16 lutego 2026

RUMBLE IN THE JUNGLE (ep.1 - czwartek)

Brak wezbranych chmur

Optymistyczna wizja
Kiedyś się wzbiorą
/haiku Wróżki Zębuszki/
👊
Anita była nieugięta, nie uległa nawet wtedy, gdy Mala bardzo, bardzo ładnie ją poprosiła, zaś Roxy zagroziła jej klątwą brzyda. Ujawniła jedynie, że uzgodniła już z Borkiem imię dla ich przyszłej córki, nawet dwa, obiecała też, że drugie upubliczni po wiosennym kwartalnym sabacie, ale na tym koniec. Wreszcie Malina przerwała próby pozyskania dokładniejszych informacji:
- Dziewczyny, dajcie spokój. Zaparła się i chuj. Nic nie zrobisz.
Po czym kelnerka pani Renia, bo rzecz się działa w Pleciudze, przyniosła tacę pełną zamówionych zamówień, co już końcowo zakończyło temat. Zaś potem Mala bardzo, bardzo ładnie poprosiła, aby rozpatrzyć inną sprawę.
- Nitka, czy możemy sobie odpuścić jutrzejszy sabat?
Anita odparła dyplomatycznie:
- Zawsze możemy, gdy tak chcemy. Co prawda są w planie dwa płatne zlecenia, nie żaden trening, ale nie musimy się spieszyć.  
- A czemu tak chcesz?
To już wtrąciła Roxy.
- Temu, że ja mam sesję. Egzaminy na uczelni, koniec pierwszego semestru. Za to Kasia po prostu pracuje. Ma walki. W piątek jedna gala, w sobotę druga.
- Jakie walki Kasiu? Znowu się bijesz o kasę?
Malina lojalnie zaprotestowała:
- Ona nigdy się nie bije. Najwyżej kogoś.
Kaśka uciszyła ją gestem dłoni i odparła.
- Nie ja. Moje dziewczyny. Trzy walczą jutro. Mają turniej boksu tajskiego. To ich debiut na ringu, a ja muszę cały dzień być z nimi. Za to pojutrze wieczorem walczy czwarta, to będzie grubsze wydarzenie. Troszeczkę inna konkurencja. Ale też zapowiada się ciekawie, może nawet ciekawiej.
Tu się odezwała Malina:
- Maleczko, to w ile czasu teraz zrobisz te swoje studia? W jeden semestr, czy może dwa? Bo my już wiemy, co ty potrafisz.
- Bez przesady. Tak szybko jak z maturą to nie pójdzie.
- Ale pociśniesz do przodu? Tak po swojemu?
- Taki mam plan, ale na pewno nie przez rok. Jak tą sesję dobrze ogarnę, to potem wskakuję na indywidualny tok nauki. A wtedy już sama sobie dyktuję tempo.
W tym czasie Kaśka sięgnęła do torby. Wyjęła z niej drobny plik kolorowych kartek, po czym położyła go na środek stolika.
- To są wejściówki wipowskie, dwuosobowe. Jeśli któraś ma ochotę zobaczyć te moje harpie w akcji, to zapraszam. Trochę czasu im poświęciłam, więc byłoby mi miło.
Roxy wzięła kilka biletów do ręki. Rzuciwszy nań okiem spojrzała na Malinę, po czym uśmiechnąwszy się oznajmiła:
- Lalka, znajome obiekty.
- No. Akurat je robimy. Od razu po weekendzie. 
Kaśka spojrzała jakby zdziwiona.
- My? Aha, Latająca Miotła. Ale zaraz, chwila. To oni tam nie mają własnego personelu?
- Mają. Ale po imprezach te hale wyglądają jak pobojowiska. Więc zatrudnia się wtedy dodatkowe siły do sprzątania. Tu akurat my to bierzemy. Umowy podpisane, zaliczki przelane, jest dobrze.
Anita wybrała dwie kartki.
- Dobrze. My z Borkiem jedziemy. A wy?
- Co my? Wszystkie jedziemy. Z całym żywym inwentarzem.
Ton głosu Roxy nie zostawiał miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Ruda wiedźma zgarniając cały stosik wejściówek ze stołu dodała:
- Znaczy studentka ma nieobecność usprawiedliwioną. Zmówimy się razem, bo ja akurat wiem, jak tam można dobrze zaparkować. Pod obiema halami nie jest zbyt przyjaźnie w tej kwestii.
Wtedy odezwała się Mala:
- Daj mi proszę jeden bilet. Ten na sobotę.
- Czyli zajrzysz jednak?
- Tylko na samą walkę Zosi Yakuzy. Jej obiecałam już wcześniej.
Sprawa wyglądała na dogadaną, nagle jednak zabrała głos Malina:
- Siostry, a Walentynki?
Roxy spojrzała na nią zdziwiona.
- Co Walentynki?
- W sobotę są Walentynki.
- Ja nie obchodzę Walentynek. Znaczy źle, wróć! Ja obchodzę te całe jebane Walentynki, tylko że codziennie. No, może prawie codziennie. Ale zawsze się pieprzę porządnie.
Mala zakręciła się na krześle tak, jakby chciała się odezwać, lecz siedząca obok Kaśka chwyciła ją pod stołem za udo i mruknęła:
- Siedź! To nie nasza dyskusja. My sobotę mamy zagospodarowaną.
Wtedy nagle parsknęła śmiechem Anita i oznajmiła:
- Lalka, wy chyba z twoim bratem macie to rodzinne.
- Niby co?
- Robienie problemu z Walentynek. Pamiętam, jak Borek rok temu mi marudził na ten temat. Akurat wypadały w piątek. To ja mu tak zrobiłam w czwartek, że mu się odechciało na parę dni, tylko popierdywał z przeżarcia miłością. A my siostry wtedy nazajutrz zrobiłyśmy sobie normalny sabat, jak Ciocia Lala przykazała.
- No.
- Ty Mala mi tu nie nokaj. Bo akurat ciebie na tym sabacie wcale nie było. Byłaś zabujana po sam wierzchołek cipy w tym swoim wtedy Mirku i w ogóle się z tobą nie można było dogadać.
- Ale...
To akurat Malina coś próbowała wtrącić, jednak Nita ją zgasiła:
- Lalka, a ty po prostu zrób tak, że wstań wcześniej, niż zwykle i do wyjazdu na galę nawalentynkujecie się z Miolką tyle, że wam piczki będą dymić. Temat uważam za zamknięty.
Anita siorbnęła nieco smufi i zmieniła obiekt swojej uwagi.
- Kasiu, mam do ciebie prośbę. Bo widzisz, mnie się ten sport podoba, nie jestem idiotką dla której to jest przemoc. Ale rzadko mam okazję oglądać, więc się nie rozeznaję na tych różnych odmianach. Wiem tylko, że trochę ich jest, ale każda ma detalicznie nieco inne reguły gry. Możesz nam trochę przybliżyć temat? Chcę lepiej wiedzieć, co się tam będzie działo.
Kaśka powoli omiotła wzrokiem wszystkie siostry, a gdy każda zgodnie skinęła głową popierając wniosek Anity, wstała od stolika mówiąc przy okazji:
- Dobrze. Ale to trochę potrwa, więc ja może najpierw...
Spojrzała wymownie w kierunku, w którym co jakiś czas udawała się prawie każda klientka Pleciugi. Kobiece oko ma to do siebie, że niekiedy wymaga poprawienia.
A to, że Kaśka, jako jedyna z całej piątki czarownic nigdy uprawia makijażu jest kwestią kompletnie pozbawioną znaczenia.
C.D.N.

