Cała gromadka nagle zniknęła z oczu ewentualnego obserwatora.
Pojawiła się znowu po upływie jakiejś pół godziny. Wszystkie dotąd siedzące wiedźmy przestały siedzieć. Kilka odeszło na bok, aby ukryć się wśród tytoniowego dymu, bo jak wiadomo czarownice też bywają palące. Niektóre. Kilka odeszło dalej, aby ukucnąć za pobliskimi krzaczorami. Reszta powoli otrząsała się po przebytym transie. Roxy zagaiła do Mili:
- No, i co teraz? Szefowo?
- Weź, jaka znowu szefowo? To ty tu rządzisz, ty to rozkręciłaś. Tylko nagle jakiś nieogar cię na chwilę opanował. Jakbyś była niedorżnięta. Aż cię nie poznaję ruda cipo.
- Powiedzmy, że się na chwilę zamyśliłam.
- Chyba zagapiłam?
Mimo tych słów twarz Mili wciąż wyrażała kosmiczną łagodność, przyjazne nastawienie ogólne. Zaś usta zakontynuowały:
- Dobrze. Jak sobie chcesz. Jak nie wiesz, co dalej, to ja ci powiem, co dalej. Pójdziesz teraz do auta i przyniesiesz szklaną kulę. Bo chyba wzięłaś ją od Anity? Musimy przecież zobaczyć, co zwojowałyśmy. Klątwa poszła na chama, jak stalowy pindol, ale pojęcia nie mamy, jak się laska opancerzyła. Mogła wyjść nawet kompletna kupa. Ale nie sądzę. Po takim ataku nawet Ciocia Lala by zmoczyła stringi. No, ruchy, bo dnieje niedługo. Ja mam jeszcze wczorajsze pranie do rozwieszenia.
Po paru minutach Roxy wróciła niosąc sporą drewnianą szkatułę.
- To teraz odpal to ustrojstwo, bo ja się na tym nie znam.
Roxy zasiadła przed leżącą przed nią szklaną kulą. Za plecami miała Malinę i Kaśkę, które nagle oznajmiły zgodnym chórem:
- Jest! Mamy ją!
- Co widać?
Spytała Mila.
- Chodź sama zobacz. Powiem tak, że jest noc, ale spania to na pewno ona nie uskutecznia. Miota się po pokoju, jakieś ruchy Browna odwala, czy coś w tym guście.
Wokół Rudej nagle zatłoczyło się od wiedźm.
- Siostry, nie tak ostro. Po kolei. Oddychać nie można, po kolei, każda zobaczy. Tylko nie dotykać sprzętu. Oczkami się patrzy, nie palcyma. Kula nie piczka, nie ma macania.
Czarownice w milczeniu zaglądały do kuli, gdy jedna nagle spytała:
- Zaraz, ale dlaczego jej tak płoną dłonie?
- No właśnie. Tego nie było w programie.
Dodała druga. Ale Ruda tylko wzruszyła ramionami mówiąc.
- Zapytaj Milusińskiej. Pewnie wcisnęła coś od siebie. Jakąś klątwę plus, bonus taki jakby. Dobrze mówię siostro, dobrze ogarniam sytuację?
- No. Jakaś kara musi być. Ale spokojnie, nie okaleczy jej to. To nie jest żywy ogień, tylko niebylica. Iluzja taka. Zaraz jej to przejdzie.
- Nawet trafny komunikat dostała. Jak do złodzieja.
Rzuciła któraś wiedźma. Za to inna, nieco młodsza spytała:
- Tylko ja mam pytanie. Na jak długo...
- Blokada mocy? Pojęcia nie mam. Tego i Ciocia Lala nie obliczy.
Co prawda nie wszystkie zebrane wiedźmy uczyły się u Cioci Lali, ale autorytet tej mega czarownicy był niepodważalny nawet łomem atomowym. Jak ona czegoś nie wie, nie umie, to nikt inny nie poradzi. Za to Mila dodała jeszcze:
- Po prostu nie wiemy, jak była chroniona przed atakiem. Ale przy takiej załodze, jak my tutaj, to do jutra jej na pewno nie przejdzie.
- No, dobrze siostry. Kończymy zabawę.
Roxy dotknęła kuli dłonią, wygasiła ją, po czym powoli zaczęła zawijać w czarny aksamit i chować do skrzyneczki.
- Kto do domu, to do domu. Kto na piwo, to na piwo. Jak mawia nasza siostra Katarzyna, praca razem pospołu była dla mnie rozkoszą. Dobrze to ujęłam?
- Trochę inaczej mówię. Ale niech ci będzie.
Uśmiechnęła się Kaśka. Za to milcząca dotąd Mala szybko liznęła swoim zwyczajem kilka najbliżej stojących czarownic, po czym oddaliła się w stronę zaimprowizowanego parkingu. Zaś za nią pobiegła Cizia. Na ten widok Roxy mruknęła:
- Wygląda na to, że Mala ma nową koleżankę.
- Normalne. Swój do swego, siusiara do siusiary.
Skomentowała Malina, która dodała jeszcze:
- Nie jestem wróżką, bo wróżek nie ma, ale ja wiem, co ona teraz zrobi. Znaczy nie teraz, tylko jutro, jak się wyśpi.
Pojawiła się znowu po upływie jakiejś pół godziny. Wszystkie dotąd siedzące wiedźmy przestały siedzieć. Kilka odeszło na bok, aby ukryć się wśród tytoniowego dymu, bo jak wiadomo czarownice też bywają palące. Niektóre. Kilka odeszło dalej, aby ukucnąć za pobliskimi krzaczorami. Reszta powoli otrząsała się po przebytym transie. Roxy zagaiła do Mili:
- No, i co teraz? Szefowo?
- Weź, jaka znowu szefowo? To ty tu rządzisz, ty to rozkręciłaś. Tylko nagle jakiś nieogar cię na chwilę opanował. Jakbyś była niedorżnięta. Aż cię nie poznaję ruda cipo.
- Powiedzmy, że się na chwilę zamyśliłam.
- Chyba zagapiłam?
Mimo tych słów twarz Mili wciąż wyrażała kosmiczną łagodność, przyjazne nastawienie ogólne. Zaś usta zakontynuowały:
- Dobrze. Jak sobie chcesz. Jak nie wiesz, co dalej, to ja ci powiem, co dalej. Pójdziesz teraz do auta i przyniesiesz szklaną kulę. Bo chyba wzięłaś ją od Anity? Musimy przecież zobaczyć, co zwojowałyśmy. Klątwa poszła na chama, jak stalowy pindol, ale pojęcia nie mamy, jak się laska opancerzyła. Mogła wyjść nawet kompletna kupa. Ale nie sądzę. Po takim ataku nawet Ciocia Lala by zmoczyła stringi. No, ruchy, bo dnieje niedługo. Ja mam jeszcze wczorajsze pranie do rozwieszenia.
Po paru minutach Roxy wróciła niosąc sporą drewnianą szkatułę.
- To teraz odpal to ustrojstwo, bo ja się na tym nie znam.
Roxy zasiadła przed leżącą przed nią szklaną kulą. Za plecami miała Malinę i Kaśkę, które nagle oznajmiły zgodnym chórem:
- Jest! Mamy ją!
- Co widać?
Spytała Mila.
- Chodź sama zobacz. Powiem tak, że jest noc, ale spania to na pewno ona nie uskutecznia. Miota się po pokoju, jakieś ruchy Browna odwala, czy coś w tym guście.
Wokół Rudej nagle zatłoczyło się od wiedźm.
- Siostry, nie tak ostro. Po kolei. Oddychać nie można, po kolei, każda zobaczy. Tylko nie dotykać sprzętu. Oczkami się patrzy, nie palcyma. Kula nie piczka, nie ma macania.
Czarownice w milczeniu zaglądały do kuli, gdy jedna nagle spytała:
- Zaraz, ale dlaczego jej tak płoną dłonie?
- No właśnie. Tego nie było w programie.
Dodała druga. Ale Ruda tylko wzruszyła ramionami mówiąc.
- Zapytaj Milusińskiej. Pewnie wcisnęła coś od siebie. Jakąś klątwę plus, bonus taki jakby. Dobrze mówię siostro, dobrze ogarniam sytuację?
- No. Jakaś kara musi być. Ale spokojnie, nie okaleczy jej to. To nie jest żywy ogień, tylko niebylica. Iluzja taka. Zaraz jej to przejdzie.
- Nawet trafny komunikat dostała. Jak do złodzieja.
Rzuciła któraś wiedźma. Za to inna, nieco młodsza spytała:
- Tylko ja mam pytanie. Na jak długo...
- Blokada mocy? Pojęcia nie mam. Tego i Ciocia Lala nie obliczy.
Co prawda nie wszystkie zebrane wiedźmy uczyły się u Cioci Lali, ale autorytet tej mega czarownicy był niepodważalny nawet łomem atomowym. Jak ona czegoś nie wie, nie umie, to nikt inny nie poradzi. Za to Mila dodała jeszcze:
- Po prostu nie wiemy, jak była chroniona przed atakiem. Ale przy takiej załodze, jak my tutaj, to do jutra jej na pewno nie przejdzie.
- No, dobrze siostry. Kończymy zabawę.
Roxy dotknęła kuli dłonią, wygasiła ją, po czym powoli zaczęła zawijać w czarny aksamit i chować do skrzyneczki.
- Kto do domu, to do domu. Kto na piwo, to na piwo. Jak mawia nasza siostra Katarzyna, praca razem pospołu była dla mnie rozkoszą. Dobrze to ujęłam?
- Trochę inaczej mówię. Ale niech ci będzie.
Uśmiechnęła się Kaśka. Za to milcząca dotąd Mala szybko liznęła swoim zwyczajem kilka najbliżej stojących czarownic, po czym oddaliła się w stronę zaimprowizowanego parkingu. Zaś za nią pobiegła Cizia. Na ten widok Roxy mruknęła:
- Wygląda na to, że Mala ma nową koleżankę.
- Normalne. Swój do swego, siusiara do siusiary.
Skomentowała Malina, która dodała jeszcze:
- Nie jestem wróżką, bo wróżek nie ma, ale ja wiem, co ona teraz zrobi. Znaczy nie teraz, tylko jutro, jak się wyśpi.
Zebrane wiedźmy powoli ruszyły do swoich aut. Na miejscu zostały jeszcze Roxy, Malina, Kaśka. Oraz Mila stojąca nieco dalej, ale też blisko. Za to Roxy spytała Maliny:
- Co Mala jutro zrobi?
- To zrobi, że ruszy na Bajoro, znajdzie tamtą niunię i zaproponuje jej robotę w Oktagonie. Na stanowisku młodszej operatorki mopa.
- Tak. To do niej podobne. Co ty na to Kasiu?
- Ja?
- Ty. Jesteś jej szefową w ośrodku.
- Ja do Mali mam w robocie takie zaufanie, że płacę jej czekami in blanco, bez wpisanej sumy. Co jeszcze w tym temacie?
Mila podeszła bliżej.
- Mogę?
- Zależy co. Dupy daję tylko swojemu Miśkowi.
- No! Ruda odzyskuje fason. Ile już czaruje ta wasza Mala?
- Regularnie od dwóch lat. A co?
- Nie znam jej, ale czuję, że to jest perełka perełek. Jak przekroczy trzydziechę, to przebije nawet Ciocię Lalę. Wszystkie będziemy za nią umklajder nosić.
- Co ty nam nie powiesz?
Odparła Roxy i dodała:
- Twoje pranie w domu pytało się o ciebie. Nie wiem, jak wy, ale ja stąd spadam. Agnieszka mnie swędzi. A wy róbta, co chceta.
- Jak się kiedyś dowiem, że cię agnieszka nie swędzi, to znaczy, że mam kupić wieniec, włożyć żółte majtki i zapytać w witchnecie na który cmentarz mam jechać.
- Dlaczego żółte?
- Z radości. Że już cię nie ma żmijówo. I żeby nie było widać, że się posikałam z tej radości. Chodźmy już stąd faktycznie, bo w dupę zimno za bardzo. Moc nam się jeszcze zmrozi.
