Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciocia_Lala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciocia_Lala. Pokaż wszystkie posty

09 sierpnia 2025

Ciocia Lala whispers

Łatwiej jest sobie uroić, że ktoś się narąbał, zwariował lub jest po prostu idiotą, niż przyjąć do wiadomości fakt, że nie umie się go zrozumieć.
Ani poczuć, ale tego akurat prawie nikt już nie umie.

18 lipca 2024

POIMPREZOWE PLECIUGOWE POGADUCHY

Od imprezy u Anity minęło kilka dni, wreszcie w końcu nasze wiedźmy zebrały się w Pleciudze na taki kawiarniany sabat, czyli na zwykłe ploty. Tylko, że nie były w komplecie. Anita i Roxy trajkoczą o niczym, zaś Kaśka siedzi z miną wodza Włóżmitu, który ma wyjebane na całą prerię. A gdzie...
- Gdzie Malina?
Mówiąc to Anita spojrzała na Kaśkę.
- Nie wiem. Czyż jestem stróżem psiapsi mojej? Wpadły z Mariolką jak bomby do klubu, poczekały na Malę, aż ta się ciut ogarnie po robocie, złapały ją za dupinę i gdzieś pojechały.
- To się zgadza.
Wtrąciła Roxy.
- Bo ja na fajrant zajrzałam do niej na chwilę na obiekt i Lalka coś tam sugerowała, żeby wam powiedzieć, że może jej nie być, takie tam.
Anita uśmiechnęła się.
- Lalka ma nową zabawkę. Znaczy dwie. Pierwszą lalkę do łóżka, drugą do reso... No, do malowania, do przebierania, ustawiania i w ogóle. Więc jest mocno zajęta. Barbie tworzy klona na obraz i podobieństwo swoje.
Ruda spojrzała na nią z wyrzutem.
- Nitka, to miała być twoja zabawka. Ile razy się nią bawiłaś od czasu, jak ci tu beczała w cycki? Pogadałaś z nią potem chociaż raz, tak poważniej?
- No... Raz, na imprezie.
- Tak. Przy blancie to strasznie poważna debata musiała być.
- Właśnie nie! Bo akurat pogadaliśmy poważnie o jej szkole. Potem jeszcze była okazja podczas jej przeprowadzki do Borka mieszkania.
- Ciekawe, dlaczego Borka przy tym nie było?
- Bo miał inne sprawy.
Maska z twarzy Kaśki, która w międzyczasie zdążyła zmienić się na oblicze szoguna Sramynato nagle zniknęła na skutek jej nagłego chichotu.
- No co? Naprawdę myślicie, że jestem zazdrosna?
Roxy nie traciła dobrego humoru:
- Skoro nigdy nie byłaś o mnie, to zadrość o tą gówniarę potraktowałabym jako powód do wojny. Więc nawet mi nie wolno tak myśleć.
Tym razem Kaśka zrobiła minę filmowego, dobrotliwego, rosyjskiego gangsta z nawyższej półki. Zaś jej usta przerywając ten dialog oświadczyły:
- Mala jest w porządku. Minie miesiąc, to wam powiem, jak ma u mnie. Na razie idzie jej dobrze, nawet lepiej. Za dużo roboty to ona nie ma, to nie firma Rudej, ale sama sobie jej szuka. Na przykład pomaga panu Bolkowi.
- Kto to jest pan Bolek?
- To też zaniedługo emeryt, on chyba wiekowo już jest, ale chwilowo chce mu się jeszcze robić. To taki nasz fachurka od wszystkiego, złota rączka. Każda szanująca się firma ma takiego pana Bolka. Mala mu ciągle asystuje, wiecie, drabinę przytrzymać, młotek podać, skoczyć po coś.
Roxy wreszcie odpuściła.
- Ja się w tą waszą Malę nie wpieprzam, tylko tak sobie żartuję. Ale zauważ Nitka, że to ja pierwsza coś zrobiłam, a ty tylko gadasz.
- Aha. Czyli wynajęcie jej chaty za gówniane pieniądze to jest nic nie robienie? Ruda, zaczynasz mnie wkurzać takim pieprzeniem.
Tym razem Kaśka zrobiła minę Budda Uśmiechnięty:
- Mam iść do kibla? Zresztą i tak mi się chce.
Ponieważ narrator nie mógł się zbytnio zdecydować, czy ma podglądać Kaśkę w rzeczonym kiblu, czy podsłuchiwać Anitę i Roxy, które wyjaśniały sobie coś w dwie ci...  Powiedzmy, że w cztery oczy, to zrobił sobie przerwę na przewietrzenie się i muzę dla Kawiarni, która zresztą przeważnie tego nie słucha, bo za trudne:
Gdy Kaśka wróciła do stolika poprawiwszy sobie oko, którego nigdy nie poprawiała, bo nie miała w zwyczaju robienia sobie oka, zobaczyła dwie psiapsie całujące się po oczach i mruknęła:
- Rozumiem, że surmy bojowe ucichły?
Nie usłyszała odpowiedzi, za to Anita wstała z krzesełka, po czym zaczęła starannie obciągać na sobie służbową korpo spódnicę.
- Muszę już iść. Na zabieg jadę.
Kaśka i Roxy spojrzały jakby zdziwione, a ta pierwsza spytała:
- Na jaki znowu zabieg?
- Ciążę usuwam.
Tym razem spytała Ruda:
- Przepraszam, czy wy z Borkiem nie umiecie już tego robić?
- Nie swoją. Taka znajoma z pracy musi zabić życie nienapoczęte. Nie ma prochów, nie ma za dużo na wyjazd, więc zachciało jej się magii.
- Za kasę, czy społecznie?
- Za kasę, bo to taka dalsza znajoma.
- Ile weźmiesz?
- Mniej, niż zawodowa wiedźma. Mówiłam, że cienko u niej z kasą.
- Jaką metodą?
- Jeszcze nie wiem. Intuicja mi powie na miejscu. No, pa kluseczki.
Gdy już jej pupa została odprowadzona wzrokiem Kaśka spytała:
- Dużo jest tych metod? Bo ja znam tylko jedną.
- Ty znasz tylko tą, którą poznałaś na szkoleniu w ramach pakietu bazowego. Bezpieczna, ale nie musi działać od razu, czasem trzeba powtarzać kilka godzin później. Ale jest wiele innych.
- Poedukujesz mnie? Bo widzisz, w klubie ktoś puścił plotę, że mam na sprzedaż prochy. Ja faktycznie raz, czy dwa miałam, ale stałego dojścia nie mam. Więc jak dziewczyny się do mnie zgłaszają, to mogę im pomóc magią. A na niektórych może jeszcze zarobić. Gdy pomagam połamańcom, to też się podpieram czarami.
- Wiem. Najdroższa fizjoreha w mieście i najdłuższa kolejka.
- Nie tylko, umowę z enefzetem też mamy.
- Tylko miejsc nie ma.
- Na to już żadne czary nie pomogą. Masz coś do pisania?
- No.
- To dawaj i zaczynaj wykład siostro.
Po czym dodała:
- Ciekawa historia. Gdyby Malina poznała Anitę wcześniej, gdyby wcześniej została wiedźmą, to ten nasz wyjazd trzy lata temu byłby zbędny. Hokus pokus i po sprawie.
- Gdyby Lalka wcześniej została wiedźmą, to by intuicyjnie ominęła takiego dzbana jak ten jej dawny... No, jak mu tam było? Nieważne zresztą. Dobra wiedźma powinna wiedzieć, z kim się puka.
- Wiedzieć to ona wiedziała, tylko jemu nagle odbiło.
- Ale to wcale niczego nie zmienia. To teraz ja niczym Anita biorę głęboki oddech, a ty słuchasz i notujesz, tak? Nie przerywasz, pytania na koniec.
Gdy Roxy tłumaczyła Maczecie detale czarowskich metod pozbywania się pewnego kłopotu, my wrócimy do pytania, które zadała wcześniej:
- Czy wy z Borkiem nie umiecie już tego robić?
To był żart nawiązujący do starej dyskusji, którą Anita i Ruda toczyły jeszcze jako małolaty, gdy zaczynały się uczyć magii od Cioci Lali. Roxy twierdziła, że niechciana ciąża to przeważnie efekt braku wiedzy i umiejętności uprawiana pewnego pięknego sportu, zaś Nita uważała, że zwykle jest to wynik pecha. Nie wiedzieć czemu, ten spór nakręcał im emocje do tego stopnia, że dwie najlepsze psapsie gotowe były się poszarpać na drobne kęsy. Jednak ich przyjaźń przetrwała, gdyż wpadły na pomysł, aby temat rozstrzygnął jedyny autorytet, które uznawały, czyli Ciocia Lala. Gdy jej przedstawiły swoje racje, ta zrobiła mądrą minę i stwierdziła:
- Tu bywa różnie. To może być pech, albo mogą być braki techniczne, albo jeszcze coś tam. Albo wszystko po trochu. Tak więc zarządzam remis. Ale mam taką uwagę, że w normalnym, cywilizowanym kraju państwo powinno zakładać, że taka kobieta miała właśnie pecha.
Matertera Pupa locuta, causa finita, zażarta różnica zdań zniknęła w czarnej dziurze kloacznej, ale energia rozgęganych perliczek musiała się wygęgać do końca, więc dziewczyny zmieniły nieco temat na najfajniejsze sposoby finiszowania przez facetów. Jako, że to już było bicie piany o gustach, rozjemczyni nie brała w tym udziału, tylko z pobłażliwym uśmiechem przysłuchiwała się temu biciu. Tylko tak już pod koniec odezwała się:
- To są wszystko bardzo fajne patenty, ale mam pytanie, czy tak po staremu, tradycyjnie, do środeczka, to już nie łaska?
Dwie początkujące kandydatki na czarownice zaprezentowały jej oczy Atomówek, po czym Roxy spojrzawszy na Anitę machnęła lekceważąco ręką i skonkludowała podsumowująco:
- Ciotka się nie zna.
Absurdalność tego stwierdzenia spowodowała chwilę ciszy, a zaraz potem eksplozję opętańczego, psychopatycznego śmiechu całej trójki. Bo Cioci Lali można było zarzucić nieznajomość wielu spraw, ale czarowanie i mizianie to były ostatnie rzeczy, które komuś mogłyby przyjść do głowy.

30 czerwca 2024

Ciocia Lala - randomowy wybór lickycytatów

Zawsze na full luzie, zawsze miła, wesoła, emanująca dobrymi wibracjami, czasem nawet wręcz rubaszna. Jej poczucie humoru potrafi rozruszać każdą imprezę, nawet stypę po kimś, kto nikomu nic nie zostawił, tylko wszystko oddał na jakiś idiotyczny cel, bo wziął i zgłupiał na stare lata. Osoba nader bywała, która objechała ponad prawie półtora świata, wiele przeżyła, wiele doświadczyła, więc zawsze ma coś ciekawego do opowiedzenia. Nikt nie wie, ile zaliczyła ciekawych miejsc, sytuacji, ciekawych ludzi, obojga płci zresztą, ale tego to chyba nawet ona sama dokładnie nie wie. Dodajmy jeszcze, iż jest czarownicą, wiedźmą z najwyższej półki, czyli kobietą z klasą, przy okazji też mentorką bohaterek cyklu "Czarownice". Po prostu
Ciocia Lala...
Fajnie rozebrać umie się wiele kobiet, ale żeby się fajnie ubrać trzeba być już czarownicą, albo chociaż kryptą.
👄
Teza, jakoby każda kobieta nosiła miotłę w torebce wydaje się być nieco przesadzona, należy ją traktować raczej jako slogan motywacyjny. 
👄
Związki partnerskie hetero czarownic z magami rzadko bywają udane, przeważnie kończą się grzybem atomowym, takim parom można zalecać jedynie model fuckin' friends, to akurat miewa spore szanse powodzenia. 
👄
Misją czarownic nie jest ani pomaganie, ani upieprzanie komuś życia, tylko dbanie o równowagę świata, jednak początkującym wiedźmom nie ma jak za bardzo tego wytłumaczyć.
👄
Czarownicy nigdy nie boli głowa, co najwyżej czasem dupa, cipa lub japa, ale od tego ma głowę, żeby tym inwentarzem jakoś zarządzać.
👄
Wiadomo, że czarownica ma zawsze ostatnie słowo, ale czasem potrafi zaistnieć taka dziwna sytuacja, że to ostatnie słowo ma ją.
👄
Czarownica bez klasy to nie wiedźma, tylko zwykła jędza.
👄
Oziębła czarownica to fikcja, nie istnieje, są czasem tylko takie, które wolą wibratory, po prostu taki mają gust.
👄
Ludzie często myślą, że czarownice to boginie, a to akurat nieprawda, one też czasem muszą iść do dentysty lub do ginekologa.
👄
Nie ma młotów na czarownice, czasem bywa jedynie młot pod czarownicą.
👄
Jędrna pupa, sterczące cycki i słodkie usta to stanowczo za mało, aby zostać wiedźmą, w gruncie rzeczy to są mało istotne dodatki, choć warte jednak pewnej skupionej uwagi.
👄
Zawsze mówię tym młodym siksom, które się rwą do czarowania, że zanim się nauczą rzucać zaklęcia, uroki lub klątwy, to niegłupim pomysłem jest też dowiedzieć się, jak je odkręcać.
👄
Byt faktycznie kształtuje świadomość, w czasach amerykańskiej prohibicji wiele tamtejszych czarownic nauczyło się sikać bimbrem.
👄
Kiedyś pewna moja znajoma wiedźma rzucała urok na jakiegoś gamonia na ulicy, tylko przypadkiem ktoś ją potrącił i potem przez kilka dni stalkował ją jakiś obleśny wujek, który akurat wtedy obok przechodził.
👄
Znakomitym babskim sposobem na wyznaczenie sobie strategii na bieżący dzień jest rzucenie rano monetą, czy tego dnia być bździągwą, czy nią nie być, okazuje się jednak, że niektóre panie używają magicznych monet, jednostronnych, a co ciekawe, one wcale nie są wiedźmami.
👄
Zrobienie kłótni z niczego nie jest wcale żadną magią, to umie prawie każda kobieta, za to magią jest zrobić taką kłótnię, żeby się sama kłóciła. 
👄
Są dwa podstawowe rodzaje błędów, pierwszy subiektywny polegający na przekonaniu, że jeśli coś jest dobre dla ciebie, to jest dobre dla innych, oraz obiektywny polegający na przekonaniu, że jeśli coś jest dobre dla ciebie, to możesz innych do tego przekonać.
👄
Niektórzy ludzie są szalenie skromni, więc wydaje im się, że jeśli coś wiedzą, umieją, potrafią, rozumieją, to wszyscy inni mają tak samo, kłopot jednak polega na tym, że źle im się wydaje, to jest zawsze ewidentna nieprawda, bo w rzeczywistości większość ludzi to kompletne memeje i lelaki.
👄
Nazywanie masturbacji samogwałtem jest pozbawione kompletnie, do cna logiki, przecież ta druga strona również chce to robić.
👄
Nigdy nie pojmę, dlaczego w sex shopach nie ma zielonych pończoch, raz tylko takie miała na sobie sprzedawczyni, wyglądała nawet na czyściutką, domytą dupeńkę, ale jakoś nie miałam przekonania, żeby kupować używane.
👄
Nawet jeśli Parady Równości będą się składać z samych kobiet trzymających się za ręce, to i tak mnóstwo idiotów dookoła będzie drzeć ryje, żeby jebać pedałów, a potem opowiadać durne bajki o mitycznych golasach biegających stadami po ulicy z piórkami w dupach.
👄
Kiedyś sobie tak zażartowałam, że nieźle jest mieć jakiekolwiek zwierzątko domowe, niektóre znajome panie wzięły to chyba zbyt na poważnie, bo jedna przysposobiła sobie wszy łonowe, a druga męża pijaczynę.
👄
Przepis na wieczną młodość jest dość prosty, musisz sobie bardzo mocno postanowić, że na stare lata zaczniesz robić codziennie, regularnie to, czego nienawidzisz robić.
👄
Jestem chyba jedyną kobietą, którą śmiało można zapytać ile ma lat, zawsze odpowiem prawdę, że tysiąc, bo ja zawsze tak mam, nawet w chwili urodzenia tyle miałam, tylko nie umiałam wtedy jeszcze mówić, więc takie pytanie nie miało za bardzo sensu.
👄
Zdrowy psychicznie człowiek miewa sny erotyczne nawet będąc w udanym związku i partnerka, czy partner wcale nie muszą w nich występować, mnie się w takich okresach zawsze śni pukanie z ośmiornicami z mangi.
👄
Swego czasu zgłosiła się do mnie pewna bardzo puszysta paniusia po magiczny sposób na odpuszyszczenie, dałam jej wtedy taką zaczarowaną sól, po której użyciu, posypaniu nią jedzenia to jedzenie do niej krzyczało, że od niego bardzo rośnie dupa, wzięłam zaliczkę, ale chyba coś jej poszło nie tak, bo nigdy się już nie pojawiła z resztą honorarium. 
👄
Znałam kiedyś taką strasznie upierdliwą, marudną kobietkę, była mistrzynią samodręczenia się, tworzenia sobie urojonych powodów do wstydu, czy też wyrzutów sumienia, skonstruowałam więc jej i dałam w prezencie ręcznie napędzaną dupokopaczkę do osobistego użytku, z instrukcją obsługi dla jasności, od tamtego czasu przestała mi się kłaniać na ulicy.
👄 
Któregoś dnia zobaczyłam, że mój sąsiad, bardzo wielki i krzepki człowiek, ma podbite oko, co jest zaiste słabo realizowalne, okazało się jednak, że poprzedniego dnia wypił trochę za dużo, wracając z buta do domu zrobił sobie przerwę na ławce przystanku, zdrzemnął się, zbudziła go próba kradzieży zegarka, on podniósł ramię, niedoszły złodziej odbił się od słupka wiaty i wpadł na niego uderzając głową.
👄
Kiedyś trafił mi się taki miły starszy pan, na tyle fajny, żeby dać mu dupy, łoił mnie jakieś trzy, czy cztery godziny, trochę mnie to już zaczęło męczyć, zaczęliśmy o tym rozmawiać, okazało się wtedy, że był rotmistrzem ułanów już w stanie spoczynku i że to dopiero rozkrętka, wreszcie się jednak zlitował, skończył mi na buzi i pękła mi kość policzkowa.
👄
Zdarzają się tak patologiczne przypadki marychofobii, wobec których nie tylko medycyna, ale nawet magia jest kompletnie bezsilna, pozostaje już tylko pedagogika specjalna, jakiś mistrz kija, czy coś w tym stylu.

