17 lutego 2022

GRAWITACJA UJEMNA (odcinek czwarty)

Borek nie rozpoznał zbyt prawidłowo sytuacji. Anita wcale nie myślała tego, co on myślał, że ona myśli. Skupiła bowiem uwagę na innych sprawach.
- W butach do wyra?! W takich glanach?!
Od razu też dodała:
- Przecież miała być dopiero w sobotę?
Dopiero teraz Borek pojął oś nieporozumienia.
- To nie jest Malina.
- A kto?
Borek szybko zdał relację z ostatniego wydarzenia, nieco tylko ściemniając detale obezwładnienia jednego z napastników. Nastroszenie Anity jakby nieco opadło, ale nie do końca.
- Wszystko fajnie mój dzielny Rambo, ale jak ją już tu przyholowałeś, to chyba mogłeś rozebrać?
- Że co?
- Nie mowię o majtkach, ale o butach.
- Czyli rozbuć, a nie rozoblec? Nie zdążyłem.
- To zdąż teraz, bo oko mnie boli od tego widoku.
Dopiero gdy buty leżącej wylądowały już w przedpokoju Anita całkiem się wyluzowała. Zdjęła koc z dziewczyny i przyjrzała się jej bliżej.
- Nawet milusie zwierzątko, tylko trochę śmierdzi.
- Każdy jak wypije, to śmierdzi.
- Ale źle to nie wygląda. Nie jestem lekarzem, nie wydaje mi się jednak, żeby nam tu wywinęła jakiś głupi numer. Tylko tak tymczasowo zazgoniła. Skąd wiesz, że to była pigułka gwałtu?
- Znikąd. Tak mi się tylko jakoś pokojarzyło. Jej ruchy, jakby inne, niż tylko pijane, cała ta sytuacja.
- Gdyby to był groszek, to byś musiał ją nieść.
- Groszek?
Anita usiadła i wzięła nieco głębszy oddech. Borek już wiedział, że takie zachowanie zapowiada dłuższy wykład.
- Do takich akcji można użyć wielu środków, ale przeważnie stosuje się dwa. Pierwszy to rohypnol, zwany groszkiem, bo to takie zielone tabletki. Nasenniak, kiedyś do kupienia w Polskich aptekach, ale zdelegalizowany. Sprowadzany jednak zza Buga na lewo. Wrzuca się lasce do drinka, ona robi fajt, a potem pieprzy się kawał nieruchomego mięsa.
Borek skrzywił się z niesmakiem.
- Nie przerywaj mi. Drugi rodzaj to dżiejczbi, również osiągalne na nielegalu. Też zmula jakoś tam, ale jest pewna różnica. Podczas gwałtu ofiara porusza się, robi wrażenie jakby współpracowała. Można wręcz by rzec, że jest wtedy atrakcyjniejsza. Tak, czy owak, po obu wersjach nic się nie pamięta. Tak jak to opowiedziałeś, to grane było chyba to drugie.
- I co dalej?
- Nic. Za kilka godzin śpiąca królewna wróci do realu.
- Aha, czyli noc zarwana, a rano do roboty.
- No, piękny, chyba wiedziałeś co robisz zabierając tą gąskę do domu. Jak to szło? Wielka siła to wielka odpowiedzialność. Czy jakoś tak. Dewiza komiksowych superhero.
- A teraz co?
- Teraz to coś sobie zjemy, a potem pójdziemy pod prysznic. Razem! Nie przyjechałam tu tylko nocować i niańczyć jakieś twoje znaleziska. Ale jak chcesz, możemy zmienić kolejność. To co? Szamanko, czy bzykanko? Od czego zaczniemy?
...
Gdy się zbudził, skonstatował trzy fakty. Po pierwsze to braki osobowe na łóżku. Po drugie, to mocno świtało. Trzecim faktem było puste posłanie, które zaimprowizowali na noc na podłodze dla gościa. Wstał, poszedł do łazienki, po drodze zaś usłyszał cichy szmer rozmowy dobiegający zza zamkniętych drzwi kuchni. Gdy zajrzał do tej kuchni, dziewczyna siedząca na taborecie zerwała się na równe nogi i wdzięcznie dygnęła, jak kiedyś uczono panienki z dobrych domów.
- Dzień dobry. Mariola jestem.
Zanim zaspany Borek zareagował, podeszła szybko do niego, zarzuciła mu ręce na szyję i ucałowała w policzek.
- Możesz więcej. Należy mu się.
Mówiąca to Anita patrzyła na tą scenkę nadzwyczaj przyjaźnie i życzliwie. Po trzecim całusie Mariola odsunęła się i znowu dygnęła.
- Dziękuję.
Po czym z powrotem usiadła na stołku i spuściła skromnie powieki jakby zawstydzona swoją śmiałością. Zanim Borek zdążył coś na to powiedzieć, odezwała się Anita:
- Plan jest taki, że wracasz do łóżka, dosypiasz jeszcze te dwie godzinki, potem wstajesz i idziesz do pracy. I nic cię więcej nie obchodzi.
- No tak, ale...
- Ja zostaję. Nie mam zbyt wiele do zrobienia w firmie, mogę to ogarnąć zdalnie, inaczej online, tylko muszę przedtem zadzwonić, uprzedzić. My tu sobie z Mariolką jeszcze nieco pourzędujemy, wiesz, takie tam babskie sprawy. Trzeba ją jakoś odszykować, nie pójdzie w poszarpanych ciuchach do domu, ani tak jak teraz.
Akurat właśnie Borek zauważył, że dziewczyna ma sobie jego bluzę. Co prawda źle to nie wyglądało, niemniej jednak za bardzo lubił tą bluzę, żeby ją oddawać jakiejś randomowej panience. Zanim wyszedł stwierdził tylko:
- Rozumiem, że kroi się jakaś ostra szafiarska orgia? To się praca zdalna nazywa, inaczej online. Tak?
- Szału nie będzie, mam tu tylko dwie walizki ciuchów.
...
Do pory lunchu Borek bardziej markował pracę, niż coś robił. Po głowie biegało mu wiele zbędnych myśli. Niepokój, że jego sekret poznał ktoś obcy ogarnął dość szybko. Sytuacja z drechem była tak dynamiczna, że gość z pewnością nie pojął, co się tak naprawdę stało. Jego drecholski umysł zinterpretował to wszystko jako łomot kijem, czy jakimś innym tępym narzędziem. Trochę większym zmartwieniem był brak pomysłu na nowy poligon do ćwiczeń. Na stare miejsce Borek nie chciał wracać. Nie bał się bynajmniej odwetu, na takie spotkanie szanse szacował zresztą jako niewielkie, ale kolejna taka akcja to kolejna okazja, aby ujawniły się światu jego zdolności. Ale to też nie był problem. Zastąpił go większy. Był to dylemat człowieka, który nagle stał się posiadaczem atomowego kałacha laserowego, który nie wie, co z tym nowym nabytkiem ma zrobić.
Jednak po godnym posiłku umysł Borka wrócił na swoje miejsce, wrócił też dobry humor. Można by nawet rzec, że za dobry. Okazja do jego ekspresji pojawiła się natychmiast. Środkiem korytarza szła dziewczyna z działu logistyki uroczo kręcąc apetyczną pupcią. Gdy miała już mijać drzwi do serwisu, te otwarły się szeroko i pojawił się w nich jeden z pracowników. Konfiguracja czasoprzestrzenna była znakomita. Borek tylko się rozejrzał, czy nikt inny nie widzi, po czym szybko uplasował celny, pełen wyczucia klaps mocy na pośladku dziewczyny. Jej reakcja była równie szybka. Tęgi liść na policzku serwisanta rozniósł się głośno echem po całym piętrze.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

13 lutego 2022

Nieco opóźniony nekrolog

Odszedł ze świata naszych realiów SKALD. Skald skaldów, szef, kierownik wszystkich skaldów znanego nam świata. Nie ma wątpliwości, że przy stole biesiadnym u Odyna będzie pił miód z jednego z największych rogów.
Detale w necie.