07 września 2023

PLUSKWA W MAJTKACH DWA /odc. 1/

- Co jest Anitko? Co mi się tak przyglądasz?
- Kasiu, proszę, stój, zostań tu tak...
...
- Mówiąc krótko masz pluskwę.
- Pluskwę? Znaczy podsłuch?
- Nie taką pluskwę. Magiczną.
...
- Ciekawe, co będzie, gdy też będą czyste.
- Zabawnie to zabrzmiało.
...
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
...
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
...
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę.
...
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
Te retrospekcje to chyba ciut za mało, nieźle jest teraz zapoznać się całością "PLUSKWA W MAJTKACH (jeden)", żeby wiedzieć lepiej, o co chodzi.
*** Niedziela, ZULU południe, tak mniej więcej.
- Gdzie są wszyscy?
Istotnie, salon był pusty, nie licząc Borka siedzącego na kanapie i bawiącego się podrzucaniem na dłoni piłeczki tenisowej. Piłeczka zawisała w powietrzu, ale uszło to uwadze Maliny.
- Siostra, ty się mnie nie pytaj, gdzie są wszyscy, ty mnie się lepiej zapytaj, gdzie zgubiłaś majtki.
Kobieta stojąca na schodach jakby dopiero teraz pojęła, że jest w samym krótkim tiszercie. Szybko go naciągnęła jak najniżej i usiadła zaciskając uda.
- Chodź, pokażę ci gdzie one są.
- Nie patrz się.
- Malinko, nie bądź dziecko.
- Właśnie już nie jestem.
- Brata się krępujesz?
- Borek! Teraz ty nie bądź dzieckiem. Podaj mi to takie coś, co tam leży obok ciebie. No, tą szmatę.
- To nie szmata, to chusta Roxy.
- Dawaj, dawaj. Znaczy Roxy jeszcze jest?
Borek bez słowa podszedł i podał siostrze kawał tkaniny, którą dziewczyna szybko owinęła wokół bioder uzupełniając tym samym swoje skąpe odzienie. Podeszli do kanapy, usiedli.
- Wypij to duszkiem.
- Co to jest?
- Pierwsza pomoc. Krwawa Mary lajt. Bo przecież nie wmówisz mi, że nie masz żadnego kaca. Kaców po takim chlaniu nie miewa tylko Adaśko, wiesz który, bo on jest w ogóle nieupijalny.
- Wiem, poznałam go, podobno tytanowa wątroba.
Mówiąc to Malina sięgnęła po szklankę i pospiesznie opróżniła zawartość. Odstawiła na stół, po czym beknęła radośnie.
- Lepiej?
- Lepiej. Ale kiedy będzie dobrze?
Borek znowu bez słowa sięgnął po telefon ze stołu, chwilę pomaćkał palcem po wyświetlaczu i podsunął aparat siostrze pod nos.
- Ulala. To ja?
- Nie. Ciocia Lala po przemianie ksenomorficznej.
- No, popatrz. Zawsze myślałam, że tylko Kaśka potrafi tak wysoko zadrzeć nogę do góry aż po sufit. 
- Patrz teraz. Wiesz już, gdzie są twoje majtki?
- Za szybko. Jeszcze raz. Ahaaa...
Malina wskazała palcem na pobliski regał, na którego półce stał porcelanowy smok, a na jego głowie wisiał kawałek materiału tekstylnego.
- Są!
Gdy Malina odziewała ów kawałek, nagle otworzyły się drzwi do pracowni. Do salonu weszła Roxy, a za nią Anita. Obie miały poważne, skupione twarze, co nie uszło uwadze Maliny:
- Ej, wiedźmy, co jest w wami?
Nie padła żadna odpowiedź. Anita zamknęła pracownię, za to Roxy ruszyła od razu do drzwi wyjściowych. Ale tuż przed nimi zatrzymała się. Sięgnęła do przepastnej kieszeni bojówek, wyjęła jakąś karteczkę, odwróciła się, po czym podeszła do Maliny ze słowami:
- Jutro na ósmą, tu masz adres.
I dodała, lustrując ją od stóp do głowy:
- Tylko zrób coś ze sobą, bo jak ty kurwa wyglądasz?! Aha, i oddawaj chustę.
- Ale ja muszę jeszcze z tobą pogadać!
