22 czerwca 2017

czas słowiańskich Walentynek (chwilówka)

Właściwie to Kupała, nasze rodzime, słowiańskie święto, miała już miejsce wczoraj. Astronomicznie podchodząc do sprawy, to wtedy powinien mieć miejsce obrzęd. Jednak religia to nie tylko magia, to także pewien aspekt społeczny. Niestety obecne realia zmuszają do wykonania pewnego splitu. Można dokonać rytuału o właściwej mu porze, ale jedynie w otoczeniu tych najbliższych bliskich i to też tylko tych, z którymi daje radę. Jednak w nieco szerszym gronie to już porażka. Trzeba się dogadać jakoś, ustalić wspólny termin. Zwykle jest to najbliższy weekend. Okay, skoro tak ma być, niech będzie, im więcej okazji do świętowania, tym fajniej. Zwłaszcza, że...
Ten blog to nie kurwizja, której dziennik telewizyjny różne fakty uważa za niebyłe, więc uczciwość dyktuje, aby wspomnieć też, że zaraz później ma miejsce Noc Świętojańska. Otóż kiedyś te ziemie zdominowała pewna obca, napływowa religia. Racje polityczne podyktowały wtedy wyrżnięcie nieco narodu, tak w ramach miłości bliźniego rzecz jasna. Powstało nowe święto, a raczej zmutowane stare, bo ta nowa religia niewiele nowego stworzyła tak sama od siebie. Choć starego obrzędu już w nim nie ma, to poszukiwanie Kwiatu Paproci jednak pozostało. No, i zarąbiście! Im więcej szczytowań na świecie, tym więcej pozytywnej energii go przenika. Tak?
Dochodzą jeszcze Wianki do kompletu, taka już bardziej świecka tradycja. Czyli jeszcze lepiej! Zaś smutasom biada! Niech się karmią swoją urban legend na temat dzikich orgii, wyuzdanej rui, tudzież poróbstwu, które ma ponoć wtedy miejsce. Nie ma co tracić czasu na tłumaczenie smętnym dupkom, że tak nie było za czasów naszych przodków, nie ma też teraz. Był i jest tylko zdrowy luz. Tak też będzie.
Tyle...

17 czerwca 2017

intermedium, żeby było jakieś zajęcie (chwilówka)

"Kot pustynny, kot arabski (Felis margarita) – gatunek drapieżnego ssaka ze z rodziny kotowatych. Został se on był odkryty w 1856 roku przez francuską ekspedycję w głąb Sahary. Łacińska nazwa gatunkowa została nadana na cześć komendanta Margueritte'a, dowódcy ekspedycji"
/Wikipedia, cytat odrobinę podrasowany estetycznie/
ale:
margarita = perła (po hiszpańsku)
My to suportować, bo coś w tym jest.
Jeszcze akcent muzyczny na odgrzybienie umysłu.
Tak dla zdrowotności...

03 czerwca 2017

(Anty)koncepcja draństwa

Wstęp samokrytyczny:
Kiedyś zdarzało mi się wyznawać i wyrażać pogląd, że państwo ma prawo zakazywać kobietom usuwania wczesnej ciąży /pierwszy trymestr/ tylko pod warunkiem, że dostarczy ono obywatelom idealnej antykoncepcji, stuprocentowo skutecznej, stuprocentowo nieupierdliwej, stuprocentowo obojętnej dla zdrowia, do tego, rzecz jasna darmowej. No cóż. Jedynym usprawiedliwieniem tworzenia sobie w głowie, tudzież artykułowania takiej głupoty jest fakt, że taka antykoncepcja nie istnieje i nie zaistnieje. Głupoty, bo prawda jest inna. Państwo nawet wtedy nie ma prawa tego zakazywać. Bo jakby nie było, kobieta ma prawo się rozmyślić, nawet, gdy ciąża była chciana. Mogą się też zmienić jej uwarunkowania, sytuacja. Tak? Ergo, państwo, które jej tego zakazuje to nie państwo, tylko draństwo. Takiego państwa nie można brać na poważnie.

Tyle wstępu, jedziemy dalej:
Tak szczerze mówiąc, to nie za specjalnie chce mi się bawić w ekspresje artystyczne, więc streszczę jedynie tak z grubsza sytuację, która zresztą nie jest zbyt ciekawa, co więcej i co gorsza, jest za ciekawa:
- Zakaz usuwania ciąży. Stary temat od ponad ćwierćwiecza.
-  In vitro. Mało dostępne, tylko dla wybranych.
Podła zmiana dorzuca do pieca w trybie "z bomby":
- Kwestia landrynek dla dziewczynek, którymi to ponoć te dziewczynki obżerają się do porzygu. Bogate te dziewczynki muszą być, co więcej całe ich mnóstwo. Kto nie zatrybił, to podpowiem, że chodzi o pigułki "po".
- Medialny szum na temat wspomnianych landrynek przysłonił sprawę nonoksynolu. Zawierają go takie produkty, jak Patentex Oval, Kolpotex lub jeszcze inne w tym guście. Czyli globulki albo żele plemnikobójcze. Nie zawsze skuteczne (pi razy drzwi jakieś 80%), nieco upierdliwe, jak każda antykoncepcja zresztą, ale były. Były, bo nie ma. Zniknęły jak sen jakiś złoty z aptek, z sex shopów, zaś w hurtowniach nikt nic nie wie. Urzędasy na wyższym szczeblu administracji palą głupa, oficjalna zaś wersja jest, że firma dostarczająca ten produkt wycofała się z dostaw. Ciekawe. Sama się wycofała, nikt jej nie pomógł podjąć takiej decyzji? Wszystkie takie firmy? Wszystkie podobne produkty dostępne na rynku przed podłą zmianą?
Co prawda dziennikarskie śledztwo na ten temat jeszcze trwa, więc każda wersja wyjaśnienia tej sprawy jest możliwa, ale...
Chyba wystarczy tego punktu streszczenia.
- Do kompletu jeszcze dodajmy zniesienie standardów zwanych w skrócie "rodzić po ludzku" za sprawą tego samego łgarza, który sobie wymyślił wspomniane już landrynki masowo zjadane przez dziewczynki.
Co teraz? Co podła zmiana nowego zapoda, by dalej udowadniać, że kobieta jest dla niej rzeczą, a nie człowiekiem? Pewne (anty)koncepcje już są. Na przykład ogumienie na recepty i jego nielegal w dalszej kolejności. Przy okazji zaś znikną z polskiego rynku testy ciążowe, żeby taki żywy inkubator nie połapał się w porę i nie wyjechał sobie na przykład za granicę, aby (jak to nazywa politpoprawny żargon) "zabić dziecko nienarodzone". Jednym zdaniem to wszystko podsumowując, to zaiste druga Rumunia się szykuje w ramach podłej zmiany. Narodowej, ma się rozumieć.
Dygresja wyjaśniająca:
Chodzi o Rumunię za rządów Ceausescu. Wtedy tam również obowiązywał zakaz usuwania ciąży, tudzież też antykoncepcji. Polscy przyjezdni byli wypytywani przez tubylców namolnie o "antybejbi", zaś karierę robił lek Biseptol. Co prawda nie na spuchnięty brzuch on działał, lecz na spuchnięty dziób, gdy ząb bolał, ale wśród Rumunów rządziła urban legend, że jest to panaceum na wszystko. Wcale teraz nie żartuję, tak było naprawdę.

Po tej dygresji pozostała jeszcze wisienka na torcie zwana viagrą bez recepty, namiętnie obecnie reklamowana w kurwizji, tudzież na innych kanałach. Pod innymi brandami, ale to akurat detal, nie rzutuje. Niby fajnie, niejedna pani lub pan powinni być zadowoleni, ale gdy się spojrzy na cały ten porypany tort to się chce...
To się chce po prostu wyjść z kina, które Kinem Wolność nie jest na pewno i coraz bardziej być nim nie chce.