17 czerwca 2021

Samość niesamotna i samotność niesama

Czasem się zdarza, że po latach spotykają się dawne, lubiejące się zresztą kiedyś psiapsióły ze studiów, czy skądś tam inąd:
- Cześć, to ty?
- Nie, nożyczki.

Śmiech, niedźwiedź dopełniający ryt powitalny, zaś po krótkim blabla marsz do najbliższej kafejki. Tam dalej blabla, wreszcie pada pytanie:
- Masz kogoś?
- Męża.
- No, coś ty? Dawno?
- Jakieś cztery lata. A ty?
- Co ja?
- Masz kogoś?
- Miałam chłopa, miałam dziewczynę, teraz od dwóch lat singluję.
- Czyli sama jesteś? To okropne.
- Wcale nie jestem sama bynajmniej - przynajmniej, mam przecież siostrę, kumpli, kumpele, czasem się z kimś bzyknę dla sportu, a tak w ogóle to na deficyt życia towarzyskiego nie narzekam.
- Spotykasz jeszcze kogoś ze starej załogi?
- Czasem, a nawet często Cewkę, mieszka niedaleko mnie.
- Cewkę? Tą grubą?
- Jaką grubą? Ty wiesz jaka laska się z niej zrobiła? Dieta, ćwiczenia, istny cukierek. Nawet ciąża nie zepsuła jej figury.
- Ciąża? A donosiła, ma bobo?
- Dokładnie. Trochę miała pecha. Podwójnego zresztą.
- Znaczy bliźniaki?
- Nie, nie w tym sensie. Po prostu koleś okazał się dupkiem.
- To znaczy?
- Przerżnął ją nadzwyczaj skutecznie, po czym zniknął.
- To słabo. Nie mogła usunąć?
- Zwariowałaś? Zabić życie nienarodzone?
- Co ty za bzdury opowiadasz? Co jest z tobą?
- Przecież żartuję. Cewka jest normalna, nie w głowie jej te antyczojsowe bzdety. Ona po prostu naprawdę chciała mieć to dziecko. Stać ją, trafiła świetną robotę, dobrze zarabia. Ściga tego gamonia na kasę, ale wyjechał gdzieś, szukaj wiatru w polu.
- Tiaaa... Samotna matka.
- Właśnie nie samotna. Ja wiem, tak się oficjalnie mówi, błędnie zresztą. Ale Cewka na pewno samotna wcale nie jest. Córcią się zajmuje jak należy, ale towarzysko też się udziela.
- Ma kogoś?
- Nie. Ale cipa jej pajęczyną nie zarosła.
- Rozumiem.
- Dobra, ale ty coś opowiedz o tym swoim gamoniu. Bejbi jakieś macie?
- Nie, nie ma pośpiechu.
- A on, jaki jest?
- Oj tam, nic ciekawego.
- Coś tak posmutniała nagle?
- Bo widzisz... Trochę się wpierdoliłam z tym ślubem.
- Coś nie tak z nim? Pije, bije, słabo bzyka, kasy żałuje?
- Bez przesady, aż tak tragicznie nie jest. Tylko wiesz...
- No, co jest?
- Na początku było nawet super. Ale szybko się coś zjebało. Niby jesteśmy ze sobą, ale tak jakoś obok siebie. On w ogóle ze mną nie gada.
- Jak to nie gada? Wcale?
- Nie, nie tak. Gadane to on ma, bardzo fajne zresztą.
- To w czym problem?
- Bo to jest takie, jakby ci to powiedzieć... Powierzchowne.
- Powierzchowne?
- Bo gadamy tylko pierdołach, ale tak na poważnie to...
- Chyba zaczynam trybić, o co chodzi.
- To jest bardzo dziwne, niby nie jestem sama, ale jestem samotna.
- Chcesz o tym porozmawiać?

W tym to momencie ustawmy parawan dyskrecji, niechaj dalszy dialog psiapsiółek pozostanie ich tajemnicą. Nie jest tematem tego posta analiza problemu, typowego zresztą dla wielu par, którym zachciało się za szybko rejestrować swój związek. Skupmy się na pewnym niuansie, można by rzec figlu, który płata kod komunikacji zwany "polska mowa ojczysta", zaś jego efektem jest pewne pomieszanie pojęć. Spróbujmy tedy chociaż na chwilę wyprostować sytuację. A więc:
Singiel(ka) = osoba nie będąca w związku. Tylko tyle. Nie wiedzieć czemu komuś się ubzdurało, że ta osoba jest sama, do tego jeszcze samotna. Co prawda czasem tak bywa, ale zwykle niekoniecznie. Człowiek singlujący może mieć jak najbardziej bogate, satysfakcjonujące życie towarzyskie, tudzież erotyczne na dodatek. Skąd się wzięło przekonanie, że singlowanie równa się samotność to wyjaśnimy sobie na końcu.
Dygresja: Do dyskusji jest, ale to już nie tutaj, czy układ zwany "fuckin' friends" to już związek, czy po prostu taka umowa dwóch osób ze statusem "singiel". Koniec dygresji.
Samość = nie ma takiego słowa w języku polskim, przynajmniej nie ma go w powszechnym uzusie, zwykle mówi się, że ktoś jest sam. Czyli nie ma rodziny, przynajmniej takiej, z którą ma zażyłe relacje, nie ma bliższych znajomych, nie ma też partnera życiowego. To wyczerpuje temat. "Być sam(a)" to tylko opis fizycznej sytuacji danej osoby, nie niesie on ze sobą żadnej informacji, jak ta osoba ze swoją "samością" się czuje.
Samotność = oznacza stan umysłu, złe samopoczucie powodowane swoją samością. Ale niekoniecznie. Bohaterka dialogu powyżej nie jest sama, mimo to jednak jest samotna. Czyli samotność może też wywołać brak odpowiedniego kontaktu z teoretycznie bliską osobą. Tak, czy owak jest to takie samo cierpienie i jeśli ktoś mówi "jestem samotna/y, ale dobrze jest mi z tym", to jest to bzdura, zdanie samosprzeczne, oxymoron. Chyba, że ów ktoś sobie żartuje lub nie zna znaczenia słowa "samotność", albo jest masochistą. Ci ostatni mają pewne pojęcia przestawione do góry kołami.
Wyjaśnienie błędu językowego "samość = samotność" jest dość proste. Większość ludzi to zwierzęta towarzyskie, zaś prymitywniejsze mentalnie wręcz stadne. Źle się czują, gdy są same. Zaś ich przekonanie, że człowiek sam musi być samotny to po prostu projekcja ich umysłu. Skoro oni marnie się czują sami, to wydaje im się, że każdy ma tak samo. Podobnie też bywa z pojęciem "singiel". Wiele osób tak ma, że chcą być w związku. Bez związku jest im słabo, tedy mają ciśnienie na ten związek gdy w nim nie są. Zaś singli postrzegają jako ludzi nieszczęśliwych, samotnych. Trochę mają racji, gdyż nieraz jest się singlem z konieczności, jako wynik pewnego splotu okoliczności, czasem sami sobie są winni, czasem po prostu mają pecha, ale to akurat jest nieistotne. Jest jednak całą rzesza singli z wyboru, którzy nie chcą się z nikim wiązać. Ta niechęć może być chwilowa, na zasadzie "jeszcze nie teraz", może też być utrwalona na stałe. Jakby jednak nie było, to stwierdzenie, że są samotni jest czystym nonsensem.
Wróćmy na koniec do owej "samotnej matki", czasem też ojca. To prawda, że uzus jest taki, iż każdą kobietę bez partnera wychowującą dziecko nazywa się "samotną". Jest to archaizm, relikt z czasów, gdy takim matkom przeważnie lekko nie było. Tymczasem obecnie jest tak, że samotna matka wcale nie musi być samotna, bywają takie, które się świetnie bawią swoją sytuacją i nie chcą jej zmieniać. Przynajmniej na razie. Co prawda nic nie jest trwałe na świecie, więc taka matka może się poczuć źle ze swoją sytuacją i stać się samotną, ale nie musi. Tak więc określenie "samotna matka" lub "samotny ojciec" jest czysto umowne, nie można go brać dosłownie. Ale taki jest już ten język polski, gdzie słowa niekoniecznie znaczą to, co mają znaczyć w swojej istocie.
To jest do pewnych granic do przyjęcia, uzus to uzus, ciężko z nim wygrać. Gorzej jest, gdy pewni ludzie świadomie wykręcają znaczenie słów, co można zaobserwować obecnie, gdzie klika rządząca plus ich lemingi robią to wręcz na chama tworząc kolejną nowomowę. Ale to już jest temat na osobną dyskusję. Bulba.

106 komentarzy:

  1. Bardzo otwarta taka rozmowa. Niejedna moja znajoma nie-singielka-ale-samotna w życiu Warszawy nie poszłaby w tę stronę, raczej byłby to monolog, że jej facet to matoł, ale wiadomo, wszyscy faceci to matoły, bo tylko kobiety są błyskotliwe.

    Byłam singielką niesamotną, byłam samotną w związku, teraz jestem w związku i niesamotna jednocześnie. Aktualnie ta ostatnia wersja odpowiada mi najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogolnie, chyba sie jednak nie znam na kobietach, kobiety tak ze soba nie gadaja.
      Tekst w stylu :"Ale cipa jej pajęczyną nie zarosła." raczej nie do pomyslenia wobec dawno niewidzianej kolezanki. Panie musialy by sie przed takowa rozmowa piwa duzo opic:))
      Przy pierwszej rozmowie przy dawno niewidzianej znajomej ze studiow to sie odgrywa boginie sukcesu. A nie marudzi ze maz zdardza , dzieci nie sluchaja, nie ma z km pogadac....

      Usuń
    2. moje "znanie się" na kobietach jest jak kot Schrodingera: jest i go nie ma jednocześnie... co prawda na babskich combrach nie bywałem /z definicji: bo wtedy nie byłby już babski/, ale z wielu obserwacji i przekazów wiem, że powyższy dialog, mimo że nieco podrasowany stylizacyjnie, jest dość prawdopodobny, włącznie z fragmentem, na który zwróciła uwagę Ania, akurat został kiedyś podsłuchany żywcem...

      Usuń
  2. Opowiadanko postrzegam jako przykład wyjścia naprzeciw stereotypom, chociaż mam wrażenie, że w tej formie generuje ono kolejne stereotypy... :)

    Człowiek singlujący może mieć jak najbardziej bogate, satysfakcjonujące życie towarzyskie, dopóki się nie zużyje. Potem nadrabia posiadaniem kasy, o ile ją ma. A potem jest na ogół w dupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo jestem ciekaw tych kolejnych stereotypów, jakież to one mogły by być, bo naprawdę nie mam na to pomysłu...
      ...
      nie do końca tak z tym "jest w dupie"... pamiętajmy, że w miarę wieku stopniowo obniża się zapotrzebowanie na życie towarzyskie /tudzież erotyczne/, jest to naturalny, uwarunkowany biologicznie proces, tak więc coraz mniej trzeba, aby to życie było satysfakcjonujące, za to coraz większe jest zapotrzebowanie na święty spokój, najchętniej samej/mu... to oczywiście jest reguła statystyczna jedynie, nie każdy tak ma, zaś w dupie są jedynie wyjątki, które nie potrafią przyjąć tych zmian i po prostu żyć z nimi...

