11 października 2023

Na kogo głosuje leniuch wyborczy?

To może trochę wyglądać na agitkę, żeby iść na wybory, choć wcale taką nie jest, ale zawsze lepiej brzmiącą, niż jakieś tam frajerskie pieprzenie na temat obywatelskiego obowiązku.
Okazuje się, że nie iść na wybory można na dwa sposoby. Można nie iść, czy nie jechać fizycznie, dosłownie, tylko zamiast tego iść na przysłowiowe piwo, czy na grzyby. Można też iść, ale oddać nieważny głos. Mimo to w każdym przypadku zawsze kogoś się popiera. Idący na wybory i oddający ważny głos popiera stuprocentowo tego, osobę lub ugrupowanie, na kogo odda ten głos. Kogo popierają pozostali?
Oddający nieważny głos popiera po równo wszystkie kandydatury. Czyli jeśli startują cztery opcje na ten przykład, to każda otrzymuje po ćwiartce głosu, czyli po  dwadzieścia pięć procent. Tak?
Czy tak samo jest, gdy ktoś nie pofatyguje się do lokalu? Otóż nie jest tak samo. Tylko jak został podzielony taki nie oddany głos to wiadomo dopiero po wyborach. Użyjmy tego samego przykładu. Przypuśćmy, że wynikowy rozrzut głosów był taki: opcja A - 45%, B - 30%, C - 20%, zaś D - 5%. Tak samo jest rozłożona waga niegłosu oddanego przez leniucha. Tak więc jeśli taki gada, że nie idzie, bo jest mu wszystko jedno, to pieprzy regularne bzdury. Bo w rzeczywistości poparł najbardziej opcję A, potem B, potem C i tak dalej. Z praktycznego punktu widzenia to porównanie nie ma zbytniego znaczenia, bo waga każdego takiego niegłosu wynosi zero, niemniej jednak moralnie wygląda to nieco inaczej.
Jest tylko jeden wyjątek od tego przekazu. To jest wtedy, gdy jesteśmy absolutnie przekonani, że wybory będą robione, innymi słowy sfałszowane. Tak jak było za poprzedniej komuny. Pomijamy rzecz jasna jakieś drobne przekręty, które przy każdych wyborach mogą zaistnieć. Wtedy akt lenistwa wyborczego nie jest już zgodą na ich wynik, lecz wyrażeniem protestu na cały fałsz. Ta sytuacja przy obecnych, najbliższych wyborach jeszcze nie grozi, ale jeśli neokomuna utrzyma się przy korycie, to może już zagrozić przy następnych. Nieźle jest więc sobie zadać pytanie, czy chcemy tego, czy nie. Te zdania można już traktować jako agitkę prowyborczą. Nie tylko żeby iść, ale także na kogo wtedy nie głosować.