- Zulka, przycisz ten marychofobiczny kawałek!
- Ojtamojtam! Ale refren jaki uniwersalny!
- Tak, tylko przez ten refren Karyny nie słyszę.
- A co ona chce?
- Właśnie nie wiem, bo nie słyszę.
- No, już dobrze, moje ty cycki wszechświetlne.
Muzyka ucichła, a wtedy Zoja spytała telefon:
- To mówisz, że kto to jest?
- ...
- A jakie pismo reprezentuje?
- ...
- Aha. Dobra, dawaj go tu!
- ...
- Ja ciebie też.
Gdy Zoja odłożyła aparat Zula spytała:
- O co chodzi kochanie?
- Nic specjalnego. Karynka przyjdzie z kumplem w niedzielę.
- Kumple Karyny naszymi kumplami.
- Tak, a Zenki Zenkami.
- No właśnie, jakoś nigdy jeszcze nam go nie przedstawiła. To ma być nasza najlepsza psiapsióła? Przecież go jej nie przelecimy. Nie wiem, jak ty, ale ja na pewno. A ten kumpel to kto?
- Dziennikarz. Z jakiejś gazetki ezoterycznej.
- Podobno pismaki z pism hobbystycznych są najmniej popsute.
- No, ja tam chyba nie wiem. Pewnie tak jest w brydżu albo w modelarstwie samolocików, ale ezoteryka to szersze pole do łgania, niż polityka.
- Wiesz co? Może zaufajmy naszej Karynce.
- Ojtamojtam! Ale refren jaki uniwersalny!
- Tak, tylko przez ten refren Karyny nie słyszę.
- A co ona chce?
- Właśnie nie wiem, bo nie słyszę.
- No, już dobrze, moje ty cycki wszechświetlne.
Muzyka ucichła, a wtedy Zoja spytała telefon:
- To mówisz, że kto to jest?
- ...
- A jakie pismo reprezentuje?
- ...
- Aha. Dobra, dawaj go tu!
- ...
- Ja ciebie też.
Gdy Zoja odłożyła aparat Zula spytała:
- O co chodzi kochanie?
- Nic specjalnego. Karynka przyjdzie z kumplem w niedzielę.
- Kumple Karyny naszymi kumplami.
- Tak, a Zenki Zenkami.
- No właśnie, jakoś nigdy jeszcze nam go nie przedstawiła. To ma być nasza najlepsza psiapsióła? Przecież go jej nie przelecimy. Nie wiem, jak ty, ale ja na pewno. A ten kumpel to kto?
- Dziennikarz. Z jakiejś gazetki ezoterycznej.
- Podobno pismaki z pism hobbystycznych są najmniej popsute.
- No, ja tam chyba nie wiem. Pewnie tak jest w brydżu albo w modelarstwie samolocików, ale ezoteryka to szersze pole do łgania, niż polityka.
- Wiesz co? Może zaufajmy naszej Karynce.
- Nigdy nie myślałam, że aż tak ją lubisz.
- Ależ ja ją kocham. Od czasu, gdy zaczęła się depilować, to chętnie bym jej wszystko wylizała. Ale mimo to jednak wolę ciebie.
- Ciiicho, wiem...
Zaufały. Tedy to w niedzielę po południu do mieszkania naszych ulubionych bohaterek wkroczyła Karyna plus jej protegowany. Krótki rytuał powitalny ujawnił, że ma on na imię Kosma. Gdy wszyscy rozsiedli się dookoła stolika Zoja z czarującym uśmiechem zapytała gościa:
- To co chcesz robić? Jak chcesz się bawić?
Zula parsknęła śmiechem. Karyna spojrzała na nią, ale po chwili jej twarz roświetlił blask zrozumienia i sama zaczęła się śmiać. Kosma jednak robił wrażenie, jakby nie zrozumiał.
- Chciałem tylko was poznać i trochę pogadać, a potem, ewentualnie, za waszą zgodą coś napisać. Trochę tu jestem służbowo, trochę prywatnie.
- Już gadamy. A pisać potem możesz co chcesz.
Tu Karyna żachnęła się:
- Żadne co chcesz. Ja to zautoryzuję. Jak napiszesz Kosma jakieś bdury, to mój Zenek wyrwie ci jaja, wsadzi ci w dziób, a ja poprawię torebką po głowie. Znaczy plecaczkiem, bo torebki nie używam.
Ogólny śmiech mocno wyluzował lekko napięty klimat. Zoja jednak była uparta i z wciąż czarującym uśmiechem kontynuowała indagację:
- Fajnie, ale na jaki temat chcesz pogadać?
- Głównie na temat buddyzmu zen.
Zula nagle wstała od stołu ze słowami:
- No, to ja już już się nagadałam na ten temat. Idę teraz do kuchni zrobić coś do picia. Zojka - wiem, Karynka - wiem, a tobie Kosmo...
Na chwilę zawiesiła głos.
- Też już wiem. Intuicja to moje drugie imię.
Po czym wyszła do kuchni. Kosma spojrzał pytająco na Zoję, ta zaś wciąż nie przestawała sie czarująco uśmiechać.
- Widzisz, na temat buddyzmu wiemy więcej, niż randomowy wpychel idący ulicą, tylko cała rzecz polega na tym, że nas to za bardzo nie interesuje, nie zajmujemy się tym wcale.
Tym razem Kosma spojrzał na Karynę.
- Przecież powiedziałaś, że...
- O buddyzmie nic ci nie mówiłam. Nawet nie użyłam tego słowa. Zoja i Zula to są mistrzynie zen, a nie żadnego jakiegoś tam kurwa buddyzmu.
Dziennikarz westchnął:
- To ja już nic nie rozumiem. Przecież zen to...
Wciąż czarująco uśmiechnięta Zoja przerwała mu:
- Przecież nie to. Za to ja ciebie doskonale rozumiem. Zaraz ci to wszystko jakoś wyjaśnię. Zulka nie lubi za wiele gadać, woli walić prosto po oczach, minimum słów. Ale ja jestem inna, niż moja najdroższa kobieta. Lubię sobie poględzić. To się nazywa leczyć słowami chorobę nadmiaru słów, na którą cierpi większość ludzi. Tylko niech ona wreszcie przyniesie to nasze coś do picia. Kochanie, napój spragnionych, przynajmniej mnie!
Już po chwili faktycznie do pokoju weszła Zula niosąc tacę pełną różnych różności, za nią zaś wszmyrgnął się Dalszy Ciąg, który niebawem nastąpi, przy okazji zaś skończy ten dwuodcinkowy serial. Od Kawiarni nie ma na razie zbytnich oczekiwań co do komentarzy, wiele z nich może być zresztą przedwczesnych, poza tym bezsensownych, więc po co ma sobie to robić? Próba wyłudzenia spojlera na pewno nie zakończy się sukcesem. Za to jest jedno pytanie: dlaczego Zula parsknęła śmiechem wtedy, gdy parsknęła?
- To co chcesz robić? Jak chcesz się bawić?
Zula parsknęła śmiechem. Karyna spojrzała na nią, ale po chwili jej twarz roświetlił blask zrozumienia i sama zaczęła się śmiać. Kosma jednak robił wrażenie, jakby nie zrozumiał.
- Chciałem tylko was poznać i trochę pogadać, a potem, ewentualnie, za waszą zgodą coś napisać. Trochę tu jestem służbowo, trochę prywatnie.
- Już gadamy. A pisać potem możesz co chcesz.
Tu Karyna żachnęła się:
- Żadne co chcesz. Ja to zautoryzuję. Jak napiszesz Kosma jakieś bdury, to mój Zenek wyrwie ci jaja, wsadzi ci w dziób, a ja poprawię torebką po głowie. Znaczy plecaczkiem, bo torebki nie używam.
Ogólny śmiech mocno wyluzował lekko napięty klimat. Zoja jednak była uparta i z wciąż czarującym uśmiechem kontynuowała indagację:
- Fajnie, ale na jaki temat chcesz pogadać?
- Głównie na temat buddyzmu zen.
Zula nagle wstała od stołu ze słowami:
- No, to ja już już się nagadałam na ten temat. Idę teraz do kuchni zrobić coś do picia. Zojka - wiem, Karynka - wiem, a tobie Kosmo...
Na chwilę zawiesiła głos.
- Też już wiem. Intuicja to moje drugie imię.
Po czym wyszła do kuchni. Kosma spojrzał pytająco na Zoję, ta zaś wciąż nie przestawała sie czarująco uśmiechać.
- Widzisz, na temat buddyzmu wiemy więcej, niż randomowy wpychel idący ulicą, tylko cała rzecz polega na tym, że nas to za bardzo nie interesuje, nie zajmujemy się tym wcale.
Tym razem Kosma spojrzał na Karynę.
- Przecież powiedziałaś, że...
- O buddyzmie nic ci nie mówiłam. Nawet nie użyłam tego słowa. Zoja i Zula to są mistrzynie zen, a nie żadnego jakiegoś tam kurwa buddyzmu.
Dziennikarz westchnął:
- To ja już nic nie rozumiem. Przecież zen to...
Wciąż czarująco uśmiechnięta Zoja przerwała mu:
- Przecież nie to. Za to ja ciebie doskonale rozumiem. Zaraz ci to wszystko jakoś wyjaśnię. Zulka nie lubi za wiele gadać, woli walić prosto po oczach, minimum słów. Ale ja jestem inna, niż moja najdroższa kobieta. Lubię sobie poględzić. To się nazywa leczyć słowami chorobę nadmiaru słów, na którą cierpi większość ludzi. Tylko niech ona wreszcie przyniesie to nasze coś do picia. Kochanie, napój spragnionych, przynajmniej mnie!
Już po chwili faktycznie do pokoju weszła Zula niosąc tacę pełną różnych różności, za nią zaś wszmyrgnął się Dalszy Ciąg, który niebawem nastąpi, przy okazji zaś skończy ten dwuodcinkowy serial. Od Kawiarni nie ma na razie zbytnich oczekiwań co do komentarzy, wiele z nich może być zresztą przedwczesnych, poza tym bezsensownych, więc po co ma sobie to robić? Próba wyłudzenia spojlera na pewno nie zakończy się sukcesem. Za to jest jedno pytanie: dlaczego Zula parsknęła śmiechem wtedy, gdy parsknęła?