12 stycznia 2026

KREWETKI, FRYTKI BELGIJSKIE I MISS MĄDRALIŃSKA

W Pleciudze, jak to w Pleciudze. Gdy nasze wiedźmy zejdą się na swoje czwartkowe pogaduchy, to różne tematy biorą na warsztat. Czasem są to szalenie ważne czarowskie sprawy, czasem zaś toczą dysputy o przysłowiowym siusiaku damiana. Razu tego Anita rzuciła tak sobie nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy:
- A wiecie, dziś miałam zabawną akcję w robocie.
- No?
Odparła któraś, bodajże Malina, więc Nita zakontynuowała:
- Siedzę sobie z Borkiem w tym naszym firmowym barku na dole, zaczynamy lunch, nagle dosiada się Ewka, taka koleżanka...
Tu jej przerwała Roxy:
- Ta Ewka, co kiedyś robiła podchody do Borka?
- Nie, skąd. Tamta już dawno u nas nie pracuje.
- Pomogłaś jej w tym, czy tak sama z siebie odeszła?
Anita dyplomatycznie udała, że wcale nie było tego pytania, tylko rozwinęła odpowiedź na pierwsze:
- To jest akurat dość fajna Ewka, z tych Ewek, co się dają lubić. Ale nie była sama, tylko była jeszcze taka... Taka nowa, jeszcze jej nie rozkminiłam za dobrze. Borek zrobił minę jak srający borsuk, bo chcieliśmy pogadać, a tu nagle zmiana planów. Więc tylko skulił się nad tymi swoimi krewetkami z frytami belgijskimi i udaje, że go tu wcale nie ma.
Tu nagle ożywiła się Kaśka:
- On naprawdę nic innego nie jada?
- Nie, no... W firmie nic innego nie jada, bo uważa, że tylko to się tam nadaje do jedzenia. W domu zjada wszystko, kraszone, postne, grzeczny dzieciak jest.
- Ale te fryty z krewetkami są naprawdę zajebiste.
To był komentarz Mali, która jeszcze dodała:
- Ja kiedyś specjalnie tam sobie pojechałam na te fryty. Tyle się nasłuchałam na ich temat, że chciałam spróbować. Spróbowałam. Potem nawet powtórzyłam, drugą porcję wzięłam.
- Ja frytek nie jadam. Od frytek cycki miękną.
Rzuciła Roxy, lecz Mala miała już ripostę:
- Mnie jakoś nic nie zmiękło. Zresztą sama pomacaj.
Mówiąc to zrobiła ruch, jakby chciała chwycić Rudą za dłoń, ale ta ją szybko cofnęła, dodając przy tym jeszcze:
- Nic ci teraz nie będę macać. Nita, miało być o Ewce, a tu mi nagle siuśka jedna wyskakuje z jakimiś tam cyckami. Zaprowadź proszę jakiś porządek w tej opowieści.
Kaśka i Malina nagle się zgodnie zaśmiały, zaś Anita oznajmiła:
- To ty zaczęłaś. Ale zostawmy już te cholerne cycki...
Niestety Mala jej przerwała:
- To ta Ewka nie ma cycków?
- Młoda, zamknij się! Mam opowiadać, czy nie mam opowiadać?
- Nita, kocham cię!
- To nie jest odpowiedź na to pytanie.
- No, już mów. Ja tylko tak... Dla zacieśnienia siostrzanej więzi.
- Wariatka. No, ale dobrze. Więc rozsiadły się obie, Ewka i ta nowa, pełnymi buziami, ja patrzę na Borka, Borek nie patrzy na nikogo, tylko na te swoje krewetki, czekam więc co dalej. To ta Ewka nagle się mnie pyta, jak spędziłam sylwka. Ale wcale jej nie interesowało, co odpowiem, bo sama zaczęła opowiadać o swoim, zanim ja w ogóle zebrałam myśli. No, trudno. Skoro już się uparła spierdolić mi wspólny lunch z chłopem mojego życia, to co bym nie zrobiła, to spierdolę jeszcze bardziej. Siedzę cicho, konsumuję swoje, co mam na talerzu, za to Ewunia zaczyna się rozwijać. Opowiada