Zaczęło się od tego, że Roxy nagle zepsuło się auto i znakiem tego cały jej poranny misterny plan logistyczny poszedł w pizdu. Generalnie to jest tak, że auta psują się od jeżdżenia, więc zasadniczo nie powinno się nimi jeździć, wtedy nie będą się psuć. Ale to jeszcze nic. Bo auta nie mówią tego w porę, że są już zepsute. Auto Rudej też nie powiedziało, za to Ruda powiedziała mnóstwo słów, których żadne słowniki cywilizowanych ludzi nie zawierają, gdy skonstatowała stan faktyczny. Na szczęście jej telefon jeszcze się nie zepsuł od gadania, więc natychmiast zaczęła realizować plan Be. Darujmy sobie już jego detale, dla wygody skupmy się na efekcie końcowym. Był ona taki, że Roxy zalogowała swoje wspaniałe krągłości obok Kaśki, która powoziła klubowym vanem, którym to cała ekipa Teamu Oktagon jechała na turniej tajskiego boksu. Po drodze jednak Ruda zapomniała sobie, że są tematy, których z Kaśką się nie omawia. Więc nagle zagaiła:
- Baby niektóre to są głupie jakieś. Próbują tresować swoich chłopów szlabanem na dupę, więc same strzelają sobie w kolano. Ja to z Miśkiem robię odwrotnie.
- On ma sobie strzelić w kolano?
- Nie. Po prostu mówię mu, że może więcej.
- A dużo może?
- Może wszystko. I na tym polega cały myk.
- Czyli na czym? Bo ja jakaś nierozgarnięta teraz jestem.
- On po prostu ma wtedy ból głowy, co by tu jeszcze.
- I boli go głowa? To jak on wtedy może więcej, skoro nie chce?
- Kasiu, ty nic nie rozumiesz.
- Wyobraź sobie, że nie zapolemizuję.
Ale wtedy nagle odezwała się Zośka Yakuza, która siedziała od prawej. Co prawda Bombka nie walczyła w tym turnieju, ale Kaśka ją zatrudniła jako asystentkę do narożnika.
- A co on ci wtedy robi, jak go boli głowa?
- Niestety kochana, ale takie detale to ja tylko Anicie opowiadam. Poza tym Kaśka jest pruderyjniczna i mnie od razu stąd wysadzi po pierwszym zdaniu.
Wtedy Kaśka nagle się żachnęła:
- Nie jestem wcale żadna pudernica, czy inna jakaś tam cnotka niewydymka, tylko po prostu nie lubię pierdolenia o pierdoleniu.
- Szkoda.
Westchnęła Zośka i dodała:
- Bo ja to w sumie słaba w te klocki jestem. Więcej napieprzam, niż się pieprzę. To skąd mam czerpać wiedzę na takie tematy? Internet to mało, najlepsza jest relacja z pierwszej ręki.
- Chyba z pierwszej piczki.
Rzuciła nagle Kaśka, ale Roxy odbiła od razu:
- Ręką też się to robi. Zresztą czym się tego nie robi? A ty się Zosiu poucz od Mali. Przecież się kumplujecie. Ona jest młodsza trochę od ciebie, ale przez prawie półtora roku zrobiła takie postępy, że niedługo sama zacznę do niej chodzić po instrukcje. Bo już mi trochę pomysłów zaczyna brakować. Formuła mi się wyczerpuje czasami na taką okoliczność.
- Ja bym to nazwała raczej zmęczeniem materiału.
Yakuza dyplomatycznie spojrzała gdzieś odsie, bo za słabo znała styl poczucia humoru rozmów tych pań. Ale widać było, że ją to rozbawiło. Za to Kaśka spuentowała:
- Koniec pieprzot. Jesteśmy na miejscu.
To nie było tak wypasione miejsce, jak gale organizowane przez firmę Mirka Orskiego, ale po szybkich, wstępnych oględzinach obiektu wszystkie były zgodne:
- Da się żyć, da się bić.
Pierwszą rzeczą, jaką zarządziła Kaśka było wygnanie Roxy na trybunę dla widzów.
- Sorry kochana, ale teraz ja pracuję, więc nikt postronny mi się nie plącze pod nogami. Kibic z dala, kibic niech się nie... Zresztą znasz zasady, takie same jak w twojej firmie.
Po czym się zaczął łomot.
Tu dygresja. Ta relacja nie jest do końca chronologiczna, ale od strony czysto literackiej to jest kompletnie bez znaczenia. Kogo bowiem interesuje organizacja turnieju tajskiego boksu?
Na pierwszy ogień, jako najlżejsza poszła Bójka. Zawodniczek w tej wadze było tylko cztery, więc drabinka była prosta. Pierwsza jej walka była formalnością. Jak zwykle, po swojemu zasypała przeciwniczkę takim gęstym gradobiciem ciosów i kopniaków, że przerażony sekundant tamtej szybko rzucił ręcznikiem. Tak samo się odbyła druga, finałowa walka. Kaśka skomentowała to krótko:
- No, to mamy pierwszą do kasy.
Wagę wyżej była Bitka. Miała trochę gorzej, bo wojowniczek było sześć, więc cztery musiały odbyć baraże. Tu miała niestety pecha, bo drogą losowania dostała się do tej grupy. Ale dla niej, jak się okazało, to nie miało znaczenia. Łaminoga, jak ją nazwał kiedyś, jak zwykle trafnie Stryjo, skasowała swoimi low kickami dwie panienki od razu, schodami okazał się dopiero finał. Laska nie była chuda w uszach, nie dawała się skosić.
No właśnie. Tak jakoś jest w sportach walki, że często nie daje się zrealizować planu. Czasem zawodnik jest gamoń, więc sam się ogra. Ale Bitka gamoń nie jest, za to przeciwniczka okazała się być złośliwą pizdą, bo nie chciała się dać stłuc. Po pierwszej rundzie wyglądało to na remis, więc Kaśka podczas przerwy rzuciła krótką intrukcję:
- Lewa, prawa, góra, dół.
Nikt nie wie, o co chodzi, ale nie musi. Wystarczyło, że Bitka wie. No, ale tamta była twardą cipą. Prawie nic nie wchodziło, nic nie trafiało. Co prawda sama Bitka też zaliczyła może tylko ze trzy strzały na krzyż, ale przecież nie tak miało być. Znowu pachniało remisem. Czas było na trzeci wariant taktyczny.
- Klincz, łokcie, kolana. Umęcz ją i dokończ kujawiakiem.
Kujawiak to oręże straszne. Najlepiej wychodzi dyletantom, którzy pojęcia nie mają, jak się tłuc, ale Kaśka wprowadziła to od razu do swojego systemu szkolenia. To jest typowa broń uliczna, rzadko stosowana na ringach, nie do końca też legalna przy niektórych formułach. Stryjo, jak zwykle genialnie, nazywał to Pierdolnięciem Zielonej Katarzyny, bo Kaśka faktycznie trochę swoich starć na dzielni rozstrzygnęła tym sposobem, gdy była jeszcze małoletnia.
Plan wypalił. Nie w tym sensie, że trzecia runda skończyła się nokautem. Bitka podchodziła kilka razy, owe razy dochodziły, jednak nie aż tak skutecznie. Ale dawały punkty, co na koniec, po wykonaniu bilansu zakończyło się jednogłośnym werdyktem. Co znowu skomentowała Kaśka:
- Druga do kasy.
Pozostała trzecia, Bęcka. Miała styl najbardziej wszechstronny, Kaśka nigdy nie wymyślała dla niej żadnych spec taktyk, bo dziewczyna i tak robiła zawsze to, co chciała, robiła to zresztą dobrze. Tylko był jeden ciupas natury psychicznej. Bęcka miała swoją idolkę, olimpijską mistrzynię boksu. Jednak zapominała nieraz, że sama żadną mistrzynią jeszcze nie jest, więc kopiowanie tego stylu nie jest dobrym pomysłem.
W tej wadze było tak samo, jak w najlżejszej. Cztery panie, więc trzy walki. Półfinał Bęcka wygrała, poetycko mówiąc tyłem, jednym tylko pośladem. Łupucupu, koniec bajki, choć nie koniec pierwszej rundy. Znaczy koniec, tylko taki jakby szybszy. Ale do finału stanęła naprzeciw niej naprawdę mocna, czerstwa dziewucha, mająca bardzo dobry rekord. Tu nie było żartów, tu się porządnie obrywało od niej. Kaśka tuż przed walką uznała, że nie ma co strzępić buzi. Podniosła tylko wskazujący palec mówiąc do Bęcki krótko, nadzwyczaj zwięźle:
- No!
Pierwszą rundę Bęcka wygrała, choć nie do końca ewidentnie. Nie jest to oczywiście oparte na treści kartek sędziów punktowych, tylko na pobieżnym wrażeniu fachowców. Druga przebiegła mniej więcej podobnie. Przed trzecią Kaśka zdecydowała więc udzielić instrukcji bardziej rozwiniętej werbalnie:
- Młoda, jest dobrze, masz to już. Nic nie kombinuj. Graj na czas. Klincz, klincz, misiabela. Nie próbuj jej oprawiać do spodu, bo nie dasz rady. Możesz stracić wszystko, co urzeźbiłaś.
- Tak Kasiu, tak, aaa...
Bęcka otworzyła usta, dostała ochraniacz na zęby, po czym stanęła do walki. Na razie szło tak, jak miało iść. Ale jakoś po pierwszej minucie...
- Nożeszkurwa! Ona znowu to robi.
Oświadczyła Kaśka stojącej obok niej Bombce. Ta w odpowiedzi rozłożyła ręce i przewróciła oczami mówiąc grobowym głosem:
- Chyba nie chcę tego oglądać.
- Łapy! Podnieś te jebane łapy!
Spokojna dotąd Kaśka stała tuż przy ringu drąc się po całości. Aż sędzia zwrócił jej gestem uwagę, że zbyt głośno podpowiada. Ale Bęcka miała to gdzieś. Wyczyniała te swoje popisy taneczne opuszczając gardę. Po czym... Bęc! Stało się. Dziewczyna leżała na macie, sędzia zaczął liczyć, ale zaraz przestał, za to gestem przywołał lekarza. Kaśka już była tam wcześniej, zaraz po niej Zośka, ale lekarz, który wkroczył na boisko odsunął obie panie zdecydowanym ruchem ramienia. Zaś po chwili na ring weszło dwóch innych panów niosąc nosze...
Sytuacja stała się zbyt dynamiczna, neopisywalna, więc skoczmy kilka minut do przodu. Otóż gdy do karetki wjechały załadowane nosze ratownik medyczny powstrzymał pchającą się do środka Kaśkę pytając kontrolnie:
- Pani jest kto?
- Trenerka, menadżerka.
- W porządku. A pani?
- Wróżka Wydmuszka, zbieram suchy chleb dla konia.
To powiedziała Roxy, która przez te kilka minut, widząc z trybuny, co się dzieje, szybko dotarła do karetki. Jeszcze szybciej rzuciła szybki urok na medyka, taką lajtową wersję głupiego jasia. Po czym zakomenderowała:
- Do wozu!
Lekko otępiały ratownik zapytał:
- Gdzie jedziemy?
- Do fryzjera! No, właź! Zajmij się nią kasztanie jeden.
Po czym Ruda podeszła do prawych drzwi ambulansu, otworzyła, wsiadła, rzuciła kolejny jakiś urok na kierowcę i sypnęła:
- Wio! Cała naprzód! Według procedury! Z fanfarami!
- Z czym?
- Nie szczym, tylko siusiamy. No włączżesz ten jebany sygnał!
Tu należy przypomnieć, że z piątki naszych głównych bohaterek wiedźm Roxy ma najlepiej opanowaną magię medyczną. Więc jej formalnie nieuprawniona obecność była tu realnie jak najbardziej uprawniona w tych okolicznościach, które się odbywały.
