20 września 2016

pechowy strzał (chwilówka)

Kraków, niedzielny poranek (jakieś około 7.30)
Wychodzę do sklepu po coś tam do śniadania. Ulice zasadniczo puste, choć może nie do końca. Mijam kota, który spieszy gdzieś w swoich niewątpliwie Bardzo Ważnych Kocich Sprawach, potem kilku wyraźnie poimprezowych kolesi, zaś po przeciwnej stronie ulicy widzę przycupniętego fragglesa. Na mój widok tenże wstaje, zbliża się, zrównuje ze mną krok. Wyprzedzając jego ewentualne słowa pytam:
- Pewnie papierosa chcesz?
- Nie, nie, nie o to chodzi, chciałbym tylko o coś zapytać, tylko nie chcę, by pan pomyślał, że jestem jakimś lumpem, ale zabrakło mi dziewięćdziesiąt groszy do busa i nie mogę wrócić do domu...
Nie przerywam mu tego goniosłowomatycznego zagajenia, tak sobie tylko pomyślałem, jakie to coraz ciekawsze nazwy handlowe wymyślają dilerzy narkotycznych trunków. "Bus"? Niby jest w tym pewien sens, ale w życiu by mi takie coś nie przyszło do głowy. Fraggles zaś kontynuuje:
- ...a jak mnie pan poratuje, dam potem za pana na mszę...
Tu mnie wmurowało w ziemię i przerywam ten słowotok:
- SŁUCHAM?!?!
Patrzę na niego, on na mnie, chyba się nieco spłoszył, tedy wyjaśniam:
- To ja cię mam poratować, a ty chcesz potem MARNOWAĆ PIENIĄDZE?!
Dalszy ciąg tej historii, zwłaszcza odpowiedź na kluczowe pytanie, czy mu coś dałem czy nie, jest kompletnie nieistotna. Istotna jest moja późniejsza refleksja, jakiego to pecha potrafią mieć ludzie. Tak fatalnie spudłować, na pograniczu samobójczego gola.

14 września 2016

INTRO DO PIĄTEGO SEZONU

Jak wygląda piekło?
Jak wygląda niebo?
Nie jako zaświaty jakieś tam zmyślone bynajmniej, tylko tak ogólnie.
Na czym polega jedno i drugie?
No cóż, bez jakiejś metafory się nie obejdzie.
Piekło:
W wielkiej sali stoi wielka micha pełna smacznej i pożywnej zupki. Dookoła michy siedzi wielu ludzi. Można jeść, jednak kultura obowiązuje. Tedy więc każdy stołownik dzierży w dłoniach łyżkę, kopyść taką. Tylko ta kopyść ma to do siebie, że ma bardzo długą rączkę prowadzącą. Co więcej, każdy ma ręce przywiązane na stałe do końca rączki, przeciwpołożnie do komory zupnej owej kopyści. Nie ma też żadnego łażenia, kręcenia się po sali, bo jak wspomnieliśmy już wcześniej, kultura obowiązuje.
Niebo:
W wielkiej sali stoi wielka micha pełna smacznej i pożywnej zupki. Dookoła michy siedzi wielu ludzi. Można jeść, jednak kultura obowiązuje. Tedy więc każdy stołownik dzierży w dłoniach łyżkę, kopyść taką. Tylko ta kopyść ma to do siebie, że ma bardzo długą rączkę prowadzącą. Co więcej, każdy ma ręce przywiązane na stałe do końca rączki, przeciwpołożnie do komory zupnej owej kopyści. Nie ma też żadnego łażenia, kręcenia się po sali, bo jak wspomnieliśmy już wcześniej, kultura obowiązuje.
Gdzie tu piekło, gdzie tu niebo? Na czym polega różnica?
I o co tu w ogóle gania?
Dodać tu jeszcze trzeba, że komora zupna każdej kopyści jest normalnie zorientowana przestrzennie. Tu i tam. Można więc spokojnie nabrać do niej zupki. Smacznej i pożywnej, ale o tym już była mowa. Zaś rączka kopyści prawie nic nie waży. Tu i tam. Tak więc żadne "chytre", przekombinowane odpowiedzi nie przechodzą, bo haczyków zero.
Aha. Nie ma jednej odpowiedzi. To nie teleturniej.