Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

20 czerwca 2026

LET THE BODIES HIT THE FLOOR

Dwie wchodzą
Jedna wychodzi
Taki sport
/mikrohaiku to haiku oparte na metrum 3-5-3/
Najpierw cofnijmy się na osi czasu do chwili turnieju tajskiego boksu po którym Bęcka wylądowała była w szpitalu. Na oddziale neurologicznym zresztą, który specjalizuje się w przywracaniu do stanu używalności zawodniczek i zawodników sportów walki zbyt dobrze trafionych. Jak pamiętamy dziewczynie towarzyszyły wtedy Roxy i Kaśka. Nie po temu bynajmniej, aby patrzeć lekarzom na ręce. Ta ekipa na oddziale akurat była zaiste godna zaufania. Ale medycyna medycyną, zaś czary czarami. Taka hybryda zwykle działa dobrze. Jak wiemy bowiem, Roxy magię medyczną ma dobrze opanowaną, Kaśka zresztą też sporo już umie. Efekt całego leczenia był taki, że po trzech dniach Bęcka wypisała się ze szpitala na własne żądanie. Gdy lekarz dyżurny próbował jej to wyperswadować sam nagle został pacjentem swojego szpitala. Bo Bęcka to jest Bęcka. To, że nie trzyma gardy podczas walki wcale nie oznacza, że nie umie porządnie przylać.
To teraz przenosimy się do ośrodka Oktagon. Czwarty dzień po turnieju, po krytycznej walce, poniedziałek, czy wtorek bodajże. Do workowni wchodzą Zośka Yakuza, Bójka, Bitka oraz niejaki Stacho, którego Bójka trzyma za rękę. Stacho to ten cielaczek od Magdy Maczugi. Gdy Bójka poznała go na treningu to od tamtej pory cipki nie może od niego odkleić. I teraz jest tak, że pierwsza odezwała się Bombka Zośka:
- Ej, laska, co ty tu teraz robisz?
Bęcka akurat ćwiczyła frazę bazową, czyli lewy i prawy prosty na worku, który naprawdę miał już dosyć tego lania. Ale nic nie mówił, bo niby czym miał to robić? Dziewczyna jednak na chwilę przerwała i odpowiedziała:
- Jak to co? Trenuję. Mam grafik od Kaśki, to go realizuję.
- No, ja nie wiem. Jak Kaśka tu zaraz zajrzy, to ja nie ręczę za twoje dupsko. Przecież ciebie ma tu nie być. Masz miesiąc przerwy co najmniej, jak nie dłużej.
- Kaśka może mi skoczyć na kant tego dupska. Jak coś powie nie tak, to ją po prostu zwolnię z pracy i tyle z tego będzie. I chuj!
Formalnie Bęcka miała trochę racji, bo w sportach walki trener jest pracownikiem swojego zawodnika.  Ale nie jest to takie do końca w tym przypadku. Co skonstatowała Zośka:
- Kochanie, to tak chyba raczej nie działa. Coś tobie się chyba popierdoliło w tym twoim dupsku. A zresztą... To nie moje dupsko. Niech Kaśka ci tłumaczy, gdzie jest przód, gdzie tył.
Kaśka istotnie zaraz się tam pojawiła. Rzuciła tylko okiem na sytuację i szybko zarządziła, popierając to do tego ruchem głowy:
- Wyjdźcie mi stąd na chwilę.
Gdy drzwi do sali się zamknęły wszyscy spojrzeli na siebie.
- No, teraz będzie...
Rzuciła szybko Bitka. Nic specjalnego jednak się na wydarzyło. Po kilku minutach drzwi się otworzyły, wyszła przez nie Bęcka, bez słowa minęła wszystkich i ruszyła w stronę szatni. Po chwili wyjrzała Kaśka mówiąc:
- Nie ruszy się z domu przez dwa tygodnie, więc mam prośbę. Zajrzyjcie dziś do niej z jakimiś zakupami. Tak? Jeść trzeba.
- Co jej powiedziałaś?
Spytała Bójka.
- Żeby właśnie poszła do domu i pomieszkała te dwa tygodnie.
- Kasia bywa nieraz bardzo przekonywująca.
Podsumowała Bitka i wszyscy ruszyli do sali...
W istocie rzeczy Kaśka użyła czarów do tego przekonywania. Wystarczył prosty urok plus sugestrix na wszelki wypadek, też rodzaj uroku zresztą. Według zaleceń lekarskich Bęcka miała szlaban na wszelkie aktywności fizyczne przez kilka tygodni, ale jak widać miała je centralnie gdzieś. Wiemy, że była dość mało zdyscyplinowaną zawodniczką.
Tymczasem po kilku dniach do Kaśki przybiegła podniecona Zosia Bombka Yakuza. Wywołała ją z jakichś zajęć aby przekazać pewną bardzo ważną nowinę:
- Gadałam z Orskim, wiesz?
- Mirek to bardzo miły człowiek, fajnie się z nim rozmawia. Ale czy to jest powód, że zawracać mi anus i przerywać pracę z klientką?
- Przepraszam. Ale...
- To idź do barku, wypij sobie soczek na koszt firmy, a ja za dwadzieścia minut przyjdę i wszystko mi opowiesz. Chyba, że ośrodek ktoś nam podpala. Albo ty będziesz rodzić.
- Tak, chyba żyrafę. Ja ostatnio tylko...
- Zosiu, twoje pożycia intymne na pewno mnie nie interesują. Więc bądź grzeczną dziewczynką i zrób to, o co proszę.
Co prawda Bombka nigdy nie była grzeczną dziewczynką, ale dla Kaśki zawsze robiła wyjątki. Spróbowałaby zresztą ich nie robić. Bęcka nie robiła i dostała na ringu bęcki. Dokładnie jedną, ale za to porządną. Zaś po dwudziestu minutach...
- Kasiu, więc jest tak, że... Nie, może inaczej. Wiesz kto to jest Brajagna Bolesna? No, Niezapominajka inaczej.
- No pewnie, to ta, która trafiła Bęckę. Faktycznie niezapominajka, trudno zapomnieć takiego strzała. No, ale co z nią?
- To ona niedługo będzie walczyć.
- Jest czynną zawodniczką, to walczy. Co w tym takiego?
- Tak, ale ona będzie walczyć we freakach.
- Ty też będziesz, tylko nie w bieżącej gali. Niezła jest, więc ja się nie dziwię, że Mirek ją przyuważył. To jest jego praca. W jakiej formule ma się bić ta panienka?
- Czysty boks, ale na gołe.
- I?
- To ja chcę jej spuścić bęcki. Za Bęckę.
- Bęcka oberwała słusznie, bo mnie nie słuchała. Ale zaraz, czegoś nie rozumiem. Jak chcesz to zrobić? Po naszemu, na ulicy? Tak my tłuczemy tylko złoli. 
- Ja chcę jej wlać sportowo. Na tej gali.
- Czekaj Zocha. Po pierwsze, to walczysz dopiero na następnej. Boks birmański w rzymskiej klatce. Pod tą walkę cię szykuję. Ogarnęłam ci wujka od wing tsun, żeby cię trochę tego poduczył. Za roczny abonament do klubu zresztą. To ty nam nagle chcesz zmieniać plany?
- Ale...
- Cicho. Mówię jeszcze. Po drugie, to ta cała Bolesna ma już przeciwniczkę. Kontrakt już pewnie podpisany, więc klamka zapadła. Trudno to odkręcić.
- Kasiu. To jest tak, że do tej walki za dużo mi zmieniać nic nie trzeba. To jest boks, więc co tu reformować? Tą walkę można mi zaliczyć jako sparring przed tamtą następną. Zaś kontrakt można jakoś zachachmęcić. Jakby pogadać z  Mirkiem...
- Tak. Ciekawa koncepcja. Właściwie to... Tylko ma jeden feler. Jak ona cię trafi, to tamta walka idzie się ciurlać. Większość walk tej formuły kończy się przez tekao. Trochę za ładna jesteś do tego. Za to ona ma kopyto, tu akurat nie ma dyskusji.
- Ta, srałpierdział, gryzł wodę, miał w dupie przeszkodę. Teraz za ładna, a na strzały barankiem już nie? Poza tym nikt mnie nie trafi. Maskę mam dziewiczą. W pewnym sensie.
To dodała widząc, jak Kaśka się uśmiechnęła kpiąco.
- No co? Dziób mam nietrafialny, tak jak ty. Od ciebie się uczę, wiesz, że ja jestem pilną uczennicą. Słuchaną. Nie tak, jak Bęcka.
- Właśnie. Muszę do niej zajrzeć, odnudzić jej, że tak powiem czas siedzenia na dupie w chałupie. Ale na Mirka to ty mnie nie napuszczaj. Niech twoja dziewczyna z nim pogada. To jej były facet, przecież wiesz.
- Mala to nie jest moja dziewczyna. Tylko się blisko psiapsiamy.
- Tak, prawdziwa dziewczyńska przyjaźń. Ale mniejsza już z tym. Nie z mojej piczy wióry lecą. Słuchaj, zrobimy tak, że pójdziesz teraz do Mali, jest tu gdzieś na obiekcie. Po coś Graham Bell wynalazł telefon chyba, tak? Jak Mala bardzo, bardzo ładnie Mirka poprosi, to ty mi przyniesiesz kontrakt na tą walkę. Wtedy zrobimy to. Parę groszy ekstra na pewno nie ma prawa zaśmierdzieć. Acha, o jakich sumach jest mowa?
- Dokładnie nie dopytałam. Ale freaki to freaki. Za gieta Ziela tam się nikt nie tłucze. Aha, właśnie. Coś mam dla ciebie. Spodoba ci się. Jest mega, zobaczysz.
Yakuza sięgnęła do kieszeni bojówek i wyjęła małe pudełeczko.
- Co to jest?
- Czekolada. Czarne Maroko. Sześćdziesiąt wolt.
- No? Ile za to?
- Kasiu, nie obrażaj mnie.
- Tylko żartowałam.
- Powiedzmy, że za to, że się zgodziłaś.
Okazało się, że sprawy poszły nadzwyczaj gładko. Mala faktycznie bardzo, bardzo ładnie poprosiła Mirka o zmianę planów. Zrobiła to etapami. Najpierw uderzyła do Magdy Maczugi, jego aktualnej partnerki. Potem we dwie urobiły Orskiego. Ten zaś pomyślał przez chwilę i oznajmił:
- Dobrze moje panie. Spróbuję zrobić z tej walki dwie. Nawet mam jedną dziewczynę na oku. Nie miałem dla niej przeciwniczki, to teraz już mam. Tylko jest jeden szkopuł. Sponsor strategiczny musi wyskoczyć z dodatkowej kasy. Maleczko, pomożesz?
Mirek wiedział, o co prosi, zaś dla Turbinki to było jak małe piwo przed śniadaniem. Bez woltów zresztą, bo jak wiemy Mala narkotyków nie używa. Cała trójka pojechała więc do biura sponsora. Młoda wiedźma utkała magiczny urok, rzuciła go dziarsko i pozamiatane. Zaś po dwóch dniach Yakuza wręczyła Kaśce kontrakt, świeżutki, pachnący, nie prześmigany.
Gala miała odbyć się w sobotę, dzień przed letnim sabatem. Ale dzień przed było jeszcze ważenie oraz konferencja prasowa. Ważenie nie wiadomo po kiego, bo we freak fightach nie praktykuje się raczej kategorii wagowych. Zaś konferencja jest dla gawiedzi, którą czasem bardziej to kręci, niż same walki. Kaśka bardzo tego nie lubiła, ale to nie ona była gwiazdą tego eventu. Aczkolwiek to akurat jest do dyskusji, bo Zośkę znało niewiele osób, zaś do Pięknej od razu ustawiła się kolejka po autograf. Bombka miała swój plan na tą okazję. Zwykle zawodniczki stają na wagę w bikini, choć czasem nieraz fikuśnym, sex shopowym. Zosia stanęła topless w samych stringach, ale takiego typu, że prawie nic już nie zasłaniały. 
- Nie mam się czego wstydzić. 
Oświadczyła podczas ważenia. Ale to był dopiero początek. Bo podczas robienia tradycyjnej fotki face to face podniosła tiszert znowu pokazując piersi, po czym rzuciła do przeciwniczki:
- Brajka, pokaż klasę i jutro walcz bez ochraniaczy.
Tu należy wyjaśnić, że różne federacje mają rożne przepisy dotyczące takiego sprzętu. Ta akurat miała takie, że obowiązywała paszczęka oraz ochraniacz intymmny dla panów. Za to nie wiedzieć czemu panie miały wybór, czy zakładać tak zwany napizdnik i nacycnik. Brajagna odcięła się od razu:
- Mówisz - masz. Zrobię ci z nich hamburgery.
- Sama jesteś jebany hamburger. Narzeczona Frankensteina. Ciebie nawet musztarda nie chciałaby wyruchać. Ani inna Mumia.
To nie było miłe i nie do końca prawdziwe. Co prawda ocena kobiecej urody to sprawa względna, ale Niezapominajka wcale nie była brzydka, co przyznałoby wiele osób na tej sali. Miała urodę swojskiej, czerstwej dziewuchy. Takie Brajagny miewają powodzenie u panów oraz niektórych pań. Ale na pewno nie była tak obrotna paszczą, jak Zośka, więc zamiast ripostować werbalnie przeszła do czynów. Stało się to, co tygrysy lubią najbardziej podczas konferencji. Panie skoczyły sobie do oczu cieleśnie. Ale czterech ochroniarzy było zawodowcami, niejedną taką parę wściekłych kocic już rozdzielali. Tak więc do falstartu walki nie doszło. 
Za to następnego dnia walka Bombki i Brajagny była czwarta od końca. Zosia wkroczyła do klatki odziana w obowiązkowy zielony tiszert Oktagonu oraz majtki z wypisanym imieniem Bęcki. Bo to jej dedykowała ten występ. Zaś w narożniku urzędowała Kaśka, Magda Maczuga jako asysta oraz Roxy jako cutwoman. Po przygodzie wspomnianej Bęcki uznała się za osobę potrzebną jakby co, zaś na brak papierów przymknięto oko pod wpływem czarów. Zaś w loży dla vipów zasiadł Stryjo, Malina, Miolka, Mala oraz Adaśko, Borek, tudzież Misiek. Anita odpuściła sobie to widowisko, ale jak wiemy jest ona marudna od jakiegoś czasu, nie bardzo wie, czego chce. Po czym zaczęło się...
Ta walka nie miała podziału na rundy. Łomot miał trwać dotąd, aż któraś będzie miała dość. Obowiązywały Reguły Gromda, zaś sędzina ringowa oświadczyła bardzo zdecydowanie:
- Jeden faul i wyrzucam na zbitą pizdę!
Plan walki Bombka miała starannie omówiony z Kaśką, ale jak wiemy strona przeciwna jest zwykle złośliwa, nie pozwala na jego realizację. Więc było też miejsce na improwizację. Już po pierwszej minucie Kaśka miała jasność, że jej pupilka raczej nie przegra, ale boks to boks, więc z dużym naciskiem na raczej. Jak na razie Zośka ani razu nie dała się trafić, wszystko zbierała albo na gardę, albo puszczała mimo. To była bardzo dobra decyzja, bo Brajagna nie był z dupy wzięta. Jej ciosy wyglądały na naprawdę okrutne, urywające głowę. Ale wojowniczka ulicy bis, którą była Bombka Yakuza górowała nieco nad nią szybkością, więc kilka ukąszeń uplasowała tam, gdzie trzeba. Tylko ukąszeń. Już przed walką ustalono, że nic na chama, że ma nie być pośpiechu, próby rozstrzygnięcia od razu. Żadnych kujawiaków, ani tym podobnych, to nie był typ przeciwniczki pod taką taktykę. W pewnym momencie Kaśka rzuciła do Magdy:
- Teraz. Widziałaś? Teraz już ją ma.
- No. Jak kaczkę na ruszcie.
To był cios w splot słoneczny widoczny tylko dla wprawnego oka. Taki cios odbierał dużo oddechu. Ktoś inny, niższej klasy zwinąłby się i poprosił o litość, ale Brajagna to była naprawdę wysoka półka. Jednak Zośce to już wystarczyło, aby zacząć drugi etap. Wciąż nie trafiona ani razu sama zaczęła trafiać coraz częściej. Wciąż jednak nie były to ciosy nokautujące, bo wcale takie miały nie być. Plan był zupełnie inny. Polegał na tym, aby Niezapominajkę systematycznie obić, raz koło razu, aby jej ciało zamienić w jeden bolący siniak. Ale żeby nie przegiąć. Klika razy sędzina przerywała starcie, aby przyjrzeć się twarzy Brajagny, czy przypadkiem nie wymaga pomocy cutmana. Zaś każda zbytnio krwawiąca rana mogła być powodem przegranej przez techniczny nokaut. Ale takie zwycięstwo nie byłoby dla Zośki zbyt satysfakcjonujące. Ona postanowiła zrobić hamburger, taki właśnie, który był wspomniany poprzedniego dnia. Po którejś minucie jej przewaga była widoczna już nawet dla laika. Magda odezwała się do Kaśki:
- To już jest powolna egzekucja. Ja bym już chyba rzuciła ręcznik, ale przy tych regułach... Nie wiem w sumie.
- No, dobrze. Kończ Zocha tą zabawę.
Oznajmiła Kaśka i dodała po chwili:
- Jak ja nie lubię widoku bitego człowieka. 
- Chyba że sama bijesz?
Obie wybuchnęły śmiechem. Za to Zośka chyba też już miała dosyć tej zabawy. Odskoczyła na moment aby przyjrzeć się rzeźni, która była jej dziełem, po czym doskoczyła oraz zakończyła temat wspomnianym już kujawiakiem. Brajagna Niezapominajka Bolesna uklęknęła na kolana, po czym upadła twarzą na matę. Sędzina szybko doskoczyła, odepchnęła Bombkę, tak na wszelki wypadek, po czym nachyliła się nad leżącą. Liczenie jej zdaniem nie miało sensu, więc pokazała gestem koniec walki. Machnęła ręką na lekarza, potem podniosła rękę Bombki Yakuzy do góry. Ta zaś szepnęła ni to do siebie, ni to gdzieś:
- To dla ciebie Bęcko.
Następnie zdjęła tiszert. Złożyła go starannie i położyła na ciele pokonanej kobiety, którą właśnie kładziono na nosze.
- Prezent od firmy Oktagon. Wpadnij któregoś dnia na trening, nauczysz się u nas, jak to się robi porządnie.
Sędzina podeszła do niej mówiąc:
- Idź się wysikać do testu. Znasz reguły. 
To już była jednak tylko formalność. Bombka była czysta jak łzy, które płynęły jej z oczu. Co prawda dziewczyny z tej dzielni nie płaczą, ale czasem bywają od tego wyjątki.

01 maja 2026

WYJAZDOWO

Marychofobia
Sporo jej jest w tym kraju
Więc musi być syf
To wstępne haiku nie ma nic wspólnego z opowiadaniem, ale leżało już tak długo w szufladzie, że się kiedyś musiało doczekać publikacji. A teraz przenosimy się do Pleciugi, jest czwartek przed długim weekendem:
- To co, Grażynki, jedziemy na ten konwent, czy nie?
Zapytała Malina.
- Jaki znowu konwent? Aha, na ten. To nie jedziemy.
Skomentowała Anita, po czym dodała:
- Znaczy ja nie jadę, a wy róbta co chceta.
- A ja, jeśli panie pozwolą, z przyjemnością.
Wtrąciła Mala, lecz nagle włączyła się Kaśka:
- Ja też nie jadę. Turniej mam, swoich dupek muszę doglądać. Poza tym znacie moje zdanie na temat tych konwentów. Więc i tak bym nie pojechała.
- Wszystkie walczą?
Spytała nagle Roxy.
- Tylko młode. Zośkę ustawiam na grubszy łomot.
- No! Yaki jest najlepsza! Grubo łomocze.
Oświadczyła Mala.
- Pewnie, o swojej dziewczynie trzeba mieć dobrą opinię.
To wrzuciła Roxy, na co Mala zmarszczyła nosek mówiąc:
- Ty tak naumyślnie mi dokuczasz. Ciągle mi wmawiasz, że to moja dziewczyna. A to jest moja bliska koleżanka akurat tylko.
- Jak regularnie bliska, to chyba już nie tylko. Poza tym wcale ci nie dokuczam, tylko się droczę, tak kontrolnie, dla sportu. Odkąd jesteś już pełnoletnia tak naprawdę, to fajnie się fochujesz.  
Wtedy odezwała się Malina:
- Pełnoletnie tak mają. Ale my chyba odbiegłyśmy od tematu? 
Tu odezwała się Anita:
- Przecież wszystko jasne. Ja nie jadę, Kasia też, Mala jedzie, do tego jeszcze nie sama, bo z wibratorem, Ruda... Hm... Ruda jest ruda, tyle na razie wiesz na ten temat. Okay, cofam wszystkie sęki świata, te światowe przede wszystkim.
- No właśnie, mnie nikt nie zapytał.
Ożywiła się nagle Roxy, na co zareagowała Malina:
- Gryzoń, nie wkurwiaj mnie, co? Pytałam wszystkie Grażynki, więc ciebie też. Ale dobrze, jestem w pokojowym nastroju, ceny trumien na rynku są na razie stabilne, więc spokojnie zapytam jeszcze raz. Czy to rude cipsko planuje ruszyć swoje rude cipsko na konwent, czy nie planuje?
Roxy jakby na chwilę się nastroszyla, ale nagle jej puściło.
- No, to rude cipsko się właśnie zastanawia. Bo raz zabrało ze sobą swoją uczennicę, taką blond lalunię na konwent, a ta lalunia się tam napierdoliła jak stary, zardzewiały szpadel, narobiła siary, po czym... Zreszta wiecie, jak było.
- Ciotka, nie uruchamiaj się, zrób to dla mnie, co?
Wtrąciła się nagle Anita i zakontynuowała:
- Wspominasz jakąś zamierzchłą epokę, gdy Lalka jeszcze nie wiedziała, gdzie jest przód, gdzie tył. Kiedy moja szwagierka ostatni raz się tak napierdoliła?
- Właśnie wtedy.
- No! To może już czas przestać jej to wypominać, co?
- Dokładnie!
Teraz włączyła się Mala dodając:
- Nasza siostra już jest grzeczna. Tylko seks i marihuana. Żadnych narkotyków. Narkotyki to zło. Zero trujących płynów. Tak, Malinko?
Ale zanim Malinka zareagowała, Turbinka dorzuciła:
- Krecha koki raz na miesiąc się nie liczy.
Słuchająca tej żartobliwej przekomarzanki Kaśka jak zwykle miała ze sobą problem przy takich rozmowach. Jej absolutna lojalność wobec Maliny oraz nie zawsze do końca stabilne poczucie humoru wystawiane były wtedy na próbę. Podjęła jednak wreszcie decyzję:
- Te krechy też się niedługo skończą. Yakuza lada dzień zamyka ten dział swojego sklepiku, wyprzedaje resztki, więc...
- Więc co?
Roxy wyraźnie nie miała dosyć, szukała dalszych haczyków.
- Moje źródełka jeszcze nie wyschły. Jakby co, to Lalka może przyjść do mnie. Załatwimy to jak zwykle, żadne gangsterki, tajskie bokserki nie będą potrzebne. Tak kochanie?
Uśmiechnęła się czule do Maliny.
- Jak zwykle, czyli jak?
Nagle zainteresowała się Mala, na co usłyszała:
- Normalnie, a co?
Anita pod stołem ścisnęła Roxy za udo i syknęła coś hisslangiem. Co prawda mowę czarownic znały wszystkie obecne przy stole, ale tego archaicznego idiomu te młodsze akurat nie zrozumiały. Tak akurat był syknięty. Zaś oznaczał on niewiele:
- Przeginasz!
Na szczęście Mala nie chwyciła sensu tej całej gry, mimo swej nadzwyczajnej bystrości oraz ponadprzeciętnej inteligencji. Na szczęście, bo mogło nagle zrobić się niefajnie. Spytała więc tylko:
- Bierzesz od niej za to kasę?
Roxy uśmiechnęła się chytrze i rzuciła:
- Żart.
Anita rzecz jasna wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi. Roxy faktycznie sypiała z Maliną od czasu do czasu, nie za kokę rzecz jasna, tylko dla sportu, ale tego Mala nie mogła się dowiedzieć. Od czasu, gdy pogodziła Lalkę ze swoją dziewczyną Miolką nabrała obsesji na punkcie tego, czy miewa ona inne bliskie, te bardzo bliskie relacje z kimś innym. Za to wiedziała Kaśka, bo Malina jej mówi naprawdę wszystko, ale dowiedzieć się czegoś od Kaśki na temat sekretów Maliny? Nie ma niemożliwszej rzeczy na świecie. Zaś Mala chyba straciła nagle ochotę na głębsze rozkminki, bo oznajmiła tylko:
