09 lipca 2025

POTRÓJNA WYDAJNOŚĆ

Wypięta pupa opięta zielonymi legginsami wyglądała szalenie apetycznie. Pochylona nad laptopem Kaśka, właścicielka owej pupy coś klikała na nim. Wreszcie skończyła, wyprostowała się, po czym odwróciła się do Mirka delektującego się tym widokiem.
- No, i coś tam wypatrzył? Strasznych sensacji nie oczekuj, raczej nie mam nic w poprzek. Tak centralnie to masz jakaś sprawę? Bo jakoś nie wierzę, żebyś przyszedł tylko moje krocze oglądać.
- Mam sprawę. Chcę kupić kilka sesji treningowych.
- To nie do mnie z tym. Do recepcji idź, od tego ona jest.
- Byłem, gadałem już z Gotką, ale terminy ma takie, że...
- Rozumiem. A teraz próbujesz ze mną po znajomości wepchać się na przód kolejki? Co to w ogóle ma być? Przecież ty chodzisz już na tajski boks do Romana, tak?
- To ma być na dziesięciu chłopów ćwiczonych jak do ememej. Do tego nieco technik transportowych. Do tego ważne jest, żebyś ty ich trenowała. Bardzo, bardzo ładnie proszę.
- Już zgapiłeś od Mali. Ale nie umiesz. Tylko ona umie bardzo, bardzo ładnie prosić. Poza tym to nie są tanie rzeczy.
- Podwójna stawka?
- Potrójna. Zamach stanu szykujesz, czy jakąś kibolską ustawkę? Zresztą, co mnie to właściwie obchodzi? Dziewczynek do burdeli nie sprzedajesz, fabryki psów rasowych nie prowadzisz, prochów dzieciakom nie wciskasz. Ty się nie śmiej tak, to wszystko zostało sprawdzone. Puka cię nasza siostra, byle kogo nie powinna pukać. To ile tych sesji ma być?
- Osiem? Dziesięć?
- Weź dwanaście, policzę jak za jedenaście. Co to za materiał ta twoja parszywa dziesiątka? Ćwiczyli coś kiedyś, czy leszcze?
- Nasi ochroniarze, same tłuki. Dbamy o ich formę, o prawidłowy rozwój i poziom ich wyszkolenia.
- Dobrze, biorę tą robotę. Zrobię im oldskulowy kyokushin. Tylko pamiętaj, że unikam uczenia brudnych numerów kluczowych przy realnej walce. Wyjątek to zajęcia z samoobrony dla kobiet, wtedy im czasem pokażę coś, co warto znać. Jakby nie było gwałcona dupa nie walczy na niby, tak jak na ringu. Po szóstej poniedziałki, środy, piątki, dostukam sobie trochę nadgodzin. Tylko jest jeden warunek. Ty też przychodzisz i masz wytrzymać do końca turnusu.
- Ja? Ja już chodzę do...
- Wiem, Roman to świetny instruktor, ale ja cię doszkolę. Tak dodatkowo, na koszt firmy. Mala ma pukać chłopa, a nie gówno jaka. Idż teraz do recepcji, ureguluj, powiedz Gotce, co ustaliliśmy. Ona już sobie poradzi z grafikiem.
- Kasiu, ale ja mam jeszcze jedną sprawę.
Mirek podszedł bliżej i zaczął coś klarować ściszonym głosem...
Był to piątek, zaś po niedzieli, w poniedziałek o osiemnastej na sali pojawiło się jedenastu dryblasów, tam czekała już na nich Kaśka w zielonym dresie opiętym na jej doskonałych kształtach.
- No, prosiaczki. Jak któryś z was ma jakieś kolczyki, zegarek, bransoletkę, to wszystko, całą biżuterię kładziemy tam. A potem ciocia Kasia da wam tak w pizdę, że wióry polecą. Będzie jak za nieboszczyka dziadka Oyamy. Ale na początek... Na glebę, chwilę posiedzimy, wystawimy za drzwi myślenie o głupotach.
Zabawnie było po treningu. Gdy wszyscy razem ruszyli do szatni, Kaśka zatrzymała ich tuż przed wejściem do niej.
- Pięciu niech weźmie rzeczy i przyjdzie do damskiej szatni. Chyba, że chcecie czekać albo sobie myć plecki parami. Bo jest tylko sześć pryszniców na szatnię. Damska jest teraz pusta.
Gdy pięciu spoconych samców przyszło do tej szatni zastali nagą Kaśkę stojącą pod jednym z natrysków. Zatrzymali się jakby nieco skonfundowani, co trenerka skomentowała ze śmiechem:
- Co tak stoicie gamonie? Gołej baby nie widzieliście, czy co? Oglądania moich cycków nie ma w pakiecie.
Po czym odwróciła się prezentując dla odmiany zaplecze swojego ciała, równie miłego dla oka, milszego wręcz od także miłego zaplecza Afrodyty Kallipygos.
Ale zanim doszło do wspomnianego treningu i kąpieli po nim, Mala, szefowa działu technicznego klubu Oktagon zajrzała rano do laptopa, wystukała login plus hasło, po czym uśmiechnęła się jeszcze szerzej, niż zwykle. Spojrzała na przechodzącą mimo koleżankę i oświadczyła:
- Zdałam. Sto procent punktów.
Po niecałej godzinie wiedział już cały klub. Gdzie tylko Turbina się nie pojawiła, to wszyscy hurmem gratulowali świeżo upieczonej absolwentce. W końcu zadzwonił jej telefon. To Stryjo zapraszał do siebie do gabinetu na chwilę rozmowy.
- No? Jak tam forma? Sto procent punktów. Wiedziałem, że tak ci pójdzie. Jakby dawali więcej to też byś wzięła. Po prostu zuch dziewczyna. Co teraz? Wybierasz się gdzieś dalej edukować?
- Stryju, dziś nie gadam o tym co dalej. Sorry. Dziś się tylko cieszę. Poza tym mam mnóstwo pracy. Mogę już iść? Ja chętnie ze Stryjem pogadam, ale teraz zły moment na to.
Zwyczajowy klaps na szczęście zakończył tą wymianę zdań. Ale Mala nie zabrała się od razu do tej pracy, tylko obdzwoniła wszystkich przekazując im swoją nowinę. Zaś przed osiemnastą pojawił się Mirek na czele swojej ekipy. Dziewczyna pobrała od niego kluczyki do auta, potem oświadczyła:
- Zrobię zakupy, przyjadę po ciebie i jedziemy do ciebie. Tak?
- Tak.
Zaś wieczorem naga Mala wśliznęła się pod kołdrę, przytuliła do leżącego Mirka i zapytała z troską w głosie:
- Ostro było?
- Ostro, ostro. Kaśka wysmarowała nami sufit.
- Ale tu na dole wszystko gra. To teraz ja tobą wysmaruję sufit. Tak kontrolnie. Ty tylko leż, odpoczywaj, ja się zajmę resztą.
Powiedziawszy to usiadła mu na twarzy i zaczęła robić to, co zapowiedziała. Zajęła się swoją ulubioną zabawką...
Za to we wtorek usłyszała:
- Kochanie, mam takie wrażenie, że mnie głowa boli.
Mala jednak nie bardzo kwapiła się przyjąć tego do wiadomości, ale tym razem jakby nieco oszczędziła swojego chłopa. Po kilku minutach było już po wszystkim. Zaś gdy tylko obtarła usta kątem oka zauważyła, że jej manekin już po prostu śpi. 
W środę poszło gorzej, właściwie wcale nie poszło. Za to we czwartek tuż po pracy Turbi skonstatowała brak Kaśki. Podobno gdzieś wcześniej wyszła, ale jej motor oraz klubowy van stały sobie w garażu i nic nie mówiły. Mala sięgnęła po telefon:
- Gdzie jesteś?
- ...
- Aha. Mogę wziąć motor? Bo jadę do Pleciugi.
- ...
- Dobrze. To do zobaczenia.
W Pleciudze Kaśki jeszcze nie było, za to nad stolikiem, mimo pozornie wesołej rozmowy poczuła jakieś dziwne napięcie. Popatrzyła na trzy szczebioczące psiapsie i spytała:
- Laski, czy coś jest nie tak? Coś powinnam wiedzieć?