06 lutego 2024

CZY CZAROWNICOM BYWA GŁUPIO?

- Jakoś nie mogę uwierzyć, żeby Ciocia Lala kiedyś zaczęła babcieć.
Tak Anita zagaiła do Roxy, gdy usiadły przy kawiarnianym stoliku. Ta zaś, zanim upiła wstępnie z filiżanki odparła szybko:
- Kiedyś my też zbabciejemy. Podobno mrówki w dupie wtedy zdychają. Ale ja w to nie wierzę. To taki mit miejski tylko, suportujący nacisk społeczny na milfy, żeby się psuły. Żeby odpuściły ten sport.
- Natury nawet czarownica nie przeskoczy.
- Mówisz o menopauzie? Ale to wcale nie jest wtedy tak, że znikają mrówki, tylko one się jakby tak przepoczarkowywują. Nadal jesteś wtedy zdolna do mizianki, tylko inny haj jest wtedy.
- Przede wszystkim nie przepoczwarkowywują, ale przepoczwarzają. Tylko czy ty każdą rozmowę musisz zaraz sprowadzać do walenia? Ja na zupełnie inny temat, a ta musi jak zwykle.
- Znasz przyjemniejsze?
Anita ignorując pytanie odparła:
- Chodzi mi o to, że babcia... Znaczy Ciocia Lala uroiła sobie, że jak Kaśka rozwinie swoje nowo odkryte moce, to świat rozwali. 
Roxy uśmiechnęła się mówiąc:
- Aaaa... O to chodzi. O naszą Lady Maczeta? Że niby co? Że maszyna do zabijania zgłupieje, gdy dostanie nowy, podrasowany karabin? To faktycznie paranoja. Ja jej tak za bardzo dobrze nie znam, ale wydaje mi się wyjątkowo spokojną, zbilansowaną psychicznie laską jaką ostatnio spotkałam. Dostaje tylko szału, gdy ktoś robi krzywdę jej psiapsi. Bo Malinka za to jest po prostu pierdolnięta i szuka wciąż kłopotów. 
- Na punkcie fiuta, tak jak jej mentorka.
- Chcesz focha? Ja jestem po prostu normalną kobietą.
- Ty znowu o jednym. Cały numer polega tu na tym, że Kaśki magia bojowa wcale nie interesuje. Już podczas pierwszej rozmowy, gdy wyszło, że mam ją uczyć powiedziała mi to jasno. Czary czarami, ale nie ma to jak porządne pierdolnięcie z kopyta. To jej słowa, cytuję tylko.
- A co ją interesuje? 
- Pomocówka. Zdrowotna. Kaśka pracuje w fitness clubie...
- To wiem. Jako trenerka osobista.
- Nie tylko. Jako fizjoterapeutka też.
- Wszystko jest jasne. Chce sobie dziewczyna poprawić wyniki, wskaźniki wyleczalności, takie tam. Mnie się to podoba.
- Tylko wytłumacz to Cioci Lali.
- Ja??? To nie mój problem. To Ciocia Lala ma problem. Ale dlaczego ty go sobie robisz? Nikt ci nie może zabronić uczyć Kaśki. Nawet Ciocia Lala.
Roxy zrobiła pauzę, siorbnęła z naczynia i zakontynuowała:
- A wiesz, w zeszłą niedzielę poznałam takiego...
W tym momencie Anita nagle wstała:
- Muszę siku.
Odchodząc od stolika czarownica szepnęła do siebie:
- Ja chcę do Oblęcina. Na oddział zamknięty, kurwa.
......
Tego dnia było naprawdę ślisko. Więc nikogo nie dziwił widok kobiety, która powoli zbierała się po upadku na chodnik. Pomagał jej to wykonywać młody mężczyzna, który akurat wychodził ze sklepu obok. Była leżąca, już stojąca miała na sobie króciutką, czarną ramoneskę, tudzież obcisłe legginsy, które bynajmniej nie ukrywały jej figury. To zaś nie umknęło oczom chwilowego ratownika, który spytał:
- Nic pani nie jest? Wszystko w porządku?
- Nie! Nie jest w porządku. Moja ręka jest jebane lata świetlne od w porządku!
Faktycznie, ramię kobiety robiło wrażenie dużej nienaturalności nawet dla laika anatomii ludzkiej, zaś jej twarz wyrażała wewnętrzną walką ze sobą, aby nie reagować głosem na ból. Mężczyzna zaczął otrzepywać ją ze śniegu, ona zaś syknęła jadowicie:
- Synek, ty mnie kurwa nie macaj po dupie, tylko powiedz, gdzie tu jest jakieś pogotowie, jakiś ostry dyżur. No, co jest z tobą?! 
- Akurat wiem, tu niedaleko. Zaprowadzę panią.
- Tylko pokaż. Sama trafię.
Poszkodowana nie ukrywała złości. Ruszyła szybko we wskazanym kierunku, zatrzymała się dopiero przed dużym budynkiem z jeszcze większym szyldem.
- Szpital miejski. No cóż, jestem tylko zwykłą czarownicą, a nie jakimś tam pierdolonym wolverinem. Samo się nie wyleczy.
Po czym zdrową ręką pchnęła drzwi wejściowe.
......
- No, pani Eulalio, wszystko jest na swoim miejscu. Zrosło się znakomicie. Ale przydałaby się jeszcze pewna odrobina jakichś zabiegów. Rehabilitacja, fizjoterapia, takie tam. Powiem więcej. Stanowczo to zalecam, żeby ręka doszła do pełnej sprawności. To było dość skomplikowane złamanie, więc...
Lekarz przeniósł wzrok z ekranu laptopa na camel toe stojącej przed nim kobiety ubranej w obcisłe legginsy. Jej czarna kurtka zdawała się pękać pod naporem biustu, zaś twarz skrywały duże, ciemne okulary.
- Poleci mi pan coś?
- No pewnie. Tu ma pani namiar. 
Tym słowom towarzyszyła ulotka położona na biurku.
- To pan mnie składał? Bo nie pamiętam. W szoku wtedy chyba jakimś byłam, pan chyba to znakomicie rozumie.
- Tak się złożyło, że ja panią złożyłem.
Ciocia Lala podeszła bliżej i spytała:
- Masz doktorku dziewczynę? Żonę? No, kogoś tam? No pewnie, że tak. To włóżcie to sobie na szyje podczas najbliższego, wiesz czego...
Lekarz zamrugał oczami i wziął do ręki dwa niepozorne, dziwne wisiorki na rzemykach. Coś kazało mu patrzeć na nie uporczywie, nie widział więc już zgrabnej, jędrej pupy odchodzącej. Słyszał tylko stukot jej szpilek i jej głos:
- Takiego rżnięcia nigdy ze sobą nie mieliście.
......
- Słuchajcie, jaka jazda!
Anita spojrzała gniewnie na Malinę, która mocno zdyszana wpadła jak bomba do mieszkania Borka.
- To nie jest dobry moment. Nie umiesz pukać?
Chyba miała rację, bo akurat siedziała schylona na łóżku i rozpinała spodnie swojemu chłopu, który stał przed nią mając minę jakby nieco zaskoczoną nagłym wtargnięciem siostry.
- Luz! Nie krępujcie się. Dorośli jesteśmy, sami swoi do tego. Ale to, co powiem warte jest wstrzymania akcji na chwilę.
Anita lekko odepchnąła Borka od siebie, opuściła tiszerta zakrywając sterczące piersi i nie spuszczając oczu ze szwagierki warknęła:
- Jak nie będzie, to tak cię już urządzę, że ci cipsko zgnije. Ani Roxy cię nie obroni, ani Kaśka swoją atomową maczetą.
- No własnie, Kaśka. Zagadka, kto był wczoraj jej klientką?
- Wróżka Zębuszka?
- Ciepło! Borek, twoja kolej braciszku!
- Kubuś Puchatek?
- Sam jesteś Kubuś Puchatek. Anita, drugi strzał!
- Diabolina... Zaraz, wróć! Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że to była...
- Dokładnie tak!
- Ciocia Lala?!
- Yoopi! 
Anita spojrzała w bok i westchnęła:
- No, i co stara pizdo, głupio ci, co?
- Co mówiłaś?
- Nic Malinko, opowiadaj.
- Było krótko. Ciocia Lala weszła, Kaśka chwyciła ją za rękę, potrzymała chwilę, potem puściła. Ręka jak nowa, można ją nawet sprzedać. Kurtyna.
Tu wtrącił się Borek:
- Nic nie rozumiem.
- Nie musisz, babskie sprawy.
- No tak, jak zwykle...
- Ciiicho... Malinko! Wyjmij sobie z mojej torebki kasę, goń do sklepu, kup jakieś bąbelki, wróć za... No, nie wiem... Daj nam...
Czarownica zawahała się, po czym:
- Nie, zmiana planów. Nic nam nie dawaj. Po prostu idź sobie powoli i powoli wróć. My się będziemy streszczać.
- A magiczne słowo?
- Wypad!
Mówiąc to słowo Anita już nie patrzyła na Malinę, tylko na Borka, którego przyciągnęła do siebie. Ten zaś, gdy tylko drzwi się zamknęły powiedział:
- Ja słyszałem. A mówiłaś kiedyś, że czarownicom nigdy nie jest głupio. To jak to w końcu z wami jest?
- Nie marudź! Stój spokojnie.