- Głupi żart. Malina nie jest żadną ćpunką. Ćpuny to regularnie osuszają małpki pod moim domem na przystanku. Ja co prawda nie używam nic, oprócz seksu, trawy i szampana dla dzieci, ale wiem, że taka kreska czystej koki raz na miesiąc nikogo nie truje. Koka to nie alkohol.
Po tej perorze sytuacja zrobiła wrażenie bycia rozładowaną, ale nadal nie była jasna kwestia wstępna, od której się ta cała dyskusja zaczęła. Więc Malina podjęła próbę jej rozciemnienia:
- To jedziesz Lisico, czy nie jedziesz?
Roxy jakby się zasępiła:
- Bym pojechała, ale wiem, że będzie tam ktoś, kogo nie chcę spotkać. Takie tam stare porachunki, zaszłości, jeszcze z moich zawodowych czasów.
- Poprzednim razem nie miałaś takich obiekcji.
- Bo wtedy wiedziałam, że jej nie będzie. Teraz wiem, że będzie. Może być naprawdę nieprzyjemnie. Nie mnie tylko, tak ogólnie też.
Anita pokręciła głową:
- Taki stary trup pewnie się już rozleciał w szafie.
- Nie jestem tego taka pewna.
Malina i Kaśka dyplomatycznie milczały. Jakby nie było, to ich wtedy jeszcze nie było w tej bajce. Mali zresztą też, ale ona się akurat odezwała, bo to jest Mala, co wszystko wyjaśnia:
- Kochanie, to takie stare czasy. A teraz ma być Ciocia Lala, Róża też przyjedzie, parę innych fajnych dziewczyn. Będzie czad...
- Róża to raczej twoja kumpela, nie moja. Ty z nią zresztą może trochę uważaj, ta siusiara jest jeszcze małoletnia.
Po tych słowach Rudej Nita parsknęła śmiechem i rzuciła:
- I kto to mówi? My miałyśmy po czternaście. A ta cała Róża ma już piętnastaka, stara dupa jest z niej, to o co ci teraz chodzi? Znowu szukasz zaczepki? Co jest z tobą dzisiaj?
Mala skonstatowała:
- Wiewióra się kogoś najwyraźniej boi.
Kaśka spojrzała zdziwiona na całokształt. Bo ona niczego się nie boi. Nawet własnej maczety, wcale nie czarowskiej bynajmniej. Za to Anita spoważniała nagle bardzo poważnie:
- Młoda, jak ty nic nie rozumiesz. Czarujesz dopiero dwa lata, głównie dupą zresztą. Spoko, od tego każda zaczyna. Ale może wróćmy do sprawy.
Wzięła głęboki oddech. Nikomu nie kalkuluje się wtedy odezwać. Gdy się przerywa Anicie podczas narracji, to ceny trumien od razu podskakują w całym mieście. Nawet Kaśka nie piśnie, nawet ze swoimi Neonówkami na zapleczu. Zresztą, tak dla przypomnienia, Neonówki nie czarują, nie mają mocy. Ale za to po mordzie umieją dać, jak prawdziwe kobiety. Wróćmy jednak do tematu, czyli co Nita wszystkim oznajmiła:
- Kurwa! Ruda nigdzie nie jedzie. I chuj!
Zrobiło się naprawdę poważnie. Anita jest kobietą z taką klasą, że wszystkie królowe całej Galaktyki mogą jej na kant pizdy skoczyć, tedy więc bardzo rzadko operuje słowami publicznymi. Skoro jednak użyła... Do tego jeszcze syknęła hisslangiem, ale już takim common, zrozumiałym też dla młodszych stażem wiedźmulek. Nie wiemy co, ale wszystkie nagle poszły zrobić oko, czy też może kupę, ale ten detal nie jest zbyt istotny. Gdy wróciły, Mala jak zwykle śmiejąca się całym swoim jestestwem spytała bezczelnie:
- Wodzu, ale co wódz? Czemu tak?
Odpowiedź nadeszła hisslangiem, bo akurat przyszła pani Renia przynieść powtórkę pleciugato, które to Nita była zamówiła ciupasem, gdy jej psiapsie poszły do kibla. Ale poszła sobie, więc...
- Możesz po ludzku? Nie po naszemu? Bo ja jeszcze dzidzia, cienka pusia jestem, nie wszystko chwytam tak, jak należy.
Odparła Mala, wciąż bezczelnie. Anita odbiła od razu:
- Bo będzie bardzo, bardzo źle. Będzie taka jazda, że...
Tu przerwała, ale migiem przerwała przerwę:
- Będzie grubo. Bardzo grubo. Grubiej od grubieja.
Zapadła cisza. Przerwała ją Malina:
- Weź bratowa, nie męcz już. Ja już wiem, co jest na rzeczy. Podobno jestem tu najsłodszą idiotką, ale kurwa żesz...
Spojrzała na Kaśkę, lojalną do spodu, jak dobrze wiemy. Ale ta tylko wzruszyła ramionami. Mózg Wojowniczki Ulicy miał już to pięć razy przehetane. Więc usta Pięknej nim sterowane rzuciły:
- Siedź Lalka na dupie i słuchaj. Ciocia Nita mówi.
Dobrze powiedziała, bo Anita zaczęła mówić.
- Sprawa jest taka, że jak Ruda pojedzie, to ja też muszę pojechać. Ale ja nie mogę, bo wiecie, że nie mogę. Do lipca mam zakaz czarowania tak na poważniej.
W tym momencie wzbudziła się Kaśka.
- Ja pojadę. Zaraz po walkach. Po walkach to ja im nie jestem już potrzebna. Ale to oznacza, że Rudzielec też wcześniej nie pojedzie. Szkoda tylko, że na tym turnieju nie będzie ringowych dupek, bo by sobie zarobiła dodatkowo.
Roxy spojrzała zdziwiona:
- Takie stare próchna jak ja też wpuszczają na tą funkcję?
Na co zareagowała Malina:
- Chyba faktycznie stare, skoro nas tak debilnie kokietujesz.
Za to sytuację podsumowała Mala:
- Kasia dawno nikomu nie spuściła porządnego wpierdolu.
Wtedy Anita rozłożyła ręce.
- Trudno. Co robić. Jak mus, to mus.
Czwartkowy rechot finałowy zakończył cały ten temat. Tylko Roxy dorzuciła, bardzo filozoficznie, kompletnie ni w brochę, ni w oko:
- Tyle szmat na świecie, a podłogi dalej brudne. Na świecie istnieją trzy rodzaje ludzi. Tacy, co umieją liczyć, oraz tacy, co nie potrafią.

01 kwietnia 2026

TWO in ONE - dobra i zła wiadomość /tanka/ + /chwilówka/

Abrakadabra
Zamykamy ten serial
Koniec Czarownic
Dla jednych wielka radość
Dla drugich wielki smutek
NIGDY NIE PRZEGAPIAJ OKAZJI, ABY SIĘ ZAMKNĄĆ
/jakiś mądry wujek/
dlatego więc nie odpowiadamy na komentarze, chyba że...

08 marca 2026

TO ŚWIĘTO PRZEDWIOSENNE /trójtanka + haiku/

Ma być jak inne
Inne mają być jak on
Ósmy dzień marca
Roszczeniowej księżniczki
Nadzieja wyleczenia
Krągłość dłoń pieści
Ciepła słodycz wilgoci
Usta spragnione
Ulubionej zabawki
Prezent dla niej najlepszy
Balsamu krople
Zdobią jędrne pagórki
Uśmiech na twarzy
Oziębłej feministki
Cud przemiany nastąpił
👉
Mimo genialności swej konstrukcji kobieta niekoniecznie zawsze bywa idealna.  Czasem bowiem trafiają się jej dysfunkcje rozmaite. Chwilowe lub co gorsza przewlekłe. Zdarza się nawet kilka na raz. Powyżej skupiliśmy się akurat centralnie na dwóch. Na czym polega roszczeniowy księżniczkizm tłumaczyć chyba za bardzo nie trzeba. Objawia się on tak, że dupencja wymaga szczególnych relacji damsko męskich. On ma jej dawać wszystkie materialne dobra, jakich ona tylko zapragnie, starać się przy tym, o względy jej zabiegać, ona zaś za to nie musi nic, co najwyżej udzielić swoją łaskawą obecność mu może. Za to nieco wyjaśnień wymaga oziębły feminizm. Jak wiadomo, nie istnieje jedna odmiana tego ruchu. Jest wiele nurtów czy też odmian. Ten jednak mimo swej nazwy nie jest takowym, co najwyżej jego patologią. Bowiem zamiast dążyć do polepszenia bytu kobiety steruje na jego psucie oraz psuje wizerunek samego feminizmu. Jak to działa? Otóż zdarza się nieraz, że kobieta swą urodą, tudzież domniemanymi walorami umysłu zasłuży na męską sympatię. Ale gdy ten, czy ów zapragnie jej to cieleśnie okazać, nagrodzić ją, ona staje się paniusią pełną fochów, pretensji o to, że jest traktowana jak rzecz. Nieraz posuwa się nawet do zarzutu, jakoby była molestowana, gdy ktoś wyrazi uznanie piękna jej lub jakiegoś jej fragmentu. Ciekawym zjawiskiem jest podejście takich pseudofeministek do filmów dla dorosłych. Według nich branża ta uprzedmiotawia kobietę, co jest fałszem, bo jest całkiem odwrotnie, to mężczyzna jest obiektem, narzędziem, maszynką. Niektórych panów takie panie często frustrują swoją postawą, ale jedynym sensowną reakcją jest akceptacja faktu, że skoro taka paniunia czegoś nie chce, to po prostu nie dostanie. Powyższy wywód wyjaśniający kończymy życzeniami świątecznymi, krótko poetycko wyrażonymi, do Pań wszelkich targetowanymi.
👉    
Słowo niedzielne
Niezdrowym kurować się
Zdrowym tak trzymać
💚💛💗
Ogłoszenie: Druga część opowiadania "Bankiet", kończąca je, jak najbardziej rzecz jasna się ukaże jako następna po tej publikacji.

