👊
Anita była nieugięta, nie uległa nawet wtedy, gdy Mala bardzo, bardzo ładnie ją poprosiła, zaś Roxy zagroziła jej klątwą brzyda. Ujawniła jedynie, że uzgodniła już z Borkiem imię dla ich przyszłej córki, nawet dwa, obiecała też, że drugie upubliczni po wiosennym kwartalnym sabacie, ale na tym koniec. Wreszcie Malina przerwała próby pozyskania dokładniejszych informacji:
- Dziewczyny, dajcie spokój. Zaparła się i chuj. Nic nie zrobisz.
Po czym kelnerka pani Renia, bo rzecz się działa w Pleciudze, przyniosła tacę pełną zamówionych zamówień, co już końcowo zakończyło temat. Zaś potem Mala bardzo, bardzo ładnie poprosiła, aby rozpatrzyć inną sprawę.
- Nitka, czy możemy sobie odpuścić jutrzejszy sabat?
Anita odparła dyplomatycznie:
- Zawsze możemy, gdy tak chcemy. Co prawda są w planie dwa płatne zlecenia, nie żaden trening, ale nie musimy się spieszyć.
- A czemu tak chcesz?
To już wtrąciła Roxy.
- Temu, że ja mam sesję. Egzaminy na uczelni, koniec pierwszego semestru. Za to Kasia po prostu pracuje. Ma walki. W piątek jedna gala, w sobotę druga.
- Jakie walki Kasiu? Znowu się bijesz o kasę?
Anita była nieugięta, nie uległa nawet wtedy, gdy Mala bardzo, bardzo ładnie ją poprosiła, zaś Roxy zagroziła jej klątwą brzyda. Ujawniła jedynie, że uzgodniła już z Borkiem imię dla ich przyszłej córki, nawet dwa, obiecała też, że drugie upubliczni po wiosennym kwartalnym sabacie, ale na tym koniec. Wreszcie Malina przerwała próby pozyskania dokładniejszych informacji:
- Dziewczyny, dajcie spokój. Zaparła się i chuj. Nic nie zrobisz.
Po czym kelnerka pani Renia, bo rzecz się działa w Pleciudze, przyniosła tacę pełną zamówionych zamówień, co już końcowo zakończyło temat. Zaś potem Mala bardzo, bardzo ładnie poprosiła, aby rozpatrzyć inną sprawę.
- Nitka, czy możemy sobie odpuścić jutrzejszy sabat?
Anita odparła dyplomatycznie:
- Zawsze możemy, gdy tak chcemy. Co prawda są w planie dwa płatne zlecenia, nie żaden trening, ale nie musimy się spieszyć.
- A czemu tak chcesz?
To już wtrąciła Roxy.
- Temu, że ja mam sesję. Egzaminy na uczelni, koniec pierwszego semestru. Za to Kasia po prostu pracuje. Ma walki. W piątek jedna gala, w sobotę druga.
- Jakie walki Kasiu? Znowu się bijesz o kasę?
Malina lojalnie zaprotestowała:
- Ona nigdy się nie bije. Najwyżej kogoś.
Kaśka uciszyła ją gestem dłoni i odparła.
- Nie ja. Moje dziewczyny. Trzy walczą jutro. Mają turniej boksu tajskiego. To ich debiut na ringu, a ja muszę cały dzień być z nimi. Za to pojutrze wieczorem walczy czwarta, to będzie grubsze wydarzenie. Troszeczkę inna konkurencja. Ale też zapowiada się ciekawie, może nawet ciekawiej.
Tu się odezwała Malina:
- Maleczko, to w ile czasu teraz zrobisz te swoje studia? W jeden semestr, czy może dwa? Bo my już wiemy, co ty potrafisz.
- Bez przesady. Tak szybko jak z maturą to nie pójdzie.
- Ale pociśniesz do przodu? Tak po swojemu?
- Taki mam plan, ale na pewno nie przez rok. Jak tą sesję dobrze ogarnę, to potem wskakuję na indywidualny tok nauki. A wtedy już sama sobie dyktuję tempo.
W tym czasie Kaśka sięgnęła do torby. Wyjęła z niej drobny plik kolorowych kartek, po czym położyła go na środek stolika.
- To są wejściówki wipowskie, dwuosobowe. Jeśli któraś ma ochotę zobaczyć te moje harpie w akcji, to zapraszam. Trochę czasu im poświęciłam, więc byłoby mi miło.
Roxy wzięła kilka biletów do ręki. Rzuciwszy nań okiem spojrzała na Malinę, po czym uśmiechnąwszy się oznajmiła:
- Lalka, znajome obiekty.
- No. Akurat je robimy. Od razu po weekendzie.
Kaśka spojrzała jakby zdziwiona.
- My? Aha, Latająca Miotła. Ale zaraz, chwila. To oni tam nie mają własnego personelu?
