30 stycznia 2025

LET'S GET READY TO RAMBLE! 2 (part two)

Piątkowy sabat miał być tylko taki ćwiczebny, warsztatowy, tylko we własnym najbliższym gronie, okazało się jednak być inaczej. Gdy Anita jeszcze nie dotarła po pracy do domu, to rozdzwonił się telefon. Tak więc do głównej piątki na godzinę dwudziestą dobiły jeszcze Gotki, czwórka młodych wiedźm osieroconych swego czasu przez zmarłe na skutek katastrofy starsze liderki, które potem dołączyły do kowenu, na takich trochę luźniejszych warunkach. Za to sam sabat nagle zrobił się zadaniowy, gdyż przybyłe miały jakiś konkret do wyczarowania. Konkret poza kręgiem zainteresowania naszej piątki, ale że siostry siostrom, to całe spotkanie mocno się przeciągnęło. Wreszcie jednak drzwi od pracowni się otworzyły, szybko ustawiła się kolejka do łazienki, po czym wszystkie panie zaległy na sofach salonu. Tylko Mala była jak zawsze nie do zdarcia. Zająwszy strategiczną pozycję przy drzwiach kuchni zbierała zamówienia na jakieś kawy, herbaty, czy inne takie rekwizyty. Dopiero po jakiejś dalszej godzinie całe towarzystwo zaczęło stopniowo zbierać się do wyjścia, wreszcie Roxy spytała Kaśki:
- Kto podrzuca Młodą do... No, właśnie dokąd? Szkot-kot!
Tu Ruda uśmiechnęła się obleśnie do Mali oblizując zmysłowo wargi swych ust i przewracając oczami.
- No, jak to gdzie? Do domu kuźwa. Wyspać się muszę, a jutro od rana chcę się trochę pouczyć. Mam dwa sprawdziany w szkole na karku.
Mala wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie chwyta żartu, ale być może tylko udawała, bo zaraz potem uśmiechnęła się promienniej, niż zwykle. Za to Kaśka, przez chwilę jakby zawieszona, wtrąciła się do dialogu:
- Ja ją zawiozę. Turbi, szykuj się, jeszcze mam do ciebie dwa słowa do pogadania po drodze. One już się zajmą tym bajzlem na stoliku.
- My?
Roxy rozejrzała się po wszystkich dodając:
- A od czego Nitka ma Borka?
- Na razie, to mój Borek robi swój bajzel z chłopakami obgadując przy piwie wszystkie dupy, jakie im przyjdą do głowy.
Mówiąc to Anita wstała i zrobiła ponaglający ruch ręką.
- Dobra, sio mi stąd wszystkie, wynocha!
Mala podeszła do stolika.
- Ale ja...
- Wiem Turbinko, wiem jaka jesteś kochana, ale ja chcę się już położyć. Tym wszystkim tu już się nie martw.
Gdy furgon Oktagonu ruszył Kaśka spytała Mali:
- To kiedy masz tam być?
- W piątek jest ważenie przed galą, wiesz, konferencja prasowa, wiesz, ten cały cyrk. Ja jadę rano busem z dziewczynami z agencji hostess, tak na doczepkę Mirek mnie wmiksował. Wszystkie są stąd, parę nawet zagląda do nas do klubu, więc je znam.
Maczeta tylko się uśmiechnęła, gdyż wszędobylska Mala faktycznie znała całą klientelę Oktagonu. Dla każdej, czy każdego miała zawsze co najmniej uśmiech, czasem też parę słów do zamiany, gdy myszkowała po klubie szukając czegoś do sprzątnięcia lub do poprawienia. Zaś teraz spytała:
- A co chcesz Kasiu zrobić?
- Nie wiem. Ba, jest jeszcze gorzej, bo ja nawet nie wiem, czego ja w ogóle chcę w tej całej sytuacji. Ale to u mnie tak działa, tak ma być.
- Czegoś jednak chyba chcesz ode mnie?
- To akurat wiem. Tylko jeszcze nie wiem dlaczego i po co, ale tym się nie przejmuj. To się wyjaśni wtedy, gdy się wyjaśni.
- Czyli co mam zrobić?
- Chodzi mi o to, żebyś podczas walki Aldony z Maczugą została tablicową między rundami. Rozumiesz, co mam na myśli? Żebyś to ty...