Laski zamilkły, spojrzały na nią, po czym wróciły do szczebiotania. Trwało to jeszcze kilka minut, wreszcie pojawiła się Kaśka. Podeszła do stolika i zakomenderowała:
- No, chodźmy. 
- Gdzie?
- Na parking. Ja tylko powiem kelnerce, żeby nie pomyślała, że uciekamy, czy coś. No, czarodziejki pizdoklejki, ruszać poślady.
Ostatnia wyszła z Pleciugi Mala i jej duże, mangowe oczy ujrzały na parkingu Mirka. Ale to nie wszystko. Mężczyzna siedział na siodełku motocykla. Zaś sam motocykl był Turbinie nieznany, Mirek zresztą nie miał żadnego. Pojazd wyglądał bardzo świeżo, jakby wprost ze sklepu, czy salonu. Dziewczyna spytała:
- Co to jest? Tylko nie mów, że jakiś motor, bo widzę.
- To jest motor, ale nie jakiś, tylko twój nowy motor.
- Mój? Kupiłeś mi motor? 
Mala zamrugała oczami i dodała:
- Mireczku, rozmawialiśmy niedawno na temat drogich prezentów. A to cacko musiało kosztować mnóstwo pieniędzy. Tak mi miłości nie okazuj, nie jestem z tobą z rozsądku jak jakaś blachara.
Wreszcie wtrąciła się Kaśka stojąca obok z resztą wiedźm:
- Wszystko jest w porządku. On go nie kupił sam, właściwie to ja kupiłam, bo podobno najlepiej się znam, ale tak dokładnie, to na ten zakup zrzuciło się dziesięć osób.
- Dziesięć? Czyli kto?
- Mirek, my cztery, tak jak tu stoimy, Borek, Misiek, Mariolka i mój Adaśko do pełnego kompletu. 
- A kto dziesiąty?
- Jak myślisz?
- Ciocia Lala?
- Bystra z ciebie dziewczyna. Ale pierwszy pomysł był Mirka. Słusznie zauważył, że za tą maturę należy ci się prezent. Przecież ty przez rok zrobiłaś cztery klasy szkoły średniej.
- Tylko trzy, bo pierwszą zrobiłam u Benges.
- No tak. Ale to też jest gruby wyczyn. Tu masz wszystkie papiery tego grata. Wszystko jest na tip top, załatwione od ręki.
W tym momencie wtrąciła się Anita:
- Za to w piątek i sobotę spotykamy się u mnie. W piątek my robimy mały sabacik, żeby z wprawy nie wyjść, a w sobotę trzeba ten motor obsikać całą rodziną, żeby się nie rozeschnął.
Kaśka dodała:
- Kosz się dość łatwo montuje i demontuje. Potem ci pokażę jak to zrobić, a zresztą sama to szybko ogarniesz. Wystarczy, że rzucisz okiem i już wiesz.
Mala obeszła motor dookoła, dotknęła palcami tu i tam, ucałowała Mirka, potem rzuciła się obściskiwać z dziewczynami.
- Kochane jesteście, znaczy kochani. Wszyscy.
Anita znowu się odezwała:
- Trochę ci popsuję humor. Musimy zrobić ci z Borkiem podwyżkę czynszu. Wiesz, wszystko drożeje, czynsz administracyjny podskoczył, chyba rozumiesz sytuację.
- Nie ma sprawy. I tak bierzecie ode mnie grosze, nic nie zarabiacie. Ceny wynajmu w tej dzielnicy są o wiele wyższe. Wiem, dowiadywałam się jak to wygląda.
Jak pamiętamy, gdy wiedźmy zdecydowały pomagać Mali była do ogarnięcia kwestia jakiegoś lokum dla niej. Najpierw awaryjnie, prowizorycznie wzięła ją do siebie Roxy. Ale zaraz potem Borek przeniósł się do Anity, więc jego mieszkanie stało się puste. Idealna sytuacja, aby wynająć je właśnie Mali.
Nagle odezwała się Kaśka:
- Młoda, ja ci naprawię ten humor. Będziesz miała z czego płacić. Dziś ze Stryjem przyznaliśmy ci podwyżkę.
- Nic mi Stryjo nie mówił jak rano byłam u niego.
- Bo to było trochę później.
- Ale czemu? Z jakiej to okazji?
