Osia grzecznie poddawała się przeglądowi wykonywanemu przez tatę, którego siedząca na ławce mama zapytała nagle:
- Słodziak, ty wiesz, co to tam jest? Mijaliśmy właśnie.
- Gdzie? Aha, tam. Wiem. Bambul, głaz narzutowy. Tak sobie myślę, co robi ten bambul. Ten bambul zapewne odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. Nie można też wykluczyć, że otwiera oczy niedowiarkom.
- Otwiera, ale buzię do krzyku naszemu dziecku. A raczej to, co pod nim jest. Co do tych potrzeb, to po każdych wyborach do władz dzielnicy ma innego patrona, ale to nas akurat najmniej interesuje.
- A co nas najbardziej interesuje?
- Chodź, zrobimy rundkę po obiekcie, bo Osia potem powie, że wyrodni rodzice wożenia jej żałowali za młodu. A ja ci opowiem za to, o co w tym bambulu się rozchodzi.
Gdy ruszyli Anita wzięła głęboki oddech, co jak wiemy oznaczało zakaz przerywania jej wypowiedzi, po czym wypowiedziała się:
- Pewnie słyszałeś o miejscach mocy na Ziemi. Jest ich sporo, niektóre dość znane, choć połowa z nich jest akurat fikcyjna, urojona. Po prostu fama ma przyciągać turystów i pielgrzymów, za to oni mają tam wydawać dutki. Ale jest jeszcze całe mnóstwo mniejszych miejsc, prawie nikomu nieznanych. W witchnecie jest mapka, tylko niedokładna, a ja mam lepszą, całego kraju. Od Ziry dostałam, tej od Benges, pokażę ci jak wrócimy domu jak chcesz. To pod bambulem też jest miejscem mocy. Nie bambul ją zawiera, tylko jakoś tak pod ziemią jest, pod nim parę metrów. Myśmy to odkryły z Roxy jako siusiary jeszcze. Pierwsze nasze czary, pierwsze sabaty tu robiłyśmy. Potem nam się to miejsce jakoś odwidziało, znudziło. Ja tu do parku dawno nie zaglądałam, wiele lat, dopiero teraz znalazłam zastosowanie, żeby tu naszą Osię odsmradzać. Ta moc pod kamieniem jest bardzo słaba zresztą, do tego chimeryczna taka. Czasem ją się czuje dość wyraźnie, ale też czasem prawie wcale. Ale nawet jak wyraźnie, to wciąż jest cienka. Teraz wychodzi na to, że Osia ją czuje i wcale jej to nie sprawia frajdy. To na razie tyle, co wykryłam. Skończyłam, możesz pytać, to może jeszcze się czegoś dowiesz.
- Czy to jest jakaś zła moc?
- Kochanie, już ci to kiedyś tłumaczyłam. Żadna moc nie jest ani dobra, ani zła. Tak, jak moja moc, czy innych dziewczyn nie jest ani na plus, czy też minus, tak samo te moce naturalne, bo nie ma żadnego obiektywnego dobra, ani zła. Ale mogą być różne reakcje osobnicze na jakąś konkretną moc. Jak widać Osi ta moc pod kamieniem wyraźnie nie pasuje. Źle się czuje od niej, więc protestuje tak jak umie, głośnym płaczem.
- To co teraz?
- Trening przepony jej nie zaszkodzi, ale ja nie chcę, żeby była tak regularnie stresowana na każdym spacerze. Możemy chwilowo nie wchodzić tym wejściem do parku, omijać ten bambul i tak na razie zrobimy. Ale na dłuższą metę to jest słabe. Nie nasz styl.
- Ponawiam więc pytanie, co teraz? Może jakiś amulet?
- Dobrze kombinujesz, brawo ty. Tylko, że amulety to nie popcorn, w minutę nie upichcisz. Ale nie wykluczam tej opcji. Osia już ma parę amuletów, takich standardowych, ten jednak musi być taki dedykowany, że tak to nazwę.
- Znaczy?
- Znaczy, że jeszcze nie wiem za dobrze, przed czym ma chronić. Chodź, jeszcze ten kawałek, potem wrócimy na tamtą ławkę.
Tak też zrobili. Wrócili, usiedli, zajęli się rozmową, Anita jednak przy okazji obserwowała alejkę w okolicach kamienia. Szczególnie bacznie, gdy do parku wchodziła jakaś pani konwojująca dziecinny wózek. Raz nawet wszedł pan. Ale nie działo się na razie nic. Do czasu. Do czasu, aż się stało.