- To podobno ważna, topowa funkcja. Ja tam będę nowa, ale...
- Jesteś Turbina, a to zobowiązuje. Rozumiemy się?
- Więcej siostro. My się czujemy.
- No!
Tymczasem furgon zatrzymał się pod kamienicą Mali...
Nazajutrz w południe ten sam furgon ruszył za miasto do innego miasta, takiego powiatowego bardziej. Zaparkował pod skromnym baraczkiem, który mieścił miejscowe gym, czyli taki fitness klub koncentrujący się na sportach walki. Kaśka zatrzasnęła drzwi auta, po czym weszła do środka. Rozejrzała się po sali, po nielicznych tam ćwiczących, po czym już za chwilę została uściskana przez krótko ostrzyżoną blondynkę, która wyłoniła się zza ringu.
- Nie mam zbyt wiele czasu. Gdzie tu się mogę przebrać?
- Zaprowadzę cię. Jak się chcesz bawić?
- Najpierw w majtkach, a potem je sobie zdejmiemy. 
Obie się zaśmiały, wreszcie Kaśka spytała:
- A jak jest ustalona twoja walka?
- Trzy rundy po tajsku, w razie remisu czwarta tak samo, ale na gołe piąchy aż do skutku.
- Aha. Czyli nie będzie prezentacji widzom pośladów w parterze. Można też tak. Dobrze, to tak się będziemy teraz tłuc. Prowadź Donico.
Po kilku minutach obie kobiety wyszły na salę w kaskach sparringowych na głowach i rękawicach na dłoniach. Po krótkiej rozgrzewce obie wskoczyły na ring. Kaśka rozejrzała się dookoła.
- Widzę, że mamy trochę widowni?
- Piękną tu znają wszyscy. Zadbałam o to.
- Tak. Widziałam plakat przy wejściu. Kocham cię Donia, więc w ramach gry wstępnej skopmy sobie teraz porządnie pizdy.
Dziewczyny stuknęły się rękawicami, ale po krótkiej wymianie ciosów i kopnięć Kaśka odepchnęła przeciwniczkę od siebie ze słowami:
- Aldona, co ty odpierdalasz? Co to kurwa w ogóle ma być? Zapomniałaś jak to się robi? Tak się nie wygrywa. Nie jestem czekolada, ty mnie nie liż, ty masz napierdalać!
Po ostatnim zdaniu wykonała szybki low kick, który ściął był Szaloną Aldonę z nóg. Kobieta szybko wstała, po czym ruszyła na Kaśkę zasypując ją lawiną uderzeń. Niewiele dotarło do celu, na byle kogo nie trafiło, ale reakcja była:
- Dobrze! Tak ma być! Szalona Aldona!
Ostatnie zdanie Kaśka powtórzyła głośno kilka razy zachęcając ręką do wtóru ludzi, którzy otoczyli ring, wyraźnie zaciekawieni tym, co się na nim dzieje. A działo się naprawdę dużo zaiste, istna uczta dla oczu konesera tego sportu. Dopingowana Aldona uruchomiła się po całości, były momenty, gdy Kaśka robiła wrażenie, jakby naprawdę była w dość porządnych opałach. To jednak nadal był tylko sparring, zero złych wibracji. Takie mogły się pojawić dopiero za tydzień. Po półgodzinnej naparzance obie kobiety zeszły z ringu. Za to już pod prysznicem Kaśka spytała:
- Kto cię prowadzi?
- Karaczyński.
- Karaluch? Dobra firma, wiedziałaś kogo wybrać. Donia, jest taka sprawa, że ja chcę być w twoim narożniku. Pogadasz z nim? Nie będę się wpieprzać. To jest świetny trener, ale kiedyś za bardzo się nie lubiliśmy, więc...
- On nie ma nic do gadania. To ja wybieram. Więc już masz tą robotę. Miałam cię sama poprosić, ale byłaś pierwsza. Wiesz, mam takie wrażenie, że bez ciebie mogłabym tej walki wogle nie wygrać.
Kaśka nic nie odpowiedziała. Wyszła spod natrysku i sięgnęła po ręcznik. Wycierając sobie starannie krocze i całą resztę spytała tylko:
- Doniczko, pokażesz mi, gdzie tu jest jakieś fajne jedzenie?
