01 września 2023

PLUSKWA W MAJTKACH /odc. 2/

Roxy zamknęła majtki w garści, usiadła na łóżku, zamknęła oczy i przez chwilę stała się jakby nieobecna. Gdy ta chwila minęła spojrzała po kolei na wszystkie obecne panie, a na koniec westchnęła:
- Ja pierdolę...
Zapadła chwila ciszy. Tylko Ciocia Lala uśmiechnęła się niczym Mona Lisa. Za to Anita zaczęła patrzeć na Roxy strasznie, naprawdę bardzo strasznie. Pierwsza ożywiła się Kaśka:
- No, co jest? Jakiś jeszcze problem z tymi majtkami?
- Właśnie!
- Malina, ty miałaś być cicho.
Mówiąc to Anita nadal patrzyła strasznie na Roxy. Za to Malina przybierając nadąsaną minę odparła:
- Miałam też wspierać Kaśkę. Więc to robię.
Wreszcie odezwała sie Ciocia Lala:
- Roxy, powiedz siusiarom. Bo ja i Anita już z grubsza wiemy, co się stało. Śmiało, odetkaj się, bo impreza nam stygnie.
Więc Roxy się odetkała:
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
Siusiary zareagowały chórem:
- Co?
- Ale ja nie wiedziałam na kogo jest zlecenie.
Anita wciąż patrząc strasznie syknęła:
- Powinnaś wiedzieć.
- Tak? A ty wiesz na kogo są te uroki, które sprzedajesz tym niedorżniętym korposuczkom w swojej pracy? Będzie mnie tu pouczać szczota jedna. 
Roxy wyraźnie nie za bardzo wiedziała na kogo być wkurzoną, czy na siebie, czy na Anitę, która odpowiedziała:
- Sama jesteś niedorżnięta suka. Moje uroki są lajtowe, a te twoje to broń atomowa, pigułka gwałtu, która z ludzi robi zabujane zombies.
- Jak twój Borek? 
- Borka nie uroczyłam. Użyłam tylko naturalnej Magii Mniejszej, wszystkie normalne kobiety tak robią, instynktownie wręcz. I w ogóle nie plącz go do tej sprawy, nawet o nim nie myśl.
Znowu nastała chwila ciszy, pełnej napięcia, a wśród niej dwie czarownice nastroszone na siebie niczym rozjuszone kocice. Pierwsza odpuściła Roxy:
- Kochanie, wyluzuj. Przecież w życiu bym ci tego nie zrobiła, wiesz to świetnie. Po co te nerwy? A teraz wróćmy do sprawy. Zrobiłam kupę, ale to moja kupa, ja ją posprzątam. Przede wszystkim Kasia nie jest jeszcze czysta, trzeba ją wykończyć.
- Co zrobić?
- Oj sorry Kasieńko, dokończyć chciałam powiedzieć. Taki drobny zabieg. Nie będzie bolało. Kładź się na łóżko.
- Znowu mam się rozebrać?
- Nie, nie trzeba.
Gdy tylko Kaśka położyła się, Roxy stanęła przy niej, nachyliła, po czym jedną dłoń położyła jej na czole, drugą zaś chwyciła za krocze, po czym zamknęła oczy. Trwało to jakąś chwilę, po niej zaś czarownica odstąpiła od łóżka i energicznie strzepnęła rękami, jakby niewidzialny kurz.
- Kasiu, ty już jesteś okay. Jeszcze tylko majtki. Bardzo je lubisz? Bo mogę je odzyskać, ale łatwiej będzie je skasować, mniej roboty.
- Kasuj, nie zależy mi na nich.
- Anitko, mogę tą misę, tą z półki?
- Możesz, tylko potem umyj.
Roxy rzuciła Anicie lekko obrażone spojrzenie, wyjęła majtki ze szkatułki, zaś drugą ręką sięgnęła do kieszeni. Po chwili po pokoju rozszedł się smrodek palonej tkaniny. Towarzyszyło temu ciche mamrotanie, zapewne magicznej formułki, którą artykułowały usta Roxy. Wreszcie wypowiedziały głośniej, już niemagicznie wcale bynajmniej:
- Koniec sprawy, idziemy balować.
- Nie bardzo.
Wszystkie oczy w pokoju zwróciły się na Malinę, która zakontynuowała:
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
Anita parsknęła śmiechem i rzuciła:
- Etyczka się znalazła. A kasę mu oddasz?
- Zgłupiałaś? Zresztą wzięłam tylko zaliczkę.
- Dużą?
- Połowę. Ale grubo było.
- No, i masz tą swoją etykę. Robota nie zrobiona, a dutki poszły się jebać do piczy czarownicy. Nie pytam ile, bo to już faktycznie nie moja brocha.
- Ciociu Lalu, powiedz jej coś, bo jej przywalę.
Misa w ręku Roxy wydawała się być dość solidnym tępym narzędziem, ale figlarna mina czarownicy zdradzała, że to narzędzie nie będzie wcale użyte. Za to Ciocia Lala zaperorowała:
- Moje najlepsze absolwentki, w temacie magii to ja wam zawsze pomogę, podpowiem, bo choć wydaje mi się, że wszystko wam przekazałam, to coś mogłam po drodze zapomnieć. Ale autorytetem moralnym nie będę nigdy, nie wkręcajcie mnie w to. Dorosły, przytomny, zdrowy psychicznie człowiek nie ma takich autorytetów, zaś czarownica tym bardziej. Sama jest dla siebie autorytetem. Idziemy na dół popalić?
- Jeszcze chwila.
Tym razem wszystkie oczy zwróciły się na Kaśkę, która nadal leżała, aż wreszcie przestała leżeć i usiadła. Po czym oznajmiła:
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę. Być pożądaną to komplement dla normalnej kobiety, także tak porąbanej, jak ja.
Tu Malina zaoponowała:
- No, ale gwałt to gwałt, tak?
- Malinko. Gdy idzie ulicą taka fajna suczka, jak ty, to większość facetów plus może jeszcze parę panienek chce cię przemiziać, być może niektórzy nawet w sposób zwany gwałtem. Jednak gwałt myślowy to nie żaden gwałt.
- Ale ten jednak realnie próbował?
- Ja jednak tego nie poczułam. A, właśnie, Roxy, mam takie pytanie. Dlaczego nic nie poczułam?
- Miałaś poczuć dopiero, gdy go spotkasz. Większość uroków tak działa, mają opóźniony zapalnik.
- Mądra dziewczyna z ciebie. Szkoda, że nie wierzysz w magię, bo jesteś dobry materiał na czarownicę.
Ta opinia padła od Cioci Lali.
- Niech sobie Malina dobrze czaruje, jak skończy szkolenie u Anity. Mnie wystarczy, że uprawiam lepsze Zioło, niż Anitowe, nawet żadne czary jej nie pomogą przebić mojego.
Wszystkie w pokoju wybuchnęły śmiechem, a Kaśka wyjęła z plecaczka spore pudełeczko i wręczyła Anicie. Ta zaś skomentowała:
- Pierwsza konopielka na dzielni.
- I jeszcze drobiazg na koniec. Roxy, z tej kasy co wzięłaś za zlecenie odpal mi jednak proszę zwrot za moje majtki.
- Drogie były?
- Grosze. Ale chodzi o zasadę.
- Nie widzę problemu.
Po czym cała roześmiana piątka ruszyła do drzwi. Ciocię Lalę puszczono przodem, zaś Kaśka trąciła Malinę łokciem i szepnęła:
- Babcią Lalą to ona długo jeszcze nie będzie.
- Czemu?
- Spójrz na te poślady. Gdybym była les, to bym je lizała do bólu.
Ciocia Lala nie odwracając się rzuciła:
- Słyszałam!
Jako ostatnia wyszła Roxy, ale szybko wróciła po osmaloną misę z popiołem po zaklętych majtkach. Jakby nie było, obiecała ją umyć.
Impreza Święta Plonów została potem uznana za udaną. Było dużo dobrego Zioła, więc nikt się nie upił i nie narobił siary. Może tylko poza Maliną, ale ona miała taki plan już od początku. Mimo to jednak urżnęła się bezsiarowo. Za to zanim zazgoniła, tak tuż przed, wykonała tak profesjonalny strip tease na stole, że potem wszyscy chodzili do Borka z tekstem:
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
KONIEC

30 sierpnia 2023

PLUSKWA W MAJTKACH /odc.1/

Tytułem przypominającego i wyjaśniającego wstępu:
Jesteśmy w uniwersum cyklu o czarownicy Anicie i nie tylko o niej zresztą.
Kaśka jest najlepszą kumpelą Maliny, siostry mutanta Falibora (Borka), faceta wspomnianej Anity. Zwykle była postacią drugoplanową, ale miała też swoje pięć minut, gdy pomagała była swojej przyjaciółce będącej chwilową ofiarą bydlaka, który ją chciał zmusić do kontynuacji ciąży. Teraz znowu się pojawi na nieco dłużej tym razem.
Kaśka jest kobietą trenującą, która żadnego sportu się nie boi, ale za to seksualnie jest dypsomaniaczką. To oznacza, że na co dzień jest oziębła, ale co kilka miesięcy dostaje takiego świra, że kochliwość czarownicy Roxy, prawej ręki Anity w jej kowenie, można uznać relatywnie za wspomnianą oziębłość. Opisy scenek gangbangów, czy innych cumfiest, w których Kaśka wtedy bierze udział darujemy jednak sobie, gdyż sytuacja jest wtedy zwykle tak dynamiczna, że literacko nieogarnialna.
Nasza chwilowa bohaterka nie wierzy w Wyższą Magię, czy jakieś tam inne czarowstwa, nie kręci jej to, więc nie należy do kowenu Anity, tak jak Malina. Tak więc w sabatach udziału nie bierze, ale na after party czasem zagląda, tak gwoli zacieśnienia więzi z resztą pań, które ten kowen tworzą.
Dodajmy jeszcze, że Kaśka ma też dodatkowe hobby, jakim jest domowy growing Zioła. Konkuruje w tym z Anitą, która ma swoje uprawy, jednak jest to bardzo przyjazna rywalizacja, obie panie chętnie się wspierają, pomagają wzajemnie, wymieniają doświadczeniami.
. . . . . .
Kluczowego dnia żadnego sabatu nie było w domu Anity, tylko od razu after party na okoliczność Święta Plonów. Do tego wyjątkowe after party, bo nie żaden babski comber, tylko normalna impreza w mieszanym składzie. Gdy Kaśka dotarła na miejsce, nie zdążyła była sięgnąć do dzwonka, bo drzwi otworzyły się same. No, może same to za mocno powiedziane, bo za sprawą Anity. Czarownica miała dobrotliwy wyraz twarzy niczym Snoop Dog, zaś jej usta wyartkułowały stylizowany growl, którego nie powstydziłaby się Alissa White-Gluz w szczytowej formie:
- Czułam cię, wiedziałam, że się zbliżasz.
- No pewnie, pierwsza miotła na dzielni, to zobowiązuje.
Kaśka przekroczyła próg, obie kobiety wykonały niedżwiedzia, uściskały się radośnie, nagle jednak Anita odskoczyła, zaś na jej licu Snoop Doga zastąpił znak zapytania uprawiający miłość z wykrzyknikiem.
- O kurwa!
- Co jest Anitko? Co mi się tak przyglądasz?
- Kasiu, proszę, stój, zostań tu tak...
- Ale o co chodzi?
To pytanie jednak nie dotarło na miejsce przeznaczenia, gdyż Anita zniknęła. Zanim jednak Kaśka wzięła głębszy oddech, czarownica była już z powrotem. Nie sama, bo towarzyszyła jej...
- Ciocia Lala! No tak, bez ciebie nie ma tej imprezy.
Na temat wieku tej pani krążyły liczne hipotezy, padały zwykle liczby co najmniej trzycyfrowe, co nie miało żadnego znaczenia, bo Ciocia Lala, zwana też Kobietą Bywałą zawsze miała wygląd dorodnej milfy. Kiedyś była mentorką Anity, początkującej wtedy adeptki sztuki czarowskiej, obecnie jednak pełniła rolę jej konsultantki, gdy zdarzyło się coś naprawdę trudnego. Nic też dziwnego, że była obecna na tej imperezie, zapewne do tego jako gość honorowy. Kaśka poznała ją zupełnie osobno, mianowicie na basenie. Bo Ciocia Lala dbała o formę, nie tylko bynajmniej za pomocą samej magii.
Obie kobiety miały na tyle poważne miny, że Kaśka zaczęła nabierać wątpliwości, czy nie powinna zacząć się bać. Co byłoby dość trudne, bo ona niczego się nie bała, nie umiała już od dziecka. Zapytała jednak:
- Czy powiecie mi, co się dzieje? 
Anita spojrzała na Ciocie Lalę, ta zaś zaczęła:
- Mówiąc krótko masz pluskwę.
- Pluskwę? Znaczy podsłuch?
- Nie taką pluskwę. Magiczną.
- Kasiu kochanie, ja świetnie znam twoje poglądy, wiem, co sobie myślisz, ale proszę, zaufaj nam teraz.
To już dodała Anita, dodając dodatkowo:
- Musimy cię zbadać.
Kaśka wzruszyła ramionami:
- Rozumiem, że to jakaś zabawa, gra, wkrętka, ale ufam wam dziewczyny, że ja też się zacznę zaraz bawić. Róbta ze mną, co chceta.
Ciocia Lala wreszcie się uśmiechnęła:
- Mądra dziewczynka. Do pracowni z nią?
Anita pokręciła głową:
- Gdzie? Skąd? Ekranowane, krzywdę jej zrobimy.
- To na górę! Zabawa dopiero się rozkręca, nikt tam jeszcze nie polazł się bzykać. Idziemy! Tylko dyskretnie, bez furii.
Cała trójka przemknęła pod ścianą omijając gwarne zgrupowanie na środku salonu i ruszyła do schodów. Te ruchy nie uszły jednak bacznemu wzrokowi Maliny, która przerwała nagle toczoną z kimś rozmowę, odstawiła szklankę, po czym przedarłszy się przez bawiących już była przy wspomnianej trójce.
- Co jest laski? Cracka macie?
- Co ci do głowy przyszło?
- Tak jakoś, samo, spontanicznie...
- Nie mamy cracka.
- Ale mogę z wami?
- A wiesz chociaż po co?
- Co dobre dla Kaśki, dobre i dla mnie.
Anita spojrzała na Ciocię Lalę:
- To się nazywa falstart imprezowy. Co robimy?
- Bierzemy ją. Co prawda taka początkująca wiedźmulka, jeszcze do tego porobiona, na nic nam się nie przyda, ale... Będzie wsparciem dla Kasi, gdy sprawy przyjmą jakiś dziwny tok wydarzeń.
Tu Ciocia Lala zwróciła się do Maliny:
- Chodź. Ale tak masz być, jakby cię nie było. Ani pisku, ani pierdu żadnego ma nie być! Pasuje? No!
- Nie wiem, o co chodzi, ale obiecuję.
Już prawie wchodziły do jednego z pokojów na górze, gdy Ciocia Lala nagle spytała Anitę:
- Gdzie jest Roxy?
- Spóźni się, dzwoniła wcześniej, ale obiecała dotrzeć.
- Chłopa jakiegoś obrabia?
- Roxy to Roxy, wiadomo...
Anita zamknęła drzwi, a Ciocia Lala zakomenderowała:
- Malina do kąta, sadzaj pupę na tym krzesełku, a ty Kasiu dawaj ten swój plecaczek na wstępne oględziny.
- Jak to?
- Mówione było, zaufaj nam.
Mówiąc to Anita wyciągnęła rękę w stronę Kaśki, która wręczyła jej plecak, który na koniec przejęła Ciocia Lala, która przycisnęła go sobie do brzucha, po czym zamknęła oczy. Po chwili westchnęła:
- Czysty. Nie trzeba grzebać w środku. 
- To dobrze, czy źle?
- Nie wiem, ale wychodzi Kasiu na to, że musisz wykonać strip tease. Powoli, stopniowo, rzecz po rzeczy, aż znajdziemy. 
- Kaśka nie jest pruderyjna, zresztą tu same swoje.
