21 kwietnia 2026

JAK FALIBOR ZROBIŁ SOBIE PROBLEM Z NICZEGO

Kilka, może nawet kilkanaście rytmicznych ruchów głową i... I już. Zwykły, standardowy seks, bez żadnych udziwnień. Borek nawet porządnie jeszcze nie otworzył oczu, a miał już zrobiony dzień. Anita chyba też, bo coś tam sobie podśpiewywała z łazienki. Zaś jakąś godzinę później oboje, nafaszerowani poranną kawą... Nie, wróć! Przecież Nita ostatnio nie pije kawy. Nawet herbaty, choć jej psiapsie uważają, że trochę już przegina z tą odstawką kofeiny. Ale ona zwykle wtedy ripostuje ucinając wszelkie dyskusje:
- Mój brzuch, moja sprawa. Howgh.
I ma rację!
Wróćmy jednak do poranka. Otóż po tejże wspomnianej jakiejś godzinie oboje, nafaszerowani pozytywnym vibem jechali dziarsko do firmy budować socjalizm, aby mogli rosnąć w siłę i żyło im się dostatniej. Stop! To taki żart miał być. Tak, czy owak dojechali, po czym równie dziarsko zabrali się do roboty. Każde do swojej, bo jak regularnie, uważnie czytający wiedzą, pracują oni w innych komórkach organizacyjnych. Około pory lunchu spotkali się razem w firmowym bufetobarze. Nie zawsze tak się dzieje, bo nie zawsze im się synchronizują obowiązki służbowe. Poza tym ostatnio Anicie jakoś coraz rzadziej się chce tam schodzić. Budynek firmowy nie ma windy, choć podobno szefowstwo pracuje nad tym. Ale tym razem się jakoś zachciało i zsynchronizowało. Podobno im większy brzuch, tym większa labilność umysłu. A to dopiero szósty miesiąc
Więc tak sobie siedza, jedzą... Jedzą? Znaczy Anita je. Borek tylko dłubie w tych swoich frytkach belgijskich z krewetkami, czy też krewetkach z frytkami belgijskimi, jedzeniem ich jakoś to trudno nazwać. Nita to widzi, ma podzielną uwagę.
- Słodziak, nie jesteś głodny? Ja to chętnie przejmę.
Borek bez słowa podsuwa jej swój talerz. Patrzy gdzieś, czyli nigdzie. Ale Anita nie patrzy. Znaczy nie patrzy nigdzie, tylko na to co ma na swoim talerzu oraz przy okazji zerka na swojego chłopa. Zaczyna mieć minę taką, jaką się czasem miewa, gdy się czuje, że coś chyba jest nie tak.
- Boreczku, co jest z tobą? Rano byłeś hepi.
Milczenie.
Anita zerka sobie to na jeden talerz, to na drugi, to na Boreczka, wreszcie podejmuje decyzję. Żarcie może poczekać. Wystygnięte też się zje. Świń nie ma w tym lokalu.
- Kochanie, tak nie gadamy.
To akurat prawda. Nigdy tak nie gadali. Nita rozważa jak napocząć sytuację, metodą Mali - softcore, czy metodą Roxy - hardcore. To drugie może boleć. Wybiera trzecie wyjście:
- Możesz mi przynieść smufi z bufetu? Jagodowe.
Zadziałało. Przyniósł co prawda marchewkowe, ale to akurat jest kompletnie bez znaczenia. Smufi to tylko jakiś tam gadżet. Anita upija łyka, poprawia drugim.
- Yummy! Spróbujesz?
Spróbował.
- I jak?
- No...
Nareszcie coś drgnęło w rajtuzach. Chłop się odetkał.
- To teraz może mi powiedz proszę Skarbie, co się stało takiego od chwili naszego przyjazdu do firmy do tej chwili teraz.
- No... Bo...
Anita nie ponagla. Jak zaczął, to dokończy. Wreszcie ruszyło:
- Bo przeczytałem dziś w necie, że po urodzeniu się dziecka dwie trzecie związków ma ostry kryzys, zaś jedna piąta to w ogóle się rozpieprza w trzy pizdy.
Kobieta spojrzała na niego. Mala ma duże oczy, ale te oczy, które wykonała Nita to już były oczy trzech Mal na raz. Do tego teraz ją zatkało. Za to Borek dokończył:
- Przeważnie chodzi wtedy o te najważniejsze, bazowe sprawy.
Wiedźma szybko skonsumowała resztę krokieta ze swojego talerza, przegryzła belgijską krewetką z Borkowego, dopchnęła frytką umaczaną w mjanmańskim dipie, popiła smufi. Po czym wreszcie się odetkała czule uśmiechając przy okazji.
- Głuptasie! Z kim ja się pukam od prawie pięciu lat?
To był wstęp. Po czym wzięła głęboki oddech i oznajmiła:
- Meritum omówimy w domu, nie tutaj przy ludziach. Zaś na razie zrobimy tak, że ty wracasz do pracy, a ja idę do zarządu. Pogadam z nimi po swojemu, tak po czarowsku. Bo jak widzę, to masz ostatnio za mało roboty, nudzi ci się i jakieś netowe brednie czytasz za firmowe pieniądze. Już oni ci znajdą konkretne zajęcie. No! Odnieś proszę naczynia, kochanie moje.
Wstała od stolika, ucałowała Borka czule, namiętnie, po czym wyszła z bufetobaru. Jak pamiętamy, Anita była taką szarą, czy raczej niewidzialną eminencją tej firmy, umiała za pomocą magii realnej wpływać na to lub na owo.
Zaś po fajrancie oboje wrócili do domu razem. Popołudniowy, czy też wieczorny seks odbył się tym razem niestandardowo, omówili też wspomniane wcześniej meritum. Tylko po drodze zajrzeli jeszcze na chwilę do galerii, gdzie Anita kupiła sobie nową torebkę. Ale to już bez związku ze sprawą, bo taki plan miała jeszcze przed lunchem.
Notka suplementarna:
Ponieważ nie istnieje coś takiego, jak seks standardowy, więc ustalmy centralnie, albo chociaż tak przynajmniej i bynajmniej kontrolnie, że nie wszystko w tym opowiadaniu należy traktować zbytnio za poważnie.

20 komentarzy:

  1. Słucham tych folkowo-metalowych hitów i kisnę ze śmiechu. Dobre!
    Może "standardowy seks" to po prostu seks nudny do urzygu dla danej pary? Tak sobie dywaguję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos seksu nudnego do urzygu - specjalistą w tej dziedzinie był mój eksmąż. Na Zeusa, to był nudziarz do nieskończoności!

      Usuń
    2. nudność seksu to raczej kwestia indywidualnego gustu, nie to akurat wykpiwa ta subtelna satyra...
      za to hity faktycznie mega... i do tego jakie narodowe, te flagi i orły w tle, to rozwala mi system do spodu, LOL...

      Usuń
    3. Oczywiście, że rzecz gustu, jak prawie z wszystkim. Natomiast hity odjechane do imentu 😅

      Usuń
  2. Póki czytanie informacji z neta służy tylko chwilowej kontemplacji i pochylenia się nad potencjalnym problemem, to ok. Gorzej jak ktoś przeczyta, nakręci się, że tak będzie/ jest nawet jak nie widzi w rzeczywistości potwierdzenia, że tak jest/ może być.
    Niestety Borek ma rację, dziecko to jest ogromny test związku i fakt, że orają się z Anitą od pięciu lat wcale nie gwarantuje, że będą się orać po. Biologicznie nie jest to realne, bo jednak przez jakiś czas, a czasem dłuższy czas, panie są nieużywalne tam na dole (tak, tak, są inne formy seksu, ale na litość boską, ile można jechać np na oralu. Nuda). Ale najważniejsza sprawa jest taka, że dzieciak pochłania mnóstwo czasu i energii, a jeszcze dodatkowo jak przy tym babka musi zasuwać wokoło dzieciaka cały czas, a facet tylko ,,pomaga'', albo narzeka, że nie ma w związku juz zabawy, a babka przechodzi w tryb ,,męskiej energii'' (oragniać, organizować, układać grafiki, nadzorować itd) to włąśnie wtedy związek się sypie. Borek jak najbardziej ma prawo do obaw i dobrze, że przeczytał na necie, bo teraz ma szansę się przygotować i zaplanować tak, żeby dziecko związku nie zrypało. Lepiej zapobiegać niż leczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedno jest pewne, że żadna kobieta nie jest wróżką /czarownica też/ i nie wie, jaka zapadka może jej przeskoczyć w głowie, gdy już urodzi, więc Anita faktycznie może sobie Borka uspokajać, że wszystko będzie okay, ale choćby nie wiem, jak znała samą siebie, to tego przewidzieć nie może...
      to w tej kwestii chyba się z grubsza dogadaliśmy...
      natomiast, tak już raczej w ramach dygresji, to znałem nieźle dwa przypadki:
      - laska nagle po urodzeniu poczuła się "spełniona jako kobieta" /świadomie ironizuję/, libido jej spadło do zera, więc jej facet swoje wyczekał, ale po jakimś czasie stracił cierpliwość, zabrał dupę w troki i ją zostawił, wolał płacić alimenty, niż się męczyć z kawałkiem drewna... osobiście sympatyzowałem wtedy z jego decyzją i zdania nie zmieniam do tej pory...
      - o gustach osobniczych nie chcę się wypowiadać, więc także na temat ewentualnej nudy oralu, ale... swego czasu udało mi się pomóc takiej pewnej dobrej kumpeli doradzając jej ten oral na pewien czas, ten wstępny, krytyczny... laska nie gustowała za bardzo w tej technice, ale spróbowała, bo w końcu co jej szkodzi dać głowy kilka minut dziennie, żeby chłop przestał być marudny... wyniki przeszły wszelkie oczekiwania... jak się dowiedziałem od niej po latach, to związek przetrwał, rozwinął na plus, zaś ta technika /z różnymi urozmaiceniami/ stała się ich obojga ulubioną...

      Usuń
    2. Nie, chyba się nie zgodzę, że Anita nie może przewidzieć, jaka jej zapadka w mózgu przeskoczy. Właśnie to, co przeczytał Borek na necie mówi mu, która zapadka najczęściej nawala w kobiecej głowie (i męskiej głowie) po urodzeniu dziecka. Więc teraz jego w tym głowa, żeby Anita nie osunęła się w tryb ,,ja muszę wszystko przy dziecku robić, jestem przemęczona, muszę wszystko trzymać w garści, bo się świat posypie''. Z kolei Anita, hormony hormonami, ale może monitorować samą siebie i wychwycić moment, w którym wpada w pułapkę ,,jestem z tym wszystkim sama i jak nie będę tego trzymać w garści, to cała chata się załamie''.

      Nie wiem, czy ta laska po urodzeniu dziecka nagle poczuła się spełniona jako kobieta, czy tylko wyglądało to tak z męskiej perspektywy. Uważam, że często bywa tak, że po dzieciach kobieta jest obarczona wszystkim i nie ma prawa wyjść z trybu organizowania domu. Gdyby wtedy panowie swoją laskę mentalnie odciążyli od tego wiecznego ogarniania, to ich kobieta wróciłaby do ,,dawnej siebie'': przynoszącej rozrywkę, miłą atmosferę i mającą wystarczająco przestrzeni w głowie na oranie. Bo babki z reguły muszą być w fazie zrelaksowania i bezpieczeństwa, żeby się orać. Z kolei panowie muszą się orać, żeby być zrelaksowanymi i bezpiecznymi. Dlatego mylnie im się wydaje, że jak babka się poora, to jej wszystkie problemy przejdą. A u nas jest na odwrót: najpierw muszą zniknąć problemy, potem oranie jest fizycznie i psychicznie możliwe.

      Jak już doszliśmy go gustów, to tak, oral ode mnie dla faceta może być preferowalną opcją, bo wymaga mniej wysiłku fizycznego, nie martwię się o ciążę, facet na mnie centralnie nie patrzy bo jestem za nisko i mogę szybko załatwić sprawę, jemu się podoba, a ja nie muszę skakać jak opętana. Ale oral od niego dla mnie (któregokolwiek ,,niego'', nie zależy to od techniki tylko od mojego ciała) jest stresujący, nudny, mdły i na jaki kolor by tu przemalować sufit. Faceci raczej bardzo lubią otrzymywać seks oralny (niekoniecznie go dawać, bo za trudne), a panie (niektóre nie lubią dawać seksu oralnego, drugie lubią), ale z reguły nie czują się komfortowo jako strona dostająca oral. Przynajmniej taka prawidłowość wynika z mojego otoczenia i znajomych.

      Usuń
    3. nie wpuszczajmy się z zerojedynkowość z tymi zapadkami... co prawda nie wywróżymy sobie, w którym zębie nagle nam się objawi dziura, ale znamy chociaż mechanizm, jak to wszystko działa i wiemy, co z tym uzębieniem robić, tak przez zaistnieniem dziury, jak też i po... podobnie jest z tymi zapadkami w głowie, choć rzecz jasna bardziej skomplikowane, ale szkicowa analogia wydaje się być niezła...
      ...
      o spełnieniu się jako kobieta mówiła ona otwartym tekstem wszem i wobec, i znam tą sprawę nie tylko jednostronnie od niego, ale też od niej samej, choć rzecz jasna odmienne były opinie obojga na temat, kto działa nie tak w tym wszystkim... inna sprawa, że komunikacja w tej parze była bardzo typowa, czyli prawie wcale jej nie było... i co gorsza wcześniej /przed ciążą i porodem/ też jej prawie nie było - po prostu klasyczny związek aby być w związku, który w ogóle nie powinien zaistnieć...
      ...
      "Bo babki z reguły muszą być w fazie zrelaksowania i bezpieczeństwa, żeby się orać. Z kolei panowie muszą się orać, żeby być zrelaksowanymi i bezpiecznymi"...
      to mit, takie 75% mitu, bo faceci też potrzebują relaksu i bezpieczeństwa do orania i nie chodzi tu bynajmniej tylko o kwestie techniczne /erekcja/, ale o to, żeby w ogóle fajnie tą zabawę przeżyć... męski orgazm nie jest zerojedynkowy bynajmniej, w nim też jest spore spektrum różnych doznań i zależy to od mnóstwa rzeczy...
      za to dla odmiany sporo osób lubi się nieraz orać w stresujących, nie do końca bezpiecznych okolicznościach, ale tu akurat płeć nie ma zbyt istotnego znaczenia...
      ...
      gdyby napisać książkę na temat teorii, praktyki i samego podejścia ludzi do techniki oralu /w obu wariantach/ 20 lat temu, a drugą teraz, to by były dwie kompletnie różne książki... po prostu mnóstwo rzeczy się pozmieniało w tym temacie... sami ludzie indywidualnie też się zmieniają i co ciekawe, dużo tu też zależy od osoby konkretnej partnerki, czy partnera... nie ma czegoś takiego, jak jeden niezmienny seksualny gust wdrukowany raz na cale życie i dotyczy to zresztą każdej techniki...

      Usuń
  3. Nie ma to jak porady dla par z netu, jak się Borek naczyta , to ucieknie na bank.
    Dobry pomysł, by mu takiej roboty nastarczyć, by nie miał siły klikać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat z tekstu wynika, że Borek nie czytał żadnych porad, tylko suche dane, wyniki jakichś badań zapewne...
      ale co prawda, to prawda: w robocie się robi, a nie czyta tekstów bez związku z tą robotą...

      Usuń
    2. Od danych na temat do poradników wszelakich droga krótka, nie ma to jak cieszyć się nieszczęściem innych, jakbyśmy wszyscy tacy sami byli...
      Niech on sobie lepiej wszystko z ukochana ustali, bez osób trzecich.

      Usuń
    3. tak ogólnie rzecz biorąc, to rozstanie się związku niekoniecznie oznacza nieszczęście... media często płaczą nad ilością rozwodów, a przecież one często są właśnie czymś bardzo dobrym dla rozwodzących się, a także dla ewentualnych dzieci...

      Usuń
  4. Z punktu widzenia twojego opowiadania o czarownicach Borek rzeczywoiście zrobił sobie problem , bo Anita to czarownica , więc sobie poradzi z tym dyskomfortem i niewiele się zmieni . Natomiast w zwykłych związkach dziecko zmienia wszystko. Kobiety mają zmasakrowane krocze , ciało , są zmęczone i wyczerpane porodem potem opieką nad dzieckiem , to wszystko zmienia i nie zmienia się na lepsze niestety . Wilie par nie przetrwają tej próby . No ciekawa jestem jak to rozegrasz w swoim opowiadaniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak dobrze pamiętasz, tej masakry Nita najbardziej się obawia i dlatego zdecydowała się rodzić u Bengesek i w towarzystwie Roxy... natomiast co do Borka... wyczytał to, co wyczytał i pewnie wiele z tego jest prawdą, ale chyba za bardzo się przejął tym wszystkim i tyle miał z tego, że Anita wyżarła mu frytki...

      Usuń
  5. No i proszę - wystarczy jeden news, żeby wyobraźnia odpaliła tryb katastroficzny na pełnej mocy, a rzeczywistość spokojnie stoi obok i patrzy z pobłażaniem 😉 Świetnie uchwycone to nasze zamiłowanie do dopisywania dramatów tam, gdzie wystarczyłaby jedna normalna rozmowa. Anita wchodzi jak cichy głos rozsądku i jednym ruchem zdejmuje całe to napięcie z ramion.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anita przeważnie funkcjonuje w tej bajce jako najmniej walnięta ze wszystkich...

      Usuń
  6. W latach 90,, gdy się zaczęły okazywać pierwsze poradniki seksualne była taka teoria, którą zapamiętałam. Seks jak danie domowe, czyli można rzec ten standardowy, leniwy bez wysiłku, i seks jak kolacja w restauracji, przystawki dania główne desery. Lubiłam obie formy.👏👍♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tych latach wychodziło takie pisemko, które miało rubrykę z takimi właśnie poradami, a w każdym numerze było zawsze jasno napisane: "zero reguł" i z tym mi zawsze było po drodze :)

      Usuń
  7. Hello again♥️ zapraszam do moich niewinnych czarodziei, bo jestem ciekawa Twoich opinii 👍👏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro tak ładnie zapraszasz, to może jeszcze podaj proszę jakiegoś linka na swoim profilu do tych Twoich czarodziei, bo na razie nie ma jak skorzystać z tego zaproszenia...

      Usuń