Gwoli przypomnienia:
Cały ten cykl "ciasteczkowy" kręci się wokół duetu Zula and Zoja, które są parą, do tego jeszcze mieszkają razem, zaś przy okazji są mistrzyniami zen. Nieprofesjonalnymi bynajmniej, mają inne źródła utrzymania, ale tak dla sportu, zwykle przypadkiem, tak raczej mimochodem kogoś nauczą, choć niekoniecznie skutecznie.
Tym razem jednak żadnych zenów nie było, tylko kolacja. Nasze ulubione bohaterki znowu jadły pierogi. To wcale nie jest tak, że one są na jakiejś diecie pierogowej. Po prostu narrator, gdy do nich zagląda, to akurat trafia na takie menu. Do kompletu miały Karynę, to taka ich znajoma, był taki odcinek, która ma pecha do facetów, bo hoduje krzaczory w kroku. Trudno było jej nie zaprosić do stołu, bo toć to ona przyniosła te pierogi. Z krabami zresztą a la surimi, które sama ponoć zrobiła. Tak sobie wszystkie jadły, jadły, do tego jeszcze gadały. Jak najbardziej prawidłowo zresztą, według zaleceń pewnego mądrego wujka, który zalecał: "jak jesz, to jedz, jak gadasz, to gadaj, a jak jesz i gadasz, to jedz i gadaj". Gdy wyczerpały temat, jakiś nieistotny zresztą, Karyna zapytała:
- A wiecie co?
- Tego może nie, ale sprawdźmy.
- Bajden, ten co...
- Wiemy, kto to Bajden, to możesz pominąć.
- To on ułaskawił wszystkich, co siedzą za zioło.
Zula pokręciła głową mówiąc:
- Nie wszystkich, tylko tych z wyroku sądów federalnych. Do tego nie ułaskawił, tylko na razie powiedział, że ułaskawi. Wielka mi nowina, wszystkie media to trąbią. No, może nie wszystkie media. Portale konopne nie trąbią, bo one zawsze mają poślizg. Za dużo jarają te ich redakcje.
Zoja wtrąciła pojednawczo:
- Ale to chyba jednak dobra wiadomość?
- Ho pehnie...
Tu Zula przełknęła kęs pieroga, zanim dokończyła:
- ...że dobra. Sprawy idą w dobrym kierunku. Tylko powoli.
Karyna pociągnęła wątek:
- Ale w końcu świat jakoś znormalnieje.
Tu Zula poparła ją częściowo:
- Może nie całkiem, ale...
Karyna przerwała jej kontynuując myśl:
- Gdy już wszędzie zalegalizują ten narkotyk...
Nie dokończyła, bo teraz Zula jej przerwała. Dynamicznie.
- Co ty kurwa powiedziałaś?!!!
Karyna ze spłoszoną miną spytała:
- Nocooo?
Zoja wtrąciła wyjaśniająco:
- Chodzi o to ostatnie słowo w twojej kwestii. Tak się na zioło nie mówi w porządnym towarzystwie, do tego przy jedzeniu.
Zula dodała:
- To tak, jakbyś powiedziała, że sraja smrodek jest za życiem.
Karyna ze zdziwioną miną i pierogiem w ustach spytała:
- Ha ne hest?
Tego dla Zuli było za wiele:
- Zojka trzymaj mnie, bo jej zaraz jebnę!
- Zuleczko, kochanie, nie dramatyzuj. To tylko słowa.
- Tylko słowa? Hohwash! To jest najdokładniej tak, jakby wykonać nieautoryzowanego pierda przy cesarzycy Japonii. Tego się kurwa nie robi! Są jakieś chyba zasady, tak?
- Niemniej jednak słowa są jak pieniądze: nie śmierdzą.
- To ja mam w takim razie synestezję.
Gdy dialog ustał Karyna spytała ze łzami w oczach:
- Co ja znowu robię nie tak?
- WSZYSTKO!
- Pierogi też?
- Też. Bo za mało.
Cały ten cykl "ciasteczkowy" kręci się wokół duetu Zula and Zoja, które są parą, do tego jeszcze mieszkają razem, zaś przy okazji są mistrzyniami zen. Nieprofesjonalnymi bynajmniej, mają inne źródła utrzymania, ale tak dla sportu, zwykle przypadkiem, tak raczej mimochodem kogoś nauczą, choć niekoniecznie skutecznie.
Tym razem jednak żadnych zenów nie było, tylko kolacja. Nasze ulubione bohaterki znowu jadły pierogi. To wcale nie jest tak, że one są na jakiejś diecie pierogowej. Po prostu narrator, gdy do nich zagląda, to akurat trafia na takie menu. Do kompletu miały Karynę, to taka ich znajoma, był taki odcinek, która ma pecha do facetów, bo hoduje krzaczory w kroku. Trudno było jej nie zaprosić do stołu, bo toć to ona przyniosła te pierogi. Z krabami zresztą a la surimi, które sama ponoć zrobiła. Tak sobie wszystkie jadły, jadły, do tego jeszcze gadały. Jak najbardziej prawidłowo zresztą, według zaleceń pewnego mądrego wujka, który zalecał: "jak jesz, to jedz, jak gadasz, to gadaj, a jak jesz i gadasz, to jedz i gadaj". Gdy wyczerpały temat, jakiś nieistotny zresztą, Karyna zapytała:
- A wiecie co?
- Tego może nie, ale sprawdźmy.
- Bajden, ten co...
- Wiemy, kto to Bajden, to możesz pominąć.
- To on ułaskawił wszystkich, co siedzą za zioło.
Zula pokręciła głową mówiąc:
- Nie wszystkich, tylko tych z wyroku sądów federalnych. Do tego nie ułaskawił, tylko na razie powiedział, że ułaskawi. Wielka mi nowina, wszystkie media to trąbią. No, może nie wszystkie media. Portale konopne nie trąbią, bo one zawsze mają poślizg. Za dużo jarają te ich redakcje.
Zoja wtrąciła pojednawczo:
- Ale to chyba jednak dobra wiadomość?
- Ho pehnie...
Tu Zula przełknęła kęs pieroga, zanim dokończyła:
- ...że dobra. Sprawy idą w dobrym kierunku. Tylko powoli.
Karyna pociągnęła wątek:
- Ale w końcu świat jakoś znormalnieje.
Tu Zula poparła ją częściowo:
- Może nie całkiem, ale...
Karyna przerwała jej kontynuując myśl:
- Gdy już wszędzie zalegalizują ten narkotyk...
Nie dokończyła, bo teraz Zula jej przerwała. Dynamicznie.
- Co ty kurwa powiedziałaś?!!!
Karyna ze spłoszoną miną spytała:
- Nocooo?
Zoja wtrąciła wyjaśniająco:
- Chodzi o to ostatnie słowo w twojej kwestii. Tak się na zioło nie mówi w porządnym towarzystwie, do tego przy jedzeniu.
Zula dodała:
- To tak, jakbyś powiedziała, że sraja smrodek jest za życiem.
Karyna ze zdziwioną miną i pierogiem w ustach spytała:
- Ha ne hest?
Tego dla Zuli było za wiele:
- Zojka trzymaj mnie, bo jej zaraz jebnę!
- Zuleczko, kochanie, nie dramatyzuj. To tylko słowa.
- Tylko słowa? Hohwash! To jest najdokładniej tak, jakby wykonać nieautoryzowanego pierda przy cesarzycy Japonii. Tego się kurwa nie robi! Są jakieś chyba zasady, tak?
- Niemniej jednak słowa są jak pieniądze: nie śmierdzą.
- To ja mam w takim razie synestezję.
Gdy dialog ustał Karyna spytała ze łzami w oczach:
- Co ja znowu robię nie tak?
- WSZYSTKO!
- Pierogi też?
- Też. Bo za mało.

