Roxy zamknęła majtki w garści, usiadła na łóżku, zamknęła oczy i przez chwilę stała się jakby nieobecna. Gdy ta chwila minęła spojrzała po kolei na wszystkie obecne panie, a na koniec westchnęła:
- Ja pierdolę...
Zapadła chwila ciszy. Tylko Ciocia Lala uśmiechnęła się niczym Mona Lisa. Za to Anita zaczęła patrzeć na Roxy strasznie, naprawdę bardzo strasznie. Pierwsza ożywiła się Kaśka:
- No, co jest? Jakiś jeszcze problem z tymi majtkami?
- Właśnie!
- Malina, ty miałaś być cicho.
Mówiąc to Anita nadal patrzyła strasznie na Roxy. Za to Malina przybierając nadąsaną minę odparła:
- Miałam też wspierać Kaśkę. Więc to robię.
Wreszcie odezwała sie Ciocia Lala:
- Roxy, powiedz siusiarom. Bo ja i Anita już z grubsza wiemy, co się stało. Śmiało, odetkaj się, bo impreza nam stygnie.
Więc Roxy się odetkała:
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
Siusiary zareagowały chórem:
- Co?
- Ale ja nie wiedziałam na kogo jest zlecenie.
Anita wciąż patrząc strasznie syknęła:
- Powinnaś wiedzieć.
- Tak? A ty wiesz na kogo są te uroki, które sprzedajesz tym niedorżniętym korposuczkom w swojej pracy? Będzie mnie tu pouczać szczota jedna.
Roxy wyraźnie nie za bardzo wiedziała na kogo być wkurzoną, czy na siebie, czy na Anitę, która odpowiedziała:
- Sama jesteś niedorżnięta suka. Moje uroki są lajtowe, a te twoje to broń atomowa, pigułka gwałtu, która z ludzi robi zabujane zombies.
- Jak twój Borek?
- Borka nie uroczyłam. Użyłam tylko naturalnej Magii Mniejszej, wszystkie normalne kobiety tak robią, instynktownie wręcz. I w ogóle nie plącz go do tej sprawy, nawet o nim nie myśl.
Znowu nastała chwila ciszy, pełnej napięcia, a wśród niej dwie czarownice nastroszone na siebie niczym rozjuszone kocice. Pierwsza odpuściła Roxy:
- Kochanie, wyluzuj. Przecież w życiu bym ci tego nie zrobiła, wiesz to świetnie. Po co te nerwy? A teraz wróćmy do sprawy. Zrobiłam kupę, ale to moja kupa, ja ją posprzątam. Przede wszystkim Kasia nie jest jeszcze czysta, trzeba ją wykończyć.
- Co zrobić?
- Oj sorry Kasieńko, dokończyć chciałam powiedzieć. Taki drobny zabieg. Nie będzie bolało. Kładź się na łóżko.
- Znowu mam się rozebrać?
- Nie, nie trzeba.
Gdy tylko Kaśka położyła się, Roxy stanęła przy niej, nachyliła, po czym jedną dłoń położyła jej na czole, drugą zaś chwyciła za krocze, po czym zamknęła oczy. Trwało to jakąś chwilę, po niej zaś czarownica odstąpiła od łóżka i energicznie strzepnęła rękami, jakby niewidzialny kurz.
- Kasiu, ty już jesteś okay. Jeszcze tylko majtki. Bardzo je lubisz? Bo mogę je odzyskać, ale łatwiej będzie je skasować, mniej roboty.
- Kasuj, nie zależy mi na nich.
- Anitko, mogę tą misę, tą z półki?
- Możesz, tylko potem umyj.
Roxy rzuciła Anicie lekko obrażone spojrzenie, wyjęła majtki ze szkatułki, zaś drugą ręką sięgnęła do kieszeni. Po chwili po pokoju rozszedł się smrodek palonej tkaniny. Towarzyszyło temu ciche mamrotanie, zapewne magicznej formułki, którą artykułowały usta Roxy. Wreszcie wypowiedziały głośniej, już niemagicznie wcale bynajmniej:
- Koniec sprawy, idziemy balować.
- Nie bardzo.
Wszystkie oczy w pokoju zwróciły się na Malinę, która zakontynuowała:
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
Anita parsknęła śmiechem i rzuciła:
- Etyczka się znalazła. A kasę mu oddasz?
- Zgłupiałaś? Zresztą wzięłam tylko zaliczkę.
- Dużą?
- Połowę. Ale grubo było.
- No, i masz tą swoją etykę. Robota nie zrobiona, a dutki poszły się jebać do piczy czarownicy. Nie pytam ile, bo to już faktycznie nie moja brocha.
- Ciociu Lalu, powiedz jej coś, bo jej przywalę.
Misa w ręku Roxy wydawała się być dość solidnym tępym narzędziem, ale figlarna mina czarownicy zdradzała, że to narzędzie nie będzie wcale użyte. Za to Ciocia Lala zaperorowała:
- Moje najlepsze absolwentki, w temacie magii to ja wam zawsze pomogę, podpowiem, bo choć wydaje mi się, że wszystko wam przekazałam, to coś mogłam po drodze zapomnieć. Ale autorytetem moralnym nie będę nigdy, nie wkręcajcie mnie w to. Dorosły, przytomny, zdrowy psychicznie człowiek nie ma takich autorytetów, zaś czarownica tym bardziej. Sama jest dla siebie autorytetem. Idziemy na dół popalić?
- Jeszcze chwila.
Tym razem wszystkie oczy zwróciły się na Kaśkę, która nadal leżała, aż wreszcie przestała leżeć i usiadła. Po czym oznajmiła:
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę. Być pożądaną to komplement dla normalnej kobiety, także tak porąbanej, jak ja.
Tu Malina zaoponowała:
- No, ale gwałt to gwałt, tak?
- Malinko. Gdy idzie ulicą taka fajna suczka, jak ty, to większość facetów plus może jeszcze parę panienek chce cię przemiziać, być może niektórzy nawet w sposób zwany gwałtem. Jednak gwałt myślowy to nie żaden gwałt.
- Ale ten jednak realnie próbował?
- Ja jednak tego nie poczułam. A, właśnie, Roxy, mam takie pytanie. Dlaczego nic nie poczułam?
- Miałaś poczuć dopiero, gdy go spotkasz. Większość uroków tak działa, mają opóźniony zapalnik.
- Mądra dziewczyna z ciebie. Szkoda, że nie wierzysz w magię, bo jesteś dobry materiał na czarownicę.
Ta opinia padła od Cioci Lali.
- Niech sobie Malina dobrze czaruje, jak skończy szkolenie u Anity. Mnie wystarczy, że uprawiam lepsze Zioło, niż Anitowe, nawet żadne czary jej nie pomogą przebić mojego.
Wszystkie w pokoju wybuchnęły śmiechem, a Kaśka wyjęła z plecaczka spore pudełeczko i wręczyła Anicie. Ta zaś skomentowała:
- Pierwsza konopielka na dzielni.
- I jeszcze drobiazg na koniec. Roxy, z tej kasy co wzięłaś za zlecenie odpal mi jednak proszę zwrot za moje majtki.
- Drogie były?
- Grosze. Ale chodzi o zasadę.
- Nie widzę problemu.
Po czym cała roześmiana piątka ruszyła do drzwi. Ciocię Lalę puszczono przodem, zaś Kaśka trąciła Malinę łokciem i szepnęła:
- Babcią Lalą to ona długo jeszcze nie będzie.
- Czemu?
- Spójrz na te poślady. Gdybym była les, to bym je lizała do bólu.
Ciocia Lala nie odwracając się rzuciła:
- Słyszałam!
Jako ostatnia wyszła Roxy, ale szybko wróciła po osmaloną misę z popiołem po zaklętych majtkach. Jakby nie było, obiecała ją umyć.
Impreza Święta Plonów została potem uznana za udaną. Było dużo dobrego Zioła, więc nikt się nie upił i nie narobił siary. Może tylko poza Maliną, ale ona miała taki plan już od początku. Mimo to jednak urżnęła się bezsiarowo. Za to zanim zazgoniła, tak tuż przed, wykonała tak profesjonalny strip tease na stole, że potem wszyscy chodzili do Borka z tekstem:
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
KONIEC
- Ja pierdolę...
Zapadła chwila ciszy. Tylko Ciocia Lala uśmiechnęła się niczym Mona Lisa. Za to Anita zaczęła patrzeć na Roxy strasznie, naprawdę bardzo strasznie. Pierwsza ożywiła się Kaśka:
- No, co jest? Jakiś jeszcze problem z tymi majtkami?
- Właśnie!
- Malina, ty miałaś być cicho.
Mówiąc to Anita nadal patrzyła strasznie na Roxy. Za to Malina przybierając nadąsaną minę odparła:
- Miałam też wspierać Kaśkę. Więc to robię.
Wreszcie odezwała sie Ciocia Lala:
- Roxy, powiedz siusiarom. Bo ja i Anita już z grubsza wiemy, co się stało. Śmiało, odetkaj się, bo impreza nam stygnie.
Więc Roxy się odetkała:
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
Siusiary zareagowały chórem:
- Co?
- Ale ja nie wiedziałam na kogo jest zlecenie.
Anita wciąż patrząc strasznie syknęła:
- Powinnaś wiedzieć.
- Tak? A ty wiesz na kogo są te uroki, które sprzedajesz tym niedorżniętym korposuczkom w swojej pracy? Będzie mnie tu pouczać szczota jedna.
Roxy wyraźnie nie za bardzo wiedziała na kogo być wkurzoną, czy na siebie, czy na Anitę, która odpowiedziała:
- Sama jesteś niedorżnięta suka. Moje uroki są lajtowe, a te twoje to broń atomowa, pigułka gwałtu, która z ludzi robi zabujane zombies.
- Jak twój Borek?
- Borka nie uroczyłam. Użyłam tylko naturalnej Magii Mniejszej, wszystkie normalne kobiety tak robią, instynktownie wręcz. I w ogóle nie plącz go do tej sprawy, nawet o nim nie myśl.
Znowu nastała chwila ciszy, pełnej napięcia, a wśród niej dwie czarownice nastroszone na siebie niczym rozjuszone kocice. Pierwsza odpuściła Roxy:
- Kochanie, wyluzuj. Przecież w życiu bym ci tego nie zrobiła, wiesz to świetnie. Po co te nerwy? A teraz wróćmy do sprawy. Zrobiłam kupę, ale to moja kupa, ja ją posprzątam. Przede wszystkim Kasia nie jest jeszcze czysta, trzeba ją wykończyć.
- Co zrobić?
- Oj sorry Kasieńko, dokończyć chciałam powiedzieć. Taki drobny zabieg. Nie będzie bolało. Kładź się na łóżko.
- Znowu mam się rozebrać?
- Nie, nie trzeba.
Gdy tylko Kaśka położyła się, Roxy stanęła przy niej, nachyliła, po czym jedną dłoń położyła jej na czole, drugą zaś chwyciła za krocze, po czym zamknęła oczy. Trwało to jakąś chwilę, po niej zaś czarownica odstąpiła od łóżka i energicznie strzepnęła rękami, jakby niewidzialny kurz.
- Kasiu, ty już jesteś okay. Jeszcze tylko majtki. Bardzo je lubisz? Bo mogę je odzyskać, ale łatwiej będzie je skasować, mniej roboty.
- Kasuj, nie zależy mi na nich.
- Anitko, mogę tą misę, tą z półki?
- Możesz, tylko potem umyj.
Roxy rzuciła Anicie lekko obrażone spojrzenie, wyjęła majtki ze szkatułki, zaś drugą ręką sięgnęła do kieszeni. Po chwili po pokoju rozszedł się smrodek palonej tkaniny. Towarzyszyło temu ciche mamrotanie, zapewne magicznej formułki, którą artykułowały usta Roxy. Wreszcie wypowiedziały głośniej, już niemagicznie wcale bynajmniej:
- Koniec sprawy, idziemy balować.
- Nie bardzo.
Wszystkie oczy w pokoju zwróciły się na Malinę, która zakontynuowała:
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
Anita parsknęła śmiechem i rzuciła:
- Etyczka się znalazła. A kasę mu oddasz?
- Zgłupiałaś? Zresztą wzięłam tylko zaliczkę.
- Dużą?
- Połowę. Ale grubo było.
- No, i masz tą swoją etykę. Robota nie zrobiona, a dutki poszły się jebać do piczy czarownicy. Nie pytam ile, bo to już faktycznie nie moja brocha.
- Ciociu Lalu, powiedz jej coś, bo jej przywalę.
Misa w ręku Roxy wydawała się być dość solidnym tępym narzędziem, ale figlarna mina czarownicy zdradzała, że to narzędzie nie będzie wcale użyte. Za to Ciocia Lala zaperorowała:
- Moje najlepsze absolwentki, w temacie magii to ja wam zawsze pomogę, podpowiem, bo choć wydaje mi się, że wszystko wam przekazałam, to coś mogłam po drodze zapomnieć. Ale autorytetem moralnym nie będę nigdy, nie wkręcajcie mnie w to. Dorosły, przytomny, zdrowy psychicznie człowiek nie ma takich autorytetów, zaś czarownica tym bardziej. Sama jest dla siebie autorytetem. Idziemy na dół popalić?
- Jeszcze chwila.
Tym razem wszystkie oczy zwróciły się na Kaśkę, która nadal leżała, aż wreszcie przestała leżeć i usiadła. Po czym oznajmiła:
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę. Być pożądaną to komplement dla normalnej kobiety, także tak porąbanej, jak ja.
Tu Malina zaoponowała:
- No, ale gwałt to gwałt, tak?
- Malinko. Gdy idzie ulicą taka fajna suczka, jak ty, to większość facetów plus może jeszcze parę panienek chce cię przemiziać, być może niektórzy nawet w sposób zwany gwałtem. Jednak gwałt myślowy to nie żaden gwałt.
- Ale ten jednak realnie próbował?
- Ja jednak tego nie poczułam. A, właśnie, Roxy, mam takie pytanie. Dlaczego nic nie poczułam?
- Miałaś poczuć dopiero, gdy go spotkasz. Większość uroków tak działa, mają opóźniony zapalnik.
- Mądra dziewczyna z ciebie. Szkoda, że nie wierzysz w magię, bo jesteś dobry materiał na czarownicę.
Ta opinia padła od Cioci Lali.
- Niech sobie Malina dobrze czaruje, jak skończy szkolenie u Anity. Mnie wystarczy, że uprawiam lepsze Zioło, niż Anitowe, nawet żadne czary jej nie pomogą przebić mojego.
Wszystkie w pokoju wybuchnęły śmiechem, a Kaśka wyjęła z plecaczka spore pudełeczko i wręczyła Anicie. Ta zaś skomentowała:
- Pierwsza konopielka na dzielni.
- I jeszcze drobiazg na koniec. Roxy, z tej kasy co wzięłaś za zlecenie odpal mi jednak proszę zwrot za moje majtki.
- Drogie były?
- Grosze. Ale chodzi o zasadę.
- Nie widzę problemu.
Po czym cała roześmiana piątka ruszyła do drzwi. Ciocię Lalę puszczono przodem, zaś Kaśka trąciła Malinę łokciem i szepnęła:
- Babcią Lalą to ona długo jeszcze nie będzie.
- Czemu?
- Spójrz na te poślady. Gdybym była les, to bym je lizała do bólu.
Ciocia Lala nie odwracając się rzuciła:
- Słyszałam!
Jako ostatnia wyszła Roxy, ale szybko wróciła po osmaloną misę z popiołem po zaklętych majtkach. Jakby nie było, obiecała ją umyć.
Impreza Święta Plonów została potem uznana za udaną. Było dużo dobrego Zioła, więc nikt się nie upił i nie narobił siary. Może tylko poza Maliną, ale ona miała taki plan już od początku. Mimo to jednak urżnęła się bezsiarowo. Za to zanim zazgoniła, tak tuż przed, wykonała tak profesjonalny strip tease na stole, że potem wszyscy chodzili do Borka z tekstem:
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
KONIEC