19 września 2023

PLUSKWA W MAJTKACH DWA /odc. 5/

- Rozumiem, że wiesz, jaki jest najlepszy naturalny kosmetyk?
...
- Ale on i tak ma u mnie ostry łomot. Ta twoja renowacja nic nie zmienia. Tak postanowiłam, tak będzie i już.
...
- Nadal myślę dupą, ale od tamtego czasu zmądrzała mi ta dupa.
...
- Co z tego ma być?
- Tarcze ekranujące.
- A tak po ludzku, mniej naukowo?
...
- Nie wiem, jak ona czaruje, ale walnąć w łeb potrafi nieźle.
...
- Czyli robimy trzy amulety. No, to do roboty!
***Wtorek, ZULU wczesny poranek.
- No, dziewczyny, chyba trochę się zagadałyśmy, a planu jak nie było, tak nie ma. Nawet wstępnego.
Mówiąc to Anita przeciągnęła się rozwlekle. Malina ziewnęła za to, ale mniej rozwlekle i dodała:
- Za to była wspaniała burza mózgów.
- Chyba w mózgach. Okrutne jest to wasze zielsko.
Roxy spojrzała na stolik pełen naczyń, a wśród nich też licznych akcesoriów stonerskich. Kaśka nie omieszkała zapytać:
- Moje lepsze, prawda?
- Lepsze, gorsze, pieprzenie. Przy takiej mieszance nijak się wcale rozeznać, co i jak klepie. Jedno jest pewne, że obie jesteście z Anitą growerki pierwsza klasa. Powinnyście połączyć siły i wtedy...
- Właśnie nie. Nie znasz się. My się wspieramy, ale przede wszystkim musimy konkurować, bo to nas motywuje do coraz lepszych wyników.
Kaśka spojrzała z uśmiechem na siedzącą obok Anitę i obie przybiły żółwika. Za to Roxy zmieniła temat:
- Lepiej pokaż nam, czego cię nauczyła Ciocia Lala.
- Niczego mnie nie nauczyła. Kazała tylko być sobą.
- I tak ma być, to jest najważniejsze. Malinka zrobi maślane oczka do niego, rozepnie się do pępa, bo taka jest Malinka, taki ma styl. Ale ty masz inny. Tylko popraw jedno. Patrz na Jarka tak, jakby chciał kupić hurtem najmniej chodliwy towar z tego waszego sklepu, bez morderczego błysku w oczach.
- Mam taki błysk?
Tu ożywiła się Malina:
- Oj masz. Pamiętasz, jak ostatnio przyczepił się do nas ten buc w kawiarni? Nie umiałam go spławić, wtedy ty się włączyłaś.
Odezwała się Ciocia Lala:
- Chciałabym to zobaczyć.
- Gdybym jej nie zatrzymała, to by go wypatroszyła.
Kaśka wzruszyła ramionami mówiąc:
- Bo jak moja Malinka mówi nie, to ma być nie!
- Jestem naprawdę wzruszona. Żeby wszystkie kobiety na świecie umiały się tak przyjaźnić. To wtedy...
- To wtedy wszystkie straciłybyśmy zajęcie, bo ten świat nie potrzebowałby czarownic. Byłyby zbędne.
- Jesteś tego pewna?
- Nie. Ale to fajnie zabrzmiało. Dobrze, moje panie. Mamy dwie godziny do wyjścia. Teraz trzeba ogarnąć to wszystko, włącznie z nami samymi. Są dwie łazienki na pięć dup. Kurwa, jaki tu bajzel na tym stole, po sobotniej imprezie takiego nie było.
- Na cztery dupy. Mnie się nigdzie nie spieszy. Pozwolisz mi chyba Anitko tu zostać i trochę odespać tą naszą sesję? Za to ja ci posprzątam ten bajzel, jak to elegancko raczyłaś nazwać. Tylko to zielsko schowaj, bo nie wiem, gdzie trzymasz takie rzeczy. Bo kuchnię już widziałam, wiem co i jak.
- Nie ma sprawy Ciociu Lalu. Klucze oddasz mamie, tam w drugim skrzydle domu. Uprzedzę ją, jak będziemy wychodzić. Tylko jeszcze jeden drobiazg.
Anita wstała, ruszyła do kuchni, po czym wróciła za chwilę niosąc niewielką salaterkę wypełnioną czymś wyglądającym jak pasta miso. Zaczerpnąwszy łyżeczką tej tajemniczej substancji podeszła do Kaśki.
- Buźka! Am! No...
- Co to za paskudztwo?
- Odświeżające śniadanie czarownic. Zero chemii, zero koksu. Tylko trochę ziółek plus szczypta magii. Będziesz jak nowo narodzona po tej zarwanej nocy. Śmiało! Tylko jedna łyżeczka za... Za Ciocię Lalę. Jedziemy, jedziemy, nie blokuj tej łyżeczki, dziewczyny czekają w kolejce.
***Ten sam wtorek, ZULU wczesne przedpołudnie.
Istnieje wiele stereotypów na temat wyglądu typowej czarownicy, ale pani Ewa nie pasowała do żadnego z nich. Sztukę mimikry wśród mugoli miała opanowaną do perfekcji, więc Malina wchodząc do jej mieszkania zobaczyła zwykłą biurwę. Jak najbardziej stereotypową zresztą. Biurwa od razu, bez żadnych wstępnych gier  przystąpiła do rzeczy:
- Podpisz tutaj, czytelnie lub nieczytelnie i jedź do tego swojego marketu. Zaniesiesz im ten papier, z nikim nie gadaj, nie dyskutuj, tylko dzień dobry, proszę, dziękuję, do widzenia. Tylko te cztery magiczne słowa i pozamiatane.
- Co to jest?
- Wypowiedzenie pracy bez okresu wypowiedzenia.
- Ale tu nic nie ma, pusta kartka.
Pani Ewa spojrzała na Malinę sponad oldskulowych okularów, ciepło się do niej uśmiechnęła i odparła:
- Zaufaj mi, moje dziecko. Będzie dobrze.
***Ten sam wtorek, ZULU późne przedpołudnie.
- Tadam! 
Zanim jednak Malina weszła do szatni na zapleczu fit klubu, przeparadowała przez sklep uroczo się uśmiechając do Jacusia urzędującego za ladą, który na jej widok wstał, zatrzasnął laptopa i wykrztusił:
- Kaśka chyba jest w szatni...
- Trafię, trafię.
Wcale nie musiała się oglądać za siebie w korytarzu, żeby wiedzieć, że Jacuś opuścił stanowisko pracy. Czuła jego wzrok na pupie, to zaś zapowiadało ciekawy dalszy ciąg. Ale chwila pogaduch z Kaśką była teraz priorytetem.
- Co ty masz na sobie?
- Jak już pojechałaś, to wyrwałam od Anity kieckę.
- To na Jacusia?
- A skąd? Jacuś to by mnie wziął nawet w muzułmańskim namiocie. To na tego dupka w markecie, żeby ogarnąć moje zwolnienie. Ale to wcale nie było potrzebne. Wszystko ogarnęła pani Ewa.
- Kto to jest pani Ewa? Zresztą potem mi opowiesz, bo zaraz mam sesję fizjo z inną panią Ewą. Wracaj teraz mizdrzyć się do Jacusia. Jak skończę z panią Ewą, to przyjdę do sklepu. Zastąpię Jacusia, będziecie mieli pół godziny, bo potem mam następną klientkę. 
- I co ja wtedy mam z nim zrobić?
- Nie udawaj idiotki. Lepiej mnie zapytaj gdzie. Możecie nawet tu w szatni, ale lepiej chyba w tej salce obok, są materace do ćwiczeń. Szefostwa dziś nie ma, pani od sprzątania już poszła, chata wolna.
- A ten Czarek, co mówiłaś?
- Też go nie ma, na szkoleniu jest.
***Ten sam wtorek, ZULU południe.
Anita wkroczyła do pokoju, w którym pracował Borek. Akurat coś klikał na klawiaturze w wielkim skupieniu wpatrzony w monitor.
- Kochanie, zrób sobie przerwę. Zjemy coś.
Gdy już szli sobie korytarzem trzymając się za ręce Borek nagle się zatrzymał i spytał z dużym zaciekawieniem:
- Gdzie ty mnie prowadzisz? Tam się teraz je?
- Tam się robi coś innego. Ale my zrobimy jeszcze coś innego. Mamy drobną zaległość, tak za wczoraj, nie uważasz?
- Myślałem, że już wyrośliśmy z takich akcji?
- Za dużo myślisz i gubisz romantyzm od tego myślenia.
- Romantyzm?
- Oj chodź już, nie marudź. Bo potem jeszcze musimy zdążyć faktycznie coś zjeść. No, ruchy mój książę, ruchy.
