08 września 2026

RWETES Z NICZEGO WOKÓŁ SZKLANEJ KULI

Od drzwi na salę Pleciugi powiało mocą. Trzy czarownice siedzące przy swoim stałym stoliku szybko spojrzały w tamtą stronę. Dwie nie spojrzały. Anita bowiem była zajęta czymś innym, zaraz sobie wyjaśnimy czym, zaś Kaśka miała wyjebane. Aczkolwiek nie do końca, bo gdyby wszedł ktoś naprawdę groźny, to już by było po tym kimś. Za sprawą Kaśki. Bo Kaśka tak ma, że Kaśka wie. Nawet nie jako wiedźma, bo jak wiemy, nie jest nią od tak dawna jak Anita, czy Roxy, ale jako urodzona wojowniczka.
Wróćmy jednak do toku akcji. Do kafejki weszła kobieta, która wcale nie wyglądała jak wiedźma, ale to akurat nic dziwnego, bo żadna tak nie wygląda. Za to jak każda wiedźma wyglądała na kobietę z klasą. Mala spytała szybko:
- Znamy ją?
Roxy i Kaśka pokręciły głowami, przy czym ta pierwsza dodała:
- Chyba ni chuja.
Anita nie pokręciła głową, tylko odparła:
- Nie znam, nie wiem, zarobiona jestem. Cyca daję.
Nie kłamała, bo mała Osia doiła tego cyca w pełnym skupieniu, za to Malina, która nie doiła żadnego cyca oświadczyła:
- Ja znam. Znaczy nie znam, ale widziałam. Była na tym sabacie na lotnisku, co wiecie. Tak mi mignęła jakoś, en passant. A tuż po sabacie razem sikałyśmy za tym samym krzakiem. 
- Z podsłuchiwaniem, czy bez?
Spytała Roxy, po czym od razu dodała:
- Nieważne zresztą. Tak, czy owak stworzyłyście podwaliny pod prawdziwą babską przyjaźń, tylko jest jeden szkopuł. Słyszałam na mieście, że tam gdzie ty sikasz, tam nic już nigdy nie urośnie.
Lalka odcięła się natychmiast:
- Żebym ja ci nie powiedziała co rośnie tam, gdzie ty nasikasz.
Do zabawy nagle włączyła się Mala:
- Ja kiedyś nasikałam na...
- Dość! Zaczynacie być bardziej obciachowe, niż jesteście.
To nagle wtrąciła Anita, tuż po tym jak schowała cyca, poprawiła odzież i odstawiła do nosidełka Ośkę, która od razu zasnęła po posiłku. Przy okazji zdążyła również się odkłonić nowo przybyłej wiedźmie, która zanim uplasowała się była przy wybranym stoliku uprzejmie skinęła głową do naszej gromadki. Jako jedyna zresztą, bo reszta pań była zbyt skupiona na temacie mikcyjnym. Po czym dodała wstając od stolika:
- Rzućcie mi okiem na małą. Idę sikać, bo jak wy tylko o tym, to sama jakoś czemuś ochoty nabrałam.
Uwaga o rzucaniu okiem była tylko formalna, bo cóż się może złego stać tej małej, gdy śpi sobie zacnie obok tak zacnych ciotek? Zaś ciotki skupiły uwagę na siedzącej przy stoliku pani, której pani Renia przyniosła coś na tacy. Zapewne pleciugato, bo głównie na to się tu chodziło, niczym na oglądanie gołej dupy do peep show.
- Ciekawe, czy przyszła pogadać, czy ma sprawę?
Zagaiła Malina, na co Roxy odparła:
- Jak się ma sprawę, to też się wtedy gada.
- Ciekawe jeszcze, jak nas namierzyła?
Spytała nagle Mala.
- O to chyba siebie zapytaj. Masz tyle nowych koleżanek ostatnio. Zresztą to nie sekret w tym światku, gdzie nas można znaleźć.
