Środa, wczesne popołudnie. Na biurku stoi sobie firmowy laptop. Przy biurku siedzi Anita. Czy jest w sztosie? Trudno powiedzieć. Powiedzmy, że dziwnym. Siedzi tak sobie, patrzy na ekran tego laptopa, na odpowiedź na jakiegoś tam swojego służbowego maila do kogoś tam i tak sobie myśli:- Ludzie to są jacyś porąbani. Coś się do nich mówi, to oni nie słuchają co się do nich mówi, tylko słyszą to, czego się nie powiedziało. Coś się do nich pisze, to się odnoszą do tego, czego się nie napisało. Za to chcą informacji, które właśnie zostały im przekazane. Centralnie do tego jeszcze.
Anita zawsze miała inklinacje do filozofowania, nie tak, jak Roxy, jej najlepsza psiapsia. Ale od czasu wzięcia doznania poczęcia, przeżywając spodziewanie się, zaczęło ją to nachodzić jakby częściej. Jednak broni się przed tym, choćby więcej praktykując zen, ale niekoniecznie wychodzi jej to tak bardzo za skutecznie. Zakontynuowała więc podjętą myśl przenosząc wzrok na leżące przed nią jagodzianki na barowej tacce:
- Zajrzała w porze lunchu Alina. Pyta się, czy czegoś może nie chcę z bufetu, bo idzie coś zjeść. Bardzo chętnie, bo dupa jakoś mniej chętnie chce mi się ruszyć. A przecież jeść trzeba, zwłaszcza teraz. To ja jej mówię, że proszę dwa pączki. Przyniosła, dobra dziewczyna, tylko czemu blondynka, choć nie blondynka? Albo to są faktycznie pączki, tylko ja już głupieję od tej jebanej ciąży, więc widzę jagodzianki. Za to smufi? Bo miało być jeszcze smufi. Smufi się zgadza. Ale tylko połowicznie. Chyba, że na wskutek zmian klimatycznych jagody ze szpinakiem zaczęły być jak gruszki ze spiruliną. Wielkie światowe osmufienie.
Upiła łyka tego smufi, po czym mruknęła do siebie:
- Nie, spoko, nawet może być.
Zaś dalej już jechała na głos. Paszczą znaczy. Akurat miała ten komfort, że jako szefowa działu logistyki miała swój osobny pokój.
- Bo to jest tak, że powiedzieć, czy napisać komuś paczka, to usłyszy taczka, potem powie, że było kaczka. Paczka, taczka, kaczka, sraczka, wykałaczka. Kurwa jego pokurwiona!
Sięgnęła po telefon:
- Boreczkuuu. Słodziaczku móóój...
- ...
- Nie, to już mam. Ale i tak zejdź tu do mnie na chwilę.
Pracują w tej samej firmie, to tak dla przypomnienia.
- Że co? Nie, aż tak nie chcę. Tylko przytulić.
- ...
- Ale ja tak bardzo, bardzo ładnie proszę.
Standardowe zaklęcie Mali było akurat na propsie w tych kręgach.
Chyba jednak nie zadziałało do końca:
- Coooo????!
- ...
- To pierdolnij w czarnek tą jebaną robotę i zaraz mi tu bądź!!!
Odłożyła aparat i westchnęła sobie, tak romantycznie jakby:
- Kochane Borczysko...
Tymczasem, czy też może raczej odrobinę później na jednej z sal Oktagonu było duszno, porno, strosznie i w ogóle. Zwłaszcza to, że w ogóle. Będąca bowiem wciąż w sztosie Kaśka nie otworzyła okien, tak nie złośliwie bynajmniej, bo Kaśka przecież nie jest złośliwa. Tak generalnie, bo czasem dla niektórych bywa. Tu jednak taka była logika metodyki zajęć. Jednak dalszy, detaliczny opis wypadków wymaga pewnej wiedzy fachowej od czytających, zaś narratorowi po prostu nie chce się tego wszystkiego klarować. Darujemy sobie więc opis rzeźni, która działa się na tej sali. Wspomnimy tylko jeden zabawny epizod.
Otóż niektóre ćwiczenia wykonuje się parami, więc muszą się one jakoś dobrać. Po komendzie, aby to zrobić dwaj panowie od razu doskoczyli do siebie, ale bez podtekstów, tak po prostu przeważnie wtedy jest. Za to Bitka jakby unikała zestawienia się z Bombką, więc było co i nieco zamieszania, jednak czarnobrewa Kaśka zmarszczyła swe brwie i zainterweniowała:
- Nynyny, tak się nie bawimy. Bitka do Bombki, a co do reszty, to zrobimy sobie, jak w tej znanej piosence disco polo.
I zanuciła, nawet podobno ładnie jej to wyszło:
- Chłopak, dziewczyna, najlepsza rodzina... Mam wyjaśniać dalej?
Bęcka wzruszyła tylko ramionami i ruszyła do najbliższego kolegi, ale Bójka była szybsza, bo jak wiemy, to ona go sobie upatrzyła jeszcze zanim zaczął się trening.