- Pracujesz w klubie już rok, a zrobione jest tyle, co inna by robiła trzy lata. Więc ta podwyżka ci się należy, jak fiut dobrej żonie. To przy wypłacie, a teraz jakąś premię wyskrobiemy. Na koszta sobotniej imprezy, bo chyba postawisz po jakimś ciastku?
Mala znowu rzuciła się do ściskania Kaśki. Potem podsumowała:
- To może zrobimy tak, że ja cię Mireczku teraz zawiozę do domu... Bo treningu z Romanem to ty chyba dziś nie masz?
- Mam, ale naganiałem się po mieście, nie chce mi się.
- To dobrze, bo mam pewne plany wieczorne. Zawiozę cię, szybko tu wrócę, trochę popleciugujemy jeszcze. Bo ty tu nie wejdziesz, to jest babski teren. A ja wypróbuję sobie tego nowego rumaka.
Formalnego zakazu bynajmniej nie było, ale faktycznie do Pleciugi uczęszczały tylko same kobiety. Jeśli pojawił się mężczyzna, to wiadomo było, że przyjezdny, nie znający tutejszych zwyczajów.
Wiedźmy wróciły do kafejki, Mala odpaliła motocykl, po czym oboje na nim odjechali. Za to już na miejscu, na parkingu podziemnym pod apartamentowcem pozwoliła sobie na drobny żart. Gdy oboje odeszli od motocykla ten nagle zniknął. 
- Co zrobiłaś?
- Kopuła niewidka.
- Dobry sposób na garażowanie.
- Nie bardzo. Ktoś może chcieć przejść i się poturbuje, krzywdę sobie zrobi. Podejdź tam bliżej i wyciągnij rękę.
- Ożesz! Dłoni nie mam! A teraz mam, teraz znowu nie mam. Znowu jest! Ale jazda! Ja się chyba muszę zacząć ciebie bać.
- Wodzu, co wódz? Bądź dla mnie miły, a krzywda ci się nigdy nie stanie. Ta osłona jest do bani też dlatego, że przepuszcza deszcz.
- A można wyczarować taką przeciwdeszczową?
- Można, ale mnóstwo energii żre. Za to lepsze jest coś innego. Uważaj, odejdź krok i patrz, co się teraz zadzieje.
Mala przesunęła dłonią, motor się pojawił.
- Podejdź, wyciągnij rękę i podaj mi kask z kosza.
- Fuck!
- Co się stało?
- Coś mnie dziabnęło w dłoń. Takie włochate z zębami.
- Prawda? To tylko taka łagodna wersja zaklęcia ochronnego, ustawiłam go tak teraz dla ciebie, dla demonstracji. Praktyczne ustawienie robocze jest takie, że złodziej mdleje lub zanieczyszcza spodnie. Dobrze kochanie, ja wracam do Pleciugi, za dwie, trzy godziny wrócę. Ty idż do domu, ale przedtem pójdź proszę do sklepu tam niedaleko i kup szampana dziecinnego, wiesz, takiego bez woltów. Jak przyjadę, to opijemy ten piękny prezent.
Mala cmoknęła Mirka w policzek, włożyła kask na głowę, wsiadła na motor i wyjechała  z parkingu...
Jednak temat mieszkania jeszcze wrócił wieczorem. Zanim jednak do tego doszło Mala niczym orkan przeleciała Mirka podobną metodą, co wcześniej, w poniedziałek i we wtorek. Bo chłopisko mimo wszystko było nieco obolałe po kaśkowych zajęciach. Tylko może tym razem trochę dłużej się nad nim pastwiła. Gdy już było po wszystkim Mirek spytał:
- Słoneczko, a może po tej podwyżce czynszu przemyślałabyś jeszcze raz sprawę przeprowadzki do mnie na stałe? Właściwie to ty bardziej tu mieszkasz, niż tam. Im byś zrobiła przysługę, bo mogliby wynająć mieszkanie komuś drożej, a tak to...