      Usuń
    2. No jak to jakie. :) Szczęśliwa singielka, vs niezadowolona z życia mężatka. Albo samotna matka z dzieckiem, która i tak urodziła z łaski, bo miała dobrą sytuację finansową i mogła se pozwolić. Ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby usunęła, bo żadne anticzoisowe bzdury jej nie w głowie. Postęp panie pełnym ryjem i nowoczesne myślenie. To wtłacza te postacie w wąskie ramy modnej obecnie narracji, którą nazywasz błędnie wolnościową. Błędnie, bo to prowadzi do innego rodzaju zniewolenia, ale niestety tak już jest, że jak przekręcamy wajchę to do oporu... :)

      Mylę, że potrzeba bliskości jest ważna w każdym wieku, nieprawdą jest, że spokój i najchętniej samemu. Znam z racji zajęcia bardzo dużo osób starszych - nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby odpowiadała im samotność, czy bycie samemu.

      Usuń
    3. Jest takie zjawisko zwane sieroctwo starych. Kazdy potrzebuje kogos bliskiego. Stary czlowiek nie musi miec multum towarzycha, wyszukanych rozrywek i nocnych balang, ale potrzebuje kregu ludzi mu bliskich. Na starosc nie zawiera sie juz raczej nowych znajomosci- ma sie wyrobione swoje, sprawdzone, z wczesniejszego okresu. Niech to bedzie jedna sprawdzona kolezanka, dziecko i dobry sasiad i jest juz niezle. Jest ktos kto sie starym czlowiekiem intetesuje. Jest do kogo gebe otworzyć. Jezeli dziecie jest daleko, z sasiadami nie ma sie zbytniego kontaktu, kolezanek brak- odwiedza sie je na cmentarzach. To wtedy jest naprawde zle. Dochodzi do sytuacji poteznego osamotnienia, do przezywania sieroctwa.
      Te wszystkie kluby dla seniorow, starsze panie spotykajace sie na brydza, umiejetnosc poslugiwanua sie kompem... moze pomoc.

      Usuń
    4. @Radku...
      "urodziła z łaski"?... zastanawiam się z łaski dla kogo, bo przecież nie dla dziecka, które jeszcze nie istniało w chwili podjęcia decyzji, ani dla jakiegoś kolesia, który dał dyla i ma wyrąbane na całą sprawę... a z tą sytuacją finansową, to zwróćmy uwagę, że to jest tylko interpretacja owej "szczęśliwej" singielki, aczkolwiek nie można wykluczyć, iż oparta na danych z pierwszej ręki, skoro te kobitki "nawet często" się spotykają...
      ...
      pochlebia mi stwierdzenie, jakoby miniaturka literacka na niszowym blogu miała moc sprawczą kreowania stereotypu, ale sam w to nie wierzę i nawet do głowy mi nie przyszło podczas pisania :)

      @Ania...
      zgoda, redukcja potrzeb bliskiego kontaktu z innymi rzadko sprowadza się do zera i jeśli te kontakty zanikną całkiem, to może wystąpić owo "sieroctwo", ale ono może dotknąć każdego, bez względu na to, czy był wcześniej w jakimś związku, czy był zatwardziałym singlem...

      Usuń
    5. Tak z łaski. Przynajmniej ja tak rozumiem to w kontekście do następnego zdania, że przecież ją stać, bo trafiła dobrą robotę. Czyli bez dobrej roboty dziecko out? Rodzenie go byłoby irracjonalne?

      Nakreślanie stereotypu, a moc jego tworzenia w jakiejś przestrzeni to różnica, więc chyba przedwcześnie sobie schlebiasz. :) Ale nie martw się, coś takiego powstaje bez Twojego udziału.

      Usuń
    6. Pkanalia.

      Chodzi o to, ze na starosc przestajemy ludzi mlodych, preznych, zaganianych zyciem codziennym interesowac. Kiedys popularny swego czasu na blogach Casanova napisal, ze po piecdziesiatce czlowiek znika, jest niezauwazalny. Powoli schodzi w strone cienia, zapomnienia...
      Wczesniejsze szumne zycie towarzyskie nie gwarantuje, ze owej samotnosci na starosc nie zaznamy, bo jak to w zyciu towarzyskim - bylo i nie ma. Mozna nie wyrobic sobie znaczacych powiazan emocjonalnych. Takie powiazania tworzy sie latami. Najdogodniejsza ku temu jest rodzina, ale trzeba umiec nad realcjami w rodzinie tez pracowac, bo i tutaj wiele mozna sperdzielic.
      Stara, bezdzietna ciotka , ktora trzeba "dochowac" jest ciezarem, a jak jeszcze jej cos dolega to wybacz. Dzieci z reguly maja jakichs tam rodzicow ( prosze nie czytac, ze z reguly takich do bani) i to ich trzeba w pierwszej kolejnosci ogarnac. Czasu, zapalu i checi nie starcza na bieganie wokol starego bezdzietnego wujka, kuzyna cioci...
      Pewnie, ze zycie moze ulozyc sie roznie. Moze byc i tak, ze stara singielka dorobi sie takiej kasiory, ze stac ja bedzie na oplacenie pomocy i towarzystwa. Moze tez tak pracowac nad soba iz bedzie do ostatnich swych dni niezalezna fizycznie, umyslowo ( choc tutaj roznie bywa), finansowo- nie bedzie potrzebowala nikogo. Z reguly jednak zycie na starosc bywa stromniejsze kiedy o srodki chodzi. Rodzina, bliscy z ktorymi przybywalo sie latami , ktos komu na nas zalezy sa niezbedni.
      A niestety dla mnie blizsza jest wlasna matka niz bezdzietny wujek ( brat matki). I gdyby doszlo do sytuacji, ze on nie moze i trzeba sie nim zajac powstalby niezly problem.
      Chce tylko powiedziec, ze ta staromodna rodzina na starosc jest jednak jako takim gwarantem, ze jakby co to nie jestem totalne sam.

      Usuń
    7. @Radku...
      tak na dobrą sprawę, to donoszenie ciąży i urodzenie dziecka bez odpowiedniego zaplecza, warunków ku temu jest irracjonalne... tylko nie wiem, czy jest sens to roztrząsać w obecnej polskiej sytuacji, która jest irracjonalna do kwadratu, gdzie mnóstwo kobiet ma tylko same irracjonalne decyzje do wyboru...
      wróćmy więc do Cewki... przypomnę, że widzimy ją oczami jej koleżanki, która widać od niej samej wie, że "po prostu naprawdę chciała mieć to dziecko"... dopiero w następny zdaniu jest mowa o sytuacji finansowej Cewki i tu koleżanka kwituje krótko "są dutki, nie ma problemu"... tak więc o czym tu gadać?...
      natomiast ciekawa byłaby sytuacja, gdyby Cewka wykonała (irracjonalną) decyzję nie mając tych dutków /chodzi o dłuższy dystans, a nie o dutki na zabieg/... tu należy zwrócić uwagę, że są kobiety, które takie decyzje podejmują, nie ze względu na chorą ideologię "anti choice", tylko właśnie dlatego, że "po prostu naprawdę chcą mieć to dziecko"... czy owa koleżanka skrytykowała by wtedy Cewkę za irracjonalną decyzję, czy też jako również kobieta, niekoniecznie zawsze racjonalna, zrozumiała by jej wybór?... na to pytanie już odpowiedzi nie ma, można jedynie zgadywać opierając się na wyniku rzutu monetą...

      Usuń
    8. Kultura opierająca się na usuwaniu zdrowego płodu, też jest w pewnym sensie irracjonalna. Bywały takie czasy, że takie myślenie spowodowałoby całkowite wyginięcie ludzkości, bo przecież nie było zaplecza i faktycznie obecna polska sytuacja guzik ma do tego.
      Uzależnienie chcenia dziecka od dutków, jest podejściem dehumanizacyjnym, więc jest o czym gadać, nawet jeżeli całkowicie odsuniemy na bok kwestię dostępności aborcji. Ale to typowe podejście neomarksistowskie, uprzedmiotowienie pewnych aspektów, żeby ich techniczna likwidacja nie budziła wątpliwości, ani jakichś broń panie nieboże skrupułów. :)


      Usuń
    9. @Ania...
      rodzinę w sensie krewnych typu "mama, tata, wujek, siostra, tacy, czy inni kuzyni, etc" ma w zasadzie prawie każdy i nie ma na to wpływu, może mieć tylko wpływ na relacje z nimi...
      za to rodzinę w sensie partnerkę/partnera i ewentualne dzieci z tego związku ma się już z wyboru, zaś alternatywą jest właśnie singlowanie... pomijając rzecz jasna singli z konieczności, którzy "chcieliby", ale "nikt ich nie chce"... tak więc nie mieszałbym za bardzo tych tematów...
      nie można jednak zaprzeczyć, że rodzina w obu znaczeniach tego słowa może być pewną wartością w czasach starości, ale czy jest gwarantem "niesamości" w tym wieku to już jest mocno do polemiki, nie ma żadnych reguł w tym temacie, każdy przypadek jest inny, indywidualny...

      @Radku...
      podejście "neomarksistowskie"... to już lepszej armaty w arsenale chwytów demagogicznych nie było do dyspozycji?... LOL...
      zresztą nazywaj to sobie, jak chcesz, ja tam nie widzę nic patologicznego w tym, że kobieta /plus jej ewentualny partner/ chce mieć dziecko, ale pod warunkiem, że jak już się ono pojawi w chwili urodzenia, to chce mu zapewnić jakieś w miarę sensowne życie przynajmniej na starcie... co więcej, to teraz ja pojadę nieco demagogicznie i dodam, że wyrodna to taka (przyszła) matka, której jest obojętny los jej przyszłego dziecka...

      Usuń
    10. A co, moze bon-moty typu antichoice mają za mały rozmach ideologiczny? LOL?

      Chwała Ci za to. Ale pożyteczni idioci tacy jak antynataliści istnieją na tym świecie. Nie wiem który to nawoływał żeby Europejczycy ogrniczyli narodziny i zwolnili miejsce dla emigrantów, u których klasyczny patriarchalny model rodziny ma się nader dobrze... :)

      Usuń
    11. coś słyszałem o tych antynatalistach proimigranckich, ponoć faktycznie istnieje takie zjawisko, ponoć wręcz "masooowe"/żart :)/, ale utożsamianie ich z ludźmi mającymi zdroworozsądkowe podejście do kwestii "kiedy się rozmnażać" to zaiste grube nadużycie...

      Usuń
    12. " (rodzina) ale czy jest gwarantem "niesamości" "
      Niesamosc to pewna wartosc duszy ( psyche, duchowosci)... o tym juz gadales/gadalismy. Taka cecha osobowosci, poszukiwania w sobie i czucia sie samemu z soba swietnie. Nie wazne w jakim zewnetrznym stanie sie skurat przebywa ( rodzina, singlowanie tudziez inne konfiguracje).

      Usuń
    13. odwrotnie: (nie)samość to stan fizyczny, a (nie)samotność to stan duszy, o tym właśnie pisałem, o rozróżnieniu tych pojęć...
      skoro to ustalone, to taki wujek lub ciotka /świeżo owdowiała/y lub singlująca/y od dawna/ może mieć jakąś rodzinę, typu rodzeństwo, kuzynostwo, etc, ale to wcale nie znaczy, że oni chcą z nim utrzymywać bliższe relacje... dlatego właśnie uznałem, że istnienie tej rodziny nie jest gwarantem...

      Usuń
    14. oczywiscie ze to nie zanczy ze w rodzinie chce sie ze wszystkimi utrzymawac blizsze relacje bo na relacje to sie tyra . Jezeli ktos leniuchuje to z czsem odbiera zaplate w postaci pochrzanionych owych relacji. Sa tez ludzie , nawet w rodzinach, nie nadajacy na tych samych falach. I z budowaniem ze soba wiezi im nie po drodze.

      To moze inaczej to ujme. Obsranego wujka nie bede myla, matke nawet niech to bedzie poczucie obowiazku - bede.
      Wiesz moja matka ma troche takie podejscie o jakim ty piszesz, ze przeciez czesto gesto to ktos obcy okazuje sie bardziej pomocny niz rodzina i inne duperele. Problem w tym, ze ona ceni bardziej swoje sasiedztwo niz wlasne dzieci. Moge przyjechac do niej obladowana ( zaopatrzona w potrzebne jej rzeczy) jak wielblad. Narobic sie w jej chacie, doprowadzic ja do porzadku ( matka niedowidzi, wiec jak cos spadnie to ... czesto niech lezy az ktos przyjdzie i sie tym zajmnie) , nawozic do lekrzay ( a musi korzystac z wielu) i tak to nic! Ot nalezy sie. Ale ona ma przeciez SASIADKE, ktora wejdzie i zapyta sie: "Jak sie pani dzisiaj czuje". Pszczebiocze ciutke i ... o matko ty moja jakaz to dobra somsiadka! Skarb nie kobieta. Typowe zaburzenie w ppstrzeganiu spraw przez ludzi starych. Ktos fajnie zagada i jest super, a ci wokol, ktorzy sie przy takiej osobie musza narobic bywaja do bani. Oczywiscie owa sasiadka nigdy sie mojej matce nie sprzeciwia... z grzecznosci. My zas , jak to w rodzinie, mowimy jej to co uwazamy za sluszne. Czasami porzadzimy nia, a ona tego nie znosi- trudno , zeby pewne rzeczy usprawnic trzeba matka porzadzic. :))

      Matka tego nie widzi, ze ta sasiadka nie robi przy niec nic znaczacego, a robota to nasze dzialanie. Trudno- pomimo tego, ze niewdzieczna moja rodzicielka jest to nie zostawie jej, bo nie bede mogla spac nocami ( przyjmne nawet wersje, iz robie to dla wlasnego luksusu- niech bedzie)- to wlasnie te emocjonalne powiazanie- bede sie zamartwiala, czy moj rodzic ma sprzatniete, czy lekarstwa wykupione, czy zakatwila lekarza... sasiadki to nie obchodzi. Kazdy ma ( powinien miec) swoich ludzi do tego typu spraw. Za duzo zaangazowani kosztuje obrobienie starszego czlowieka. Nie jest to latwy chleb do zgryzienia. Bycie milym nie kosztuje wiele, ale bycie pomocnym - w tym przypadku trzeba miec wyrobione silne relacje.

      Usuń
    15. * przyjme wersje... chyba literowka

      Usuń
    16. Ja też coś słyszałem. Nie tylko o nich. :) Zastanawiam się natomiast jakie podejście do rozmnażania jest "zdroworązsądkowe". a jakie nie i czy mówisz to z punktu widzenia osoby, której dziecko jest potrzebne do szczęścia, czy nie.

      Po drugie zdajesz chyba sobie sprawę, że w XXI wieku nawet w Polsce, twierdzenie, że kogoś na dziecko nie stać, oprócz jakichś skrajnych przypadków ludzi zupełnie nieprzystosowanych (którzy o dziwo jakoś na ogół rodzą te dzieci, a nie usuwają) na ogół jest jedną z większych bredni, jaką można wymyśleć? A może nie zdajesz, bo argumentacja, którą serwujesz na ten temat jest straszne ograniczona, do pobudek egoistycznych, które szumnie nazywasz wolnościowymi.

      Usuń
    17. @Ania...
      fajnie, opowiadasz konkretny przypadek, a mnie w tym wszystkim interesuje, jakie znaczenia ma, czy ten wujek był zdeklarowanym singlem od dawna, czy dopiero niedawno owdowiał, zaś ewentualne dzieci się na niego wypięły... moim zdaniem to nie ma żadnego znaczenia...

      @Radku...
      ludzie autentycznie biedni istnieją, nie są to żadne skrajne przypadki i nie są to (przeważnie) ludzie "nieprzystosowani"... tak swoją drogą, to obecne państwo (polskie) wycięło im największy numer, bo ani nie stać ich na dziecko, ani nawet na usunięcie ciąży /i właśnie dlatego nie usuwają/... ale zostawmy na boku statystyki, zwłaszcza statystyki zabitych dzieci i usuniętych amatorsko płodów utopionych w kanałach, i statystyki powikłań u kobiet po takich zabiegach, bo tu pełnej prawdy nigdy nie poznamy... za to zasugerowałeś ciekawe (filozoficzne) pytanie, dla kogo człowiek się rozmnaża?... dla siebie?... ojej, jakież to egoistyczne... to może dla potomstwa, które zresztą wcale o to nie prosiło?... a może dla społeczeństwa, dla kraju, dla narodu?... to jest dopiero marksistowska /nawet nie "neo"/ odpowiedź :D

      Usuń
    18. Piotrze, ale po co mi tu takie rzeczy o wycinaniu numerów przez państwo, jakby ludzie biedni pojawili się z dnia na dzień. Jak rozumiem ludzie biedni nie powinni mieć dzieci, bo TY wiesz lepiej za nich czego im trzeba, żeby zachowali zdrowy rozsądek, a na poparcie swoich słów wyskakujesz od razu z czymś, co nie wynika wcale z biedy a z patologii. Bo ze statystyk Ci nie wyniknie czy powodem domowych aborcji i zabijania narodzonych dzieci była bezwarunkowo skrajna bieda, uniemożliwiająca wychowanie dzieci. Zresztą dziecko można pozostawić w innym miejscu niż kanał.

      Rozmnażanie ma szerszy kontekst niż społeczeństwo, kraj czy naród. Wieloaspektowy, tymczasem to co nazywasz "prochoice" spłaszcza go do jednego wymiaru - wyboru dokonywanego przez kobietę, która zaszła w ciążę. Żeby jej ułatwić wybór w razie wątpliwości bagatelizuje, wręcz unieważnia szersze znaczenie ciąży. I to jest w tym najgorsze, a nie to, czy ten zabieg będzie legalny czy nie.

      Co do proszenia się na świat, możesz poczekać - wcale nie tak długo i samemu spytać, czy ktoś chce żyć, czy żałuje że nie wykonano aborcji. To da się sprawdzić empirycznie. :)

      Usuń
    19. Kanalia

      Co ty z tym wujkiem?
      Wujek nie dazyl do dzieci... wisialo mu. Malo sie starali, aby temat opracowac i wyszlo, ze sa bez dzieci... A wujcio jak se podchmielil to czesto do mnie sie zwracal z pytaniem czy sie nim zajme na starosc:))
      Roznie odpowiadalam w zaleznosci od wieku i nazbieranych zyciowych doswiadczen.

      Usuń
    20. @Radku...
      źle rozumiesz, bo ja akurat nie jestem władny decydować za kogoś, czy stać go na dziecko, za to państwo /skupmy się na obecnym polskim/ akurat uzurpuje sobie takie prawo, aby decydować o tym, że człowiek "da radę (finansowo)" ogarnąć takie dziecko, czysty marksizm (znowu!) tu wyłazi...
      choć patologia może wyniknąć też i z nadmiaru dutków, to jednak w większości przypadków to bieda generuje patologię...
      ja tylko postuluję, aby to ludziom pozostawić decyzję, czy dadzą radę na podstawie ich własnego, subiektywnego oszacowania własnych zasobów, zaś pozbycie się ciąży, jeśli z tego szacunku wynika, że ewentualne przyszłe dziecko będzie miało marny żywot, uważam za na wskroś odpowiedzialną...
      tak tak, znam te gadki, że jest gdzie zostawić to dziecko po urodzeniu, tylko jest jeden szkopuł: każda ciąża to inwestycja we własne ciało i pewne ryzyko zdrowotne z nią związane... jeśli kobieta chce donosić i urodzić, to okay, to jest jej decyzja i jej ewentualny problem... ale jeśli państwo żąda od kobiety, aby donosiła niechcianą ciążę, to niech chociaż jej to jakoś zrekompensuje, bezpośrednio lub stworzy warunki do tego, np. prawne... tymczasem zaś prawo jest takie, że jeśli kobieta po urodzeniu odda dziecko do adopcji bezdzietnej parze i weźmie za to kasę, to leci za to "artykuł" za handel żywym towarem...

      Usuń
    21. I to jest kolejne przekłamanie z Twojej strony - państwo nie zmusza nikogo do wychowania dziecka, nawet jeśli przyjmiemy, że zmusza go do jego urodzenia.
      Patologię generuje bieda, brak edukacji, ale też nabyte poglądy.

      To co mówisz, to przecież czysty paradoks. Żaden człowiek, nie może w oparciu o "subiektywne oszacowanie własnych zasobów", jak to żeś pięknie nazwał, przewidzieć jaki żywot będzie miał człowiek, który się urodzi, więc taka decyzja niewiele ma wspólnego z odpowiedzialnością. Co najwyżej można założyć, że start będzie nieciekawy. Los nie jest przyznany nikomu w momencie narodzin.

      Skoro mowa o inwestycji w ciało i ryzyku, bo aborcja też je generuje, ale o tym uroczo się zapomina i nie mówi już tak głośno. Co do rekompensaty za donoszenie ciąży - jest to argument faktycznie rozsądny - ale tylko w przypadku faktycznego przymusu. A ja trochę chciałem obejść temat zakazu, w stronę innego traktowania samej ciąży i wykazania - że część tłumaczeń o powodach aborcji to wymówki.

      Usuń
    22. sorry, ale jeśli według Ciebie obecne prawo nie jest przymusem rodzenia, to "dobranoc Waćpanu" :)
      /skojarzyło mi się to z kwestią niejakiego Gołąbka z filmu "Pieniądze to nie wszystko", to szło tak:
      - W więzieniu jest wszystko, Jest ping-pong/...
      wymówka... a cóż to znaczy "wymówka" w przypadku przerywania ciąży?... co dla Ciebie jest wymówką, dla kobiety w ciąży może być bardzo ważnym powodem, który należy uszanować... ale tak to niestety jest, że część mężczyzn jest pozbawionych empatii w stosunku do kobiet i "wie lepiej", co jest dla nich lepsze...
      ale to jest małe miki... wiele kobiet nie ma empatii w stosunku do innych kobiet, ale tego "fenomenu" Ty mi już na pewno nie wyjaśnisz :)

      Usuń
    23. No dobranoc, albo przeczytaj jeszcze raz pierwsze zdanie, tym razem ze zrozumieniem.

      Owszem, może, ale tak się składa że nie musi. Dlatego uznałem, że nie w zakazie tkwi rozwiązanie problemu i jestem przeciwny próbą penalizowania kobiet, które to zrobiły. Nie mniej jednak obecna narracja w wielu przypadkach sprowadza się do szukania wymówek.

      Nie nie wyjaśnię. Ale tego, że niektóre kobiety nie mają na tyle empatii by urodzić dziecko, też mi nie wytłumaczysz...

      Usuń
    24. Dziwna jest ta Wasza dyskusja. Cos w niej gubicie. Przede wszystkim rodzenia nie da sie przeliczyc na kase. Stac mnie, nie stac mnie... na taka chlodna finansowa kalkulacje. U kobiet czesciej przewazaja emocje a nie zimny rachunek. Moze groszem nie smierdziec, moze miec nieciekawa sytuacje finansowa a tak pragnie dziecka, ze wlezie w to bez jakichkolwiek przeliczan. Albo pragnie faceta , ktory probuje sie od niej wykrecic wiec go w dziecko wmontowuje ( zaznaczam u kobiet kalkulacja odbywa sie inaczej, powiazna jest z emocjami i wenetrznym pragnieniem nie logika). Bywa tez ( nierzadko w malzenstwach) klasyczna wpadka z kolejna ciaza. Bywa wpadka ( nie stosowanie srodkow antykoncepcyjnych) lub wewnetrzny mus. Biologia przypilila. Moze kobieta miec wypasione fury, wlasna chate ( mieszkanie) a szeroko pojetego musu brak, wiec bedzie zwlekac i tyle.
      Bo jak ja przypili pragnienie to wczesniejsze przemadrzale teksty, ze ciaza szkodzi zdrowiu, cos tam sie powiekszy i nie bedzie potem przyjemnie ... nie maja nagle zadnego znaczenia:)
      Jest w nas cos takiego , ze hormony- czy jak to tam zwac- nakrecaja. Inaczej nie byloby chyba w ogole checi rozmnazania tylko czysty seks.
      Pomijam te wszystkie patologie, kiedy powiedzym, ze kobieta naprala sie i po czasie okazuje sie, ze w ciazy chodzi... ktos jej po pijaku zmajstrowal. To w ogile pominmy- tacy ludzie nie wiedza, ze zyja... a ze sie przy okazji krolicza to calkiem inna sprawa.

      Usuń
    25. No przecież mówię że to wymówka - najczęściej aktywistów - a nie rzeczywisty powód. :)

      Usuń
    26. "(...)część mężczyzn jest pozbawionych empatii w stosunku do kobiet i "wie lepiej", co jest dla nich lepsze...
      ale to jest małe miki... wiele kobiet nie ma empatii w stosunku do innych kobiet, ale tego "fenomenu" Ty mi już na pewno nie wyjaśnisz :)"

      Kobieta kobiety szybko nie nabierze na wlasne gierki. A graja co niektore panie, oj graja... Kobieta zna smrod kobiecych gierek na odleglosc. Predzej faceta sie nabierze niz kobieta kobiete.

      Przykladowo. Spokojnie panowie, bedzie o temacie dla Was tak obcym jak dla mnie o pracy w kopalni, o rodzeniu bedzie.
      Rodze, akcja trwa jak na moj gust za dlugo, niech to dziecie juz wypiernicza i da mi swiety spokoj. Mazgaje sie, ze ... juz dluzej nie poradze. Moj malozonek obok wymieka ( wymieka bo kocha) i domaga sie dla mnie znieczulenia, a i tak jestem znieczulona- wiecej podac nie moga bo nie bede wspolpracowala. Podchodzi polozna. Babiszon po czterech naturalnych porodach. Baba maszyna, nie z wygladu, ale z warunkow wewnetrznych do rodzenia. Mazgaje sie, ze chce juz zakonczyc i jak mi czegos nie podadza to im kipisz zrobie.
      -A rob se kochaniutka, rob...! Przezyjemy. Cztery razy rodzilam i poradzila. Widzialam wiele porodow, prawie wszystkie przebiegaly prawidlowo. Wszystkie poradzily to i ty poradzisz.
      -Ja nie jestem wszystkie- naciagam babe sama nie wiem na co.
      -Jestes. Z tego co widze, wszystko odbywa sie w nalezytym porzadku. Przejdziesz to.
      I poszla se, nie dala sie naciagnac na nie wiadomo co, a ja jak widac przezylam.

      Sama lapie sie na tym, ze podchodze co do niektorych babek jak do naciagaczek...kiedy czytam co niektore historie kobiet wchodzacych bezmyslnie w ciaze, to lapie sie za glowe, ze takie gluputkie bywamy.
      Dwie kumpele opowiadaly , ze rodzily przez cesarskie ciecie. Zalatwily sobie. Jedna zaplacila, druga wymusila na wlasnym ginekologu. A ja zaraz sie wewnetrznie koczkodanie, ze : "O wy sciemiary jedne! Ulatwiaczki! Cale brygady rodza jak nalezy, a tym sie zachcialo poza kolejnoscia... spierniczac, nie ma":))

      Usuń
    27. @Radku...
      "uznałem, że nie w zakazie tkwi rozwiązanie problemu"...
      na czym według Ciebie polega problem?...
      ...
      co prawda uważam, że problemu nie ma, dopiero zakaz go stworzył, ale zignoruj pls na razie tą uwagę, spróbuj odpowiedzieć tak, jakby jej nie było...

      Usuń
    28. Nie chce mi się rozpisywać - ale zmiana rodzaju stosunków międzyludzkich i statusu seksu w tych stosunkach jest problemem i to coraz większym. Braki edukacyjne zresztą również - albo jej nie ma wcale, albo jak już jest zajmuje się kwestiami czysto mechanicznymi. Nawet asertywność jest mam wrażenie ograniczona do oporu w przypadkach, kiedy wchodzi w grę jawne wykorzystanie. Przynajmniej tak wynika z propozycji kilku programów, które przeglądałem dość pobieżnie. Komu zatem potrzebne uczucie, jakaś intymność, potrzeba bliskości, skoro seks powoli staje się mechanicznym odstresowywaczem, a estrogeny są ślepe jak krety? Po co się angażować, skoro można mieć dowolną liczbę partnerów na zasadzie fucking friends i rżnąć się z nimi w dowolnych konfiguracjach? A że się czasem jakiś Simon Mol trafi to już wypadek przy pracy.

      Tak wiem, dla kogoś kto ciąża znaczy tyle co przerośnięty pryszcz, problemu nie ma.

      Usuń
    29. " Po co się angażować, skoro można mieć dowolną liczbę partnerów na zasadzie fucking friends i rżnąć się z nimi w dowolnych konfiguracjach? A że się czasem jakiś Simon Mol trafi to już wypadek przy pracy.

      Tak wiem, dla kogoś kto ciąża znaczy tyle co przerośnięty pryszcz, problemu nie ma."

      Mi sie np.: osobiscie taka przemiana swiata nie bardzo podoba. takie preznicowanie stosunkow i relacji miedzyludzkich. Cholernie zimny bedzie to swiat. Niewatpie jakis odsetek ludzi sie w tym czyms odnajdzie, ale ... to nie jest cala prawda o czlowieku.

      Wlasnie... "po co sie angazowac".

      Usuń
    30. @Radku...
      niech ja spróbuję to ogarnąć i wyłuskać odpowiedź... czyli ktoś /jakaś grupa ludzi/ sobie wymyślił, a może nawet niech będzie, że nie wymyślił, tylko zauważył, że ktoś inny praktykuje seks bez "dostatecznego" wkładu uczucia, potrzeby intymności, bliskości i stworzył sobie z tego problem...
      dobrze nadążam?...
      zaś aby sobie ten problem rozwiązać, wymyślił i przeforsował do życia zakaz przerywania ciąży... tak?...
      za bardzo Cię Radku cenię i szanuję jako sensownego rozmówcę /mimo różnic pewnych poglądów/, żeby wprost powiedzieć, że takiego surrealizmu nawet Nick Fiend po kwasie by nie wyśpiewał...
      mam tylko jedno uzupełniające pytanie:
      rozwiązał? :)

      Usuń
    31. No nie, chyba nie o to mi chodziło. Ja może nie nakreśliłem tego jasno.

      Otóż wydaje mi się, że gdyby ludzie mieli świadomość wyjątkowości seksu, jako czynnika zbliżającego parę ludzi, którzy dążą się pełną gamą uczuć, a nie czystą chcicą, to byłoby mniej problemu matek, które zostają same, nieletnich sziks, które nagle odkrywają że okres się spóźnia i nie wiedzą nawet za dobrze kto jest ojcem, oraz wyzwolonych femin, którym facet jest potrzebny do zerwania pajęczyny na cipie. Ja nie mówię nawet o szklance wody zamiast, tylko o odrobinie hamulca. Bo jak przeczytałem wywiad z pracownikami Pontonu, którzy odbierają telefony od dzieciaków z zapytanie co zrobić żeby seks sprawiał przyjemność - bo im nie sprawia - to wydaje mi się że właśnie w tym problem - traktowaniu seksu jako jakieś "must have".

      A co za tym idzie powszechny dostęp do aborcji nie byłby dla tych kobiet odpowiednikiem podstawowej wolności od rodzenia. Pisałem wyraźnie zresztą - że nie mieszam tu zakazu aborcji, ale żeby było śmieszniej wracasz do tego motywu z uporem maniaka.

      Usuń
    32. No niektórzy mają problem z aborcją, konkretnie z jej upowszechnieniem. A ja twierdzę że jego rozwiązanie nie tkwi w jej zakazie - vulgo omijam temat zakazu. Pytaj a Ci powiem, żaden sekret. :)

      Pytania nie są głupie i nikt sobie podśmiechujek z nich nie robi. One są wręcz poważne, tylko świadczą o jakimś trendzie - dość niefajnym i niestety o niedojrzałości młodzieży do pewnych rzeczy.

      Jakie tam nerwice, jakie tam wielkie uczucia... w końcu jaki tam ślub - po co od razu walić takimi ciężkimi kalibrami, typu frustracje seksualne. Nie mówię o życiu zakonnym. Chodzi o najzwyklejsze poczucie bliskości z kimś. I tak, powoli zaczyna być to coraz większy problem, jeżeli nie jest jeszcze "wielki", bo generuje kolejne patologie - jak choćby gwałty wśród nieletnich.

      Usuń
    33. @Radku...
      to ja już nie wiem... o jakim zakazie pisałeś pisząc o zakazie "rozwiązującym problem"?... tylko tego chcę się dowiedzieć... no, ale dobrze, skoro to jest jakieś niewygodne pytanie, to zostawmy to, w końcu "it's only blog", luźna gadka na forum, która ma bawić, a nie jakaś sjerjozna debata decydująca o losach świata :)
      ...
      a co do reszty... niektórym pytania zadawane przez dzieciaki /np. na forum Pontonu, czy też do jakichś małolackich pisemek typu "Bravo"/ wydają się "głupie" i ludzie (niektórzy) robią sobie z nich podśmechujki... akurat ja mam duży szacun do tych pytań i do tych dzieciaków, bo od tego one są dzieciaki, żeby takie pytania zadawać...
      natomiast zjawisko traktowania seksu jako "must have" faktycznie istnieje w różnych grupach rówieśniczych, ale czy to jest jakiś "wielki" problem?...
      ja widzę większy, w pewnym sensie "odwrotny"... polega on właśnie na robieniu z seksu czegoś "wyjątkowego", do czego trzeba jakiś "wielkich", "głębokich" uczuć, nie wspomnę już o konieczności ślubu do tego, bo to jest już wręcz tragikomiczne... stąd się biorą właśnie różne blokady psychiczne, nerwice i tragedie w związkach, bo para okazuje się nagle być niekompatybilna (w szerokim znaczeniu tego słowa) w tym temacie...
      seks tak naprawdę nie jest problemem, to tylko (niektórzy) ludzie tworzą z seksu problem... ergo: edukacja - TAK, wychowanie - NIE, bo to wychowanie sprowadza się zwykle do jakiejś natrętnej dydaktyki...
      no, ale to już jest tylko moje skromne zdanie, nic poza tym...

      Usuń
    34. @Radku...
      poprawiałem literówkę /ech, ta moja chora pedanteria :)/, więc komentarze się nam zamieniły miejscami... ale chyba nie straciłeś orientu? :)

      Usuń
    35. @Radku...
      nie znam liczb na temat (wykrywalności?) gwałtów wśród nieletnich, więc nie wiem, czy to jest coraz większy problem, ale jeśli szukać przyczyn, to raczej w relacjach rodzinnych, patologii tych relacji, niż w podejściu do seksu jako takiego... a może chodzi o konserwatywny, patriarchalny model relacji damsko - męskich, gdzie kobieta nie ma prawa powiedzieć "nie", zaś do mężczyzny słowo "nie" nie dociera?...

      Usuń
    36. Mówisz o patologii, której nomenklatura "konserwatywny, patriarchalny model relacji damsko - męskich", nie określa dosłownie jako patologia. Aczkolwiek pewnie tak bywa, choć ten model w wersji hard, jaką wyobrażają sobie feministki i działacze lewicowi, jest mniej powszechny niż zbrutalizowane formy kontaktów damsko-męskich, które dzieciak może sobie obejrzeć w internecie na pornolach.

      Usuń
    37. @Radku...
      faktycznie, jest taka odmiana pornoli i faktycznie niektóre dzieciaki mogą ich treść brać na poważnie... tylko za bardzo nie wiem, do czego zmierzasz?... może trzeba cenzurować pornole, dopuszczać do dystrybucji tylko te bardziej "romantic" /też takie są/?... pytanie, kto ma być cenzorem?... proponuję... a zresztą, może bez nazwisk niektórych osób publicznych...
      heheszki sobie robię, bo wchodzimy teraz w obszar absurdu, można by zapytać o inne produkcje artystyczne, czy quasi artystyczne, albo komp-giery, gdzie nie ejakulat, ale krew leje się strumieniami i dzieciaki też to oglądają...
      nie, nie, temat pornoli to jakaś zmyła, co więcej, uważam, że dostępność pornoli redukuje ilość gwałtów, ale wiem, że funkcjonuje też pogląd przeciwny... to trochę tak, jak z istnieniem lub nieistnieniem jakiegoś (osobowego) boga, jedno i drugie jest nie do udowodnienia, sprawa nierozstrzygalna...
      tak w ogóle, to gdyby seks był bardziej "free", nie był tematem tabu /bo wciąż nadal jest/, gdyby ludzie się go nie bali, to i same pornole byłyby zjawiskiem marginalnym, nie tworzono by z tego takiego problemu, jak wielu sobie tworzy...

      Usuń
    38. Cenzura Internetu jest niemożliwa, po prostu mleko się rozlało. Tylko powodów pewnych zachowań i konsekwencji tego rozlania szuka się tam gdzie nie trzeba. Model patriarchalny nie generował z marszu patologii zakładał ochronę słabszej jednostki przez silniejszą. Z tym że po prostu się zużył w obliczu emancypacji kobiet i powoli przeszedł w model partnerski.

      Seks może być jeszcze bardziej free? Mamy na myśli rodzinne orgietki z sąsiadami bez tabu? Spoko, pewnie będzie z czasem do porzygu free. Aż się wszystkim znudzi wtykanie czegokolwiek gdziekolwiek. Tematem wcale niemarginalnym staną się zboczenia i dewiacje, ale i tak myślę że nie dostrzeżesz problemu.

      Usuń
    39. @Radku...
      nie, nie mamy na myśli rodzinnych orgietek z sąsiadami... przyznam, że zawsze mnie to intrygowało, dlaczego "free love" kojarzone jest z jakimś niekontrolowanym seksem "każdy z każdym", bez ładu bez składu... swojego czasu czerstwe, rumiane buraki z Południa (Stanów) gwałcili gremialnie panienki postrzegane jako "hipiski", bo wydawało im się, że jak "free love", to taka panienka ma obowiązek "dawać" każdemu... nie do końca to wszystko pojmuję: z jednej strony mamy seks "po katolicku" /albo "po muzułmańsku", jedno i drugie zakłamane do szpiku kości/, a jeśli nie, to "koniecznie" musi to być jakiś chaotyczny promiskuityzm, jakieś "zboczenia" i "dewiacje" masowe i takie tam inne... naprawdę tak postrzegasz świat, czarno - biało?... ja wiem, że "droga środka" może być dla wielu trudna, ale do tej pory nadziwić się nie mogę skali tego zjawiska...

      Usuń
  3. Krótkowzroczność. A co ma począć singiel/singielka gdy "przehula" swoje życie, a na starość nie ma kto podać ani szklanki wody? zaś kasy [emerytury, renty]za mało na miejsce w domu starców. Dla rodziny to brzemię nie do udźwignięcia. A jak nie ma rodziny, to co? zdychać jak pies pod płotem, bo na eutanazję też nie ma szans?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę piszesz nie na temat, bo post wcale nie zajmuje się wadami i zaletami bycia singlem/singielką...
      ale pogadajmy, no problem... primo to ja nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tym "przehulaniem życia", wiem tylko, że niejedni sknocili sobie kawał życia wiążąc się z niewłaściwą osobą, a zmarnowali je do końca nic nie robiąc z tą sytuacją... a co do reszty, to prawie każda osoba będąca w związku w pewnym okresie życia zostaje singielką/singlem, to się nazywa "owdowieć" i wiele z tych osób pozostaje tymi singlami już do końca życia... jedne/i sobie z tym radzą, inne/i nie, jedne/i mają się świetne, inne/i mniej świetne, jak widać singlowanie nie ma tu nic do rzeczy, bo każda z tych osób jest singlem...

      Usuń
    2. No to nie każda, bo ta co umiera singlem nie jest... :D

      Basi zresztą nie chodzi chyba niuanse w nomenklaturze ale o singielstwo w charakterze sposobu na życie. Osoby które miały kijowe doświadczenia w związku/ach mogą sobie oczywiście cieszyć się z tego, że już żadnego wrzoda na dupie nie mają, ale namolne propagowanie modelu tzw. singla z wyboru, jest moim zdaniem słabe, generuje strach przed zaangażowaniem się uczuciowym, przedstawia patologiczny obraz związku i ogólnie robi więcej szkody, niż korzyści.

      Usuń
    3. Dokładnie tak Radku :)
      ta notka skojarzyła mi się
      z bajką "Mrówka i ważka".
      Każdy ma prawo do swego sposobu na życie;
      ale też do ponoszenia konsekwencji swych decyzji.
      Wolność - póki jest się młodym, pięknym
      i ma się cały świat u swych stóp;
      wygląda inaczej, niż gdy się jest starym,
      niedołężnym, nieporadnym i...na łasce innych.
      Kiedyś usłyszałam z ust sędziego bardzo ważne zdanie;
      "na starość trzeba sobie zapracować za młodu".

      Usuń
    4. tylko gdzie tu jest jakieś "propagowanie"?... kobitka ma na daną chwilę taką, a nie inną koncepcję na swoje życie prywatne, dobrze się z tym czuje i uczciwie o tym informuje dawną koleżankę... tylko tyle, nic poza tym... ja tu nie widzę żadnych znamion "propagowania", a jeszcze bardziej nie widzę "namolnego", ta "namolność" to już kompletnie z sufitu wzięta...

      Usuń
    5. Niektórym ta koncepcja na swoje, prywatne życie zmienia się jak wiatr zawieje. A potem larum, bo świat jest taki zły a ludzie gorsi niż...
      zwierzęta. Niby ta rozmowa dwu psiapsiółek jest ich prywatną sprawą, ale...do czasu, dopóki jej nie podałeś do publicznej wiadomości [nawet jeśli zmyślona]; gdyż wówczas mogą na nich wzorować się inni/inne osoby. Dla mnie osobiście, jest to za wulgarna rozmowa. Takich psiapsiółek nie chciałabym mieć, bo nie obchodzi mnie co komu czym zarasta. A fe....

      Usuń
    6. No więc wisz panie, to jest tak, że jak się czyta ileś tam tekstów, - nie mówię że wszystkie Twoje, i one przedstawiają pewien model kobiety - której facet jest nie za bardzo potrzebny, a rodzina w rozumieniu takim za bardzo typowym to nawet nie jest brana pod uwagę w jakimś pozytywnym aspekcie - to jest w tym jakaś namolność. W opowiadanku zaś mamy w sumie ich trzy - jedna typowy "z kwiatka na kwiatek", druga samotna matka bo kawał ch... puścił ją kantem, ale babka się trzyma i "cipa jej pajęczyną nie zarosła" i w końcu kobita znudzona mężem, to skoro nie widzisz znamion propagowania to masz chyba jakiś problem natury percepcyjnej, albo usiłujesz odbiorców bloga robić w wała.
      W ogóle większość Twoich dykteryjek ma znamiona takich parabol edukacyjnych, że pozwolę sobie tak to nazwać. A ich charakter nawet dla mnie jest jaskrawy, pomimo, że nie należę do ludzi, którzy uważają, że co tam Bóg złączył i tak dalej, albo że do grobowej deski trza trwać...

      Usuń
    7. Z treści notek Piotra seks wrzeszczy, że jest najważniejszy;
      a to wiele mówi o autorze notek :)

      Usuń
    8. Bo jest ważny, więc nie o to chodzi, że wrzeszczy. Piotra bohaterki dostrzegają jednak tylko rozrywkowy jego wariant, ten prokreacyjny to taki efekt uboczny, niekoniecznie pożądany. Nie moja to wina, że takie poglądy postrzegam jako rodzaj współczesnego egoizmu i krótkowzroczności, nie sprowadzającej się tylko do tych dwóch wuluzowanych i jednej nie za bardzo dziuń, ale do całych społeczności.
      No cóż, autor tak czy siak wywołał dyskusję, więc cel chyba został osiągnięty, choć niekoniecznie wnioski są takie, jakich oczekiwał. :)

      Usuń
    9. to już jest jakieś (wręcz zbiorowe) szaleństwo z tym "propagowaniem" /"promowaniem", "lansowaniem"", etc/, ruchu nie można zrobić, słowa nie można powiedzieć/napisać, bo zaraz będzie, że coś to propaguje... weźmy taki dialog:
      - Napijemy się? /w domyśle: alkoholu/
      - Dziękować, ale ja jestem niepijący.
      no, i teraz pytanie: co ta mini-etiuda "propaguje"?... picie alkoholu /a może w porywach nawet alkoholizm?/, czy wstrzemięźliwość, wręcz abstynencję w temacie "trunków procentowych"?...
      ...
      gdy byłem dzieciak, to nie lubiłem tortów, za to chętnie wyjadałem z wierzchu te wszelkie dodatki, ozdóbki typowe dla klasycznych tortów, tak więc w sumie się nie dziwię, że nieraz bardziej przyciągają uwagę i wywołują dyskusję wszelkie "momenty" i efekty specjalne, niż główne meritum tekstów...