Karetka ruszyła, zaś Kaśka sięgnęła po telefon.
- Zosia, ogarniesz cały bajzel tam i wrócicie same.
- ...
- Nie, cutman jedzie swoją furą. Ale poproś go, niech wam pomoże pozbierać manele. Przecież sam widział, co się stało.
- ...
- Tak, kluczyki od vana są w mojej kurtce w szatni. Ale teraz uważaj. Zanim się do niej dotkniesz powtórz trzy razy wyraźnie: kwadratowy durszlak. Bo inaczej źle się poczujesz.
- ...
- Nie musisz rozumieć. Po prostu zrób to. Potem się odezwę.
Jak się łatwo domyśleć, Kaśka przekazała Yakuzie pin do zaklęcia blokującego dostęp do kurtki, gdzie były wspomniane kluczyki.
Potem nastąpił drugi telefon:
- Lalka, nie przyjeżdżamy. Zaistniała taka sytuacja, że...
- ...
- Coś niefajnego. Jeszcze dam znać, jak się więcej wyjaśni.
Dodała jeszcze szybkie syknięcie hisslangiem...
Czyli już jest wiedziane, czemu Roxy i Kaśka nie zjawiły się na konwencie. Bo zaistniała taka sytuacja.
- Baby niektóre to są głupie jakieś. Próbują tresować swoich chłopów szlabanem na dupę, więc same strzelają sobie w kolano. Ja to z Miśkiem robię odwrotnie.
- On ma sobie strzelić w kolano?
- Nie. Po prostu mówię mu, że może więcej.
- A dużo może?
- Może wszystko. I na tym polega cały myk.
- Czyli na czym? Bo ja jakaś nierozgarnięta teraz jestem.
- On po prostu ma wtedy ból głowy, co by tu jeszcze.
- I boli go głowa? To jak on wtedy może więcej, skoro nie chce?
- Kasiu, ty nic nie rozumiesz.
- Wyobraź sobie, że nie zapolemizuję.
Ale wtedy nagle odezwała się Zośka Yakuza, która siedziała od prawej. Co prawda Bombka nie walczyła w tym turnieju, ale Kaśka ją zatrudniła jako asystentkę do narożnika.
- A co on ci wtedy robi, jak go boli głowa?
- Niestety kochana, ale takie detale to ja tylko Anicie opowiadam. Poza tym Kaśka jest pruderyjniczna i mnie od razu stąd wysadzi po pierwszym zdaniu.
Wtedy Kaśka nagle się żachnęła:
- Nie jestem wcale żadna pudernica, czy inna jakaś tam cnotka niewydymka, tylko po prostu nie lubię pierdolenia o pierdoleniu.
- Szkoda.
Westchnęła Zośka i dodała:
- Bo ja to w sumie słaba w te klocki jestem. Więcej napieprzam, niż się pieprzę. To skąd mam czerpać wiedzę na takie tematy? Internet to mało, najlepsza jest relacja z pierwszej ręki.
- Chyba z pierwszej piczki.
Rzuciła nagle Kaśka, ale Roxy odbiła od razu:
- Ręką też się to robi. Zresztą czym się tego nie robi? A ty się Zosiu poucz od Mali. Przecież się kumplujecie. Ona jest młodsza trochę od ciebie, ale przez prawie półtora roku zrobiła takie postępy, że niedługo sama zacznę do niej chodzić po instrukcje. Bo już mi trochę pomysłów zaczyna brakować. Formuła mi się wyczerpuje czasami na taką okoliczność.
- Ja bym to nazwała raczej zmęczeniem materiału.
Yakuza dyplomatycznie spojrzała gdzieś odsie, bo za słabo znała styl poczucia humoru rozmów tych pań. Ale widać było, że ją to rozbawiło. Za to Kaśka spuentowała:
- Koniec pieprzot. Jesteśmy na miejscu.