Jednak Roxy była już zdecydowanie za drzwiami. Za to Anita stwierdziła nader stanowczo i równie zdecydowanie:
- Teraz, to ty musisz wskoczyć pod prysznic i się odgrzybić, bo faktycznie wyglądasz, jak pół kilo gwoździ. Masz pół godziny czasu, a my tu zrobimy jakieś... Śniadanie? Tylko z czego, jak wszystko wyżarli? Idę do matki kuchni, coś od niej skubnę. A ty co tu jeszcze robisz? Wypad!
Malina, która zawiesiła się była na drobną chwilę, otworzyła szeroko oczy, po czym posłusznie ruszyła po schodach na górę. Za to Anita podeszła do Borka i robiąc maślane oczy wetchnęła:
- Gdy wrócimy do nas do domu, to zrobię się na Kleopatrę, a ty mi to potem ładnie rozmażesz. Tak jak miała Malina przed chwilą. 
Borek nie zdążył nawet zareagować, bo Anita już była przy drzwiach rzucając jeszcze tylko na odchodnym:
- Zaraz jestem z jakimś żarciem.
*** Ta sama niedziela, ZULU jakaś godzina później.
Cała czwórka siedziała przy zastawionym stoliku w salonie. Czwórka, bo do kompletu dołączył jeszcze kot Dredek, który ewakuował się na czas imprezy, a teraz zmaterializował się na kanapie.
- Ja nie wiedziałem, że moja siostra ma nową pracę. Ale wy mi nigdy nic nie mówicie. Babskie sprawy, babskie sprawy, a jak trzeba szafę złożyć, to...
- Nie marudź braciszku. To akurat nie jest żaden sekret, tylko my to dogadałyśmy wczoraj, zanim film mi się urwał. A sprawa jest krótka. Koniec pocenia cipy w pampersie za kasą, bo Roxy zatrudnia mnie u siebie. Przecież wiesz, że ma firmę sprzątającą. Jutro mam dzień próbny.
- To teraz moja siostra będzie latać na mopie?
Anita wtrąciła się w dialog:
- Jak na przyszłą czarownicę to chyba niezła praktyka?
- Dobrze Anitko, ale ja chcę z tobą poważniej o czymś innym.
Mówiąc to Malina spojrzała wymownie na Borka. On zaś na Anitę, ale ta tylko pokiwała głową z pewną dozą rezygnacji.
- Aha, czyli znowu babskie sprawy. Nie ma problemu, bo i tak właśnie miałem iść sobie zapalić.
Gdy Borek wyszedł, Anita spojrzała bystro na Malinę:
- Świetnie wiem, dlaczego tak się żarliwie kumplujesz z Roxy. Masz takie same mrówki w dupie, jak ona.
- Wspólne hobby zbliża ludzi.
- Ty mnie tu nie czaruj. Chcesz od niej wyrwać te jej hardkorowe uroki na facetów. To się niestety zdziwisz szwagierko. Bo ona ci nic nie powie. 
- Niedługo kończę podstawowe szkolenie.
- To nie ty o tym zdecydujesz. Znasz zasady. Ale ona i tak ci nic nie powie, bo samo bazowe szkolenie to za mało na takie zaklęcia.
- Anitko, ale teraz to mi chodzi o to, żeby coś innego powiedziała. Dobrze wiesz co chcę wiedzieć.
- Oczywiście, że wiem. Kto nadał Roxy robotę na Kaśkę, tak? To najpierw ja ci coś powiem: odpuść Malinko. Odpuść, bo nawet nie wiesz, pojęcia nie masz zielonego, w co się wpakujesz.
- Ty wiesz?
- Niby co?
- Ty wiesz, kto to był? Tobie Roxy powiedziała?
Anita wstała z kanapy i zaczęła zbierać naczynia ze stołu.
- Pomożesz mi zmywać?
*** Ta sama niedziela, ZULU jakieś trzy kwadranse później.
Samochod zatrzymał się przed domem.
- Bye, dzięki za podwózkę.
Malina podeszła do furtki, ale auto stało nadal. Kobieta obejrzała się i ujrzała, jak Anita tuli się do Borka siedzącego za kierownicą. A już po chwili głowa czarownicy zniknęła z pola widzenia. Malina uśmiechnęła się i mruknęła ni to do siebie, ni to do nikogo:
- I ona mi mówi, że nie ma mrówek w dupie.
Odwróciła się i sięgnęła po telefon:
- Kasiu, co robisz jutro po robocie?
- ...
- Aha. To poczekaj na mnie, razem zrobimy te zakupy.
BĘDZIE CIĄG DALSZY

01 września 2023

PLUSKWA W MAJTKACH /odc. 2/

Roxy zamknęła majtki w garści, usiadła na łóżku, zamknęła oczy i przez chwilę stała się jakby nieobecna. Gdy ta chwila minęła spojrzała po kolei na wszystkie obecne panie, a na koniec westchnęła:
- Ja pierdolę...
Zapadła chwila ciszy. Tylko Ciocia Lala uśmiechnęła się niczym Mona Lisa. Za to Anita zaczęła patrzeć na Roxy strasznie, naprawdę bardzo strasznie. Pierwsza ożywiła się Kaśka:
- No, co jest? Jakiś jeszcze problem z tymi majtkami?
- Właśnie!
- Malina, ty miałaś być cicho.
Mówiąc to Anita nadal patrzyła strasznie na Roxy. Za to Malina przybierając nadąsaną minę odparła:
- Miałam też wspierać Kaśkę. Więc to robię.
Wreszcie odezwała sie Ciocia Lala:
- Roxy, powiedz siusiarom. Bo ja i Anita już z grubsza wiemy, co się stało. Śmiało, odetkaj się, bo impreza nam stygnie.
Więc Roxy się odetkała:
- Krótko mówiąc, to na zaklęciu jest moja sygnatura.
Siusiary zareagowały chórem:
- Co?
- Ale ja nie wiedziałam na kogo jest zlecenie.
Anita wciąż patrząc strasznie syknęła:
- Powinnaś wiedzieć.
- Tak? A ty wiesz na kogo są te uroki, które sprzedajesz tym niedorżniętym korposuczkom w swojej pracy? Będzie mnie tu pouczać szczota jedna. 
Roxy wyraźnie nie za bardzo wiedziała na kogo być wkurzoną, czy na siebie, czy na Anitę, która odpowiedziała:
- Sama jesteś niedorżnięta suka. Moje uroki są lajtowe, a te twoje to broń atomowa, pigułka gwałtu, która z ludzi robi zabujane zombies.
- Jak twój Borek? 
- Borka nie uroczyłam. Użyłam tylko naturalnej Magii Mniejszej, wszystkie normalne kobiety tak robią, instynktownie wręcz. I w ogóle nie plącz go do tej sprawy, nawet o nim nie myśl.
Znowu nastała chwila ciszy, pełnej napięcia, a wśród niej dwie czarownice nastroszone na siebie niczym rozjuszone kocice. Pierwsza odpuściła Roxy:
- Kochanie, wyluzuj. Przecież w życiu bym ci tego nie zrobiła, wiesz to świetnie. Po co te nerwy? A teraz wróćmy do sprawy. Zrobiłam kupę, ale to moja kupa, ja ją posprzątam. Przede wszystkim Kasia nie jest jeszcze czysta, trzeba ją wykończyć.
- Co zrobić?
- Oj sorry Kasieńko, dokończyć chciałam powiedzieć. Taki drobny zabieg. Nie będzie bolało. Kładź się na łóżko.
- Znowu mam się rozebrać?
- Nie, nie trzeba.
Gdy tylko Kaśka położyła się, Roxy stanęła przy niej, nachyliła, po czym jedną dłoń położyła jej na czole, drugą zaś chwyciła za krocze, po czym zamknęła oczy. Trwało to jakąś chwilę, po niej zaś czarownica odstąpiła od łóżka i energicznie strzepnęła rękami, jakby niewidzialny kurz.
- Kasiu, ty już jesteś okay. Jeszcze tylko majtki. Bardzo je lubisz? Bo mogę je odzyskać, ale łatwiej będzie je skasować, mniej roboty.
- Kasuj, nie zależy mi na nich.
- Anitko, mogę tą misę, tą z półki?
- Możesz, tylko potem umyj.
Roxy rzuciła Anicie lekko obrażone spojrzenie, wyjęła majtki ze szkatułki, zaś drugą ręką sięgnęła do kieszeni. Po chwili po pokoju rozszedł się smrodek palonej tkaniny. Towarzyszyło temu ciche mamrotanie, zapewne magicznej formułki, którą artykułowały usta Roxy. Wreszcie wypowiedziały głośniej, już niemagicznie wcale bynajmniej:
- Koniec sprawy, idziemy balować.
- Nie bardzo.
Wszystkie oczy w pokoju zwróciły się na Malinę, która zakontynuowała:
- Chyba Kaśka ma prawo wiedzieć, kto chciał ją zgwałcić? Tak, zgwałcić, bo jak dobrze zrozumiałam, to taki urok tak należy traktować.