- No! I tak ma być.
Dalej sprawy szły gładko, niczym po lubrykancie firmy ACME marki AssMiracle. Dziewczyny znały na pamięć pewne stałe fragmenty treningu, więc Kaśce wystarczał nieraz tylko gest, czy pojedyncze słowo, aby jakoś to koordynować. Zaś chłopacy też nie byli idiotami, żeby tego szybko nie załapać. Jakby nie było Magda przysłała swoich najlepszych tłuków, nie jakieś tam kurze łajno. Ale to dawało pani trenerce pole, aby luzować ekipę, żeby nikomu na pewno nie było smutno. Bo nudzić, to się na pewno nikomu nie nudziło. Otóż pomiędzy jedną, czy drugą taką zwięzłą instrukcją zaczęła opowiadać seksistowkie dowcipy. Jako, że większość ludzi nie wie, co to jest ten seksizm, podciąga pod ten seksizm różne dziwne rzeczy, zaś na wykład nie ma tu miejsca, to niech wystarczy informacja, że te były akurat naprawdę seksistowskie. Do tego jeszcze przaśne, czerstwe, burackie, tak krindżowe, że aż Zosia Bombka spojrzała na nią wyraźnie zdziwiona, bo Kaśka nigdy takich kwasów nie plotła. Ale sztos wyjaśnia wszystko. Trzeba jednak przyznać, że było po równo. Znaczy po równo obrywały obie płcie, raz jedna, raz druga.
Rzeźnia rzeźnią, jednak wszystko, co ma się kończyć, jakoś się kiedyś kończy. Bardzo zresztą sympatycznie się skończyło, bo Kaśka posumowała tą całą zabawę życzliwym uśmiechem, oraz swoją standardową formułką, którymś jej wariantem:
- Jesteście debeściarstwo. Fajnie mi było z wami pracować.
Za to już potem w babskiej szatni, gdy Neonówki wykąpane, przebrane szykowały się do wyjścia, pierwsza do drzwi skoczyła Bójka, rzucając podczas tego skoczenia:
- Laski, czekajcie chwilę, ja zaraz przyjdę.
Laski zarechotały obleśnie, zaś Bombka Yakuza dodała:
- Dobra, dobra. Wymieńcie tylko numery telefonów, a ty wiesz, gdzie jest kafejka ta obok. Umawiamy się tak, że idziemy bardzo powoli i zanim posadzimy dupy, to ty już jesteś przy nas.
- Zośka, do kogo ty teraz mówisz?
Spytała Bęcka. Dobrze spytała, bo w drzwiach nie było nikogo.
Za to trudno jest powiedzieć, czy subtelne zabiegi Kaśki przy zestawianiu par na treningu były w ogóle konieczne. Czy Bitka musiała unikać Bombki? W końcu, jak świetnie zresztą pamiętamy uważnie czytając, Yakuza jasno powiedziała Bitce, do tego na poważnie, nie żartując bynamniej - przynajmniej:
- Razem posprzątamy tą twoją kupę...
No tak, ale Kaśki już przy tym nie było.
Za to w czwartek w Pleciudze Kaśka robiła wrażenie, jakby ten sztos jej nieco zelżał, aczkolwiek nie było tego zbyt wyraźnie widać. Była zasłonięta pytaniami na temat jej wyjazdu do wioski Benges, które ją zasypywały psiapsie. Choć może niekoniecznie wszystkie, bo Anita była w swoim przewlekłym sztosie, który tu objawiał się niewielkim zainteresowaniem tą całą historią. W lipcu sama się tam wybiera, to jeszcze się nabędzie. Aczkolwiek dużo to ona się nie napatrzy spędzając czas na tamtejszej porodówce.
Wreszcie harpie dały spokój swojej ofierze, pozwoliły jej pójść poprawić oko, którego zresztą, jak wiemy, nigdy nie malowała. Za to gdy wróciła, nachyliła na Malą coś jej szepcząc. Ta zaś rzuciła:
- Yoop.
Kaśka usiadła i oznajmiła:
- Dziewczyny, Młoda chce wam coś powiedzieć. No?
Mala otworzyła szeroko oczy.
- Kasiu nie tak się umawiałyśmy.
Reszta wiedźm spojrzała zaintrygowana. Nawet Anita ocknęła się ze swojego praktykowanego ostatnio filozoficznego zamyślenia. Też spojrzała, też zaintrygowana jakby tak. Roxy rzuciła:
- Na razie jakoś mało mówi? Tak?
Malina zakręciła się na krześle:
- Co jest? O co tu chodzi?
Kaśka spojrzała na Malę i oświadczyła:
- Dobrze, ja zacznę, a ty opowiesz resztę.
Upiła łyka nieco już niegorącego pleciugato i zakontynuowała:
- To jest tak, że nasza siostrzyczka dowaliła sobie nowe zajęcie.
Roxy wzruszyła ramionami mówiąc:
- Czemu jakoś mnie to nie dziwi? A co to jest?