Bo nigdy nie jest tak, że nigdy nic się nie dzieje. Zawsze prędzej, czy później coś się musi wydarzyć. Tak więc w pewnym momencie zawartość kolejnego wózka podniosła alarm podczas mijania kamienia. Pani go pchająca zajrzała do środka, po czym zmieniła azymut planowanej trasy i po chwili była już przy ławeczce okupowanej przez naszą rodzinkę.
- Można?
- Proszę, proszę. Co, awaria?
Spytała Anita.
- Właśnie nie wiem.
A po chwili:
- Nie, spoko. Fałszywy alert. To my nie przeszkadzamy.
- Miłego dnia.
Pani z wózkiem oddaliła się, zaś Anita stwierdziła:
- Ciekawe. To małe w wózku ma moc.
- A mama?
- Mama nie. Ale dzieciak poczuł i zareagował.
Borek nagle zaśmiał się mówiąc:
- Wiesz, co mi przyszło do głowy? Że ten bambul, to całe miejsce to taka jakby bramka, wykrywacz potencjalnych, ewentualnych magów i czarownic.
- Dobre! Trzeba twojej siostrze powiedzieć. Niech tu siądzie od rana i zaznacza sobie ptaszki na kartce. Lalka lubi takie tam różne obserwacje i spostrzeżenia statystyczne.
Anita nagle wstała, obciągnęła spódnicę i okręciła się dookoła swej własnej osi pionowej pytając tonem gwiazdy romansów:
- No, i jak?
- Co jak?
- Klasa mamuśka, dupeczka jak się patrzy. Tak?
- Nigdy nie mówiłem, że jest inaczej.
- Dobrze, ale w ciąży to ja byłam anakonda po zjedzeniu słonia.
- Nieprawda. Taki fajny pingwinek byłaś. Poręczny nawet.
- Jak ty nic nie rozumiesz. Ile czasu po porodzie kobieta wraca do swojej normalnej figury? Jeśli chce. Bo wiele wcale tego nie chce.
- Pupcia, ja się na tym nie znam, pojęcia nie mam. Lepiej mi powiedz, co wymyśliłaś z tą bramką przy kamieniu. Znaczy z tą całą sprawą i w ogóle.
- Ten amulet ulegnie rozpatrzeniu. Ale ja mam jeszcze kompletnie innego pomysła, co z tym można zrobić. Alternatywnie. Na razie jednak wracamy do domu. Szybciorem. A w domu...
- A w domu to Ośka się zbudzi roszcząc cyca i to, o czym oboje teraz nagle pomyśleliśmy ulegnie pewnemu odroczeniu.
Więc wrócili do tego domu szybciorem. Na ławce zostało po nich tylko pytanie, jakiego to kompletnie innego pomysła, alternatywnie zresztą ma Anita?
O tym już w następnym odcinku.
- Słodziak, ty wiesz, co to tam jest? Mijaliśmy właśnie.
- Gdzie? Aha, tam. Wiem. Bambul, głaz narzutowy. Tak sobie myślę, co robi ten bambul. Ten bambul zapewne odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. Nie można też wykluczyć, że otwiera oczy niedowiarkom.
- Otwiera, ale buzię do krzyku naszemu dziecku. A raczej to, co pod nim jest. Co do tych potrzeb, to po każdych wyborach do władz dzielnicy ma innego patrona, ale to nas akurat najmniej interesuje.
- A co nas najbardziej interesuje?
- Chodź, zrobimy rundkę po obiekcie, bo Osia potem powie, że wyrodni rodzice wożenia jej żałowali za młodu. A ja ci opowiem za to, o co w tym bambulu się rozchodzi.
Gdy ruszyli Anita wzięła głęboki oddech, co jak wiemy oznaczało zakaz przerywania jej wypowiedzi, po czym wypowiedziała się:
- Pewnie słyszałeś o miejscach mocy na Ziemi. Jest ich sporo, niektóre dość znane, choć połowa z nich jest akurat fikcyjna, urojona. Po prostu fama ma przyciągać turystów i pielgrzymów, za to oni mają tam wydawać dutki. Ale jest jeszcze całe mnóstwo mniejszych miejsc, prawie nikomu nieznanych. W witchnecie jest mapka, tylko niedokładna, a ja mam lepszą, całego kraju. Od Ziry dostałam, tej od Benges, pokażę ci jak wrócimy domu jak chcesz. To pod bambulem też jest miejscem mocy. Nie bambul ją zawiera, tylko jakoś tak pod ziemią jest, pod nim parę metrów. Myśmy to odkryły z Roxy jako siusiary jeszcze. Pierwsze nasze czary, pierwsze sabaty tu robiłyśmy. Potem nam się to miejsce jakoś odwidziało, znudziło. Ja tu do parku dawno nie zaglądałam, wiele lat, dopiero teraz znalazłam zastosowanie, żeby tu naszą Osię odsmradzać. Ta moc pod kamieniem jest bardzo słaba zresztą, do tego chimeryczna taka. Czasem ją się czuje dość wyraźnie, ale też czasem prawie wcale. Ale nawet jak wyraźnie, to wciąż jest cienka. Teraz wychodzi na to, że Osia ją czuje i wcale jej to nie sprawia frajdy. To na razie tyle, co wykryłam. Skończyłam, możesz pytać, to może jeszcze się czegoś dowiesz.
- Czy to jest jakaś zła moc?
- Kochanie, już ci to kiedyś tłumaczyłam. Żadna moc nie jest ani dobra, ani zła. Tak, jak moja moc, czy innych dziewczyn nie jest ani na plus, czy też minus, tak samo te moce naturalne, bo nie ma żadnego obiektywnego dobra, ani zła. Ale mogą być różne reakcje osobnicze na jakąś konkretną moc. Jak widać Osi ta moc pod kamieniem wyraźnie nie pasuje. Źle się czuje od niej, więc protestuje tak jak umie, głośnym płaczem.
- To co teraz?
- Trening przepony jej nie zaszkodzi, ale ja nie chcę, żeby była tak regularnie stresowana na każdym spacerze. Możemy chwilowo nie wchodzić tym wejściem do parku, omijać ten bambul i tak na razie zrobimy. Ale na dłuższą metę to jest słabe. Nie nasz styl.
- Ponawiam więc pytanie, co teraz? Może jakiś amulet?
- Dobrze kombinujesz, brawo ty. Tylko, że amulety to nie popcorn, w minutę nie upichcisz. Ale nie wykluczam tej opcji. Osia już ma parę amuletów, takich standardowych, ten jednak musi być taki dedykowany, że tak to nazwę.
- Znaczy?
- Znaczy, że jeszcze nie wiem za dobrze, przed czym ma chronić. Chodź, jeszcze ten kawałek, potem wrócimy na tamtą ławkę.
Tak też zrobili. Wrócili, usiedli, zajęli się rozmową, Anita jednak przy okazji obserwowała alejkę w okolicach kamienia. Szczególnie bacznie, gdy do parku wchodziła jakaś pani konwojująca dziecinny wózek. Raz nawet wszedł pan. Ale nie działo się na razie nic. Do czasu. Do czasu, aż się stało.
Bo nigdy nie jest tak, że nigdy nic się nie dzieje. Zawsze prędzej, czy później coś się musi wydarzyć. Tak więc w pewnym momencie zawartość kolejnego wózka podniosła alarm podczas mijania kamienia. Pani go pchająca zajrzała do środka, po czym zmieniła azymut planowanej trasy i po chwili była już przy ławeczce okupowanej przez naszą rodzinkę.
- Można?
- Proszę, proszę. Co, awaria?
Spytała Anita.
- Właśnie nie wiem.
A po chwili:
- Nie, spoko. Fałszywy alert. To my nie przeszkadzamy.
- Miłego dnia.
Pani z wózkiem oddaliła się, zaś Anita stwierdziła:
- Ciekawe. To małe w wózku ma moc.
- A mama?
- Mama nie. Ale dzieciak poczuł i zareagował.
Borek nagle zaśmiał się mówiąc:
- Wiesz, co mi przyszło do głowy? Że ten bambul, to całe miejsce to taka jakby bramka, wykrywacz potencjalnych, ewentualnych magów i czarownic.
- Dobre! Trzeba twojej siostrze powiedzieć. Niech tu siądzie od rana i zaznacza sobie ptaszki na kartce. Lalka lubi takie tam różne obserwacje i spostrzeżenia statystyczne.
Anita nagle wstała, obciągnęła spódnicę i okręciła się dookoła swej własnej osi pionowej pytając tonem gwiazdy romansów:
- No, i jak?
- Co jak?
- Klasa mamuśka, dupeczka jak się patrzy. Tak?
- Nigdy nie mówiłem, że jest inaczej.
- Dobrze, ale w ciąży to ja byłam anakonda po zjedzeniu słonia.
- Nieprawda. Taki fajny pingwinek byłaś. Poręczny nawet.
- Jak ty nic nie rozumiesz. Ile czasu po porodzie kobieta wraca do swojej normalnej figury? Jeśli chce. Bo wiele wcale tego nie chce.
- Pupcia, ja się na tym nie znam, pojęcia nie mam. Lepiej mi powiedz, co wymyśliłaś z tą bramką przy kamieniu. Znaczy z tą całą sprawą i w ogóle.
- Ten amulet ulegnie rozpatrzeniu. Ale ja mam jeszcze kompletnie innego pomysła, co z tym można zrobić. Alternatywnie. Na razie jednak wracamy do domu. Szybciorem. A w domu...
- A w domu to Ośka się zbudzi roszcząc cyca i to, o czym oboje teraz nagle pomyśleliśmy ulegnie pewnemu odroczeniu.
Więc wrócili do tego domu szybciorem. Na ławce zostało po nich tylko pytanie, jakiego to kompletnie innego pomysła, alternatywnie zresztą ma Anita?
O tym już w następnym odcinku.
Jak dla mnie to nawet te naturalne mocemogą być złe lub dobre. Te ludzkie nie są zdefiniowane, bo to zależy od humoru danej osoby i od sytuacji. Ale te naturalne moce najczęściej robią tylko jedną rzecz. Jak na przykład uzdrawiają, to są dobre (nawet jak uzdrawiają kogoś złego), jak przysparzają bólu głowy, to są złe. Więc ten kamol jest raczej zły, skoro dzieciak od niego się niepokoi. No chyba, że dzieciak jest przewrażliwiony.
OdpowiedzUsuńRaczej uważałabym z tym stwierdzeniem, że niektóre kobiety nie chcą wrócić po ciąży do formy. Myślę, że takie nie istnieją. Kto by chciał taki pozostać jak po ciąży? Niestety albo choroba im na to nie pozwala, albo ogromny stres zamraża ich ciało w takiej formie, albo facect guzik robi i kobieta poczuwa się do brania wszystkiego na swoje barki bo społeczeństwo nie pozwoli jej się zająć sobą i odpuścić kilka obowiązków, więc nie ma czasu na rzeczy które są prawdziwymi priorytetami, bo społeczeństwo wmawia jej, że priorytety są gdzie indziej. A im później się za tę formę zabrać, tym trudniej to ogarnąć, bo krnąbrne ciało już się przyzwyczaiło do nowej formy. Dodatkowo, absolutnie nie ma takiej możliwości, żeby odwrócić wszystkie zmiany wywołane ciążą, po prostu się nie da, bo nawet na skanach mózgu widać, która kobieta rodziła, a która nie. I to jest okropne, że ciało przemodelowuje się aż tak bardzo i już takie pozostaje.
niejaki Paracelsus stwierdził kiedyś, że wszystko jest kwestią dawki... więc może i dla mocy pod kamolem znalazłoby się jakieś godziwe, pomocne zastosowanie... ale Anity to nie obchodzi, ona ma wyrąbane na neutralne postrzeganie świata, bo jest teraz skupiona na tym, żeby jej dzieciakowi było dobrze i wdawanie się z nią w polemiki filozoficzne jest dość słabym pomysłem o tej porze...
Usuńco do figury, to jest chyba podobnie, jak z każdym neofitą, któremu coś tam się polepszyło /np. świeżo wyleczonym (już byłym) ćpunem albo homelessem/ i teraz twierdzi, że skoro on może, to każdy może, a jeśli nie daje rady, to znaczy, że nie chce... ja już pominę kwestię, że wiedźmy mają przeważnie większą zdolność regeneracji, powrotu do wcześniejszej formy, przynajmniej jako takiej, uwzględniając różne nieodwracalne zmiany, o których wspominasz... przeciętna kobieta wraca do tej formy nieco dłużej i to też po spełnieniu pewnych warunków dotyczących trybu/stylu życia...
ale...
są kobiety, które po urodzeniu dziecka czują się spełnione, a seks /co ma przecież pewien istotny związek z figurą/ nie jest im już potrzebny, był tylko narzędziem do osiągnięcia celu, jakim jest to spełnienie... może takie właśnie panie Anita miała na myśli?...
Czytając wypowiedź Anity ma się poczucie, że mówimy tylko o fizycznym wracaniu do formy, nie o psychicznej. Więc panie spełnione posiadaniem dziecka nie są tu osobną kategorią, bo one mogą po ciąży wrócić do swojego rozmiaru, formy i wydolności, a mogą i nie wrócić.
UsuńNie wiem, czy figura ma taki duży związek z seksem. Sporo kobiet jest zniewalająca, a kompleksy niszczą im seks i ochotę. Mnóstwo kobiet jest gruba i paskudna, ale ma to w nosie i mają lepszy seks niż te że zniewalającą figurą. Więc seks ma więcej wspólnego z tym, co w głowie, a nie tym jak ciało wygląda.
Słyszałam o tych miejscach mocy, nawet w moim pobliżu są co najmniej dwa, ale chyba żadna ze mnie czarownica, bo nic nie poczułam.
OdpowiedzUsuńCo do powrotu mam do dawnej figury- różnie to bywa, krócej, wolniej, ale da sie, no i geny oraz rozmaite anomalia - to zasadnicza kwestia.
nie trzeba być czarownicą, aby poczuć moc takiego miejsca, to pewnie zależy też od wielu innych rzeczy...
Usuńtemat powrotu do dawnej figury nie jest taki prosty, statystycznie rzecz ujmując da się, nauka mówi o dziewięciu miesiącach, ale bywają pojedyncze przypadki, gdy się nie da i tyle... tak, jak chyba ze wszystkim...
polecam fajną wypowiedź by Bu.Ka. powyżej, fajnie rozwinęła ten temat...
Czytałam i nie ze wszystkim się zgadzam, bo też mam swoje obserwacje, ale to temat rzeka...
UsuńAleż tu się pięknie wszystko splata — od „bambula” i tajemniczego miejsca mocy, przez małych potencjalnych magów, aż po bardzo przyziemne rodzinne „odroczenie” planów. 😄 Uwielbiam ten miks fantastyki, codzienności i dialogów, które brzmią tak naturalnie, że człowiek ma wrażenie, jakby siedział obok na tej ławce. No i oczywiście teraz najbardziej nurtuje pytanie: jaki to kompletnie inny pomysł wymyśliła Anita? Czekam na następny odcinek! 😊
OdpowiedzUsuńreal-fantasy, tak nazywam ten gatunek literacki...
UsuńNo to słusznie Borek zauważył ze mają teraz darmowe narzedzie wykrywania mocy u dzieci .Chociaż i one same tego narzędzia nie potrzebują , bo same potrafią to wyczuć . Ciekawa jestem jak Anita rozwiąże ten problem ... Druga piosenka mi się podoba a pierwsza, to mnie bolą uszy po niej więc nie podoba mi się . ;-)
OdpowiedzUsuńBorek raczej żartował, bo czy przeciętny człowiek będzie umiał powiązać dziecięcy płacz z miejscem, obok którego to dziecko przejeżdża wózkiem?... a wiedźmy nie potrzebują dodatkowych detektorów do wykrywania mocy...
Usuń"Bambul" to słowo tak przyjaźnie brzmiące, że najchętniej bym się do tego bambula przytuliła. Tylko że wyobrażam sobie go nie jako kamień, ale jak dużą, miękką górę czegoś, np. jakiegoś pluszu czy czegoś równie przytulaśnego.
OdpowiedzUsuńNa Podkarpaciu jest parę fajnych miejsc mocy, tylko... Co to właściwie oznacza? One mają moc, czy dają moc człowiekowi?
może "pampul"?... to brzmi przytulaśnie...
Usuńmiejsca mocy, w naszym realu, po prostu dają zarobić...
No i proszę - partacze od kanalizacji niewinni, bo pod bambulem urzęduje chimeryczna moc. Ośka okazała się najczulszym czujnikiem na osiedlu, a bambul - punktem kontrolnym dla przyszłych czarownic. Tylko Anita, jak zwykle, wie więcej, niż raczy powiedzieć, a Ty znowu zostawiasz nas na ławce z miną Borka i pytaniem, co ta kobieta wykombinowała.
OdpowiedzUsuńwiedźma wie :)
Usuń