11 lipca 2016

chwilowo nie czyli letni przelot wielorybów

Coś uzgodnijmy. Jest Lato. Obecne ma to do siebie, że niczego mi się nie chce tworzyć wcale. Nawet w stylu "surreal", czy "pure fun", zaś bardziej zaagażowane tematy odpadają już kompletnie. Nawet jest parę pomysłów, nawet znalazło by się trochę czasu. Ale jak siądę do sprzęta, to co najwyżej twórczo eksterminuję pingwinki ===TU===, albo coś innego w tymże guście. Tak swoją drogą, to mnóstwo lat nie praktykowałem gier, jakoś nagle mnie tak naszło. Jak mi przejdzie letni haj, działamy dalej. Teraz chwilowo nie...

19 czerwca 2016

system mydlenia oczu czyli jak zostałem patriotą

"You're not supposed to be so blind with patriotism that you can't face reality" /Malcolm X/...
Tak jakby odrobinę patriotyczniej się zrobiło na mieście, czy mi się zdaje? Masowe zjawisko to nie jest, ale flag na co iluśtamsetnym aucie nie sposób nie zauważyć. Ależ spoko, luz. Toć wiem przecie, że tu o gałę harataną się rozchodzi. Też jakiś mecz oglądałem. Ten pierwszy. Ale tego drugiego to już nie. Niby planowałem, ale gdy wróciłem do domu po mocno aktywnym dniu, gdy włączyłem telewizornię, to mi się wzięło i zasnęło na reklamach. Tych przed meczem, znaczy się. Mocno to niepatriotyczne było z mojej strony, zaiste. Ale ze mnie zawsze dość marny patriota był. Ten cały mój patriotyzm polega tylko i jedynie na powtarzaniu tezy, iż Polki są najładniejsze na świecie /bo to zresztą jest prawda/...
Nie dawno się jednak okazało, że nie mam racji. Nie sprawiło mi to bólu, bo ja lubię tak od czasu do czasu nie mieć racji. To uczy pokory wobec faktu, że nie jest się tak genialnym, jak się może wydawać. Bycie genialnym jest nużąco nudne. Zaś niemanie racji bierze i wprowadza do życia czynnik urozmaicający. Otóż podczas jakiejś rozmowy uruchomiłem tekst na temat swojego marnego patriotyzmu. Kumpel zareagował rzeczowo, poprawnie politycznie, burackim stylem narodowego konserwatysty:
- Co ty idioto bredzisz?...
Się tedy zaburzyłem nieco:
- A co? Może Polki nie są najładniejsze?...
- Ty byś tylko o dupach. Mówię o tym marnym patriotyzmie...
- Że?...
- Jesteś za legalem zioła?...
- Każdy normalny człowiek jest za...
- Owszem, ja też. Ale po co i dlaczego?...
- To proste. Chodzi o redukcję narkomanii w tym kraju...
- No, i właśnie. W tym kraju. Czyli jest to dążenie patriotyczne...
Exactly! Kumpel miał jak najbardziej słusznego...
Gdy potem powróciłem myślą do tej rozmowy, znalazłem też inne przykłady. Daleko nie trzeba było szukać. Wystarczy rzucić okiem na boczną szpaltę tego bloga. Choćby taki akcent antyklerykalny. Jest jak najbardziej patriotyczny. Byle tylko kościołów nie palić. Zwłaszcza zabytkowych, bo to by było już niepatriotyczne. Albo poparcie dla Najładniejszych, by były traktowane po ludzku, a nie jak inkubatory, maszynki do rodzenia...
Okay, może już na razie wystarczy. Dlaczego nigdy wcześniej nie myślałem w ten sposób? Po pierwsze dlatego, że mam wyrąbane na to, czy jestem patriotą, czy nie. Tym bardziej mam też wyrąbane na to, czy ktoś mnie takim postrzega. Nie wartościuję też tego pojęcia, bycie lub nie bycie patriotą jest cechą obojętną, ani dobrą, ani złą. To się zaczęło jeszcze za czasów peerelu, gdy pod nazwą "patriotyzm" wbijano ludziom do głowy "PARTIOTYZM". Potem też niewiele się zmieniło. Każdy kolejny reżim manipulował, wciąż manipuluje używając tego słowa, by zyskać poparcie dla swoich działań. Efekt jest taki, że mnóstwo ludzi myli pojęcia. Mylone jest dobro KRAJU z lojalnością wobec PAŃSTWA, czyli władzy, reżimu, systemu. To zaś powoduje, że mi się już odechciewa jakiejkolwiek dyskusji, odechciewa się wręcz używania słowa "patriotyzm"...
Na koniec taka oto perełka: 
"Każdy polski patriota musi marzyć tylko o jednym: 
By ta władza odeszła" /narodowy prezes narodu/...
Co prawda zgrzyta, nie pasuje mi to "musi", lecz cała myśl, choć wyrażona rok temu, jeszcze przed "podłą zmianą", nic nie straciła ze swojej aktualności, wręcz nabrała świeżego blasku...

04 czerwca 2016

tygrysy poszły w las czyli zmiana koncepcji emerytury

Pewnego dnia w Stumilowym Lesie, Puchatek z Prosiaczkiem kombinowali, co by tu dać Tygryskowi na śniadanie. Był problem, bo Tygrysek gardził miodem /szalony!/, co zjadł żołędzia, to pluł, zaś na oset się krzywił, bo podobno go kłuł. Wreszcie wszyscy poszli do Mamy Kangurzycy. Od tamtej pory takie zwierzaki, jak na ten przykład dorsze, mają centralnie przesrane!!!...
To było na rozruch, po antrakcie katujemy temat centralny...

Pierwszy raz dowiedziałem się byłem o istnieniu miejsca zwanego "Świątynia Tygrysów" wiele wiosen temu. Trzeba przyznać, że ów koncept mi się bardzo podobał. Nawet snułem żartobliwe fantazje na temat spędzenia tam lat, nazwijmy to umownie, emeryckich. Czyli wtedy, gdy będę miał już kompletnie /kompletnie, czyli nie tak kontrolnie, jak teraz/ wyrąbane na większość spraw tego świata. No, co? Koty kocham, buddyzm /z grubsza/ jest okay, więc sprzątanie kocich kup korony z głowy mi nie zrzuci. Uczciwie zapracowana, tkwi mocno więc na swoim miejscu...
Jednak z biegiem lat docierały do mnie sygnały, że nie do końca tam jest tak, jak mi się wydaje. Akurat to, że sangha tamtejsza trzepie kasę na turystach zbytnio mi nie przeszkadzało. Uczucie zawiści jest mi nieznane. Jakby nie było, tygrys musi porządnie zjeść, więc utrzymanie takiego schroniska to nie jest tania sprawa. Wątpliwości dotyczyły raczej warunków pobytu. Te łańcuchy, na których wiele kotów funkcjonowało nie robiły dobrego wrażenia. Do tego jeszcze różniste plotki na temat zadawania pasiastym sierściuchom..., powiedzmy, że takiej mocniejszej kocimiętki. Okay, uznajmy że to tylko plotki, więc niewarte poświęcania im zbytniej uwagi. Ale bazowa wątpliwość, to liczba tych kotów. No, bo żesz, jak to jest, że przy takim budżecie nikt nie pomyślał nic na temat introdukcji? Na temat wysłania jednej, czy drugiej sterty kłaków do lasu. Do domu! Na wolność! Tam jest miejsce tygrysa. Wiem, że to nie jest łatwe, ale nie awykonalne...
Okay. To znaczy, nie bardzo okay. Bo coś tam dupnęło. Do klasztoru wjechało wojsko, policja, straż przyrody, się zrobiła zadyma jak jasna cholera. Nie będę tego dokładnie omawiał, informacje są skąpe, śledztwo trwa, zaś my /jak to mówią prawnicy/ "nie znamy treści akt". Tak jednak z grubsza są przesłanki, by przypuszczać, że kiedyś było to schronisko, ale potem się zrobiła "fabryka". Dalszy pogląd niech każdy sobie już wyrobi samemu, na tyle, na ile pozwalają dostępne informacje. Mnie jednak ochota na ten wariant spędzenia emerytury przeszła. Świętego spokoju mi będzie trzeba na stare lata. Medytacji, relaksu drapiąc kota za uchem, plus nieco ruchu na świeżym powietrzu. Nawet sprzątając tygrysie kupy, bo żadna praca nie hańbi. Na ciąganie po jakichś tam policjach się już nie piszę za bardzo, zbędne mi to...
Na koniec jeszcze taka myśl...
Słowo "buddyzm" powszechnie kojarzy się bardzo pozytywnie. Niezależnie od tego, jak jest rozumiane. Poniekąd słusznie. Na buddyzm psioczą co najwyżej kompletni ignoranci. Tymczasem nagle taka afera wyłazi! Gdyby to była jakaś kościelna /katolicka/ firma, nikt by się specjalnie nie dziwił...

Okazuje się jednak, że klechy to klechy. Niezależnie od tego, jak fajna, jak wartościowa jest ich doktryna wiodąca, czy idea bazowa, różne przypadki można wśród nich spotkać...