- Czekaj chwilę, muszę iść oko poprawić.
Roxy spojrzała za Anitą odchodzącą korytarzem galerii, a potem bawiąc się stopką wegańskiego, bionaturalnego, ekologicznego, bezalkoholowego adwokata zero mruknęła do siebie:
- Kieliszeczku powiedz przecie, czyśmy nie najsłodsze na świecie?
Roxy spojrzała za Anitą odchodzącą korytarzem galerii, a potem bawiąc się stopką wegańskiego, bionaturalnego, ekologicznego, bezalkoholowego adwokata zero mruknęła do siebie:
- Kieliszeczku powiedz przecie, czyśmy nie najsłodsze na świecie?
A gdy jej psiapsia wróciła podjęła temat:
- Tak, to nie jest nasz styl. Nie lubimy chodzić naokoło, więc skoro najbliższe wejście jest zamknięte, to trzeba je jakoś udrożnić. Co prawda Ciocia Lala uczyła nas, że gdy trzeba coś zrobić, to nieźle jest się temu przyjrzeć jeszcze raz, bo może nic nie trzeba robić...
- To tu akurat to nie ma zastosowania.
Wpadła jej w słowo Anita dokańczając:
- Ja nie będę czekać, aż Ośka podrośnie na tyle, żeby ta moc pod kamieniem nie robiła jej już takiego kuku, jak robi.
- Dobrze, tylko jeszcze nie powiedziałaś mi, co chcesz zrobić. Nie licząc amuletu, bo to już omówiłyśmy, że trochę miśkowiej wiedzy geomantycznej przyda się do tego. A wiesz...
Tu Ruda ożywiła się nagle.
- A wiesz, ja też mam pomysł. Tylko do tego nie Misiek by się przydał, tylko Adaśko z wielkim szpadlem. Albo jeszcze lepiej Mala na koparce. Ona umie obsługiwać wszystkie takie dziwne pojazdy.
- To może na czołgu, takim podziemnym, rozstrzela to całe coś i po krzyku. Nie Ruda, nie, żadnego kopania. Taka akcja zrobi swetes na pół dzielnicy. A potem co z tym zrobisz, jak już wykopiesz? Wsadzisz do dżinodzbanka i wstawisz do kredensu?
- Żartowałam. To jaki w końcu jest ten twój pomysł?
- Chcę to zaekranować. Tak, jak my się czasami ekranujemy, żeby nie ujawniać mocy dookoła. Tak działa też zresztą wspomniany dżinodzbanek. Albo jak stawiamy kopułę niewidkę. Mechanizm zaklęcia powinien być podobny. Bo z amuletem to może być koronkowa robota, dla dzieciaka szczególnie. A tak, postawię ekran na kilka lat, potem może Ośce spadnie już wrażliwość, a jak nie, to się powtórzy.
- Kiedy chcesz to zrobić?
- Na kwartalnym sabacie, podczas równonocy. Ty mi pomożesz, dziewczyny wesprą swoimi mocami i pozamiatane. Ile Misiek zechce za konsultację geomantyczną?
- Weź! Spróbowałby coś od ciebie wziąć. Ty mu Ziele dajesz za darmo, więc jakby mógł czegoś rościć? Poza tym ja też mam coś do powiedzenia w tej kwestii.
- Z Zielem to ja po prostu jestem oldskulowa. Ja mam Ziele tylko dla przyjaciół, na prezenty, na poczęstunki. Żadnych handlów. Zosia Yakuza niech sobie handluje, bo to jest jej praca. Drugi etat obok spuszczania oklepu innym panienkom na ringu, czy w klatce. A ja uprawiam tylko hobbystycznie.
- No, a właśnie, jak w tym roku ci obrodziło?
- Przecież wiesz, że na zewnątrz nic nie siałam w tym roku. Tylko tyle, co w zielniku parę krzaków. Za to Kaśka zebrała rekordowe plony. Jak nigdy dotąd.
- Wiem, przecież już coś pod niej dostałam. Naprawdę niezłe.
- Ja sobie poczekam, aż skończę Ośkę karmić. Nie spieszy mi się.
Tym się właśnie różnie Ziele od narkotyków, takich jak alkohol na ten przykład, że prawie nikt nie dostaje małpiego rozumu mając perspektywę, czy okazję użycia go.
Anita tak zrobiła, jak zaplanowała. Najpierw zajrzała z Miśkiem do parku na oględziny kamienia i jego okolic. On coś tam pobadał, pomierzył, ona zapisała skrzętnie wszelkie uwagi, po czym w noc równonocy jesiennej całe pięć czarownic wykonało sabat, zdalnie u Anity w domu w jej pracowni. Pora była ciekawa, pierwsza zero sześć po północy, wtedy była kulminacja astronomiczna.
Za to rano Nita oznajmiła Borkowi:
- Słodziaczku brylantowy. Dziś po pracy wróć od razu do domu, bardzo, bardzo ładnie cię proszę. Zrobimy razem spacerek z Osią do parku. Chcę zobaczyć, co zostało zmajstrowane, czy wszystko poszło jak należy.
Zaś po południu pierwszy dzień Jesieni był przyjazny pogodowo. Gdy cała trójka podchodziła do wejścia do parku Anita zarządziła co następuje:
- Ty się przejdź z Osią do tamtego wejścia, a ja tędy... Ożesz!
- Co jest?
- Nie widzisz? Taśmę założyli i strażnik miejski pilnuje. Ale nic to, ja się przemknę jakoś, a ty idź jak mówiłam. Spotkamy się przy tej ławce, co zawsze siadamy.
Borek odszedł z wózkiem z zaokrętowaną nań Ośką, zaś Anita podeszła spokojnie do wejścia. Rzuciła chwilowy, szybki urok na strażnika, uniosła taśmę aby pod nią przejść, a mundurowemu oznajmiła w przelocie informacyjnie:
- Służbowo.
Kilka metrów stała grupka ludzi, obok zaś parę samochodów mających oznaczenia różnych służb miejskich. Stojący zasłaniali widok na głaz, więc wiedźma podeszła bliżej, minęła wszystkich, po czym spojrzała na kluczowe, interesujące ją miejsce. Wtedy wyartykułowała jak następuje:
- O bulwa! Co to w ogóle jest?
Co takiego zobaczyła Anita? Co zrobiło na niej takie wrażenie?
O tym będzie już w następnej części.
- Tak, to nie jest nasz styl. Nie lubimy chodzić naokoło, więc skoro najbliższe wejście jest zamknięte, to trzeba je jakoś udrożnić. Co prawda Ciocia Lala uczyła nas, że gdy trzeba coś zrobić, to nieźle jest się temu przyjrzeć jeszcze raz, bo może nic nie trzeba robić...
- To tu akurat to nie ma zastosowania.
Wpadła jej w słowo Anita dokańczając:
- Ja nie będę czekać, aż Ośka podrośnie na tyle, żeby ta moc pod kamieniem nie robiła jej już takiego kuku, jak robi.
- Dobrze, tylko jeszcze nie powiedziałaś mi, co chcesz zrobić. Nie licząc amuletu, bo to już omówiłyśmy, że trochę miśkowiej wiedzy geomantycznej przyda się do tego. A wiesz...
Tu Ruda ożywiła się nagle.
- A wiesz, ja też mam pomysł. Tylko do tego nie Misiek by się przydał, tylko Adaśko z wielkim szpadlem. Albo jeszcze lepiej Mala na koparce. Ona umie obsługiwać wszystkie takie dziwne pojazdy.
- To może na czołgu, takim podziemnym, rozstrzela to całe coś i po krzyku. Nie Ruda, nie, żadnego kopania. Taka akcja zrobi swetes na pół dzielnicy. A potem co z tym zrobisz, jak już wykopiesz? Wsadzisz do dżinodzbanka i wstawisz do kredensu?
- Żartowałam. To jaki w końcu jest ten twój pomysł?
- Chcę to zaekranować. Tak, jak my się czasami ekranujemy, żeby nie ujawniać mocy dookoła. Tak działa też zresztą wspomniany dżinodzbanek. Albo jak stawiamy kopułę niewidkę. Mechanizm zaklęcia powinien być podobny. Bo z amuletem to może być koronkowa robota, dla dzieciaka szczególnie. A tak, postawię ekran na kilka lat, potem może Ośce spadnie już wrażliwość, a jak nie, to się powtórzy.
- Kiedy chcesz to zrobić?
- Na kwartalnym sabacie, podczas równonocy. Ty mi pomożesz, dziewczyny wesprą swoimi mocami i pozamiatane. Ile Misiek zechce za konsultację geomantyczną?
- Weź! Spróbowałby coś od ciebie wziąć. Ty mu Ziele dajesz za darmo, więc jakby mógł czegoś rościć? Poza tym ja też mam coś do powiedzenia w tej kwestii.
- Z Zielem to ja po prostu jestem oldskulowa. Ja mam Ziele tylko dla przyjaciół, na prezenty, na poczęstunki. Żadnych handlów. Zosia Yakuza niech sobie handluje, bo to jest jej praca. Drugi etat obok spuszczania oklepu innym panienkom na ringu, czy w klatce. A ja uprawiam tylko hobbystycznie.
- No, a właśnie, jak w tym roku ci obrodziło?
- Przecież wiesz, że na zewnątrz nic nie siałam w tym roku. Tylko tyle, co w zielniku parę krzaków. Za to Kaśka zebrała rekordowe plony. Jak nigdy dotąd.
- Wiem, przecież już coś pod niej dostałam. Naprawdę niezłe.
- Ja sobie poczekam, aż skończę Ośkę karmić. Nie spieszy mi się.
Tym się właśnie różnie Ziele od narkotyków, takich jak alkohol na ten przykład, że prawie nikt nie dostaje małpiego rozumu mając perspektywę, czy okazję użycia go.
Anita tak zrobiła, jak zaplanowała. Najpierw zajrzała z Miśkiem do parku na oględziny kamienia i jego okolic. On coś tam pobadał, pomierzył, ona zapisała skrzętnie wszelkie uwagi, po czym w noc równonocy jesiennej całe pięć czarownic wykonało sabat, zdalnie u Anity w domu w jej pracowni. Pora była ciekawa, pierwsza zero sześć po północy, wtedy była kulminacja astronomiczna.
Za to rano Nita oznajmiła Borkowi:
- Słodziaczku brylantowy. Dziś po pracy wróć od razu do domu, bardzo, bardzo ładnie cię proszę. Zrobimy razem spacerek z Osią do parku. Chcę zobaczyć, co zostało zmajstrowane, czy wszystko poszło jak należy.
Zaś po południu pierwszy dzień Jesieni był przyjazny pogodowo. Gdy cała trójka podchodziła do wejścia do parku Anita zarządziła co następuje:
- Ty się przejdź z Osią do tamtego wejścia, a ja tędy... Ożesz!
- Co jest?
- Nie widzisz? Taśmę założyli i strażnik miejski pilnuje. Ale nic to, ja się przemknę jakoś, a ty idź jak mówiłam. Spotkamy się przy tej ławce, co zawsze siadamy.
Borek odszedł z wózkiem z zaokrętowaną nań Ośką, zaś Anita podeszła spokojnie do wejścia. Rzuciła chwilowy, szybki urok na strażnika, uniosła taśmę aby pod nią przejść, a mundurowemu oznajmiła w przelocie informacyjnie:
- Służbowo.
Kilka metrów stała grupka ludzi, obok zaś parę samochodów mających oznaczenia różnych służb miejskich. Stojący zasłaniali widok na głaz, więc wiedźma podeszła bliżej, minęła wszystkich, po czym spojrzała na kluczowe, interesujące ją miejsce. Wtedy wyartykułowała jak następuje:
- O bulwa! Co to w ogóle jest?
Co takiego zobaczyła Anita? Co zrobiło na niej takie wrażenie?
O tym będzie już w następnej części.
No i tyle było z dyskretnego zaekranowania - pięć czarownic odprawiło zdalny sabat, a rano pół miejskich służb stało przy bambulu, jakby ktoś pod nim znalazł złoże ropy. Anita weszła „służbowo”, co od dziś zamierzam stosować wszędzie tam, gdzie normalnie trzeba mieć przepustkę. Podejrzewam, że zamiast przytłumić moc, dziewczyny postawiły nad kamieniem magiczny neon widoczny z kosmosu. A Ty znowu urywasz dokładnie wtedy, kiedy człowiek już zagląda strażnikowi przez ramię. ;)
OdpowiedzUsuńchyba zdecydowanie coś poszło nie tak, bo dyskrecję szlag trafił... ale oytamoytam, zwali się winę na geomantę, że coś źle wymierzył... bo przecież "wiedźma wie", więc mylić się nie może, a chłop, jak to chłop, koniecznie coś musi spieprzyć... a on się będzie wykręcał, że jest tylko teoretykiem i że wiedziały gały, co brały... to nie jest spojler, tak tylko sobie przypuszczam...
UsuńJuż się bałam, że przytępią moc dzieciakowi póki nie podrośnie i nie zacznie sama tą mocą rozdysponowywać.
OdpowiedzUsuńHym, co one tam zepsuły tym sabatem? Ktoś może zdewastował ten kamol? Pękł? Woda spod niego trysła? Myślałam, że to miejsce mocy jest tam samo z siebie, a kamień tam jest ozdobny, a nie że to kamol ma moc. A może to taka astrofizyka: masa kamola zakrzywia czasoprzestrzeń (tak jak masa czarnej dziury zakrzywia wokół niej czas)!
Moja podstawówka i gimnazjum ma fajny kamol przed wejściem. Zawsze lubiłam się na niego wspinać i siedzieć na górze. Taki fajny beżowy, trochę wyślizgany, nawet nie wiem czemu tam stoi jak jakaś ozdoba szkoły.
centrum tej mocy jest pod kamolem, sam kamol to tylko taka jakby ozdoba, to zostało jasno powiedziane parę razy... niestety jednak nie mogę zaspojlerować, co tam się konkretnie stało, co najwyżej tyle, że ten mini serialik kończy się w następnym, czwartym odcinku...
Usuńnatomiast takie kamole narzutowe mogą być fascynujące niejako samodzielnie, coś jak taki sterczący grzmot na masce auta, zaś samo auto może nas kompletnie nie interesować...
za to Anita chce oszczędzić Ośce przykrości, a przy okazji jej samej nie chce się chodzić naokoło do innego wejścia, co zauważyła Roxy... jest to o tyle ciekawe, że tak, czy owak musi zrobić ileś kilometrów z wózkiem, żeby dzieciak się potem nie skarżył, że nie był wożony, jak sama oznajmiła w poprzednim odcinku... różnica jest może tylko taka, że choć jest to dzielnica willowa i nie ma zbyt wielkiego ruchu, to gęstość spalin na ulicy jest mniejsza, niż w samym parku...
No właśnie na początku zrozumiałam, że miejsce mocy jest pod kamolem, a kamol jest ozdobny. Ale po dzisiejszym odcinku stwierdziłam, że źle zrozumiałam, i że to kamol jest źródłem mocy. Eh.
UsuńDzieciak się nei będzie skarżyć, że nie był wożony w wózku odpowiedzio dużo w dzieciństwie, jeśli nie spotka na swojej dorosłej drodze psychologa, który każe jej wygodnie zwalić winę za obcne porażki życiowe na dzieciństwo i jej rodziców : ) Dorosłe dzieciaki same na takie pomysły nie wpadają. Najczęściej podpowiadają im to krzywi terapeuci.
ależ oczywiście, że masz całkowitą rację z tym dziecięcym skarżeniem się na nie wożenie wózkiem, Anita jedynie żartowała...
UsuńGłaz i służby miejskie, to nie wróży dobrze planowi czarownic, wymyśliłeś mega niespodziankę lub rozwiązanie jest proste jak drut!
OdpowiedzUsuńcoś w tym planie musiało nie zadziałać za dobrze, skoro skutkami musiały się zainteresować służby miejskie, ale cokolwiek by się nie stało, to te służby raczej nie zdają sobie sprawy z tego, że za wszystkim mogą stać jakieś czarownice... a na razie zagadkę mają chyba wszyscy, i czarownice, i służby...
UsuńCzyli złą technikę te nasze czarownice obraly , bo mogły jakąś tą czapke niewidkę dać trochę hm zmienioną i dobry byłby efekt.
OdpowiedzUsuńPiosenki fajne ta pierwsza z latającymi czarownicami mi się podoba i ja bym chętnie taką miotłą komuś przywaliła tak przy okazji np. jakiemuś konserwie
właśnie o podobnej, trochę zmienionej technice mówi Anita...
UsuńW temacie muzyki. Wprawdzie ostatnio zamieszczasz słowiańskie brzmienie, ale słychać tam rockową nutkę.
OdpowiedzUsuńLiczę na twoje wspomnienia w związku z pytaniem Can you remember my name... i pewnym fire in The sky...
Byłam ostatnio w Łodzi i 50 lat przeleciało przed oczami. Zapraszam do siebie.
przecież rocka wynaleźli właśnie Słowianie, więc w sumie na jedno wychodzi...
Usuń