśród całej piątki czarociółek w sztuce wizażu była najlepsza. Trochę to jednak trwało, więc Mala sporo się spóźniła do klubu. Zanim jednak wsiadła na motor, aby tam pojechać najpierw odsłuchała pocztę głosową telefonu. Za to gdy weszła do recepcji Oktagonu od razu trafiła na Kaśkę.
- No, co tam? Jak się czujesz?
- Może jakieś inne rozwojowe pytanie?
- Dobrze, znaczy niedobrze, więc chodź teraz ze mną do kanciapy. Coś powinnaś zobaczyć, zapoznać się z sytuacją.
Obie ruszyły do pokoju, który służył Kaśce jako jej centrum wiceszefowania klubem. Było to skromniejsze pomieszczenie, niż gabinet Stryja, ale do złych biurokratycznych celów, jak twierdziła, całkiem wystarczające.
- Czytaj.
- Co to jest?
- Czytaj mówię. Czytanie to nie wypytywanie.
- Proszę o rozwiązanie umowy w trybie porozumienia stron.
- Co ty na to?
- A co ty na to? Kiedy to przyniosła?
- Jakąś godzinę temu. Poprosiłam, żeby poczekała aż przyjdziesz.
- Gdzie jest?
- Teoretycznie siedzi w barku.
- Czyli mam z nią pogadać?
- Taka jest logika tej całej, jakby to powiedzieć, afery rozporkowej. Idź pogadaj, zdecyduj, co nie postanowisz, to jestem za. Sama za to przejdę się do sklepiku, opierdolę Cycatki, na wszelki wypadek obie, że nie umiały piczek na kłódkę trzymać.
- Nie Kasiu. Nigdzie nie idź, ja cię bardzo, bardzo ładnie proszę, nie rób tego. Być może to nie one się rozpruły, poza tym to nie ma żadnego sensu. Plotki to są tylko plotki, nie trzeba ich polewać benzyną, ani napalmem o poranku.
Mówiąc to Mala wstała, wyszła z kanciapy i ruszyła do klubowego barku. Gdy tam weszła na jej widok poderwała się od stolika dość atrakcyjna blondynka wiekowo bliska Kaśce tak na oko. Turbina uśmiechnęła się do niej, wykonała uspokajający gest dłonią, zaś gdy podeszła bliżej położyła na blacie kartkę z podaniem, po czym dosiadając się zagaiła jakby z marszu:
- Od razu, żeby nie było. Nic do ciebie nie mam. Przecież to nie ty mi sprawiłaś ból. Świetnie pracujesz, jestem z ciebie zadowolona, szefostwo zadowolone, nikt nie narzeka, wszystko hula jak należy. Tylko powiedz mi jedno. Czy to wczoraj to było tylko wczoraj, czy już coś było wcześniej? Tak skrótowo mi tylko to opowiedz, bez żadnych detali fabularnych.
- To się zaczęło jakoś na początku zeszłego tygodnia. Było raz tu, raz w jego aucie, w weekend u niego w domu, w środę w hotelu...
- Dobrze, wystarczy. To teraz zrobimy tak...
Mala wyjęła telefon.
- Ty sobie czegoś uważnie posłuchasz, a ja podejdę do bufetu po jakąś kanapkę, czy coś tam. Bez śniadania dziś jestem, wreszcie coś bym zjadła.
Podała dziewczynie telefon i odeszła. Gdy wróciła po jakichś kilku minutach, kobieta siedząca przy stoliku oddała jej aparat. Patrząc na nią niepewnie spytała:
- Ten, jak to on nazwał zwykły szlauch, to niby znaczy ja?
- To ty mi to powiedz. Ale z kontekstu sytuacji wynika, że...
Mala zawiesiła głos na chwilę, po czym dokończyła:
- Co teraz? Masz jakiś pomysł?
Blondynka sięgnęła po kartkę leżącą na stoliku, zdecydowanym ruchem przedarła ją na pół, potem jeszcze na pół i spytała:
- Mam się iść przebierać?