Turbinka zmarszczyła brwi, a po chwili odparła:
- Chyba wiem, co to za sprawa. 
- Oho, Młoda weszła w tryb detektywa. No, to referuj.
- To jest tak, że wiem od Cizi...
- Co to jest cizi?
Przerwała nagle Roxy.
- Nie cizi, tylko Cizia. Właśnie taka moja jedna koleżanka. To mi mówiła, że po tamtym sabacie na lotnisku, co wiecie, to się zrobił szum dookoła szklanej kuli. Niektóre to pytały się nawet o numer telefonu do Rudej.
- Dlaczego do mnie? Przecież kula nie jest moja, tylko Nitki.
Roxy nie ukrywała zdziwienia. 
- No, ale one o tym widać nie wiedzą. Nitki tam wtedy nie było, ty obsługiwałaś przecież kulę, tak?
- Ale szklana kula to teraz standard, więc o co chodzi?
Wtrąciła nagle Malina.
- Tylko, że nie taka. Mala dobrze gada. To nie taka sobie byle kula dalekowschodniej produkcji, którą można kupić za grosze. Ech, Lalka, Lalka. Wiedźma wie, tak? Tak mówiłaś ostatnio.
Odpowiedziała szybko Ruda, na co Malina zrobiła burmucha.
- No co? No co? Niech będzie, że na szklanych kulach się nie znam. Swojej nie mam, bo jak trzeba pójdę do bratowej, to mi użyczy.
- Użyczyła kiedyś?
- Nie, bo nie było dotąd okazji.
- I bardzo dobrze, bo nie lubię, gdy ktoś mnie podgląda jak się pieprzę. Bez mojej zgody. Ale jak mnie bardzo, bardzo ładnie poprosisz, to kiedyś dam ci popatrzeć. Nawet bez kuli.
- Ruda, odpierdol się może od niej, co?!
Tu nagle wkroczyła do akcji Kaśka, jak dobrze wiemy, lojalna aż do bólu wobec Maliny. Kontynuowała zresztą dalej:
- Nita ma rację, zaczynasz się faktycznie robić obciachowa. Może lepiej wytłumacz jej, jaka jest różnica między tymi kulami. Mnie zresztą też, bo ja też się nie znam.
- Okay, czuję się zbesztana. No, ale dobrze, focha zero, już opowiadam. Z kulami to jest tak, że zwykłą szklaną kulą można namierzyć tylko bezmoca. Ale nas nie, po prostu nie idzie tego zrobić. Konstrukcja taka i chuj. Za to kulą Anity można namierzyć każdą. Dlatego taka kula to wielka rzadkość, kosztuje zresztą straszne pieniądze. Z tego co wiem, taką kulę w tym kraju ma tylko Ciocia Lala, nasza Nita właśnie, siostry Benges oraz Selena, szefowa Gildii zawodowych. Może jeszcze ktoś, ale tego nie wiem, chyba raczej już nikt. Fałszywek nie liczę, ale nadmienię, że takie też się zdarzają na tym rynku.
Roxy zakończyła perorę, wtedy piłkę przejęła Mala:
- No, więc właśnie. Pewnie ta niunia, co tam siedzi, chce coś wykonać, do czego jest jej potrzebna kula Anity. Chociaż pewnie niekoniecznie podglądać inną siostrę podczas pożycia intymnego. Ciocia Lala mówiła, że ten magiczny sprzęt ma wiele innych pożyteczniejszych zastosowań. Ciekawe, kiedy do nas podejdzie.
- Ciocia Lala? Teraz?
Spytała nagle Malina. Z miną słodkiej idiotki zresztą, którą bardzo lubiła udawać w najmniej oczekiwanych momentach. Ale Mala zignorowała tą uwagę mówiąc:
- Pewnie jak dopije kawę.
- No, nieźle. Was tylko zostawić na chwilę same. Od razu zrobicie problem z niczego. To teraz popatrzcie sobie, co się zaraz zadzieje. Patrzcie bardzo uważnie.
