No, dobrze. Święta 8/3 i po Świętach. To teraz się cofnijmy na osi czasu nieco nazad, tak do poprzedniej niedzieli, nazajutrz po omawianych już wydarzeniach sportowych. Wtedy też miało miejsce małe, lokalne święto, za sprawą Roxy, która uznała kilka wydarzeń oraz osób wartych uczczenia.
Na samym wstępie jednak odnalazły się Mala i Bombka. Nigdzie też zresztą nie zaginęły, ich telefony wcale nie były głuche, gdy do nich zadzwoniono niedzielnego poranka. Kto to zrobił pierwszy, do kogo, tego centralnie do końca nie wiadomo, ale po kilku krótkich rozmowach w eterze wszystkich ze wszystkimi jasne było, że obie dziewczyny były w domu u Mali i całe, zdrowe, pełne pozytywnej energii właśnie zaczynały poranne ruchy. Krążyła też taka plotka, że w tle słyszano jakiś męski głos, podobno Malina tak mówiła, ale czy słyszała, czy tylko mówiła, że ktoś mówił, że słyszał, lub słyszał, że mówił, tego już nie wiedział nikt. Ale tak, czy owak, obie rzekome zaginione dowiedziały się, co dziś się kroi i że do południa dowiedzą się detali.
Jednak dla telefonu Roxy to był dopiero początek. Nadeszła pora, aby użyć go do tego, co miała zrobić jego właścicielka. Jak wiemy, jest ona kobietą biznesu, nie jakimś tam politykiem, który gdy mówi, że coś zrobi, to mówi. Skoro mówiła, że ogarnie lokal na bankiet, to tak miało być. Trzeba więc było wziąć sprawę na cycki, bardzo zresztą jędrne, prężne, dorodne, godne tego zadania. Co prawda w niedzielne poranki te cycki, nie tylko zresztą one miały inne zajęcia, z ważnym udziałem Miśka do tego jeszcze, bardzo rozbudowane zresztą, zwykle do południa, ale tym razem sprawy miały się potoczyć inaczej. Wspomniany pan został co prawda zbudzony, wypionowany, tudzież też zmotywowany do zrobienia porannej kawy, którą jak wiemy robił najlepszą, lepszą nawet niż słynne pleciugato, ale nie został potem na powrót wciągnięty do łóżka, tylko wysłany do sklepu. Miał nie wracać bez kartonu pikolo. To taki napój gazowany imitujący szampana swoim opakowaniem, bardzo niepedagogiczny wynalazek zresztą, który akurat Mala, mająca jak wiemy zerową skłonność do narkotyków bardzo lubiła. Bo ten karton to właśnie miał być dla niej prezent.
Gdy Misiek wrócił kwestię lokalu Roxy miała już ogarniętą. Jak tego dokonała? No cóż. Dzięki wielu znajomościom wśród knajpiarzy, gdyż jej firma, Latająca Miotła, była na topie providerów usług polegających na generalnym sprzątaniu wszelkich obiektów. Sporo lokali gastronomicznych stanowiło jej stałą klientelę. Gdy dodamy jeszcze moc przekonywania, jaką dysponowała Roxy, bynajmniej bez czarów, samą tylko magią mniejszą, naturalną, to nikt nie tworzył problemu z tego, że jest niedziela rano, zaś czasu na wykonanie zamówienia niezbyt wiele.
Była godzina jedenasta, gdy Ruda oświadczyła swojemu chłopu:
- Kochanie, sytuacja jest wyjątkowa, więc mamy tylko godzinę do dyspozycji. Bo potem kobieta twojego życia będzie się laszczyć oraz rytualnie lamentować, że nie ma co na siebie włożyć. No, co się tak gapisz gamoniu? Twoja laleczka czeka na ciebie.
Misiek nic nie odpowiedział, bo jakoś nieręcznie mu było gadać do pupy, którą Roxy nagle doń wypięła. Poza tym ów obiekt ma lepsze zastosowania, niż gadanie do niego, zwłaszcza tak perfekcyjny, jak zadek Rudej. Zaś nam niezręcznie jest się gapić na to, co się potem działo przez tą najbliższą godzinę. Aczkolwiek być może niejedne lub niejedni mogliby się czegoś nauczyć.
Przed godziną piętnastą faktycznie wszystko gotowe. To był dość miły lokalik na przemieściach miasta. Miał dwie sale, z których jedną dość często rezerwowano na różne prywatne ewenty. Jako że knajpa zlokalizowana jest niedaleko cmentarza, to są to głównie stypy, ale Roxy, jak większość czarownic, nie jest przesądna, więc nie rzutowało jej to. Teraz właśnie przechadzając się po sytuacji kiwała aprobująco głową.
- Doskonale, panie Remigiuszu, doskonale. Tak właśnie miało być.
Szpakowaty mężczyzna był cały w skowronkach słysząc te pochwały, jednocześnie też widać było, że nie umie oderwać wzroku od dekoltu wiedźmy, której kreację buractwo nazwałoby cyckami na wierzchu. Ale dla Rudej nie stanowiło to zagadnienia, nie było w niej nawet krztyny obłudy histerycznych paniusiek, dla których podziw dla kobiecej urody to przedmiotowe kobiet traktowanie. Tą jej urodę potwierdziła za chwilę wchodząca na salę wraz Borkiem u boku Anita:
- Ja pierdolę, Wiewióra, wyglądasz jak bilion dirhamów! No, no, fajnie to wszystko zorganizowałaś. Tak, szwedzki stół to najlepsza koncepcja na taką imprezę.
- To nie ja, to pan Remigiusz. Ja tylko dałam kilka wskazówek.
Pan Remigiusz ukłonił się mówiąc:
- Tylko kobiety z klasą potrafią to docenić.
Zaś pod wymownym spojrzeniem Roxy dodał:
- To ja wracam do pracy, jakby coś, to... Wiadomo.
Szybko się ulotnił, zaś Nita spytała:
- Czy mogę zachować się bez klasy? Bo jestem bez obiadu, a mi się nie chce czekać, aż reszta się zejdzie. Głodna jestem i chuj.
- Siostro, napierdalaj. Oczami się nie je. Zresztą w dupę ci nie pójdzie, tylko w moją przyszłą siostrzenicę. Mówisz, że jak ma jej być? Balbina? Czy Barbarianna?
- Gryzoń, nie podpuszczaj mnie. Dopiero po sabacie powiem. Ja wiem, jak to pójdzie. Teraz się wygadam tobie, ty Malinie, Malina Mali i Kaśce, a potem...
- No, nie! Kto jak kto, ale Kaśka umie trzymać pizdę na kłódkę.
- Dobrze. Już. Cicho być. Powiem, ale w czwartek w Pleciudze. Stamtąd już dalej nigdzie nie przecieknie. Słodziaczku, może tak być? Zmienimy trochę ustalenia?
Borek wzruszył tylko ramionami ze zrezygnowaną miną znaczącą:
- A czy ja mam jakiś wybór?
Po czym odszedł na bok na spotkanie Maliny i Mariolki. Anita siadła przy stole, sięgnęła po talerzyk i po pierwszy z brzegu półmisek. Za to na salę weszły Neonówki, tylko trzy, bez Yakuzy. Powoli, jakby nieśmiało, ale gdy Roxy rzuciła się do nich obściskując jedną po drugiej, to całe napięcie prysło, zaś salę wypełnił wszechogarniający babski trajkot. Między innymi padło:
- Macie te swoje pucharki z turnieju? To na stół z nimi, niech świat patrzy i podziwia przyszłe mistrzynie. Spokojnie, do zwrotu, nie zginą tu przecież, złomiarzy nie ma.
Choć Roxy od początku przejawiała niezły nastrój, to te trzy dziewczyny, ich obecność jakoś dziwnie na nią działały, że nabrała wręcz szampańskiego humoru. Odciągnęła je szybko na bok, po czym cała czwórka jakby zapomniała reszty świata. Tak że więc żadna z nich, zajęta rozmową nie zauważyła wejścia Magdy Maczugi i Mirka Orskiego. Oni zresztą też nie zauważyli, że już weszli do środka, tak byli oboje pochłonięci dyskusją robiącą wrażenie związkowej sprzeczki. Gdy podeszli do stołu Mirek chwycił za jakąś szklankę, nalał sobie jakiegoś soku z najbliższego dzbanka, po czym wychylił duszkiem. Na ten widok siedząca obok Anita otarła wysmarowane sosem usta, przełknęła ich zawartość, po czym spytała lekko zjadliwie:
- Co? Czegoś było za dużo na after party wczoraj?
Magda spojrzała na nią bez słowa, na Mirka wcale, po czym odeszła na bok, akurat w chwili, gdy na salę wkraczała Kaśka, za nią zaś Adaśko niosący jakiś karton pod pachą. Zaś Nita podsunęła Orskiemu krzesło i spytała:
- Dlaczego z tobą zawsze muszą być jakieś kłopoty? Chcesz znowu patelnią po tym swoim głupim łbie? Niech zgadnę. Za dużo wypiłeś po gali i pewnie jeszcze dmuchnąłeś jakąś ringdupę na boku?
Westchnęła ostentacyjnie i sięgnęła do torebki.
- Nie powinnam tego robić, ale masz. No, do dna!
Podała mu niewielki flakonik. Wypił bez słowa i spytał:
- Co to było? Magiczne antyalko?
- Akurat nie. Antyalko też mam na składzie, ale nie noszę ze sobą, bo niby po co? Ale po tym też się trochę lepiej poczujesz.
Po czym dodała:
- Jedna fajna dupa już cię kopnęła, to dalej szukasz guza? Nie znam Magdy za dobrze, ale też jest w porządku tak na moje oko. To po chuj sobie to wszystko robisz? A teraz spierdalaj, apetyt mi psujesz, a mnie się nie wolno stresować. Sałatki by było szkoda.
Po tej perorze Anita wróciła do konsumpcji, zaś Mirek z miną zbitego psa wstał i pożeglował gdzieś w głąb sali. Na sali zaś pojawiły się nowe twarze: trener asystent Kaśki podczas walk oraz cutman klubowy. Bardzo ponoć fajni z nich ludzie, ale postacie marginalne dla tej opowiastki, więc darujemy sobie ich dane identyfikacyjne. Zaś po jakimś czasie przybyły wreszcie może nie tyle główne celebrytki dnia, ale przez niektórych domyślnie za takie uznane. Mala jak zwykle radośnie śmiejąca się całą sobą plus Zosia Yakuza również uśmiechnięta, ale przy Turbi robiło to raczej wrażenie półgębka. Trzymały się za ręce, rozdzieliły je dopiero powitalne uściski obecnych. Gdy do Bombki podeszła Roxy zlustrowała ją bardzo dokładnie:
- Hej, młoda wojowniczko, ja skądś znam tą kieckę.
- Bo nie spałam w domu, więc Mala mi coś tam znalazła.
- Kiedyś to był mój łach, potem dałam jej, ale na tobie chyba leży najlepiej. Lalka! Podejdź proszę do nas. Ja ci się to podoba?
Przywołana Malina zmarszczyła nosek i oświadczyła poważnie:
- No! Taką dupcię tylko lizać.
Po czym odeszła i tak się działa cała impreza. Ludzie tasowali się między sobą, przeważnie na szybkie small talksy, na dłuższe pogaduchy dopiero nadchodził czas, zaś Bombka podeszła wtedy do Mali mówiąc:
- Chodź. Teraz. Tam jest.
- No, to już.
Obie więc podbiły do Kaśki, zajętej chwilowo udkiem wędzonego kurczaka. Spojrzała na nie z uśmiechem, odłożyła ogryzioną kostkę na talerzyk i sięgając po serwetkę spytała:
- No, co tam harcerki? Jak się bawicie?
Jedna spojrzała na drugą, wreszcie Mala zagaiła:
- Bo wiesz Kasiu. Wczoraj to tak dziwnie jakoś wyszło, że...
Maczeta otarłszy palce i usta przerwała jej:
- Niby co dziwnie wyszło?
Wtedy odezwała się Bombka:
- No, że my chciałyśmy z tobą, no, tego...
Nie dokończyła. Za to Kaśka robiąc zdziwioną minę spytała:
- Hej, Grażynki, czy was nie pojebało? Wszystko poszło jak należy, ja się świetnie w tym czułam. Jak każda normalna kobieta, gdy jest pożądana.
- Ale przez kobietę?
- I kto to mówi? Dupa, która niedawno co waliła się z drugą dupą, tak? Zośka, nie rozczarowuj mnie. Chłopy mają ze sobą taki problem, to ja akurat wiem. Ale my nie jesteśmy chłopy, więc nam to koło pizdy lata, że tak się wyrażę oldskulowo, jak się na naszej dzielni gada. Zaś co do mnie centralnie, to powiem tak.
Tu Kaśka napierw odłożyła na talerzyk zużytą serwetkę.
- Strasznie was lubię, ale dopóki się rąbię z tą górą mięcha, która tam stoi, tam co widzicie, bardzo dobry człowiek zresztą, to ja wam mogę tylko tyle.
Mówiąc to wskazała na Adaśka po drugiej stronie sali, po czym szybko ucałowała w usta jedną, potem drugą. Po czym dodała:
- Macie zresztą siebie i tylu chłopów dookoła na dodatek, ile tylko chcecie, że moja piczka wam do szczęścia nie jest potrzebna.
- To co Kasiu, wczoraj nie było sprawy?
Spytała Zosia, na co usłyszała:
- Być było, ale problemu nie ma. Pyszny jest ten wędzony kurczak.
Mówiąc to Kaśka sięgnęła po półmisek ze stołu i podsunęła go dziewczynom częstującym ruchem. Zaś już po chwili okazało się, że obie podzielają jej opinię.
Zaś w międzyczasie Roxy spytała wspomnianego Adaśka:
- Co przyniosłeś w tym pudle?
- Dla Mali. Taki drobiazg. Kasia mówiła, że to dobry pomysł.
- Chyba wiem co. Już jedno stoi tu ode mnie pod stołem.
- Mala podobno tego pochłania mnóstwo.
- Strasznie to jest niezdrowe, ma od cholery cukru. Ale przy jej ruchliwości ona ten cukier spala błyskawicznie. Figurę wciąż ma bez zarzutu. Ty, Daśku, a tak a propos. Misiek mi mówił, że już nie pijesz piwa. Tak?
Tu trzeba przypomnieć, że Adaśko jest mutantem, jego organizm nie metabolizuje narkotyku zawartego w piwie. Tym samym jest jednym z nielicznych ludzi, którzy mogą uczciwie przyznać, że piją piwo, czy też inne trunki tylko dla smaku. Bo jak wiemy, większość tak deklarujących po prostu łże. Zaś Dasiek naprawdę nie zna uczucia rauszu po alkoholu, o uchlaniu się już nie wspominając.
- Właściwie nie. Czasem tak tylko, sporadycznie.
- To przy czym teraz robicie te wasze męskie posiadówy?
- Znaczy kto?
- No, ty, Borek, mój Misiek.
- Nie tylko męskie, bo Miolka też z nami lubi pobajerzyć.
- Tak, ale wiesz, o co mi chodzi. My mamy te nasze czary mary, wy się wtedy za to spotykacie na wasze pogaduchy o dupach, piłce, czy polityce. To teraz już bez piwa?
- No. To się zaczęło od Borka od Nowego Roku, że zero i już. To my z Miśkiem tak solidarnościowo, żeby go nie drażnić. Tylko kawka, herbatka, blancik, polkakola i takie tam inne.
- Ale jak to może drażnić Borka, skoro nie jest uzależniony, nigdy nie był zresztą. Nie bardzo teraz rozumiem sensu tej akcji.
- Powiedzmy, że profilaktycznie tak. Niedługo go czeka więcej stresów, ma zostać tatą przecież. To jest bardzo odporny chłop, ale wiesz, nowe doświadczenie. Nikt siebie nie zna wtedy, jak się będzie zachowywać. Poza tym jest jeszcze coś. Piwo to nie tylko sam narkotyk, bo większość piwa jest przyprawiana chmielem, za to chmiel ma lupulinę.
- To akurat wiem. To nie narkotyk, tylko takie semi, coś jak marycha, kawa, czy kava kava. Ale do czego zmierzasz? Ta lupulina działa na ciebie?
- Tak, jak na innych. Więc powinnaś wiedzieć, że obniża libido. Innymi słowy, tak między nami, to odkąd przestałem pochłaniać galony piwa, to jeszcze bardziej mi się ruchać chce. Kaśka nic ci nie mówiła? Przecież wy sobie wszystko opowiadacie.
- To prawda, my sobie dużo rzeczy mówimy, ale Kasia jest akurat bardzo dyskretna. Może Malinie mówi coś więcej, ale przy mnie, czy Nitce cipę trzyma na kłódkę. Chodź na zewnątrz, zabakamy.
Tu należy nadmienić, że cała impreza była beznarkotykowa, Roxy bowiem żadnego alkoholu nie zamawiała. Była też bezdymna, ale w tym gronie akurat nikt nie palił papierosów. Za to normalną rzeczą było Zioło, choć inne względy wymuszały pewną dyskrecję. Też zresztą było bezdymnie, bo kto go używał, to tylko za pomocą wapka. Zaś wapki ziołowe są dość podobne do nikotynowych, więc personel knajpy pojęcia nie miał, co się tak naprawdę dzieje.
Już później Roxy ucięła sobie pogaduchy z Anitą. Czy raczej obgadywanki, bo obserwowały Malę i Magdę, które usiadły sobie na boku poważnie coś omawiając.
- Chyba fajnie się dogadują.
- Tak. Poprzednia mirkowa z obecną mirkową.
- Szalenie interesujące. A wiesz, ja go dziś opierdoliłam.
- Chyba wiem, za co.
- Ale ja nie pamiętam, żeby Mala się skarżyła na jego pochlewanie po pracy. Może po prostu nie wiedziała? Bo poza tym to on generalnie jest niepijący.
- Mala nigdy się na nic nie skarży. A co do pracy, wyjazdów na te jego gale walk to o ringowych panienkach akurat wiedziała. Wiedziała to od nich samych, bo kilka poznała, jak pojechała kiedyś z Kaśką na taką galę. Tolerowała to do czasu, gdy przegiął z tą w klubie, jej podwładną zresztą. To o narkotykach też jej musiały powiedzieć.
- Czyli Mireczek teraz testuje granice tolerancji tej drugiej.
- Za to ta druga ma konsultantkę.
Na samym wstępie jednak odnalazły się Mala i Bombka. Nigdzie też zresztą nie zaginęły, ich telefony wcale nie były głuche, gdy do nich zadzwoniono niedzielnego poranka. Kto to zrobił pierwszy, do kogo, tego centralnie do końca nie wiadomo, ale po kilku krótkich rozmowach w eterze wszystkich ze wszystkimi jasne było, że obie dziewczyny były w domu u Mali i całe, zdrowe, pełne pozytywnej energii właśnie zaczynały poranne ruchy. Krążyła też taka plotka, że w tle słyszano jakiś męski głos, podobno Malina tak mówiła, ale czy słyszała, czy tylko mówiła, że ktoś mówił, że słyszał, lub słyszał, że mówił, tego już nie wiedział nikt. Ale tak, czy owak, obie rzekome zaginione dowiedziały się, co dziś się kroi i że do południa dowiedzą się detali.
Jednak dla telefonu Roxy to był dopiero początek. Nadeszła pora, aby użyć go do tego, co miała zrobić jego właścicielka. Jak wiemy, jest ona kobietą biznesu, nie jakimś tam politykiem, który gdy mówi, że coś zrobi, to mówi. Skoro mówiła, że ogarnie lokal na bankiet, to tak miało być. Trzeba więc było wziąć sprawę na cycki, bardzo zresztą jędrne, prężne, dorodne, godne tego zadania. Co prawda w niedzielne poranki te cycki, nie tylko zresztą one miały inne zajęcia, z ważnym udziałem Miśka do tego jeszcze, bardzo rozbudowane zresztą, zwykle do południa, ale tym razem sprawy miały się potoczyć inaczej. Wspomniany pan został co prawda zbudzony, wypionowany, tudzież też zmotywowany do zrobienia porannej kawy, którą jak wiemy robił najlepszą, lepszą nawet niż słynne pleciugato, ale nie został potem na powrót wciągnięty do łóżka, tylko wysłany do sklepu. Miał nie wracać bez kartonu pikolo. To taki napój gazowany imitujący szampana swoim opakowaniem, bardzo niepedagogiczny wynalazek zresztą, który akurat Mala, mająca jak wiemy zerową skłonność do narkotyków bardzo lubiła. Bo ten karton to właśnie miał być dla niej prezent.
Gdy Misiek wrócił kwestię lokalu Roxy miała już ogarniętą. Jak tego dokonała? No cóż. Dzięki wielu znajomościom wśród knajpiarzy, gdyż jej firma, Latająca Miotła, była na topie providerów usług polegających na generalnym sprzątaniu wszelkich obiektów. Sporo lokali gastronomicznych stanowiło jej stałą klientelę. Gdy dodamy jeszcze moc przekonywania, jaką dysponowała Roxy, bynajmniej bez czarów, samą tylko magią mniejszą, naturalną, to nikt nie tworzył problemu z tego, że jest niedziela rano, zaś czasu na wykonanie zamówienia niezbyt wiele.
Była godzina jedenasta, gdy Ruda oświadczyła swojemu chłopu:
- Kochanie, sytuacja jest wyjątkowa, więc mamy tylko godzinę do dyspozycji. Bo potem kobieta twojego życia będzie się laszczyć oraz rytualnie lamentować, że nie ma co na siebie włożyć. No, co się tak gapisz gamoniu? Twoja laleczka czeka na ciebie.
Misiek nic nie odpowiedział, bo jakoś nieręcznie mu było gadać do pupy, którą Roxy nagle doń wypięła. Poza tym ów obiekt ma lepsze zastosowania, niż gadanie do niego, zwłaszcza tak perfekcyjny, jak zadek Rudej. Zaś nam niezręcznie jest się gapić na to, co się potem działo przez tą najbliższą godzinę. Aczkolwiek być może niejedne lub niejedni mogliby się czegoś nauczyć.
Przed godziną piętnastą faktycznie wszystko gotowe. To był dość miły lokalik na przemieściach miasta. Miał dwie sale, z których jedną dość często rezerwowano na różne prywatne ewenty. Jako że knajpa zlokalizowana jest niedaleko cmentarza, to są to głównie stypy, ale Roxy, jak większość czarownic, nie jest przesądna, więc nie rzutowało jej to. Teraz właśnie przechadzając się po sytuacji kiwała aprobująco głową.
- Doskonale, panie Remigiuszu, doskonale. Tak właśnie miało być.
Szpakowaty mężczyzna był cały w skowronkach słysząc te pochwały, jednocześnie też widać było, że nie umie oderwać wzroku od dekoltu wiedźmy, której kreację buractwo nazwałoby cyckami na wierzchu. Ale dla Rudej nie stanowiło to zagadnienia, nie było w niej nawet krztyny obłudy histerycznych paniusiek, dla których podziw dla kobiecej urody to przedmiotowe kobiet traktowanie. Tą jej urodę potwierdziła za chwilę wchodząca na salę wraz Borkiem u boku Anita:
- Ja pierdolę, Wiewióra, wyglądasz jak bilion dirhamów! No, no, fajnie to wszystko zorganizowałaś. Tak, szwedzki stół to najlepsza koncepcja na taką imprezę.
- To nie ja, to pan Remigiusz. Ja tylko dałam kilka wskazówek.
Pan Remigiusz ukłonił się mówiąc:
- Tylko kobiety z klasą potrafią to docenić.
Zaś pod wymownym spojrzeniem Roxy dodał:
- To ja wracam do pracy, jakby coś, to... Wiadomo.
Szybko się ulotnił, zaś Nita spytała:
- Czy mogę zachować się bez klasy? Bo jestem bez obiadu, a mi się nie chce czekać, aż reszta się zejdzie. Głodna jestem i chuj.
- Siostro, napierdalaj. Oczami się nie je. Zresztą w dupę ci nie pójdzie, tylko w moją przyszłą siostrzenicę. Mówisz, że jak ma jej być? Balbina? Czy Barbarianna?
- Gryzoń, nie podpuszczaj mnie. Dopiero po sabacie powiem. Ja wiem, jak to pójdzie. Teraz się wygadam tobie, ty Malinie, Malina Mali i Kaśce, a potem...
- No, nie! Kto jak kto, ale Kaśka umie trzymać pizdę na kłódkę.
- Dobrze. Już. Cicho być. Powiem, ale w czwartek w Pleciudze. Stamtąd już dalej nigdzie nie przecieknie. Słodziaczku, może tak być? Zmienimy trochę ustalenia?
Borek wzruszył tylko ramionami ze zrezygnowaną miną znaczącą:
- A czy ja mam jakiś wybór?
Po czym odszedł na bok na spotkanie Maliny i Mariolki. Anita siadła przy stole, sięgnęła po talerzyk i po pierwszy z brzegu półmisek. Za to na salę weszły Neonówki, tylko trzy, bez Yakuzy. Powoli, jakby nieśmiało, ale gdy Roxy rzuciła się do nich obściskując jedną po drugiej, to całe napięcie prysło, zaś salę wypełnił wszechogarniający babski trajkot. Między innymi padło:
- Macie te swoje pucharki z turnieju? To na stół z nimi, niech świat patrzy i podziwia przyszłe mistrzynie. Spokojnie, do zwrotu, nie zginą tu przecież, złomiarzy nie ma.
Choć Roxy od początku przejawiała niezły nastrój, to te trzy dziewczyny, ich obecność jakoś dziwnie na nią działały, że nabrała wręcz szampańskiego humoru. Odciągnęła je szybko na bok, po czym cała czwórka jakby zapomniała reszty świata. Tak że więc żadna z nich, zajęta rozmową nie zauważyła wejścia Magdy Maczugi i Mirka Orskiego. Oni zresztą też nie zauważyli, że już weszli do środka, tak byli oboje pochłonięci dyskusją robiącą wrażenie związkowej sprzeczki. Gdy podeszli do stołu Mirek chwycił za jakąś szklankę, nalał sobie jakiegoś soku z najbliższego dzbanka, po czym wychylił duszkiem. Na ten widok siedząca obok Anita otarła wysmarowane sosem usta, przełknęła ich zawartość, po czym spytała lekko zjadliwie:
- Co? Czegoś było za dużo na after party wczoraj?
Magda spojrzała na nią bez słowa, na Mirka wcale, po czym odeszła na bok, akurat w chwili, gdy na salę wkraczała Kaśka, za nią zaś Adaśko niosący jakiś karton pod pachą. Zaś Nita podsunęła Orskiemu krzesło i spytała:
- Dlaczego z tobą zawsze muszą być jakieś kłopoty? Chcesz znowu patelnią po tym swoim głupim łbie? Niech zgadnę. Za dużo wypiłeś po gali i pewnie jeszcze dmuchnąłeś jakąś ringdupę na boku?
Westchnęła ostentacyjnie i sięgnęła do torebki.
- Nie powinnam tego robić, ale masz. No, do dna!
Podała mu niewielki flakonik. Wypił bez słowa i spytał:
- Co to było? Magiczne antyalko?
- Akurat nie. Antyalko też mam na składzie, ale nie noszę ze sobą, bo niby po co? Ale po tym też się trochę lepiej poczujesz.
Po czym dodała:
- Jedna fajna dupa już cię kopnęła, to dalej szukasz guza? Nie znam Magdy za dobrze, ale też jest w porządku tak na moje oko. To po chuj sobie to wszystko robisz? A teraz spierdalaj, apetyt mi psujesz, a mnie się nie wolno stresować. Sałatki by było szkoda.
Po tej perorze Anita wróciła do konsumpcji, zaś Mirek z miną zbitego psa wstał i pożeglował gdzieś w głąb sali. Na sali zaś pojawiły się nowe twarze: trener asystent Kaśki podczas walk oraz cutman klubowy. Bardzo ponoć fajni z nich ludzie, ale postacie marginalne dla tej opowiastki, więc darujemy sobie ich dane identyfikacyjne. Zaś po jakimś czasie przybyły wreszcie może nie tyle główne celebrytki dnia, ale przez niektórych domyślnie za takie uznane. Mala jak zwykle radośnie śmiejąca się całą sobą plus Zosia Yakuza również uśmiechnięta, ale przy Turbi robiło to raczej wrażenie półgębka. Trzymały się za ręce, rozdzieliły je dopiero powitalne uściski obecnych. Gdy do Bombki podeszła Roxy zlustrowała ją bardzo dokładnie:
- Hej, młoda wojowniczko, ja skądś znam tą kieckę.
- Bo nie spałam w domu, więc Mala mi coś tam znalazła.
- Kiedyś to był mój łach, potem dałam jej, ale na tobie chyba leży najlepiej. Lalka! Podejdź proszę do nas. Ja ci się to podoba?
Przywołana Malina zmarszczyła nosek i oświadczyła poważnie:
- No! Taką dupcię tylko lizać.
Po czym odeszła i tak się działa cała impreza. Ludzie tasowali się między sobą, przeważnie na szybkie small talksy, na dłuższe pogaduchy dopiero nadchodził czas, zaś Bombka podeszła wtedy do Mali mówiąc:
- Chodź. Teraz. Tam jest.
- No, to już.
Obie więc podbiły do Kaśki, zajętej chwilowo udkiem wędzonego kurczaka. Spojrzała na nie z uśmiechem, odłożyła ogryzioną kostkę na talerzyk i sięgając po serwetkę spytała:
- No, co tam harcerki? Jak się bawicie?
Jedna spojrzała na drugą, wreszcie Mala zagaiła:
- Bo wiesz Kasiu. Wczoraj to tak dziwnie jakoś wyszło, że...
Maczeta otarłszy palce i usta przerwała jej:
- Niby co dziwnie wyszło?
Wtedy odezwała się Bombka:
- No, że my chciałyśmy z tobą, no, tego...
Nie dokończyła. Za to Kaśka robiąc zdziwioną minę spytała:
- Hej, Grażynki, czy was nie pojebało? Wszystko poszło jak należy, ja się świetnie w tym czułam. Jak każda normalna kobieta, gdy jest pożądana.
- Ale przez kobietę?
- I kto to mówi? Dupa, która niedawno co waliła się z drugą dupą, tak? Zośka, nie rozczarowuj mnie. Chłopy mają ze sobą taki problem, to ja akurat wiem. Ale my nie jesteśmy chłopy, więc nam to koło pizdy lata, że tak się wyrażę oldskulowo, jak się na naszej dzielni gada. Zaś co do mnie centralnie, to powiem tak.
Tu Kaśka napierw odłożyła na talerzyk zużytą serwetkę.
- Strasznie was lubię, ale dopóki się rąbię z tą górą mięcha, która tam stoi, tam co widzicie, bardzo dobry człowiek zresztą, to ja wam mogę tylko tyle.
Mówiąc to wskazała na Adaśka po drugiej stronie sali, po czym szybko ucałowała w usta jedną, potem drugą. Po czym dodała:
- Macie zresztą siebie i tylu chłopów dookoła na dodatek, ile tylko chcecie, że moja piczka wam do szczęścia nie jest potrzebna.
- To co Kasiu, wczoraj nie było sprawy?
Spytała Zosia, na co usłyszała:
- Być było, ale problemu nie ma. Pyszny jest ten wędzony kurczak.
Mówiąc to Kaśka sięgnęła po półmisek ze stołu i podsunęła go dziewczynom częstującym ruchem. Zaś już po chwili okazało się, że obie podzielają jej opinię.
Zaś w międzyczasie Roxy spytała wspomnianego Adaśka:
- Co przyniosłeś w tym pudle?
- Dla Mali. Taki drobiazg. Kasia mówiła, że to dobry pomysł.
- Chyba wiem co. Już jedno stoi tu ode mnie pod stołem.
- Mala podobno tego pochłania mnóstwo.
- Strasznie to jest niezdrowe, ma od cholery cukru. Ale przy jej ruchliwości ona ten cukier spala błyskawicznie. Figurę wciąż ma bez zarzutu. Ty, Daśku, a tak a propos. Misiek mi mówił, że już nie pijesz piwa. Tak?
Tu trzeba przypomnieć, że Adaśko jest mutantem, jego organizm nie metabolizuje narkotyku zawartego w piwie. Tym samym jest jednym z nielicznych ludzi, którzy mogą uczciwie przyznać, że piją piwo, czy też inne trunki tylko dla smaku. Bo jak wiemy, większość tak deklarujących po prostu łże. Zaś Dasiek naprawdę nie zna uczucia rauszu po alkoholu, o uchlaniu się już nie wspominając.
- Właściwie nie. Czasem tak tylko, sporadycznie.
- To przy czym teraz robicie te wasze męskie posiadówy?
- Znaczy kto?
- No, ty, Borek, mój Misiek.
- Nie tylko męskie, bo Miolka też z nami lubi pobajerzyć.
- Tak, ale wiesz, o co mi chodzi. My mamy te nasze czary mary, wy się wtedy za to spotykacie na wasze pogaduchy o dupach, piłce, czy polityce. To teraz już bez piwa?
- No. To się zaczęło od Borka od Nowego Roku, że zero i już. To my z Miśkiem tak solidarnościowo, żeby go nie drażnić. Tylko kawka, herbatka, blancik, polkakola i takie tam inne.
- Ale jak to może drażnić Borka, skoro nie jest uzależniony, nigdy nie był zresztą. Nie bardzo teraz rozumiem sensu tej akcji.
- Powiedzmy, że profilaktycznie tak. Niedługo go czeka więcej stresów, ma zostać tatą przecież. To jest bardzo odporny chłop, ale wiesz, nowe doświadczenie. Nikt siebie nie zna wtedy, jak się będzie zachowywać. Poza tym jest jeszcze coś. Piwo to nie tylko sam narkotyk, bo większość piwa jest przyprawiana chmielem, za to chmiel ma lupulinę.
- To akurat wiem. To nie narkotyk, tylko takie semi, coś jak marycha, kawa, czy kava kava. Ale do czego zmierzasz? Ta lupulina działa na ciebie?
- Tak, jak na innych. Więc powinnaś wiedzieć, że obniża libido. Innymi słowy, tak między nami, to odkąd przestałem pochłaniać galony piwa, to jeszcze bardziej mi się ruchać chce. Kaśka nic ci nie mówiła? Przecież wy sobie wszystko opowiadacie.
- To prawda, my sobie dużo rzeczy mówimy, ale Kasia jest akurat bardzo dyskretna. Może Malinie mówi coś więcej, ale przy mnie, czy Nitce cipę trzyma na kłódkę. Chodź na zewnątrz, zabakamy.
Tu należy nadmienić, że cała impreza była beznarkotykowa, Roxy bowiem żadnego alkoholu nie zamawiała. Była też bezdymna, ale w tym gronie akurat nikt nie palił papierosów. Za to normalną rzeczą było Zioło, choć inne względy wymuszały pewną dyskrecję. Też zresztą było bezdymnie, bo kto go używał, to tylko za pomocą wapka. Zaś wapki ziołowe są dość podobne do nikotynowych, więc personel knajpy pojęcia nie miał, co się tak naprawdę dzieje.
Już później Roxy ucięła sobie pogaduchy z Anitą. Czy raczej obgadywanki, bo obserwowały Malę i Magdę, które usiadły sobie na boku poważnie coś omawiając.
- Chyba fajnie się dogadują.
- Tak. Poprzednia mirkowa z obecną mirkową.
- Szalenie interesujące. A wiesz, ja go dziś opierdoliłam.
- Chyba wiem, za co.
- Ale ja nie pamiętam, żeby Mala się skarżyła na jego pochlewanie po pracy. Może po prostu nie wiedziała? Bo poza tym to on generalnie jest niepijący.
- Mala nigdy się na nic nie skarży. A co do pracy, wyjazdów na te jego gale walk to o ringowych panienkach akurat wiedziała. Wiedziała to od nich samych, bo kilka poznała, jak pojechała kiedyś z Kaśką na taką galę. Tolerowała to do czasu, gdy przegiął z tą w klubie, jej podwładną zresztą. To o narkotykach też jej musiały powiedzieć.
- Czyli Mireczek teraz testuje granice tolerancji tej drugiej.
- Za to ta druga ma konsultantkę.
- Do tego życzliwą i przyjazną, bo Mala mimo słabego finału uważa ich związek za udany i zawsze mówi o Mirku dobrze.
- Czy ona w ogóle o kimś mówi źle?
- O swojej mamuśce?
- O Pamali to ona niewiele mówi, najchętniej nic.
Z kolei w innym kącie sali siedział obgadywany pan Orski oraz właśnie Adaśko, według słów Kaśki dobry człowiek. Trudno orzec co omawiali, ale trochę wyglądało to na knucie. Czy coś uknuli lub wyknuli, tego nie wiadomo, ale może się jeszcze okaże. Jako że Kaśka rzadko kłamie, a jeśli już, to nigdy dla funu, to raczej nic podłego się nie powinno zadziać po tym ich knuciu. Co najwyżej jakieś inne opowiadanie kiedyś tam.
Tak się toczyły różne pogaduchy bankietowe, których nie sposób przytoczyć wszystkich, choć pewnie wszystkie były jakoś tam ciekawe. Dla formalności wspomnijmy tylko, że pod sam koniec pojawił się sam imć Stryjo plus imcinia Stryjna, zawodowo księgowa Oktagonu. Zapraszała go tak Roxy, jak też Kaśka, choć mocno za późno, miał już swoje plany, więc obiecał tylko, że zajrzy. Zajrzał, bo to też słowny jegomość. Gdy wszedł rozejrzał się po sali, kiwnął na Adaśka, po czym wręczył mu kluczyki ze słowami:
- Mam w wozie prezent dla naszej studentki. Byłbyś tak dobry przynieść go nam tu? Takie kartonowe pudło na tylnym siedzeniu.