29 grudnia 2025

WCALE TAK NIE JEST

Patrzysz na ten świat
Przez lufę karabinu
Lecz wciąż nie trafiasz
👀
Gdy się rozglądasz
Widzisz ciągle to samo
Nic nie rozumiesz
😵
Poznać lub zdobyć
System operacyjny
Myli ci tryby
🍅
Wcale tak nie jest
Jesteś tylko iluzją
Swych zbędnych myśli
💀
Ten dziwny wujek
Pokazuje ci brylant
Co teraz zrobisz?
🐇

23 lipca 2025

NÓW TO DZIWNE SŁOWO /tanka żałobna/

Księżyc zanika
Każda chwila to pora 
Na umieranie
Rewolucja w umysłach
Gadać się nie chce wcale

17 lipca 2025

ATROPOS /haiku takie/

Lipcowy ranek
Randomowy ciach akcji
Tak to się dzieje
= = = = =
"Jak zimpretujesz, tak się wyśpisz"
/Joanna Kołaczkowska (RIP)/

10 sierpnia 2024

TAŃCZĄCA MIĘDZY LINAMI /tanka/

Ta zła wiadomość
To też dobra wiadomość
Srebro jak złoto
Na piersi 
wojowniczki
Lśni pozytywną myślą

22 czerwca 2024

...I PO ŚWIĘCIE /tanka/

Słońce odchodzi
Kwiat paproci już zakwitł
Ale nie przekwitł
Jeśli ktoś go nie znalazł
Jeszcze ma swoją szansę

01 kwietnia 2024

Tanka, mantra i wintażowy suchar


Jest dynamicznie
Blog sobie odsapuje
Tygodni para
Odjazdowość wyjazdu
Wyjazdowość odjazdu

=> => => => => => => TU <= <= <= <= <= <= <=

- Dzień dobry, czy to numer jedenaście jedenaście jedenaście?
- Dzień dobry. Nie, tu jest sto jedenaście sto jedenaście.
- Bardzo przepraszam, fatygowałem panią niepotrzebnie.
- Nic się nie stało. I tak musiałam wstać, bo telefon zadzwonił.

16 lutego 2024

FURIA MAĆ - GRA TAKA /3 x haiku/

Instrukcja do części tekstowej:
Bierzemy monetę i rzucamy randomowo, ale tak, żeby jej nie posiać gdzieś. Gdy wypadnie orzeł wciągamy dzieło numer jeden, gdy wypadnie reszka, wciągamy dzieło numer dwa. Powtarzamy tą procedurę dotąd, aż nam się odechce chcieć, wtedy przechodzimy do dzieła numer trzy.

1.
Numer przychodni
Abonent jest zajęty
Czas na drugi ruch

2.
Numer przychodni
Abonent nie odbiera
Czas na drugi ruch

3.
Orzeł czy reszka
Wynik zawsze taki sam
Dostać pierdolca

04 lutego 2024

Kontrolność /plus tanka plus/

Nie można w pełni kontrolować własnego umysłu choćby dlatego, że...
Nie istnieje żaden kontroler. 
SZOK😲
Myśliciel myśli jest tylko jedną z tych myśli.
Odczuwacz odczuć jest tylko jednym z odczuć.
Doświadczający doświadczeń to po prostu część doświadczenia.
Coś się nie zgadza
Rzeczywistość jest nie tak
Umysłu defekt
Ona jest na swoim miejscu
To ludzie tworzą pyzie oczy
JA PYZE NA ŁYZE, A ONA MI SKOCY!!!

10 stycznia 2024

TUMMO - Wewnętrzny Ogień

- Tak kochanie, ja ciebie też.
Tyle akurat dotarło do Zuli, gdy weszła do domu, potem już tylko zobaczyła Zoję odkładającą telefon na stolik.
- Komu tak kochaniujesz?
- Karynka się zapowiedziała na niedzielę.
- No. Trochę jej nie było. Stęskniłam się.
- Za nią, czy za jej pierogami? Jeśli to drugie, to od razu uprzedziła, że to nie będą żadne pierogi.
- Jestem otwarta na wszystkie jej wytwory.
- A ja na razie jestem otwarta na ciebie.
- Chwila, daj się ogarnąć. Co jest z tobą?
- Bo też wróciłam godzinę temu z miasta, a na mieście co?
- Mróz?
- Trafiłaś za pierwszym podejściem.
- I co z tego?
- Ten mróz rozpalił we mnie taki wewnętrzny ogień.
- Fascynujące. Na mnie to tak nie działa, wręcz odwrotnie. Ja muszę najpierw iść pod gorący prysznic. Więc może sobie poczekaj z tym swoim otwarciem. Tylko żeby ci wewnętrzny ogień nie zgasł, bo to potrwa.
= = = = =
- No, gdzie ta nasza Karynka? Słyszałam drzwi.
- Tajemniczo utknęła w przedpokoju.
Ale zguba się nagle znalazła:
- Nie utknęłam, tylko się rozdziewałam. Duży mróz to dużo ciuchów. Ale z tym już niedługo koniec. Mam plan.
- Żaden mróz nie trwa wiecznie.
Tak odparła Zula, a Zoja dodała:
- Przynajmniej w naszej strefie geograficznej.
- Nie, to nie o to chodzi. Tylko o to.
Mówiąc to Karyna rzuciła na stolik jakąś ulotkę. Zoja wzięła ją szybko do ręki i zaczęła czytać treść:
- Tummo! Tybetański sposób na srogie mrozy. Specjalna buddyjska technika medytacji wywołująca wewnętrzny ogień. Kurs przyspieszony. Już po trzech tygodniach praktyki w naszym ośrodku całkiem zapomnisz o ciepłej odzieży. Pierwsza sesja za darmo! To wygląda bardzo interesująco. Tak Zuleczko?
- Pojęcia nie mam, nie znam się na buddyzmach.
- Tummo było praktykowane na Tybecie zanim jeszcze tam dotarł buddyzm. Tylko jest jeden pyk. Oni tam nie znali żadnych przyspieszonych metod.
 