Tymczasem Anita i Roxy obgadywały Kaśkę przez telefon:
- Przecież to jest takie proste. Posłać jakąś lajtową klątwę i ta cała Madzia Maczuga już nie będzie taka ostra po tym całym magicznym dopingu. Nie wiem, w co ona gra.
- Ja też nie wiem. Kaśka to Kaśka. I o to chodzi.
- No, chyba że tak. To ja zatem w takim razie przepraszam. Misiek, zostaw na chwilę, gadam teraz. Nita, złociutka, to nie do ciebie było...
BĘDZIE DALSZY CIĄG

27 stycznia 2025

LET'S GET READY TO RAMBLE! 2 (part one)

- No, Turbi, widzę, że jest dobrze?
Tak zagaiła Roxy, gdy piątka czarownic rozmościła się dookoła swojego stolika w Pleciudze, zaś kelnerka odeszła po zrealizowaniu zamówienia. Mala nie przerywając swojego jak zwykle radosnego uśmiechu wykonała pytanie:
- O co ci chodzi Marchewo?
- Nie, nic takiego. Po prostu masz fajną aurę.
- Jakiś problem z moją aurą?
- Właśnie nie. Jak zwykle masz zdrową aurę, ale od jakiegoś czasu jeszcze zdrowszą. Masz aurę typową dla człowieka pozbawionego deficytów na tle spraw zasadniczych. Malina ci to wyjaśni, ona najlepiej się zna na aurach.
Lalka zareagowała od razu:
- Nic jej nie będę wyjaśniać. Spraw zasadniczych też nie. To jest już dorosła dziewczynka, sama sobie o to zadba.
W tym momencie Kaśka mruknęła:
- Ważne, że resory w furgonie są całe.
Mala zaoponowała:
- Już nie robimy tego w żadnym furgonie. To było tylko tak na początku, taka wtedy zaistniała sytuacja.
- No, i prawidłowo. Na tym polega ten sport, że...
Roxy nie dokończyła, bo przerwała jej Anita:
- Laski, odczepcie się może od niej, co? Młoda przeżuwa swoją pierwszą poważną miłość, a wy koniecznie chcecie jej to spieprzyć.
Ale Ruda nie odpuszczała:
- Przeżuwa, czy przeżywa? Tego się raczej nie gryzie.
- Co cię obchodzi nagle, co ona z tym robi?
Nita siorbnęła łyk kawy i zakontynuowała:
- Ja dziś nie mam za dużo czasu na babskie gadanie o fiutach, więc może zajmijmy się ustaleniem, czy robimy sabat jutro, czy za tydzień?
Pierwsza odpowiedziała Mala:
- Ja bym prosiła jutro. Bo za tydzień chcę jechać na galę.
- Na galę mordobicia?
- No tak. Przecież Mirek się tym zajmuje, organizacją walk.
- A ty chcesz chłopu zawracać tyłek w pracy? Ryzykowne.
- Nie, bo to się zaczęło od żartu. Gadaliśmy sobie tak tylko, czy bym może nie chciała wystąpić na gali jako ringdupa.
- Kto to jest ringdupa? Bo ja się na tym nie znam.
Kaśka przejęła piłkę:
- Ringdupa to jest taka panienka, hostessa, która towarzyszy zawodnikom po drodze na ring, która nosi tablice z numerem rundy i w ogóle.
- Co w ogóle?
- No, ma dziarsko kręcić pupą, prężyć cycki i miło się uśmiechać do kamery przy każdej tylko możliwej okazji.
- To na co ty Malusińska czekasz? Masz powody do dumy, to pokazuj. Tak działa każda normalna, zdrowa psychoneuronicznie kobieta. A nie jakaś tam pruderyjna, zblokowana psita.
- Mirek też tak mówi. Tylko boi się jednego.
- Niby czego?
- Że mi inne dziewczyny oczy wydrapią i poleją mnie kwasem.
- Aha, tak z zawiści? Ładnie ci to powiedział. Że jesteś wyjątkowo śliczna, akurat dokładnie to znaczy, jak tak chłop mówi. Ale faktycznie, takie akcje jak mówisz czasem się przytrafiają. Wśród modelek, czy też cheerleaderek. Baby faktycznie potrafią być ostro zawistne.
