15 sierpnia 2023

CIASTECZKA /zagadkowe połączenie/

Tej niedzieli Karyna przyszła bez cateringu. Zoja i Zula dały jej swego czasu propozycję nie do odrzucenia, że co drugą wizytę one będą pichcić, bo im głupio tak żreć wciąż kolacje na rachunek koleżanki. Oczywiście kłamały, bo Zoja już po pierwszym swoim kensho wyleczyła się z tej choroby, zaś Zula od urodzenia była zdrowa, nigdy jej głupio nie było. Powód ich decyzji był inny, zwykła dbałość o równowagę świata, ale uznały, że to dla Karyny może nie być wystarczający argument. Tak więc tego dnia była ich kolej. Gdy Karyna weszła do pokoju, Zoja akurat wyszła z kuchni mówiąc:
- Za pół godziny będzie gotowe.
- Co będzie gotowe?
- Jedzenie.
- A konkretnie?
- Konkretnie będzie gotowe. 
- To na razie o coś zapytam, mogę?
- Byle nie o to, co ma być gotowe.
- Tak, pojęłam, żeby o to nie pytać.
- Bo ty w ogóle pojętna dupa jesteś.
To zdanie pochodziło od Zuli, która do tej pory siedziała cicho skupiona na malowaniu paznokci stóp.
- Pytanie mam o praktykę zen, takie techniczne.
- Technicznie to chyba wszystko wiesz od dawna?
To już powiedziała Zoja, bo Zula powróciła do stanu bycia cicho i skupiła się na ostatnim paznokciu, na małym palcu prawej stopy.
- Tak, ale taki jeden drobiazg uszedł mojej uwadze.
- No?
- Czy można łączyć praktykę zen z Maryśką?
- Z kim?
- Z taką do palenia, Mary Jane.
- Karynko kocham cię!
To wyznanie wyartykułowała Zula, która oto właśnie skończyła była malować paznokcie stóp i zaczynała kontemplację wyników swojej pracy. Nie zaczęła jednak zdecydowanie, tylko spojrzała na Karynę radośnie i wyjaśniła:
- Przypomniałaś mi, że coś mam. Niedawno spotkałam Anitę, tą czarownicę, wiecie, a ona dała mi właśnie małe co nieco systemu Mary Jane. Niedawno zbiory miała, podobno bardzo udane.
Mówiąc to Zula sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej małe pudełeczko, które po otwarciu ujawniło zawartość polegającą na kilku jointach.
- Się panie częstują.
- Na razie nie, odpowiem najpierw Karynie.
- Ja też najpierw wysłucham.
- Josh, to ty odpowiadaj, ty słuchaj, a ja sobie zajaram.
Po chwili Zulę otoczył kłąb aromatycznego dymu, ona zaś przystąpiła do kontemplacji swoich pomalowanych paznokci stóp. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo już po chwili zaciągnęła się po raz drugi, resztę zaś przygasiwszy uprzednio starannie zostawiła na talerzyku stojącym obok na stole. Po czym wstała, spojrzała na pozostałe kobiety i spytała:
- Co się tak gapicie? Zojka, miałaś coś zrobić.
Nie czekając na jej reakcję Zula podeszła do ściany pokoju i usiadła na poduszce twarzą do tejże ściany. Za to Zoja spojrzała na Karynę, ciepło się do niej uśmiechnęła i zaczęła perorę:
- Pytasz o zazen i marychę, tak? Chyba wszystkie mądre wujki od zen twierdzą, że narkotyki mocno kłócą się z zazen. Co prawda Maryśka nie jest narkotykiem, a jeśli nawet uprzemy się ją tak nazywać, bo 
jednak nieznacznie percepcję modyfikuje, to nie takiego kalibru narkotykiem, jak alkohol, opium, czy koka. Tymczasem siedząc zen próbujemy postrzegać świat takim, jaki on jest, unikając wszystkich czynników, które mogą nam to postrzeganie zmieniać. Ale z drugiej strony zazen to ćwiczenie obecności w każdych warunkach, bo nigdy nie jest tak, że nic nam tej percepcji nie próbuje zaburzyć. Różnica między narkotykami i marihuaną jest też taka, że po tych pierwszych szalenie trudno jest być obecną, wręcz niemożliwe, za to po Zielu jest to wykonalne, tylko nieco trudniejsze, niż bez niego. Moje prywatne zdanie jest takie, że przez pierwsze lata praktyki zen lepiej jest nie utrudniać sobie tej obecności. Ale po dłuższym okresie, na bardziej zaawansowanym poziomie, to przestaje mieć znaczenie, można sobie już pozwolić na różne eksperymenty. Ale ja na przykład nie robię zazen po zajaraniu i nie jaram przed zazen, bo jeśli już zapalę, to tylko dla czystego funu, jak każdy zdrowy psychicznie człowiek. Za to moja kochana psychopatyczna Zuleczka... Sama widzisz jakie miewa czasem pomysły.
Mówiąc to Zoja wskazała dłonią na siedzącą pod ścianą Zulę, po czym spojrzawszy na Karynę dodała:
- Co prawda unikam mówienia uczniom, co mają robić, czego nie robić, tobie jednak podpowiem, że na razie nie łącz zielska z praktyką zen. 
- A kiedy będę mogła?
- Sama odkryjesz ten moment, to będzie wtedy, gdy to pytanie przestanie cię gnębić, kiedy przestanie ci zależeć na poznaniu odpowiedzi. Dobrze mówię, Zuleczko skarbie, cipko najdroższa?
- No pewnie, moja Zojka zawsze mówi dobrze.
Mówiąc to Zula zaczęła kiwać się na boki, po czym powoli wstała i poszła do kuchni. Gdy przekraczała jej próg, zaterkotał czasomierz przy piekarniku. Karyna westchnęła z podziwem:
- Ma babeczka tajming bez zarzutu.
Zoja skomentowała to słowami:
- Kolejny skutek uboczny praktyki zen. A ty Karynko odkryłaś już jakieś skutki uboczne u siebie? Tak dla ciekawości zapytam.
- No pewnie. Orgazmy mi się wybitnie polepszyły.
- To chyba już raczej zasługa twojego Zenka? 
- Zgoda, Zenek jest super, ale jak sama się bawię ze sobą gdy go nie ma pod ręką, to też mi nieźle idzie.
- No, dziadówy! Koniec pierdolenia o pierdoleniu!
Tak zakończyła ich dialog Zula, przy okazji wnosząc do pokoju półmisek pełen czegoś konkretnego do jedzenia.