To oznajmiła Anita, która niezauważenie wróciła z toalety, ale nie dosiadła się od razu, tylko stanęła trochę z tyłu i przysłuchiwała się dyspucie. Pełna rozbawienia zresztą.
- A co się zadzieje?
Spytała nagle Malina, na co Anita mościwszy się na krzesłku odparła krótko, ale dość imperatywnym tonem:
- Patrz. Patrz i milcz. Oczami się patrzy, nie buzią.
Na co nagle włączyła się Roxy:
- Buzią to można...
- Ty też bądź cicho. Jeszcze tego nam tutaj brakuje do szczęścia, żebyś ty nas teraz instruowała, co się robi buzią.
Tymczasem wiedźma siedząca pod ścianą rozejrzała się nagle, tak znacząco, jak to się robi w kafejce. Na co szybko zareagowała pani Renia, która podeszła do niej, po czym szybko skasowała rachunek za kawę. Gdy odeszła, czarownica wstała, poprawiła włosy, ubiór, po czym ruszyła do wyjścia. Po drodze jednak przystanęła na mikrochwilę i skinęła uprzejmie głową w kierunku stolika naszych głównych bohaterek. Wtedy Roxy robiąc ten sam gest syknęła cicho do Maliny, nie hisslangiem bynajmniej:
- Odkłoń się chamico jedna, sikałyście razem przecież.
Zaś gdy kobieta wyszła już z kafejki Anita znowu zabrała głos:
- Tyle czasu już was znam, ale pojęcia nie miałam, że jesteście aż tak egocentryczne. Przychodzi sobie dziewczyna na szybką kawę, a wyście szybko utłukły z dupy wziętą teorię, jakoby przyszła do was akurat, jakby nie miała już lepszych pomysłów na życie. Tymczasem ona pewnie pojęcia nie miała wcześniej zielonego, że my tu lubimy przychodzić. Jakoś do żadnej ślicznej główki nie chciał przyjść taki wariant.
- Ja nikogo ostatnio nie utłukłam.
Obruszyła się nagle Kaśka.
- Sorry Kasiu, nie ciebie miałam teraz na myśli, tylko te trzy kretynki. Ty jesteś w porządku w tym epizodzie. 
- To teraz nam opowiedz o tych szklanych kulach, jak to wszystko działa, stronę teoretyczną. Bo rudy Gryzoń nie umiał za bardzo.
Jak dobrze wiemy, Anita bardzo lubiła udzielać różnych wykładów, więc taka prośba robiła jej prawie tak samo dobrze, jak Borek podczas podczasu. Niestety do wykładu nie doszło, bo nagle Ośka głośno przypomniała światu o swoim istnieniu. Nita nachyliła się nad nosidełkiem, pociągnęła nosem, po czym wetchnęła:
- Ja pierdolę. Muszę znowu iść do kibla. Nie ma to, jak dobra, porządna kupa, we właściwym miejscu i momencie.
Bo jakby nie było, Pleciuga jako babska kafejka była znakomicie wyposażona, jeśli chodzi o tego typu awarie. Zaś gdy mama z córą pod pachą odeszły od stolika Kaśka wygłosiła puentę:
- Tak oto problemy realne górują nad problemami urojonymi.
Ale Malina nagle zaoponowała:
- Nie tak do końca. Z moich dotychczasowych obserwacji oraz doświadczeń wynika, że tak ogólnie, statystycznie rzecz ujmując, świat ludzki wcale tak nie działa, tylko całkiem odwrotnie.
Zaś Roxy nie mogła się powstrzymać od komentarza:
- Lalka, chyba nigdy w życiu nie odgadnę, czy ty naprawdę jesteś taka mądra dupa, czy tylko taką udajesz?
W tym momencie nagle Mala dorzuciła swoje trzy grosze:
- Lalka to jest Lalka i chuj!

23 sierpnia 2026

OSIEM PROCENT I NIE TYLKO

Do kolejnej gali organizowanej przez federację Mirka Orskiego Kaśka wystawiła Bójkę i Bitkę. Bombka przygotowywała się do innej, wyjazdowej walki, zaś Bęcka dopiero co wznowiła treningi, więc jej starty na razie były wykluczone. Obie wystąpiły w formule K1 nieco zbliżonej regułami do tajskiego boksu, po czym wklepały równo swoim przeciwniczkom. Nie było co zbierać, zaś widownia była tym razem nieco zawiedziona, gdyż były to mecze do jednej bramki. Kaśka jednak była zadowolona z formy swoich Neonówek, gdyż te przeciwniczki wcale nie były palcem robione. To były dobrze wyszkolone, do tego już nieco utytułowane dziewczyny. Ale trenerka miała jeszcze inny powód do dobrego humoru. Otóż na hali nie było bannerów sieci browarów, do tego też w barze nie sprzedawano drinków ani piwa. Za tym stała właśnie Kaśka, której nigdy nie podobało się sponsorowanie sportu przez firmy produkujące i sprzedające narkotyki. Tak wpłynęła na Orskiego oraz cały zarząd federacji, że zerwano współpracę ze wspomnianą siecią. To nie była łatwa decyzja, gdyż takie firmy dysponują naprawdę sporymi pieniędzmi. To kto zatem został sponsorem strategicznym? Ktoś może nieco biedniejszy, ale prowadzący działalność prozdrowotną. Było nim zrzeszenie firm uprawiających konopie na marihuanę oraz inne produkty z tej zacnej rośliny. Nie będziemy dodawać, że medyczną marihuanę, bo każda jest przecież medyczna, jeśli nie dodaje się do niej żadnej chemii. Tak więc na hali było bardzo zielono, nawet jeszcze bardziej, gdyż barwy ośrodka fitness Oktagon są również zielone. Zaś jak wiemy ów ośrodek również sponsoruje gale federacji Fight Show oraz niektóre inne imprezy sportowe.
Zaś następnego dnia, w niedzielę, na tej samej hali odbyły się targi konopne, które zorganizowało wspomniane zrzeszenie. Główną ich częścią były rzecz jasna różne stoiska handlowe, tudzież promocyjne, jedno nawet prowadziły właśnie Neonówki. Jak pamiętamy jakiś czas temu dziewczyny przebranżowiły się. Kiedyś sprowadzały i rozprowadzały narkotyki, takie z wyższej półki, obecnie przerzuciły się na marihuanę. Tą legalną, pod legalnym szyldem zresztą. Ale dla wtajemniczonych miały też w ofercie te mniej legalne, szlachetne odmiany. Oprócz stoisk na targach miała też miejsce działalność edukacyjna. W bocznej sali konferencyjnej można było wysłuchać rożnych prelekcji, prezentacji, wziąć też udział w ewentualnych dyskusjach. Na jedną taką prezentację poszła ekipa znajomych czarownic plus ich bliskie osoby. Co prawda na temat Zioła wiedziały prawie wszystko, ale od przybytku wiedzy głowa nie boli. Temat akurat był dość ciekawy, bo dotyczył marychofobii.
Jak wiemy, nie jest to rzadka przypadłość niestety, to ona blokuje legalizację Zioła, czyli pomaga rozwijać się narkomanii, głównie tej alkoholowej. Marychofobi z reguły mają niewielką wiedzę, do tego wybiórczą, za to mnóstwo poglądów. Zaś dzielą się oni na miękkich i twardych. Miękkiego marychofoba można jeszcze jakoś wyleczyć za pomocą odpowiedniej edukacji. Twardy marychofob to przypadek nieuleczalny, zaś gdy się takiego rozpozna należy od razu przerwać rozmowę, bo jest to strata czasu. Chyba taki właśnie trafił na salę na prezentację. Gdy mówczyni skończyła prelekcję zwyczajowo poprosiła obecnych o ewentualne pytania lub uwagi. No, i zaczęło się. Otóż z tylnego rzędu krzeseł podniósł się pewien pan, który zapodał:
- A ja nie muszę brać narkotyków, żeby sobie poprawić nastrój.
