06 września 2017

JESZCZE KULKA NIE ZGINĘŁA

Klub "Koo Chia Poo" prezentował  się raczej dość skromnie na tle innych wypasionych gym i fitness clubów, w których ćwiczono przeróżne sztuki lub sporty walki. Nie był też za bardzo znany na mieście, także w kręgach karateckich i tym podobnych, więcej krążyło o nim mitów, niż prawdziwych informacji. Jednak opowieści o katorżniczych treningach, które tam miały miejsce nie mijały się z prawdą. Sporo mogłaby o tym powiedzieć Iza, która właśnie zmierzała na trening, by wykuwać swoje ciało i ducha w ogniu bólu i wyrzeczeń, którego nie mogły ugasić ani pot, ani łzy, ani krew. Tak już kilka lat to trwało, gdy mozolnie wspinała się od poziomu świeżaka, by wreszcie stać się jedną z "Orłów Wuja", elity klubu. Kim był Wujo? Był po prostu Wujem, który nie był zbyt miły, gdy ktoś się do niego zwracał per "sensei", "sabom", czy per jakiś inny fikuśny tytuł. Tolerował jedynie, gdy najmłodsi mówili doń "panie trenerze", ale oni niewiele mieli do tego okazji.
Do klubu wchodziło się od podwórka, zaś Iza, gdy skręcała w bramę z ulicy zawsze próbowała sobie, bez zbytniego skutku zresztą, policzyć ile razy ją przekraczała. Ileż to razy mijała skromną tablicę ze strzałką i nieco już wyblakłym napisem? Tak naprawdę, nie miało to dla niej znaczenia, zwłaszcza że będąc już na podwórku przestawała o tym myśleć. Jej umysł zmieniał tryb działania na "practice mode", reszta świata zeń znikała. Jeszcze tylko drzwi wejściowe, zaś za nimi jej nos chwytał znajomy zapach potu zmieszany z delikatną wonią kadzidełka sandałowego. Potem jeszcze drzwi do szatni, w której dwóch golasów akurat przestawało nimi być. Iza przywitała sie z nimi, po czym podeszłą do swojej szafki i już po chwili, na chwilę zresztą sama stała się takim golasem. Koedukacyjność szatni nie stanowiła tu żadnego problemu, szokowało to jedynie świeżaków, ale też jedynie na samym początku. Jeszcze tylko szybka wizyta w kibelku i nasza bohaterka dziarsko wkroczyła na główną salę. Pomieszczenie było dość przestronne, miało miejsce na ring, nieco przyrządów do ćwiczeń, trochę przestrzeni, na której asystent Wuja katował świeżaków, z sufitu zaś pod ścianą zwisały worki do obijania, jednym słowem było gdzie ćwiczyć, żadnego tłoku. Izie nie musiał nikt tłumaczyć, co ma robić, znała swój grafik na pamięć, jednak do dobrego tonu należało pójść do Wuja i o to zapytać. Bo nie zawsze odpowiedź brzmiała "rób swoje". Wujo siedział w swoim kantorku studiując uważnie fusy w szklance po herbacie.
- Ziemia do Wuja, co mam dziś robić?
Ten zaś spojrzał na nią z uśmiechem i rzekł:
- Cześć Iza, śliczna jak zwykle.
Dziewczyna zrobiła niewinną minkę i zatrzepotała rzęsami mówiąc:
- Och ten Wujo, jak on potrafi rozmawiać z kobietami.
Wujo jednak przeszedł do konkretów:
- Tyle pieszczot wystarczy, idź się teraz rozgrzej, zaraz do ciebie przyjdę, mam nową kombinację dla ciebie do przećwiczenia. Aha, czy jest już Adam i Tomek? Widziałaś ich po drodze?
- Tak, coś tam marudzą w szatni.
- Rozumiem, że mojej pedagogicznej porażki jeszcze nie ma?
- Jolka? Pewnie że nie. Utrwala porażkę rutynowym spóźnieniem.
- Tak sobie myślę, że ona po prostu lubi te karne pompki. A ty...
- Wiem. Do roboty!
Wychodząc z kantorka wpadła na Adama i Tomka...
Gdy kończyła rozgrzewkę ze swej nory wyłonił się Wujo. Najpierw podszedł do dwóch "średniaków" tłukących w worki, skorygował im techniki, potem zajrzał na "parkiet płaczu" ze świeżakami, potem do rozgrzewających się Adama i Tomka. Coś im tłumaczył chwilę i gestem wysłał na ring. Wreszcie dotarł do Izy i pokazał jej sekwencję ciosów i kopnięć do przećwiczenia. Tymczasem do sali wkroczyła Jola, zaś Wujo na jej widok wyłapał banana od ucha do ucha. Dziewczyna podeszła do niego:
- Ile?
- To ty mi powiedz ile. Jak będzie za mało to...
Tu Wujo zawiesił głos na chwilę, po czym:
- Nie, dziś się bawimy inaczej. Jedziesz dotąd, aż powiem że już.
- Rakarz!

Zanim Jola zabrała się do pompek, zdążyła pokazać Wujowi język...

Sala powoli pustoszała. Ktoś jeszcze leniwie tańczył z mopem po parkiecie płaczu, ktoś leniwie obijał worek tak, jakby nie chciał się z nim rozstać, jakichś dwóch świeżaków robiło sobie wzajemny masaż. Czwórka "Orłów Wuja" stała pod kantorkiem, za chwilę jednak weszli do środka. Wujo przerwał swoje ulubione zajęcie i odstawił na bok szklankę z fusami, której kontemplacją zajmował się nagminnie.
- No co tam moje orły?
- I orlice.
- Tak, tak Jolu genderolu i orlice. Jest tak, że jutro nie chcę was tu widzieć na oczy i żadnego ćwiczenia w domu. Ma być luz, relaks, słodkie leżenie bykiem, no, może odrobina spacerku. Za to pojutrze egzamin. Od razu mówię, że to nie będzie żaden turniej, czy zawody, na tym się już znacie nieźle. Pójdziecie do knajpy.
- Do knajpy to chyba po egzaminie?
- Adasiu, nie było przerywać. Ja mówię.
Cała czwórka popatrzyła na siebie niepewnie.
- Wiecie, gdzie jest pub "Narodowy"?
- Ja wiem, to niedaleko mnie. Tam się złażą naziole, kibole, skinole, całe tatałajstwo lewackie, oneery, wszechpolaczki i takie tam inne...
- Otóż to. Wybierzecie się tam wieczorem.
- Co mamy tam robić?
- Wejść i być. Reszta się już zadzieje sama.
- Aha. Po prostu mamy tam komuś spuścić łomot?
- Jolasiu, cukiereczku mój, jak ty mnie doskonale rozumiesz.
Męska część Orłów nie bardzo jednak rozumiała:
- No, ale...
- Komu konkretnie?
- Jakiś scenariusz?
- Żadnych scenariuszy. Scenariusz napisze życie.
Tu Wujo rzucił okiem na szklankę z fusami i dodał:
- Scenariusza nie będzie, scenografia to już sprawa właściciela knajpy, do was jedynie będzie należeć dobór kostiumów. Sikorki mają się ubrać, jakby się same prosiły o gwałt.
- Nikt mnie nigdy nie zgwałcił, ani z proszeniem, ani bez.
- Iza, nie niszcz mi obrazu inteligentnej kobiety.
- Ja ci to potem wytłumaczę.
- No tak, widzę, że Jolasia ma już bojowe kurwiki w oczach.
- Ale mnie też nikt nie zgwałcił.
- Może już pora?
- Tak, Tomuś Dowcipuś się odezwał. Sam się zgwałć mądralo.
- Teraz? Przy ludziach?
- Dobra dzieciaki, koniec bazaru. Pozostaje jeszcze sprawa kreacji dla panów. Tomek może włożyć cokolwiek, wystarczy że jest ciapaty.
- Jaki?
- To jest ich lewackie określenie twojej karnacji cery. Natomiast ty Adasiu, jako typ czysto aryjski ubierzesz się jak rasowy gej.
- Jak się ubierają geje? Rasowe do tego?
Tu całe towarzystwo ryknęło śmiechem. Byli jak w rodzinie, znali więc pewne swoje tajemnice. Na przykład seksualne gusta Adama. Gdy ucichło, Wujo skorygował:
- Fakt, źle to ująłem. Powinno być stereotypowe geje.
- Czyli różowy tiszert? Fe, toż to ohydne!
- Karateka nie narzeka!
- Jolka, prosisz się o gwałt!
Po tych jego słowach Jolasia błyskawicznie odwróciła się, zsunęła z pupy legginsy i wypięła do Adasia. Zaś Iza z Tomkiem zaczęli skandować:
- Jedziesz Adaś, jedziesz!
Wujo odwrócił się dusząc się i krztusząc ze śmiechu. Trochę to trwało, zanim doszedł do siebie, otarł łzy i oświadczył:
- Jolanto, twa zacna pupa nie licuje z powagą dojo.
Zacna pupa została jednak już odziana, zaś Wujo zreasumował:
- Sobota, osiemnasta, wchodzicie do Narodowego. Powtarzam specjalnie do wiadomości naszej punktualnej Jolanty, że OSIEMNASTA. Iza proszona jest o zero chichotu, gdy to mówię.
- A Wujo?
- Wy się już o Wuja nie martwcie, martwcie się o własne...
Tu wymownie spojrzał na Jolasię, która właśnie poprawiała garderobę.

Do pubu "Narodowy" powoli dreptał starszy pan z laseczką. Odziany był on w stylu "Gajowy Marucha", czyli w stary mundur kombatanta z kampanii wrześniowej, buty oficerki, zaś na głowie miał spłowiałą maciejówkę. Stojący na chodniku przy wejściu skini rozstąpili się bez słowa, zaś dziadek wszedł do środka. Podszedł do szynkwasu, zamówił kufel piwa, zapłacił, po czym usiadł przy pustym stoliku w najdalszym kącie sali. Upił tęgi łyk, mimicznie wyraził uznanie dla jakości trunku, rozsiadłszy się zaś wygodnie dyskretnie rozglądał się dookoła. Wystrój był nader ciekawy, stylizowany na monachijski Hofbräuhaus am Platzl. Tylko na ścianach wisiał Orzeł Biały, powstańcza "kotwica", replika bohomazu częstochowskiego, nad barem wielki krucyfiks, zaś nieco poniżej z boku stylowy zegar. Nie pasowała jednak do tego muzyka, która choć niezbyt głośna, mieszała się z gwarem rozmów i rechotliwego śmiechu gości. Po pewnym jednak czasie tandetne tożsamościowe disco polo zastąpił Sabaton, co niewątpliwie zmieniło klimat miejsca na stokroć bogatszy intelektualnie. Sami goście lokalu byli rozmaici, klasycznych, stereotypowych skinów nie było zbyt wielu, było za to nieco ludzi ubranych w tiszerty opacykowane w przeróżne motywy "narodowe". Kobiet było niewiele, ale one też były rozmaite. Oprócz typowych dla tego biotopu babonów, można było dojrzeć niczego sobie dupencje. Nie było jednak cycatych kelnerek, ale to już osobna sprawa.
Starszy pan nie zwracał zbytnio niczyjej uwagi, czasem tylko ktoś rzucił okiem. Na pewno nie były to spojrzenia wrogie ani ciekawskie. Raczej obojętne, choć niektóre mogły przejawiać znamiona dyskretnego szacunku. Minęło około godziny. Dziadek zdążył w tym czasie dopić piwo, zamówić następne, odwiedzić nader czystą toaletę, zaś wskazówki zegara powoli zaczęły tworzyć odcinek zorientowany pionowo do poziomu...
...po kwadransie zaś, tak z grubsza, utworzyły kąt prosty, po następnym, również z grubsza, dłuższa zaczęła pokrywać krótszą. Starszy pan studiował zawartość kufla, wreszcie po cichu zanucił:
- Jolka, Jolka, pamiętasz...
Po tych słowach drzwi wejściowe do pubu otworzyły się, zaś pan "Gajowy Marucha" wyjął smarkfona i wymaćkał go na "video mode"...

To nie mogło zadziałać, choć może warto było spróbować. Wujo zarządził spotkanie "u Chinola", czyli w przemiłej restauracji "Yem To Sam". Miało być na siedemnastą trzydzieści, jedynie Joli przekazał siedemnastą. Ona jednak wybrnęła z tego po swojemu przychodząc o osiemnastej. Karą było, że straciła przystawkę z meduzy, ale dla weganki taka kara jest raczej nagrodą. Po chwili nabożnej ciszy zagaił Wujo:
- No cóż moje orły... Tak tak, orlice też, Jolka cicho bądź. Egzamin zdany na piątkę plus, według starej skali. Co prawda Izka musiała opuścić raz gardę by oberwać w swój śliczny dziobek, ale kilka dni w ciemnych okularach urody jej nie ujmie. Reszta okay. Co było w tym wszystkim piękne, to wdzięk z jakim orlice zdejmowały szpilki.
- Bo ja w szpilkach nie lubię i nie umiem.
Tu Tomek mruknął półgębkiem:
- Bo ty w szpilkach nic nie umiesz, a zwłaszcza chodzić.
- Spokojnie dzieciaki, zanim rozwiniecie ten wątek rzućmy okiem na film. Tam jest jeden taki moment, którego za bardzo nie rozumiem.
Tu Wujo wyciągnął lapciaka z torby i gdy system się podniósł odpalił przegrany nań film. Przewinął prawie do końca i zatrzymał stopklatkę:
- Popatrzcie na tego grubego. Leży...
- Nie miał prawa nie leżeć!
- Cicho, wiem. Popatrzmy jednak dalej. Nasza piękna Iza siada mu na twarz.
- No co? Duszenie "koo chia poo", chyba nienaganne technicznie?
- Tak, tylko zobacz co się z nim potem dzieje? Tak jakoś nietypowo się dławi, tak po przyduszeniu normalny człowiek nie reaguje, a że kiecka przysłoniła wszystko, to nie wiadomo, co się stało.
- To nie jest normalny człowiek, to lewak narodowy.
- Zamknij się Adasiu, Izka kontynuuj.
- Po prostu byłam bez majtek. Dla wygody.
- To nadal nic nie wyjaśnia.
- Ojej, Wujo to musi być taki dociekliwy. Kulki gejszy mi wypadły.
- No, to sprawa wyjaśniona.
- Nie bardzo. Nie odzyskałam tych kulek.
- Kupimy ci drugie. Możemy nawet wsadzić.
To zaproponował Tomek, który dotąd siedział cicho.
- Kulka kulce nierówna.
Ta rezolutna uwaga Joli nie zbiła go z pantałyku:
- Kulka jest okrągła, a dziury są dwie.
- Kulki też są dwie idioto.
Ta walkę dharmy przerwała kelnerka, która jak na chińską knajpę przystało, była rodowitą Ukrainką. Trenując akcent spytała:
- Kula na otlo dlja kawo?
- Miała być kaćka.
Wujo wkroczył do akcji:
- Niech będzie i królik, drób to drób. 
Tu nie sposób przyznać racji, zwłaszcza że czeka nas czas łosia.
Albo innego szakala, złocistego zresztą.
 
Właściwie to powinien być już koniec tej opowieści, ale problem w tym, że to jeszcze nie jest koniec. Bo jakiś tydzień, może dwa później do klubu "Koo Chia Poo" wmaszerowało narodowym krokiem dwóch kolesi. Jeden wyglądał tak japiszonowato, aczkolwiek inteligentnie, drugi zaś to typowy burak naziolski. Pora była wczesna, sala pustawa, ktoś tam tylko pod ścianą tłukł w worek. Przybysze znanym tylko im sposobem znaleźli drogę do kantorka. Tam akurat siedział Wujo, który dopijając herbatę, ustalał strategię kontemplowania fusów, gdy już ją dopije.