17 komentarzy:

  1. To i ja czekam na przybliżenie tematu, bom ciemna jak bezksiężycowa noc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uniwersum opowiadania jest bardzo zbliżone do naszego świata rzeczywistego, prawie identyczne, więc reguły tajskiego boksu raczej też się nie różnią, więc może niezłym pomysłem, zanim się doczekamy dalszego ciągu jest ich poszukać samodzielnie?... to jest szalenie proste: wystarczy wpisać w wyszukiwarkę odpowiednią frazę...

      Usuń
  2. No właśnie. Miałam zapytać o ten tajski boks, ale skoro zapowiadasz wyjaśnienie,, to spokojnie poczekam.
    Pozdrawiam z mieszkania mamy razem z Czesią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic nikomu nie zapowiadałem... to tylko bohaterka opowiadania coś zapowiedziała innym bohaterkom... skąd wiesz, czy dotrzyma słowa?... skąd wiesz, czy w ogóle wróci do stolika, a jeśli wróci, to nie naopowiada psiapsiom jakichś bzdur?...
      być może wróci i opowie im sporo prawdziwych rzeczy, ale ja bym jednak nie czekał, tylko jeśli mi naprawdę zależy, to bym aktywnie poszukał gdzieś indziej, bo beletrystyka, tak w ogólności, nie jest najlepszym źródłem wiedzy o świecie...

      Usuń
    2. No to kicha. Idę szukać.

      Usuń
    3. O. Znalazłam Wychodzi na to, że ta dziedzina jest bardzo bliska staniu w kolejce do kasy w supermarkecie.

      Usuń
    4. A także jeździe komunikacją miejską.

      Usuń
    5. dobre! :D
      faktycznie, łokcie i kolana grają niepoślednią rolę w tajskim boksie...

      Usuń
  3. Ja tam udawać, że mnie tajski czy jakikolwiek inny boks interesuje nie będę ale lubię Twoje dziewczyny :).
    W walentynki chcieliśmy sobie zrobić odmianę z facetem i pojechaliśmy na wycieczkę. Ale tak przypizgało, że trzeba było się rozgrzać, więc koniec końców ochodziliśmy walentynki jak codziennie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wynalazek Walentynek i w ogóle wszelkich, jakichkolwiek innych świąt obnaża niedoskonałość naszego gatunku /chodzi o średnią statystyczną/, który umie zachowywać się i działać normalnie tylko jeden dzień w roku :P
      ale najciekawsze jest w tym to, że najwięcej idiotyzmów, paradoksalnie, jest popełnianych właśnie w dni /w sensie: doby/ świąteczne, LOL...

      Usuń
  4. Czuć dynamikę między bohaterkami i ich osobowości naprawdę wychodzą w dialogach.

    Mega zabawne są momenty, kiedy próbują negocjować plany albo temat Walentynek – te przekomarzania dodają lekkości i humoru w całym napiętym tygodniu walk i egzaminów. 😊

    Ciekawy jestem, jak Kaśka wytłumaczy zasady tych walk – już teraz czuć, że będzie trochę edukacyjnie i trochę ekscytująco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. reguły gry wszystkich sportów walki każda z rozmówczyń może sobie znaleźć w necie, więc Kaśka może je po prostu tam odesłać, aby nie marnować swojego czasu, ale że jest trenerką i pytanie dotyczy jej pracy/pasji, to może faktycznie o nich ciekawie i barwnie opowiedzieć...

      Usuń
  5. Dla dziewczynki czarownicy ładnym imieniem byłaby Lilith lub Amy . Amy to imię jednego z demonów …;-) Była nawet taka piosenkarka o tym imieniu . No sama jestem ciekawa jakie imię wymyślisz. Bo może być pierwsze imię nie rzucające się w oczy a drugie imię takie magiczne. A Mala jak tak szybko ogarnie studia , to może też zacznie drugi kierunek a może też trzeci ? Można kończyć kilka kierunków tu bym się nie ograniczała skoro Mala jest bardzo zdolna . Podejrzewam ,ze znowu będzie jakieś czary mary na tej walce , bo już dwa razy było to będzie i trzeci raz. Może warto zabezpieczyć ten ring przed używaniem magii ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bywają imiona celebryckie, bywają też imiona swojskie, domowe, jednak wszystko jest kwestią umowy, zaś większość czarownic nie ma zbyt wyszukanych imion, gdyż rzadko się zdarza, aby odkryto u którejś moc jeszcze przed urodzeniem się...
      Mala edukacyjnie jest zdolna do wszystkiego, więc tylko się spodziewać niedługo u niej profesorstwa w kilku dziedzinach...

      Usuń
  6. Wygląda na to, że tajski boks może przysłonić inne wydarzenia. Sabat, Walentynki, a nawet ogłoszenie drugiego imienia córki Anity. Swoją drogą ciekawi mnie ten wybór. Mam kilka propozycji ale jak napisałeś decyzja została już podjęta.
    No i ciekawi mnie jak poradzi sobie Yakuza. Ta dziewczyna chyba umie się bić i może być naprawdę dobra w muay thai.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, i jeszcze sesja Mali do kompletu, ale dla niej takie tam różne egzaminy to małe piwo przed śniadaniem...

      Usuń
    2. Czułam czułam, że coś jeszcze mi umknęło... To przez ten tajski boks;-) Chyba jaram się nim bardziej niż przypuszczałam:-)

      Usuń