- Co jest Anitko? Co mi się tak przyglądasz?
- Kasiu, proszę, stój, zostań tu tak...
...
- Mówiąc krótko masz pluskwę.
- Pluskwę? Znaczy podsłuch?
- Nie taką pluskwę. Magiczną.
...
- Ciekawe, co będzie, gdy też będą czyste.
- Zabawnie to zabrzmiało.
...
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
...
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
...
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę.
...
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
Te retrospekcje to chyba ciut za mało, nieźle jest teraz zapoznać się całością "PLUSKWA W MAJTKACH (jeden)", żeby wiedzieć lepiej, o co chodzi.
- Kasiu, proszę, stój, zostań tu tak...
...
- Mówiąc krótko masz pluskwę.
- Pluskwę? Znaczy podsłuch?
- Nie taką pluskwę. Magiczną.
...
- Ciekawe, co będzie, gdy też będą czyste.
- Zabawnie to zabrzmiało.
...
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
...
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
...
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę.
...
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
Te retrospekcje to chyba ciut za mało, nieźle jest teraz zapoznać się całością "PLUSKWA W MAJTKACH (jeden)", żeby wiedzieć lepiej, o co chodzi.
*** Niedziela, ZULU południe, tak mniej więcej.
- Gdzie są wszyscy?
Istotnie, salon był pusty, nie licząc Borka siedzącego na kanapie i bawiącego się podrzucaniem na dłoni piłeczki tenisowej. Piłeczka zawisała w powietrzu, ale uszło to uwadze Maliny.
- Siostra, ty się mnie nie pytaj, gdzie są wszyscy, ty mnie się lepiej zapytaj, gdzie zgubiłaś majtki.
Kobieta stojąca na schodach jakby dopiero teraz pojęła, że jest w samym krótkim tiszercie. Szybko go naciągnęła jak najniżej i usiadła zaciskając uda.
- Chodź, pokażę ci gdzie one są.
- Nie patrz się.
- Malinko, nie bądź dziecko.
- Właśnie już nie jestem.
- Brata się krępujesz?
- Borek! Teraz ty nie bądź dzieckiem. Podaj mi to takie coś, co tam leży obok ciebie. No, tą szmatę.
- To nie szmata, to chusta Roxy.
- Dawaj, dawaj. Znaczy Roxy jeszcze jest?
Borek bez słowa podszedł i podał siostrze kawał tkaniny, którą dziewczyna szybko owinęła wokół bioder uzupełniając tym samym swoje skąpe odzienie. Podeszli do kanapy, usiedli.
- Wypij to duszkiem.
- Co to jest?
- Pierwsza pomoc. Krwawa Mary lajt. Bo przecież nie wmówisz mi, że nie masz żadnego kaca. Kaców po takim chlaniu nie miewa tylko Adaśko, wiesz który, bo on jest w ogóle nieupijalny.
- Wiem, poznałam go, podobno tytanowa wątroba.
Mówiąc to Malina sięgnęła po szklankę i pospiesznie opróżniła zawartość. Odstawiła na stół, po czym beknęła radośnie.
- Lepiej?
- Lepiej. Ale kiedy będzie dobrze?
Borek znowu bez słowa sięgnął po telefon ze stołu, chwilę pomaćkał palcem po wyświetlaczu i podsunął aparat siostrze pod nos.
- Ulala. To ja?
- Nie. Ciocia Lala po przemianie ksenomorficznej.
- No, popatrz. Zawsze myślałam, że tylko Kaśka potrafi tak wysoko zadrzeć nogę do góry aż po sufit.
- Patrz teraz. Wiesz już, gdzie są twoje majtki?
- Za szybko. Jeszcze raz. Ahaaa...
Malina wskazała palcem na pobliski regał, na którego półce stał porcelanowy smok, a na jego głowie wisiał kawałek materiału tekstylnego.
- Są!
Gdy Malina odziewała ów kawałek, nagle otworzyły się drzwi do pracowni. Do salonu weszła Roxy, a za nią Anita. Obie miały poważne, skupione twarze, co nie uszło uwadze Maliny:
- Ej, wiedźmy, co jest w wami?
Nie padła żadna odpowiedź. Anita zamknęła pracownię, za to Roxy ruszyła od razu do drzwi wyjściowych. Ale tuż przed nimi zatrzymała się. Sięgnęła do przepastnej kieszeni bojówek, wyjęła jakąś karteczkę, odwróciła się, po czym podeszła do Maliny ze słowami:
- Jutro na ósmą, tu masz adres.