co, kto, sro, co się działo, co kto zrobił, nie zrobił, guzik mnie to wszystko obchodzi, nawet nie znam tych ludzi, ale ta nagle zaczyna wychwalać zielsko, które ktoś tam przyniósł. To coś mnie podkorciło, mówię, że fajnie. Że pewnie nikt się za bardzo nie upił. Takim truizmem sobie sypnęłam, po czym wcinam dalej, za to nagle wtarła się ta nowa. Mówi, takim full bufoniastym tonem, pełnym wysokiej wyższości, wyżej od wyżeja, że ona nie musi palić żadnego zielska, żeby się dobrze bawić.
- Jeden z najbardziej frajerskich tekstów świata.
To wtrąciła Kaśka, zaś Malina dodała, tak nieco konsyliacyjnie:
- Społeczeństwo jest wciąż permanentnie niedoedukowane. Takim pindziom jak ta nowa wydaje się, że jak ktoś używa marihuany, to znaczy, że musi. Tak mają wdrukowane do głowy, jeszcze wiele lat upłynie, zanim się ten fałsz odfałszuje. Jak parę innych zresztą.
Lecz Anita nie podjęła tematu, raczej go zgasiła:
- Oj Lalka, świetnie wiemy, o co chodzi, ta piana została już zbita do białej kości, do krwi z dupy. Lepiej posłuchajcie, co było dalej.
- No?
- Ja nic nie mówię, żułam zresztą, Ewka na razie tylko patrzy na tą nową, jakby naprawdę chciała rozkminić te jej brednie. Za to nagle odezwał się mój nieślubny małżonek znad tych swoich krewetek belgijskich. I to jak się odezwał.
Mala zawierciła nagle pupą po krzesełku:
- Co powiedział? Co powiedział?
- Cytuję dosłownie: Rozumiem, że ruchać też się nie musisz?
Rymsnęło gromkim śmiechem po całej całości. Aż reszta klientek Pleciugi odwróciła głowy znad swoich pleciugato, czy też innych wspaniałości oferowanych przez kafejkę. Zaś gdy się już wyśmiało, Roxy westchnęła niczym znana gwiazda filmów dla dorosłych, tych bardziej romantycznych:
- Wiedziałam co robię podkochując się w nim kiedyś.
Za to Malina wyprostowała się dumnie na swoim siedzisku, mocno wypchnęła cycki do przodu, jakby chcąc pokazać, że nie jada zbyt wiele frytek, po czym oświadczyła:
- To przecież mój brat. Ta sama krew.
To wywołało znów salwę śmiechu, po której to salwie Kaśka spytała rzeczowo, jak to Kaśka:
- Znaczy ta nowa mądralińska chyba długo nie popracuje u was?
Anita w swojej firmie zarabiała na rachunki jako szefowa działu logistyki. Nie była bynajmniej w jej zarządzie, nie była formalnie zbyt decyzyjną pracownicą. Ale jako czarownica miała bardzo długie ręce. Wystarczyła jedna celna klątwa, jeden urok, czy jakieś inne zaklęcie, żeby bardzo wiele zmienić co do polityki owej firmy, szalenie rentownej zresztą. Taka przezroczysta eminencja, można by rzec. Jej psiapsie świetnie to wiedziały, reszta świata raczej już stanowczo niekoniecznie. Chyba nawet Falibor miał słabe pojęcie na ten temat. Więc odpowiedziała Katarzynie:
- Jeszcze to przemyślę, jeszcze ją poobserwuję. Ale na pewno praca w jednej firmie z idiotkami, czy też idiotami, z którymi nie idzie rozumować sprawia mi przykrość. Ty najbardziej nie lubisz chamstwa, zaś ja głupoty.
Zapadła cisza, którą wreszcie przerwała Mala:
- To może pogadajmy teraz chwilę o tych cyckach i frytkach. Bo jakoś za poważnie się zrobiło, a ja z kolei nie lubię, jak jest tak bardzo za bardzo za poważnie.
 


20 komentarzy:

  1. Krewetek w zestawie z frytkami jeszcze nie jadłam, a jedno i drugie lubię bardzo!
    Jakikolwiek temat, od cycków po fryty umieją czarownice zgrabnie rozegrać:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedno i drugie przyrządzić łatwo, podać razem jeszcze łatwiej, pozostaje tylko poeksperymentować z dodatkami, ale w tej akurat kwestii to danie nie jest zbyt wymagające, wiele do szczęścia nie trzeba...

      Usuń
  2. Cycki to nie moja bajka, krewetki również, za to frytki mogą być.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że "porządek w opowieści został zaprowadzony" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, toć baaa... opowieść bez porządku jest jak żołnierz bez zapałek...
      czy jakoś tam :)

      Usuń
  4. Cycki wiotczeją po frytkach belgoijskich ? No raczej dupa może urosnąć i cycki przy okazji . Natomiast jeśli chodzi o tą koleżankę Anity któa nie używa maryśki , to nie jest jeszcze powód wykluczenia towarzyskiego z racji tego ,że nie używa ,ale już jakby była anty choicowa , to się nadaje do skreślenia . Piosenka fajna jak zwykle,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te antycyckowe frytki to albo fanaberia Roxy, która ma lekki odpał na punkcie dbania o figurę /było o tym kiedyś wspominane/, albo jakiś żart z jej strony, ona miewa czasem dziwne poczucie humoru...
      nie używanie MJ dla naszych bohaterek absolutnie nie jest powodem do wykluczenia towarzyskiego, zupełnie o coś innego chodzi w tej sprawie... spróbuj wrócić do tekstu, bo może za szybko przeczytałaś...

      Usuń
  5. Chyba stanę w obronie pani mądralińskiej. Po pierwsze ,,tak się po prostu mówi'', że nie potrzebuję używek do dobrej zabawy - nie ważne, czy mamy na myśli alkohol, czy maryśkę, czy inne. Używki są raczej z reguły ,,złe'' i nie są niezbędne do życia - więc sporo osób jest dumna z tego, że po nie nie sięga. I dziwi się, że na imprezie ludzie traktują używki jako integralną część zabawy. Mam znajomych Hindusów - dla nich absolutnie każde spotkanie jest pretekstem do zioła. Każde. Gdyby to było pół na pół, to ok, ale każde? Stąd też byłabym przekonana, że bez tego nie potrafią mieć spotkania.
    Anitę chyba lubiłam najbardziej z całej grupy czarownic, bo była najbardziej przytomna i logiczna z tej grupy. Ale teraz widzę, że jest zwykłą słabą kobitą, która czary wykorzystuje do celów prywatnych. Nie podoba jej się koleżanka, to ją eliminuje z otocznia, bo nie potrafi sobie z nią na codzień radzić? Brzydko... Eliminuje koleżankę za głupotę, która dotyczy życia poza pracą i nie dotyczy obowiązków pracowych? Tym bardziej brzydko... Wkurzają mnie w pracy ludzie, którzy nie wykazują logiki i inteligencji w ogarnianiu zadań pracowych. Ale jeśli przejawiają głupotę w innych dziedzinach, które nie rozwalają ich obowiązków pracowych, to po prostu nie jadam z nimi lunchu, zamiast od razu próbować ich eliminować z pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na wstępie może trzymajmy się faktów: Anita jeszcze nic nie postanowiła /cytuję: "jeszcze ją poobserwuję"/, tylko Kaśka znana z radykalnych jazd zasugerowała jej coś tam... więc można się spodziewać, że miss mądralińska tak szybko z pracy nie wyleci... w końcu miał miejsce tylko drobny towarzyski nietakt, a nie powód do walenia po pysku...
      ...
      czary do celów prywatnych to źle?... przyznam, że nie do końca rozumiem, o co chodzi... nawet zawodowe wiedźmy używają czarów do celów prywatnych, bo też mają żołądki, jak wszyscy inni ludzie... powiem więcej: każdy, kto się poświęca jakimś celom nieprywatnym /służbowym? prospołecznym? jakimś tam innym?/ robi to także w celach prywatnych... on tak się po prostu realizuje...
      ...
      a teraz do meritum...
      dumę z siebie, całościowo, czy z jakiejś swojej cechy, lub osiągnięcia, można zakomunikować w różny sposób... niestety omawiana fraza "ja nie muszę etc..." jest dosyć niefortunna, bo wciska wszystkim innym diagnozę, że one/i "muszą", która jest fałszywa... jest to w gruncie rzeczy czysta manipulacja mająca na celu narzucenie innym schematu własnych zachowań... co prawda wszyscy sobą manipulujemy na okrągło, do tego jeszcze często nieświadomie /magia mniejsza/ i nikt nie tworzy z tego problemu, ale pewnych odmian tych manipulacji po prostu nie lubimy, zwłaszcza tych opartych na fałszu i wychwytujemy je w lot...
      w tym konkretnym przypadku tym fałszem jest teza, że jeśli ktoś coś robi, to znaczy, że musi... tu wcale nie chodzi o jakąś tam używkę, czy inny rodzaj zachowania, które nie jest nam konieczne do przeżycia, nie chodzi też o potencjał uzależniający danego zachowania, w przypadku maryśki akurat znikomy, ale mniejsza z tym... tu chodzi tylko o wciskanie przysłowiowej ciąży w brzuch, którego chyba raczej nikt nie lubi, nie tylko czarownice...

      Usuń
    2. Anita już postanowiła. Postanowiła ją poobserwować. A niby czemu? Za poglądy niezwiązane z pracowymi obowiązkami, bo jej te poglądy przeszkadzają? To nie jej firma i to nie ona jest menadżerem tej pani mądralińskiej, żeby sobie decydować na podstawie lubię-nie lubię, ktoma być w zespole : )

      Czary do celów prywatnych - tak samo jak manipulacja do celów prywatnych, używanie swojej siatki wpływów, pleców, swojego stanowiska, swojej władzy itd do osiągnięcia własnych celów. Jak ma się moc, to się jest za nią odpowiedzialnym, a nie biega się naokoło i przyprawia o utratę pracy czy sraczkę osoby, które mi się nie podobają.

      Dla mnie fraza ,,ja nie muszę'' oznacza, że ,,ja nie muszę''. Jeśli ktoś to odbiera jako ,,to znaczy, że inni muszą, bo inaczej nie potrafią'', to ma raczej alergię na tę kwestię, a nie faktycznie ta fraza to znaczy. Ostatnio kotś się też czepiał frazy ,,ja bym tak nie mogła (jak ty wstawać o siódmej rano i ćwiczyć)'', bo to niby oznacza, że ktoś podważa twoje wybory i nabija się, że ty tak robisz. Dla mnie ludzie są po prostu pzrewrażliwieni. Usłyszeli tę frazę raz w złym kontekście/ od kogoś kto faktycznie życzył im źle i od teraz mają reakcję alergiczną na każdego, kto tak mówi, nawet jeśli osoba naprawdę ma na myśli ,,ja nie potrzebuję deseru po obiedzie''.

      Usuń
    3. czy tu chodzi o jakieś poglądy?... chyba każdego, kto wejdzie w nowe towarzystwo nieco baczniej obserwujemy, nawet jeśli nie zacznie od jakiegoś faux pas... zdaniem Anity nowa takie faux pas wykonała, więc tym bardziej... nie przywiązywałbym jednak do jej deklaracji zbyt wielkiego znaczenia, nawet jeśli poczyna sobie ona w firmie, jak wspomniana w tekście "przezroczysta eminencja"...
      ...
      czyli raczej mowa jest o nadużywaniu magii?... okay, wiedźmy starają się tego nie robić, przynajmniej teoretycznie, ale kiedy do tego nadużycia dochodzi?... obawiam się, że tu może być spory rozrzut opinii, także między nimi samymi...
      ...
      zważywszy na to, jak często ludzie używają omawianej frazy aby się sztucznie dowartościować czyimś kosztem, to porównanie z innymi przykładami, które podałaś wydaje się być trochę niecelne...
      to w ogóle jest tak, że używanie wszelkich używek, od grzania hery po gryzienie pestek często bywa postrzegane jako "uleganie słabości" niezależnie od wszystkiego, co już jest pewnym fałszem, gdyż wszystko zależy od okoliczności, kontekstu sytuacji, etc, bo czy zawsze jest słabością chęć zrobienia sobie jakiejś frajdy?... do kompletu mamy gradację na te mniej lub bardziej obciachowe używki, nawet w zakresie jednego rodzaju /popatrz, jak palacze papierosów podchodzą do snusa prezydenta, wielu go (prezydenta) sklasyfikowało jako "ćpuna"/...
      to wszystko aż się prosi, aby mogła to wykorzystać osoba niedowartościowana tym swoim "ja nie muszę", jej komunikat znaczy: "ja jestem silna/y, a (wy) wszyscy userzy to cieniasy" i tak też się dzieje bardzo często w praktyce... osoba z prawidłowym poczuciem własnej wartości raczej takiej frazy nie użyje, co najwyżej stwierdzi "ja nie używam /nie piję, nie palę, nie ogryzam, etc/" albo w ogóle nic nie powie, jeśli jej o to nie pytają, bo po co ma odpowiadać na pytanie, które nie padło?...

      Usuń
  6. Wpis stanowi interesujące studium mikrointerakcji w środowisku gastronomiczno-zawodowym. Obserwujemy klasyczny konflikt: "wyższość deklaratywna" kontra "riposta demaskująca". Krewetki z belgijskimi pełnią tu funkcję bezpiecznej przystani, a cycki są zmienną zakłócającą, która uparcie próbuje przejąć narrację ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, kuszące kształty i przyjemność dla zmysłów. Frytki, cycki i krewetki... wszystkie można chrupać, smakować i zachwycać się nimi na swój sposób;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. frytki belgijskie mają to do siebie, że ziemniaki, czy inne bulwy, na przykład babaty, są krojone grubiej, niż na popularne frytki fastfoodowe, co powoduje, iż ich kształty są pełniejsze, aczkolwiek nie rubensowskie bynajmniej...
      z krewetkami bywa już rozmaicie co do rozmiarów i gabarytów, firma prowadząca lunchbar czasem sprowadza takie, czasem inne, zależnie od sytuacji na rynku, ale Borek lubi każde...
      za to z cyckami sprawa ma się tak, że dla Borka, wiernego chłopa swojej baby, najbardziej się liczą cycki anitowe, jednak on ich nie mierzy i nie waży, jego interesuje ich poręczność, cecha bardziej intuicyjna, niż naukowa, zaś Nita, jako kochająca baba swojego chłopa starannie dba o to, aby zawsze takie były, gotowe na wszelkie techniki okazywania im zachwytu...

      Usuń
  8. Skąd wytrzasnąłeś taką balladę..., ale że pasuje do treści tekstu, więc niech będzie.
    Faktem jest, że nowym osobom lubimy się przyglądać, oceniać, komentować. Zobaczymy, co ona na to, czy będzie chciała "grać" jak reszta towarzystwa, czy pokaże indywidualne pazurki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ballada ma pochodzenie kwantowe, choć z tym pasowaniem do reszty tekstu bywa różnie... czasem ballada pasuje, a czasem stanowi osobną wartość, jednak na tyle fajną, że szkoda odrzucić...
      nowym przygląda się każda/y, rożnice są tylko na poziomie formy: jedne/i robią to nachalnie, inne/i dyskretnie, czyli udając, że tego nie robią...

      Usuń
  9. Jak tak można złe narkotyki, zielska jakieś, lepiej się napić jak porządny człowiek ;p. A tak na serio to ta Ewka miała te cycki? Nie no to też nieważne, zjadłabym frytki!

    OdpowiedzUsuń