Prelegentka odparła z uśmiechem:
- Bardzo ciekawa autoprezentacja, tylko że my akurat teraz nie rozmawiamy o narkotykach, lecz o marihuanie. Zaś jeśli o nią chodzi, to bardzo niewiele osób jej używa dlatego, że musi. Procent osób uzależnionych jest znikomy, wręcz marginalny. 
- Podobno osiem procent użytkowników.
Rzucił ktoś z sali, na co pani stwierdziła:
- Tak, ta liczba często się pojawia w statystykach, ale należy zwrócić uwagę na to, jak ona powstała, jak ją wyliczono.
- Jak?
- To może kolega odpowie, bo coś wie na ten temat.
Z pierwszego rzędu podniósł się pan, który odwróciwszy się oznajmił zgromadzonym słuchaczom:
- Ja jestem w tych ośmiu procentach, choć wypaliłem tylko jednego jointa w życiu. Nie do końca zresztą. Jeśli państwo pozwolą, to opowiem swoją historię. Otóż za młodu, za studenckich czasów byłem uzależniony od opiatów, konkretnie od brown sugar. Nie będę tego rozwijał, w każdy bądź razie nastąpił moment, w którym postanowiłem coś z tym zrobić. Udałem się do stosownej poradni, po czym trafiłem do miłej pani psycholog, która przepytała mnie z mojej, że tak powiem kariery narkomańskiej. Opowiedziałem jej wszystko, nic nie ukrywałem. Jak każdy ćpun zaczynałem od alkoholu, a potem...
- Podobno to od marychy się zaczyna.
Wtrącił ktoś z sali.
- To jest akurat mit, kompletna nieprawda, ale o tym może już koleżanka opowie. Za to zapytano mnie o tą właśnie marychę. Powiedziałem prawdę, że raz spróbowałem, zakaszlałem się i mi się odechciało. Pani psycholog to pewnie zanotowała, bo po pewnym czasie potrzebne było mi zaświadczenie z poradni, takie pełne, z podaniem rozpoznania. Ku mojemu zdumieniu, już póżniej, przeczytałem na tym świstku, że mam rozpoznane uzależnienie od opioidów i od kanabinoidów, czyli marychy na ten przykład. Takich ludzi jak ja jest naprawdę wielu. Wystarczy wspomnieć podczas wywiadu, że się tylko próbowało, a w historii choroby pojawia się wpis o uzależnieniu. Teraz już wiemy, skąd się wzięło te osiem procent w statystykach.
Piłkę przejęła prowadząca spotkanie:
- Jak widać szanowni państwo błędne statystyki biorą się ze złych diagnoz. To dotyczy zresztą wielu innych uzależnień, ale narkotykami teraz nie będziemy się zajmować. Za to warto jeszcze wspomnieć o tym, że bardzo często maryśka sprzedawana pokątnie wcale nie jest maryśką. Jest to zwykle mix z jakimś narkotykiem i to od niego ludzie się uzależniają. Zaś faktycznie uzależnionych od czystego ziela jest może jakiś ułamek procenta. To skoro jeden mit został obalony, to weźmy się może za ten drugi, o którym ktoś wspomniał.
Kobieta upiła niewielki łyk wody z butelki stojącej na stoliku, po czym zakontynuowała:
- Szanowni państwo, na świecie jest ileś tam procent ludzi uzależnionych od narkotyków, włącznie z alkoholem rzecz jasna. Trzeba o tym wspomnieć, gdyż dla wielu marychofobów alkohol to nie narkotyk, tylko coś innego, jak to oni mówią. Do tego dodajmy procent ludzi używających narkotyki ryzykownie. A teraz wyobraźmy sobie świat, w którym nie istnieje marihuana. Po prostu nie ma jej, nie rośnie nigdzie taki gatunek roślin, jak konopia. Jak myślicie, czy ten wspomniany wcześniej procent uzależnionych i ryzykownych użytkowników zwiększy się, czy zmniejszy? A może wcale się nie zmieni? Kto jest za tym, że się zmniejszy? Ręka w górę proszę. Jakoś nie widzę. Nawet pan, który nie musi jakoś się nie pali do oddania głosu. A teraz ręka w górę za tym, że się zwiększy. Istny las rąk. A kto za tym, że się nie zmieni? Jest kilka osób. O czym to wszystko świadczy? 
Prelegentka znowu napiła się wody.
- Obalany teraz mit czasem nazywa się teorią bramy. Że niby marihuana jest tą bramą do narkotyków. Teoria, którą nauka już dawno wyrzuciła na śmietnik, ale wśród marychofobów wciąż jeszcze trzyma się mocno. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Tak jakoś jest, że ludzie, jakaś ich część chcą sobie zmienić percepcję. Powody bywają rozmaite. Jedni dla czystej zabawy, rozrywki, drudzy dlatego, że świat na trzeźwo jest dla nich nie do przyjęcia. Ta pierwsza motywacja wygląda na zdrową, ta druga już nie za bardzo, ale zostawmy oceny na boku. Pewna część zapali lub zawapuje Ziela i im to wystarczy. Drugim trzeba większej zmiany, więc sięgają po narkotyki. Gdyby Ziele nie istniało lub było niedostępne, to wszyscy by sięgnęli po narkotyk. Czyli marihuana nie jest żadną bramą, tylko rodzajem zapory na której część amatorów zmiany się zatrzymuje. Proste.
Kobieta zamilkła na chwilę, po czym dodała:
- Dziękuję państwu za uwagę, miłego dnia.
Zabrzmiały gromkie oklaski, ludzie powoli zaczęli wstawać ze swych krzeseł i przemieszczać się w stronę wyjścia. Także wiedźmy. Ale jedna, rudowłosa sięgnęła dyskretnie do torebki by wyjąć zeń mały flakonik. Po czym podeszła do mężczyzny, który rzucił ową żenującą uwagę na temat poprawiania nastroju. 
- Panie ładny, niech pan sobie wyobrazi, że ja i moje przyjaciółki używamy Ziela. Ale nikt i nic nas do tego nie zmusza. Po prostu chcemy to robić. Aha, i jeszcze coś, ale to już na ucho.
Pan ładny pochylił odruchowo głowę, zaś Roxy, gdyż ona to była, musnęła palcami jego skroń i zaczęła mu coś szeptać do wspomnianego ucha. Po czym wróciła do swojej gromadki. Wtedy niewysoka blondynka z bujnymi włosami do samej pupy, czyli Mala, zapytała ją szybko:
- Sugestrix?
- No.
- Co mu powiedziałaś?
- Trochę poglądów zastąpiłam mu odrobiną wiedzy. Sugestrix nigdy nie działa zbyt długo, ale przez dzień, dwa ten pan będzie trochę mądrzejszy. I może potem coś zapamięta.
Mala zachichotała i liznęła Rudą po policzku.

06 sierpnia 2026

I BYŁO SIĘ MARTWIĆ NA ZAPAS?

Gdy w jakimś związku pojawi się ich wspólne bobo, to statystyki mówią, iż nieraz dochodzi do pewnego kryzysu. Czasem jest on tak gruby, że związek zaczyna trzeszczeć w szwach, czasem nawet rozwala się z hukiem wielkim. Czemu tak? Pokrótce briefując to temu tak, że on jej nie kocha, bo za mało pomaga, woli uciekać na metaforyczne piwo uogólnione, zaś ona go nie kocha, bo mu metaforycznej, uogólnionej dupy nie daje. Zaś empatii wtedy brakuje, tudzież zrozumienia po obu stronach.
Falibor sporo nasłuchał się i naczytał na ten temat, więc miał centralnie spore obawy. Tak jakoś tuż przed wyjazdem Anity zwierzył się z nich swojej siostrze Malinie. Ta go wysłuchała uważnie, przybrawszy swoją ulubioną minę słodkiej idiotki, tym razem w zadumanej wersji. Gdy skończył, to najpierw oznajmiła:
- Eh...
Po czym wzięła głęboki wdech, niczym owa Nita i oznajmiła:
- Boreczku mój ozdobny. Czasem jestem dumna, że mam mądrego brata, czasem jednak czuję krindż, że jest to kompletny idiota. Teraz widzę tego drugiego, nie wiedzieć czemu.
- No, ale...
- Coś mówię teraz, nie przerywaj! Po pierwsze, to ja wcale się nie martwię o ciebie w roli taty. Już po kilku dniach będziesz przewijał Ośkę nader wprawnie, szybciej, niż komandos składa i rozkłada kałacha. Nie przerywaj, wiem, że nie o to cię dupa boli. Ale jak omawiać temat, to porządnie. To teraz odpowiedz mi na pytanie, czy przez te wasze pięć lat razem Nitę kiedykolwiek bolała głowa? Mów śmiało, ja wiem wszystko na wasz temat.
- Jak to wszystko?
- Ogólnie wszystko. Detali nie znam. Nita to nie Roxy, detali nie opowiada. Ale detale są tu zbędne akurat, nie ma potrzeby ich poruszać. No? Więc jak z tą bolącą głową mojej bratowej?
- No... Nie... Znaczy wszystko jest prawidłowo. Co prawda Pupcia jest obecnie nieznośna, upierdliwa jak złośliwy krasnolud, ale jak przychodzi co do czego...
- Właśnie. Przychodzi. I o to chodzi. Poza tym wiesz, jakie jest jej największe zmartwienie. Żeby jej agnieszki nie zepsuto, więc dlatego jedzie rodzić do najlepszej firmy. Tylko po co jej taka sprawna agnieszka? Przecież nie do kopania kartofli, tak? Tylko do twojego osobistego użytku.
- Lalka, ja to wszystko dobrze rozumiem. Ale jakby nie było, nawet najzdrowszej psychicznie kobiecie może się zdarzyć, że jej odbije po porodzie. Tak?
- Nita jest zdrowsza od zdrowieja.
- Szkoda, że tu nie mieszkasz.
- Chciana ciąża to nie choroba. Więc takie ciążowe padanie na dekiel się nie liczy. Za to jak pojedzie, urodzi, przyjedzie, to będzie zdrowa do spodu. W tych sprawach też.
- Przecież nie jesteś wróżką, bo wróżek nie ma. Sama mówiłaś.
- Ale wiedźma wie. Po prostu zaufaj mi i myśl pozytywnie.
Tu Malina nagle chwyciła Borka za głowę i pocałowała go tak nie do końca po siostrowemu, tylko w sposób na który tylko Anita ma autoryzację. Ale siostrze wolno, tak od czasu do czasu dla sportu.
Jak już wiemy Anita pojechała, urodziła, przyjechała. Sporo się działo. Borek był tak przejęty całą zaszłą sytuacją, że jakby zapomniał o problemie, który sam sobie stworzył z niczego. Za to wieczorem, gdy wyszedł z łazienki Anita dopadła go susem. 
- Gdy Ośka śpi, rodzice harcują.
Tylko po chwili owych harców rzuciła nagle:
- Tam mi jeszcze nie grzeb na razie.
Mimo to poradzili sobie dość szybko. Zaś już po wszystkim, tuż przed zaśnięciem Borek westchnął jakby do siebie:
- Czasem głupia ta moja siostra. A czasem głupia inaczej.
A potem ni z gruchy, ni z pietruchy Ośka rozdarła się po całości bez uprzedzenia. Anita uniosła się na łóżku i oświadczyła:
- Miłosna noc po miłosnym wieczorze. No, to kurwa pospaliśmy.