***Ten sam wtorek, ZULU popołudnie.
Roxy rzeczywiście miała urwanie pizdy, jak sama to elegancko, niezmiernie kulturalnie nazwała. Lista spraw do załatwienia jakoś nie chciała się kończyć. Na to nawet czary pani Ewy nie mogły nic poradzić. Po drodze zlustrowała dwa miejsca, gdziej sprzątały jej kobiety, odpuściła sobie tylko to, gdzie ekipą dowodziła Tamara. Co prawda było to najważniejsze zlecenie, ale pod okiem Tami spieprzenie czegokolwiek nie miało tam możliwości zaistnieć. Wreszcie jednak znalazła chwilę czasu na sprawy zasadnicze, jednak nie był to żaden seks, tylko rozpracowanie zawartości paczki zakupionej w mijanym po drodze fast foodzie. Roxy spokojnie, nienerwowo poruszała szczękami siedząc za kierownicą auta zaparkowanego na jakimś cudem znalezionym miejscu, wreszcie jej wzrok powoli, powoli zaczął spoczywać na telefonie umocowanym na desce rozdzielczej. Zanim jednak sięgnęła po niego, pogłaskała się po dekolcie, centralnie zaś po amulecie tam przebywającym, potem zaś sięgnęła do kieszeni, sprawdzając, czy nie wypadł z niej pistolet, nie na wodę bynajmniej, ani na żadne gumowe kulki. Bo magia magią, ale tradycyjne sposoby jej wsparcia uważała za konieczne, bo żarty dawno już się skończyły, przynajmniej poprzedniego dnia. 
- Kaśka? Malina? Kaśka? Malina?
Właściwie było to bez żadnego znaczenia, ale pora było przetestować świeżo zapisany numer do tej pierwszej.
- No, co tam?
- ...
- Aha. Nie pokazał się mówisz? A wisiorek coś nadaje?
- ...
- Aha. Rozumiem, że Malina jest u ciebie? Jej amulet też jest cicho? Zresztą daj mi ją proszę na chwilę.
- ...
- Rozuuumiem. Co? Już drugi raz? Ja jestem pełna empatii, bo też uwielbiam ten sport, tylko jest jeden problem.
- ...
- Taki to, że ona tam ma wyjątkowo dziś się wcale nie bzykać, tylko ciebie asekurować, mieć uszy i oczy otwarte na wszystko.
- ...
- Akurat świetnie wiem, co ona może mieć teraz pootwierane, tylko że to naprawdę nie jest dobry moment ma takie otwarcia. Jak się pojawi, to jej powiedz, żeby do mnie zadzwoniła. Tylko jej nie mów, że ją chcę opieprzyć. 
- ...
- Wiem, że i tak jej to powiesz, tylko skąd ta pewność, że ja ją na pewno chcę opieprzyć? To by było samobójstwo, bo tobie podpadnę.
- ...
- Dobrze, już. Nic jej nie mów. Sama później zadzwonię.
***Ten sam wtorek, ZULU późne popołudnie.
- No, Jacuś poszedł do domu, zostałyśmy same. 
- Chciał mnie zaciągnąć ze sobą do tego domu, bo mu się spodobało, ale wyjaśniłam mu, że mamy tu jeszcze takie babskie sprawy, to się odpieprzył.
- Planujesz jakiś ciąg dalszy?
- Raczej nie, aż taki rewelacyjny to on nie był. A poza tym przecież znasz moją strategię co do facetów. To kiedy ten Czarek przyjdzie? Bo ja tak teoretycznie mam jeszcze dzień wolny, choć nie wiem, co na to Roxy.
- Czemu?
- Bo mam się zjawić w pracy, gdy już ogarnę formalności z tą poprzednią. Ogarnęłam dziś rano wszystko, poszło jak po analnym lubrykancie, takim wiesz, z najwyższej półki.
- O, właśnie. Miałaś opowiedzieć, jak to było.
- Wiesz co? Może najpierw zamkniemy budę, potem skoczymy coś zjeść, bo z tego wszystkiego to oprócz tego magicznego miso Anity, to ja jeszcze nic dziś nie jadłam.
- Chyba jeszcze nie zamkniemy.
Mówiąc to Kaśka chwyciła za amulet na dekolcie. Jednocześnie Malina wykonała podobny gest. Obie spojrzały w kierunku drzwi na ulicę.
- Chyba nie. Też to czuję.
- Schowaj się na razie na zaplecze. Jakby coś, to krzyknę na ciebie. No, już, kicaj. I zdejm te cholerne szpilki. Że też cię kręgosłup od nich nie boli, cały dzień w nich tak chodzisz.
- Dużo w nich nie chodziłam.
- W sumie prawda. Ale teraz znikaj.
Kaśka weszła za ladę, schyliła się i włożyła dłoń w zakamar, do którego nie zaglądał nigdy ani Jacuś, ani nawet pani od sprzątania. Wyjęła stamtąd klasyczną maczetę. Gdy wracała od Anity wpadła po drodze do domu, po czym przywiozła do pracy ów gadżet. Wytarła go z kurzu, którego pełno było w zakamarze i dotknęła palcem ostrza.
- Ałć!
Trzymając ten palec w ustach i dzierżąc w drugiej dłoni narzędzie rolnicze do ścinania trzciny cukrowej podeszła do drzwi. Amulet parzył jej kliwidż coraz mocniej. Drzwi skrzypnęły i do sklepu wszedł elegancko ubrany mężczyzna. 
***Ten sam wtorek, ZULU dziesięć minut później.
Telefon Roxy zaśmiał się upiornie, ona zaś sięgnęła po niego szybciej, niż gotuje się szparag.
- Co jest Kasiu?
- ...
- Aha. Rozumiem. To znaczy nic nie rozumiem.
- ...
- Tak, już jadę.
Kobieta zawczasu starała się być jak najbliżej fit klubu, więc dojechała szybciej, niż gotuje się pęczek szparagów. Gdy weszła, odebrało jej mowę.
- Zamykaj szybko te drzwi! Na zasuwę!
Na ladzie siedziała Kaśka i tuliła do siebie spazmującą Malinę.
- Jak widzisz Roxuś, trochę tu napaprane, a ty akurat jesteś fachmanką od sprzątania, twoja firma ma znakomitą opinię na mieście.
- Był tu Jarek?
- W pewnym sensie jest nadal.
- Gdzie?
- Trochę tu, trochę tu. Sama widzisz. W takim syfie nie będzie można tu jutro pracować. Dasz radę to jakoś ogarnąć? Masz do dyspozycji mnie i swoją nową pracownicę, tylko jeszcze ją trzeba doprowadzić do stanu używalności. W gruncie rzeczy to dość delikatna dziewczyna, wrażliwa na niektóre widoki. Sprowadzanie większej ekipy nie wydaje mi się zbyt mądre.
- Daj mi pięć minut, bo ja też czasem bywam wrażliwa. Potem włączy mi się profesjonalny chłód. A naszej Malince daj to.
Roxy wyjęła z kieszeni małą fiolkę po pestkach konopi wypełnioną jakimś płynem. Malina uniosła głowę i rzuciła:
- Nie chcę żadnej chemii!
- Jaka znowu chemia, Malinko, siostrzyczko - czarowniczko? To tylko olejek cebede, ze szczyptą magii jako swego rodzaju dopalaczem. No, już mi lepiej. Kasiu, ty uzdatniaj Malinę, a ja się rozejrzę po tym całym waszym biznesie za jakimś konkretnym sprzętem.
***Ten sam wtorek, ZULU wieczór.
- No! Wykonałyśmy kawał porządnej, uczciwej roboty. Kasiu, ty byś się świetnie sprawdziła u mnie w firmie. Żart. A ty Malinko jutro masz oczywiście jeszcze wolne. Pozostaje tylko pan Jarek, coś trzeba z tym zrobić.
Roxy pokazała na plastikowy worek przy drzwiach. Kaśka wykonała dłonią langsam i odparła:
- Ja to biorę na siebie, a ty zawieź Malinę do domu. Kto dzwoni do Anity?
- Po co?
- Tak dla formalności, że już po sprawie. Żadnych detali rzecz jasna, żadnych otwartych tekstów.
- Mogę ja zadzwonić. Ciekawe, czy się bardziej wkurzy, czy bardziej ucieszy tą wiadomością?
- Dziś ucieszy, a jutro wkurzy, gdy się dowie tego wszystkiego. Taka fajna rzeźnia ją ominęła. 
- Idziemy już?
Malina nie czekając na odpowiedź ruszyła do drzwi. Ruszyła boso niosąc ze sobą parę szpilek.
***Ten sam wtorek, ZULU ten sam wieczór.
- No, nie dłub już Boreczku, nie dłub. Ja mam już naprawdę dosyć na dzisiaj.
- Ja też.
- To czemu dłubiesz?
- Z rozpędu. Bo przecież nie z nudów.
- A ja głupia myślałam, że ty tak z miłości.
- Teraz ty za dużo myślisz, a od tego się właśnie głupieje.
Nagle zadzwonił telefon. Anita wtulona dotąd w Borka wyzwoliła się z jego objęć, wstała z łóżka i sięgnęła po aparat leżący na stole.
- Co tam?
- ...
- Aha. No, to doskonale. A coś dokładniej?
- ...
- Rozumiem. To jutro się spotkamy, opowiecie mi to.
- ...
- Nie. Tylko na mieście i tylko na krótko.
- ...
- Po prostu potem mam bardzo ważne sprawy w domu.
Mówiąc to odwróciła się do Borka, pocałowała go na odległość i zakolebała zmysłowo biodrami. Gdy odłożyła telefon, mężczyzna zapytał:
- Co jest? Co się dzieje?
- Nic. Takie tam babskie sprawy.
***Ten sam wtorek, ZULU wczesna noc.
Ciocia Lala patrzyła w kryształową kulę, skupiona na niej niczym kibic na ekranie telewizora podczas ważnego meczu. Gdy już seans się zakończył, nakryła ją czarną aksamitną serwetą, po czym oświadczyła do maneki neko machającego łapką na szafce:
- One kiedyś z niej zrobią czarownicę. Tylko ja wcale nie jestem taka pewna, czy to jest dobry pomysł.
KONIEC