Malina zaprotestowała:
- Ale nie róbmy z tego reguły. Ja kiedyś, jak byłam z Jarkiem, jak jeszcze mu nie odbiło, to rozłożyłam nogi dla jakiegoś pisemka. Moja zacna cipa poszła na rozkładówkę. Jarkowi się to podobało, a ja miałam parę groszy do przodu. Było nas na tej fotosesji chyba z pięć, czy sześć. Bardzo fajne dziewczyny, wszystkie się wspierałyśmy, kibicowałyśmy sobie. Tak więc różnie to bywa.
- No dobrze. Czyli rozumiem, że robimy sabat jutro, a za tydzień nasza Turbi jedzie twerkować, tak? Wszystkie za? Sprzeciwu nie widzę. To jutro o ósmej spotykamy się u mnie. Tak?
- Jest jeszcze coś.
Tego popołudnia Mala była wyjątkowo gadatliwa.
- To w sumie wiadomość dla Kasi, ale chyba dla wszystkich. Mirek mi wczoraj powiedział, że na tej gali ma walczyć Magda Maczuga. Bestia, ta, co wiecie, co jej Kasia spuściła łomot.
Maczeta wzruszyła ramionami.
- Czemu mnie to ma obchodzić?
- Nie wiem. Pomyślałam, że dobrze, żebyś wiedziała.
Tu wtrąciła Malina:
- Czyli nie będzie waszego rewanżu?
- To nie ma nic do rzeczy. Ale rewanżu nie będzie, tak, czy inaczej. Ja już to kiedyś mówiłam. Po pierwsze ona tego nie zażąda. Po drugie nawet jakby, to ja to oleję.
Anita jakby się ożywiła:
- Czemu? Coś mi umknęło? Mało się interesuję tym sportem.
- Bo wiadomo, że będzie znowu oszukiwać. Jeśli rewanż, to tylko na moich warunkach. Totalnie prawdziwa realna walka. Ja tylko do takiej ćwiczyłam, sport wyczynowy to zawsze jest walka umowna, gra taka, niezależnie od tego, jak poluzujesz reguły. Walka realna do sportowej ma się tak, jak przemoc do bedeesem, które jest tylko zabawą w przemoc. Na ulicy wielu sportowców potrafi nieźle dać dupy.
Tym razem Roxy zainteresowała się tematem.
- No, ale znasz się przecież na walce sportowej, na każdej formule. Każdemu dokopiesz jak wystąpisz, tak?
- Czy każdemu, to już nie wiem. Ale znać się muszę jakby z konieczności. Realnej walki nie ma jak sparować, więc można tylko tak. Jednak kariera zawodniczki na ringu, czy w klatce mnie nie interesuje, po prostu. Niestety Turbinko, twój Mirek takiej realnej walki na legalu nie zorganizuje. Chyba, że zejdzie do jakiegoś podziemia, ale to już oznacza jakieś kłopoty. Tak z czystej ciekawości, to z kim Magda ma walczyć?
- Nazwiska mi nie mówił, powiedział tylko, że jakaś Aldona.
Kaśka nagle się mocno ożywiła.
- Aldona? Szalona Aldona? Jej też pieczywo padło na mózg?
- Znasz ją?
- No pewnie. Lalka, ty chyba też powinnaś ją pamiętać?
- Chyba tak? Ostro kiedyś razem trenowałyście.
- Szalona Aldona zrobiła niezłą karierę na ringu. Nachapała się tytułów jak gąsior klusek, a potem jak prawie wszystkie mądre laski szybko dała sobie spokój. Buzi żal po prostu. Widać ją teraz naszło na freak fighty.
- Dobra jest?
- Znakomita. W uczciwej, sportowej walce według reguł. Ale nie z Maczugą. Po pierwszej rundzie będzie z niej już Szczerbata Donata, po drugiej Zabita Julita. Chyba mnie ta sprawa zainteresowała.
Tego dnia do końca pleciugowych babskich pogaduch Kaśka nie odezwała się już ani jednym słowem. Za to w domu od razu chwyciła za telefon.
BĘDZIE DALSZY CIĄG