- Tego niestety nie powiem. Etyka zawodowa.
Anita parsknęła śmiechem i rzuciła:
- Etyczka się znalazła. A kasę mu oddasz?
- Zgłupiałaś? Zresztą wzięłam tylko zaliczkę.
- Dużą?
- Połowę. Ale grubo było.
- No, i masz tą swoją etykę. Robota nie zrobiona, a dutki poszły się jebać do piczy czarownicy. Nie pytam ile, bo to już faktycznie nie moja brocha.
- Ciociu Lalu, powiedz jej coś, bo jej przywalę.
Misa w ręku Roxy wydawała się być dość solidnym tępym narzędziem, ale figlarna mina czarownicy zdradzała, że to narzędzie nie będzie wcale użyte. Za to Ciocia Lala zaperorowała:
- Moje najlepsze absolwentki, w temacie magii to ja wam zawsze pomogę, podpowiem, bo choć wydaje mi się, że wszystko wam przekazałam, to coś mogłam po drodze zapomnieć. Ale autorytetem moralnym nie będę nigdy, nie wkręcajcie mnie w to. Dorosły, przytomny, zdrowy psychicznie człowiek nie ma takich autorytetów, zaś czarownica tym bardziej. Sama jest dla siebie autorytetem. Idziemy na dół popalić?
- Jeszcze chwila.
Tym razem wszystkie oczy zwróciły się na Kaśkę, która nadal leżała, aż wreszcie przestała leżeć i usiadła. Po czym oznajmiła:
- Trochę powinno mnie boleć, że nie zapytano mnie o zdanie. Ale nie boli, bo mnie to wcale nie obchodzi, kto zlecił Roxy tą robotę. Być pożądaną to komplement dla normalnej kobiety, także tak porąbanej, jak ja.
Tu Malina zaoponowała:
- No, ale gwałt to gwałt, tak?
- Malinko. Gdy idzie ulicą taka fajna suczka, jak ty, to większość facetów plus może jeszcze parę panienek chce cię przemiziać, być może niektórzy nawet w sposób zwany gwałtem. Jednak gwałt myślowy to nie żaden gwałt.
- Ale ten jednak realnie próbował?
- Ja jednak tego nie poczułam. A, właśnie, Roxy, mam takie pytanie. Dlaczego nic nie poczułam?
- Miałaś poczuć dopiero, gdy go spotkasz. Większość uroków tak działa, mają opóźniony zapalnik.
- Mądra dziewczyna z ciebie. Szkoda, że nie wierzysz w magię, bo jesteś dobry materiał na czarownicę.
Ta opinia padła od Cioci Lali.
- Niech sobie Malina dobrze czaruje, jak skończy szkolenie u Anity. Mnie wystarczy, że uprawiam lepsze Zioło, niż Anitowe, nawet żadne czary jej nie pomogą przebić mojego.
Wszystkie w pokoju wybuchnęły śmiechem, a Kaśka wyjęła z plecaczka spore pudełeczko i wręczyła Anicie. Ta zaś skomentowała:
- Pierwsza konopielka na dzielni.
- I jeszcze drobiazg na koniec. Roxy, z tej kasy co wzięłaś za zlecenie odpal mi jednak proszę zwrot za moje majtki.
- Drogie były?
- Grosze. Ale chodzi o zasadę.
- Nie widzę problemu.
Po czym cała roześmiana piątka ruszyła do drzwi. Ciocię Lalę puszczono przodem, zaś Kaśka trąciła Malinę łokciem i szepnęła:
- Babcią Lalą to ona długo jeszcze nie będzie.
- Czemu?
- Spójrz na te poślady. Gdybym była les, to bym je lizała do bólu.
Ciocia Lala nie odwracając się rzuciła:
- Słyszałam!
Jako ostatnia wyszła Roxy, ale szybko wróciła po osmaloną misę z popiołem po zaklętych majtkach. Jakby nie było, obiecała ją umyć.
Impreza Święta Plonów została potem uznana za udaną. Było dużo dobrego Zioła, więc nikt się nie upił i nie narobił siary. Może tylko poza Maliną, ale ona miała taki plan już od początku. Mimo to jednak urżnęła się bezsiarowo. Za to zanim zazgoniła, tak tuż przed, wykonała tak profesjonalny strip tease na stole, że potem wszyscy chodzili do Borka z tekstem:
- Jaką ty masz zajebistą siorkę!
KONIEC