12 czerwca 2022

"Odkłamywanie marihuany" - krótka recenzja nieprofesjonalna

- Po kiego ci ta książka? Ty już wszystko wiesz w temacie.
Moja Lady jeśli ma rację, to faktycznie ma rację, ale z tym "wszystko" chyba jednak trochę przesadziła. Wystarczająco jednak wiem, aby mieć prokonopne nastawienie. Bo to jest tak: prokonopni mają poglądy oparte na wiedzy, zaś marychofobi mają tylko poglądy. Dlatego też dyskurs między nimi jest raczej niemożliwy. Zwykle przebiega on na zasadzie "chłopu mówić mądre słowa, on zaś na to: moja krowa". Wreszcie komuś tam puszczają emocje, po czym debata staje się draką. Tak sam miałem niedawno. Nie rozpoznałem od razu marychofobicznego fanatyka, więc straciłem nań trochę cennego czasu. Czy na pewno jednak go straciłem? Paradoks polega na tym, że trochę tego czasu trzeba jednak poświęcić na takie rozpoznanie. Jako rzecze starożytna enochiańska maksyma: nie spróbujesz - nie wiesz.
Ale wróćmy do książki. Autor nie ukrywa, że sam jest prokonopny, jednak tego się zbytnio nie czuje podczas lektury. Narracja jest mocno naukowa, rzeczowa, jak na wysokiej klasy pracę przystało, do tego oparta na solidnym materiale bibliograficznym. Trzeba było sporo roboty, aby się przez ten cały materiał przekopać. Za to każdy mit, każde przekłamanie na temat Zioła są rozpracowane punkt po punkcie. Podane jest też sporo twardych danych, ale wytykane są też błędy badawcze, które do wielu mylnych wniosków mogą prowadzić. Ciekawym przykładem jest rozpracowanie znanej, do tej pory zresztą lansowanej w Polsce "teorii bramy", według której używanie Zioła prowadzi jakoby do narkomanii. To jest tu akurat warte podkreślenia, gdyż mimo, że świat naukowy dawno już uznał ją za bzdurę opartą na bazowym błędzie logicznym, to nasz kraj nadal robi za zaścianek tej bzdury.
Książka opisuje również wiele okoliczności natury politycznej, które stały się podstawą do zaistnienia wielu mitów na temat Zioła. Mamy podany wręcz na tacy cały kontekst historyczny, odpowiedzi na pytania skąd się wzięło to lub owo. Bardzo interesujący jest rozdział poświęcony Holandii, popularnym bowiem wśród marychofobów jest mit, jakoby tej kraj poniósł porażkę swojej liberalnej polityki. Prawda jest zgoła inna, ale jako że nie jest to streszczenie książki, to aby ją poznać trzeba po nią sięgnąć.
Po tych kilku lapidarnych pochwałach pojawia się pytanie: kto jest targetem recenzowanej pracy? Na pewno nie tytanowy rdzeń grupy marychofobów. Do nich nie dociera nic. Oni jak ta zdarta płyta będą powtarzać wdrukowane do głów bajdy, demonizujące Zioło na każdym kroku. Ale prokonopni też tym targetem nie są, gdyż oni już "wszystko" wiedzą, aczkolwiek wielu zapewne po książkę sięgnie, aby tą wiedzę sobie poszerzyć. Jednak pozostał jeszcze środek, czytelniczy mainstream, taki nie do końca zdecydowany poglądowo. Choćby ze względu na samą przytomność podejścia do sprawy można im śmiało tą pracę polecić. Jej język jest bardzo przystępny, mimo naukowości wcześniej wspomnianej, więc nie powinna to być za trudna lektura.