- Jedyny kłopot, jakiego doświadczam z Miśkiem, to nie mogę nauczyć się rozróżniać, kiedy on udaje, że jest głupi, żeby zmylić czujność innych, kiedy udaje, że jest głupi, bo nie chce mu się rozumować i chce, żeby robił to ktoś za niego, kiedy udaje, że jest potwornie głupi, żeby ukryć fakt, że rzeczywiście nie sensuje, co się dzieje, a kiedy jest naprawdę autentycznie głupi.
Anita spojrzała na Roxy przeciągle i odparła:
- Z tego, co mi nieraz opowiadasz, to mi wychodzi, że on wcale nie jest głupi. Chyba mój Borek nie jest aż tak pomysłowy w tych sprawach, co on. Tylko żeby nie było. Ja etap ultra fikuśności mam już za sobą. To, co jest mi wystarcza. A ty wiesz, że ja się z nim umówiłam ostatnio?
- Z Borkiem? Na co się umówiłaś?
- No jak z Borkiem? O twoim Miśku mówimy.
- Przecież on się nie umawia z innymi dupami.
- Więc ja też się z nim nie umówiłam jako inna dupa, tylko jako jego koleżanka, najlepsza kumpela jego dupy. I wcale nie w tych sprawach, co ty teraz sobie myślisz.
- No, ja myślę. Ups, sorry, ja jestem pewna, że nie w tych. Tylko mam dwa pytania. Co to za nie te sprawy i czemu ja o tym nic nie wiem do tej pory?
- Bo ci nie zdążył powiedzieć. Dzwoniłam do niego ze dwie, trzy godziny temu dopiero co. A te sprawy są takie, że jest geologiem zawodowo, tak?
- Tak. Przecież wiem, z czego dorzuca na nasze rachunki.
- I jest też geomantą przy okazji, tak?
- Tylko teoretykiem, przecież nie jest magiem.
- Ale tylko tyle mi trzeba. Stronę magiczną ogarnę sobie sama. Ty mi zresztą pomożesz. Tak, Wiewióro wredna? Pomożecie?
- No pewnie. Tylko jeszcze nie wiem, w czym. I na damski chuj ci geomanta do tego wszystkiego? Tego akurat nie ogarniam.
- To słuchaj teraz uważnie, wtedy ogarniesz...
Teraz zróbmy tak, że ze względów pragmatycznych zamiast cytować cały dialog zbriefujemy jedynie pokrótce opowieść Anity. Ale zacznijmy może najpierw od tego, że tytułowy park to jest za mocno powiedziane. To raczej taki mocno przerośnięty skwer, który mieści się na dzielni o zabudowie jednorodzinnej, gdzie mieszka właśnie Anita, Falibor oraz od niedawna owoc ich miłości imieniem Stella Oktawia, dla swoich Ośka. Ten skwer to ulubiony spacerniak, taki wózkodrom miejscowych mamusiek, czy też tatuśków oraz ławeczniak okolicznego seniorstwa emerytalnego. Bardzo czyste, zadbane miejsce zresztą. Gdy nadszedł czas, aby zacząć przewietrzać Ośkę, Anita wybrała ten właśnie teren zielony. Pierwszego dnia poszła sama, po czym wróciła po jakimś czasie, jak to zwykle bywa. Drugiego dnia nie poszła, tylko wsadziła Osię do nosidełka, nosidełko do auta, po czym udała się do Pleciugi, bo akurat był czwartek. Za to trzeciego dnia poszedł Borek dziarsko powożąć wózkiem pełnym Ośki. Też wrócił po jakimś czasie, ale Anita zaczuwała nagle:
- Słodziak, co masz taką minę? Coś poszło nie tak na spacerku?
- Właściwie nic, ale...
- Wiesz, co zrobili górale z Alą na skale? Więc mi tu nie aluj, tylko referuj cały przebieg misji. Ja potrzebuję wszystko wiedzieć, co się tam działo.
- Może tylko tyle, że Osia nagle mi się uruchomiła po wejściu do parku, tak znienacka, głośno nietypowo jakoś jak na nią.
- Co zrobiłeś?
- Podjechałem od razu do najbliższej ławki, sprawdziłem, czy nie ma jakiejś awarii w pieluchach, ale nic nie było.
- Co na to Osia?
- Przy ławce od razu się uspokoiła. Za to podczas wyjścia z parku było to samo, ale na ulicy znowu ucichła. I teraz zobacz, śpi sobie ładnie. Tak, jak ma być.
- Ciekawe. Wiesz, bo ja przedwczoraj miałam z nią tak samo. Co prawda tylko idioci nie wierzą w przypadki, ale to akurat nie jest przypadek moim zdaniem. Jutro pójdziemy razem oboje. Przy sobocie utniemy sobie taki rodzinny spacerek.
- Masz Pupcia jakiś pomysł?
- Mam mieć.
Tak też zrobili. Sobotniego popołudnia Osia została wplasowana do swojej gondoli na kółkach, po czym oboje rodziców ruszyło do parku jako napęd oraz ochrona owej gondoli. Pogoda sprzyjała wyprawie, zaś dookoła całej trójki wibrowało rodzinnością. Ale gdy weszli do parku, to po kilku metrach marszu śpiąca Osia nagle poruszyła się, po czym wzięła i uruchomiła cały swój potencjał wokalizacyjny. Anita spojrzała na Borka pytając:
- Tak było wczoraj?
- Dokładnie w tym miejscu.
Czarownica rozejrzała się dookoła.
- Widzę, czuję i chyba już wiem. Chodźmy do ławeczki. Zajrzymy do ukrytych ośkowych rejonów, żeby wykluczyć pewną okoliczność, żebym mogła wiedzieć na pewno.
- Okay, wiedźma wie. Idziemy córcia. Kontrol sanitarna będzie.
Mówiąc to Borek ruszył z wózkiem za wózkiem, zaś Nita została jeszcze chwilę, po niej jednak szybko dołączyła do załogi. Zaś mała Osia nagle ucichła, jakby nic się nie stało ową chwilę temu.
Co wiedziała Anita chyba, zaś chwilę potem na pewno?
O tym już w następnym odcinku.
Anita spojrzała na Roxy przeciągle i odparła:
- Z tego, co mi nieraz opowiadasz, to mi wychodzi, że on wcale nie jest głupi. Chyba mój Borek nie jest aż tak pomysłowy w tych sprawach, co on. Tylko żeby nie było. Ja etap ultra fikuśności mam już za sobą. To, co jest mi wystarcza. A ty wiesz, że ja się z nim umówiłam ostatnio?
- Z Borkiem? Na co się umówiłaś?
- No jak z Borkiem? O twoim Miśku mówimy.
- Przecież on się nie umawia z innymi dupami.
- Więc ja też się z nim nie umówiłam jako inna dupa, tylko jako jego koleżanka, najlepsza kumpela jego dupy. I wcale nie w tych sprawach, co ty teraz sobie myślisz.
- No, ja myślę. Ups, sorry, ja jestem pewna, że nie w tych. Tylko mam dwa pytania. Co to za nie te sprawy i czemu ja o tym nic nie wiem do tej pory?
- Bo ci nie zdążył powiedzieć. Dzwoniłam do niego ze dwie, trzy godziny temu dopiero co. A te sprawy są takie, że jest geologiem zawodowo, tak?
- Tak. Przecież wiem, z czego dorzuca na nasze rachunki.
- I jest też geomantą przy okazji, tak?
- Tylko teoretykiem, przecież nie jest magiem.
- Ale tylko tyle mi trzeba. Stronę magiczną ogarnę sobie sama. Ty mi zresztą pomożesz. Tak, Wiewióro wredna? Pomożecie?
- No pewnie. Tylko jeszcze nie wiem, w czym. I na damski chuj ci geomanta do tego wszystkiego? Tego akurat nie ogarniam.
- To słuchaj teraz uważnie, wtedy ogarniesz...
Teraz zróbmy tak, że ze względów pragmatycznych zamiast cytować cały dialog zbriefujemy jedynie pokrótce opowieść Anity. Ale zacznijmy może najpierw od tego, że tytułowy park to jest za mocno powiedziane. To raczej taki mocno przerośnięty skwer, który mieści się na dzielni o zabudowie jednorodzinnej, gdzie mieszka właśnie Anita, Falibor oraz od niedawna owoc ich miłości imieniem Stella Oktawia, dla swoich Ośka. Ten skwer to ulubiony spacerniak, taki wózkodrom miejscowych mamusiek, czy też tatuśków oraz ławeczniak okolicznego seniorstwa emerytalnego. Bardzo czyste, zadbane miejsce zresztą. Gdy nadszedł czas, aby zacząć przewietrzać Ośkę, Anita wybrała ten właśnie teren zielony. Pierwszego dnia poszła sama, po czym wróciła po jakimś czasie, jak to zwykle bywa. Drugiego dnia nie poszła, tylko wsadziła Osię do nosidełka, nosidełko do auta, po czym udała się do Pleciugi, bo akurat był czwartek. Za to trzeciego dnia poszedł Borek dziarsko powożąć wózkiem pełnym Ośki. Też wrócił po jakimś czasie, ale Anita zaczuwała nagle:
- Słodziak, co masz taką minę? Coś poszło nie tak na spacerku?
- Właściwie nic, ale...
- Wiesz, co zrobili górale z Alą na skale? Więc mi tu nie aluj, tylko referuj cały przebieg misji. Ja potrzebuję wszystko wiedzieć, co się tam działo.
- Może tylko tyle, że Osia nagle mi się uruchomiła po wejściu do parku, tak znienacka, głośno nietypowo jakoś jak na nią.
- Co zrobiłeś?
- Podjechałem od razu do najbliższej ławki, sprawdziłem, czy nie ma jakiejś awarii w pieluchach, ale nic nie było.
- Co na to Osia?
- Przy ławce od razu się uspokoiła. Za to podczas wyjścia z parku było to samo, ale na ulicy znowu ucichła. I teraz zobacz, śpi sobie ładnie. Tak, jak ma być.
- Ciekawe. Wiesz, bo ja przedwczoraj miałam z nią tak samo. Co prawda tylko idioci nie wierzą w przypadki, ale to akurat nie jest przypadek moim zdaniem. Jutro pójdziemy razem oboje. Przy sobocie utniemy sobie taki rodzinny spacerek.
- Masz Pupcia jakiś pomysł?
- Mam mieć.
Tak też zrobili. Sobotniego popołudnia Osia została wplasowana do swojej gondoli na kółkach, po czym oboje rodziców ruszyło do parku jako napęd oraz ochrona owej gondoli. Pogoda sprzyjała wyprawie, zaś dookoła całej trójki wibrowało rodzinnością. Ale gdy weszli do parku, to po kilku metrach marszu śpiąca Osia nagle poruszyła się, po czym wzięła i uruchomiła cały swój potencjał wokalizacyjny. Anita spojrzała na Borka pytając:
- Tak było wczoraj?
- Dokładnie w tym miejscu.
Czarownica rozejrzała się dookoła.
- Widzę, czuję i chyba już wiem. Chodźmy do ławeczki. Zajrzymy do ukrytych ośkowych rejonów, żeby wykluczyć pewną okoliczność, żebym mogła wiedzieć na pewno.
- Okay, wiedźma wie. Idziemy córcia. Kontrol sanitarna będzie.
Mówiąc to Borek ruszył z wózkiem za wózkiem, zaś Nita została jeszcze chwilę, po niej jednak szybko dołączyła do załogi. Zaś mała Osia nagle ucichła, jakby nic się nie stało ową chwilę temu.
Co wiedziała Anita chyba, zaś chwilę potem na pewno?
O tym już w następnym odcinku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz