23 sierpnia 2026

OSIEM PROCENT I NIE TYLKO

Do kolejnej gali organizowanej przez federację Mirka Orskiego Kaśka wystawiła Bójkę i Bitkę. Bombka przygotowywała się do innej, wyjazdowej walki, zaś Bęcka dopiero co wznowiła treningi, więc jej starty na razie były wykluczone. Obie wystąpiły w formule K1 nieco zbliżonej regułami do tajskiego boksu, po czym wklepały równo swoim przeciwniczkom. Nie było co zbierać, zaś widownia była tym razem nieco zawiedziona, gdyż były to mecze do jednej bramki. Kaśka jednak była zadowolona z formy swoich Neonówek, gdyż te przeciwniczki wcale nie były palcem robione. To były dobrze wyszkolone, do tego już nieco utytułowane dziewczyny. Ale trenerka miała jeszcze inny powód do dobrego humoru. Otóż na hali nie było bannerów sieci browarów, do tego też w barze nie sprzedawano drinków ani piwa. Za tym stała właśnie Kaśka, której nigdy nie podobało się sponsorowanie sportu przez firmy produkujące i sprzedające narkotyki. Tak wpłynęła na Orskiego oraz cały zarząd federacji, że zerwano współpracę ze wspomnianą siecią. To nie była łatwa decyzja, gdyż takie firmy dysponują naprawdę sporymi pieniędzmi. To kto zatem został sponsorem strategicznym? Ktoś może nieco biedniejszy, ale prowadzący działalność prozdrowotną. Było nim zrzeszenie firm uprawiających konopie na marihuanę oraz inne produkty z tej zacnej rośliny. Nie będziemy dodawać, że medyczną marihuanę, bo każda jest przecież medyczna, jeśli nie dodaje się do niej żadnej chemii. Tak więc na hali było bardzo zielono, nawet jeszcze bardziej, gdyż barwy ośrodka fitness Oktagon są również zielone. Zaś jak wiemy ów ośrodek również sponsoruje gale federacji Fight Show oraz niektóre inne imprezy sportowe.
Zaś następnego dnia, w niedzielę, na tej samej hali odbyły się targi konopne, które zorganizowało wspomniane zrzeszenie. Główną ich częścią były rzecz jasna różne stoiska handlowe, tudzież promocyjne, jedno nawet prowadziły właśnie Neonówki. Jak pamiętamy jakiś czas temu dziewczyny przebranżowiły się. Kiedyś sprowadzały i rozprowadzały narkotyki, takie z wyższej półki, obecnie przerzuciły się na marihuanę. Tą legalną, pod legalnym szyldem zresztą. Ale dla wtajemniczonych miały też w ofercie te mniej legalne, szlachetne odmiany. Oprócz stoisk na targach miała też miejsce działalność edukacyjna. W bocznej sali konferencyjnej można było wysłuchać rożnych prelekcji, prezentacji, wziąć też udział w ewentualnych dyskusjach. Na jedną taką prezentację poszła ekipa znajomych czarownic plus ich bliskie osoby. Co prawda na temat Zioła wiedziały prawie wszystko, ale od przybytku wiedzy głowa nie boli. Temat akurat był dość ciekawy, bo dotyczył marychofobii.
Jak wiemy, nie jest to rzadka przypadłość niestety, to ona blokuje legalizację Zioła, czyli pomaga rozwijać się narkomanii, głównie tej alkoholowej. Marychofobi z reguły mają niewielką wiedzę, do tego wybiórczą, za to mnóstwo poglądów. Zaś dzielą się oni na miękkich i twardych. Miękkiego marychofoba można jeszcze jakoś wyleczyć za pomocą odpowiedniej edukacji. Twardy marychofob to przypadek nieuleczalny, zaś gdy się takiego rozpozna należy od razu przerwać rozmowę, bo jest to strata czasu. Chyba taki właśnie trafił na salę na prezentację. Gdy mówczyni skończyła prelekcję zwyczajowo poprosiła obecnych o ewentualne pytania lub uwagi. No, i zaczęło się. Otóż z tylnego rzędu krzeseł podniósł się pewien pan, który zapodał:
- A ja nie muszę brać narkotyków, żeby sobie poprawić nastrój.
Prelegentka odparła z uśmiechem:
- Bardzo ciekawa autoprezentacja, tylko że my akurat teraz nie rozmawiamy o narkotykach, lecz o marihuanie. Zaś jeśli o nią chodzi, to bardzo niewiele osób jej używa dlatego, że musi. Procent osób uzależnionych jest znikomy, wręcz marginalny. 
- Podobno osiem procent użytkowników.
Rzucił ktoś z sali, na co pani stwierdziła:
- Tak, ta liczba często się pojawia w statystykach, ale należy zwrócić uwagę na to, jak ona powstała, jak ją wyliczono.
- Jak?
- To może kolega odpowie, bo coś wie na ten temat.
Z pierwszego rzędu podniósł się pan, który odwróciwszy się oznajmił zgromadzonym słuchaczom:
- Ja jestem w tych ośmiu procentach, choć wypaliłem tylko jednego jointa w życiu. Nie do końca zresztą. Jeśli państwo pozwolą, to opowiem swoją historię. Otóż za młodu, za studenckich czasów byłem uzależniony od opiatów, konkretnie od brown sugar. Nie będę tego rozwijał, w każdy bądź razie nastąpił moment, w którym postanowiłem coś z tym zrobić. Udałem się do stosownej poradni, po czym trafiłem do miłej pani psycholog, która przepytała mnie z mojej, że tak powiem kariery narkomańskiej. Opowiedziałem jej wszystko, nic nie ukrywałem. Jak każdy ćpun zaczynałem od alkoholu, a potem...
- Podobno to od marychy się zaczyna.
Wtrącił ktoś z sali.
- To jest akurat mit, kompletna nieprawda, ale o tym może już koleżanka opowie. Za to zapytano mnie o tą właśnie marychę. Powiedziałem prawdę, że raz spróbowałem, zakaszlałem się i mi się odechciało. Pani psycholog to pewnie zanotowała, bo po pewnym czasie potrzebne było mi zaświadczenie z poradni, takie pełne, z podaniem rozpoznania. Ku mojemu zdumieniu, już póżniej, przeczytałem na tym świstku, że mam rozpoznane uzależnienie od opioidów i od kanabinoidów, czyli marychy na ten przykład. Takich ludzi jak ja jest naprawdę wielu. Wystarczy wspomnieć podczas wywiadu, że się tylko próbowało, a w historii choroby pojawia się wpis o uzależnieniu. Teraz już wiemy, skąd się wzięło te osiem procent w statystykach.
Piłkę przejęła prowadząca spotkanie:
- Jak widać szanowni państwo błędne statystyki biorą się ze złych diagnoz. To dotyczy zresztą wielu innych uzależnień, ale narkotykami teraz nie będziemy się zajmować. Za to warto jeszcze wspomnieć o tym, że bardzo często maryśka sprzedawana pokątnie wcale nie jest maryśką. Jest to zwykle mix z jakimś narkotykiem i to od niego ludzie się uzależniają. Zaś faktycznie uzależnionych od czystego ziela jest może jakiś ułamek procenta. To skoro jeden mit został obalony, to weźmy się może za ten drugi, o którym ktoś wspomniał.
Kobieta upiła niewielki łyk wody z butelki stojącej na stoliku, po czym zakontynuowała:
- Szanowni państwo, na świecie jest ileś tam procent ludzi uzależnionych od narkotyków, włącznie z alkoholem rzecz jasna. Trzeba o tym wspomnieć, gdyż dla wielu marychofobów alkohol to nie narkotyk, tylko coś innego, jak to oni mówią. Do tego dodajmy procent ludzi używających narkotyki ryzykownie. A teraz wyobraźmy sobie świat, w którym nie istnieje marihuana. Po prostu nie ma jej, nie rośnie nigdzie taki gatunek roślin, jak konopia. Jak myślicie, czy ten wspomniany wcześniej procent uzależnionych i ryzykownych użytkowników zwiększy się, czy zmniejszy? A może wcale się nie zmieni? Kto jest za tym, że się zmniejszy? Ręka w górę proszę. Jakoś nie widzę. Nawet pan, który nie musi jakoś się nie pali do oddania głosu. A teraz ręka w górę za tym, że się zwiększy. Istny las rąk. A kto za tym, że się nie zmieni? Jest kilka osób. O czym to wszystko świadczy? 
Prelegentka znowu napiła się wody.
- Obalany teraz mit czasem nazywa się teorią bramy. Że niby marihuana jest tą bramą do narkotyków. Teoria, którą nauka już dawno wyrzuciła na śmietnik, ale wśród marychofobów wciąż jeszcze trzyma się mocno. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Tak jakoś jest, że ludzie, jakaś ich część chcą sobie zmienić percepcję. Powody bywają rozmaite. Jedni dla czystej zabawy, rozrywki, drudzy dlatego, że świat na trzeźwo jest dla nich nie do przyjęcia. Ta pierwsza motywacja wygląda na zdrową, ta druga już nie za bardzo, ale zostawmy oceny na boku. Pewna część zapali lub zawapuje Ziela i im to wystarczy. Drugim trzeba większej zmiany, więc sięgają po narkotyki. Gdyby Ziele nie istniało lub było niedostępne, to wszyscy by sięgnęli po narkotyk. Czyli marihuana nie jest żadną bramą, tylko rodzajem zapory na której część amatorów zmiany się zatrzymuje. Proste.
Kobieta zamilkła na chwilę, po czym dodała:
- Dziękuję państwu za uwagę, miłego dnia.
Zabrzmiały gromkie oklaski, ludzie powoli zaczęli wstawać ze swych krzeseł i przemieszczać się w stronę wyjścia. Także wiedźmy. Ale jedna, rudowłosa sięgnęła dyskretnie do torebki by wyjąć zeń mały flakonik. Po czym podeszła do mężczyzny, który rzucił ową żenującą uwagę na temat poprawiania nastroju. 
- Panie ładny, niech pan sobie wyobrazi, że ja i moje przyjaciółki używamy Ziela. Ale nikt i nic nas do tego nie zmusza. Po prostu chcemy to robić. Aha, i jeszcze coś, ale to już na ucho.
Pan ładny pochylił odruchowo głowę, zaś Roxy, gdyż ona to była, musnęła palcami jego skroń i zaczęła mu coś szeptać do wspomnianego ucha. Po czym wróciła do swojej gromadki. Wtedy niewysoka blondynka z bujnymi włosami do samej pupy, czyli Mala, zapytała ją szybko:
- Sugestrix?
- No.
- Co mu powiedziałaś?
- Trochę poglądów zastąpiłam mu odrobiną wiedzy. Sugestrix nigdy nie działa zbyt długo, ale przez dzień, dwa ten pan będzie trochę mądrzejszy. I może potem coś zapamięta.
Mala zachichotała i liznęła Rudą po policzku.

25 komentarzy:

  1. Tytuł skojarzył mi się z 8% kobiet - seryjnych zabójczyń spośród wszystkich seryjnych😀.
    Dzieciątko wpadło w bezmiar zdumienia i chyba zgorszenia, gdy dowiedziało się, że ten jeden raz w życiu byłam nafurana 😂.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nafurana?... dobre... a mnie się wydawało, że znam już wszystkie slangowe określenia dotyczące tego tematu...

      Usuń
  2. Ciekawe, jaki procent ludzi na świecie nie próbowało niczego z wymienionych, chyba że do statystyk doliczymy kawę i czekoladę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to by było faktycznie interesujące... abstynencja absolutna od wszelkich zmieniaczy umysłu, nawet tych najsłabszych... można by poszukać wśród Mormonów, oni mają zakaz picia herbaty nawet... ale z drugiej strony mogą kakao, czekoladę i colę... czyli sprawa się komplikuje...

      Usuń
  3. No dobra, ale jeśli wystarczy wspomnieć, że się używało (raz) i tym samym trafia się do statystyk uzależnionych, to czy 100% użytkowników nie byłoby oznaczonych jako uzależnionych? Czy to trzeba psychologowi wspomnieć, żeby zostać zakwalifikowanym do tych 8%?
    Uważam, że procent uzależnionych nie zwiększy się, jeśli marycha by zniknęła. Bo uważam, że alkohol i marycha dają inne stany świadomości. Użytkownicy alkoholu niekoniecznie będą chcieli rezygnować ze swojej używki i przerzucać się na marychę, bo po jej zażyciu nie będą się czuć jak po swoim ulubionym alkoholu. Jak dla mnie to może tylko pewna część osób od ziela przerzuciłaby się na alkohol, gdyby ziele nie istniało, ale inna część zrezygnowałaby z sięgania po alkohol, bo by to było dla nich za dużo/ skutki nie takie same jak po zielu.
    Dla mnie próbowanie (regularnie) czegokolwiek zmieniającego percepcję ,,dla zabawy i rozrywki" nie jest zrozumiałe. Raz dla rozrywki ok, ale cały czas?
    Czasem mam poczucie, że uzależnienie bierze się nie z właściwości substancji, a z właściwości danej osoby, więc nieważne co będzie brać, to stanie się w końcu zależna od tej substancji. Wśród swoim znajomych obserwuję, że największe spustoszenie sieje cukier i kawa. Zero szans, żeby ci ludzie potrafili się powstrzymać.
    Grupka moich znajomych Hindusów kiedyś sporo piła, bo w rodzinnych Indiach nie było to tak powszechne, a w Australii wydawało się takie cool. Byli bezużyteczni w każdy weekend. Od roku przerzucili się na ziele. Na pewno wątroba i mózg im za to podziękują. Ale nadal są ,,bezużyteczni" w każdy weekend: za kierownicę nie wsiądą, spraw nie załatwią, bo siedzą i chillują przez dwa dni. Za to mnóstwo moich zachłannych białych znajomych z Polski i z Australii po latach upijania się do porzygania każdego tygodnia przerzucili się... na nic 🤷 po prostu wyrośli że studenckiego etapu picia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby trafić do statystyk trzeba najpierw trafić do psychologa, a trafia tylko ten, kto ma problem, albo dał sobie wmówić, że ma problem... z samą MJ problemu raczej nie ma prawie żaden użytkownik, więc do tego psychologa nie trafi... poza tym nie każdy psycholog /czy inny terapeuta/ jest idiotą, są na szczęście tacy, którzy potrafią rozpoznać faktyczne uzależnienie lub też jego brak... ale z drugiej strony nie brakuje idiotów, niestety także wśród fachowców, którzy w każdym użytkowniku czegokolwiek widzą osobę uzależnioną, tylko to już do statystyk nie trafia, bo statystyki zajmują się głównie formalnie zarejestrowanymi pacjentami...
      ...
      alkohol wśród narkotyków zajmuje rolę dość szczególną, jest o wiele bardziej rozpowszechniony, bardziej dostępny, niż inne, więc tu sprawa faktycznie trochę się komplikuje i szeroka dostępność MJ nie będzie dostateczną barierą, poza tym, jak słusznie zauważyłaś obie zabawki działają zupełnie inaczej... natomiast mimo to istnieje między nimi pewien związek... otóż gdy alkoholowym melanżom towarzyszy MJ, to tego alkoholu spożywa się mniej... oczywiście nie dotyczy to wszystkich, tylko pewną statystyczną większość... a gdy się spożywa mniej, to spada ryzyko uzależnienia, to raczej logiczne...

      Usuń
    2. Ok, czyli faktycznie dobrze trafiłam, że najpierw trzeba zostać wysłanym/ pójść samemu do psychologa. Ja jestem podejrzliwa co do tej grupy zawodowej, bo z mojego rocznika poszły na to trzy typy osób: te które chorobliwie uwielbiają rozgryzać ludzi, ci którzy mieli nadzieję zdobyć wiedzę teoretyczną do rozwiązania własnych problemów, i ci którzy wszystko uważają za źródło niesamowitej traumy, są oburzeni na wszelkie inne poglądy i sami są dość histeryczni : ( Tacy ludzie nie mogą dobrze diagnozować...
      Kiedy uczestniczyłam w imprezach za czasów licealnych, to może faktycznie było mniej alkoholu na imprezach z marychą. A może nie. Z tych wszystkich imprez to pamiętam, że zawsze conajmniej jedna osoba rzygała. Nie przekonuje mnie, że ,,jak się spożywa mniej (alkoholu), to ryzyko uzależniania spada''. Czy uzależnienie to nie jest po prostu ,,potrzebuję koniecznie (się napić), bo bez tego nie mogę funkcjonować (bawić się, wypocząć po pracy, zasnąć itd)''? Jeśli co tydzień muszę wypić pół piwa, bo inaczej nie mogę wysiedzieć w domu z żoną i dziećmi, to raczej jestem uzależniona.
      Niemniej jednak tak, przynajmniej marycha nie smaży mózgu jak alkohol (i wątroby) i przynajmniej nie zmienia ludzi w agresywnych.

      Usuń
    3. ściśle naukowa, kliniczna definicja podaje kilka warunków, aby rozpoznać u kogoś uzależnienie... natomiast jeśli chodzi o popularne rozumienie tego terminu, takie bardziej na luzie, to ja się z Twoją definicją jak najbardziej zgadzam :)

      Usuń
  4. Statystyka, jak widać, potrafi odlecieć bez jednego dymka. Wystarczyło raz zakaszleć po joincie, by dokumentacja medyczna wyprodukowała nałogowca - papier nie tylko jest cierpliwy, lecz bywa również nadgorliwy. Roxy natomiast w kilka sekund zrobiła to, z czym edukacja publiczna zmaga się od dekad: uchyliła okno w głowie szczelnie zamkniętej od środka. Szkoda, że Sugestrix działa tak krótko; niektórym poglądom przydałaby się eksmisja bez prawa powrotu. 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety magia realna, w odróżnieniu od tej z bajek, ma swoje ograniczenia, więc obawiam się, że nawet cała armia czarownic świata nie naprawi...

      Usuń
  5. Wątek tych 8% szczególnie daje do myślenia, bo pokazuje, jak łatwo przyzwyczajamy się do konkretnych liczb i przestajemy zastanawiać się, co właściwie się za nimi kryje. Czasem jedna pozornie niewielka zmiana potrafi mieć całkiem duże konsekwencje, zwłaszcza gdy dotyczy spraw, które wpływają na codzienne życie. Przy takich tematach chyba najbardziej cenię właśnie spojrzenie poza samą liczbę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po prostu liczba oderwana od kontekstu obiektywnie nie mówi nic... do tego jeszcze sam kontekst, słowa w nim użyte mają rozmaite znaczenie, od wersji popularnej po wersję fachową, do tego jeszcze sami fachowcy nie są zgodni, jak je rozumieć...

      Usuń
  6. Widzę ,,że opowiadanie edukacyjne napisałeś …... W Polsce medycyna naturalna jest uważana za szarlataństwo Dominują chemiczne leki . Na zachodzie jest inaczej z tego co wiem . Lekarz najpierw przepisuje zioła i leki naturalne a jeśli one nie podziałają , to wtedy dają chemiczne leki. Poza tym chodzi też o to aby ludzie chorowali , mieli dolegliwości polekowe wtedy na nich zarobią . Dlatego robią wszystko ,aby ziele nie było legalne i celowo je demonizują a tych którzy mówią o dobroczynnym działaniu ziół i Maryśki mocno zwalczają . Piosenki świetne .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i przede wszystkim branża alkoholowa... gdy Ziele będzie bardziej dostępne, spadną im obroty... bynajmniej nie dlatego, że amatorzy alkoholu nagle przerzucą się z tego narkotyku na Zioło, bo to wcale tak nie działa... ale tak, czy owak spadną, mechanizm jest o wiele subtelniejszy... dlatego też niektóre firmy alkoholowe próbują szukać zysków i w tej dziedzinie, co akurat nie jest złym pomysłem, bo chodzi tu przecież o redukcję szkód...

      Usuń
  7. Wygląda na to, że ja jestem jakaś dziwna, niepodatna na uzależnienia. Lubię i piję alkohol, a dawniej piłam dużo więcej, ale nigdy mnie nie ciągnęło w ten sposób, że "muszę się napić, bo organizm mi się domaga". To samo było z papierosami. Paliłam dużo, a pewnego dnia, w maju 2006 roku powiedziałam sobie: koniec, od jutra nie palę. I od jutra nie paliłam.
    Współcześnie dochodzą jeszcze inne uzależnienia, takie bardziej behawioralne: od gier komputerowych, od smartfonów, słyszałam nawet o uzależnieniu od mediów społecznościowych, pracoholizm, zakupoholizm, a dwie moje koleżanki są uzależnione od... no, nie zgadniesz! Od ćwiczeń (aerobik, bieganie, gimnastyka). Do głowy mi nigdy nie przyszło, że od czegoś takiego można się uzależnić! Pewnie dlatego, że ja jestem bardziej stacjonarna niż ruchliwa 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam, że w okresie bardzo intensywnego trenowania źle znosiłem przerwy /np. spowodowane jakąś kontuzją/ i potrafiłem też być wtedy niemiły dla najbliższego otoczenia... można to uznać za objaw uzależnienia od sportu, ale do pełnego klinicznego rozpoznania tegoż to jest jeszcze za mało...
      tu rzecz polega na tym, że myli się pojęcia... uzależnienie w rozumieniu popularnym i w rozumieniu naukowym, jako jednostka chorobowa... jeszcze gorsza wiadomość jest taka, że mylą to nawet niektórzy ludzie uznawani za fachowców w temacie...

      Usuń
    2. Dla mnie nie są to zbyt złe wiadomości, mnie się uzależnienia w rozumieniu potocznym ani w rozumieniu medycznym nie imają. Na szczęście, bo jestem nadwrażliwa, a to ludzie wrażliwi mają skłonności do uciekania w alkohol czy inne zależności.

      Usuń
    3. najśmieszniej jest, gdy złapią, a ktoś kto ucieknie za daleko pozbawia się przyjemności powiedzenia: "jutro znowu wam ucieknę"...

      Usuń
    4. Możliwe, że tak 😃

      Usuń
  8. Ciekawe czy słuchanie piosenki Brown sugar wpływa na uzależnienie?
    Cyfry zawsze mają jakieś magiczne znaczenie. Np książka 12 minut, też nie każdy się zgodzi z tą teorią, jak z tymi ośmioma procentami.
    Mój Kim miał roślinki w domu w doniczkach i wnuczka się pytała dlaczego Kim oświetla te kwiaty lampkami? To zamiast słońca, bo w tym pokoju są małe okna i słońce nie dochodzi😄 odpowiadałam, co też i było prawdą Bo w domach poniemieckich są małe okienka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. większość ludzi nie ma zielonego pojęcia, o czym jest ta piosenka, więc jej słuchanie ma taki sam wpływ na kwestie uzależnienia, jak każdy inny rodzaj muzyki... żeby było śmieszniej, to tak samo jest w przypadku ludzi, którzy to pojęcie mają, albo im się wydaje, że mają...
      okay, więc czyli jaki jest ten wpływ?...
      złożony, wręcz skomplikowany, LOL...
      gdy są duże okna, to też trzeba "dziewczyny" doświetlać, nawet w szklanym domu, który jest jednym, wielkim oknem... bo inaczej nie będzie z tego nic, a jeśli już, to na pewno za mało...

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to beletrystyka też już musi podawać źródła? :)
      a tak poważniej, to nawet one nie pomogą, jeśli osoba ich żądająca w tej samej wypowiedzi od razu z góry je kwestionuje... tak, tak, takie chwyty obecnie się stosuje podczas dyskusji... hardkorowy marychofob zrobi wszystko, aby postawić na swoim, żeby jego było na wierzchu... to akurat wiem z autopsji, nie ze źródeł...

      Usuń
  10. Krótkie pozdrowienia wpadłam zostawić tylko, bo się pakuję a powrót, ale wrócę w pierwszej wolnej chwili.
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń