Drugi odcinek mini serialu naszego ulubionego cyklu "Czarownice" właśnie się pichci. Gdy przyjdzie jego pora, to się ukaże. Na razie jednak chwilowo, tytułem przerywnika zachciało nam się wtrącić trzy grosze na temat niedawnego wywiadu z żoną pani Marty Nawrockiej. Jak wiemy, takie jest rodo małżonki pewnego wujka urzędującego ostatnio jako Batyr. Zakładamy, że Kawiarnia zna ten wywiad, przynajmniej jego kluczowe fragmenty.
Otóż w pewnym momencie poruszono tam temat praw człowieka, centralnie zaś obecnych polskich regulacji prawnych dotyczących terminacji ciąży. Pytanie padło proste, o stosunek pytanej do tychże regulacji. Reakcja pani Marty było dość złożona. Spróbujmy ją omówić. Primo, to odpowiedź brzmiąca /cytujemy/ "jestem za życiem" nie jest żadną odpowiedzią, możnaby ją ewentualnie uznać za wymijającą, unikającą, czy po prostu nie na temat. Za życiem jest większość ludzi niezależnie od ich poglądów na omawiane sprawy. Czyli ta odpowiedź jest równoważna odpowiedzi /cytujemy/ "pomidor". Ale była też wzmianka na temat przeszłych doświadczeń pani Marty, która jak wiadomo pierwsze dziecko urodziła jako szesnastolatka. Nie to ostatnie nas jednak interesuje, tylko jej oświadczenie /cytujemy/ "miałam wybór".
No cóż, nie mamy żadnych danych na temat rodziny, tudzież środowiska, w którym dorastała pani Marta. Intuicja nam jednak mocno sugeruje, że nasza bohaterka nie powiedziała prawdy. Nie chodzi nam bynajmniej o prawo stanowione, które już wtedy pozbawiało kobiety wyboru, bo dla chcących żadne prawo nie jest przeszkodą. Nie tego rodzaju wybór teraz rozpatrujemy. Pytanie brzmi, ile dziewczyn, niepełnoletnich nastolatek, dwadzieścia jeden lat temu dorastało w takich warunkach środowiskowych, które dopuszczały im samym, niezależnie, samorządnie decydować o sobie, gdy zdarzył im się pech pod postacią niechcianej ciąży? Być może to jest zbędne, mimo tego jednak przypomnimy, że pralnia mózgów w temacie praw człowieka, dokładnie zaś praw kobiet do decydowania o sobie, centralnie o swoim ciele zaczęła funkcjonować jeszcze przez rokiem osiemdziesiątym dziewiątym. Po tym zaś roku tylko się rozkręciła po całości. Jak się Kawiarnia zapatruje na tą kwestię?
Otóż w pewnym momencie poruszono tam temat praw człowieka, centralnie zaś obecnych polskich regulacji prawnych dotyczących terminacji ciąży. Pytanie padło proste, o stosunek pytanej do tychże regulacji. Reakcja pani Marty było dość złożona. Spróbujmy ją omówić. Primo, to odpowiedź brzmiąca /cytujemy/ "jestem za życiem" nie jest żadną odpowiedzią, możnaby ją ewentualnie uznać za wymijającą, unikającą, czy po prostu nie na temat. Za życiem jest większość ludzi niezależnie od ich poglądów na omawiane sprawy. Czyli ta odpowiedź jest równoważna odpowiedzi /cytujemy/ "pomidor". Ale była też wzmianka na temat przeszłych doświadczeń pani Marty, która jak wiadomo pierwsze dziecko urodziła jako szesnastolatka. Nie to ostatnie nas jednak interesuje, tylko jej oświadczenie /cytujemy/ "miałam wybór".
No cóż, nie mamy żadnych danych na temat rodziny, tudzież środowiska, w którym dorastała pani Marta. Intuicja nam jednak mocno sugeruje, że nasza bohaterka nie powiedziała prawdy. Nie chodzi nam bynajmniej o prawo stanowione, które już wtedy pozbawiało kobiety wyboru, bo dla chcących żadne prawo nie jest przeszkodą. Nie tego rodzaju wybór teraz rozpatrujemy. Pytanie brzmi, ile dziewczyn, niepełnoletnich nastolatek, dwadzieścia jeden lat temu dorastało w takich warunkach środowiskowych, które dopuszczały im samym, niezależnie, samorządnie decydować o sobie, gdy zdarzył im się pech pod postacią niechcianej ciąży? Być może to jest zbędne, mimo tego jednak przypomnimy, że pralnia mózgów w temacie praw człowieka, dokładnie zaś praw kobiet do decydowania o sobie, centralnie o swoim ciele zaczęła funkcjonować jeszcze przez rokiem osiemdziesiątym dziewiątym. Po tym zaś roku tylko się rozkręciła po całości. Jak się Kawiarnia zapatruje na tą kwestię?
Ja też jestem za życiem. ^^
OdpowiedzUsuńUważam, że sens człowieka to przede wszystkim żyć.
Żyj! Pozdrawiam.
pozdrawiam, pozdrawiam...
Usuń