16 września 2023

PLUSKWA W MAJTKACH DWA /odc. 4/

- Roxy, kto ci to kurwa zrobił?!
...
- Dostawiał się do ciebie? Próbował flirtować?
- Nie, chyba nie? Normalnie rozmawialiśmy.
...
- Znaczy co? Według planu miałam usiąść na ladzie i rozłożyć nogi?
...
- Nikt nigdzie jeszcze nie jedzie! Taka fajna, ładna i mądra dziewucha, a takie kretyńskie samobójstwo chce popełnić.
***Wciąż ten sam poniedziałek, ZULU wieczór.
Na sofach w salonie siedziała Ciocia Lala i Kaśka. Kot Dredek leżał, też na sofie, ale nie bezpośrednio, bo uplasował się na kolanach tej pierwszej. 
- Czy mogę spytać, co było we flakoniku?
Mówiąc to Kaśka wskazała palcem na stół, na którym tegoż flakoniku już nie było, gdyż Anita zabrała go idąc z Roxy do pracowni, za nimi zaś poszła Malina, tak dla asysty w ramach czarowskiej praktyki.
- Możesz. Nazywam to Regenerum, mój osobisty wynalazek. To było tak, że kiedyś miałam faceta, z którym lubiliśmy uprawiać sadomaso, ale takie mocno przegraczające granice standardów. Ale po takiej sesji głupio było wyjść na ulicę, więc postanowiłam coś na to poradzić. Rozumiem, że jako normalna, dorosła kobieta wiesz, jaki jest najlepszy naturalny kosmetyk? Lepszy, niż olejek cebede.
- Czy jestem normalna, tego już nie wiem, ale kosmetyk znam. Tylko, że to podobno mit, jakoby był taki świetny.
- Mit, czy nie mit, to jest nieistotne, ważne jest tylko, że na pewno nie działa od razu, czyli do moich celów zupełnie się nie nadawał. Po serii wielu prób znalazłam jednak formułę na taki szybki patent. Te prace trwały przez jakiś czas, a zabawne jest to, że mnie osobiście przestał być potrzebny.
- Dlaczego?
- Bo zmieniłam faceta, a przy okazji zmienił mi się również gust. Takie zbyt hardkorowe igraszki przestały mnie kręcić. Dalej lubię sadomaso, tylko takie bardziej pedalskie, bez siniaków. Ale nie byłam samolubna, przekazałam sposób kilku innym koleżankom, Anita też go zna. Trochę byłam zdziwiona, że dziś nie miała tego serum pod ręką i zadzwoniła do mnie, ale jakby nie było, każdej się może zdarzyć, że skończy jej się chwilowo na przykład cukier do kawy, czy też inna sól. Obite buźki lub tyłki z kolei też nie zdarzają się nikomu tak nagminnie. 
- Mnie się czasem zdarza, bo ćwiczę, sparuję na macie lub na ringu. W ogóle to byłby dobry pomysł, gdyby go upowszechnić. Więcej dziewczyn by się garnęło do takiego sportu, jak boks, czy też do ememej.
- No, nie wiem, bo niektóre składniki są bardzo trudne do zdobycia, a to by już rzutowało na cenę. Ale powiem Anicie, żeby dała ci ten flakonik, jak tylko skończą zabieg. Ona sobie umie zrobić sama.
Zabieg faktycznie się wreszcie zakończył. Pierwsza do salonu weszła Malina, za nią Anita, na końcu zaś Roxy. Na jej widok Ciocia Lala uśmiechnęła się szeroko i pokazała lajka.
- No? Barbie pełną buzią, nic, tylko ją...
Nie dokończyła, bo Kaśka zerwała się z kanapy z okrzykiem:
- Ja pierdolę! Nówka sztuka, nie śmigana! Pokaż resztę. 
Roxy bez słowa uniosła bluzę i okręciła się wdzięcznie dookoła własnej osi. Kaśka podeszła do niej mówiąc:
- Muszę pomacać, bo nie uwierzę. Mogę?
- No pewnie, może wreszcie uwierzysz.
- Ale on i tak ma u mnie ostry łomot. Ta twoja renowacja nic nie zmienia. Tak postanowiłam, tak będzie i już.
- Z tym łomotem to jeszcze nie tak prędko. Usiądźmy siostry, obgadajmy całą sprawę. Bo tak, jak teraz stoisz, to nic mu nie zrobisz. Ciocia Lala ma rację, zna tego kolesia.
- Tak, znałam go, gdy jeszcze byli parą. Niestety Kasiu, to twoje ememej to nieco za mało na tego zawodnika. Siadajcie, a ciebie Anitko poproszę o małą herbatkę. Tą japońską, matczę, masz chyba coś tam?
Gdy reszta pań rozsiadła się dookoła, pierwsza zagaiła Malina, jakby trochę niepewnie patrząc na Roxy:
- Zanim Anita przyjdzie, to mnie ciekawi taki jeden drobiazg. Czy myślałaś może o zwróceniu mu kasy?
- Chyba cię porąbało?
- Spokojnie. Teraz to już pozamiatane, nic mu się nie należy, ale przedtem? Jeszcze zanim cię pobił?
- Po pierwsze, to nawet nie zdążyłam nawet o tym pomyśleć. Weszłam do domu po jakieś papiery, czy po coś tam, a on już był za mną. Czaił się widać na klatce, nie zauważyłam go. Nie mam takiego instynktu samuraja, jak Kaśka. A potem to już tylko leżałam na glebie, on tłukł mnie jakąś lagą, po wszystkim, gdzie popadło. Kręciłam się tylko, ale marnie, bo jeszcze mnie obezwładnił jakimś polem mocy.
- Mówił coś przy tym?
- Nic, ani słowa. A po drugie, to ja ani myślę mu cokolwiek oddawać, nawet już po tym, jak zdjęłam w sobotę zaklęcie z majtek Kasi.
Roxy przerwała na głębszy oddech.
- Coś ci wyjaśnię. Anita zna sprawę, więc nic nie traci. To on tak naprawdę był mi winien pieniądze.
- Mówiłaś, że rozstaliście się bez złości?
- Tak, bez złości, bo mu tą kasę odpuściłam. Byliśmy ze sobą jakieś kilka miesięcy, ale ja wszystko finansowałam. Chatę, życie, wyjazdy, rozrywki, on był mocnym magiem, ale także gołym magiem. Ale mnie wtedy było wszystko jedno, bo myślałam dupą.
Roxy znowu przerwała na chwilę, po czym dodała:
- Nadal myślę dupą, jak normalna, zdrowa psychicznie baba, ale od tamtego czasu zmądrzała mi ta dupa. 
Tu wtrąciła Ciocia Lala:
- To prawda. Trochę znałam Jarka, zdolny mag był i jest z niego, ale nie umiał tej magii zamieniać na pieniądze. 
- Widać potem się nauczył. Bo gdy zgłosił się do mnie chcąc zamówić urok na jakąś panienkę, bo przecież nie wiedziałam na kogo, to na biedaka już nie wyglądał. Cenę mu dałam zaporową, żeby się odpieprzył, ale jemu nawet powieka nie drgnęła. To ja pomyślałam, że to przecież niezły sposób, żeby odzyskać dług, na którym wtedy postawiłam krzyżyk. A resztę już znacie.
Malina słuchała bardzo uważnie tej opowieści, po czym spojrzała na Ciocię Lalę i spytała cicho, jakby nieśmiało:
- To znaczy, że on Jarek ma na imię? Ciekawy zbieg okoliczności, bo ja też byłam kiedyś z pewnym Jarkiem i też okazał się złamasem. Od tamtej pory staram się nie pytać swoich facetów o imię, ani przed, ani po, bo chcę sobie oszczędzić pewnych... Że tak powiem, przykrości. No, bo jak to tak? Robię chłopu finałowego loda, a potem się okazuje, że to był jakiś Jarek. Masakra!
Pierwsza parsknęła śmiechem Ciocia Lala, to zaś pociągnęło za sobą taką lawinę rechotu, że aż Dredek podniósł głowę i rozejrzał się po zebranych wzrokiem żądającym wyjaśnień.
- Coś mnie ominęło?
To zapytała Anita, która bezszelestnie, przez nikogo nie zauważona weszła do salonu i właśnie stawiała przed Ciocią Lalą czarkę z herbatą.
- Nie. Nic specjalnego, wspominamy stare dzieje czekając na ciebie. Teraz siadaj i trzeba zrobić plan, jak zgnoić tego całego Jarka. Katę już mamy, ale bez dobrego planu ani rusz.
- To ja mam tylko pytanie, dopóki stoję. Która jeszcze coś chce, bo jak usiądę, to już przepadło. Same sobie będziecie dymać do kuchni.
***Wciąż ten sam poniedziałkowy wieczór, ZULU kwadrans później.
- Musicie zacząć od tego.
Ciocia Lala sięgnęła po torbę leżącą za kanapą i po chwili grzebania w niej położyła na stole...
- Co to jest? Mam tym go udusić?
Kaśka wzięła do ręki mały kłębek zwiniętych rzemyków, do których było jeszcze coś doczepione.
- Rozplącz to moja droga, pokaż.
- Aha, jakieś wisiorki?
- Na razie jakieś. Anitka pewnie ma podobne na stanie, ale ja noszę ze sobą takie różne duperelki, podręczny zestaw Mała Wiedźma.
- Co z tego ma być?
- Tarcze ekranujące.
- A tak po ludzku, mniej naukowo?
- Amulety. Bez tego do Jarka nie podchodź. A gdy on podejdzie, to wzmocni twój samurajski instynkt ostrzegawczy. Gdy będzie dalej, w zasięgu iluś tam metrów, to trochę ci sparzy twój uroczy rowek między cyckami.
- To naprawde działa?
- Jeszcze nie. To tylko nośnik. Trzeba go teraz tylko naładować, innym słowy zaczarować i będzie już gotowy do użycia. Brakuje nam tylko do kompletu jeszcze jednego drobiazgu. Anitko, masz drukarkę?
- No.
- To niestety rusz swą zacną pupę i wydrukuj fotkę z Roxy telefonu. Zresztą zaraz wszystkie się ruszymy do pracowni. Na pewno trzeba zrobić takie dwa. Jeden dla Kasi, drugi dla Roxy. Pierwszy jest oczywisty, drugi raczej też. Bo on przecież wróci po zwrot pieniędzy. Na razie ją tylko stłukł pedagogicznie, tak wstępnie, informacyjnie, ale to dopiero początek.
Tu Roxy wtrąciła:
- Nic nie mówił o pieniądzach. W ogóle nic nie mówił.
- Po co miałby coś mówić?
- Czekajcie.
Kaśka wyraźnie się ożywiła.
- Mam drobne pytanie. Takie natury technicznej. Czy to całe zaklęcie w moich majtkach może zadziałać z pewnym opóźnieniem?
Czarownice spojrzały szybko nawzajem po sobie, a potem skupiły wzrok na Kaśce. Anita spytała:
- Do czego zmierzasz?
- Bo jeśli tak może być, to on może przyjść najpierw do mnie. Bo ja w sumie dziś z nim rozmawiałam bardzo krótko, wręcz przelotnie. Więc skoro jest taki na mnie napalony, to może przyjść jeszcze raz, tak już dla pewności, aby sprawdzić, czy może jednak zadziałało?
Tym razem Roxy stała się centrum uwagi. 
- To ma pewien sens. Zaczynam się też domyślać, o co ci może chodzić. On przychodzi do ciebie, zagaduje, a ty zachowujesz się, jakbyś...
- Dokładnie. Tylko jest jeden taki problem. Ja nie umiem się tak zachowywać w stosunku do facetów. Po prostu nie czuję tego.
Malina pokręciła głową mówiąc:
- No, ale zaraz, zaraz. A jak się zachowujesz podczas tych swoich orgietek okazjonalnych, gdy nagle mrówki w dupie zaczynają ci szaleć?
- Wtedy jest zupełnie inaczej. Skrzykujemy się przez net, to już jest w miarę stała ekipa. Bierzemy duży pokój w hotelu i kowboju do dzieła. Nikt się nie bawi w jakieś wstępne gierki.
Anita pokręciła głową i westchnęła:
- Niezła synchronizacja. Tak wszyscy na raz.
- Co wszyscy na raz?
- No, takie skrzyknięcie.
- Oj weź Anita, to nie jest tak dosłownie, tylko...
Nagle wtrąciła się Ciocia Lala:
- Dziewczyny, dajcie spokój. Nie omawiamy teraz detali zwyczajów godowych Kaśki, tylko co zrobić, żeby Jarek wpadł w pułapkę, jeśli ta hipoteza ma jakieś ręce i nogi. Według mnie ma. Tylko problem, jak to wykonać, żeby Kaśka nie wypadła sztucznie, gdy już dojdzie do takiej sytuacji. Bo dalszy scenariusz jest prosty. Wychodzą gdzieś potem razem, czy umawiają się jakoś, a gdy będą sam na sam, to już nasza nindża wie, co robić. Niestety Kasiu, przez godzinę nie nauczysz się tej roli zauroczonej nim panienki, ale coś ci spróbuję podpowiedzieć.
Głos zabrała Anita:
- Pozostaje jeszcze kwestia asekuracji naszej Kasi kochanej. Ja jutro pracuję, Roxy pracuje, a Malinka to już nie wiem.
- Ja mam tylko dwie sprawy rano do ogarnięcia związane ze zmianą swojej pracy, a potem jestem free.
- To przyjedziesz do Kaśki do fit klubu.
- Bardzo dobry pomysł. Wpadniesz do mnie, poćwiczysz sobie, pobajerujesz Jacusia, może nawet skutecznie?
- Skutecznie?
- Jakby co, to jakiś dyskretny zakamar na szybkie małe co nieco wam znajdę. A w ogóle przy Malince będzie mi bezpieczniej. Nie wiem, jak ona czaruje, ale walnąć w łeb potrafi nieźle.
Anita kiwnęła głową i dodała:
- Oj, potrafi.
- Widziałaś? 
- Nie, ale mój Borek widział. Też stłukła Jarka, tylko innego, tego byłego swojego. Zmuszanie kobiety do kontynuacji niechcianej ciąży powinno być karalne. Niestety nie jest, więc moja szwagierka wzięła prawo w swoje ręce.
Ciocia Lala uśmiechnęła się i skwitowała:
- Czyli robimy trzy amulety. No, to do roboty!
- Idźcie już, ja jeszcze tylko...
Nie dokończyła i wyjęła telefon.
- Wierna żona musi się opowiedzieć Boreczkowi, że nie wróci na noc.
Anita z udawanym gniewem zamierzyła się na Roxy aparatem, ale ta już zniknęła za drzwiami pracowni.
BĘDZIE CIĄG DALSZY