- Terapia grupowa.
W tym momencie zaprotestował Mala:
- Jaka znowu terapia? Co ty Kasiu opowiadasz? Rozmawiam sobie tylko z nimi tak, drugi raz się dopiero tak spotkałyśmy. Cała sprawa, a ta robi z tego nie wiadomo co.
Kaśka jednak zdania nie zmieniała:
- Moim zdaniem to jest terapia. Bo nie róbmy z tego słowa tego, czym nie jest. Ludziom odbija i jak się mówi terapia, to od razu myślą, że to jest jakaś tajemnicza operacja, za którą jeszcze przeważnie trzeba zapłacić kawał grosza. Nawet jak na koszt państwa. A ja mam teraz terapię, bo mnie kuciapa ostatnio boli od ruchania, a jak z tobą gadam, to mi tak jakby nieco puszcza.
Anita spojrzała ni to przytomnie, ni to nieprzytomnie.
- Słuchajcie, czy ja do lipca mogę nie słuchać nic o kuciapach? Do tego jeszcze bolących? Mnie już to się ostatnio śni po nocach.
Roxy spojrzała nagle na Malinę.
- Lalka, ty kumasz coś z tego wszystkiego w ogóle?
- Jak ty nie kumasz, to jak ja mam kumać?
- No nie, takiej różnicy między nami chyba nie ma?
- Nie ma? Nie ma? A kto mnie dziś w pracy nazwał idiotką?
Lojalna Malinie do bólu Kaśka spojrzała co najmniej niechętnie na Rudą, niechętnym wzrokiem do tego jeszcze.
- Weź Lalka, to wcale nie tak było.
Zaczęła protestować Roxy, a wtedy Mala wstała.
- To ja sobie pójdę użyć kuciapy, a jak wrócę, to jak się będziecie dalej tak tarmosić, to chuja wam powiem i tyle. Co to w ogóle jest, jedna w sztosie, druga w sztosie, jeden wielki sztos kłopotów.
- Ja nie jestem w sztosie, ja jestem ofiarą mobbingu.
Zaoponowała Malina, na co z kolei zaoponowała Ruda:
- Jaki znowu mobbing? Zwykła służbowa zjeba.
Ale tego już Mala nie słuchała. Za to gdy wróciła, jak zwykle radośnie roześmiana całą sobą, przy stoliku bylo cicho. Więc się rozmościła na krzeselku, po czym zaczęła:
- Sprawa faktycznie kręci się wokół kuciapy. Kuciapy plus, bo nie tylko kuciapą się to robi. Wiecie, jak ze mną było. Było, że miałam niefajnie kiedyś z paroma wujkami mojej ma... Znaczy się tej starej kurwy Pamali. Jak kobieta miewa takie akcje, to ma potem uraz do miziana, tak? Ale potem, jak się do was dołączyłam, jak sobie popatrzyłam, posłuchałam, to mi ten uraz zaczął puszczać. Potem jeszcze Mirek, mój były dokończył tematu i jest dobrze.
- Czyli przeszłaś terapię?
- Kaśka zamknij się! Mów Maleczko, skowronku ty mój.
- Mogę? Dziękuję. Więc ja, jak się w pracy kręcę po klubie, to dużo gadam z ludźmi. Dużo ich poznałam i w ogóle. I trafiło się parę różnych dupek, które jakoś tak mi zaczęły się wyszczerzać. Takie sprawy też mi niektóre wyszczerzały. To ja sobie tak wtedy pomyślałam, żeby tak zebrać kilka, usiąść, pogadać, tak szczerze, od piczki. Moźe coś fajnego wyjdzie. Tylko nie nazywajcie tego terapią, grupą wsparcia, czy jeszcze mądralniej. Bardzo, bardzo ładnie was proszę. Po prostu rozmawiamy sobie, to wszystko.
Pozostałe wiedźmy rozejrzały się po sobie, po sytuacji, popatrzyły sobie na Malę. Wreszcie odezwała się Malina.
- To super. Mega. Mnie się to podoba. Rób to.
Kaśka wtrąciła:
- Toż to ja jej wczoraj to samo powiedziałam.
Anita i Roxy pokiwały głowami. Potem Ruda skwitowała:
- Tak, rób to. Ja tu nie mam nic do dodania.
Zaś Nita spytała:
- To która dziś płaci rachunek?
- Pytka.
- Dlaczego?
- Dlatego. Bez bo i bez że.
KONIEC DOKOŃCZENIA, KONIEC TEJ HISTORYJKI
- Toż to ja jej wczoraj to samo powiedziałam.
Anita i Roxy pokiwały głowami. Potem Ruda skwitowała:
- Tak, rób to. Ja tu nie mam nic do dodania.
Zaś Nita spytała:
- To która dziś płaci rachunek?
- Pytka.
- Dlaczego?
- Dlatego. Bez bo i bez że.
KONIEC DOKOŃCZENIA, KONIEC TEJ HISTORYJKI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz