05 marca 2026

BANKIET (1/2)

Poniższa opowieść, a właściwie żadna tam opowieść, tylko parę epizodzików, jest też przy okazji obiecanym suplementem do ostatniego mini serialu. To tak w kwestii formalnej jakby.
A tymczasem...
Najpierw domknijmy sytuację w szatni. Jak pamiętamy Mala oraz Bombka, które nagle nabrały ochoty na siebie próbowały zaprosić Kaśkę do wspólnego transferu dobrych wibracji. Ta jednak nie przyjęła tej oferty. Co prawda bardzo lubiła obie, choć rzecz jasna nie aż tak, jak Malinę, jednak siostrzanym sposobem. Poza tym miała z Adaśkiem pakt na wyłączność. Istnieje taki pogląd, że gdy będąc w związku hetero ktoś pomizia się na boku z osobą tej samej płci to nie liczy się to jako zdrada. Ale nie istnieje też rozstrzygnięcie, czy jest on słuszny, jednak ona go nie podzielała, to zaś kończyło temat. Tak więc po szybkim, kontrolnym prysznicu, takim bez moczenia włosów, szybko się oblekła, po czym opuściła szatnię. Jej psiapsie były tak zajęte sobą, że nie zareagowały na jej wyjście. Potem Kaśka ruszyła do trybuny vipowskiej, gdzie spodziewała się zastać ważne dla siebie osoby, nie zastała jednak wszystkich. Siedziało na niej tylko trzech panów: Borek, Misiek plus Adaśko, którzy bacznie oglądali ostatnią walkę wieczoru. Ich zdaniem dość ciekawej, gdyż spotkało się dwóch byłych mistrzów boksu walczących według klasycznej formuły tego sportu, jedyne różnice polegały na zmianie boiska, z ringu na oktagon, zaś na dłoniach miast rękawic panowie mieli tylko bandaże. Ciekawe też były ich nazwiska, mocno utytułowane, zapewne też pieniądze, które miały stać się ich gażą. Ale gdzie podziały się panie? Kaśka szacowała, że powinno być ich siedem. Chyba trzeba się cofnąć na osi czasu, bo wcześniej też było ciekawie.
Otóż jeszcze przed zakończeniem walki Yakuzy z Piorunellą przy wejściu na trybunę pojawiło się kilka osób, zapewne kibiców wspomnianych wcześniej bokserów. Zaczęło się to samo, co pół godziny wcześniej, gdy przyszły Neonówki. Pracownik ochrony miał ten sam ból głowy spowodowany niezgodnością ilości miejsc z ilością wejściówek. Tu jednak nie interweniował Adaśko, tylko Mala. Najpierw chwilę poszeptała z resztą pań, po czym wyszła do przybyłych przybyszów.
- Poczekajcie chwilę, bardzo, bardzo ładnie was proszę. Po tej walce zwolni się kilka miejsc. To co? Ten pan tu tylko pracuje, nie róbcie zgiełku. Przyszliście się bawić, nie rozrabiać.
Pokazała na ochroniarza.
- To nie jego wina, że wydano za dużo wejściówek.
Kto odmówi takiej ślicznej, radośnie roześmianej całą sobą dziewczynie? Ochroniarz spojrzał na Malę z wdzięcznością, za to sama walka, jak wiemy, skończyła się tuż po rozpoczęciu trzeciej rundy. Faktycznie, pięć miejsc się zwolniło. Mala szybko pobiegła do szatni, za to siedem pozostałych pań pod wodzą Roxy ruszło do bufetu, czy też baru, który znajdował się na terenie hali. Ruda objawiała duże zainteresowanie Neonówkami. Zosię Yakuzę co nieco już znała, jeszcze trzy lata wcześniej spotkała ją pierwszy raz w klubie, zanim ta gdzieś zniknęła. Zaś pozostałą trójkę dziewczyn widziała po raz pierwszy, jako że sama do klubu zagląda niezbyt często. Ona bardzo dba o formę, ale że nie chce się jej jeździć na drugi koniec miasta, to ćwiczy sobie w domu, albo wpada do Anity. Jak wiemy, to ma ona trochę sprzętu, który stoi sobie w sabatorium.
Po drodze panie spotkały Magdę Maczugę. Też szła do bufetu, ale tylko na chwilę po jakieś szybkie picie, bo chciała obrócić na ostatnią walkę. Nie siedziała na vipowskiej loży, tylko gdzieś indziej, razem ze swoimi jakimiś znajomymi. Gdy się przywitała, to spytała jeszcze:
- Zostaniecie na after party?
- Ma takie być?
Spytała Malina.
- Takie wewnętrzne, dla organizatorów.
- To niby czemu my?
- Jako ekipa Oktagonu, sponsora marketingowego.
To akurat się zgadzało. Klub Oktagon był takim sponsorem, choć nie strategicznym. No, ale znakiem tego w hali wisiało nieco zielonych bannerów z logo. Zaś nasze panie miały wszystkie na sobie firmowe tiszerty, tak wrzucone na wierzch, na inne ciuchy. Kibicowały przecież zawodniczce reprezentującej ów klub. Anita spojrzała na Roxy, na Malinę, po czym lekko się skrzywiła.
- Ja chyba nie. Późno jest, a ja z kolei...
Nie dokończyła, tylko pogłaskała się wymownie po widocznym już brzuchu. Za to Roxy odparła popierająco to stanowisko:
- Ja się nie rozmnażam, ale też jakaś nie do balowania już jestem. Za to mam inny pomysł. Madzia, masz czas jutro, tak po południu?
- A czemu?
- Przyjedziesz na taki mały, przyjacielski bankiecik?
- Chętnie. Nie mam żadnych sztywnych planów. Gdzie?
- Jeszcze nie wiem, ale jutro do południa już będę wiedzieć. Daj mi swój telefon, bo chyba raczej nie mam go u siebie. Możesz?
- No. Klikaj, podyktuję ci.
Tak też się stało, po czym wszystkie ruszyły dalej. Magda coś tam sobie kupiła do picia i od razu wyszła z baru. Za to Malina spytała:
- Jaki bankiecik, co ty kombinujesz?
- Ano mam taki kaprys zaprosić wszystkich.
- Pieniędzy masz za dużo?
To już spytała Anita.
- No, coś mi tam może dołożycie. Dziewczyny, słuchajcie.
Wszystkie rozsiadły się przy dużym stole i spojrzały na Rudą.
- Jutro o piętnastej zapraszam was na małe co nieco.
- Gdzie?
- Jutro wam powiem nazwę i adres knajpencji.
Malina pokręciła głową.
- Jak ty chcesz zrobić taką rezerwację w pół dnia przed?
- Spokojna twoja zielona rozczochrana.
Lalka faktycznie zrobiła sobie włosy w barwach klubu.
- Robiłyśmy parę lokali i hoteli, znamy różnych ludzi, więc...
- Jak to robiłyście?
Spytała Bęcka, na co odpowiedziała Anita:
- Roxy i Malina mają firmę sprzątającą.
- Ja nie mam, ja tylko pracuję.
- Nieważne, skrót myślowy taki.
Wtedy temat podjęła Ruda:
- Po prostu uważam, że wam się jakaś feta należy. Całej czwórce. Była wczoraj, widziałam. Ja się nie znam na żadnym boksie, ale podobało mi się. Byłyście świetne.
- Turbinie też się należy. Pokazała mi indeks.
Dodała Malina. Po czym spytała:
- To co teraz robimy? 
Odpowiedziała Anita:
- Nic. Siedzimy, integrujemy się, a przy okazji czekamy. My z Rudą czekamy na swoich chłopów na ten przykład. 
Bójka wtrąciła wtedy:
- My czekamy na Zochę.
- A my na Malę. Każde na kogoś czeka.
Podsumowała Malina. Ale pierwsza pojawiła się Kaśka na którą nikt nie czekał, choć zapewne też wszyscy. Prawie wszyscy, bo jej chłop oglądał boks. Roxy szybko przewinęła plan na następny dzień. Na razie szkicowy, ale tak właśnie miało być.
- Rozumiem, że będziesz? To przecież też twoje sukcesy.
- Będę, ale jeśli tak stawiasz sprawę, to dołącz jeszcze dwie osoby. Mój asystent w narożniku i nasz klubowy cutman. On wczoraj kleił naszą Bęckę. Pokaż się młoda.
Kaśka pochyliła się do dziewczyny, chwyciła ją za brodę i bacznie przyjrzała je twarzy. Zapewne wynik tych oględzin ją zadowolił, bo stwierdziła zdecydowanym tonem:
- No. Goi się jak na kocie. Buźka jak nowa.
- Aż się prosi o bukkake. Hołd składany kobiecej urodzie.
Rzuciła Malina i dodała:
- Chyba cię nie krępuje moja uwaga?
- Jej nic nie krępuje. Shibari jedynie najwyżej. 
Rzuciła w zastępstwie Bitka, a Bójka zarechotała. Jeszcze na trybunie dziewczyny były jakby nieco spięte. Nie znały Anity, ni Roxy, ani paru innych osób, ale szybko zaczęły się rozkręcać w klimacie ogólnego luzu. To nie były przecież jakieś tam spłoszone panienki zaciskające nerwowo uda, tylko Neonówki, dziewczyński gang Yakuzy. Od razu do nich trafiło, że to wysoka półka, kobiety z klasą, więc trzeba trzymać odpowiedni poziom. Zaś Kaśka dokończyła poprzedni wątek:
- Roxy, ja za tych dwóch ludzi zapłacę, jakby co.
- Kochanie, spokojnie. Dogadamy się. Ja to biorą na cycki, a każde mi dołoży ile chce. Jak nic nie dołoży, to też focha zero. Poza tym to wcale ma nie być jakiś straszny wypas. Z wyczuciem ma być.
Minęło nieco czasu ogólnej wesołej rozmowy, zaś zmiana struktury gwaru dobiegającego od głównej hali mocno sugerowała, że walka wieczoru się zakończyła. Na potwierdzenie tego do stołu dołączyło trzech panów. Roxy szybko zagaiła:
- No, jak tam chłopaki? Kto wygrał?
Odpowiedź Miśka była krótka.
- Lepszy?
- Czyli?
- Kochanie, jego nazwisko nic ci nie powie.
- Niby fakt.
Wtedy krzyżowy ogień pytań na temat walki uruchomiły Neonówki. Wszyscy trzej panowie starali się rzetelnie zaspokoić ciekawość dziewcząt, wreszcie wszystko przygasło. Wtedy odezwała się małomówna dotąd Mariolka:
- No, dobrze. Ale gdzie jest Zosia i Mala?
Na co odparła Kaśka:
- Ostatnio widziałam je w szatni. Bombi się kąpała, a...
- A Turbi plecki jej myła?
Przerwała jej Ruda, co wywołało nieco śmiechu.
- Tak, ale ile czasu temu to było?
To już spytała Malina, dodając jeszcze:
- Pójdę po nie? Tak?
- Idź, tylko obróć szybko, nie zagiń w akcji.
Gdy Lalka odeszła pojawił się nagle Mirek Orski.
- To co? Zostajecie na małej imprezce?
- Nie bardzo. Są inne plany. Magda ci wszystko opowie. A my się ewakuujemy, tylko czekamy jeszcze na Zochę i Malę. Gdzieś się zaplątały nie wiedzieć czemu.
- To powodzenia, bo ich tu już nie ma.
- Widziałeś je?
- Nie ja akurat. Chłopak na bramce. Akurat zna obie, widział jak wychodziły jakiś czas temu z obiektu. A z tą Magdą to o co chodzi?
- Po prostu zapytaj jej, bo nie chce mi się tłumaczyć. Po prostu jesteście zaproszeni oboje. Tylko dziś nie przeholuj z niczym, bo jutro klina nie dostaniesz. 
Gdy Mirko odszedł zjawiła się Malina.
- W szatni jest pusto, nikogo nie ma.
DRUGA CZĘŚĆ NIEBAWEM