- Dzień dobry.
- Jak słyszę, zna dzień dobry to niech wejdzie i usiądzie. Fizyczny czeka za drzwiami, niech idzie sobie na salę, niech się nie nudzi, niech sobie powali w worek na koszt firmy. W czym mogę pomóc?
- Bo widzi pan, zaistniała taka sytuacja, że był zamach.
- Okay, ale kto mnie informuje o tym zamachu?
- Sorry, nie przedstawiłem się. Jestem właścicielem pubu "Narodowy".
- Znam. Macie niezłe piwo.
- Kraftowe.
- Tylko klientela jest do dupy. Niewarta wcale tego piwa. Ale do rzeczy, o co się zasadniczo i centralnie rozchodzi?
- Bo u nas był zamach.
- Herbaty? Japońskiej, czy chińskiej?
- Nie, dziękuję. To był zamach terrorystyczny.
- Czytałem o wybryku chuligańskim, ale może nie tam czytałem.
- To musiał być akt terroru, bo widziano wśród nich uchodźcę.
- Nadal jednak nie pojmuję, dlaczego pan tu jest.
- Bo robimy remont.
- Ale my się tym nie zajmujemy.
- Po remoncie zdecydowałem zatrudnić ochronę.
- Również pomyłka w adresie, to nie jest agencja ochroniarska.
- No tak, ale mówią na mieście...
- Ileż to rzeczy mówią na mieście.
- Mówią, że jesteście dobrzy.
- To mi akurat pochlebia. Takie jest założenie tego klubu. Wie pan co znaczy dojo po japońsku? To język taki, jakby co.
- Nie wiem.
- Dojo to miejsce, gdzie człowiek staje się dobry. Ale może przyspieszmy temat, bo mam jeszcze sporo ważnych zajęć.
Tu Wujo spojrzał na niedopitą herbatę z jej wspaniałymi fusami.
- Chce pan nam zaproponować pracę? Tak?
- Tak.
- Na posadzie ochrony przed terroryzmem. Tak?
- Tak.
- To ja panu mówię już, że pana nie stać.
- O jakich sumach mówimy?
- Problem w tym, że to nie jest kwestia pieniędzy.
- Nie rozumiem.
- Wiem. Spytam wprost. Lubi pan swoich klientów?
- Szczerze? Chyba nie za bardzo.
- To chyba się zaczynamy dogadywać.
...
Dogadali się. Długo by o tym opowiadać, ale już po roku pub "Narodowy" zmienił nazwę na "Normalny" i zmienił się wystrój sali. Muzyka też, poza Sabatonem, to akurat zostało. Piwo /kraftowe!/ też się nie zmieniło, nawet jest jakby nieco lepsze. Lewaki narodowe nie mają tam wjazdu, chyba że się zachowują. Co poniektórzy zresztą zaczęli trenować w "Koo Chia Poo", po czym stali się dobrymi ludźmi. Stał się nim także gruby skin, ten co go przysiadła kiedyś Iza. Tyle, że nie jest on już gruby, nie jest też skinem, ani żadnym innym naziolem. Kulki Izy zaś nie zginęły, być może się nieco wytarły, ale co ona z nimi robi sama lub pospołu z owym byłym grubym skinem, niech skryje zasłona prywatności.

13 sierpnia 2017

2 in 1: edukacja plus promocja (post prospołeczny)

Lato to taka pora, gdy raczej nie można ode mnie oczekiwać zbyt wielkiej aktywności twórczej na własnym blogu. Aby jednak nie wziął i nie zarósł on pleśnią lub pajęczyną niegłupio wydaje się czasem coś opubliczyć.
Tedy więc...

CZĘŚĆ PIERWSZA (edukacyjna):
Dlaczego marihuana jest nielegalna?
/przedruk z "Super Trawka - portal konopny"/

Marihuana przynosi wiele korzyści, leczy choroby związane z układem krwionośnym, odpornościowym i nerwowym, a nawet może leczyć raka. Już są odpowiednie badania naukowe na ten temat. Dodatkowo nie wywołuje szkodliwych działań w organizmie, w przeciwieństwie do innych środków odurzających sprzedawanych w sklepach, takich jak papierosy i alkohol, jest nawet zdrowsza od tego, co dostajemy w marketach – zmodyfikowanej żywności pełnej chemicznych polepszaczy i konserwantów. Dlaczego w takim razie jest zakazana? Dlaczego nie można jej kupić w każdym kiosku, tak jak chociażby papierosów?
Cofnijmy się o prawie wiek
Logicznie myśląc, najprościej uznać, że naukowcy dokładnie zbadali marihuanę i wspólnie doszli do wniosku, działając w interesie całej ludzkości, że marihuana jest szkodliwa i powinno się jej zakazać. Tak jednak nie było, a marihuana stałą się oficjalnie zakazana już w 1930 roku. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie zawarte w tytule, cofnijmy się do tego czasu.
Jest rok 1929, Harry Anslinger objął stanowisko szefa Departamentu Prohibicji w Waszyngtonie. Były to czasy prohibicji, która wiemy jak się skończyła. Alkohol miał zniknąć z życia ludzi, a stało się jeszcze gorzej. Był znacznie popularniejszy, tańszy i bardziej dostępny. Zmieniło się jedynie to, że jego rozprowadzaniem i zbieraniem pieniędzy zajmowała się mafia a nie rząd.
Prohibicja alkoholowa została zatem zakończona i okazałą się wielką porażką. Co zatem z Departamentem Prohibicji w Waszyngtonie? Tyle ludzi nagle miałoby stracić pracę? No właściwe, co się wtedy stało? Szef departamentu zaczął szukać nowej misji – nowego celu i zarazem powodu, dla którego departament mógłby istnieć i działać dalej.
Padło na marihuanę
Harry Anslinger zaczął głosić tezy, że popularna i jak sądzono nieszkodliwa marihuana, może zmienić człowieka w potwora. Rozpowszechniał swoje twierdzenia, jakoby marihuana miała odbierać rozum i prowadzić do trwałej niepoczytalności, a nawet śmierci.
Harry Anslinger dał się w szczególności pochłonąć obsesji na temat jednego przypadku. Na Florydzie chłopiec imieniem Victor Lacata zarąbał swoją rodzinę na śmierć siekierą. Przypadek został nagłośniony, a rodzice w całym USA byli przerażeni. Harry Anslinger zwalił winę za ten brutalny czyn nie na otoczenie i chorobę nastolatka, a właśnie na marihuanę. Co ciekawe, nikt nawet nie wspomniał o tym, że nastolatek był pod jej wpływem. Psychiatrzy nastoletniego mordercy nie wspominali o tym słowa w swoich raportach, wspominali natomiast fakt, że w jego rodzinie występowały liczne przypadki chorób psychicznych. Ciekawe prawda?
Medyczne dowody na szkodliwe działanie marihuany
Spytacie, co wtedy sądził świat nauki o marihuanie? Był zdania, że nie jest szkodliwa. Harry Anslinger zlecił badania 30 niezależnym naukowcom z całego świata i aż 29 jasno stwierdziło, że nie ma żadnego zagrożenia.
Oczywiście Anslinger zaakceptował tylko jedno z badań. Nie zgadniecie które. Oczywiście rozpowszechniono badania jednego z 30 naukowców, który stwierdził, że marihuana może powodować zmiany psychicznie u ludzi.
Media podłapały temat
Media szybko powiązały wyniki badań „potwierdzające” szkodliwość marihuany z przypadkiem brutalnej serii mordów na Florydzie i panice, która ogarnęła USA, marihuana została błyskawicznie zakazana. Inne kraje poszły wzorem „mądrzejszego” i również wydały podobne zakazy.
Oczywiście nie wszystkie kraje się z tym zgadzały. Dla przykładu Meksyk zlecił badania własnym lekarzom, którzy także stwierdzili, że nie widzą zagrożenia w konopi indyjskiej, nie było więc powodu do niepokoju, a tym bardziej potrzeby zakazu i utworzenia jednostki do walki z nią.
Meksyk się wyłamał
Władze USA nie były zadowolone z tego, że ich najbliższy sąsiad nie zgadza się z ich polityką. Obawiano się, że obywatele USA będą częstymi gośćmi w Meksyku – w kraju, w którym marihuana jest legalna oraz tego, że będą z niej przemycać „nielegalne narkotyki”.
Jak postąpiły władze USA? Dopuściły się szantażu. Do Meksyku szybko zostały wstrzymane dostawy środków przeciwbólowych. Kiedy pacjenci w meksykańskich szpitalach umierali w bólu, wtedy władze Meksyku również zgodziły się zakaz marihuany.
Lekarze przez lata bronili marihuany
Wielu lekarzy przez lata usilnie próbowało odmienić sytuację. Przeprowadzali własne badania, które „oczyszczały marihuanę z zarzutów”. Niestety było już za późno. Ludzie szybko przyjęli fakt, że marihuana jest szkodliwa, a rząd był głuchy na zdanie lekarzy.
Dziś większość świata wciąż boryka się z dotyczącymi marihuany zakazami, które wprowadził Harry Anslinger.
Chyba już czas obalić ten mit? W USA, w kraju, w który ten mit stworzył dzieje się to na naszych oczach. A co z innymi krajami?
A co z Polską? (dopisek redakcji)...
/link do Super Trawka: ===TU=== oraz na szpalcie bocznej bloga/

CZĘŚĆ DRUGA (promocyjna):
Promocja związana jest z faktem, że część polskich lekarzy nie zapomniała, co to jest HONOR, co to jest ETOS zawodu lekarza oraz wciąż pamięta, co to jest SZACUNEK dla życia, a szczególnie zaś dla życia kobiety. Aby /mimo utrudnień prawnych tworzonych przez reżim podłej zmiany/ móc godnie realizować misję pomagania ludziom podczas wykonywania swojej pracy zawiązali oni inicjatywę "LEKARZE KOBIETOM". Więcej informacji pod tym linkiem ===TU===, który również znajduje się na szpalcie bocznej bloga.
======
Część muzyczną dedykujemy lekarzom "klauzulowym":