14 września 2023

PLUSKWA W MAJTKACH DWA /odc. 3/

- Jestem wkręcana w śledztwo w sprawie, która mnie wcale nie obchodzi.
...
- Nie wierzę w te wasze zaczarowane majtki.
...
- Dla mnie ta sprawa jest zamknięta.
...
- Wstawaj, jedziemy.
***Wciąż ten sam poniedziałek, ZULU późne popołudnie.
Drzwi otworzyła Anita.
- Masz taką minę Kasiu, jakbyś wcale tu nie chciała być.
- Ale rozmyśliłam się po drodze, tylko zapomniałam maski zmienić. Roxy ma kłopot, więc Malina ma kłopot, a gdy ona ma kłopot, to i ja mam kłopot.
- Wchodźcie dziewczyny.
W salonie na kanapie siedziała Roxy, na twarzy miała ciemne szkła w dużych oprawkach, a obok niej kot Dredek demonstrował światu, jak ma na ten swiat wyjebane. Malina usiadła na sofie naprzeciwko.
- Rozumiem, że nie czekamy do piątku z rozmową?
Zamiast Roxy odezwała się stojąca do tej pory Anita:
- Kaśka, siadaj proszę. Której coś do picia?
- Mnie nic. Prosto z obiadu jedziemy.
- Ja też dziękuję.
Ale gdy milcząca wciąż Roxy zdjęła okulary, Malina nagle wstała na równe nogi i krzyknęła, niezbyt głośno, ale zdecydowanie:
- Nie! Chcę już coś do picia. Nalej mi proszę jakąś dużą, mocną, treściwą, satysfakcjonującą lufę.
Po czym prawie jednym tchem dodała:
- Roxy, kto ci to kurwa zrobił?!
Kobieta bez słowa wyjęła telefon, maźnęła po nim chwilę, po czym położyła aparat na stoliku.
- Dredek, przesiadka!
Kaśka chwyciła kota, usiadła obok Roxy, a gdy przełożyła sieściucha na bok objęła ją ramieniem i przytuliła do siebie. Chyba trochę za mocno.
- Ałaaa!
- Co jest?
- To!
Roxy powolnym, przerywanym ruchem zdjęła z siebie bluzę, pod którą nie miała już nic więcej, nawet bra.
Wciąż jeszcze stojąca Malina krzyknęła w stronę kuchni:
- Anita! Przynieś mi od razu na drugą nogę!
***Wciąż ten sam poniedziałek, ZULU parę minut później.
- To mówisz, że widziałaś go już wcześniej?
Anita spojrzała uważnie na Kaśkę, która akurat przestała równie uważnie patrzeć na telefon Roxy.
- Tak, pierwszy raz przyszedł do sklepu, jakieś parę miesięcy temu, Jacuś mnie wtedy zawołał, bo gość chciał wiedzieć, ile wezmę za pełne fizjoreha po operacji złamania ręki.
- Miał złamaną rękę?
- Nie. Mówił, że idzie do szpitala na...
- Na łamanie ręki?
- Malinko, nie przerywaj. Takie rzeczy się zdarzają. Wcześniej miał wypadek, potem coś tam się źle zrosło, koleś wybierał się do poprawki.
- No, dobrze, to nieważne. Kiedy później go znowu zobaczyłaś?
- Jakieś trzy tygodnie temu. Był już po zabiegu, po tej całej chirurgii i wykupił u nas cały cykl reha. Ale ja się nim nie zajmowałam, tylko Czarek go ogarniał. Ćwiczenia, masaż, takie tam inne, wiadomo.
- Czarek?
- Kolega, nasz drugi instruktor.
- Nowy? Bo nigdy go nie widziałam u ciebie w pracy. Fajny?
- Malina! 
Anita szybkim, aczkolwiek jakby nieco ostentacyjnym ruchem odsunęła od szwagierki szklankę z niedopitym drinkiem.
- Kasiu, opowiadaj dalej.
- Raz z nim miałam tylko sesję, tak na zastępstwo, Czarek mnie prosił, bo coś tam mu wyskoczyło.
- Dostawiał się do ciebie? Próbował flirtować?
- Nie, chyba nie? Normalnie rozmawialiśmy. Ale przecież wiesz, że ja takich rzeczy na codzień zupełnie nie czuję.
- Jednak wpadłaś mu w oko. Może za tym pierwszym razem, może potem, nieważne w sumie kiedy.
- I ukradł ci frotkę.
To dodała Roxy.
- Ciągle je gubię. A ty skąd to wiesz?
- Bo mi ją dał. Potrzebna była do uroku.
- Nie rozumiem.
Tu wtrąciła się Anita:
- Kasiu, wiesz co to jest?
Mówiąc to pokazała jej malutką fiolkę. Na ten widok Kaśka pierwszy raz się uśmiechnęła od chwili przyjazdu.
- No pewnie. W to się pakuje pestki w head shopach.
- Nie tylko, jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. Na przykład dekokty magiczne, no wiesz, eliksiry takie różne. Ta jest pusta, ale w takiej samej nasz wujek przyniósł urok od Roxy i nakapał ci do majtek.
- Ale jak, kiedy, jakim cudem?
W tym momencie odezwała się chwilowo milcząca Malina, która zdążyła już trzy razy spoważnieć:
- Kasiu, ja ci to już wiele razy mówiłam, że macie źle zorganizowaną szatnię. Wasze szafki, szafki klientów razem, ktoś się ciągle kręci, to naprawdę żadna sztuka coś komuś buchnąć. Albo podrzucić.
- Ale szafki są przecież zamykane...
- Nie rozśmieszaj mnie może. Z dupy jest to całe wasze zamykanie! Dredek to otworzy pazurem tylnej łapy w ułamek sekundy.
Anita uspokoiła ją gestem i zapytała:
- A dziś był? No, ten klient.
- Był.
- Też na zajęcia?
- Nie. Już skończył swój cykl. Wpadł tylko coś tam kupić, nie wiem nawet co, Jacuś go obsługiwał. Chwilę gadałam z nim, wtedy się kręciłam w sklepie.
- I właśnie wtedy się zorientował, że urok nie zadziałał. Po to przyszedł, aby sprawdzić, jak się sprawy mają.
- Znaczy co? Według planu miałam usiąść na ladzie i rozłożyć nogi?
- Nie aż tak, bez przesady. Ale poczuł, że coś nie gra...
- Od kiedy to faceci są tacy czujący?
- Poczuł, bo jest magiem! Mocnym magiem.
Kaśka i Malina spojrzały na Roxy pytająco.
- Byłam z nim kiedyś. Ostatni facet, którego traktowałam tak na poważnie. Zresztą nieważne. Długo to nie trwało, ale intensywnie. Rozstaliśmy się na spokojnie, bez złości. Po paru latach, właśnie niedawno, skontaktował się ze mną i dał mi to zlecenie. Naprawdę nie wiedziałam, na kogo to jest. Bywają takie zbiegi okoliczności, które nam do głowy nie przychodzą. 
- Czegoś tu nie rozumiem.
- Czego Kasiu nie rozumiesz?
- Jeśli on jest taki mocny czarodziej, to czemu nie umiał sam tego ze mną rozegrać, sam mnie zakląć w lalunię do pukania? 
- Murarz domy muruje, krawiec szyje ubrania...
- Rozumiem. Macie swoje specjalizacje w tym sporcie. Ale teraz już jestem bezpieczna? Bo siłą przecież mnie nie zerżnie.
- Nie jestem tego taka pewna.
Kaśka nagle wstała, dotknęła twarzy Roxy, obróciła ją lekko do siebie, przyjrzała się jej, uniosła jeszcze na chwilę jej bluzę, rzuciła okiem, po czym odeszła od stołu i oświadczyła stanowczo rozglądając się po zebranych:
- Wiecie co? Mnie już reszta szczegółów nie interesuje. Wiem, co chcę zrobić. Malinko, jedziesz? Podrzucę cię do domu. Aha, tylko poproszę mi jeszcze dać namiar na tego całego mojego niedoszłego oblubieńca.
- Nikt nigdzie jeszcze nie jedzie! Taka fajna, ładna i mądra dziewucha, a takie kretyńskie samobójstwo chce popełnić.
Kot Dredek konsekwentnie nie zmieniał swojej postawy życiowej. Ale reszta oczu osób zebranych w salonie zwróciła się w stronę drzwi, w których stała Ciocia Lala. Podeszła do stołu i postawiła na nim niepozorny flakonik.
- Anitko, tu masz to, o co prosiłaś. Zabieraj szybko Roxy do pracowni i ją odsiniacz, wylalkuj porządnie. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dopuściłaś, żeby zostać bez rezerwy.
BĘDZIE CIĄG DALSZY