W Pleciudze, jak to w Pleciudze. Gdy nasze wiedźmy zejdą się na swoje czwartkowe pogaduchy, to różne tematy biorą na warsztat. Czasem są to szalenie ważne czarowskie sprawy, czasem zaś toczą dysputy o przysłowiowym siusiaku damiana. Razu tego Anita rzuciła tak sobie nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy:- A wiecie, dziś miałam zabawną akcję w robocie.
- No?
Odparła któraś, bodajże Malina, więc Nita zakontynuowała:
- Siedzę sobie z Borkiem w tym naszym firmowym barku na dole, zaczynamy lunch, nagle dosiada się Ewka, taka koleżanka...
Tu jej przerwała Roxy:
- Ta Ewka, co kiedyś robiła podchody do Borka?
- Nie, skąd. Tamta już dawno u nas nie pracuje.
- Pomogłaś jej w tym, czy tak sama z siebie odeszła?
Anita dyplomatycznie udała, że wcale nie było tego pytania, tylko rozwinęła odpowiedź na pierwsze:
- To jest akurat dość fajna Ewka, z tych Ewek, co się dają lubić. Ale nie była sama, tylko była jeszcze taka... Taka nowa, jeszcze jej nie rozkminiłam za dobrze. Borek zrobił minę jak srający borsuk, bo chcieliśmy pogadać, a tu nagle zmiana planów. Więc tylko skulił się na tymi swoimi krewetkami z frytami belgijskimi i udaje, że go tu wcale nie ma.
Tu nagle ożywiła się Kaśka:
- On naprawdę nic innego nie jada?
- Nie, no... W firmie nic innego nie jada, bo uważa, że tylko to się tam nadaje do jedzenia. W domu zjada wszystko, kraszone, postne, grzeczny dzieciak jest.
- Ale te fryty z krewetkami są naprawdę zajebiste.
To był komentarz Mali, która jeszcze dodała:
- Ja kiedyś specjalnie tam sobie pojechałam na te fryty. Tyle się nasłuchałam na ich temat, że chciałam spróbować. Spróbowałam. Potem nawet powtórzyłam, drugą porcję wzięłam.
- Ja frytek nie jadam. Od frytek cycki miękną.
Rzuciła Roxy, lecz Mala miała już ripostę:
- Mnie jakoś nic nie zmiękło. Zresztą sama pomacaj.
Mówiąc to zrobiła ruch, jakby chciała chwycić Rudą za dłoń, ale ta ją szybko cofnęła, dodając przy tym jeszcze:
- Nic ci teraz nie będę macać. Nita, miało być o Ewce, a tu mi nagle siuśka jedna wyskakuje z jakimiś tam cyckami. Zaprowadź proszę jakiś porządek w tej opowieści.
Kaśka i Malina nagle się zgodnie zaśmiały, zaś Anita oznajmiła:
- To ty zaczęłaś. Ale zostawmy już te cholerne cycki...
Niestety Mala jej przerwała:
- To ta Ewka nie ma cycków?
- Młoda, zamknij się! Mam opowiadać, czy nie mam opowiadać?
- Nita, kocham cię!
- To nie jest odpowiedź na to pytanie.
- No, już mów. Ja tylko tak... Dla zacieśnienia siostrzanej więzi.
- Wariatka. No, ale dobrze. Więc rozsiadły się obie, Ewka i ta nowa, pełnymi buziami, ja patrzę na Borka, Borek nie patrzy na nikogo, tylko na te swoje krewetki, czekam więc co dalej. To ta Ewka nagle się mnie pyta, jak spędziłam sylwka. Ale wcale jej nie interesowało, co odpowiem, bo sama zaczęła opowiadać o swoim, zanim ja w ogóle zebrałam myśli. No, trudno. Skoro już się uparła spierdolić mi wspólny lunch z chłopem mojego życia, to co bym nie zrobiła, to spierdolę jeszcze bardziej. Siedzę cicho, konsumuję swoje, co mam na talerzu, za to Ewunia zaczyna się rozwijać. Opowiada co, kto, sro, co się działo, co kto zrobił, nie zrobił, guzik mnie to wszystko obchodzi, nawet nie znam tych ludzi, ale ta nagle zaczyna wychwalać zielsko, które ktoś tam przyniósł. To coś mnie podkorciło, mówię, że fajnie. Że pewnie nikt się za bardzo nie upił. Takim truizmem sobie sypnęłam, po czym wcinam dalej, za to nagle wtarła się ta nowa. Mówi, takim full bufoniastym tonem, pełnym wysokiej wyższości, wyżej od wyżeja, że ona nie musi palić żadnego zielska, żeby się dobrze bawić.
- Jeden z najbardziej frajerskich tekstów świata.
To wtrąciła Kaśka, zaś Malina dodała, tak nieco konsyliacyjnie:
- Społeczeństwo jest wciąż permanentnie niedoedukowane. Takim pindziom jak ta nowa wydaje się, że jak ktoś używa marihuany, to znaczy, że musi. Tak mają wdrukowane do głowy, jeszcze wiele lat upłynie, zanim się ten fałsz odfałszuje. Jak parę innych zresztą.
Lecz Anita nie podjęła tematu, raczej go zgasiła:
- Oj Lalka, świetnie wiemy, o co chodzi, ta piana została już zbita do białej kości, do krwi z dupy. Lepiej posłuchajcie, co było dalej.
- No?
- Ja nic nie mówię, żułam zresztą, Ewka na razie tylko patrzy na tą nową, jakby naprawdę chciała rozkminić te jej brednie. Za to nagle odezwał się mój nieślubny małżonek znad tych swoich krewetek belgijskich. I to jak się odezwał.
Mala zawierciła nagle pupą po krzesełku:
- Co powiedział? Co powiedział?
- Cytuję dosłownie: Rozumiem, że ruchać też się nie musisz?
Rymsnęło gromkim śmiechem po całej całości. Aż reszta klientek Pleciugi odwróciła głowy znad swoich pleciugato, czy też innych wspaniałości oferowanych przez kafejkę. Zaś gdy się już wyśmiało, Roxy westchnęła niczym gwiazda filmów dla dorosłych, tych bardziej romantycznych:
- Wiedziałam co robię podkochując się w nim kiedyś.
Za to Malina wyprostowała się dumnie na swoim siedzisku, mocno wypchnęła cycki do przodu, jakby chcąc pokazać, że nie jada zbyt wiele frytek, po czym oświadczyła:
- To przecież mój brat. Ta sama krew.
To wywołało znów salwę śmiechu, po której to salwie Kaśka spytała rzeczowo, jak to Kaśka:
- Znaczy ta nowa mądralińska chyba długo nie popracuje u was?
Anita w swojej firmie zarabiała na rachunki jako szefowa działu logistyki. Nie była bynajmniej w jej zarządzie, nie była formalnie zbyt decyzyjną pracownicą. Ale jako czarownica miała bardzo długie ręce. Wystarczyła jedna celna klątwa, jeden urok, czy jakieś inne zaklęcie, żeby bardzo wiele zmienić co do polityki owej firmy, szalenie rentownej zresztą. Taka przezroczysta eminencja, można by rzec. Jej psiapsie świetnie to wiedziały, reszta świata raczej już stanowczo niekoniecznie. Chyba nawet Falibor miał słabe pojęcie na ten temat. Więc odpowiedziała Katarzynie:
- Jeszcze to przemyślę, jeszcze ją poobserwuję. Ale na pewno praca w jednej firmie z idiotkami, czy też idiotami, z którymi nie idzie rozumować sprawia mi przykrość. Ty najbardziej nie lubisz chamstwa, zaś ja głupoty.
Zapadła cisza, którą wreszcie przerwała Mala:
- To może pogadajmy teraz chwilę o tych cyckach i frytkach. Bo jakoś za poważnie się zrobiło, a ja z kolei nie lubię, jak jest tak bardzo za bardzo za poważnie.
Krewetek w zestawie z frytkami jeszcze nie jadłam, a jedno i drugie lubię bardzo!
OdpowiedzUsuńJakikolwiek temat, od cycków po fryty umieją czarownice zgrabnie rozegrać:-)
jedno i drugie przyrządzić łatwo, podać razem jeszcze łatwiej, pozostaje tylko poeksperymentować z dodatkami, ale w tej akurat kwestii to danie nie jest zbyt wymagające, wiele do szczęścia nie trzeba...
UsuńCycki to nie moja bajka, krewetki również, za to frytki mogą być.
OdpowiedzUsuńa które najbardziej mogą?...
UsuńZ batatów. Małmazja!
Usuń