13 kwietnia 2021

Słodki Ból

Nie znam oryginalnej nazwy, zaś patent poznałem wiele lat temu, gdy gościłem u krysznowców na obrzędzie plus after party z okazji jakiegoś ich religijnego święta. W necie można znaleźć mnóstwo pomysłów na wszelakie wynalazki kulinarne, nieraz bardzo, bardzo wyrafinowane, ale jako że piękno często tkwi w prostocie, tedy Słodki Ból wcale przy tym nie wypada tak źle.
Składniki do wersji bazowej:
Jabłka
Miód
Chili (suszone)
Ilości i proporcje dobieramy "na intuicję", nie żałujemy jednak ani miodu, ani chili. Jakby nie było ma być słodko i ma boleć!
Jabłka ucieramy razem ze skórką po uprzednim wyjęciu gniazdek nasiennych. Chili mielimy na proszek. Wszystko razem mieszamy na w miarę jednolitą masę.
Koniec przepisu.
Można spożywać jako oddzielne danie, deser, można stosować jak dodatek do innych potraw. Co prawda krysznowcy jadają wege, ale jeśli ktoś nie jest wege, to Słodki Ból może się sprawdzić jako analogia żurawiny do mięs. Niezłym pomysłem mogą być naleśniki z otrzymaną tym sposobem masą lub posmarowanie nią omletu. Pole do eksperymentowania jest wręcz nieograniczone.
Warianty:
Obok jabłek lub zamiast nich można użyć gruszek.
Zamiast miodu może być syrop klonowy lub brązowy cukier.
Można też dietetycznie zminimalizować cukry proste i użyć stewii lub ksylitolu, ale spożycie zbyt dużej ich dawki jest zachowaniem ryzykownym grożącym wylądowaniem na dzbanie w trybie nagłym. Na to jest pewien sposób: mieszamy wspomniane z inuliną, też naturalnym składnikiem. Co więcej, takiż to mix ma smak bardziej zbliżony do cukru. Niemniej jednak warto sprawdzić, czy nam taka słodycz pasuje, poza tym to drożej wychodzi.
Mile widziane są cynamon i utarty imbir.
Ciekawym pomysłem są też drobno posiekane suszone daktyle, śliwki, morele, figi czy też rodzynki. Przy pomocy blendera kończymy dzieło, zaś gdy masa wydaje nam się zbyt gęsta możemy to skorygować dodając na przykład jakiegoś rzadszego owocu, jak puszkowany ananas, czy też brzoskwinia lub też samego sosu. Trzeba jednak pamiętać, że te dodatki również są słodkie, więc wymagają kolejnej porcyjki chili dla równowagi.  
Jak widać, czym więcej składników, tym dalej od oryginału, takie lecso, ratatouille, czy też bigos wychodzi, ale nie będziemy z tego przecież robić problemu.
Na koniec wersja minimalistyczna. Polega to na tym, że bierzemy suszoną papryczkę chili za ogonek, zanurzamy w miodzie, chwilę mieszamy, dziubdziamy nią tam chwilę, po czym tkamy ją sobie do dzioba uważając tylko, żeby nie kapło. Ot, przekąska taka...
Bon appetit 😋

09 kwietnia 2021

CIASTECZKA

Pewnego dnia pewien mistrz zen wezwał do siebie kilku uczniów, aby sprawdzić ich umysły, ich postępy w ich praktyce. Gdy już doń przyszli, usiedli sobie w kółeczku pospołu, postawił był na środku podłogi talerzyk z ciasteczkami, po czym zapytał:
- Co to jest?
Pierwszy uczeń odpowiedział:
- Talerzyk z ciasteczkami.
Mistrz zdzielił go kijem mówiąc:
- Błąd! Nie pytałem o słowa. Nie pytałem o nazwę. Następny.
Drugi uczeń odparł:
- Na pewno nie jest to wiadro wody.
Mistrz zdzielił go kijem mówiąc:
- Błąd! Przekombinowane. Za dużo myślisz. Następny.
Trzeci uczeń uderzył dłonią w podłogę. Mistrz zapytał:
- To wszystko?
Uczeń milczał. Mistrz zdzielił go kijem mówiąc:
- Zacząłeś dobrze, odciąłeś myślenie, ale co dalej? Następny.
Czwarty uczeń bez słowa sięgnął ręką do talerzyka, wziął jedno ciasteczko i je zjadł. Mistrz pokiwał głową z aprobatą i rzekł:
- Dobre. Właściwe rozpoznanie, właściwe działanie. Następny.
Piąty uczeń sięgnął po ciasteczko, już wkładał je do ust, gdy mistrz zdzielił go kijem ze słowami:
-  Idiota! Umiesz tylko małpować innych. Następny.
Szósty uczeń chwycił pozostałe ciasteczka, włożył je sobie do ust, szybko je przeżuł, zaś gdy przełknął oświadczył:
- Nie ma ciasteczek, nie ma problemu.
Mistrz pokiwał głową, po czym zdzielił go kijem mówiąc:
- Prawie dobrze, ale tylko prawie. Następny.
Siódmy, ostatni uczeń chwycił za talerzyk i wyszedł z pokoju. Gdy wrócił mistrz zapytał:
- Gdzie byłeś?
- W kuchni. Umyłem talerzyk i odstawiłem na suszarkę.
Mistrz uśmiechnął się i stwierdził:
- No! I teraz faktycznie nie ma problemu.

= = = = = = =
Tak na dobrą sprawę, to ta powyższa historyjka wyczerpuje temat odpowiedzi na pytanie (pod)tytułowe. Zen jest naprawdę bardzo prosty, niczym konstrukcja kija. Jest ciasteczko - jesz ciasteczko. Albo nie jesz, kwestia gustu, chwilowej ochoty lub długofalowej strategii pro-zdrowotnej. Jest talerzyk do umycia - myjesz talerzyk. Albo wkręcasz kogoś, żeby to zrobił. Każde słowo więcej na temat zen to już takie tam tylko jałowe bajdurzenie, które więcej mąci, niż wyjaśnia. Bo tak naprawdę nie ma tu nic do wyjaśniania. Jest tylko TO, dokładnie takie, jakie jest.
= = = = = = =
Wiosna przejmuje rządy
Umysł nie umie
Pojąć siebie samego
Głupia małpa buduje
Pałace z kocich sików

= = = = = = =
Keep "NIE WIEM" mind.
Rośnijcie w siłę i bawcie się dobrze.