To nie było tak wypasione miejsce, jak gale organizowane przez firmę Mirka Orskiego, ale po szybkich, wstępnych oględzinach obiektu wszystkie były zgodne:
- Da się żyć, da się bić.
Pierwszą rzeczą, jaką zarządziła Kaśka było wygnanie Roxy na trybunę dla widzów.
- Sorry kochana, ale teraz ja pracuję, więc nikt postronny mi się nie plącze pod nogami. Kibic z dala, kibic niech się nie... Zresztą znasz zasady, takie same jak w twojej firmie.
Po czym się zaczął łomot.
Tu dygresja. Ta relacja nie jest do końca chronologiczna, ale od strony czysto literackiej to jest kompletnie bez znaczenia. Kogo bowiem interesuje organizacja turnieju tajskiego boksu?
Na pierwszy ogień, jako najlżejsza poszła Bójka. Zawodniczek w tej wadze było tylko cztery, więc drabinka była prosta. Pierwsza jej walka była formalnością. Jak zwykle, po swojemu zasypała przeciwniczkę takim gęstym gradobiciem ciosów i kopniaków, że przerażony sekundant tamtej szybko rzucił ręcznikiem. Tak samo się odbyła druga, finałowa walka. Kaśka skomentowała to krótko:
- No, to mamy pierwszą do kasy.
Wagę wyżej była Bitka. Miała trochę gorzej, bo wojowniczek było sześć, więc cztery musiały odbyć baraże. Tu miała niestety pecha, bo drogą losowania dostała się do tej grupy. Ale dla niej, jak się okazało, to nie miało znaczenia. Łaminoga, jak ją nazwał kiedyś, jak zwykle trafnie Stryjo, skasowała swoimi low kickami dwie panienki od razu, schodami okazał się dopiero finał. Laska nie była chuda w uszach, nie dawała się skosić.
No właśnie. Tak jakoś jest w sportach walki, że często nie daje się zrealizować planu. Czasem zawodnik jest gamoń, więc sam się ogra. Ale Bitka gamoń nie jest, za to przeciwniczka okazała się być złośliwą pizdą, bo nie chciała się dać stłuc. Po pierwszej rundzie wyglądało to na remis, więc Kaśka podczas przerwy rzuciła krótką intrukcję:
- Lewa, prawa, góra, dół.
Nikt nie wie, o co chodzi, ale nie musi. Wystarczyło, że Bitka wie. No, ale tamta była twardą cipą. Prawie nic nie wchodziło, nic nie trafiało. Co prawda sama Bitka też zaliczyła może tylko ze trzy strzały na krzyż, ale przecież nie tak miało być. Znowu pachniało remisem. Czas było na trzeci wariant taktyczny.
- Klincz, łokcie, kolana. Umęcz ją i dokończ kujawiakiem.
Kujawiak to oręże straszne. Najlepiej wychodzi dyletantom, którzy pojęcia nie mają, jak się tłuc, ale Kaśka wprowadziła to od razu do swojego systemu szkolenia. To jest typowa broń uliczna, rzadko stosowana na ringach, nie do końca też legalna przy niektórych formułach. Stryjo, jak zwykle genialnie, nazywał to Pierdolnięciem Zielonej Katarzyny, bo Kaśka faktycznie trochę swoich starć na dzielni rozstrzygnęła tym sposobem, gdy była jeszcze małoletnia.
Plan wypalił. Nie w tym sensie, że trzecia runda skończyła się nokautem. Bitka podchodziła kilka razy, owe razy dochodziły, jednak nie aż tak skutecznie. Ale dawały punkty, co na koniec, po wykonaniu bilansu zakończyło się jednogłośnym werdyktem. Co znowu skomentowała Kaśka:
- Druga do kasy.
Pozostała trzecia, Bęcka. Miała styl najbardziej wszechstronny, Kaśka nigdy nie wymyślała dla niej żadnych spec taktyk, bo dziewczyna i tak robiła zawsze to, co chciała, robiła to zresztą dobrze. Tylko był jeden ciupas natury psychicznej. Bęcka miała swoją idolkę, olimpijską mistrzynię boksu. Jednak zapominała nieraz, że sama żadną mistrzynią jeszcze nie jest, więc kopiowanie tego stylu nie jest dobrym pomysłem.
W tej wadze było tak samo, jak w najlżejszej. Cztery panie, więc trzy walki. Półfinał Bęcka wygrała, poetycko mówiąc tyłem, jednym tylko pośladem. Łupucupu, koniec bajki, choć nie koniec pierwszej rundy. Znaczy koniec, tylko taki jakby szybszy. Ale do finału stanęła naprzeciw niej naprawdę mocna, czerstwa dziewucha, mająca bardzo dobry rekord. Tu nie było żartów, tu się porządnie obrywało od niej. Kaśka tuż przed walką uznała, że nie ma co strzępić buzi. Podniosła tylko wskazujący palec mówiąc do Bęcki krótko, nadzwyczaj zwięźle:
- No!
Pierwszą rundę Bęcka wygrała, choć nie do końca ewidentnie. Nie jest to oczywiście oparte na treści kartek sędziów punktowych, tylko na pobieżnym wrażeniu fachowców. Druga przebiegła mniej więcej podobnie. Przed trzecią Kaśka zdecydowała więc udzielić instrukcji bardziej rozwiniętej werbalnie:
- Młoda, jest dobrze, masz to już. Nic nie kombinuj. Graj na czas. Klincz, klincz, misiabela. Nie próbuj jej oprawiać do spodu, bo nie dasz rady. Możesz stracić wszystko, co urzeźbiłaś.
- Tak Kasiu, tak, aaa...
Bęcka otworzyła usta, dostała ochraniacz na zęby, po czym stanęła do walki. Na razie szło tak, jak miało iść. Ale jakoś po pierwszej minucie...
- Nożeszkurwa! Ona znowu to robi.
Oświadczyła Kaśka stojącej obok niej Bombce. Ta w odpowiedzi rozłożyła ręce i przewróciła oczami mówiąc grobowym głosem:
- Chyba nie chcę tego oglądać.
- Łapy! Podnieś te jebane łapy!
Spokojna dotąd Kaśka stała tuż przy ringu drąc się po całości. Aż sędzia zwrócił jej gestem uwagę, że zbyt głośno podpowiada. Ale Bęcka miała to gdzieś. Wyczyniała te swoje popisy taneczne opuszczając gardę. Po czym... Bęc! Stało się. Dziewczyna leżała na macie, sędzia zaczął liczyć, ale zaraz przestał, za to gestem przywołał lekarza. Kaśka już była tam wcześniej, zaraz po niej Zośka, ale lekarz, który wkroczył na boisko odsunął obie panie zdecydowanym ruchem ramienia. Zaś po chwili na ring weszło dwóch innych panów niosąc nosze...
Sytuacja stała się zbyt dynamiczna, neopisywalna, więc skoczmy kilka minut do przodu. Otóż gdy do karetki wjechały załadowane nosze ratownik medyczny powstrzymał pchającą się do środka Kaśkę pytając kontrolnie:
- Pani jest kto?
- Trenerka, menadżerka.
- W porządku. A pani?
- Wróżka Wydmuszka, zbieram suchy chleb dla konia.
To powiedziała Roxy, która przez te kilka minut, widząc z trybuny, co się dzieje, szybko dotarła do karetki. Jeszcze szybciej rzuciła szybki urok na medyka, taką lajtową wersję głupiego jasia. Po czym zakomenderowała:
- Do wozu!
Lekko otępiały ratownik zapytał:
- Gdzie jedziemy?
- Do fryzjera! No, właź! Zajmij się nią kasztanie jeden.
Po czym Ruda podeszła do prawych drzwi ambulansu, otworzyła, wsiadła, rzuciła kolejny jakiś urok na kierowcę i sypnęła:
- Wio! Cała naprzód! Według procedury! Z fanfarami!
- Z czym?
- Nie szczym, tylko siusiamy. No włączżesz ten jebany sygnał!
Tu należy przypomnieć, że z piątki naszych głównych bohaterek wiedźm Roxy ma najlepiej opanowaną magię medyczną. Więc jej formalnie nieuprawniona obecność była tu realnie jak najbardziej uprawniona w tych okolicznościach, które się odbywały.
Karetka ruszyła, zaś Kaśka sięgnęła po telefon.
- Zosia, ogarniesz cały bajzel tam i wrócicie same.
- ...
- Nie, cutman jedzie swoją furą. Ale poproś go, niech wam pomoże pozbierać manele. Przecież sam widział, co się stało.
- ...
- Tak, kluczyki od vana są w mojej kurtce w szatni. Ale teraz uważaj. Zanim się do niej dotkniesz powtórz trzy razy wyraźnie: kwadratowy durszlak. Bo inaczej źle się poczujesz.
- ...
- Nie musisz rozumieć. Po prostu zrób to. Potem się odezwę.
Jak się łatwo domyśleć, Kaśka przekazała Yakuzie pin do zaklęcia blokującego dostęp do kurtki, gdzie były wspomniane kluczyki.
Potem nastąpił drugi telefon:
- Lalka, nie przyjeżdżamy. Zaistniała taka sytuacja, że...
- ...
- Coś niefajnego. Jeszcze dam znać, jak się więcej wyjaśni.
Dodała jeszcze szybkie syknięcie hisslangiem...
Czyli już jest wiedziane, czemu Roxy i Kaśka nie zjawiły się na konwencie. Bo zaistniała taka sytuacja.
A, to jak najbardziej usprawiedliwione!
OdpowiedzUsuńno, bezdyskusyjnie...
UsuńTrochę kicha, że brawura jednej popsuła plany wszystkim.
OdpowiedzUsuńMuszę się czepiać tego tresowania facetów brakiem seksu. Niestety, ale ta metoda działa 🤷 i nie ma co się oburzać. Mnóstwo facetów czuje się zmotywowanych, żeby odzyskać seks lub dostać lepszy seks. Nie rozumiem jednego ,,kobiety tym sobie strzelają w kolano". Jeśli założymy, że ktoś nadużywa tej metody i patologicznie odcina faceta od seksu za byle co, to w końcu facet sobie pójdzie. Ale stanie się tak z nadmiernym odcinaniem go ogólnie (od spędzania razem czasu, od mówienia mu że go doceniamy). Bo to szantaż. ,,Od czasu do czasu" to nie szantaż. Jeśli założę, że kobiety uwielbiają seks tak samo mocno jak faceci (co nie jest prawdą, bo statystycznie faceci uwielbiają seks mocniej i więcej jest takich facetów niż kobiet), to może faktycznie babce będzie przykro, że nie ma seksu. Ale. Ogólnie kobiety nie mają ochoty na seks z facetem, który ich wkurzył. A odcinają od seksu za karę, kiedy facet ich wkurzył. Więc nie widzę zbyt wiele przypadków, gdzie odcinanie od seksu miałoby być okropną karą dla kobiety 🤷
pamiętaj, że Roxy z całej piątki ma najwyższe libido, grubo ponad średnią kobiecą i komentuje temat ze swojego POV, jest to w sumie jej projekcja... do tego opowiada to wszystko Kaśce, która ma z nich najniższe i pewnie kompletnie inaczej widzi tą sprawę... i to mi się właśnie wydało mocno zabawne, ich konfrontacja, gdy konstruowałem tą scenkę...
Usuń...
natomiast znałem przypadek odwrotny, gdy facet dyscyplinował partnerkę szlabanem... długo ten związek nie potrwał, zaczęło się od paru jej skoków w bok, a potem w ogóle go zostawiła...
Hym, no ok, prawda. Ruda jest wybitnie wyjątkowa w tym temacie, więc faktycznie szlaban na seks dla facecia może w jej głowie być karą dla niej samej.
UsuńNie wiem, czy da się dyscyplinować kobietę seksem. Nawet jeśli go lubi. Gdybym była taką kobietą, to wkurzałoby mnie, że facet (który powinien lubić seks z natury) mnie nie porząda, bo mu się nie chce. I to byłabym tragedia, nawet dla osoby z cienkim libido jak moim : )
"Generalnie to jest tak, że auta psują się od jeżdżenia, więc zasadniczo nie powinno się nimi jeździć, wtedy nie będą się psuć." No tak, ale od stania (niejeżdżenia) tym bardziej sie psują. I co z tym fantem zrobić?
OdpowiedzUsuńtylko jak auto stoi, to po cholerę nam one?...
Usuńchociaż...
nie wszyscy kupują auta, aby nimi jeździć...
i tu się dopiero zaczyna... już zagwozdka, czy jeszcze tylko fant?...
Różnie bywa. Niektórzy kupują samochody, żeby sąsiedzi z okien mogli podziwiać. Inni nie mają pieniędzy na naprawę i czekają na lepsze czasy. Jeszcze inni dostają auto w spadku, ale boją się jeździć.
UsuńFant, czy zagwozdka? Chyba jedno i drugie. Dwa w jednym. Łosz end goł.
Czy nie pomyliłeś aby Bęcki z Bitką? Bitka była pierwsza, Bęcka druga, a potem ta Bęcka nagle jakby zmienia się w bitkę. Albo ja coś źle zrozumiałam, ale analizowałam tę kwestię trzy razy.
OdpowiedzUsuńtak, pokwitwasiło się w ogniu natchnionej pracy twórczej... Bójka, Bitka i Bęcka, a Bombka jest szefową - taka jest kanoniczna kolejność...
Usuńdziękować :)
tak w ogóle, to może się pokitwasić?... może!... a jak coś może się pokitwasić, to prędzej, czy później się pokitwasza...
Oczywiście, to na stówę któreś prawo Murphy'ego.
Usuńdokładnie tak, Prawa Murphy'ego rządzą tym Wielkim Testem Rorschacha, w którym się bierzemy i znajdujemy...
UsuńWróżka Wydmuszka zbierająca suchy chleb dla konia mnie rozwaliła 😂 🤣
OdpowiedzUsuńnajpierw miała być "...., przewodniczka z Orbisu", ale po chwili objawił się koń, a koń to jednak koń, jakby nie było :)
UsuńJasne. Koń, jaki jest, każdy widzi 😆
Usuńbo koń jest jak wuj... a jak wiadomo, wuj to... to koń?...
Usuńcos mi się tu nie zgadza, ale to już DD /szczegóły, szczegóły/...
"Taka sytuacja" to granitowe usprawiedliwienie nieobecności!
OdpowiedzUsuńże "zaistniała", to jest bardzo ważne, to wyjaśnia wszystko :)
UsuńOtóż to. I to jest na tyle mocne, że zacznę stosować w zyciu codziennym 😁
UsuńJa jestem trochę zawiedziona tą końcówką liczyłam ,ze będzie jakaś wojna magiczna , jakaś draka .Ja wiem ,że głównie skupiasz się na artystycznych dialogach ,ale od czasu do czasu przydałaby się jakaś akcja poza wzmiankami o seksie Roxy , to jest fajne ale oprócz tego musi się coś dziać . A ostatnia sprawa to było porwanie Mali a raczej próba jej porwania. Musisz wymyślić jakąś bitwę magiczną , czarownice nie tylko filozofują o magii ale czarują . Piosenki fajne pierwsza to mój klimat.
OdpowiedzUsuńA co do zepsucia samochodu Roxy , to może tu działała Anita z Ciocią Lalą w ukryciu tak żeby Roxy nie dojechała ?
jednym słowem oczekujesz więcej sensacji... luz, się pomyśli... natomiast na pewno nie będzie efektów specjalnych w stylu raw fantasy... to nie ten gatunek literacki... to real fantasy pure, a nie bajeczki o demonach na smokach bojowych, zaczepno-obronych i garnkach, które same się myją...
Usuń