08 czerwca 2026

ŁAPAJ ZŁODZIEJA /5/2/

Cała gromadka nagle zniknęła z oczu ewentualnego obserwatora.
Pojawiła się znowu po upływie jakiejś pół godziny. Wszystkie dotąd siedzące wiedźmy przestały siedzieć. Kilka odeszło na bok, aby ukryć się wśród tytoniowego dymu, bo jak wiadomo czarownice też bywają palące. Niektóre. Kilka odeszło dalej, aby ukucnąć za pobliskimi krzaczorami. Reszta powoli otrząsała się po przebytym transie. Roxy zagaiła do Mili:
- No, i co teraz? Szefowo?
- Weź, jaka znowu szefowo? To ty tu rządzisz, ty to rozkręciłaś. Tylko nagle jakiś nieogar cię na chwilę opanował. Jakbyś była niedorżnięta. Aż cię nie poznaję ruda cipo.
- Powiedzmy, że się na chwilę zamyśliłam.
- Chyba zagapiłam?
Mimo tych słów twarz Mili wciąż wyrażała kosmiczną łagodność, przyjazne nastawienie ogólne. Zaś usta zakontynuowały:
- Dobrze. Jak sobie chcesz. Jak nie wiesz, co dalej, to ja ci powiem, co dalej. Pójdziesz teraz do auta i przyniesiesz szklaną kulę. Bo chyba wzięłaś ją od Anity? Musimy przecież zobaczyć, co zwojowałyśmy. Klątwa poszła na chama, jak stalowy pindol, ale pojęcia nie mamy, jak się laska opancerzyła. Mogła wyjść nawet kompletna kupa. Ale nie sądzę. Po takim ataku nawet Ciocia Lala by zmoczyła stringi. No, ruchy, bo dnieje niedługo. Ja mam jeszcze wczorajsze pranie do rozwieszenia.
Po paru minutach Roxy wróciła niosąc sporą drewnianą szkatułę.
- To teraz odpal to ustrojstwo, bo ja się na tym nie znam.
Roxy zasiadła przed leżącą przed nią szklaną kulą. Za plecami miała Malinę i Kaśkę, które nagle oznajmiły zgodnym chórem:
- Jest! Mamy ją!
- Co widać?
Spytała Mila.
- Chodź sama zobacz. Powiem tak, że jest noc, ale spania to na pewno ona nie uskutecznia. Miota się po pokoju, jakieś ruchy Browna odwala, czy coś w tym guście.
Wokół Rudej nagle zatłoczyło się od wiedźm.
- Siostry, nie tak ostro. Po kolei. Oddychać nie można, po kolei, każda zobaczy. Tylko nie dotykać sprzętu. Oczkami się patrzy, nie palcyma. Kula nie piczka, nie ma macania.
Czarownice w milczeniu zaglądały do kuli, gdy jedna nagle spytała:
- Zaraz, ale dlaczego jej tak płoną dłonie?
- No właśnie. Tego nie było w programie.
Dodała druga. Ale Ruda tylko wzruszyła ramionami mówiąc.
- Zapytaj Milusińskiej. Pewnie wcisnęła coś od siebie. Jakąś klątwę plus, bonus taki jakby. Dobrze mówię siostro, dobrze ogarniam sytuację?
- No. Jakaś kara musi być. Ale spokojnie, nie okaleczy jej to. To nie jest żywy ogień, tylko niebylica. Iluzja taka. Zaraz jej to przejdzie.
- Nawet trafny komunikat dostała. Jak do złodzieja.
Rzuciła któraś wiedźma. Za to inna, nieco młodsza spytała:
- Tylko ja mam pytanie. Na jak długo...
- Blokada mocy? Pojęcia nie mam. Tego i Ciocia Lala nie obliczy.
Co prawda nie wszystkie zebrane wiedźmy uczyły się u Cioci Lali, ale autorytet tej mega czarownicy był niepodważalny nawet łomem atomowym. Jak ona czegoś nie wie, nie umie, to nikt inny nie poradzi. Za to Mila dodała jeszcze:
- Po prostu nie wiemy, jak była chroniona przed atakiem. Ale przy takiej załodze, jak my tutaj, to do jutra jej na pewno nie przejdzie. 
- No, dobrze siostry. Kończymy zabawę.
Roxy dotknęła kuli dłonią, wygasiła ją, po czym powoli zaczęła zawijać w czarny aksamit i chować do skrzyneczki. 
- Kto do domu, to do domu. Kto na piwo, to na piwo. Jak mawia nasza siostra Katarzyna, praca razem pospołu była dla mnie rozkoszą. Dobrze to ujęłam?
- Trochę inaczej mówię. Ale niech ci będzie.
Uśmiechnęła się Kaśka. Za to milcząca dotąd Mala szybko liznęła swoim zwyczajem kilka najbliżej stojących czarownic, po czym oddaliła się w stronę zaimprowizowanego parkingu. Zaś za nią pobiegła Cizia. Na ten widok Roxy mruknęła:
- Wygląda na to, że Mala ma nową koleżankę.
- Normalne. Swój do swego, siusiara do siusiary.
Skomentowała Malina, która dodała jeszcze:
- Nie jestem wróżką, bo wróżek nie ma, ale ja wiem, co ona teraz zrobi. Znaczy nie teraz, tylko jutro, jak się wyśpi. 
Zebrane wiedźmy powoli ruszyły do swoich aut. Na miejscu zostały jeszcze Roxy, Malina, Kaśka. Oraz Mila stojąca nieco dalej, ale też blisko. Za to Roxy spytała Maliny:
- Co Mala jutro zrobi?
- To zrobi, że ruszy na Bajoro, znajdzie tamtą niunię i zaproponuje jej robotę w Oktagonie. Na stanowisku młodszej operatorki mopa.
- Tak. To do niej podobne. Co ty na to Kasiu?
- Ja?
- Ty. Jesteś jej szefową w ośrodku.
- Ja do Mali mam w robocie takie zaufanie, że płacę jej czekami in blanco, bez wpisanej sumy. Co jeszcze w tym temacie?
Mila podeszła bliżej.
- Mogę?
- Zależy co. Dupy daję tylko swojemu Miśkowi.
- No! Ruda odzyskuje fason. Ile już czaruje ta wasza Mala?
- Regularnie od dwóch lat. A co?
- Nie znam jej, ale czuję, że to jest perełka perełek. Jak przekroczy trzydziechę, to przebije nawet Ciocię Lalę. Wszystkie będziemy za nią umklajder nosić.
- Co ty nam nie powiesz?
Odparła Roxy i dodała:
- Twoje pranie w domu pytało się o ciebie. Nie wiem, jak wy, ale ja stąd spadam. Agnieszka mnie swędzi. A wy róbta, co chceta.
- Jak się kiedyś dowiem, że cię agnieszka nie swędzi, to znaczy, że mam kupić wieniec, włożyć żółte majtki i zapytać w witchnecie na który cmentarz mam jechać.
- Dlaczego żółte?
- Z radości. Że już cię nie ma żmijówo. I żeby nie było widać, że się posikałam z tej radości. Chodźmy już stąd faktycznie, bo w dupę zimno za bardzo. Moc nam się jeszcze zmrozi.
- Moc się mrozi - moc truchleje.
Więc poszły...

1 komentarz:

  1. Mam trochę niedosyt, chciałabym wiedzieć, jak to się skończyło dla delikwentki i co się z nią stało po jakimś czasie.

    OdpowiedzUsuń