Karnawał kojarzy nam się z imprezowaniem, zaś imprezom często - gęsto towarzyszy popularny, wręcz najpopularniejszy narkotyk, czyli alkohol, dostępny w punktach dilerskich, a te punkty są w co drugim sklepie. Rzecz jasna nie musi towarzyszyć, ale skoro już jest, to jest. Faktem zaś empirycznie stwierdzonym jest, że jeśli oprócz tego narkotyku obecne jest zioło, to większa jest szansa na to, że zabawa przebiegnie kulturalniej i nie zakończy się jakimś syfem. Stare, sprawdzone przysłowie mówi iż: "Kto jara ziele - chla niewiele", a kto chla niewiele, ten jest mniej skłonny narobić jakiegoś gnoju, niż taki ktoś, kto chla za dużo. Tu trzeba jednak zastrzec, że jest to prawidło statystyczne, więc pojedyncze przykłady, które tego nie potwierdzają niczego nie dowodzą.
To oczywiście nie oznacza, by kogokolwiek zachęcać do używania zioła. Jest to tylko informacja, na których imprezach można czuć się bezpieczniej, a na których nieco mniej. Tylko tyle, nic więcej.
To był wstęp, zagajenie kierunkujące, pora na główną część:
Pan poseł Piotr Marzec zasługuje na mój spory szacun za swoją działalność, zaś jego znajomości tematu MJ zaprzeczyć nie ma sposobu. Mówi on przeważnie z sensem, ale coś mi zazgrzytało niedawno. Cytuję /wycinając fragmenty nieistotne/:
"Użytkownik zwykły, rekreacyjny jakoś sobie radzi, lepiej lub gorzej, ale sobie radzi, natomiast najbardziej poszkodowanymi są ludzie chorzy, więc najistotniejszym elementem jest zapewnienie leku dla pacjentów i skupienie się na rynku ludzi chorych"
Nie sposób odmówić słuszności tej wypowiedzi, bez względu na to, czy jest ona wyrwana z kontekstu, czy w jego całości osadzona. Więc gdzie tu zgrzyt? Bynajmniej nie w tym "lepiej lub gorzej", tylko nieco gdzie indziej. Otóż sprawa jest taka, że ewentualna, ta przyszła, która prędzej, czy później nastąpi, legalizacja ziela REKREACYJNEGO wcale nie ma na celu zwiększenia komfortu użytkowników "zwykłych, rekreacyjnych". Tak się tylko wydaje burakom przeciwnym legalizacji. De facto bowiem będzie to jedynie efekt uboczny, a celem jej głównym jest komfort, bezpieczeństwo całego społeczeństwa, także tych ludzi, którzy ziela nie używają wcale, którym nawet cień myśli o tym nie pojawia się w umyśle. Celem jest zmniejszenie szkód powstałych jako efekt nadużywania narkotyków, włącznie z tym legalnym, najpopularniejszym, "jedynym słusznym" dla niektórych.
Jak to będzie działać? Kwestia alkoholu została już z grubsza wyjaśniona na samym wstępie. Dlaczego tak jest, że większe upowszechnienie ziela spowoduje mniejszy popyt na wspomniany narkotyk? Nie wiem. Zapewne profesor Vetulani potrafiłby to wyjaśnić, ale niestety już Go nie ma. Zaś ja za mało się znam na niuansach neurologii. Wiem tylko, że tak właśnie jest, a wielu dawnych lub obecnych imprezowiczów śmiało to potwierdzi. To oczywiście nie oznacza, że po legalizacji MJ stare pijusy zmienią obiekt swojej pasji z narkotyku na ziele. To tak akurat nie zadziała. Ale wielu ewentualnych pijusów w przyszłości się nimi nie stanie.
Chociaż... Akurat znałem taki przypadek, że kiedyś pewien budowlaniec wylansował zioło wśród starszych kolegów w pracy, ostrych moczymordów zresztą. Niektórym się spodobało i choć rytuał "zdrowie na budowie" nadal był praktykowany, to po robocie zamiast się nachlać woleli wypalić jointa i grzecznie pójść do domu. Ich żony zapewne też były pozytywnie zaskoczone taką odmianą funkcjonowania małżonków.
Co do innych narkotyków, to mechanizm jest prosty. Wielu jest takich, którzy to zamiast szukać mocnych wrażeń, pospolitować się z pokątnymi dilerami, często zaś stać się ofiarą przekrętu lub wplątać się w jakąś kryminalną akcję, woli pójść do coffee shopu, zajarać w spokoju porządny, nie rasowany materiał, bez żadnego ryzyka, bez żadnych gównianych skutków. Tak jest w Holandii, gdzie odsetek ćpunów jest najmniejszy w Europie. Ale tu rzecz jasna znowu trzeba uczciwie postawić sprawę, że to nie załatwia problemu do końca, bo dla co poniektórych zioło to za mało, albo wcale żadna atrakcja, tedy wybiorą narkotyk, do tego jeszcze sporo. Niemniej jednak redukcja ilości ryzykownych zachowań jest i o to właśnie w tym wszystkim chodzi.
Kolej teraz na nieco demagogicznej manipulacji w postaci dwóch pytań. Można ich postawić o wiele więcej, ale to już chyba by było nudne. Tedy więc:
Czy fajnie jest słuchać pijackich wrzasków dobiegających z ulicy lub zza ściany, a w sklepie oglądać sąsiadkę, jej twarz obitą przez męża ochlapusa? Czy fajnie jest iść ulicą ze świadomością, że może zaczepić, okraść, napaść jakiś ćpun, któremu brakuje na kolejną działkę towaru?
Nie trzeba od razu odpowiadać. Ale są przesłanki, które wskazują na to, że jeśli ktoś jest przeciwnikiem legalizacji ziela, to zaiste postrzega te sytuacje jako wyjątkowo przemiłe. Albo ma już tak zakuty, zabetonowany łeb, że może sobie darować jakiekolwiek próby tworzenia odpowiedzi.
...
Appendix na temat ziela medycznego i nie tylko
Cytat inspirujący posta jest wyrwany z szerszego kontekstu, który zajmuje się innym tematem, niż powyższy tekst, jednak wart jest ów kontekst, aby Kawiarnia zapoznała się z nim, tedy zapraszam do tego zapoznania się: ===TU===
Tak, uważam, że "medical MJ" i "common MJ" /innymi słowy: "ziele rekreacyjne"/ to dwie osobne kwestie. Oczywiście łączy je fakt, że dotyczą one tej samej pięknej roślinki, a także to, że owo "medical" odkłamuje wizerunek MJ, tworzony od około wieku przez durnych polityków, tudzież jeszcze durniejsze media. Efekty tego tworzenia są wręcz tragiczne, ale o tym wspomnę może za chwilę. Natomiast istotne jest, aby podczas tego godnego pochwały procesu, mającego ułatwić chorym dostęp do leków z konopi, nie zafiksować się na tym, nie zgubić po drodze tematu "common". Nielegalność zioła wciąż zbiera swoje makabryczne żniwo. Ostatni przykład to trzy zgony na Śląsku po zażyciu dopalaczy. Pozornie nie widać tu żadnego związku, ale tak naprawdę takie zgony to jest jedna z dalszych konsekwencji tej nielegalności.
Na koniec może jeszcze fragmencik wypowiedzi pana posła Piotra Marca, również wyrwany z tego samego kontekstu:
"Myślałem, że się to da zrobić na zasadzie wyrzucenia tego /MJ - przyp. PK/ ze spisu narkotyków i tym sposobem mielibyśmy pełną legalną, ale okazało się, że beton jest na tyle mocny w Unii Europejskiej, że chcą przeprowadzić proces dziesięcioletni"
Dokładnie tak, bo uparte trzymanie zioła w tym spisie narkotyków, do tego nielegalnych, to zaiste jest kompletny absurd. Tedy życzmy takim sensownym ludziom, jak pan Piotr, z okazji Karnawału lub bez żadnej okazji, aby ten beton skruszyli szybciej, przed upływem tych dziesięciu lat. Zaś naszą rolą jest edukować otoczenie, aby ci ludzie mieli coraz większe wsparcie.