      Usuń
    10. Przecież to tak nie działa u Ciebie, że ten dialog jest obojętny i nie przepuszczony przez Twoje osobiste poglądy, więc nie czaruj. Jak już wspomniałem większość tych etiudek nacechowana takimi wtrętami, a przecież "Cewka jest normalna, nie w głowie jej te antyczojsowe bzdety." :)

      Wiesz tak żeś teraz napisał, jakbyś co najmniej jakieś dzieło stworzył, nie zrozumiałe przez ogół. :D

      Usuń
    11. @Radku...
      akurat tak się złożyło, że sympatyzuję z poglądem jednej z naszkicowanych przez siebie bohaterek w tym akurat konkretnym temacie "antyczojsowych bzdetów", ale zauważ, że to samo mógłby napisać jakiś "antyczojsowiec", taki bardziej rozgarnięty, jakby nie było nie wszyscy z nich są debilami...
      natomiast kompletną bzdurą jest przypisywanie mi jakiejś propagandy "singlizmu", powinienem strzelić focha, że robi się ze mnie hipokrytę, jako że sam singlem nie jestem...
      ale to już jest osobna sprawa, dość typowe zresztą zjawisko, że ludzie zamiast czytać "po prostu" to, co jest napisane, łamią sobie głowy na tym, co autor jadł, pił, palił, wciągał, i czy jest rudym Murzynem, czy siwym Czukczą :)

      Usuń
    12. No wiem i zauważam, że te elementy poglądowe są widoczne w większości Twoich wpisów i nacechowane pełną aprobatą. Nazwałem to wydaje mi się całkiem słusznie propagowaniem, pospołu z graficzkami po lewej stronie. To ładnie ze sobą współgra i daje pełen obraz. I przecież mi to nie przeszkadza aż tak bardzo, choć nie podzielam Twoich poglądów w wielu, być może nawet większości spraw. Ale jakoś nie przeszkadza mi sympatyzować z osobą autora jako taką, tylko po prostu nie ma co po mnie oczekiwać zbyt często oklasków. :)

      Dyć sobie nie łamię wcale głowy. Naszły mnie że tak powiem refleksje, tak jak Ciebie naszła ochotą napisać sobie dykteryjkę o kumpelach co się dawno nie widziały. Sam robisz z tego jakiś dziwny problem, nawiązując do strzelania focha. No nie mogę - jak panna na wydaniu, a przecież nie używam zwrotów używanych przez niektórych za obraźliwe. :D

      Usuń
    13. W koncu jest to blog Pkanalii i moze on tutaj realizowac propagowanie wlasnego swiatopogladu. To jego obszar gospodarowania.
      Zastanawiajace jest jednak, ze gospodarz nie wiedzial ze cokolwiek propaguje:))

      Jezeli moge to chetnie odniose sie do tego :
      "(...) natomiast kompletną bzdurą jest przypisywanie mi jakiejś propagandy "singlizmu", powinienem strzelić focha, że robi się ze mnie hipokrytę, jako że sam singlem nie jestem..."

      Od razu hipokryta i niby foch i w ogole... :)) Zaden tam hipokryta, bo jak na moje oko ty jestes wiecznym singlem. :) Od czasu do czasu ktos sie trafi i jest fajnie i ... :))

      Usuń
    14. propaganda na bocznej szpalcie bloga jest, ale nie gadamy teraz o blogu, tylko o konkretnym poście...
      w poście też jest coś w rodzaju propagandy: poprawności językowej, innej nie ma...
      a co do reszty to jak zwykle: temat się wyczerpał i zaczyna się fantazjowanie na temat autora... z tym się nic nie da zrobić :)

      Usuń
    15. Aniu, zaznaczyłem że mnie to nie przeszkadza. Możemy sobie popolemizować, a także wymienić się poglądami na tematy, na które mamy podobny pogląd.

      @Piotrze
      O przepraszam i protestuję, ja nie fantazjuje na temat autora, jeśli już to na temat tego co napisał.

      Usuń
    16. @Radku...
      nie bierz tego osobiście, to Panie fantazjują w tym wątku, niemniej jednak mój fault, sorry, powinienem "zamałpować" /zaadresować/ dla uniknięcia nieporozumień...

      Usuń
    17. Pkanalia

      Panie fantazjuja?! Na dodatek na twoj jakzesz skromny temat?! Nie strosz pior!:)
      Odnioslam sie tylko do twojej wlasnej wypowiedzi o tym , ze strzelisz focha ( niezla z ciebie kokieta) bo ktos ci hipokryzje sugeruje:) Napisalam co mysle na temat owego meskiego focha i jak cie postrzegam... a chyba moge bo czytam twoje teksty nie od wczoraj. Nie czaruj wiec. I jakm zwykle - z facetem to se mozna pogadac; baby sa jakies dziwne :)
      Meski szowinizm!! Gdzie jest ta Twoja SPOKO LASKA? Moze sciera ci przez lepek da... albo wlasnie nie da- oto jest pytanie i pozostanie tylko FANTAZJA:))

      Usuń
    18. Aniu, bójsieboga, ścierą przez łepek, lebek, czy cokolwiek innego, toż to propaganda zachowań przemocowych, ale będzie się działo, jak Radku to przeczyta, LOL...

      Usuń
    19. Widzę tryb przypuszczający...

      Usuń
    20. Pkanalia

      Tak - zachowania przemocowe... powiedzmy ze ona bedzie w wysokich czarnych skorzanych butach z pejczem w raczce i bedzie cie uczyla czerpania przyjemnosci z bycia podwladnym:) Domina i jej chlopiec na posylki...gladzony pejczem po lebku czy tez lepku:) Tylko nie gledz, ze w taki uklad nie wejdziesz. Ze ci cos tam nie lezy lub uwiera. To zawsze jakies urozmaicenie. Odrobina papryczki chilli, nowosc ... powiedzmy, ze zachowania wynikajace z seksulnych ambicji.
      A przy okazji pobierzesz lekcje pokory i nauki traktowania kobiet jako rownorzednych partnerow w rozmowie. Chcoby i plotly, wedlug ciebie , owe panie nieziemskie pierdoly.

      Usuń
    21. no nie Aniu, to już jest nie fair, wciskasz mi, jakobym nie traktował kobiet jako równorzędnych partnerów... mogę być otwarty /lub nie/ na informacje zwrotne, ale ta akurat jest kompletnie nie do przyjęcia...

      Usuń
    22. W tym wątku to ja już się pogubiłam i nie umiem odnaleźć mojej fantazji, dlatego zamilkłam :)
      więc pozdrawiam i znikam :) ,

      Usuń
    23. Pkanalia:)

      Bloguje 15-lat , do ciebie zachodze od chyba 10... wiesz, przez te dziesiec lat naczytalo sie ciebie, nadyskutowalo sie z toba... rozne okresy tu sie przechodzilo. Troche chyba wiem? I jakbys sie nie zaslanial, ze stworzyles tu niezla fikcje twoja osobowosc ( charakter) przez ta fikcje i tak sie przebije:)
      Nieladnie jest publiczne zwracanie uwagi, ale mi sie nie podoba to twoje "czasami" nierownorzedne traktowanie rozmowcow. :)) Czasami Piotr -zrozum to dobrze. Skoro zachodze 10 lat to owe "czasami" nie raz mi przez te latka dopieklo. :)

      Usuń
    24. @Ania...
      gdy ktoś bloguje "klasycznie", to puszcza sporo informacji na swój temat, bo na tym właśnie polega takie blogowanie... ale ja nie bloguję klasycznie, tedy tych danych zamieszczam mało i w sumie nawet mnie nie dziwi, że ktoś tą próżnię informacyjną zapełnia produktami własnej wyobraźni, przeważnie fikcją, choć sporadycznie też i trafnymi wnioskami... tylko nie potrafię pojąć jednego, dlaczego zwala na mnie, że ja tą fikcję tworzę? :D

      Usuń
    25. 10 lat czytania i nie zna sie twoich reakcji, ustawek i tego typu spraw:))) Przestan:)

      Usuń
    26. okay, przestaję... nie wiem, co mam przestać, ale przestaję :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. "samotność w tłumie" jest izomorficzna do samotności na kamienistym polu, czy pustyni... z kamieniami taki człowiek nie pogada, bo nie umie /lub nie chce/, a one też się nie kwapią do rozmowy z nim... czyli nie ma za bardzo potrzeby tej sytuacji jakoś szczególnie wyróżniać...

      Usuń
  5. Nawet posiadanie rodziny nie gwarantuje, że nie będziemy sami, ze nie zostaniemy bez pomocy, bo chyba nie pokrewieństwo, ale silne więzi emocjonalne powodują, że możemy na kogoś liczyć.
    Wielu ludzi dobrze czuje się bez towarzystwa, a pandemia była im nawet na rękę, choćby uczniowie, którzy nie lubią szkoły jako instytucji.
    Na mojej podyplomówce wszyscy wymieniali się adresami i telefonami, bo przecież się odezwą i co? Nico, to było do przewidzenia, że gdy wrócimy do swoich spraw i znajomych wszystko się rozmyje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, nie więzi rodzinne (formalne) mają znaczenie, ale emocjonalne... czasem bliższy i bardziej pomocny bywa ktoś spoza formalnej rodziny, niż ktokolwiek z tejże rodziny...
      ...
      wiele ludzi bywa zmęczonych obcowaniem z innymi ludźmi i fundują sobie okresy odpoczynku od nich, zaś pandemia bardzo temu sprzyja... ale skoro odpoczywają, dobrze się czują, to nie jest żadna samotność, ona może się pojawić jedynie wtedy, gdy ten odpoczynek zacznie sprawiać przykrość, zacznie nudzić i nużyć...

      Usuń
  6. Wiadomo przeciez ze bycie samemu nie oznacza od reki samotnosci.
    Mi sie spodobalo kiedys pewne zdanie, ktorego nie przytocze doslownie , ale szlo w nim o to, ze samotnosc to nie jest moment kiedy ludzie od nas odchodze, ale kiedy my odchodzimy od ludzi.
    Czyli wychodzi mi na to, ze kiedy tracimy wewnetrznie nasze emocjonalne powiazania z ludzmi, przestaja nas oni obchodzic, wtedy zyczyna sie samotnosc.
    I nie wiem dlaczego (a moze jednak wiem) duchowi medrcy mowia, ze to git czas dla czlowieka- trzeba go jednak umiec odpowiednio przejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. samo odejście od ludzi, zniknięcie więzi emocjonalnych z nimi to jeszcze nie samotność... samotność jest wtedy, gdy komuś jest źle z tego powodu... jeśli jest dobrze, to mowy nie ma o samotności... tego właśnie centralnie dowodzę w tekście posta...

      Usuń
    2. Zeby bylo dobrze czlowiwkowi z tym odejsciem od ludzi to trzeba wlasnie owej duchowej drogi. Kiedy to sie odpowiednio przerabia, przepracowuje wtedy mozna mowic o pewnym etapie na drodze duchowosci. Kiedys gdzies wyczytalam, ze to ostatni etap (uporanie sie z tym sam, ale nie sam...w tlumie ale jednak sam i nie potrzebuje nikogo) ... co nie znaczy ze potem juz tylko zaswiaty. Nie... to jest ten stan, po ktorym prawdopodobnie krolestwo niebieskie mamy tu i teraz. Niestety jestesmy stworzeniami stadnymi i nawet jezeli zamykamy sie w chacie, lubimy siedziec w domu to potrzebujemy od czasu kogos innego. Potrzebuje ktos taki towarzycha, zagadania w kolejce w sklepie, gadania na forsch w necie...
      Trudno mi to okreslic, co nie znaczy, ze osiagnelam szczyty, ale to sa sprawy, o ktorych mowia wszyscy duchowi przewodnicy bez wzgledu na to, w jakiej religii realizuja swoja duchowosc.

      Usuń
  7. Przeszłam przez wszystkie stany społeczne: przez 30 lat byłam mężatką, z tego 25 lat szczęśliwą. Potem byłam wcale nie samotną singielką, poznałam wielu mężczyzn, bo czemu nie? A jeszcze potem zrobiłam sobie na spokojnie rachunek zysków i kosztów ;) i wyszło mi, że ludzie w większości przypadków mnie nudzą i męczą, a swoich problemów i tak mam dość. Mam wieloletnie, sprawdzone przyjaźnie i synów, którzy (rzadko mnie zawodzą ;) Ale mieszkać chcę sama. Chyba pierwszy raz w życiu czuję się (prawie) wolna. Nie wiem, gdzie się w związku z takim życiorysem ulokować w Twojej klasyfikacji? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie robiłem żadnej klasyfikacji, doprecyzowałem tylko znaczenia trzech słów, tak więc nie wiem, jak Ci odpowiedzieć na Twoje końcowe pytanie...
      ...
      fizyczne mieszkanie samej/mu nic tak naprawdę nie oznacza... bywają takie relacje międzyludzkie, które tylko dlatego są zgodne i trwałe, bo obie strony mieszkają osobno...

      Usuń
  8. Samotność, czy jakaś wynaturzona "samość", zawsze ma początek, i koniec, w "samym sobie", a wynika z faktu, że się samą/samego siebie nie lubi, nie akceptuje i potrzebny jest ktoś drugi, by nielubiane ego podwyższał - nawet kłamiąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli ktoś lubi być sam i nie chce tego zmieniać, to nie jest żadne wynaturzenie, tylko po prostu inny gust, niż osoby preferującej życie wśród ludzi... o wynaturzeniu można mówić dopiero wtedy, gdy ktoś chce to zmienić, ale z jakichś przyczyn nie może, wtedy pojawia się cierpienie, zwane "samotnością"... za to czy cierpienie jest wynaturzeniem?... to już jest mocno "filozoficzne" pytanie :)

      Usuń
  9. To pomieszanie pojęć, o którym piszesz moim zdaniem jest celowe przynajmniej w większości przypadków. Społeczeństwo zmusza ludzi do tego, aby tworzyli związki, zakładali rodziny, rodzili dzieci itd.. Największy nacisk społeczny jest nakładany na kobiety przez inne kobiety zwłaszcza na wsiach, małych miasteczkach, ale i dużych miastach np. we wschodniej Polsce. W nękaniu młodych kobiet wiodą prym głównie stare babska, które żyją ze swoimi menelami w dość nieciekawych związkach niekiedy przemocowych, trudnych. Takie babska potrafią niezłe nękać młode dziewczyny pytaniami o zamążpójście i rozród, Nękają także dojrzałe kobiety 40, 50 letnie, które zdecydowały się na wolny stan doskonale wiedząc, że za mąż i nie wyjdą a dzieci nie będą miały.
    O dziwo kobiety żyjące w normalnych, szczęśliwych związkach nie mają tendencji do osobistych pytań na takie tematy. Być może tym wścibskim babskom chodzi o to, aby wszystkie kobiety podzliliły ich kiepski los lub, żeby usłyszały, że są niezadowolone ze swojego stanu matrymonialnego.
    Ty, jako mężczyzna możesz tego nie widzieć, nie odczuć tej presji, bowiem tobie raczej nikt nie podskoczy , bo nie będzie miał odwagi zrówno kobieta jak i mężczyzna . Ogólnie w tym nękaniu biorą udział kobiety mężczyźni nie są tak napastliwi i wścibscy jak te babska.
    Czasami mam wrażenie, że te wścibskie baby minęły się z powołaniem i powinny zatrudnić się w burdelu, jako naganiaczki do rozkładania nóg lub sutenerki może wtedy ten nacisk społeczny by się skończył;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytanie "czy kogoś masz?" jest jeszcze niewinne, ale dalsze w stylu "a kiedy ślub?", "a kiedy dzieci?" zaiste mogą doprowadzić do szału... i faktycznie, najczęściej /choć nie tylko/ ofiarami tego padają (młode) kobiety w damskim gronie, mężczyźni przeważnie zadowalają się odpowiedzią na to pierwsze pytanie...
      to wszystko tworzy pewien społeczny nacisk, niektóre/rzy się temu poddają i wchodzą na chama w jakieś idiotyczne związki "aby był związek", a potem jest płacz powszechny, że ilość rozwodów rośnie...

      Usuń
    2. Julianne

      "Społeczeństwo zmusza ludzi do tego, aby tworzyli związki, zakładali rodziny, rodzili dzieci itd.."

      Tak zesmy sie sami kulturowo zorganizowali. Taki model, jako ludzkosc , wypracowalismy. Wychowanie potomka ludzkiego jest w naturze bardzo dlugotrwale i pracochlonne ( zajmuje lata) , to nie zwyczajowe wypchniecie z gniazda i lec... przy natloczonych przy tym zajeciach i obowiazkach, przy przeobrazeniach gospodarczych, ludzie doszli do modelu rodziny.
      Tyle tylko, ze nie ma co wywracac wszystkiego do gory kolami, ze niby nic nie warty jest ow system. I robic rewolucje na zasadzie : "tak, jak wy uciskaliscie nas swoim sposobem na zycie, tak teraz my ucisniemy was!". Bo to znowu rozpocznie niekonczca sie historie.

      "Największy nacisk społeczny jest nakładany na kobiety przez inne kobiety zwłaszcza na wsiach, małych miasteczkach, ale i dużych miastach np. we wschodniej Polsce."
      Jakies badania byly nad tym robione? Bo takich malomiasteczkowych kobiet pelno jest i w duzych miastach w centrum Polski. Trzeba tylko trafic.

      W tym momencie wrocilabym do pierwszego komentarza pod Monika, kiedy powiedzialam Pkanalii, ze chyba nie znam sie na kobietach, ale kobiety tak ze soba nie gadaja. Z reguly na pierwszym spotkaniu sa boginami sukcesu. Wywalaja na stol reke z pierscionkiem zereczynowym- jakzesz jej sie powiodlo! Niech kupele scisnie z zazdrosci. Ma dzieci , ktore od urodzenia sa juz geniuszami- jakzesz sie jej powiodlo! Samo szczescie.

      " W nękaniu młodych kobiet wiodą prym głównie stare babska, które żyją ze swoimi menelami w dość nieciekawych związkach niekiedy przemocowych, trudnych. Takie babska potrafią niezłe nękać młode dziewczyny pytaniami o zamążpójście i rozród, Nękają także dojrzałe kobiety 40, 50 letnie, które zdecydowały się na wolny stan doskonale wiedząc, że za mąż i nie wyjdą a dzieci nie będą miały."

      Wchodze w wiek starego babska i wypraszam sobie. Nikogo nie nekam. Doprecyzowuj wlasne przyklady. Jakie to te stare babska musza jeszcze byc, aby zostaly uznane za stare babska.
      Ja bym powiedziala, ze ludzie zyjacy w dusznych zasciankowych relacjach. Niewyksztalceni ( choc i wyksztalcone kobiety nasiakniete odpowiednia wychowawcza atmosfera domu potrafia byc upierdliwe pod wzgledem dopytywania sie. "Kiedy slub?"). Wedlug mnie trzeba w samym srodowisku kobiecym odkrecic ten schemat sukcesu, ktory gwarntuje kobiecie odpowiedni status rodzinny.
      Pamietam na studiach sytuacje na trzecim roku. Hajtaly sie prawie wszystkie moje kolezanki na roku- bum slubow, oby tylko odpowiedni kandydat byl. Wrocilam ze studiow bez faceta i pierscionka zareczynowego. Coz za zyciowa porazka mnie dotknela!:) I pamietam z tego czasu dwoch kolegow : Wacka i Placka. Wacek pouczal mlodszego Placka aby nie zadawal sie z dziewczynami od trzeciego roku w zwyz, bo takie dziewczyny na meza poluja i moga biednego faceta w ciaze wkrecic- drapiezne piranie nie kobiety:)) Na serio wolalam bez owego pierscionka i faceta w domu sie pojawic, niz byc swiadkiem takich tekstow. Poza tym w domu mialam bardzo dobry uklad. Matka dorobila sie niefajnego meza i absolutnie nie wypychala nas z domu w ow miodem i mlekiem oplywajacy zwiazek malzenski. Ojca zas niewiele interesowalo.

      Usuń
    3. "O dziwo kobiety żyjące w normalnych, szczęśliwych związkach nie mają tendencji do osobistych pytań na takie tematy."
      Znam troche takich z nieszczesliwych zwiazkow ( malzenskich), ktore nie zdreczaja pytaniami o slub innych. Ja mam inne obserwacje, jezeli sie w malzenstwie panience powiodlo- nie ma zbyt wygorowanych wymagan i ambicji wtedy obnosi sie z tym swoim stanem. Bo czuje ze moze, ze jest szczesliwa i odniosla spoleczny sukces, ktorego jawnym znakiem jest maz przy boku i zdowe bobo w wozeczku.

      "Być może tym wścibskim babskom chodzi o to, aby wszystkie kobiety podzliliły ich kiepski los lub, żeby usłyszały, że są niezadowolone ze swojego stanu matrymonialnego."
      Nie... to tylko takie uwarunkowanie. Trzeba je nauczyc inaczej. One nie wiedza, ze nie mozna zadawac takich pytan i ze to jest fuj. Prababcia tak pytala, babcia, wlasna matka to czemu ona nie moze? Ze nagle jest to zle postawione pytanie? A niby dlaczego? Trzeba takie panie edukowac. Ta zapytana z reguly nie wyedukuje nikogo, bo scisnie sie w sobie i bedzie bakala jakies okrezne odpowiedzi. A to bedzie znaczylo, ze i ona ma wiele w sobie nieprzepracowanego.

      "Ogólnie w tym nękaniu biorą udział kobiety mężczyźni nie są tak napastliwi i wścibscy jak te babska."
      Bywaja bardzo dziwni panowie. Ja takich spotkalam wlasnie na studiach, ktorym schematy rowniez zaslepily postrzeganie.