- No wiesz, internetu też nie znali.
To nie była odpowiedź Zuli. Zaś Zoja:
- Jakaś ty Karynko rezolutna. To jeszcze sobie poczytaj, co tam na tej ulotce jest napisane na dole drobnym druczkiem.
Gdy Karyna pochyliła się nad kartką, Zula dodała:
- Drobnym, czy nie drobnym, ja się na to i tak nie piszę. Pójdę na ten kurs, zapłacę ile chcą, ukończę go na szóstkę, tymczasem mrozy się skończą, a ja zostanę jak ta pizda uszata z tym całym tummo. Powiedz lepiej moja piękna, co tam masz w koszyczku.
Karyna odłożyła ulotkę i wyjęła z torby sporawy pojemnik. Gdy go otworzyła, Zula szybko zajrzała do środka:
- Mówiłaś Zojce, że ma nie być pierogów? Jak nie ma, jak są?
- To nie żadne pierogi, to samosy. Pierogów nalepiłam się w grudniu, mam chwilowo dość, czas było na małą odmianę.
- Wiem, co to samosy, jadłam już kiedyś, nawet nieraz, choć nie karynkowe, tylko knajpowe. Ale to nie zmienia faktu, że to są pierogi.
- Nie. To są samosy.
Zula westchnęła, po czym odparła:
- Karynko, czy jeśli z Zenkiem...
- Zula, stop! Może ja jej wyjaśnię. Czy jeśli z Zenkiem idziecie na spacer, to trzymacie się za ręce, czy jakoś tak inaczej?
- Różnie. Najczęściej to...
- Dobrze, mniejsza z tym. Ale tak, czy owak, czy inaczej, to nadal jest to jakiś spacer. Tak? Zgadza się?
- No... Tak.
- Zojka, ale ja jej to samo chciałam powiedzieć.
- To samo, tylko inaczej? Świetnie wiem, co chciałaś powiedzieć.
Tu wtrąciła Karyna:
- Już rozumiem. Samosy to pierogi, tylko prawie inaczej. Ale ja mam lepszy pomysł. Pójdę do kuchni, odgrzeję, a wy sobie dogadacie detale.
Zoja i Zula spojrzały na nią, potem na siebie. Nie wiadomo za bardzo, która pierwsza kiwnęła głową, ale na pewno równocześnie uznały:
- Dooobra jest!
Po kilku minutach cała trójka zajadała prawie inaczej pierogi, wreszcie Zula przerwała, głośno po chamsku beknęła i oświadczyła:
- Mam haiku. Uwaga. Cicho ma być. Mówię.
Bez żadnych tummo
Płonie mi dynamicznie
Wewnętrzny ogień.
____________
Redakcja bloga nie ponosi żadnej odpowiedzialności za cudze iluzje, jakoby to miał być post o seksie. Za wszelkie inne również.

03 listopada 2023

MIZANTROPIA /haiku razy jedenaście/

Gatunek głupi
Myślą i nie czują nic
Problemów twórcy
Zieleń unicestwia
Samobójca na raty
Siebie nie umie

Mózgowy defekt
Rozwoju fluktuacja
Domu demolka

Duma z myślenia
Na mieć i żreć skupiona
Percepcja martwa

Ziemia poddana
Niekompetencji mordu
Kona w agonii

Sport to masowy
Odrzucać wiedzę jak jest
Tworzyć poglądy

Klęczące grzecznie
Posłuszne rozkazowi
Nic nie pojmują

Miłosne ich sny
Po niemiłosnej walce
Ze sobą wzajem

Stado myślących
Co by tu jeszcze spieprzyć
Przeżuć na plastik

Zawiści boty
Cieszą oczy wizją bólu
Lepszych od siebie
Nie lubię ludzi
Lubię tylko osoby
Niektóre są cool

30 października 2023

Merry Halloween! /haiku/

Łyżka i nożyk
Narzędzia do zabawy
Dyni struganie
Jesienne święto
Ziemi owoce jędrne
Świecą tripiasto


13 lipca 2023

(zawsze i wszędzie) NIE TAK

- Hey foczko, śliczne masz te loczki.
- Dziękuję, cały poranek je kręciłam.
- To one nie są naturalnie tak tego?
- Coś ty, przecież wtedy bym je prostowała.

21 czerwca 2023

Tylko obecność

Gdy przestajesz się zastanawiać nad życiem
Okazuje się być ono szalenie zabawne 
Kupałowy czas
Jeśli chcesz tego, co jest
Jest to, czego chcesz
Pełno tu odpowiedzi
Na które nie ma pytań
Jeżeli jedynym powodem rozrywki jest chęć przykrycia własnych deficytów psychicznych lub to, że potem będziesz lepiej pracować, to tak naprawdę nie bawisz się. Robisz to jedynie dla korzyści, a nie dla zabawy samej w sobie.

30 kwietnia 2023

Majówkowa tanka psychoapatyczna paradoksalnie

Siedząc na tyłku
Robiąc proste zwykłe nic
Uratujesz świat
Tylko tego nie zepsuj
Znowu myśląc zbyt wiele

07 marca 2023

le huitième mars comme le huitième mars /haiku senryu/

 Kochane foczki              

 Słodkie sutki i sztuczki 
 Czerwony goździk