- Chcesz robić w tej kiecce? Trochę chyba niewygodnie i szkoda ciucha. Aha, tu masz kluczyk od swojej szafki. Zostawiłaś w biurze szefowej. Umówmy się, że przez nieuwagę.
Gdy Mala wróciła do wspomnianego biura Kaśka ślęcząca nad laptopem mruknęła tylko nie podnosząc wzroku:
- I jaka puenta?
- Taka.
Mówiąc to Turbina wrzuciła do niszczarki podartą kartkę.
- Aha. To teraz ja już mam tylko ból głowy.
- Jak to tylko ty?
- Bo ja z tym fajfusem mam przecież relacje służbowe, biznesowe. Nasz klub i ta jego federacja, czy jak to tam nazwać procedujemy parę dilów, parę transakcji. Nie mogę strzelać fochów na temat pukania się, do tego jeszcze nie mojego.
- Ależ Kasiczko siostrzyczko moja. Chyba nie robisz przymiarki do stworzenia problemu z niczego? To by do ciebie nie pasowało. Przecież to tylko praca, biznes. Nic osobistego.
Mala liznęła szybko Maczetę po policzku i wyszła z kanciapy.

01 sierpnia 2025

JAK WSZYSTKO ZJEBAĆ WSADZAJĄC GDZIE NIE TRZEBA

Tego czwartku w Pleciudze jako pierwsza zjawiła się Kaśka, potem Malina. Maczeta od razu wyjęła telefon i pokazała Lalce.
- Poznajesz?
- Po samej dupie raczej nie.
- Czekaj, zaraz się przekonfigurują. Teraz...
- O kurwa. Grubo. A ta panienka to kto?
- To jedna z personelu technicznego klubu. Podwładna Mali.
- Aha... Kto to robił? Ten filmik.
- Jedna z Cycatek, znasz, pracuje w sklepiku. Byli tak zajęci, że jej nawet nie zauważyli. A filmik przysłała mi.
- Co oglądacie?
Kaśka bez słowa pokazała telefon właśnie przybyłym Anicie i Roxy. Ruda rzuciła okiem i zaśmiała dyskretnie:
- Tak. Z filmów dla dorosłych nigdy się nie wyrasta. Prawidłowo, człowiek powinien się edukować całe życie.
- To nie materiał edukacyjny, tylko dowodowy.
- Jak to?
- Przyjrzyj się aktorom spektaklu.
- Panienki chyba nie znam, ale jego... Ja pierdolę!
Telefon przejęła Anita:
- Wygląda na to, że wsadził gdzie nie trzeba. Ale może poczekajmy na Młodą. Bo rozumiem Kasiu, że chcesz jej to pokazać.
- Pewnie.
Po kilku minutach pojawiła się Mala. Roxy wystartowała od razu:
- Turbinko, mam takie mało taktowne, osobiste pytanie...
- Wal. Prawdziwe psiapsie mówią sobie wszystko.
- Tak, wiem. To powiedz mi kochanie moje śliczne, czy wy macie ze swoim Mirkiem układ na wyłączność?
- Jaką wyłączność? O co chodzi?
- Pakt na wyłączność to jest centralnie wtedy, jeśli on pieprzy się tylko z tobą, a ty pieprzysz się tylko z nim. O to chodzi.
- Aha. To mamy. Jak chyba większość par na świecie. Czasem sobie tylko żartujemy na temat, że bzyka ukradkiem te swoje ringowe panienki na wyjazdach na gale. Ale to tylko takie śmiechy.
- Żartujemy mówisz? To zrób sobie test na poczucie humoru.
Kaśka wcisnęła Mali telefon do ręki.
- Kurde, to u nas w klubie? Kiedy to było robione?
- Dziś. Ty rajdowałaś wtedy po hurtowniach po zajzajery do kibli.
Malina spytała uzupełniająco:
- Co chcesz z tym zrobić?
- Na razie popatrzeć, pooglądać.