- Kochanie, na wyjeździe ten temat bardzo dokładnie omówiliśmy, więc ja cię bardzo, bardzo ładnie proszę, żebyśmy już do tego nie wracali. Tu mieszkam, ale weekendy wolę już jednak spędzać bez ciebie, tłumaczyłam ci już to. Ja chcesz się miziać w niedzielę, to zadzwoń i przyjedź do mnie. Mnie nigdy nie boli głowa, czasem tylko mogę nie mieć czasu, ale szybki numerek możemy właściwie zawsze wykonać. Moja buzia i reszta dziurek są tylko dla ciebie.
- Tak, wiem. Babskie sprawy, czary mary i tak dalej. Ale możesz tak samo robić to wszystko tu. To są trzy pokoje, jeden możesz...
Nie dokończył. Wtulona weń Turbina chwyciła go nagle za to, na czym kilka minut wcześniej intensywnie skupiała swoją uwagę.
- Mireczku, ja cię tak bardzo, bardzo ładnie proszę...
Fachowcy od medycyny dalekowschodniej twierdzą, że jeden taki porządny chwyt dziennie dodaje mężczyźnie jeden dzień życia dłużej. Trudno orzec, czy Mala była do tego przekonana, tu raczej chyba testowała wpływ tego zabiegu na wzmocnienie pamięci.

04 lipca 2025

OPERATYWKA

Czarownice, czyli wiedźmy można sobie dzielić według różnych kryteriów, może być takim na przykład główne źródło utrzymania. Jedne to profesjonalistki, drugie to pasjonatki, które na płacenie rachunków zarabiają jakoś inaczej. Ale to wcale nie znaczy, że pierwsze lepiej czarują, bo ich wrogiem jest rutyna, zaś te drugie mają po swojej stronie wiele świeżości. Poza tym te drugie również nie odrzucają okazji, aby zarobić coś magią na boku. Wiele też wspiera nią swoje główne zajęcie, choćby taka Kaśka, pierwsza rakieta rehabilitacji, do której to ustawiają się długie kolejki szczodrych połamańców. Bynajmniej nie jest szarlatanką, uczciwie czaruje magią realną.
Jednak zawodowe wiedźmy mają to do siebie, że wielu pieniądze padają na mózg, zalewają oczy niczym lubrykant sromowy, stają się pazerne nad wyraz, co niejedną zresztą zgubiło. Doświadczyła tego Roxy, która kiedyś to próbowała wstąpić na taką właśnie ścieżkę kariery. Dupę jej uratowała Anita, jej najlepsza psiapsia od czasów jeszcze przedszkolnych, która zauważyła, że coś tu jej zdaniem jest nie tak. Rzecza jasna nie stało się to od razu, to tak nie działa. Trochę to musiało potrwać, żeby Ruda zobaczyła kanał, do którego zmierza, żeby zechciała coś zmienić. Bywały chwile, gdy cała przyjaźń obu pań wisiała na włosku, ale przetrwała tą próbę, zaś kontrola nad sytuacją wróciła na swoje miejsce. Jednak przez parę lat zawodowego czarowania Roxy zdążyła uzbierać pewną sumę dutków, za którą założyła własną firmę innego rodzaju. Co prawda do jej rozwinięcia, jak każdej zresztą firmy, również konieczna jest pewna doza pazerności, ale nie było to już takie szaleństwo, jak przedtem. Lisica rozwinęła tą firmę dość szybko. Nie było to co prawda żadne imperium biznesu, mimo to "Latająca miotła" mocno zaistniała na rynku, nie dała się zeń zmieść. Co prawda sprzątać każda może, czasem lepiej lub gorzej, lecz Roxy plus jej dziewczyny robiły to solidnie. Firma krzak stała się drzewem. Niezbyt wielkim, ale przecież szefowa była już wyleczona, umiar przestał być jej obcy, więc rozmiar nie miał znaczenia. Bardzo dużą dla niej podporą jest niejaka Tami, która choć nie jest wiedźmą, ani nawet kryptą, to od samego początku jest jej prawą ręką. W sprawach firmowych Roxy ufa jej wręcz bezgranicznie, bo ta kobieta po prostu nigdy nic nie zawala. Za to lewą jest od paru lat Malina. To jednak już wiemy, cała ta sprawa była już kiedyś omawiana, wiemy dobrze, kim jest Lalka, więc nie ma sensu tego powtarzać. Czas już, aby po tak rozbudowanym wstępie historycznym przejść do bieżących wydarzeń.
Było to wczesne popołudnie, gdy w bazie "Latającej Miotły", niewielkim budynku wynajmowanym na przedmieściach, w pokoju szefowej zebrała się trójka pań. Roxy, Tami oraz Malina, której ulubiona mina słodkiej idiotki była tym razem miną poważnie skupionej słodkiej idiotki. Ruda na wstępie zagaiła właśnie do niej:
- Lalka, przegięłaś trochę z tym zaklęciem. Za mocno.
- Nie miałam innej opcji. Dedlajn nas maca po dupie, zaraz nam ją wyrucha. Musiałam dziewczyny trochę podkręcić. 
- Trochę? Widziałam dziś rano to twoje trochę. One zapierdalają jak chiński kucharz żabowe siusiaki tasakiem. To nie jest sposób na dobrą robotę, tylko na wykończenie pracownika. Teraz będę musiała dać im tydzień wolnego, żeby doszły do siebie.
Malina nagle zmieniła ton, a minę na minę potulnej słodkiej idiotki.
- Przepraszam. Może faktycznie straciłam wyczucie.
Tym razem Roxy zmieniła ton, coś w niej puściło.
- Nie, to ja cię przepraszam. Byłaś bliżej, widziałaś więcej. Ja zajrzałam tam tylko na chwilę, nie spojrzałam dokładnie, ile jest jeszcze do zrobienia. Tami, chcesz coś powiedzieć?
- Nie, raczej nie. Byłam na tym obiekcie tylko na początku, ale jak widziałam, to jest naprawdę ciężki obiekt do roboty. Nawet miałam wątpliwości co do terminu.
Ruda podsumowała:
- Dobrze, już wszystko wiem. Zrobimy tak. Ja jutro nie mam kiedy tam jechać. Zajrzycie tam rano obie razem. Ty się Tami przyjrzysz, jak wygląda sytuacja, potem powiesz Lalce, jak ma to zaklęcie ustawić. Mamy dwa dni do odbioru roboty. Bo może jest tak, że nie trzeba odpuścić, tylko jeszcze bardziej podkręcić? Rzut na taśmę jakby. Resztę dnia działacie według swoich procedur. Teraz chwila przerwy, a potem wam opowiem, co też zabawnego się dzisiaj zadziało. Na razie luz, wolno palić.
Tami sięgnęła do zanadrza ze słowami:
- E-papierosów się nie pali, tylko wapuje.
- Wiem. To miał być głupi żart taki. Tylko kompletny, nieuleczalny debil nazywa używanie e-papierosów paleniem. Ja tytoniu nie praktykuję, ale to akurat wiem. Ziele też można wapować, tylko troszkę inna jest maszynka do tego.
- Z tego mojego ustrojstwa też można, ale olejek.
Zaś po przerwie Roxy oznajmiła:
- Byłam na spotkaniu, potem na lunchu z tym dyrektorem hotelu, co wam ostatnio wspominałam. Kroi się spore zamówienie, bo tam jakiś remont był, czy coś. Jutro jadę to obejrzeć. Tylko jest taka sprawa, że najpierw ma być przetarg, to zaś oznacza, że trzeba opracować ofertę. Lalka?
- Aha. Znaczy, że ja?
- Prawie. Razem to zrobimy. To znaczy nie zrobimy. Nic nie zrobimy, bo jest pewne obejście tego całego zamieszania.
Ruda wykonała efektowną pauzę i zassała łyka coli z puszki. Obie panie, Tami i Malina spojrzały na nią pytająco.
- No?
- Ten przetarg można... No, ten dyrektor tak może zrobić, żeby go nie było, tylko od razu my dostaniemy tą robotę. Pieniądze są, tylko on musi jeszcze pokombinować, ile on sobie może z tego ukraść, skubnąć na boku.
- Tak ci powiedział?
- Nie, no coś ty, centralnie nie tak, to są moje wnioski z tego, co powiedział. Tylko, że jest pewien haczyk.
- Bez haczyka ani rusz.
Tami rzuciła nagle:
- Cicho, nie przerywaj jej.
- Haczyk jest zabawny. Tego też mi wprost nie powiedział, tylko tak mniej wprost, ale przecież nie jestem jakąś jebaną idiotką.
