- Jestem wkręcana w śledztwo w sprawie, która mnie wcale nie obchodzi.
...
- Nie wierzę w te wasze zaczarowane majtki.
...
- Dla mnie ta sprawa jest zamknięta.
...
- Wstawaj, jedziemy.
***Wciąż ten sam poniedziałek, ZULU późne popołudnie.
Drzwi otworzyła Anita.
- Masz taką minę Kasiu, jakbyś wcale tu nie chciała być.
- Ale rozmyśliłam się po drodze, tylko zapomniałam maski zmienić. Roxy ma kłopot, więc Malina ma kłopot, a gdy ona ma kłopot, to i ja mam kłopot.
- Wchodźcie dziewczyny.
W salonie na kanapie siedziała Roxy, na twarzy miała ciemne szkła w dużych oprawkach, a obok niej kot Dredek demonstrował światu, jak ma na ten swiat wyjebane. Malina usiadła na sofie naprzeciwko.
- Rozumiem, że nie czekamy do piątku z rozmową?
Zamiast Roxy odezwała się stojąca do tej pory Anita:
- Kaśka, siadaj proszę. Której coś do picia?
- Mnie nic. Prosto z obiadu jedziemy.
- Ja też dziękuję.
Ale gdy milcząca wciąż Roxy zdjęła okulary, Malina nagle wstała na równe nogi i krzyknęła, niezbyt głośno, ale zdecydowanie:
- Nie! Chcę już coś do picia. Nalej mi proszę jakąś dużą, mocną, treściwą, satysfakcjonującą lufę.
Po czym prawie jednym tchem dodała:
- Roxy, kto ci to kurwa zrobił?!
Kobieta bez słowa wyjęła telefon, maźnęła po nim chwilę, po czym położyła aparat na stoliku.
- Dredek, przesiadka!
Kaśka chwyciła kota, usiadła obok Roxy, a gdy przełożyła sieściucha na bok objęła ją ramieniem i przytuliła do siebie. Chyba trochę za mocno.
- Ałaaa!
- Co jest?
- To!
Roxy powolnym, przerywanym ruchem zdjęła z siebie bluzę, pod którą nie miała już nic więcej, nawet bra.
Wciąż jeszcze stojąca Malina krzyknęła w stronę kuchni:
- Anita! Przynieś mi od razu na drugą nogę!
***Wciąż ten sam poniedziałek, ZULU parę minut później.
- To mówisz, że widziałaś go już wcześniej?
Anita spojrzała uważnie na Kaśkę, która akurat przestała równie uważnie patrzeć na telefon Roxy.
- Tak, pierwszy raz przyszedł do sklepu, jakieś parę miesięcy temu, Jacuś mnie wtedy zawołał, bo gość chciał wiedzieć, ile wezmę za pełne fizjoreha po operacji złamania ręki.
- Miał złamaną rękę?
- Nie. Mówił, że idzie do szpitala na...
- Na łamanie ręki?
- Malinko, nie przerywaj. Takie rzeczy się zdarzają. Wcześniej miał wypadek, potem coś tam się źle zrosło, koleś wybierał się do poprawki.
- No, dobrze, to nieważne. Kiedy później go znowu zobaczyłaś?
- Jakieś trzy tygodnie temu. Był już po zabiegu, po tej całej chirurgii i wykupił u nas cały cykl reha. Ale ja się nim nie zajmowałam, tylko Czarek go ogarniał. Ćwiczenia, masaż, takie tam inne, wiadomo.
- Czarek?
- Kolega, nasz drugi instruktor.
- Nowy? Bo nigdy go nie widziałam u ciebie w pracy. Fajny?
- Malina!
Anita szybkim, aczkolwiek jakby nieco ostentacyjnym ruchem odsunęła od szwagierki szklankę z niedopitym drinkiem.
- Kasiu, opowiadaj dalej.
- Raz z nim miałam tylko sesję, tak na zastępstwo, Czarek mnie prosił, bo coś tam mu wyskoczyło.
- Dostawiał się do ciebie? Próbował flirtować?
- Nie, chyba nie? Normalnie rozmawialiśmy. Ale przecież wiesz, że ja takich rzeczy na codzień zupełnie nie czuję.
- Jednak wpadłaś mu w oko. Może za tym pierwszym razem, może potem, nieważne w sumie kiedy.
- I ukradł ci frotkę.
To dodała Roxy.
