Czasem jest tak, że komentując na jakimś forum blogowym pojawia mi się pomysł na posta, na jakąś dłuższą wypowiedź na dany temat, na szersze rozwinięcie tegoż komentarza. Temat akurat jest na czasie, jako że ostatnio najnowszy projekt prawnej normalizacji traktowania kobiet przez państwo, chwilowo neokomunistyczne, znowu poszedł się huśtać. Mimo to warto było próbować, mimo zerowych szans na sukces, nie tym jednak chcę się akurat teraz zająć. Pojawiła mi się bowiem inna kwestia, taka jakby przy okazji. Już tłumaczę, tudzież objaśniam:
Wiele kobiet, choć jak wiele, nie wiem, twierdzi, że temat przerywania ciąży to babska sprawa, zaś chłopom guzik do tego. Nie jest to prawda, bo choć to nie mężczyzna ma fizjologiczny problem ciąży, to jednak fakt jej zaistnienia jakoś tam jego dotyczy, jako współsprawcy. Może on rzecz jasna czmychnąć, co być może jest najprostsze, co poniektórzy nawet tak robią, nie zmienia to jednak faktu, że problem wcale nie znika. Więc chyba lepiej jest nie musieć czmychać, tylko jakoś to bardziej elegancko ogarnąć?
Mężczyźni różnie reagują na wiadomość o ciąży kobiety, z którą akurat mieli byli cielesną okoliczność, bez wielkiego znaczenia jest przy tym, czy ta okoliczność była chwilowa, czy związkowa. Zdarza im się radość, zdarza się się też jakieś jej przeciwieństwo. Tych reakcji bywa całe spektrum, ale tego nie ma sensu wyliczać. Skupimy się teraz na tym, co taki koleś, jeden, czy drugi, sobie uważa, jakie ma zdanie na temat decyzji, czy kobieta ma tą ciążę donosić, aby finałowo zakończyła się dzieckiem, czy też pozbyć się kłopotu. Konkretnie zaś, kto ma decydować? Okazuje się, że na ten temat również panuje pewien rozrzut poglądów wśród panów, bowiem nie tworzą oni wcale tak homogenicznej grupy, jak twierdzą niektóre stereotypy. To zaś przenosi się na różne zdania, co do tego, jakie ma być prawo zwane "aborcyjnym".
Nie jest też prawdą, jakoby spór na temat tego prawa toczyły strony "panie" versus "panowie". Takiej linii podziału wcale nie ma, jest za to, istnieje linia poprzeczna do tej fikcyjnej. Jej strony zaś krótko, choć opisowo można określić jako "panie i panowie przyjaźni kobietom" oraz "panie i panowie wrodzy kobietom". Być może najciekawsza, bo absurdalna jest część "panie wrogie kobietom", skupmy się jednak na panach. Skąd ta linia podziału, jakie właściwości ma jedna ich grupa, jakie ma druga? Jak to jest, że jedni panowie lubią i szanują panie, drudzy wprost przeciwnie, skąd to się bierze?
Odpowiedź jest bardzo prosta, zaś realia blogowe każą ją jeszcze bardziej uprościć. Otóż panowie "za (aborcją)", czyli przyjaźni paniom, nie mają zbytnich problemów na ich punkcie, przynajmniej takich poważniejszych. Za to panowie "przeciw (aborcji)", czyli wrodzy owym paniom, to istna czeluść pełna po brzegi rozmaitych porąbań, przypadków zaiste psychiatrycznych dotyczących relacji damsko - męskich, nie tylko tych cielesnych bynajmniej, ale całej fury innych, na rozmaitym tle. Dlatego też panowie "za" traktują kobiety jak ludzi, jak partnerki na każdym poziomie, czy aspekcie, zaś dla panów "przeciw" płeć żeńska to rzeczy, androidy, czasem nawet po prostu szmaty. Inaczej nie chcą lub też nie umieją ich postrzegać. Nie zawsze jest to takie jasne, gdyż wielu znakomicie potrafi to maskować tworząc pozory kurtuazji, udawanego szacunku. W istocie zaś jest to taki sam szacunek, jaki się żywi do własnego auta, czy telefonu.
To właściwie koniec wywodu, uprasza się jedynie Kawiarnię, aby darowała sobie uwagi na temat zbytniego uproszczenia, czy też uogólnienia sprawy. Tak po prostu miało być, it's only blog, nie żadna tam dysertacja naukowa. Tytułem zaś gagu finałowego przypomnę dyskusję na temat terminu "dupa", dość często używanego przez panów, ale przez panie również, bynajmniej niepejoratywnego, na określenie jakiejś kobiety. Nie jest tu moją intencją reaktywacja tej debaty, chcę tylko coś napomknąć. Otóż owo słowo, tak użyte, nieraz budzi czyjeś oburzenie. Pytanie zaś brzmi, kto to oburzenie najczęściej artykułuje? Nie, bynajmniej nie panie. Otóż najczęściej zgiełk podnoszą owi panowie "przeciw", którzy najmniej do pań mają szacunku. Książkowy, kliniczny przykład hipokryzji, o której wspomniałem wcześniej.
I jeszcze coś, taki dodatek niekonieczny. Zdrowe, czyli wolnościowe poglądy społeczne na różne kwestie nie muszą oznaczać zdrowej psychiki w temacie kobiecym. Nie każdy człowiek, który jest "za Ziołem" jest "za aborcją". Bywa też odwrotnie, że ktoś przyjazny paniom jest marychofobem. Ale to już jest zupełnie osobny temat...
Wiele kobiet, choć jak wiele, nie wiem, twierdzi, że temat przerywania ciąży to babska sprawa, zaś chłopom guzik do tego. Nie jest to prawda, bo choć to nie mężczyzna ma fizjologiczny problem ciąży, to jednak fakt jej zaistnienia jakoś tam jego dotyczy, jako współsprawcy. Może on rzecz jasna czmychnąć, co być może jest najprostsze, co poniektórzy nawet tak robią, nie zmienia to jednak faktu, że problem wcale nie znika. Więc chyba lepiej jest nie musieć czmychać, tylko jakoś to bardziej elegancko ogarnąć?
Mężczyźni różnie reagują na wiadomość o ciąży kobiety, z którą akurat mieli byli cielesną okoliczność, bez wielkiego znaczenia jest przy tym, czy ta okoliczność była chwilowa, czy związkowa. Zdarza im się radość, zdarza się się też jakieś jej przeciwieństwo. Tych reakcji bywa całe spektrum, ale tego nie ma sensu wyliczać. Skupimy się teraz na tym, co taki koleś, jeden, czy drugi, sobie uważa, jakie ma zdanie na temat decyzji, czy kobieta ma tą ciążę donosić, aby finałowo zakończyła się dzieckiem, czy też pozbyć się kłopotu. Konkretnie zaś, kto ma decydować? Okazuje się, że na ten temat również panuje pewien rozrzut poglądów wśród panów, bowiem nie tworzą oni wcale tak homogenicznej grupy, jak twierdzą niektóre stereotypy. To zaś przenosi się na różne zdania, co do tego, jakie ma być prawo zwane "aborcyjnym".
Nie jest też prawdą, jakoby spór na temat tego prawa toczyły strony "panie" versus "panowie". Takiej linii podziału wcale nie ma, jest za to, istnieje linia poprzeczna do tej fikcyjnej. Jej strony zaś krótko, choć opisowo można określić jako "panie i panowie przyjaźni kobietom" oraz "panie i panowie wrodzy kobietom". Być może najciekawsza, bo absurdalna jest część "panie wrogie kobietom", skupmy się jednak na panach. Skąd ta linia podziału, jakie właściwości ma jedna ich grupa, jakie ma druga? Jak to jest, że jedni panowie lubią i szanują panie, drudzy wprost przeciwnie, skąd to się bierze?
Odpowiedź jest bardzo prosta, zaś realia blogowe każą ją jeszcze bardziej uprościć. Otóż panowie "za (aborcją)", czyli przyjaźni paniom, nie mają zbytnich problemów na ich punkcie, przynajmniej takich poważniejszych. Za to panowie "przeciw (aborcji)", czyli wrodzy owym paniom, to istna czeluść pełna po brzegi rozmaitych porąbań, przypadków zaiste psychiatrycznych dotyczących relacji damsko - męskich, nie tylko tych cielesnych bynajmniej, ale całej fury innych, na rozmaitym tle. Dlatego też panowie "za" traktują kobiety jak ludzi, jak partnerki na każdym poziomie, czy aspekcie, zaś dla panów "przeciw" płeć żeńska to rzeczy, androidy, czasem nawet po prostu szmaty. Inaczej nie chcą lub też nie umieją ich postrzegać. Nie zawsze jest to takie jasne, gdyż wielu znakomicie potrafi to maskować tworząc pozory kurtuazji, udawanego szacunku. W istocie zaś jest to taki sam szacunek, jaki się żywi do własnego auta, czy telefonu.
To właściwie koniec wywodu, uprasza się jedynie Kawiarnię, aby darowała sobie uwagi na temat zbytniego uproszczenia, czy też uogólnienia sprawy. Tak po prostu miało być, it's only blog, nie żadna tam dysertacja naukowa. Tytułem zaś gagu finałowego przypomnę dyskusję na temat terminu "dupa", dość często używanego przez panów, ale przez panie również, bynajmniej niepejoratywnego, na określenie jakiejś kobiety. Nie jest tu moją intencją reaktywacja tej debaty, chcę tylko coś napomknąć. Otóż owo słowo, tak użyte, nieraz budzi czyjeś oburzenie. Pytanie zaś brzmi, kto to oburzenie najczęściej artykułuje? Nie, bynajmniej nie panie. Otóż najczęściej zgiełk podnoszą owi panowie "przeciw", którzy najmniej do pań mają szacunku. Książkowy, kliniczny przykład hipokryzji, o której wspomniałem wcześniej.
I jeszcze coś, taki dodatek niekonieczny. Zdrowe, czyli wolnościowe poglądy społeczne na różne kwestie nie muszą oznaczać zdrowej psychiki w temacie kobiecym. Nie każdy człowiek, który jest "za Ziołem" jest "za aborcją". Bywa też odwrotnie, że ktoś przyjazny paniom jest marychofobem. Ale to już jest zupełnie osobny temat...