- Chyba nie...
- Lalka, zamknij się! Streszczając przekaz, to mam dać mu dupy.
Zapadła cisza, wreszcie Malina zrobiła minę zawiedzionej słodkiej idiotki, wydęła swoje zmysłowe usta i wyartykułowała:
- Phi! Na takich haczykach wisi pół światowej polityki, wielkiego biznesu, czy czegoś tam jeszcze. Czuję się zawiedziona.
Za to Tami spytała:
- Co chcesz z tym zrobić?
Roxy wstała zza biurka i przeciągnęła się tak, że aż jej się rozpiął guzik od bluzki opiętej na jej prężnym, jędrnym biuście. Wreszcie odpowiedziała pytaniem na pytanie:
- A co mi radzisz?
- To twoja dupa.
- Wiem. Droczę się tylko.
Usiadła z powrotem i uśmiechnęła się wstrząsając włosami.
- Sprawa jest o tyle śmieszna, że ten gamoń nawet mi się podoba. Niestety spóźnił się bidulek. Jeszcze rok temu sama bym go przeleciała z marszu spotykając na ulicy bez żadnych biznesowych gier wstępnych. 
- Gry wstępne to archaizm.
- Lalka, nie mądrzyj się. Ja mówię. A mówię, że czasy się zmieniły. Mam teraz takiego mena, że na innych nie chce mi się nawet bąka puścić. Do tego już doszło.
- Chyba, że mój brat.
- Malina, bo zaraz ci jebnę. Borek jest zastrzeżony. Kręci mnie monstrualnie, mogę mu obciągnąć od ręki, dupą, cipą, japą, na drągu, w pociągu, w przeciągu, uchem, okiem, nosem, ale Nitce nigdy takiego numeru nie wytnę.
Jak pamiętamy, taki numer kiedyś wycięła Mala, zajęło jej to kilka minut, ale sytuacja, okoliczności były tak specyficzne, że Anita, która to widziała nie robiła z tego problemu, uznała, że to było no contest, nie odbyło się wcale.
- To teraz ja spytam, co chcesz z tym zrobić?
- Jak to co? Bierzemy to zlecenie.
- Czy to znaczy, że...
- Malinko, co jest z tobą? Jak kiedyś byłaś u mnie na szkoleniu to zadawałaś mądrzejsze pytania. Bierzemy zlecenie znaczy tylko, że bierzemy zlecenie.
Tami wtrąciła:
- Zdarzały się zlecenia, które zdobywałaś magią, tymi waszymi urokami, czy innymi czarami.
- No, i właśnie. Rzucanie uroków i dawanie dupy to na pewno nie to samo. Tu pierwszy krok wykonał już on. Zauroczył się sam, magią naturalną, ale rzecz jasna nie wie tego. Potem piłka jest moja. Biorę zlecenie, biorę zaliczkę, podpisujemy umowę. Nic tam nie będzie na temat dawania dupy. Wykonujmy zadanie, odbieramy resztę kasy, koniec filmu.
- Będzie draka. Koleś poczuje się wykiwany, bo nie zamoczył, sfrustrowany, zdysonansowany poznawczo. Zapaprze nam opinię na rynku, ciebie uzna za kurwę.
- Na to ostatnie mam akurat wyjebane, ale na nasz wizerunek już nie. Nasza firma jest mega, bo jest mega. Niestety kłamstwo powtórzone ileś tam razy stanie się prawdą, więc przestaniemy być mega. Aby temu zapobiec Pani Wiewióra użyje magii. Już nie mniejszej, naturalnej, bo to za wiele zachodu, tylko realnej. Malina do tablicy! Co zastosujesz?
- Sugestrix odpada, bo wdrukowywanie fikcyjnych wspomnień pukania się z tobą jest zbyt upierdliwe, koronkowa robota, więc pozostaje tylko antyurok. Skasuje mu to odrobinę pamięci, ale to będą bajty bez znaczenia.
- No! Brawo ty. Chociaż z tym sugestrixem to chyba może trochę przesadziłaś. Można szybko wdrukować wspomnienia, tylko takie mgliste raczej. Czy ty, jak się pukasz, to pamiętasz potem detale?
- Czasem tak z grubsza.
- No właśnie. Ale antyurok mimo wszystko jest prostszy. Dobrze, dziewczyny, jest coś jeszcze ze spraw bieżących? Tami? Malina?
- Mam dwie nowe do pracy.
- Po co mi to mówisz? Decyduj sama. Ja nie jestem lękowa, nie muszę wszystkiego kontrolować, od tego mam was. Jak czujesz, że są dobre, to przyjmuj, jak nie, to pogoń. Coś jeszcze?
- Właściwie to już nic.
- To ja mam pytanie. Dlaczego ten nowy pikap tak rzęzi?
- A co cię to obchodzi? Masz nas.
- Jak rzęzi już trzeci dzień, to zaczyna mnie to obchodzić. Na przykład teraz. Co to kurwa w ogóle jest? 
Roxy wstała zza biurka i podeszła do okna.
- Maniek! Zrobisz coś z tą padliną, czy ja mam tam kurwa zejść do ciebie? Nie znasz słowa warsztat? Przepiszesz mi je sto razy i na jutro chcę esemesa.
Gdy zasiadła znów za biurkiem spytała:
- Co się z wami wszystkimi dzisiaj wyprawia takiego dziwnego? Pierwszy dzień w robocie, czy co? Jak się porządnie was nie zjebie, to cały dzień wszyscy jakoś tak chujowo chodzą.
- Lato szefowo, lato.
- Aha. Jak lato, to nie było pytania. Ale kurwa żesz jego wewte lub ftamte tak ma nie być. Kocham was, ale teraz wypierdalajcie mi stąd. Koniec dotykania się cipami.
Nagle zadzwonił telefon, ten służbowy:
- Latająca miotła, słucham?
- ...
- Tak, robimy w bieliźnie jak jest bardzo gorąco. Sprzątamy też magazyny bieliźniarskie. Mimo wszystko jednak nasze pracownice używają majtek służbowych. Ale chyba nie o to panu się rozchodzi, tak? Dobrze pana sensuję?
- ...
- No. To dogadaliśmy się, znaczy nie dogadaliśmy się. Pa.
Roxy odłożyła telefon ze słowami:
- Bujaj się obleśna kutasino. Idź se do agencji, od naszych dupek wara. Aha, Malinko. Zobacz w jakim stanie dziewczyny mają ciuchy robocze. Jakoś muszą wyglądać, tak? Niech każda zgłasza, to dostanie wymianę jakby co. Nie ma co za bardzo oszczędzać, mamy w chuj tych mundurków. Rękawice im od razu wyfasuj nowe. Jeszcze jedno, na tym obiekcie co gadaliśmy weź z banku i wypłać im magiowe gotówką, tak pod stołem, bo pani Ewa jest na urlopie, pojęcia nie mam, jak to się księguje. Nie będę jej się wpieprzać we wte jej tabelki. Chyba, że któraś chce poczekać, ale to już się zorientujesz. Stefanowi też wypłać za te trzy dni, co jechał na zaklęciu dopingowym. Kartę masz, bo wczoraj nie oddałaś. Tami, a ciebie poproszę, żebyś kupiła słuchawkę do prysznica, tego naszego tu. Ale już tu nie wracaj, jutro się ją przykręci. Tu masz pieniądze na to, nie wiem ile takie coś kosztuje.
Malina z miną zadumanej słodkiej idiotki zaczęła macać się po kieszeniach szortów.
- Mam kartę? Tak, chyba mam. Nie, na pewno mam.
- Lalka, to nie jest śmieszny żart. Ale na wszelki wypadek mi ją pokaż. Nie patrz tak na mnie, wiem że ty nigdy nic nie gubisz. Ale dziś w to gorąco każda się może zakręcić.
Gdy Malina i Tami wyszły już z gabinetu Lisica zarzuciła swoje arcyzgrabne nogi na biurko, rozpięła kolejny guzik bluzki, sięgnęła po puszkę z dość ciepłą już colą i westchnęła:
- Ale mam wojsko kurwa.
Po czym przystąpiła do wnikliwego oglądania na służbowym laptopie nowej, promocyjnej oferty zaczepno obronnej bielizny bojowej marki Miss Pitsch, której to firmy była stałą, lojalnie abonamentowaną klientką ze złotą kartą premium.