Trochę trwało to oglądanie, Mala wciąż przewijała filmik od początku. Zaś na jej ślicznej, jak zwykle rozradowanej buzi powoli znikało to rozradowanie, za to z oczu zaczęły ciec łzy. Reszta czarownic patrzyła na nią bez słowa, tylko Anita niezauważona przez nikogo cyknęła jej dyskretnie fotkę telefonem. Mala położyła wreszcie telefon i zaniosła się szlochem. Siedząca obok Malina podsunęła się krzesełkiem i przytuliła ją do siebie. Roxy wyjęła ze swojej torebki plik chusteczek, zaś Nita sięgnęła po kaśkowy telefon pytając:
- Mogę to sobie zgrać?
Kaśka tylko kiwnęła potakująco głową. Za to Turbi nagle się wyprostowała, zużyła podane jej przez Rudą chusteczki i spytała:
- Lalka, pomożesz mi? Ja cię tak bardzo, bardzo...
- Nie musisz prosić. Powiedz co mam zrobić?
- Pojedziemy do mnie, znaczy do Mirka. Nie zmieszczę wszystkich rzeczy na motor, ale zmieszczę do twojego auta.
- Kiedy jedziemy?
- Już.
- Zaraz, chwila!
Anita powstrzymała wstające i spytała:
- Gdzie jest teraz Mirek? W domu?
- Nie. Powinien być jeszcze w tym swoim biurze. Byłaś tam ze mną jakoś niedawno, wiesz, gdzie to jest. To niedaleko stosunkowo, parę przecznic.
Anita spojrzała na Roxy, która wstała i oświadczyła:
- No, to my też się zbieramy.
Już po chwili przy stoliku siedziała tylko Kaśka, która zwróciła się do akurat świeżo przybyłej kelnerki:
- Wygląda na to, że dziś sama się tej kawy napiję.
Potem sięgnęła po telefon i patrząc na wyświetlacz mruknęła do siebie gdy kelnerka poszła po tą kawę:
- Głupi, jebany chuj. Przecież drugiej takiej dupy jak Młoda to on nigdy, nigdzie nie znajdzie.
Malina i Mala podjechawszy na parking 
pod apartamentowcem Mirka udały się na górę, aby zrealizować plan wyprowadzki młodej czarownicy. Lalka spytała w międzyczasie:
- Co chcesz zrobić z tą jego... No wiesz... Kochanką? Tak to sobie nazwę oldskulowo. A może szonicą?
- Nic. Dobrze pracuje, nie mam jej nic do zarzucenia. A personel zakazu pukania się w klubie nie ma, dopóki robota jest porządnie robiona. Nawet słowa z nią nie zamienię o tej całej sprawie.
Zaś gdy już zawiozły wszystko do mieszkania Mali, ta jeszcze ją bardzo, bardzo ładnie poprosiła:
- Zejdź na dół i kup mi szampana, takiego dziecinnego, bez woltów. Sobie kup co chcesz, dam ci kartę. Pobędziesz potem trochę ze mną? Bo chcę ci się porządnie wyryczeć. No, już się zaczyna...
Za to Anita i Roxy podjechały pod biuro Fight Show Polska, ale jeszcze po drodze Ruda zajrzała do jakiejś sieciówki, gdzie kupiła dwa duże plastikowe pojemniki różnych dressingów. Gdy wysiadły ze swoich aut Nita cofnęła się jeszcze do bagażnika, skąd wyjęła jakąś torbę, którą zarzuciła na ramię. Rzuciły okiem na tablicę wiszącą w hallu biurowca i ruszyły do wind. Wreszcie dotarły.
- To tu.
- To chodźmy.
Za biurkiem siedziała jakaś kobieta, zapewne sekretarka:
- Dzień dobry. Szukamy pana Orskiego.
- Właśnie ma spotkanie.
- Tam?
- Tam, ale tam teraz...
Roxy zmroziła kobietę wzrokiem i zakomenderowała:
- Siedź spokojnie na polikach i dalej oglądaj reklamy majtek.