- Mają. Ale po imprezach te hale wyglądają jak pobojowiska. Więc zatrudnia się wtedy dodatkowe siły do sprzątania. Tu akurat my to bierzemy. Umowy podpisane, zaliczki przelane, jest dobrze.
Anita wybrała dwie kartki.
- Dobrze. My z Borkiem jedziemy. A wy?
- Co my? Wszystkie jedziemy. Z całym żywym inwentarzem.
Ton głosu Roxy nie zostawiał miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Ruda wiedźma zgarniając cały stosik wejściówek ze stołu dodała:
- Znaczy studentka ma nieobecność usprawiedliwioną. Zmówimy się razem, bo ja akurat wiem, jak tam można dobrze zaparkować. Pod obiema halami nie jest zbyt przyjaźnie w tej kwestii.
Wtedy odezwała się Mala:
- Daj mi proszę jeden bilet. Ten na sobotę.
- Czyli zajrzysz jednak?
- Tylko na samą walkę Zosi Yakuzy. Jej obiecałam już wcześniej.
Sprawa wyglądała na dogadaną, nagle jednak zabrała głos Malina:
- Siostry, a Walentynki?
Roxy spojrzała na nią zdziwiona.
- Co Walentynki?
- W sobotę są Walentynki.
- Ja nie obchodzę Walentynek. Znaczy źle, wróć! Ja obchodzę te całe jebane Walentynki, tylko że codziennie. No, może prawie codziennie. Ale zawsze się pieprzę porządnie.
Mala zakręciła się na krześle tak, jakby chciała się odezwać, lecz siedząca obok Kaśka chwyciła ją pod stołem za udo i mruknęła:
- Siedź! To nie nasza dyskusja. My sobotę mamy zagospodarowaną.
Wtedy nagle parsknęła śmiechem Anita i oznajmiła:
- Lalka, wy chyba z twoim bratem macie to rodzinne.
- Niby co?
- Robienie problemu z Walentynek. Pamiętam, jak Borek rok temu mi marudził na ten temat. Akurat wypadały w piątek. To ja mu tak zrobiłam w czwartek, że mu się odechciało na parę dni, tylko popierdywał z przeżarcia miłością. A my siostry wtedy nazajutrz zrobiłyśmy sobie normalny sabat, jak Ciocia Lala przykazała.
- No.
- Ty Mala mi tu nie nokaj. Bo akurat ciebie na tym sabacie wcale nie było. Byłaś zabujana po sam wierzchołek cipy w tym swoim wtedy Mirku i w ogóle się z tobą nie można było dogadać.
- Ale...
To akurat Malina coś próbowała wtrącić, jednak Nita ją zgasiła:
- Lalka, a ty po prostu zrób tak, że wstań wcześniej, niż zwykle i do wyjazdu na galę nawalentynkujecie się z Miolką tyle, że wam piczki będą dymić. Temat uważam za zamknięty.
Anita siorbnęła nieco smufi i zmieniła obiekt swojej uwagi.
- Kasiu, mam do ciebie prośbę. Bo widzisz, mnie się ten sport podoba, nie jestem idiotką dla której to jest przemoc. Ale rzadko mam okazję oglądać, więc się nie rozeznaję na tych różnych odmianach. Wiem tylko, że trochę ich jest, ale każda ma detalicznie nieco inne reguły gry. Możesz nam trochę przybliżyć temat? Chcę lepiej wiedzieć, co się tam będzie działo.
Kaśka powoli omiotła wzrokiem wszystkie siostry, a gdy każda zgodnie skinęła głową popierając wniosek Anity, wstała od stolika mówiąc przy okazji:
- Dobrze. Ale to trochę potrwa, więc ja może najpierw...
Spojrzała wymownie w kierunku, w którym co jakiś czas udawała się prawie każda klientka Pleciugi. Kobiece oko ma to do siebie, że niekiedy wymaga poprawienia.
- Nie ja. Moje dziewczyny. Trzy walczą jutro. Mają turniej boksu tajskiego. To ich debiut na ringu, a ja muszę cały dzień być z nimi. Za to pojutrze wieczorem walczy czwarta, to będzie grubsze wydarzenie. Troszeczkę inna konkurencja. Ale też zapowiada się ciekawie, może nawet ciekawiej.
Tu się odezwała Malina:
- Maleczko, to w ile czasu teraz zrobisz te swoje studia? W jeden semestr, czy może dwa? Bo my już wiemy, co ty potrafisz.
- Bez przesady. Tak szybko jak z maturą to nie pójdzie.
- Ale pociśniesz do przodu? Tak po swojemu?
- Taki mam plan, ale na pewno nie przez rok. Jak tą sesję dobrze ogarnę, to potem wskakuję na indywidualny tok nauki. A wtedy już sama sobie dyktuję tempo.
