Dysonans poznawczy to jest takie uczucie, przeważnie niezbyt miłe, którego człowiek doznaje, gdy jego iluzja tego, jak ma być spotyka to, co jest. Anita oprócz czarów uprawia także zen. Zen jako taki nie ma żadnego celu, są tylko skutki uboczne praktyki tegoż, zaś jednym z nich jest nieraz to, że rzadziej tworzymy sobie iluzje, więc rzadziej doświadczamy owego dysonansu. Tak też ma Anita, tym razem jednak doznała go, gdy zobaczyła coś, czego na pewno się nie spodziewała. Za sprawą jednak innego skutku ubocznego zen szybko się ogarnęła, po czym sięgnęła po telefon, który jak sama nazwa wskazuje służy też do robienia fotek. Po kilku zaś minutach podeszła do ławki, na której siedział Borek konwersujący z Ośką, a na jej widok zapytał:
- No, i co tam się dzieje? Co tam jest?
- Tam nic nie jest.
- Jak to?
- W pewnym sensie. Idź sobie zresztą sam zobacz. Fotki zrobiłam, jakby co, żeby nie było, ale co na żywo, to na żywo. Ma dupa nogi? A ja tu posiedzę z małą. Odstresuję się trochę.
- Aha, czyli ma być stres?
- Oj, nie marudź już mi tu.
Więc Borek poszedł i zobaczył. Oraz nie zobaczył. Nie zobaczył przede wszystkim głazu na swoim miejscu. Głaz jednak nie zniknął, tylko był parę metrów dalej. Leżał w nieco innej pozycji, niż dotychczas, niejako na swoim boku. Na swoim miejscu nie mógł zresztą przebywać, bo tego miejsca nie było. Zamiast niego ział wielki dół, dziura, wyrwa w terenie. Aczkolwiek nie czeluść, bo gdy tata Ośki wychylił się, aby zerknąć głębiej dno było widoczne.
- No, i co ty sobie o tym myślisz?
Spytała Anita, gdy Borek wrócił do ławeczki.
- Co myślę? Myślę, że Kalenusjanie przylecieli i buchnęli grubą próbkę gruntu do badań. Takim wysięgnikiem jakimś odgórnym podsiębiernym. Bo innego pomysła na tą sytuację nie mam.
Anita uniosła brwi, ale zanim otworzyła usta usłyszała:
- Bo zobacz sama jak to wygląda. To nie jest lej po bombie, czy jakimś meteorze, to nie jest krater jak po wybuchu od środka.
- A czemu tak?
- A temu tak, że nie ma zwałów ziemi dookoła. Są tylko jakieś rozbryzgi darni, nic poza tym. Tam brakuje kilku dobrych wywrotek gleby do równego rachunku, jakieś dwa kontenery najmarniej. Ludzie tego nie wykopali i nie wywieźli. Bo niby kiedy? A śladów też żadnych nie ma. Czyli wzięło i znikło, jak rower spod sklepu.
- Ale nie patrz tak teraz na mnie. Myśmy tego nie zniknęły, tak magia realna nie działa. Tak znikają tylko słonie ze sceny. Kwestia tylko dobrej zapadni. Tu jakoś nie widać żadnej zapadni.
- Czekaj Pupcia. To co wyście właściwie uczarowały?
- Ekran, zaporę dla mocy pod kamieniem. I ten ekran jest, czyli zaklęcie wyszło dobrze. Tylko, że tej mocy już tam nie ma. A tego w planie nie było.
- Wyślij może te fotki Miśkowi. On to lepiej rozkmini.
- A co ja teraz robię? Przecież pizzy nie zamawiam.
Bo Anita gadając z Borkiem szmyrała też palcem po telefonie.
Fotki zostały wysłane także czwórce pozostałych wiedźm, po czym temat został podjęty następnego dnia w Pleciudze. Bo to czwartek akurat był. Kompletu jeszcze nie było przy stoliku, brakowało Roxy, ale Mala zdążyła już powiedzieć swoje:
- Byłam tam dziś rano. Akurat kogoś wyciągali z tego dołu.
- Aha, czyli nie upilnowali terenu jak trzeba i jakiś pijaczek zdążył już tam wpaść po nocy.
Wtrąciła Malina, co skomentowała Kaśka:
- Było nie chlać i patrzeć pod nogi.
Ale Mala kontynuowała dalej:
- To się po prostu nie da wykopać takiego dołu, wywieźć ziemi i nie zostawić śladów. I to tak szybko. Coś ostatnio wiem na ten temat.
- Skąd wiesz? Na uczelni to masz?
Spytała szybko Anita skupiona do tej pory na trzymanej na rękach Ośce spożywającej posiłek. Ale odpowiedziała nagle Kaśka:
- Nie na uczelni. Budujemy nowy budynek klubowy. Jesteśmy na etapie fundamentów, prac ziemnych, a Młoda to nadzoruje. To musi się orientować w temacie.
- Tam nie było żadnych prac ziemnych.
Zabrała nagle głos Roxy, która nagle zjawiła się przy stoliku i która moszcząc się na krzesełku dodała uzupełniająco:
- Już wszystko wiem, Misiek mi to wyjaśnił. Fachowo.
- To co tam kurwa było?
Spytała Malina, na co zareagowała Anita.
- Lalka, dziecko je. Je, słucha i uczy się. A potem, jak nabluzga pani w szkole to będzie na mnie. Że z mlekiem matki wyssane.
- Jakie ciotki, takie siostrzenice.
Wtrąciła Kaśka, po czym dodała:
- No dobrze, to co tam było bez kurwy?
- Co tam było? Tam nic nie było.
Odparła Roxy, na co znowu zareagowała Anita:
- Tyle to ja już wczoraj widziałam. Znaczy nie widziałam.
- Ty widziałaś co było potem, a Misiek wyjaśnił, co było przedtem. Nie, czekajcie, to nie chodzi o to, że wcale nic nie było, tylko że ziemi nie było. Ale było coś innego.
- To co w końcu było?
- Bąbel.
- Co?
- Bąbel. Bańka. Pęcherz taki.
- Jaki znowu pęcherz?
Nastała chwila ciszy, wreszcie odezwała się Mala.
- Chyba już rozumiem.
Co rozumiała Mala? Jej zdaniem, do tego chyba.
O tym w następnej, chyba już ostatniej części.
- No, i co tam się dzieje? Co tam jest?
- Tam nic nie jest.
- Jak to?
- W pewnym sensie. Idź sobie zresztą sam zobacz. Fotki zrobiłam, jakby co, żeby nie było, ale co na żywo, to na żywo. Ma dupa nogi? A ja tu posiedzę z małą. Odstresuję się trochę.
- Aha, czyli ma być stres?
- Oj, nie marudź już mi tu.
Więc Borek poszedł i zobaczył. Oraz nie zobaczył. Nie zobaczył przede wszystkim głazu na swoim miejscu. Głaz jednak nie zniknął, tylko był parę metrów dalej. Leżał w nieco innej pozycji, niż dotychczas, niejako na swoim boku. Na swoim miejscu nie mógł zresztą przebywać, bo tego miejsca nie było. Zamiast niego ział wielki dół, dziura, wyrwa w terenie. Aczkolwiek nie czeluść, bo gdy tata Ośki wychylił się, aby zerknąć głębiej dno było widoczne.
- No, i co ty sobie o tym myślisz?
Spytała Anita, gdy Borek wrócił do ławeczki.
- Co myślę? Myślę, że Kalenusjanie przylecieli i buchnęli grubą próbkę gruntu do badań. Takim wysięgnikiem jakimś odgórnym podsiębiernym. Bo innego pomysła na tą sytuację nie mam.
Anita uniosła brwi, ale zanim otworzyła usta usłyszała:
- Bo zobacz sama jak to wygląda. To nie jest lej po bombie, czy jakimś meteorze, to nie jest krater jak po wybuchu od środka.
- A czemu tak?
- A temu tak, że nie ma zwałów ziemi dookoła. Są tylko jakieś rozbryzgi darni, nic poza tym. Tam brakuje kilku dobrych wywrotek gleby do równego rachunku, jakieś dwa kontenery najmarniej. Ludzie tego nie wykopali i nie wywieźli. Bo niby kiedy? A śladów też żadnych nie ma. Czyli wzięło i znikło, jak rower spod sklepu.
- Ale nie patrz tak teraz na mnie. Myśmy tego nie zniknęły, tak magia realna nie działa. Tak znikają tylko słonie ze sceny. Kwestia tylko dobrej zapadni. Tu jakoś nie widać żadnej zapadni.
- Czekaj Pupcia. To co wyście właściwie uczarowały?
- Ekran, zaporę dla mocy pod kamieniem. I ten ekran jest, czyli zaklęcie wyszło dobrze. Tylko, że tej mocy już tam nie ma. A tego w planie nie było.
- Wyślij może te fotki Miśkowi. On to lepiej rozkmini.
- A co ja teraz robię? Przecież pizzy nie zamawiam.
Bo Anita gadając z Borkiem szmyrała też palcem po telefonie.
Fotki zostały wysłane także czwórce pozostałych wiedźm, po czym temat został podjęty następnego dnia w Pleciudze. Bo to czwartek akurat był. Kompletu jeszcze nie było przy stoliku, brakowało Roxy, ale Mala zdążyła już powiedzieć swoje:
- Byłam tam dziś rano. Akurat kogoś wyciągali z tego dołu.
- Aha, czyli nie upilnowali terenu jak trzeba i jakiś pijaczek zdążył już tam wpaść po nocy.
Wtrąciła Malina, co skomentowała Kaśka:
- Było nie chlać i patrzeć pod nogi.
Ale Mala kontynuowała dalej:
- To się po prostu nie da wykopać takiego dołu, wywieźć ziemi i nie zostawić śladów. I to tak szybko. Coś ostatnio wiem na ten temat.
- Skąd wiesz? Na uczelni to masz?
Spytała szybko Anita skupiona do tej pory na trzymanej na rękach Ośce spożywającej posiłek. Ale odpowiedziała nagle Kaśka:
- Nie na uczelni. Budujemy nowy budynek klubowy. Jesteśmy na etapie fundamentów, prac ziemnych, a Młoda to nadzoruje. To musi się orientować w temacie.
- Tam nie było żadnych prac ziemnych.
Zabrała nagle głos Roxy, która nagle zjawiła się przy stoliku i która moszcząc się na krzesełku dodała uzupełniająco:
- Już wszystko wiem, Misiek mi to wyjaśnił. Fachowo.
- To co tam kurwa było?
Spytała Malina, na co zareagowała Anita.
- Lalka, dziecko je. Je, słucha i uczy się. A potem, jak nabluzga pani w szkole to będzie na mnie. Że z mlekiem matki wyssane.
- Jakie ciotki, takie siostrzenice.
Wtrąciła Kaśka, po czym dodała:
- No dobrze, to co tam było bez kurwy?
- Co tam było? Tam nic nie było.
Odparła Roxy, na co znowu zareagowała Anita:
- Tyle to ja już wczoraj widziałam. Znaczy nie widziałam.
- Ty widziałaś co było potem, a Misiek wyjaśnił, co było przedtem. Nie, czekajcie, to nie chodzi o to, że wcale nic nie było, tylko że ziemi nie było. Ale było coś innego.
- To co w końcu było?
- Bąbel.
- Co?
- Bąbel. Bańka. Pęcherz taki.
- Jaki znowu pęcherz?
Nastała chwila ciszy, wreszcie odezwała się Mala.
- Chyba już rozumiem.
Co rozumiała Mala? Jej zdaniem, do tego chyba.
O tym w następnej, chyba już ostatniej części.
O widzisz, takie coś zdarza się u nas , bo zapadliska pokopalniane bywają, pewnie i tutaj się zapadło, a pod głazem nie było widać lub to właz do schronu, na czasie jakby...
OdpowiedzUsuńgłaz się nie zapadł, ale można uznać, że prawie wszystko już wyjaśnione, choć nie tak może jeszcze do końca...
UsuńNiektóre rzeczy rozumiemy szybciej a niektóre wolniej.
OdpowiedzUsuń