Czarownice weszły do pomieszczenia, w którym kilka osób głośno o czymś dyskutowało. Na ich widok zapadła nagle cisza. Nie wyglądały na dostawczynie pizzy, ani na aspirantki do pracy jako ring dupy. Anita oświadczyła:
- To nie jest napad, ale lepiej niech nikt się nie rusza.
- Ja im pomogę.
Roxy machnęła dłonią i syknęła hisslangiem zaklęcie uroku numer ileśtam, który tak działał, że choć obiekty były całkiem przytomne, to faktycznie mocno unieruchomione.
- Mireczku, idziemy do ciebie.
Gdy stanęły przy Orskim Anita warknęła:
- Góra! No, wstawaj. Hopkihopki złamasie.
Gdy mężczyzna podniósł się z krzesła, Roxy odstawiła ów mebel, po czym przywarła całą sobą do pleców mężczyzny. Objęła go ramionami przesuwając dłonie od torsu po okolice rozporka. Tymczasem Anita podsunęła mu pod nos telefon.
- No? Dobrze było, co? To teraz spójrz na to.
Szybko przesunęła palcem po wyświetlaczu.
- To nie jest orgazmiczny płacz ze szczęścia dupku.
Czarownica usiadła wprost naprzeciwko niego na stole konferencyjnym w bardzo zresztą nieeleganckiej pozie dając światu niepolityczny prospekt. I wzięła głęboki oddech.
- Pamiętasz naszą rozmowę jakiś ponad miesiąc temu. Miałeś niczego nie sknocić, ale ty wybrałeś karierę idioty, wsadziłeś gdzie nie trzeba i spierdoliłeś wszystko głupi gnoju. Ruda, rób swoje.
Roxy szybko rozpięła Mirkowi spodnie i opuściła mu je do kolan.
- W grochy? To jeszcze modne? Mój chłop nosi w słoniki.
Pochyliła się i pociągnęła nosem.
- Fu, brudas z ciebie. Siusiaka porządnie nie umyłeś po porannym ruchanku w Oktagonie.
Mirkowe bokserki również opadły spotykając się ze spodniami. Roxy sięgnęła do leżącej obok siatki wyjmując z niej kupione pojemniki. Jeden sos wylała cały mężczyźnie na głowę, drugi do opuszczonych galotów.
- Właściwie to powinna być płynna kupa, ale w sklepie nie mieli, poza tym takie nieestetyczne by było. Do tego pleonazmatyczne: kupę krasić kupą.
Przemowę zakończyła solidnym kuksańcem w rejon prawnie zakazany podczas sportowych walk na ringu.
- Muka! Kaśka zrobiłaby to lepiej, ale na ciebie i tyle styka.
- Dobrze, to teraz ja.
Anita wstała ze stołu, schowała do torebki telefon, obciągnęła spódnicę na pupie, po czym zdjęła z ramienia przyniesiony bagaż. Nie wyjmując zawartości torby zamachnęła się nią waląc Mirka po głowie. Ten osunął się na podłogę, zaś Roxy wyjęła Nicie z ręki ową torbę. Nie zaglądając do środka obmacała zawartość tejże torby i spojrzała na czarociółkę z mocno zdziwioną miną:
- Patelnią?
- No. Wczoraj robiliśmy grubsze zakupy i Borek zapomniał wyjąć wszystkiego z auta po powrocie. To teraz było jak znalazł. Idziemy.
Już w drzwiach Roxy syknęła hisslangiem zaklęcie odkręcające urok. Zaś Nita dodała na koniec już po ludzku:
- Nic mu nie będzie, zaraz się ocknie. Niech się cieszy, że minęły czasy starożytnich Słowian. To by było dopiero uciechy.
Gdy jechały windą Ruda spytała:
- Co by było za czasów Słowian?
- Przybiliby mu mosznę gwoździami do tego stołu.
- To oni mieli już takie stoły?
Obie wiedźmy wybuchły okrutnym śmiechem.