      I prosze cie bardzo, nie tworz kolejnych stereotypow w stylu starych zasciankowych baba ze wschodu Polski. Zycze ci w takim ukladzie abys natykala sie na same zasciankowe mlode baby zyjace w centrum Polski, a najlepiej te z wielkich metropolii... moze wtedy troche zmienisz postrzeganie.

      Usuń
    4. Przyjrzyj sie jak dziewczyna ma wizji sie gimnastykuje aby wyjsc z zasciankowych pytan czlowieka prawdopodobnie wyksztalconego, nie bedacego z manierami na bakier... wiem tez , ze zalozenia programu sa takie aby troche siedzacego na tej kanapie "poszturchac", ale ... nasza polska rzeczywistosc. Jaka Polska takie i szturchanie:) Nie trzeba byc stara, wredna baba ze wschodu Polski ...
      wystarczy tylko zyc w Polsce.))

      https://youtu.be/UoO0s0MCcFk

      Usuń
    5. Pisząc stare babska pisałam z pewnym przekąsem o kobietach w dojrzałym wieku, chociaż i kobiety młode też mają tendencje do zadawania upierdliwych pytań, Nie są to kobiety wbrew pozorom niewykształcone mają wykształcenie średnie czasem wyższe pracujące na stanowiskach urzędowych lub innych, wyjeżdżały za granice i wiedza jak świat wygląda. Ich matki, babki owszem zadawały pytania, ale były one zadawane w innej formie w stylu jak ci się wiedze w życiu, jak sobie życie ułożyłaś ? . Te starsze przedwojenne kobiety, choć czasem bez wykształcenia formalnego miały więcej ogłady niż te z meneleowane babska zadające non stop wścibskie pytania za każdym razem, gdy daną ofiarę spotkają znając dokładnie, jaki jest stan matrymonialny danej osoby a mimo to pytają ciągle o to samo . Uważam, że te babska nawet nie opłacało się posyłać do jakiejkolwiek szkoły, bo i tak im nic nie dało._
      Co do mężczyzn to fakt też mają schematy, ale oni nie są tak napastwilliwi jak kobiety w tym temacie, nie zadają wścibskich pytań, Ja przynajmniej nie spotkałam się z pytaniami mężczyzn czy wyszałs za maź, czy masz dzieci itp. natomiast ze strony kobiet owszem.
      Co do wschodniej Polski faktem jest, że wschód Polski jest bardziej konserwatywny takie Podkarpacie to jest totalna masakra w funkcjonowaniu kobiet, Śląsk, mimo że należy do zachodniej Polski jest mega konserwatywny zwłaszcza mężczyźni? Mazowieckie województwo to tez konserwy jedynie Warszawa jest liberalna obyczajowo nawet prezydenta maja na poziomie. Warszawiacy podobno wstydzą się wsi mazowieckich jest tam wielka przepaść mentalna i kulturowa większa i niż w innych regionach między miastem a wsią.

      Usuń
  10. Faktycznie, do określeń "singiel, singielka, samotny ojciec, samotna matka" niepotrzebnie, ba, w sposób nieuprawniony przykłada się kalkę z poprzedniej epoki, kiedy to takie stany szybko powodowały straszny kanał (finansowy i społeczny). Stąd te niegdysiejsze "samobójstwa z miłości" (bo partner odszedł), które w wielkiej części spowodowane były strachem przed stoczeniem się na dno społeczne, miłość niewiele tu miała do powiedzenia. Sugerowanie, że dziś będą takie same konsekwencje bycia samym, co kilkadziesiąt lat temu, jest zwykłym sianiem poczucia zagrożenia bez pokrycia w faktach. Mało tego, nawet samotnemu rodzicowi z dzieckiem (głównie chodzi o matki, ale są wyjątki), wcale nie jest jakoś przesadnie trudno znaleźć dziś partnerkę/partnera. To już nie ten czas, by dziecko bez ojca było odbierane, jako hańba, przynajmniej nie na tyle szeroko, by zamykało to komukolwiek drzwi do ponownego wejścia w związek. No i przerwałeś rozmowę pań w ciekawym momencie, bo "samotność we dwoje" jest strasznym wrzodem na dupie współczesnego społeczeństwa. Powierzchowne rozmowy oznaczają brak zaufania między partnerami, być może poczucie winy jednego z nich, bądź obojga. Na dłuższą metę, wychodzi z tego kupa, kał. Nie da się zbudować czułości i szacunku bez wspólnych rozmów na tematy ważne, choć oczywiście da się taki związek ciągnąć na kwadratowych kołach. Pamiętam takie sytuacje z poprzednich związków, gdy łapałem się na tym, że boję się poruszyć jakiegoś tematu. Gdy to zjawisko się powtarzało (czyli nie miało charakteru incydentalnego, lecz ciągły), był to dla mnie jasny sygnał, że trzeba się zastanowić nad zakończeniem takiego układu. Co lepsze, wracał mi wtedy obiektywizm w ocenie pewnych sytuacji, różowe okulary odkładane były na półkę, więc nie trzeba było długo czekać na moją decyzję o zwolnieniu z obowiązków partnerskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, kwestię "samotność we dwoje" potraktowałem dość marginalnie, zaznaczyłem jedynie, że coś takiego istnieje, gdyż nie chciałem przeładować posta, zaś sam temat wart jest osobnego opracowania... ale pod Twoim zdaniem "Nie da się zbudować etc" podpiszę się czterema kończynami...

      Usuń
  11. Kilka lat spędziłam jako tzw. samotna matka, otrzymując przy tym mnóstwo ciepła i serdeczności od moich bliskich i dalszych przyjaciół i znajomych oraz wsparcie dla mnie i dziecka od dziadków. Nie mogę więc powiedzieć, żebym była tak naprawdę samotna.
    Na własny użytek używam słowa, że jestem samodzielna lub wolna. Wtedy kiedy nie jestem w żadnej relacji, albo relacja nie jest jedną z tych trwałych.
    Język i nazywanie rzeczy jednak ma duże znaczenie.
    A dialog bardzo ciekawie pokazuje właśnie to powszechne rozumienie słów w konfrontacji do tego prawdziwego, które jest pod skórą i większość ludzi tak naprawdę wie, gdzie z tym jest i jak im z tym jest.
    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "samodzielna" i "wolna" (matka) brzmią fajnie, mimo pewnych pobocznych, mało zresztą istotnych dwuznaczności w tych słowach zawartych, na pewno są lepsze niż "samotna"...
      uściski!!! :)

      Usuń
  12. Na samotność w związku bardzo dużo osób cierpi z tego co widzę. Może nawet częściej niż właśnie single. Komunikacja po latach bycia razem bywa trudniejsza niż przy poznaniu się. Druga sprawa czasem jak przychodzi rodzina to odcinamy się od innych ludzi. Ja mam kochającego męża ale czasem czuję się samotna. Brakuje mi ludzi, szukam ich w internecie, by zapewnić sobie trochę życia towarzyskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. komunikacja to podstawa i jak się zaczyna psuć, to i związek zaczyna się psuć...
      gdy zaczynamy być i już jesteśmy z kimś, to struktura naszych znajomości, relacji towarzyskich przeważnie się jakoś modyfikuje, ani to dobre, ani złe, po prostu naturalna kolej rzeczy, bardziej skupiamy się na związku, ale czy kompletne odcięcie się od innych ludzi to dobry pomysł?... zbyt raptowna zmiana dla kogoś prowadzącego wcześniej bogate życie towarzyskie może być trudna do zniesienia i wtedy faktycznie może się pojawić samotność, jakieś epizody, a nawet najbardziej kochająca/y partner(ka) może tego nie skompensować...

      Usuń
  13. Myślę, że prawie każdy zna te stany samotności. Większość problemów wynika z tego, że ludzie nie rozmawiają z sobą albo nie umieją wyartykułować swoich oczekiwań i potrzeb.
    To, że człowiekowi potrzebny drugi wyrozumiały i empatyczny człowiek, to oczywwista oczywistość.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co prawda uważam, że problemy (międzyludzkie) powstają przeważnie jako skutek nadmiernych ludzkich oczekiwań i potrzeb, to faktycznie, jeśli już są, braki komunikacyjne często nie pozwalają ich rozwiązywać i niwelować...
      serdeczności zasyłam :)

      Usuń
  14. Ja mówię o sobie, że jestem samodzielną matką :) Bo samotną się nie czuję, ale jednak samodzielna być muszę :) Ot i to moje prywatne wyjście z sytuacji, które można wykorzystywać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Samość, samotność, a opuszczenie? Przeżyłam samość, przeżyłam samotność, ale najbardziej boli mnie opuszczenie. To taka sytuacja, kiedy dzieje ci się coś złego, dzieje ci się krzywda i nagle okazuje się, że nikt cie nie broni, nikt nie wspiera z jakichś niezrozumiałych powodów, bo dotychczas wszystkie relacje grały i buczały.
    O mało co, a zarzucono by Ci szowinizm, faszyzm, nihilizm i inne "izmy", a to przecież taki niewinny dialog jest.:)
    Zdrowia Piotrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyznam, że nie analizowałem za bardzo znaczenia słowa "opuszczenie", czy jest to coś fizycznego, czy psychicznego, a teraz tego się nie podejmę, bo umysł mi wszedł w "summer mode" :)
      mnie już zarzucano nieraz tak dziwne rzeczy, że jestem przyzwyczajony i nie rusza mnie to za bardzo, gdy ktoś wymyśli coś jeszcze...
      zdrowia :)

      Usuń
  16. myślę, że każdy język pełen jest wykoślawień znaczeniowych i pierwotne znaczenie słów ginie przytłoczone współczesnym rozumieniem, albo wykolejeniem słowa. poza tym - trudno zdefiniować nowe znaczenia, korzystając ze starych słów wyłącznie. moda, poprawność polityczna i cały ten oficjalny bełkot sprawia, że zapominamy o istocie słowa, albo przestajemy wierzyć, że zostało użyte tak, jak sami użylibyśmy tego słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie, to język ewoluuje i różne, przeróżne za tym stoją czynniki, sam się czasem łapię na różnych lapsusach, ale nie zawsze mam pewność, czy to akurat lapsus, czy to właśnie tak ma być :)

      Usuń
  17. Ktoś, kto ma możliwość wyboru tego, co lubi, nie będzie narzekał na samotność, bowiem tylko od niego zależy, co wybierze, by czuć się szczęśliwym w swojej samotni bądź w rozbawionym tłumie.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niezłe...
      chcę z kimś pobyć, pogadać - jestem i gadam, nie chcę z nikim być i gadać - to siedzę sobie sam i nie gadam... a samotność pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś z chce z kimś pobyć i pogadać, a tu się okazuje, że nie ma z kim...

      Usuń
    2. Nieźle się rozwinęła mądra i pouczająca dyskusja. A skoro nic nowego już nie można do niej wnieść, to potwierdzę Twoje stanowisko. Na samotność jak i na przeciwstawny stan, czyli poczucie wspólnoty, i przynależność do grupy/otoczenia trzeba sobie solidnie zapracować. Można to też podsumować mądrym ludowym powiedzeniem: "Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz".

      Usuń
  18. Samotność. Daj mi losie choc raz w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń