Od drzwi na salę Pleciugi powiało mocą. Trzy czarownice siedzące przy swoim stałym stoliku szybko spojrzały w tamtą stronę. Dwie nie spojrzały. Anita bowiem była zajęta czymś innym, zaraz sobie wyjaśnimy czym, zaś Kaśka miała wyjebane. Aczkolwiek nie do końca, bo gdyby wszedł ktoś naprawdę groźny, to już by było po tym kimś. Za sprawą Kaśki. Bo Kaśka tak ma, że Kaśka wie. Nawet nie jako wiedźma, bo jak wiemy, nie jest nią od tak dawna jak Anita, czy Roxy, ale jako urodzona wojowniczka.
Wróćmy jednak do toku akcji. Do kafejki weszła kobieta, która wcale nie wyglądała jak wiedźma, ale to akurat nic dziwnego, bo żadna tak nie wygląda. Za to jak każda wiedźma wyglądała na kobietę z klasą. Mala spytała szybko:
- Znamy ją?
Roxy i Kaśka pokręciły głowami, przy czym ta pierwsza dodała:
- Chyba ni chuja.
Anita nie pokręciła głową, tylko odparła:
- Nie znam, nie wiem, zarobiona jestem. Cyca daję.
Nie kłamała, bo mała Osia doiła tego cyca w pełnym skupieniu, za to Malina, która nie doiła żadnego cyca oświadczyła:
- Ja znam. Znaczy nie znam, ale widziałam. Była na tym sabacie na lotnisku, co wiecie. Tak mi mignęła jakoś, en passant. A tuż po sabacie razem sikałyśmy za tym samym krzakiem.
- Z podsłuchiwaniem, czy bez?
Spytała Roxy, po czym od razu dodała:
- Nieważne zresztą. Tak, czy owak stworzyłyście podwaliny pod prawdziwą babską przyjaźń, tylko jest jeden szkopuł. Słyszałam na mieście, że tam gdzie ty sikasz, tam nic już nigdy nie urośnie.
Lalka odcięła się natychmiast:
- Żebym ja ci nie powiedziała co rośnie tam, gdzie ty nasikasz.
Do zabawy nagle włączyła się Mala:
- Ja kiedyś nasikałam na...
- Dość! Zaczynacie być bardziej obciachowe, niż jesteście.
To nagle wtrąciła Anita, tuż po tym jak schowała cyca, poprawiła odzież i odstawiła do nosidełka Ośkę, która od razu zasnęła po posiłku. Przy okazji zdążyła również się odkłonić nowo przybyłej wiedźmie, która zanim uplasowała się była przy wybranym stoliku uprzejmie skinęła głową do naszej gromadki. Jako jedyna zresztą, bo reszta pań była zbyt skupiona na temacie mikcyjnym. Po czym dodała wstając od stolika:
- Rzućcie mi okiem na małą. Idę sikać, bo jak wy tylko o tym, to sama jakoś czemuś ochoty nabrałam.
Uwaga o rzucaniu okiem była tylko formalna, bo cóż się może złego stać tej małej, gdy śpi sobie zacnie obok tak zacnych ciotek? Zaś ciotki skupiły uwagę na siedzącej przy stoliku pani, której pani Renia przyniosła coś na tacy. Zapewne pleciugato, bo głównie na to się tu chodziło, niczym na oglądanie gołej dupy do peep show.
- Ciekawe, czy przyszła pogadać, czy ma sprawę?
Zagaiła Malina, na co Roxy odparła:
- Jak się ma sprawę, to też się wtedy gada.
- Ciekawe jeszcze, jak nas namierzyła?
Spytała nagle Mala.
- O to chyba siebie zapytaj. Masz tyle nowych koleżanek ostatnio. Zresztą to nie sekret w tym światku, gdzie nas można znaleźć.
Turbinka zmarszczyła brwi, a po chwili odparła:
- Chyba wiem, co to za sprawa.
- Oho, Młoda weszła w tryb detektywa. No, to referuj.
- To jest tak, że wiem od Cizi...
- Co to jest cizi?
Przerwała nagle Roxy.
- Nie cizi, tylko Cizia. Właśnie taka moja jedna koleżanka. To mi mówiła, że po tamtym sabacie na lotnisku, co wiecie, to się zrobił szum dookoła szklanej kuli. Niektóre to pytały się nawet o numer telefonu do Rudej.
- Dlaczego do mnie? Przecież kula nie jest moja, tylko Nitki.
Roxy nie ukrywała zdziwienia.
- No, ale one o tym widać nie wiedzą. Nitki tam wtedy nie było, ty obsługiwałaś przecież kulę, tak?
- Ale szklana kula to teraz standard, więc o co chodzi?
Wtrąciła nagle Malina.
- Tylko, że nie taka. Mala dobrze gada. To nie taka sobie byle kula dalekowschodniej produkcji, którą można kupić za grosze. Ech, Lalka, Lalka. Wiedźma wie, tak? Tak mówiłaś ostatnio.
Odpowiedziała szybko Ruda, na co Malina zrobiła burmucha.
- No co? No co? Niech będzie, że na szklanych kulach się nie znam. Swojej nie mam, bo jak trzeba pójdę do bratowej, to mi użyczy.
- Użyczyła kiedyś?
- Nie, bo nie było dotąd okazji.
- I bardzo dobrze, bo nie lubię, gdy ktoś mnie podgląda jak się pieprzę. Bez mojej zgody. Ale jak mnie bardzo, bardzo ładnie poprosisz, to kiedyś dam ci popatrzeć. Nawet bez kuli.
- Ruda, odpierdol się może od niej, co?!
Tu nagle wkroczyła do akcji Kaśka, jak dobrze wiemy, lojalna aż do bólu wobec Maliny. Kontynuowała zresztą dalej:
- Nita ma rację, zaczynasz się faktycznie robić obciachowa. Może lepiej wytłumacz jej, jaka jest różnica między tymi kulami. Mnie zresztą też, bo ja też się nie znam.
- Okay, czuję się zbesztana. No, ale dobrze, focha zero, już opowiadam. Z kulami to jest tak, że zwykłą szklaną kulą można namierzyć tylko bezmoca. Ale nas nie, po prostu nie idzie tego zrobić. Konstrukcja taka i chuj. Za to kulą Anity można namierzyć każdą. Dlatego taka kula to wielka rzadkość, kosztuje zresztą straszne pieniądze. Z tego co wiem, taką kulę w tym kraju ma tylko Ciocia Lala, nasza Nita właśnie, siostry Benges oraz Selena, szefowa Gildii zawodowych. Może jeszcze ktoś, ale tego nie wiem, chyba raczej już nikt. Fałszywek nie liczę, ale nadmienię, że takie też się zdarzają na tym rynku.
Roxy zakończyła perorę, wtedy piłkę przejęła Mala:
- No, więc właśnie. Pewnie ta niunia, co tam siedzi, chce coś wykonać, do czego jest jej potrzebna kula Anity. Chociaż pewnie niekoniecznie podglądać inną siostrę podczas pożycia intymnego. Ciocia Lala mówiła, że ten magiczny sprzęt ma wiele innych pożyteczniejszych zastosowań. Ciekawe, kiedy do nas podejdzie.
- Ciocia Lala? Teraz?
Spytała nagle Malina. Z miną słodkiej idiotki zresztą, którą bardzo lubiła udawać w najmniej oczekiwanych momentach. Ale Mala zignorowała tą uwagę mówiąc:
- Pewnie jak dopije kawę.
- No, nieźle. Was tylko zostawić na chwilę same. Od razu zrobicie problem z niczego. To teraz popatrzcie sobie, co się zaraz zadzieje. Patrzcie bardzo uważnie.
To oznajmiła Anita, która niezauważenie wróciła z toalety, ale nie dosiadła się od razu, tylko stanęła trochę z tyłu i przysłuchiwała się dyspucie. Pełna rozbawienia zresztą.
- A co się zadzieje?
Spytała nagle Malina, na co Anita mościwszy się na krzesłku odparła krótko, ale dość imperatywnym tonem:
- Patrz. Patrz i milcz. Oczami się patrzy, nie buzią.
Na co nagle włączyła się Roxy:
- Buzią to można...
- Ty też bądź cicho. Jeszcze tego nam tutaj brakuje do szczęścia, żebyś ty nas teraz instruowała, co się robi buzią.
Tymczasem wiedźma siedząca pod ścianą rozejrzała się nagle, tak znacząco, jak to się robi w kafejce. Na co szybko zareagowała pani Renia, która podeszła do niej, po czym szybko skasowała rachunek za kawę. Gdy odeszła, czarownica wstała, poprawiła włosy, ubiór, po czym ruszyła do wyjścia. Po drodze jednak przystanęła na mikrochwilę i skinęła uprzejmie głową w kierunku stolika naszych głównych bohaterek. Wtedy Roxy robiąc ten sam gest syknęła cicho do Maliny, nie hisslangiem bynajmniej:
- Odkłoń się chamico jedna, sikałyście razem przecież.
Zaś gdy kobieta wyszła już z kafejki Anita znowu zabrała głos:
- Tyle czasu już was znam, ale pojęcia nie miałam, że jesteście aż tak egocentryczne. Przychodzi sobie dziewczyna na szybką kawę, a wyście szybko utłukły z dupy wziętą teorię, jakoby przyszła do was akurat, jakby nie miała już lepszych pomysłów na życie. Tymczasem ona pewnie pojęcia nie miała wcześniej zielonego, że my tu lubimy przychodzić. Jakoś do żadnej ślicznej główki nie chciał przyjść taki wariant.
- Ja nikogo ostatnio nie utłukłam.
Obruszyła się nagle Kaśka.
- Sorry Kasiu, nie ciebie miałam teraz na myśli, tylko te trzy kretynki. Ty jesteś w porządku w tym epizodzie.
- To teraz nam opowiedz o tych szklanych kulach, jak to wszystko działa, stronę teoretyczną. Bo rudy Gryzoń nie umiał za bardzo.
Jak dobrze wiemy, Anita bardzo lubiła udzielać różnych wykładów, więc taka prośba robiła jej prawie tak samo dobrze, jak Borek podczas podczasu. Niestety do wykładu nie doszło, bo nagle Ośka głośno przypomniała światu o swoim istnieniu. Nita nachyliła się nad nosidełkiem, pociągnęła nosem, po czym wetchnęła:
- Ja pierdolę. Muszę znowu iść do kibla. Nie ma to, jak dobra, porządna kupa, we właściwym miejscu i momencie.
Bo jakby nie było, Pleciuga jako babska kafejka była znakomicie wyposażona, jeśli chodzi o tego typu awarie. Zaś gdy mama z córą pod pachą odeszły od stolika Kaśka wygłosiła puentę:
- Tak oto problemy realne górują nad problemami urojonymi.
Ale Malina nagle zaoponowała:
- Nie tak do końca. Z moich dotychczasowych obserwacji oraz doświadczeń wynika, że tak ogólnie, statystycznie rzecz ujmując, świat ludzki wcale tak nie działa, tylko całkiem odwrotnie.
Zaś Roxy nie mogła się powstrzymać od komentarza:
- Lalka, chyba nigdy w życiu nie odgadnę, czy ty naprawdę jesteś taka mądra dupa, czy tylko taką udajesz?
W tym momencie nagle Mala dorzuciła swoje trzy grosze:
- Lalka to jest Lalka i chuj!
Wróćmy jednak do toku akcji. Do kafejki weszła kobieta, która wcale nie wyglądała jak wiedźma, ale to akurat nic dziwnego, bo żadna tak nie wygląda. Za to jak każda wiedźma wyglądała na kobietę z klasą. Mala spytała szybko:
- Znamy ją?
Roxy i Kaśka pokręciły głowami, przy czym ta pierwsza dodała:
- Chyba ni chuja.
Anita nie pokręciła głową, tylko odparła:
- Nie znam, nie wiem, zarobiona jestem. Cyca daję.
Nie kłamała, bo mała Osia doiła tego cyca w pełnym skupieniu, za to Malina, która nie doiła żadnego cyca oświadczyła:
- Ja znam. Znaczy nie znam, ale widziałam. Była na tym sabacie na lotnisku, co wiecie. Tak mi mignęła jakoś, en passant. A tuż po sabacie razem sikałyśmy za tym samym krzakiem.
- Z podsłuchiwaniem, czy bez?
Spytała Roxy, po czym od razu dodała:
- Nieważne zresztą. Tak, czy owak stworzyłyście podwaliny pod prawdziwą babską przyjaźń, tylko jest jeden szkopuł. Słyszałam na mieście, że tam gdzie ty sikasz, tam nic już nigdy nie urośnie.
Lalka odcięła się natychmiast:
- Żebym ja ci nie powiedziała co rośnie tam, gdzie ty nasikasz.
Do zabawy nagle włączyła się Mala:
- Ja kiedyś nasikałam na...
- Dość! Zaczynacie być bardziej obciachowe, niż jesteście.
To nagle wtrąciła Anita, tuż po tym jak schowała cyca, poprawiła odzież i odstawiła do nosidełka Ośkę, która od razu zasnęła po posiłku. Przy okazji zdążyła również się odkłonić nowo przybyłej wiedźmie, która zanim uplasowała się była przy wybranym stoliku uprzejmie skinęła głową do naszej gromadki. Jako jedyna zresztą, bo reszta pań była zbyt skupiona na temacie mikcyjnym. Po czym dodała wstając od stolika:
- Rzućcie mi okiem na małą. Idę sikać, bo jak wy tylko o tym, to sama jakoś czemuś ochoty nabrałam.
Uwaga o rzucaniu okiem była tylko formalna, bo cóż się może złego stać tej małej, gdy śpi sobie zacnie obok tak zacnych ciotek? Zaś ciotki skupiły uwagę na siedzącej przy stoliku pani, której pani Renia przyniosła coś na tacy. Zapewne pleciugato, bo głównie na to się tu chodziło, niczym na oglądanie gołej dupy do peep show.
- Ciekawe, czy przyszła pogadać, czy ma sprawę?
Zagaiła Malina, na co Roxy odparła:
- Jak się ma sprawę, to też się wtedy gada.
- Ciekawe jeszcze, jak nas namierzyła?
Spytała nagle Mala.
- O to chyba siebie zapytaj. Masz tyle nowych koleżanek ostatnio. Zresztą to nie sekret w tym światku, gdzie nas można znaleźć.
Turbinka zmarszczyła brwi, a po chwili odparła:
- Chyba wiem, co to za sprawa.
- Oho, Młoda weszła w tryb detektywa. No, to referuj.
- To jest tak, że wiem od Cizi...
- Co to jest cizi?
Przerwała nagle Roxy.
- Nie cizi, tylko Cizia. Właśnie taka moja jedna koleżanka. To mi mówiła, że po tamtym sabacie na lotnisku, co wiecie, to się zrobił szum dookoła szklanej kuli. Niektóre to pytały się nawet o numer telefonu do Rudej.
- Dlaczego do mnie? Przecież kula nie jest moja, tylko Nitki.
Roxy nie ukrywała zdziwienia.
- No, ale one o tym widać nie wiedzą. Nitki tam wtedy nie było, ty obsługiwałaś przecież kulę, tak?
- Ale szklana kula to teraz standard, więc o co chodzi?
Wtrąciła nagle Malina.
- Tylko, że nie taka. Mala dobrze gada. To nie taka sobie byle kula dalekowschodniej produkcji, którą można kupić za grosze. Ech, Lalka, Lalka. Wiedźma wie, tak? Tak mówiłaś ostatnio.
Odpowiedziała szybko Ruda, na co Malina zrobiła burmucha.
- No co? No co? Niech będzie, że na szklanych kulach się nie znam. Swojej nie mam, bo jak trzeba pójdę do bratowej, to mi użyczy.
- Użyczyła kiedyś?
- Nie, bo nie było dotąd okazji.
- I bardzo dobrze, bo nie lubię, gdy ktoś mnie podgląda jak się pieprzę. Bez mojej zgody. Ale jak mnie bardzo, bardzo ładnie poprosisz, to kiedyś dam ci popatrzeć. Nawet bez kuli.
- Ruda, odpierdol się może od niej, co?!
Tu nagle wkroczyła do akcji Kaśka, jak dobrze wiemy, lojalna aż do bólu wobec Maliny. Kontynuowała zresztą dalej:
- Nita ma rację, zaczynasz się faktycznie robić obciachowa. Może lepiej wytłumacz jej, jaka jest różnica między tymi kulami. Mnie zresztą też, bo ja też się nie znam.
- Okay, czuję się zbesztana. No, ale dobrze, focha zero, już opowiadam. Z kulami to jest tak, że zwykłą szklaną kulą można namierzyć tylko bezmoca. Ale nas nie, po prostu nie idzie tego zrobić. Konstrukcja taka i chuj. Za to kulą Anity można namierzyć każdą. Dlatego taka kula to wielka rzadkość, kosztuje zresztą straszne pieniądze. Z tego co wiem, taką kulę w tym kraju ma tylko Ciocia Lala, nasza Nita właśnie, siostry Benges oraz Selena, szefowa Gildii zawodowych. Może jeszcze ktoś, ale tego nie wiem, chyba raczej już nikt. Fałszywek nie liczę, ale nadmienię, że takie też się zdarzają na tym rynku.
Roxy zakończyła perorę, wtedy piłkę przejęła Mala:
- No, więc właśnie. Pewnie ta niunia, co tam siedzi, chce coś wykonać, do czego jest jej potrzebna kula Anity. Chociaż pewnie niekoniecznie podglądać inną siostrę podczas pożycia intymnego. Ciocia Lala mówiła, że ten magiczny sprzęt ma wiele innych pożyteczniejszych zastosowań. Ciekawe, kiedy do nas podejdzie.
- Ciocia Lala? Teraz?
Spytała nagle Malina. Z miną słodkiej idiotki zresztą, którą bardzo lubiła udawać w najmniej oczekiwanych momentach. Ale Mala zignorowała tą uwagę mówiąc:
- Pewnie jak dopije kawę.
- No, nieźle. Was tylko zostawić na chwilę same. Od razu zrobicie problem z niczego. To teraz popatrzcie sobie, co się zaraz zadzieje. Patrzcie bardzo uważnie.
To oznajmiła Anita, która niezauważenie wróciła z toalety, ale nie dosiadła się od razu, tylko stanęła trochę z tyłu i przysłuchiwała się dyspucie. Pełna rozbawienia zresztą.
- A co się zadzieje?
Spytała nagle Malina, na co Anita mościwszy się na krzesłku odparła krótko, ale dość imperatywnym tonem:
- Patrz. Patrz i milcz. Oczami się patrzy, nie buzią.
Na co nagle włączyła się Roxy:
- Buzią to można...
- Ty też bądź cicho. Jeszcze tego nam tutaj brakuje do szczęścia, żebyś ty nas teraz instruowała, co się robi buzią.
Tymczasem wiedźma siedząca pod ścianą rozejrzała się nagle, tak znacząco, jak to się robi w kafejce. Na co szybko zareagowała pani Renia, która podeszła do niej, po czym szybko skasowała rachunek za kawę. Gdy odeszła, czarownica wstała, poprawiła włosy, ubiór, po czym ruszyła do wyjścia. Po drodze jednak przystanęła na mikrochwilę i skinęła uprzejmie głową w kierunku stolika naszych głównych bohaterek. Wtedy Roxy robiąc ten sam gest syknęła cicho do Maliny, nie hisslangiem bynajmniej:
- Odkłoń się chamico jedna, sikałyście razem przecież.
Zaś gdy kobieta wyszła już z kafejki Anita znowu zabrała głos:
- Tyle czasu już was znam, ale pojęcia nie miałam, że jesteście aż tak egocentryczne. Przychodzi sobie dziewczyna na szybką kawę, a wyście szybko utłukły z dupy wziętą teorię, jakoby przyszła do was akurat, jakby nie miała już lepszych pomysłów na życie. Tymczasem ona pewnie pojęcia nie miała wcześniej zielonego, że my tu lubimy przychodzić. Jakoś do żadnej ślicznej główki nie chciał przyjść taki wariant.
- Ja nikogo ostatnio nie utłukłam.
Obruszyła się nagle Kaśka.
- Sorry Kasiu, nie ciebie miałam teraz na myśli, tylko te trzy kretynki. Ty jesteś w porządku w tym epizodzie.
- To teraz nam opowiedz o tych szklanych kulach, jak to wszystko działa, stronę teoretyczną. Bo rudy Gryzoń nie umiał za bardzo.
Jak dobrze wiemy, Anita bardzo lubiła udzielać różnych wykładów, więc taka prośba robiła jej prawie tak samo dobrze, jak Borek podczas podczasu. Niestety do wykładu nie doszło, bo nagle Ośka głośno przypomniała światu o swoim istnieniu. Nita nachyliła się nad nosidełkiem, pociągnęła nosem, po czym wetchnęła:
- Ja pierdolę. Muszę znowu iść do kibla. Nie ma to, jak dobra, porządna kupa, we właściwym miejscu i momencie.
Bo jakby nie było, Pleciuga jako babska kafejka była znakomicie wyposażona, jeśli chodzi o tego typu awarie. Zaś gdy mama z córą pod pachą odeszły od stolika Kaśka wygłosiła puentę:
- Tak oto problemy realne górują nad problemami urojonymi.
Ale Malina nagle zaoponowała:
- Nie tak do końca. Z moich dotychczasowych obserwacji oraz doświadczeń wynika, że tak ogólnie, statystycznie rzecz ujmując, świat ludzki wcale tak nie działa, tylko całkiem odwrotnie.
Zaś Roxy nie mogła się powstrzymać od komentarza:
- Lalka, chyba nigdy w życiu nie odgadnę, czy ty naprawdę jesteś taka mądra dupa, czy tylko taką udajesz?
W tym momencie nagle Mala dorzuciła swoje trzy grosze:
- Lalka to jest Lalka i chuj!
Oj, ja to bym upierała się, że ostatnio problemów urojonych więcej, zwłaszcza na prawicy!
OdpowiedzUsuńDwa rodzaje kul? Ciekawy byłby ten wykład!!!
też przyznam rację Malinie, że więcej jest tych problemów urojonych, niż realnych, co gorsza, te realne nie wszyscy chcą widzieć...
Usuńsprzęt magiczny to też sprzęt, więc kul pewnie jest więcej rodzajów, jak z każdym sprzętem, jest klasa lux, klasa standard i klasa badziewie...
Czyli niektóre szklane kule wyposażone są w oprogramowanie typu malware! A to nie jest zabronione przez Gildię?
OdpowiedzUsuńGildia nie kontroluje wszystkiego, jedynie pewien wycinek działalności magicznej, na taki monopol mnóstwo czarownic by nie pozwoliło, w końcu są to wiedźmy niezależne i samorządne w pełnym tych słów znaczeniu...
UsuńTo sobie problem dziewczyny zrobiły z niczego ,nawet czarownicom się zdarza. Skoro Anita lubi robić wykłady to powinna jakieś szkolenia w firmie jakieś robić spec od szkoleń to się chyba nazywa . Piosenki fajnie a ten cover lepszy jest od oryginału.
OdpowiedzUsuńAnita jest teraz na macierzyńskim, ale generalnie w swojej firmie jest szefową działu logistyki i nie wykluczone, że jakieś szkolenia też wtedy prowadzi...
Usuńnatomiast jako wiedźma też chętnie udziela różnych konsultacji swoim młodszym siostrom, a Kaśka to przecież jest jej uczennica... pamiętasz, jak było, Kaśkę szkoliła Nita, zaś Malinę szkoliła Roxy swego czasu...
Wiedźmy jak wampiry - w pewnym szkle/ kuli odbicia nie mają i nie da się przez nią na nie patrzeć.
OdpowiedzUsuńKtóry problem jest realny, a który urojony, to bardzo luźna definicja. Zresztą, społeczeństwo lubi sobie wymyślać problemy i pilnować, żeby przetransformowały się w realne. Więc nawet jeśli wiesz, że problem powinien być natury urojonej, to niestety ktoś mu dopomaga być realnym i nagle trzeba spiąć tylek, by się z tym problemem pokopać.
to jest tak, że ludzie bardziej lękowi i mniej zdystansowani do całokształtu więcej urojonych problemów postrzegają jako realne i słabo im idzie pozytywne myślenie, niż ludzie mniej lękowi, którzy są bardziej zdystansowani i bardziej skłonni do pozytywnego myślenia... ci drudzy większość problemów postrzegają jako urojone, nawet nieraz te najrealniejsze...
Usuńi teraz jest tak, że masz rację, bo społeczeństwo, tak w ogólności statystycznej, en bloc, jest bardziej lękowe, niż mniej, więc faktycznie często dokonuje tej transformacji, o której piszesz...
Nie określiłabym tej pierwszej grupy (od wymyślania problemów) jako grupy, której słabo idzie pozytywne myślenie. To jest zdecydowanie grupa lękowa, ale w tej grupie są też ludzie lubiący zasady, służbiści, ludzie kochający logikę i kategoryzowanie, kontrolowanie, głoszący miażdżącą wyższość umysłu nad wszystkim (umysł/ wiedzą według nich kontroluje wszystko i daje bezpieczeństwo) oraz ludzie z niższym poczuciem własnej wartości, zależni od kaprysów otoczenia. To nie jest kwestia pozytywnego myślenia.
UsuńDlatego tym bardziej drugiej grupy nie sklasyfikowałabym tak pozytywnie, że są to ludzie ,,zdystansowani i pozytywnie myślący". Często są to ludzie nieobecni duchem w realnej rzeczywistości, często są to ludzie nie uświadomieni, olewanccy, walczący z normami i porządkiem świata (bo chcą być wyjątkowi, bo lubią się sprzeciwiać dla zasady), to jest grupa z większą pewnością siebie, grupa która ma tupet.
Myślę, że teraz jesteśmy bardziej lekowo niż kiedyś, bo człowiek uwierzył, że wiedzą i umysłem da radę kontrolować niekontrolowane. Jak dla mnie biurokracja i miliard zasad i regulacji, których już nawet eksperci nie potrafią ogarnąć, są najlepszym przejawem tej naszej histerycznej próby kontrolowania niekontrolowanego.
okay, niech będzie, że trochę za bardzo uprościłem dwubitowo ten obraz, który jest przecież bardziej złożony... zaś pewna doza lęku /czyli strachu przed nieistniejącym zagrożeniem/ jest nawet konieczna, gdyż chroni nas przed nieroztropnym pchaniem łap w każdą dziuplę i wtedy to nazywamy ostrożnością...
Usuńfascynujące na swój sposób jest, że aby czuć się bezpieczniej w Naturze człowiek ją próbuje okiełznać, przeważnie niszcząc zresztą, ale na to miejsce od razu stworzył nowy gąszcz, choćby owej biurokracji, czy różnych innych regulacyj, który się tak rozrósł, że coraz bardziej traci nad nim kontrolę i teraz dopiero ma czego się bać...
Z innej beczki., bo zamieściłeś post ostatni. Nie wiesz przypadkiem dlaczego nie mogę zamieścić zdjęć na blogu? Wykonuje po kolei czynności i nic. Ja zdjęcia wybieram sobie najpierw na pulpit, bo gdy podłączę telefon, to za dużo zdjęć mi się pokazuje na raz. Do tej pory nigdy nie miałam problemu, A teraz po prostu więc ja się nie wklejają. Mam nowy komputer, ale to już od dwóch -trzech miesięcy. Wyłączyłam laptop na chwile.
OdpowiedzUsuńZależało mi na na tym poście, bo jest relacją po naszej nowej atrakcji turystycznej.
będę wdzięczna za pomoc.♥️
zacznijmy od tego, że ja w ogóle nie używam telefonu do blogowania, nawet nie komentuję z telefonu, scrolluję sobie jedynie, pooglądam, poczytam, więc pojęcia nie mam, jak edytor Blogspota działa w systemie Android... więc jak chcę użyć jakiejś fotki z telefonu, co zresztą rzadko się zdarza, to przerzucam ją przez kabel do kompa, do jakiegoś tam folderu i wszystko dalej działa...
Usuńmoże sprawdź, jaki typ pliku fotek generuje telefon... bo ja wszystko od razu konwertuję na .jpg, takie fotki edytor powinien wstawiać do bloga bez dyskusji...
Dziękuję. Samo nagle zaczęło działać. Ja zdjęcia wklejam na pulpit z maila, gdzie najpierw wysyłam. Ale tracą jakość. Gdy podłączę smartfon do kompa, to mi się za duzo zdjeć pokazuje i taką inną metodę sobie opracowałam. Ja też piszę z kompa, najpierw do worda. Czasami z wakacji kiedyś coś pisałam ze smatfona.
Usuńja teksty do posta piszę w Notatniku, a formatowanie, czy tam inne jakieś zabiegi robię już potem w edytorze Blogspota...
UsuńSzklana kula okazuje się tu właściwie zbędnym gadżetem. Człowiek bez żadnej magii potrafi zobaczyć dokładnie to, co wcześniej sobie wymyślił, a cudze skinienie głową wystarcza, żeby ego dopisało całą resztę fabuły. I wtedy wchodzi życie - z Ośką pod pachą - i bez ceregieli nanosi poprawki. Malina ma rację: problemy urojone mają nad realnymi tę przewagę, że zwykle są znacznie ciekawsze. Realny problem rzadko ma w sobie aurę tajemnicy. Częściej po prostu śmierdzi.
OdpowiedzUsuńtylko co zrobić z takimi, którym wszędzie i zawsze coś śmierdzi?... a nie jest to wcale taki niewielki odsetek ludzkiej populacji...
UsuńTaka dygresja a propos tych, którym wszędzie i zawsze coś śmierdzi.
UsuńPewien globalny biznes zrekonstruował koło mojego miasta ruiny gotycko-renesansowego zamku i otworzył tam wspaniałą instytucję kulturalną, a ludzie mówią że to pewnie dirty money.
Na pewno spodobałoby ci się, bo w zamku między innymi największa w Europie kolekcja gitar płyt autografów i innych muzycznych rekwizytów, bo właściciel jest wielkim fanem rocka. A jakie koncerty! to szok. Zapraszam do mojego chwaliposta♥️👍
Podejrzewam, że niektórym nie śmierdzi świat, tylko własna interpretacja rzeczywistości. Tyle że nos mają zawsze po swojej stronie i trudno ich przekonać, że źródło zapachu może znajdować się bliżej, niż sądzą. 😉
Usuńyo Eve /czytać "jołiw"/ :)
UsuńJa po zachodniemu myślę...ktoś mnie pozdrowił, bo pozdrowił. Ludzie, nawet nieznajomi się pozdrawiaką i nie muszą mieć do nas interesu.
OdpowiedzUsuńJa pozdrawiam ludzi na ulicy w Polsce, kiedy na mnie spojrzą a potem dziwię się ich zdziwionymi twarzami i niemocą przypomnienia sobie skąd mnie znają. A to trzeba kogoś znać aby mu skiwnąć głową?
ona je pozdrowiła tylko dlatego, bo poczuła ich moc, tak jak one poczuły jej moc, więc zachowała się po prostu regulaminowo, jak umundurowany czekista na ulicy wobec mijanego umundurowanego czekisty...
Usuńtylko, że one akurat tego wcale nie zauważyły, poza jedyną Anitą, więc nie o pozdrowienie tu poszło, tylko o sam fakt jej pojawienia się w tym lokalu...
czy mówiłem Ci kiedyś, że za szybko czytasz?...
Przeczytałam bardzo powoli.... ja nie czytam po łebkach. :)
UsuńJa ci mówię Piotrek, ja bym je na wojnę w Ukrainie posłała. Zakończyły by to w try miga. Sugestixem jakimś czy jakąś czapką niewidką. :)))
Dziewczyny mają moc i ile istnień ludzkich mogłyby pcaöić, a Borek ze swoim magicznym palcem to w ogóle miałby pole do popisu.
"ocalić" miało być w tym niezrozumiałym miejscu.
UsuńTa scena z cycami przypomniała mi jak Katarzyna Figura do roli w "Ubu Król" zdjęła koszulkę i pokazała swoje cyce i mówiła,że jest "Prawdziwą Królową" czy jakoś tak i,że to rola jej życia.
OdpowiedzUsuńtu Anita chyba nic nie pokazywała, tylko córka była głodna, więc dała jej jeść...
UsuńMi akurat matki karmiące przeszkadzają w przestrzeni publicznej ale jakby pokazywała jedna drugiej która ma większą to naprawdę wśród czarownic byłoby to niezłe :) Za moich czasów było modne wśród kobiet pokazywanie swoich walorów ale nie nagich tylko uwydatnianie ich np duże dekolty u kobiet czy jak któraś z lasek załozyła mini i pokazywała zarysowane pośladki. To była moja młodość-lata 80 i 90. Teraz to baby noszą luźne bluzy i chodzą poubierane na czarno mające septum w nosie czy na ustach.
Usuńmnie akurat bardziej przeszkadzają matki, które morzą swoje dzieci wydając 800+ na ciulwico, a dziecko to jest dziecko i pojeść porządnie musi, także w przestrzeni publicznej i lepszy matczyny cyc, niż dzioby i pazury z sieciowego fastfóda...
UsuńAleż to się czyta z przyjemnością! Dialogi są absolutnie genialne — żywe, bezczelne i takie prawdziwie „pleciugowe”, że od razu widzę tę scenę przed oczami.
OdpowiedzUsuńale są też opinie, że kobiety podobno tak nie rozmawiają...
Usuń"Podczas podczasu" 🤣 🤣 🤣
OdpowiedzUsuńStraszna jest ta przeróbka piosenki. Zwłaszcza to bezsensowne AI. Młoda dziewczyna się uśmiecha i nagle ma zmarchy jak 90-latka, a stopy jeszcze starsze. Okropność.
od czerstwej, wiejskiej dziewuchy stópek gejszy raczej trudno wymagać...
UsuńNie wiem, nie znam się na wiejskich dziewuchach, ale zdecydowanie mi się to nie podoba.
UsuńAha. Nadal chcę mieć szklaną kulę. Nie wiesz, gdzie zaopatrują się Twoje wiedźmy?
szklane kule można kupić choćby w ezo-shopach, ale jeśli chodzi o działającą szklaną kulę, to już raczej trzeba mieć dojścia...
UsuńNo i o te dojścia właśnie pytam 😅
UsuńO właśnie, czytanie takich opowiadań jak Twoje, też mnie odrywa od rzeczywistości i daje zupełnie inne spojrzenie i dystans do wszystkiego :) Dopisuję do mojej listy, z pozdrowieniami dla Wiedźm! :)
OdpowiedzUsuńczyli dystans generuje dopisaność :)
UsuńPiosenka
OdpowiedzUsuń-dobra dykcja
-dołączony tekst piosenko
-ciekawie zrealizowany teledyski
Czyli jestem na tak
Kaśka Pielacka
Usuń"Sama odpowiada za wizję artystyczną oraz teksty utworów, natomiast warstwa muzyczna oraz teledyski są generowane za pomocą narzędzi AI (takich jak Suno AI)"
Ciekawe
tak, koncepcje artystyczne pani Kasia ma zaiste ciekawe, warte uwagi...
UsuńKażda z bohaterek dopowiada własną wersję, a Anita dopiero na końcu sprowadza je na ziemię, pokazując, że większość problemu powstała wyłącznie w ich głowach. I chyba właśnie ta puenta o problemach realnych i urojonych zostaje po lekturze na dłużej — czasem naprawdę sami potrafimy zrobić aferę tam, gdzie nic się nie dzieje.
OdpowiedzUsuńponoć wiedźmy powinny stać twardo na nogach i umieć widzieć to, co naprawdę jest, zaś Anita ma opinię jednej z lepszych w tej zdolności, ale tak kontrolnie, dla sportu, niezobowiązująco, przy kawce pleciugato, to raczej nikomu zaszkodzić nie może i niewykluczone, że owe panie tak do tego podchodzą: zrobić problem z niczego, ale tak, żeby wciąż żadnego problemu nie było...
UsuńZawsze mnie rozbawią te "obciachowe" rozmowy czarownic :). A puenta bardzo dobra. Moim realnym problemem jest zepsuta pralka. Czarownie nie pomogło, trzeba było kupić nową ale wycieranie łazienki wyleczyło z problemów urojonych ;p
OdpowiedzUsuń