W tym czasie Kaśka sięgnęła do torby. Wyjęła z niej drobny plik kolorowych kartek, po czym położyła go na środek stolika.
- To są wejściówki wipowskie, dwuosobowe. Jeśli któraś ma ochotę zobaczyć te moje harpie w akcji, to zapraszam. Trochę czasu im poświęciłam, więc byłoby mi miło.
Roxy wzięła kilka biletów do ręki. Rzuciwszy nań okiem spojrzała na Malinę, po czym uśmiechnąwszy się oznajmiła:
- Lalka, znajome obiekty.
- No. Akurat je robimy. Od razu po weekendzie.
Kaśka spojrzała jakby zdziwiona.
- My? Aha, Latająca Miotła. Ale zaraz, chwila. To oni tam nie mają własnego personelu?
- Mają. Ale po imprezach te hale wyglądają jak pobojowiska. Więc zatrudnia się wtedy dodatkowe siły do sprzątania. Tu akurat my to bierzemy. Umowy podpisane, zaliczki przelane, jest dobrze.
Anita wybrała dwie kartki.
- Dobrze. My z Borkiem jedziemy. A wy?
- Co my? Wszystkie jedziemy. Z całym żywym inwentarzem.
Ton głosu Roxy nie zostawiał miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Ruda wiedźma zgarniając cały stosik wejściówek ze stołu dodała:
- Znaczy studentka ma nieobecność usprawiedliwioną. Zmówimy się razem, bo ja akurat wiem, jak tam można dobrze zaparkować. Pod obiema halami nie jest zbyt przyjaźnie w tej kwestii.
Wtedy odezwała się Mala:
- Daj mi proszę jeden bilet. Ten na sobotę.
- Czyli zajrzysz jednak?
- Tylko na samą walkę Zosi Yakuzy. Jej obiecałam już wcześniej.
Sprawa wyglądała na dogadaną, nagle jednak zabrała głos Malina:
- Siostry, a Walentynki?
Roxy spojrzała na nią zdziwiona.
- Co Walentynki?
- W sobotę są Walentynki.
- Ja nie obchodzę Walentynek. Znaczy źle, wróć! Ja obchodzę te całe jebane Walentynki, tylko że codziennie. No, może prawie codziennie. Ale zawsze się pieprzę porządnie.
Mala zakręciła się na krześle tak, jakby chciała się odezwać, lecz siedząca obok Kaśka chwyciła ją pod stołem za udo i mruknęła:
- Siedź! To nie nasza dyskusja. My sobotę mamy zagospodarowaną.
Wtedy nagle parsknęła śmiechem Anita i oznajmiła:
- Lalka, wy chyba z twoim bratem macie to rodzinne.
- Niby co?
- Robienie problemu z Walentynek. Pamiętam, jak Borek rok temu mi marudził na ten temat. Akurat wypadały w piątek. To ja mu tak zrobiłam w czwartek, że mu się odechciało na parę dni, tylko popierdywał z przeżarcia miłością. A my siostry wtedy nazajutrz zrobiłyśmy sobie normalny sabat, jak Ciocia Lala przykazała.
- No.
- Ty Mala mi tu nie nokaj. Bo akurat ciebie na tym sabacie wcale nie było. Byłaś zabujana po sam wierzchołek cipy w tym swoim wtedy Mirku i w ogóle się z tobą nie można było dogadać.
- Ale...
To akurat Malina coś próbowała wtrącić, jednak Nita ją zgasiła:
- Lalka, a ty po prostu zrób tak, że wstań wcześniej, niż zwykle i do wyjazdu na galę nawalentynkujecie się z Miolką tyle, że wam piczki będą dymić. Temat uważam za zamknięty.
Anita siorbnęła nieco smufi i zmieniła obiekt swojej uwagi.
- Kasiu, mam do ciebie prośbę. Bo widzisz, mnie się ten sport podoba, nie jestem idiotką dla której to jest przemoc. Ale rzadko mam okazję oglądać, więc się nie rozeznaję na tych różnych odmianach. Wiem tylko, że trochę ich jest, ale każda ma detalicznie nieco inne reguły gry. Możesz nam trochę przybliżyć temat? Chcę lepiej wiedzieć, co się tam będzie działo.
Kaśka powoli omiotła wzrokiem wszystkie siostry, a gdy każda zgodnie skinęła głową popierając wniosek Anity, wstała od stolika mówiąc przy okazji:
- Dobrze. Ale to trochę potrwa, więc ja może najpierw...
Spojrzała wymownie w kierunku, w którym co jakiś czas udawała się prawie każda klientka Pleciugi. Kobiece oko ma to do siebie, że niekiedy wymaga poprawienia.
A to, że Kaśka, jako jedyna z całej piątki czarownic nigdy uprawia makijażu jest kwestią kompletnie pozbawioną znaczenia.
C.D.N.
C.D.N.