I dodała, lustrując ją od stóp do głowy:
- Tylko zrób coś ze sobą, bo jak ty kurwa wyglądasz?! Aha, i oddawaj chustę.
- Ale ja muszę jeszcze z tobą pogadać!
Jednak Roxy była już zdecydowanie za drzwiami. Za to Anita stwierdziła nader stanowczo i równie zdecydowanie:
- Teraz, to ty musisz wskoczyć pod prysznic i się odgrzybić, bo faktycznie wyglądasz, jak pół kilo gwoździ. Masz pół godziny czasu, a my tu zrobimy jakieś... Śniadanie? Tylko z czego, jak wszystko wyżarli? Idę do matki kuchni, coś od niej skubnę. A ty co tu jeszcze robisz? Wypad!
Malina, która zawiesiła się była na drobną chwilę, otworzyła szeroko oczy, po czym posłusznie ruszyła po schodach na górę. Za to Anita podeszła do Borka i robiąc maślane oczy wetchnęła:
- Gdy wrócimy do nas do domu, to zrobię się na Kleopatrę, a ty mi to potem ładnie rozmażesz. Tak jak miała Malina przed chwilą.
Borek nie zdążył nawet zareagować, bo Anita już była przy drzwiach rzucając jeszcze tylko na odchodnym:
- Zaraz jestem z jakimś żarciem.
*** Ta sama niedziela, ZULU jakaś godzina później.
Cała czwórka siedziała przy zastawionym stoliku w salonie. Czwórka, bo do kompletu dołączył jeszcze kot Dredek, który ewakuował się na czas imprezy, a teraz zmaterializował się na kanapie.
- Ja nie wiedziałem, że moja siostra ma nową pracę. Ale wy mi nigdy nic nie mówicie. Babskie sprawy, babskie sprawy, a jak trzeba szafę złożyć, to...
- Nie marudź braciszku. To akurat nie jest żaden sekret, tylko my to dogadałyśmy wczoraj, zanim film mi się urwał. A sprawa jest krótka. Koniec pocenia cipy w pampersie za kasą, bo Roxy zatrudnia mnie u siebie. Przecież wiesz, że ma firmę sprzątającą. Jutro mam dzień próbny.
- To teraz moja siostra będzie latać na mopie?
Anita wtrąciła się w dialog:
- Jak na przyszłą czarownicę to chyba niezła praktyka?
- Dobrze Anitko, ale ja chcę z tobą poważniej o czymś innym.
Mówiąc to Malina spojrzała wymownie na Borka. On zaś na Anitę, ale ta tylko pokiwała głową z pewną dozą rezygnacji.
- Aha, czyli znowu babskie sprawy. Nie ma problemu, bo i tak właśnie miałem iść sobie zapalić.
Gdy Borek wyszedł, Anita spojrzała bystro na Malinę:
- Świetnie wiem, dlaczego tak się żarliwie kumplujesz z Roxy. Masz takie same mrówki w dupie, jak ona.
- Wspólne hobby zbliża ludzi.
- Ty mnie tu nie czaruj. Chcesz od niej wyrwać te jej hardkorowe uroki na facetów. To się niestety zdziwisz szwagierko. Bo ona ci nic nie powie.
- Niedługo kończę podstawowe szkolenie.
- To nie ty o tym zdecydujesz. Znasz zasady. Ale ona i tak ci nic nie powie, bo samo bazowe szkolenie to za mało na takie zaklęcia.
- Anitko, ale teraz to mi chodzi o to, żeby coś innego powiedziała. Dobrze wiesz co chcę wiedzieć.
- Oczywiście, że wiem. Kto nadał Roxy robotę na Kaśkę, tak? To najpierw ja ci coś powiem: odpuść Malinko. Odpuść, bo nawet nie wiesz, pojęcia nie masz zielonego, w co się wpakujesz.
- Ty wiesz?
- Niby co?
- Ty wiesz, kto to był? Tobie Roxy powiedziała?
Anita wstała z kanapy i zaczęła zbierać naczynia ze stołu.
- Pomożesz mi zmywać?
*** Ta sama niedziela, ZULU jakieś trzy kwadranse później.
Samochod zatrzymał się przed domem.
- Bye, dzięki za podwózkę.
Malina podeszła do furtki, ale auto stało nadal. Kobieta obejrzała się i ujrzała, jak Anita tuli się do Borka siedzącego za kierownicą. A już po chwili głowa czarownicy zniknęła z pola widzenia. Malina uśmiechnęła się i mruknęła ni to do siebie, ni to do nikogo:
- I ona mi mówi, że nie ma mrówek w dupie.
Odwróciła się i sięgnęła po telefon:
- Kasiu, co robisz jutro po robocie?
- ...
- Aha. To poczekaj na mnie, razem zrobimy te zakupy.
BĘDZIE CIĄG DALSZY
- Gdzie są wszyscy?
Istotnie, salon był pusty, nie licząc Borka siedzącego na kanapie i bawiącego się podrzucaniem na dłoni piłeczki tenisowej. Piłeczka zawisała w powietrzu, ale uszło to uwadze Maliny.
- Siostra, ty się mnie nie pytaj, gdzie są wszyscy, ty mnie się lepiej zapytaj, gdzie zgubiłaś majtki.
Kobieta stojąca na schodach jakby dopiero teraz pojęła, że jest w samym krótkim tiszercie. Szybko go naciągnęła jak najniżej i usiadła zaciskając uda.
- Chodź, pokażę ci gdzie one są.
- Nie patrz się.
- Malinko, nie bądź dziecko.
- Właśnie już nie jestem.
- Brata się krępujesz?
- Borek! Teraz ty nie bądź dzieckiem. Podaj mi to takie coś, co tam leży obok ciebie. No, tą szmatę.
- To nie szmata, to chusta Roxy.
- Dawaj, dawaj. Znaczy Roxy jeszcze jest?
Borek bez słowa podszedł i podał siostrze kawał tkaniny, którą dziewczyna szybko owinęła wokół bioder uzupełniając tym samym swoje skąpe odzienie. Podeszli do kanapy, usiedli.
- Wypij to duszkiem.
- Co to jest?
- Pierwsza pomoc. Krwawa Mary lajt. Bo przecież nie wmówisz mi, że nie masz żadnego kaca. Kaców po takim chlaniu nie miewa tylko Adaśko, wiesz który, bo on jest w ogóle nieupijalny.
- Wiem, poznałam go, podobno tytanowa wątroba.
Mówiąc to Malina sięgnęła po szklankę i pospiesznie opróżniła zawartość. Odstawiła na stół, po czym beknęła radośnie.
- Lepiej?
- Lepiej. Ale kiedy będzie dobrze?
Borek znowu bez słowa sięgnął po telefon ze stołu, chwilę pomaćkał palcem po wyświetlaczu i podsunął aparat siostrze pod nos.
- Ulala. To ja?
- Nie. Ciocia Lala po przemianie ksenomorficznej.
- No, popatrz. Zawsze myślałam, że tylko Kaśka potrafi tak wysoko zadrzeć nogę do góry aż po sufit.
- Patrz teraz. Wiesz już, gdzie są twoje majtki?
- Za szybko. Jeszcze raz. Ahaaa...
Malina wskazała palcem na pobliski regał, na którego półce stał porcelanowy smok, a na jego głowie wisiał kawałek materiału tekstylnego.
- Są!
Gdy Malina odziewała ów kawałek, nagle otworzyły się drzwi do pracowni. Do salonu weszła Roxy, a za nią Anita. Obie miały poważne, skupione twarze, co nie uszło uwadze Maliny:
- Ej, wiedźmy, co jest w wami?
Nie padła żadna odpowiedź. Anita zamknęła pracownię, za to Roxy ruszyła od razu do drzwi wyjściowych. Ale tuż przed nimi zatrzymała się. Sięgnęła do przepastnej kieszeni bojówek, wyjęła jakąś karteczkę, odwróciła się, po czym podeszła do Maliny ze słowami:
- Jutro na ósmą, tu masz adres.
I dodała, lustrując ją od stóp do głowy:
- Tylko zrób coś ze sobą, bo jak ty kurwa wyglądasz?! Aha, i oddawaj chustę.
- Ale ja muszę jeszcze z tobą pogadać!
Jednak Roxy była już zdecydowanie za drzwiami. Za to Anita stwierdziła nader stanowczo i równie zdecydowanie:
- Teraz, to ty musisz wskoczyć pod prysznic i się odgrzybić, bo faktycznie wyglądasz, jak pół kilo gwoździ. Masz pół godziny czasu, a my tu zrobimy jakieś... Śniadanie? Tylko z czego, jak wszystko wyżarli? Idę do matki kuchni, coś od niej skubnę. A ty co tu jeszcze robisz? Wypad!
Malina, która zawiesiła się była na drobną chwilę, otworzyła szeroko oczy, po czym posłusznie ruszyła po schodach na górę. Za to Anita podeszła do Borka i robiąc maślane oczy wetchnęła:
- Gdy wrócimy do nas do domu, to zrobię się na Kleopatrę, a ty mi to potem ładnie rozmażesz. Tak jak miała Malina przed chwilą.
Borek nie zdążył nawet zareagować, bo Anita już była przy drzwiach rzucając jeszcze tylko na odchodnym:
- Zaraz jestem z jakimś żarciem.
*** Ta sama niedziela, ZULU jakaś godzina później.
Cała czwórka siedziała przy zastawionym stoliku w salonie. Czwórka, bo do kompletu dołączył jeszcze kot Dredek, który ewakuował się na czas imprezy, a teraz zmaterializował się na kanapie.
- Ja nie wiedziałem, że moja siostra ma nową pracę. Ale wy mi nigdy nic nie mówicie. Babskie sprawy, babskie sprawy, a jak trzeba szafę złożyć, to...
- Nie marudź braciszku. To akurat nie jest żaden sekret, tylko my to dogadałyśmy wczoraj, zanim film mi się urwał. A sprawa jest krótka. Koniec pocenia cipy w pampersie za kasą, bo Roxy zatrudnia mnie u siebie. Przecież wiesz, że ma firmę sprzątającą. Jutro mam dzień próbny.
- To teraz moja siostra będzie latać na mopie?
Anita wtrąciła się w dialog:
- Jak na przyszłą czarownicę to chyba niezła praktyka?
- Dobrze Anitko, ale ja chcę z tobą poważniej o czymś innym.
Mówiąc to Malina spojrzała wymownie na Borka. On zaś na Anitę, ale ta tylko pokiwała głową z pewną dozą rezygnacji.
- Aha, czyli znowu babskie sprawy. Nie ma problemu, bo i tak właśnie miałem iść sobie zapalić.
Gdy Borek wyszedł, Anita spojrzała bystro na Malinę:
- Świetnie wiem, dlaczego tak się żarliwie kumplujesz z Roxy. Masz takie same mrówki w dupie, jak ona.
- Wspólne hobby zbliża ludzi.
- Ty mnie tu nie czaruj. Chcesz od niej wyrwać te jej hardkorowe uroki na facetów. To się niestety zdziwisz szwagierko. Bo ona ci nic nie powie.
- Niedługo kończę podstawowe szkolenie.
- To nie ty o tym zdecydujesz. Znasz zasady. Ale ona i tak ci nic nie powie, bo samo bazowe szkolenie to za mało na takie zaklęcia.
- Anitko, ale teraz to mi chodzi o to, żeby coś innego powiedziała. Dobrze wiesz co chcę wiedzieć.
- Oczywiście, że wiem. Kto nadał Roxy robotę na Kaśkę, tak? To najpierw ja ci coś powiem: odpuść Malinko. Odpuść, bo nawet nie wiesz, pojęcia nie masz zielonego, w co się wpakujesz.
- Ty wiesz?
- Niby co?
- Ty wiesz, kto to był? Tobie Roxy powiedziała?
Anita wstała z kanapy i zaczęła zbierać naczynia ze stołu.
- Pomożesz mi zmywać?
*** Ta sama niedziela, ZULU jakieś trzy kwadranse później.
Samochod zatrzymał się przed domem.
- Bye, dzięki za podwózkę.
Malina podeszła do furtki, ale auto stało nadal. Kobieta obejrzała się i ujrzała, jak Anita tuli się do Borka siedzącego za kierownicą. A już po chwili głowa czarownicy zniknęła z pola widzenia. Malina uśmiechnęła się i mruknęła ni to do siebie, ni to do nikogo:
- I ona mi mówi, że nie ma mrówek w dupie.
Odwróciła się i sięgnęła po telefon:
- Kasiu, co robisz jutro po robocie?
- ...
- Aha. To poczekaj na mnie, razem zrobimy te zakupy.
BĘDZIE CIĄG DALSZY