Zaś gdy posłaniec wrócił Anita nagle parsknęła śmiechem.
- Co jest mamucho? Znaczy przyszła mamucho.
Spytała Roxy, na co usłyszała:
- Bo razem cztery.
- Jak to cztery?
- Pierwsze pudło od ciebie, drugie od Kaśki, trzecie teraz od szefa szefów, a czwarte jest od nas, tyle tylko, że Borkowi nie chciało się tego z wozu tachać.
W tym momencie odezwała się Malina:
- Ej, bratowa, jesteś tego pewna?
- Czego?
- No, że cztery. Miola powiedz jej.
Więc Mariolka powiedziała:
- Bo zaistniała taka sytuacja, że nam się też nie chciało tachać.
Za to najzabawniej już zareagowała sama obdarowana. Najpierw zaczęła głośno myśleć, jak ona to zawiezie motorem do domu. Czy kosz to pomieści. W pewnym zaś momencie ktoś zażartował:
- Może stragan założysz przy cmentarzu?
Jej riposta była bardzo rzeczowa:
- Co? Sprzedać? Nigdy. Przecież to moje.
Zaś już wracając do domu Roxy oświadczyła Miśkowi:
- Wiesz, bardzo fajne są te kaśkowe aniołki bojowe.
- W sumie głównie o to ci chodziło, żeby je poznać.
- No.
KONIEC DRUGIEJ CZĘŚCI
A TRZECIEJ NIE BĘDZIE, BO NIE MIAŁO BYĆ
Tak się toczyły różne pogaduchy bankietowe, których nie sposób przytoczyć wszystkich, choć pewnie wszystkie były jakoś tam ciekawe. Dla formalności wspomnijmy tylko, że pod sam koniec pojawił się sam imć Stryjo plus imcinia Stryjna, zawodowo księgowa Oktagonu. Zapraszała go tak Roxy, jak też Kaśka, choć mocno za późno, miał już swoje plany, więc obiecał tylko, że zajrzy. Zajrzał, bo to też słowny jegomość. Gdy wszedł rozejrzał się po sali, kiwnął na Adaśka, po czym wręczył mu kluczyki ze słowami:
- Mam w wozie prezent dla naszej studentki. Byłbyś tak dobry przynieść go nam tu? Takie kartonowe pudło na tylnym siedzeniu.
Zaś gdy posłaniec wrócił Anita nagle parsknęła śmiechem.
- Co jest mamucho? Znaczy przyszła mamucho.
Spytała Roxy, na co usłyszała:
- Bo razem cztery.
- Jak to cztery?
- Pierwsze pudło od ciebie, drugie od Kaśki, trzecie teraz od szefa szefów, a czwarte jest od nas, tyle tylko, że Borkowi nie chciało się tego z wozu tachać.
W tym momencie odezwała się Malina:
- Ej, bratowa, jesteś tego pewna?
- Czego?
- No, że cztery. Miola powiedz jej.
Więc Mariolka powiedziała:
- Bo zaistniała taka sytuacja, że nam się też nie chciało tachać.
Za to najzabawniej już zareagowała sama obdarowana. Najpierw zaczęła głośno myśleć, jak ona to zawiezie motorem do domu. Czy kosz to pomieści. W pewnym zaś momencie ktoś zażartował:
- Może stragan założysz przy cmentarzu?
Jej riposta była bardzo rzeczowa:
- Co? Sprzedać? Nigdy. Przecież to moje.
Zaś już wracając do domu Roxy oświadczyła Miśkowi:
- Wiesz, bardzo fajne są te kaśkowe aniołki bojowe.
- W sumie głównie o to ci chodziło, żeby je poznać.
- No.
KONIEC DRUGIEJ CZĘŚCI
A TRZECIEJ NIE BĘDZIE, BO NIE MIAŁO BYĆ

Z dziwnych imion może być jeszcze Blandyna, miałam koleżankę w liceum, ale na czarownice nie wyglądała, oj nie.
OdpowiedzUsuńZauważyłam, że wiele osób ma problem z facetami idącymi za rękę, a dziewczyny w uściskach ich nie rażą...
Całkiem spokojny bankiet. Aniołki bojowe - brzmi jak rycerze niepokalanej...
dziwnych imion jest mnóstwo, nie tylko na B, ale pytanie, dlaczego czarownica musi koniecznie takie mieć?...
Usuńtak, to prawda, że pewne "czułe" zachowania wśród kobiet są jak najbardziej tolerowane, ale wśród mężczyzn absolutnie nie wchodzą w rachubę...
było spokojnie, bo bezalkoholowo i też sami uczestnicy składali się ze spokojnych ludzi, spokojnych w sensie: nieprzemocowych, bo nielękowych...
w innym opowiadaniu padło słowo "ulicznica", które ciekawie brzmi, a tymczasem oznacza ono zawodniczkę np. boksu, która ma za sobą doświadczenie w ulicznych naparzankach...
Czy na serio jest aż tak dużo lesbijek? Jakiś dziwnie duży procent w stworzonym przez Ciebie świecie.
OdpowiedzUsuńZgodzę się, że na bycie pożądanym powinno się reagować dumą (no chyba, że pożąda nas oblech, albo rodzina, to może wtedy nie).
Tycie od cukru w Piccolo to akurat najmniejszy problem. Cukier to śmierć. Ma więcej okropnych właściwości niż psucie nam figury.
Chyba nie mogę wytrzymać tego, jaka z Mali święto**bliwa. Nawet kochankę swojego byłego lubi i szanuje. Takiej osobie wierzyłabym najmniej z całego grona, bo ma coś nie tak z szacunkiem do samej siebie i z rozumieniem zależności w społeczeństwie. Powinna traktować ją nuetralnie, a nie się zaprzyjaźniać. Obłudne albo niesamozachowawcze z jej strony : /
"lesbijka" to chyba za dużo powiedziane... tak w ogóle, to przekrój gustów seksualnych wśród kobiet jest bardzo rozmyty, zaś wśród mężczyzn z kolei ostry, prawie zerojedynkowy... faceci są albo ostro hetero /większość/, albo ostro homo /mniejszość/, za to bi jest jakiś znikomy procent... u kobiet sprawa wygląda zupełnie inaczej: ostrych hetero i ostrych homo jest stosunkowo niewiele, za to większość jest bi, przy czym z rozmaitymi przechyłami na jedną, czy drugą stronę... ale to znaczy, że zachowania "lesbijskie" niekoniecznie świadczą o zdecydowanej orientacji... być może feler tkwi w samym języku, w terminologii, dostosowanej raczej do opisu świata mężczyzn...
Usuńwłaśnie sprawdziłem sobie w necie, ile jest cukru w Piccolo, a ile w Coca Coli /klasycznej/, okazuje się, że jest prawie tak samo... raban na temat Piccolo bierze się raczej stąd, że jest targetowane do dzieci, zaś wszelkie inne napoje "bąbelkowe oranżadopodobne" piją wszyscy...
bo jak sama kiedyś stwierdziłaś "Mala kocha cały świat", strasznie lubię to zdanie, pewnie nieraz go jeszcze użyję /dosłownie lub treściowo/, jak trafi się okazja :D
natomiast tak prywatnie, to o ile rozumiem (co najmniej) niechęć do "byłych", to kompletnie nie potrafię pojąć niechęci do "trzecich", dla mnie ona nie ma ni sensu, ni logiki...
Tak, wiem, że kobiety są bardziej rozciągnięte na całe spektrum, ale nadal nie spotkałam w życiu tyle eksperymentujących lasek z innymi laskami, dlatego ich nagromadzenie w opowiadaniach mnie trochę szokuje.
UsuńCoca Cola to też zło : ) Coca Cola ma tak koszmarny skład, że jest to jedyny napój/ jedzenie, które powoduje u mnie makabryczną pryszczozę w przeciągu dosłownie trzech godzin. Jestem jak mech/ papierek lakmusowy i wyczuwam jedzeniowe paskudztwa : )
Nie ma co być dumnym z tego, że się kohca cały świat. To zwykła naiwność, albo pragnienie przypodobania się, albo brak instynktu samozachowawczego : /
Ja z kolei nie rozumiem logiki w nielubieniu byłych. Była to była, facet sam ją rzucił, sam podjął decyzję że już jej nie chce, albo to ona miała dosyć jego i musiał to przecierpieć. Z kolei ta trzecia zaistniała dlatego, że facet się w związku nudził, coś ze związkiem było nie tak, czegoś w tobie brakował i musiał uzupełnić to inną, a jednocześnie było mu wygodnie z tobą, wymieniałyście florę bakteryjną między sobą z tą trzecią poprzez tego faceta. Była to pzreszłość. Trzecia to albo rywalka, a jeśli nie zniżamy się do rywalizacji z nią, to i tak jej obecnosć świadczy o tym, że nam czegoś brakowało/ stworzyłyśmy niefunkcjonalny związek/ wybrałyśmy sobie faceta który próbował kobietami zapchać dziurę w swoim ego/ psychice.
i jakie nagromadzenie czarownic, za to ani jednego geja, ani wampira :)
Usuńmoże akurat takie miasto się trafiło, fluktuacja statystyczna, być może w sąsiednim jest kompletnie inaczej...
...
z napojów z szufladki "słodzone gazowane" chyba najbardziej lubię Mirindę i Tonic Jurajski, ale że nie pijam takich napojów zbyt często, to nie przyglądam się zbyt bacznie ich bebechom, choć pewnie powinienem...
...
tak w ogóle, to nie do mnie należy ocenianie bohaterek/ów swoich opowiadań... porównywanie gustów w tej kwestii ma większy sens w rozmowie "czytelniczka/ik vs czytelniczka/ik", niż w rozmowie czytelniczki/ka z autorem, którego POV jest unikalny...
...
ludzie się rozstają z rożnych powodów i w różnym stylu, ale może pomińmy przypadki, gdy nie ma winnych i niechęć do byłej/go jest bezpodstawna... za to w przypadkach, gdy ta wina jest /realna lub urojona/, to ta niechęć jest dość zrozumiała, a to, jak długo ją odczuwamy zależy głównie od naszej konstrukcji emocjonalnej...
za to nie rozumiem niechęci do osoby "trzeciej", bo uważam, że ta osoba nigdy nie jest winna... jeśli moja kobitka zdradzi mnie z tym trzecim, albo zwiąże się z nim, a nasz związek się rozpadnie, to wina jest albo moja, albo jej, albo jakaś tam obopólna, albo samego związku, który być może zepsuł się wcześniej lub w ogóle nie powinien zaistnieć...
nie ma czegoś takiego, jak "odbić" komuś partnera/kę... jakoś nigdy się nie zdarzyło i nie zdarza, aby ta trzecia osoba rozbiła(?) związek, w którym wszystko jest w porządku... więc za co nie lubić tą trzecią osobę?... za to, że otworzyła nam oczy na takie, czy inne sprawy?...
a tak w ogóle, to Mala najpierw rozstała się z Mirkiem, a on się związał z Magdą już później, więc Magdy nie można traktować jako "tą trzecią", czyli tym bardziej Mala nie ma żadnych powodów, aby się na nią boczyć... co prawda Magda i Mirek znali się już wcześniej ze sportowych okoliczności, ale romansować zaczęli dopiero po zakończeniu się poprzedniego związku z Malą...
Nie, chyba chodziło mi o MOJĄ niechęć do byłych mojego obecnego faceta. To, czy on odczuwa do nich niecheć czy nie, jest nieważne (chociaż, w sumie jego niechęć może być mi na rękę, bo niechcę, żeby chciał do byłych wrócić i je jakoś bardzo lubił).
UsuńWydaje mi się, że mamy te same opinie na temat ,,tych trzecich''. Też uważam, że rozpad związku to wina moja i faceta, a nie tej trzeciej. Ale to nie przeszkadza mi jej nie lubić. Ponieważ zaistnienie tej trzeciej świadczy o tym, że ze mną jest coś nie tak, ja byłam niewystarczająca, związek przeze mnie zbudowany nie był wystarczająco dobry. Więc istnienie tej trzeciej jest negatywnym świadectwem o mnie. Z czystej zazdrości i złości na samą siebie, znielubiłabym tę drugą. Przecież to normalne, że nie lubimy ludzi, którzy sprawiają, że czujemy się sami ze sobą gorzej (nieważne, czy ta trzecia robi to świadomi, czy nieświadomie). Po co mi taka osoba w moim otoczeniu? Niech spada.
I bardzo trafna uwaga! Tak strasznie nie mogę znieść tej roześmianej idiotki : ) że aż nie zauważyłam, że on jej z Magdą nie zdradzał, tylko ją zdradzał z inną. Punkt ujemny dla mnie. Ale i tak nie znoszę Mali. Mam alergię na skaczące po tęczy na jednorożcu laski, które życie traktują jak dobrą zabawę, bo po takich trzeba wiecznie sprzątać, naginać się do nich i rezygnować z własnego dobrobytu, bo całemu światu i facetom się wydaje że takim jak Mala wszystko się należy, niestety. Ot, za nic.
no, nie... tu trochę zapolemizuję... po Mali na pewno nie trzeba sprzątać, ona sama robi to doskonale... w klubie zaczęła od latania na mopie i dalej chętnie lata, mimo, że jest już szefową i sama nie musi... okay, karierę zrobiła może za szybko, jak dla niektórych, ale zrobiła, nie dostała jej za darmo... a to, co w nią na początku zainwestowano oddaje w trymiga z nawiązką przy każdej okazji...
Usuńpod Twój opis bardziej by chyba pasowała wczesna Malina... wczesna, bo teraz ostatnio niewiele wiadomo na jej temat, sporo mniej ją widać... jakiś odcinek z nią na pierwszym planie by się przydał, ale to już mój kłopot...
Nadal uważam, że tzreba po niej sprzątać. I dopomagać - praca po znajomości, ciuchy po znajomości, motor ,,bo przecież taka urocza'', mieszkanie po znajomości. Ale to sprzątanie po kimś to raczej dla mnie coś w stylu wiecznie na nią trzeba czekac, bo każdy ją ubóstwia, wiecznie tzreba zmieniać plany bo każdy musi się dopasować do niej, na imprezie tzreba ją ratować (w klubie z magiem pamiętamy, że tzreba było ją ratować) i rezygnować z bycia w tym klubie bo tzreba ją odstawić, trzeba dzwonić telefonem gdzie zniknęła - chodzi mi o takie niańczenio-sprzątanie, kiedy trzeba się naginać do czyichś prefernecji i patrzeć, czy sobie dzidzi nie nabije guza : )
Usuńw tym roku będzie/już jest(?) realnie pełnoletnia, ciekawe, jak siostry się do tego odniosą... bo faktem jest, że jakiś tam parasol nad nią mają, taki mało widoczny... ale Stryjo dokłada do czesnego nie za ładny uśmiech jedynie, bo w klubie jednak zapierdala jak maszynka...
UsuńLudzie biegają, gadają, knują, obgadują, wszystko się miesza, a jednak wychodzi spójna, pełna życia historia. Roxy wygląda na osobę, która naprawdę ogarnia wszystko z uśmiechem i humorem, a reszta ekipy dodaje temu opowieści mnóstwo barw i charakteru.
OdpowiedzUsuńod opowiadania zwykle oczekujemy jakiejś akcji, najchętniej liniowej, ale tym razem chodziło o dynamiczny obrazek, w którym chronologia wydarzeń nie ma zbyt wielkiego znaczenia...
UsuńPrzeczytałam. Niewątpliwie masz fantazję.
OdpowiedzUsuńPrzypomniało mi się jak jedna pani psycholog wypowiadała się, dlaczego tak dużo jest starszych kobiet które łączą się pary. Według niej to wynik przemocowego małżeństwa w jakim były. Gdy mąż odszedł do innej lub po prostu w zaświaty to one nie chcą być same. Znajdują drugą kobietę, która ma podobną przeszłość i po prostu się kochają .... cokolwiek to znaczy...
samo w sobie to ma sens, to ma logikę...
Usuńza to w odniesieniu do opowiadania są pewne różnice:
- obie bohaterki są młode...
- jedna jest czarownicą, druga wojowniczką ringu i ulicy... można sobie wyobrazić ich małżeństwa, do tego jeszcze przemocowe, ale pytanie kto w nich byłby bardziej przemocowy?... mężowie, czy może raczej one? :)
Mala zbiera nowe erotyczne doświadczenia z dziewczyną . Fajnie wszak wszystko warto wypróbować . A ten cały Mirek to się świnią okazał , bo po co on wchodzi w związek na wyłączność a nie mówi wprost ,ze chce żyć wolnie ? Takie rzeczy się uzgadnia wtedy nie ma dram . Facet chujowo to rozgrywa . Moze Adaśko mu przemówi do rozsądku ?
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa tego imienia dla tej małej czarownicy , która już niedługo pojawi się w twoim opowiadaniu. Myślę ,ze mała będzie psotnicą i niezłego galimatiasu rodzicom narobi i ludziom dookoła … ;-)
trudno powiedzieć, co Mirek nawywijał na tym after party, chyba raczej poszło o nadmiar kielicha, niż o inną panienkę... no cóż, będziemy monitorować dalsze losy tego związku... Magda wygląda na przytomną dziewczynę, więc powinna sobie poradzić...
UsuńWygląda mi na to, że ta niedziela należała do Mali:-) Cały dzień kręcił się wokół niej, dla niej były prezenty, to o niej wszyscy rozmawiali... I fajnie, bo bardzo lubię Malę:-)
OdpowiedzUsuńBalbina, Barbarianna.., a ja mówię Belladonna.
no tak... wygrane walki przykryły medialnie egzaminy Mali, ale okazało się, że nikt o niej nie zapomniał...
UsuńDotarły do mnie wieści, że jeden z Twoich Puszków niedomaga. Mam nadzieję, że sytuacja już opanowana. Trzymam kciuki, a Puszek zaciska pazurki.
Usuńdziękować :)
Usuńz Puszkiem jest już w miarę stabilnie, ale terapia jeszcze nie zakończona...
Puszek się zgodził na ujawnienie tajemnicy lekarskiej, więc:
w trakcie nieporozumienia towarzyskiego z innym, obcym Puszkiem, nasz Puszek zaliczył skaleczenie pazurem w okolicach prawego policzka, tam, gdzie rośnie bokobród... zrobił się duży ropień, który został oczyszczony i jeszcze jeden taki zabieg jutro, plus antybiotyki... sam Puszek ma się nieźle, odzyskał dobry humor, tylko ma zakaz opuszczanie koszar chwilowo...
Nie ma za co:-)
UsuńA może w tym nieporozumieniu maczała łapki jakaś Puszka? Jest przecież marzec... Ale mniejsza z tym, najważniejsze, że pacjent wraca do formy i oby ten koszarowy areszt nie trwał zbyt długo;-)
I mój Puszkek pozwolił podzielić się jego historią. Gdy miał pół roku zrobił mu się guzek na szyi, który szybko rósł... Na szczęście okazało się, że to łagodna mastocytoma, ale zanim przyszedł wynik histpat o mało nie umarłam ze strachu... Tym bardziej trzymam kciuki, żeby u Was wszystko szybko się zagoiło.
zok wziął się z tego, że Puszek idąc przez jakieś krzaczory może zaczepić o gałązkę i wręcz rozderzeć sobie sporo ciała... opatrunku nie ma, bo miejsce jest tak zlokalizowane, że nie ma jak go dogodnie założyć, poza tym tak się szybciej goi... ja trochę luzuję tą opresję, wypuszczam na chwilę, a gdy Puszek się załatwi, to od razu go wołam klikerem i grzecznie, karnie przychodzi...
Usuńno tak, takie guzki mogą oznaczać różne rzeczy i pewnie też bym był pełen napięcia czekając na wynik... akurat zdrowie Puszków jest jedną z nielicznych rzeczy, którymi zdarza mi się przejmować...
Bankiety szczególnie pracownicze mają to do siebie, że są nieprzewidywalne . Nie można nad nimi zapanować. W dość ( może trochę surrealistycznie opisałeś) ale prawdziwie . Kobiety , szczególnie samotne szukają ukojenia ( po życiu pełnym dramatu - niestety każdy jest ich uczestnikiem ) wśród innych kobiet.
OdpowiedzUsuńpodobno centralnie tak jest, że kobieta z żadnym chłopem się tak nie dogada, jak z drugą kobietą...
Usuńdopóki się nie zaczną tarmosić, wtedy chłopy mają ciekawe widowisko :)
Kava kava to bardzo interesująca rzecz.
OdpowiedzUsuńciekawa, ale jakby nieco przereklamowana...
UsuńRoxy jak przeczytałam, jest nieźle przez naturę obdarowana.
OdpowiedzUsuńSałatki szkoda ...to znam z Kariery Nikodema...
Tak, tak dużo piwa szkodzi na libido...
Pikolo, nie wiem czy piłam. Po piwie 0 procent mam zgagę, więc to dla mnie jakaś ściema jest z tymi trunkami bezalkoholowymi.
Oj, dzieje się tu, dzieje!
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za udział w zabawie!
wszystkie czarownice - bohaterki tego cyklu nie mają powodów do narzekań w temacie walorów ciała, jak też ducha, każda jakoś tam po swojemu...
Usuńi faktycznie wciąż coś się w tym ich świecie dzieje... zapraszam na dalsze odcinki i na poprzednie, wcześniejsze, bo łatwiej się wtedy zorientować, o co w ogóle chodzi w całym cyklu... sporo osób już się niestety pogubiło, zabrakło ambicji, motywacji, czy czegoś innego w tym rodzaju...
pozdrawiam serdecznie :)
Jak faceci będą tak rozrabiać to się czarownice same ze sobą dogadają ;p. Piccolo powinno być gorzkie. Jak ma udawać trunki dla dorosłych to niech udaje dobrze, dzieci zniechęci a ja się chętnie napije xD. Bo jestem tą co faktycznie pije dla smaku bez procentów.
OdpowiedzUsuńdobry pomysł z tym Piccolo... tak w ogóle, to skoro piwo bezalkoholowe ma symulować smak zwykłego piwa, to Piccolo powinno również symulować smak oryginału: mix kwaśnego, słodkiego i gorzkiego... bardzo ciekawie smakują szampany /wina musujące dokładniej/ wytrawne (brut), na polskim rynku takich akurat nie ma, ale Tobie mogłyby pasować...
Usuń