- Malinko, miałaś być cicho.
- Tak, ale nie jestem idiotką i nie jestem jeszcze tak nawalona, jak to sobie myślicie. Klątwy szukacie, tak?
Ciocia Lala spojrzała z uznaniem na Anitę. Tymczasem zaś Kaśka już była tylko w samych stringach. Reszta jej odzieży leżała na łóżku. Każdy ciuch został poddany temu samemu badaniu, co plecaczek. Ale efekt był ten sam. Czarownice spojrzały na Kaśkę, ta zaś szybko zdjęła majtki mówiąc:
- Ciekawe, co będzie, gdy też będą czyste.
- Zabawnie to zabrzmiało.
Ale Ciocia Lala jakoś nie podzielała zdania Anity. Badała kawałek tkaniny tak samo uważnie, jak inne rzeczy, po czym kiwnęła głową mówiąc:
- Jest. Ubieraj się, bo ci coś zmarznie. Anitko, przynieś jej jakieś majty, chyba masz jakieś nówki nieobsiusiane. Bo tymi tutaj to się zajmiemy osobno. Ale to już jutro, po imprezie, teraz się bawimy. Ty Kasiu już nie masz problemu, ale nie do końca. Bo chociaż jesteś chwilowo bezpieczna, to nie znika pytanie, kto ci to zrobił, po co i dlaczego? 
Po chwili przyszła Anita niosąc pakiet nowych majtek, a w drugim ręku niedużą szkatułkę, którą podała Cioci Lali:
- Ekranowana.
Kaśka zajęta przebieraniem w majtkach rzuciła:
- To jak zamykanie wirusa komputerowego na kwarantannie.
- Dobrze kombinujesz, bo mechanizm jest podobny. 
Ale zanim zaklęte majtki Kaśki zamknięto w szkatułce do pokoju weszła Roxy ze słowami wspartymi miną pełną wyrzutu:
- Szukam was po całym domu.
- Dobrze szukałaś, bo znalazłaś.
- Spieszyłam się, Święto Plonów to ważna sprawa.
- Widzę, że się spieszyłaś. Resztki randki ci zaschły na buzi. A my tu właśnie uwolniliśmy naszą koleżankę Kasię od klątwy. Jutro zbadamy ją dokładnie.
- Kasię?
- Nie, klątwę.
- Gdzie ta klątwa?
Anita podsunęła jej jeszcze nie zamkniętą szkatułkę.
- Co to ma być?
- Gacie. Babskie gacie.
- Mogę zobaczyć?
Nie czekając na jej odpowiedź Roxy wyjęła dwoma palcami kawałek tkaniny, obejrzała pod światło, powąchała, przyłożyła do czoła, po czym wybuchnęła głośnym, wesołym śmiechem.
- Co się brechasz kretynko?
- Bo to nie żadna klątwa. Tobie Anita się nie dziwię, bo na tym rodzaju magii tak świetnie się nie znasz, ale mistrzyni Ciocia Lala?
- Trochę już dziś wypiłam, więc nie wnikałam tak dokładnie. Najpierw trzeba było pomóc Kasi, a badanie odłożyłam na jutro. To co to jest według ciebie?
- Urok. Po prostu Kaśka wpadła komuś w oko, a że na co dzień jest zimną suką, to ten ktoś wpadł na taki właśnie pomysł.
Anita pokiwała głową i dodała:
- Kto ma się na tym lepiej znać, jak nie ty, skoro codziennie tak ogarniasz jakiegoś gamonia?
- Niecodziennie i nie wybieram gamoni. Nie jestem byle nimfomanką, która obciągnie i przysiądzie każdy kołek w płocie.
- Ale mniejsza z tym. Potrafisz teraz coś więcej na temat tych zauroczonych majtek? Tak chociaż na razie, na szybko?
- Dobrze, mówisz - masz.
Roxy zamknęła majtki w garści, usiadła na łóżku, zamknęła oczy i przez chwilę stała się jakby nieobecna. Gdy ta chwila minęła spojrzała po kolei na wszystkie obecne panie, a na koniec westchnęła:
- Ja pierdolę...
BĘDZIE CIĄG DALSZY