- Moc się mrozi - moc truchleje.
Więc poszły...
- Co Mala jutro zrobi?
- To zrobi, że ruszy na Bajoro, znajdzie tamtą niunię i zaproponuje jej robotę w Oktagonie. Na stanowisku młodszej operatorki mopa.
- Tak. To do niej podobne. Co ty na to Kasiu?
- Ja?
- Ty. Jesteś jej szefową w ośrodku.
- Ja do Mali mam w robocie takie zaufanie, że płacę jej czekami in blanco, bez wpisanej sumy. Co jeszcze w tym temacie?
Mila podeszła bliżej.
- Mogę?
- Zależy co. Dupy daję tylko swojemu Miśkowi.
- No! Ruda odzyskuje fason. Ile już czaruje ta wasza Mala?
- Regularnie od dwóch lat. A co?
- Nie znam jej, ale czuję, że to jest perełka perełek. Jak przekroczy trzydziechę, to przebije nawet Ciocię Lalę. Wszystkie będziemy za nią umklajder nosić.
- Co ty nam nie powiesz?
Odparła Roxy i dodała:
- Twoje pranie w domu pytało się o ciebie. Nie wiem, jak wy, ale ja stąd spadam. Agnieszka mnie swędzi. A wy róbta, co chceta.
- Jak się kiedyś dowiem, że cię agnieszka nie swędzi, to znaczy, że mam kupić wieniec, włożyć żółte majtki i zapytać w witchnecie na który cmentarz mam jechać.
- Dlaczego żółte?
- Z radości. Że już cię nie ma żmijówo. I żeby nie było widać, że się posikałam z tej radości. Chodźmy już stąd faktycznie, bo w dupę zimno za bardzo. Moc nam się jeszcze zmrozi.
- Moc się mrozi - moc truchleje.
Więc poszły...
Mam trochę niedosyt, chciałabym wiedzieć, jak to się skończyło dla delikwentki i co się z nią stało po jakimś czasie.
OdpowiedzUsuńdane z tekstu są takie, że ma zablokowaną/zamrożoną moc na czas bliżej nieokreślony i została dodatkowo mocno postraszona... ale w tekście jest też sugestia, że być może się dowiemy, co z nią dalej, że może nie zniknie całkiem z horyzontu wydarzeń całego cyklu opowiadań jako postać tylko jednego epizodu... jako autorowi trudno mi cokolwiek teraz powiedzieć, mam na głowie sporo tych postaci i muszę jakoś je uporządkować, ustawić w kolejce do ewentualnego, ponownego pojawienia się...
UsuńTak, z tekstu wiem to, co napisałeś. Tylko jakoś szczegółów mi brak i chętnie zobaczyłabym "pociągnięcie" tej postaci przez Ciebie.
Usuńczyli powinny ją jednak utłuc, a ja bym miał święty spokój :)
UsuńO, łatwo poszło i niewiadoma, ile potrzyma.
OdpowiedzUsuńCiekawy skutek dodatkowy, musiał ją nieźle przerazić.
A co to umklajder? nie spotkałam...
czy łatwo, to my nie wiemy... czarowanie to wcale nie taka prosta sprawa, tak jest tylko w bajkach fantasy... magia realna to nie jest ta magia, o której się czyta lub ogląda filmy... tu czasem trzeba się nieźle spocić...
Usuńumklajder to, z grubsza mówiąc, taki przyrząd, czy może gadżet pomocniczy do uprawiania czarów... ale ciekawsze jest nie to, co to jest, tylko jak to działa... to jednak wiedzą już tylko wiedźmy...
Trochę dupa, że nawet ciocia Lala nie potrafi policzyć, ile taki czar będzie działać. Trochę wtedy strach w ogóle go rzucać. Nie wiadomo czy się opłaca itd.
OdpowiedzUsuńA co do Mali. Czy ona mogłaby przestać nawracać swoje ofiary? I dobijać je tym samym jeszcze bardziej? Nie dość, że cię spacyfikowała, to teraz masz jeszcze narzucone, że musisz ją kochać i się z nią zakumplować, i pracować, i spędzać swój czas w jej otoczeniu. To mi śmierdzi wybielaniem samej siebie na siłę ,,zamroziłam jej moc, ale jestem taką dobrą osóbką, że teraz tę osobę przygarnę, będę ją uszczęśliwiać na siłę i zrobię z niej dobrą osobę, bo przecież każdy pragnie tylko tego". Niech tej Shiagu zamrożenie puści akurat, jak Mala będzie w pobliżu, żeby przestała tak wszystkich uszczęśliwiać w jedynie słuszny sposób, jaki jej się wydaje, że istnieje 🙄
być może Mali udzieliło się coś od Kaśki?... jak pamiętasz, Kaśka lubi czasem wlać jakiemuś złolowi, a potem niczym legendarny mistrz ju-jitsu poskładać go, wykurować... a na koniec wręczyć promocyjną kartę wstępu do Oktagonu... tylko tu intencje Kaśki są dość racjonalne: nowy klient i więcej spokoju na dzielni... za to Mala... niby taka mądra, zdolna, pracowita i w ogóle, ale wciąż jednak siedzi w niej siusiara i siusiarski idealizm...
Usuńpasuje Ci taka interpretacja? :)
Czuję się trochę jak na stand-upie. Fajna treść, ale czy muszą tak przeklinać?
OdpowiedzUsuńpomijając kwestię, że jeśli ktoś przeklina, to wcale nie znaczy, że musi, to w którym miejscu tego odcinka one przeklinają?... co prawda podczas sabatu rzuciły klątwę, nawet dwie, ale chyba nie tego dotyczyło Twoje pytanie?...
Usuńinna sprawa, że lista słów uznawanych powszechnie za "brzydkie" skurczyła się do pewnego niezbędnego minimum ostatnimi czasy i nie jest tak absurdalna, jak kiedyś, ale to chyba nic złego?...
Przydałby się epilog do tej historii ona jest taka hm niedomknięta dla mnie . Zgadzam się tutaj z Frau Be w tym temacie Natomiast Mala rzeczywiście ze swoimi zdolnościami może przebić Ciocie Lale .Z takiej dziewczynki masakrowanej przez złą matkę wyrosła młoda mocna czarownica . Można gdybać co by było gdyby Pamala żyła …. Źle by się to dla Mali skończyło czasami wypadki ratują życie w tym śmierć złych osób . Piosenki cudne.;-)
OdpowiedzUsuńnie jest wykluczone, że Mala sama by Pamalę w końcu utłukła... ta radosna, pełna życzliwego nastawienia do świata dziewczyna też potrafi być okrutna... pewnie pamiętasz, jak zareagowała, gdy wiedźmy namierzyły niedoszłego gwałciciela Miolki?... tego od pigułki...
UsuńNajbardziej podoba mi się ten kontrast między magią, klątwami i całym wiedźmowym klimatem a zupełnie przyziemnymi rozmowami o praniu, pracy czy piwie. Dzięki temu bohaterki wydają się bardziej prawdziwe niż wiele postaci z typowej fantastyki. Zastanawiam się tylko, czy ta cała akcja z klątwą nie obróci się jeszcze przeciwko nim, bo w takich historiach zwykle nic nie przychodzi za darmo.
OdpowiedzUsuńdokładnie tak ma być, to uniwersum nie jest ze świata fantasy, fantastyki, czy weird fiction... w tym uniwersum czarownice są realne, na przykład robią pranie lub zakupy, a czasem też psują im się auta, jak w którymś poprzednim opowiadaniu...
UsuńTe wiedźmy nie szanują nawet siebie. Źle sobie życzą, obgadują, przypominają w tym ludzi, których znamy z autopsji. Ciekawe, jaki wpływ na ich losy będzie miała klątwa...
OdpowiedzUsuńZasyłam serdeczności
może po prostu są szczere?... ciekawa definicja "szanowania siebie" - być fałszywym człowiekiem... tacy może zrobią karierę w polityce, ale w magii?... chyba nie za bardzo...
Usuńserdeczności :)