Na wstępie wyjaśnijmy sobie może pokrótce, na czym to polega wspomniane w tytule owo mentalne niewolnictwo. Jak działa taki mentalny niewolnik, dalej dla wygody zwany "MN", jak funkcjonuje jego umysł, jakież to kierują nim motywacje? Typowym przykładem takiego MN jest legalista. Tu należy jednak zaznaczyć, że nie każdy człowiek ściśle przestrzegający prawa (stanowionego) musi od razu być tym legalistą. Motywacje do trzymania się prawa bywają rozmaite. Czasem jest to wynik oszacowania ryzyka, bilans kalkulacji strat i zysków, czasem też powodem bywa zwykły strach przed zagrożeniem realnym jako konsekwencją złamania jakiegoś przepisu, zdarza się też nieraz lęk, czyli strach przed zagrożeniem urojonym. Istotą legalizmu jest coś zupełnie innego. Legalista nic nie kalkuluje, nie kala sobie umysłu nawet cieniem refleksji, czy dany przepis, czy jakaś regulacja prawna ma sens, czy jest potrzebna, moralna, czy też posiada jakąkolwiek rację istnienia. Co prawda nadmiar myślenia jest chorobą, ale legalista jest chory niejako na odwrót, bo wcale nie myśli. Przyjmuje całość prawa bezkrytycznie jako element swoich poglądów, przekonań, zgodnie z trawestacją pewnej znanej reguły "stultus lex, sed lex". Mentalne niewolnictwo jest pewnym rozszerzeniem legalizmu. Taki MN ślepo wypełnia wszelkie polecenia swojego pana, władcy, zwierzchnika niczym bezduszny android, unikając tym samym jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki swoich działań lub zaniechań tychże. Jedyne, co na niego działa to (przysłowiowy) kij, którym ów pan dysponuje, aby nim swojego MN motywować.
Niedawno była okazja zaobserwować wręcz wysyp MN podczas epidemii U07 COVID-19, która notabene wciąż trwa bez względu na to, jaki kit na ten temat wciska ludziom obecny reżim neokomuny. Nie będziemy tego jednak rozwijać, skupmy się jedynie na pewnym gadżecie, rekwizycie pełniącym niepoślednią rolę podczas tego całego zamieszania popularnie nazywanym "maseczką", tudzież alternatywną do niej "przyłbicą". Zdania na temat skuteczności noszenia maseczek są podzielone, obejmują całe spektrum poglądów, od jednej skrajności, jakoby było to całkowicie nieskuteczne, po drugą skrajność, jakoby dawały one pełne zabezpieczenie. My, czyli redakcja bloga prezentujemy opcję pośrednią, czyli maseczki chronią (noszącego oraz otoczenie), ale nie zawsze, nie wszędzie oraz nie każdego. Co więcej, to są sytuacje, gdy ich noszenie jest zupełnie pozbawione sensu. Ale wtedy, gdy trzeba jesteśmy za bezwzględnym ich używaniem, na sztywno. Jednak tym tematem zajmować się nie będziemy, ani na blogu, ani na forum pod tym postem. Skupimy uwagę na czymś zupełnie innym, dość aktualnym chwilowo:
Pierwsze maseczki pojawiły się na ulicy /czytaj: w przestrzeni publicznej/ zanim tak zwana "władza" przyjęła do wiadomości fakt zaistnienia epidemii. Potem sytuacja zaczęła się powoli rozwijać, ale kluczowym momentem było, gdy owa władza nie dość, że uznała stan faktyczny za stan faktyczny, to jeszcze nakazała noszenie wspomnianego sprzętu. To zaś zaowocowało wysypem maseczek na dziobach ludzkich. Co prawda nie wiadomo zbyt dokładnie, jakie motywacje kierowały tymi ludźmi, ale całe ich mnóstwo na pytanie "dlaczego?" odpowiadała: "bo takie jest zarządzenie". Płycizna umysłowa takiego uzasadnienia aż wali po oczach. Ale jeszcze zabawniej(?) było, gdy władza wbrew oczywistym faktom ogłosiła koniec epidemii, przy okazji znosząc nakaz noszenia maseczek. Tu już MN zamanifestowało się po całości, zaistniało beztroskie, niefrasobliwe "róbta co chceta", bynajmniej nie takie konstruktywne, pozytywne "robta co chceta", które Jurek Owsiak miał na myśli lansując to hasło. Tak to właśnie działa. Mentalnego niewolnika nie interesuje świat taki, jakim on jest, tylko taki, jaki mu władza narysuje, Taką fikcję postrzega jako realną faktyczną rzeczywistość. Być może ujrzy ją dopiero, gdy epidemia niedługo rozkręci się na nowo. Ale tylko być może...
Uwaga końcowa:
Ten post nie zajmuje się polityką, ani podziałami społecznymi na tle tejże. Co prawda więcej MN jest wśród zwolenników obecnie rządzącej neokomuny (PiS) albo brunatnego lewactwa (typu fani Konfederacji), ale wielu podobnych można spotkać także wśród ludzi o poglądach wolnościowych, takich jak na przykład wyborcy Wiosny, czy też Razem. Tak więc mimo pewnego luzu wypowiedzi obowiązującego na forum Kawiarni nie wydaje nam się zbytnio fajnym, gdyby ewentualna dyskusja obrała taki właśnie kierunek.
Niedawno była okazja zaobserwować wręcz wysyp MN podczas epidemii U07 COVID-19, która notabene wciąż trwa bez względu na to, jaki kit na ten temat wciska ludziom obecny reżim neokomuny. Nie będziemy tego jednak rozwijać, skupmy się jedynie na pewnym gadżecie, rekwizycie pełniącym niepoślednią rolę podczas tego całego zamieszania popularnie nazywanym "maseczką", tudzież alternatywną do niej "przyłbicą". Zdania na temat skuteczności noszenia maseczek są podzielone, obejmują całe spektrum poglądów, od jednej skrajności, jakoby było to całkowicie nieskuteczne, po drugą skrajność, jakoby dawały one pełne zabezpieczenie. My, czyli redakcja bloga prezentujemy opcję pośrednią, czyli maseczki chronią (noszącego oraz otoczenie), ale nie zawsze, nie wszędzie oraz nie każdego. Co więcej, to są sytuacje, gdy ich noszenie jest zupełnie pozbawione sensu. Ale wtedy, gdy trzeba jesteśmy za bezwzględnym ich używaniem, na sztywno. Jednak tym tematem zajmować się nie będziemy, ani na blogu, ani na forum pod tym postem. Skupimy uwagę na czymś zupełnie innym, dość aktualnym chwilowo:
Pierwsze maseczki pojawiły się na ulicy /czytaj: w przestrzeni publicznej/ zanim tak zwana "władza" przyjęła do wiadomości fakt zaistnienia epidemii. Potem sytuacja zaczęła się powoli rozwijać, ale kluczowym momentem było, gdy owa władza nie dość, że uznała stan faktyczny za stan faktyczny, to jeszcze nakazała noszenie wspomnianego sprzętu. To zaś zaowocowało wysypem maseczek na dziobach ludzkich. Co prawda nie wiadomo zbyt dokładnie, jakie motywacje kierowały tymi ludźmi, ale całe ich mnóstwo na pytanie "dlaczego?" odpowiadała: "bo takie jest zarządzenie". Płycizna umysłowa takiego uzasadnienia aż wali po oczach. Ale jeszcze zabawniej(?) było, gdy władza wbrew oczywistym faktom ogłosiła koniec epidemii, przy okazji znosząc nakaz noszenia maseczek. Tu już MN zamanifestowało się po całości, zaistniało beztroskie, niefrasobliwe "róbta co chceta", bynajmniej nie takie konstruktywne, pozytywne "robta co chceta", które Jurek Owsiak miał na myśli lansując to hasło. Tak to właśnie działa. Mentalnego niewolnika nie interesuje świat taki, jakim on jest, tylko taki, jaki mu władza narysuje, Taką fikcję postrzega jako realną faktyczną rzeczywistość. Być może ujrzy ją dopiero, gdy epidemia niedługo rozkręci się na nowo. Ale tylko być może...
Uwaga końcowa:
Ten post nie zajmuje się polityką, ani podziałami społecznymi na tle tejże. Co prawda więcej MN jest wśród zwolenników obecnie rządzącej neokomuny (PiS) albo brunatnego lewactwa (typu fani Konfederacji), ale wielu podobnych można spotkać także wśród ludzi o poglądach wolnościowych, takich jak na przykład wyborcy Wiosny, czy też Razem. Tak więc mimo pewnego luzu wypowiedzi obowiązującego na forum Kawiarni nie wydaje nam się zbytnio fajnym, gdyby ewentualna dyskusja obrała taki właśnie kierunek.