- Ciągle je gubię. A ty skąd to wiesz?
- Bo mi ją dał. Potrzebna była do uroku.
- Nie rozumiem.
Tu wtrąciła się Anita:
- Kasiu, wiesz co to jest?
Mówiąc to pokazała jej malutką fiolkę. Na ten widok Kaśka pierwszy raz się uśmiechnęła od chwili przyjazdu.
- No pewnie. W to się pakuje pestki w head shopach.
- Nie tylko, jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. Na przykład dekokty magiczne, no wiesz, eliksiry takie różne. Ta jest pusta, ale w takiej samej nasz wujek przyniósł urok od Roxy i nakapał ci do majtek.
- Ale jak, kiedy, jakim cudem?
W tym momencie odezwała się chwilowo milcząca Malina, która zdążyła już trzy razy spoważnieć:
- Kasiu, ja ci to już wiele razy mówiłam, że macie źle zorganizowaną szatnię. Wasze szafki, szafki klientów razem, ktoś się ciągle kręci, to naprawdę żadna sztuka coś komuś buchnąć. Albo podrzucić.
- Ale szafki są przecież zamykane...
- Nie rozśmieszaj mnie może. Z dupy jest to całe wasze zamykanie! Dredek to otworzy pazurem tylnej łapy w ułamek sekundy.
Anita uspokoiła ją gestem i zapytała:
- A dziś był? No, ten klient.
- Był.
- Też na zajęcia?
- Nie. Już skończył swój cykl. Wpadł tylko coś tam kupić, nie wiem nawet co, Jacuś go obsługiwał. Chwilę gadałam z nim, wtedy się kręciłam w sklepie.
- I właśnie wtedy się zorientował, że urok nie zadziałał. Po to przyszedł, aby sprawdzić, jak się sprawy mają.
- Znaczy co? Według planu miałam usiąść na ladzie i rozłożyć nogi?
- Nie aż tak, bez przesady. Ale poczuł, że coś nie gra...
- Od kiedy to faceci są tacy czujący?
- Poczuł, bo jest magiem! Mocnym magiem.
Kaśka i Malina spojrzały na Roxy pytająco.
- Byłam z nim kiedyś. Ostatni facet, którego traktowałam tak na poważnie. Zresztą nieważne. Długo to nie trwało, ale intensywnie. Rozstaliśmy się na spokojnie, bez złości. Po paru latach, właśnie niedawno, skontaktował się ze mną i dał mi to zlecenie. Naprawdę nie wiedziałam, na kogo to jest. Bywają takie zbiegi okoliczności, które nam do głowy nie przychodzą.
- Czegoś tu nie rozumiem.
- Czego Kasiu nie rozumiesz?
- Jeśli on jest taki mocny czarodziej, to czemu nie umiał sam tego ze mną rozegrać, sam mnie zakląć w lalunię do pukania?
- Murarz domy muruje, krawiec szyje ubrania...
- Rozumiem. Macie swoje specjalizacje w tym sporcie. Ale teraz już jestem bezpieczna? Bo siłą przecież mnie nie zerżnie.
- Nie jestem tego taka pewna.
Kaśka nagle wstała, dotknęła twarzy Roxy, obróciła ją lekko do siebie, przyjrzała się jej, uniosła jeszcze na chwilę jej bluzę, rzuciła okiem, po czym odeszła od stołu i oświadczyła stanowczo rozglądając się po zebranych:
- Wiecie co? Mnie już reszta szczegółów nie interesuje. Wiem, co chcę zrobić. Malinko, jedziesz? Podrzucę cię do domu. Aha, tylko poproszę mi jeszcze dać namiar na tego całego mojego niedoszłego oblubieńca.
- Nikt nigdzie jeszcze nie jedzie! Taka fajna, ładna i mądra dziewucha, a takie kretyńskie samobójstwo chce popełnić.
Kot Dredek konsekwentnie nie zmieniał swojej postawy życiowej. Ale reszta oczu osób zebranych w salonie zwróciła się w stronę drzwi, w których stała Ciocia Lala. Podeszła do stołu i postawiła na nim niepozorny flakonik.
- Anitko, tu masz to, o co prosiłaś. Zabieraj szybko Roxy do pracowni i ją odsiniacz, wylalkuj porządnie. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dopuściłaś, żeby zostać bez rezerwy.
BĘDZIE CIĄG DALSZY