22 komentarze:

  1. No dobra, ten odcinek ma energię: VIP-loża, chaos na wejściówkach, Neonówki w formie, a Roxy odpala „bankiecik” jakby to była najmniejsza rzecz na świecie 😄
    Najbardziej mnie rozwaliło, że tu wszystko działa na zasadzie:
    ochrona panikuje ✅
    Mala załatwia temat uśmiechem ✅
    Roxy robi rezerwację „na jutro, na 15:00, spokojna twoja zielona rozczochrana” ✅
    faceci oglądają walkę i nic nie wiedzą, co się dzieje obok ✅
    dwie bohaterki… po prostu znikają z mapy ✅
    To jest taki poziom organizacji, że Netflix powinien brać notatki, a ochrona powinna dostać premię za przetrwanie do napisów końcowych.
    Czekam na (2/2), bo jak „bankiet” ma być tak samo logistycznie ogarnięty jak loża VIP, to ja już robię popcorn i dzwonię po GPS dla Zosi i Mali 😂👏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do kompletu jeszcze milcząca Mariolka, która odezwała się tylko raz, ale pytanie zadała konkretne :)

      Usuń
  2. Czytając, miałam wrażenie, że naprawdę siedzę razem z nimi na trybunach – tyle szczegółów, drobnych interakcji i małych gestów, że historia żyje własnym życiem. Ciekawi mnie, jak rozwinie się wątek bankieciku i co jeszcze pokażą te dziewczyny, bo atmosfera między nimi jest naprawdę dynamiczna i pełna napięć, ale też przyjaźni. Niesamowicie oddany klimat – momentami aż czuć gwar hali i emocje walki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akacja dzieje się w okolicznościach dosyć złożonych, więc cieszę się, że udało mi się jakoś je oddać...

      Usuń
  3. "Najpierw domknijmy sytuację w szatni. Jak pamiętamy"
    Z tym jest problem 🙄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do aspektu operacyjnego to sprawa jest już domknięta, ale w aspekcie duchowym może się jeszcze jakoś rozgrywać...

      Usuń
  4. Dzisiejsza muza bardzo mi się podoba!
    Posłuchałam, teraz poczytam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, dość ciekawe te kawałki są, ostatnio chętnie tego słucham...

      Usuń
  5. Znając bohaterki, to nawet zwyczajny bankiecik zwyczajnym nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miejmy nadzieję, że nie wybuchnie na przykład pożar obiektu, choć pewnej dramaturgii z pewnością by to dodało... z drugiej jednak strony trudno przypuszczać, że któraś z bohaterek mogłaby się do tego przyczynić... to są jednak dorosłe kobiety, nawet te najmłodsze, które wiedzą, co robią :)

      Usuń
  6. QA mnie rozbawiły neologizmy. Sabatorium to świetna nazwa przechowalni sprzętów. Rozumiem, że miotły również mają tam swój kącik, a czy sprzęt podpisany, czy tylko wypożyczany?
    Knajpencja robi wrażenie! Miła nazwa knajpy, w której będą urzędować zaproszone wiedźmy. Nareszcie coś się będzie działo.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sabatorium to u Anity docelowo miejsce odbywania sabatów, ale sprawdza się też jako salka do ćwiczeń, więc siłą rzeczy jest tam sprzęt... to taka sama sytuacja, jak z garażami, w których nieraz przeprowadza się próby zespołów muzycznych... inny przykład to łazienka profesora, który w niej badał zawartość cukru w cukrze...
      serdeczności :)

      Usuń
  7. Na ten przykład to łatwizna była !!! Ale może zrozumiałam tylko dlatego że się w tzw międzyczasie ew.mintajmie albo cwiszencajcie zdrzemnęłam.
    No i ten uśmiech Małej usłyszałam i zobaczyłam. Duża sprawa!!
    No i masz szczęście bo Cię chyba trochę lubię ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w kopalni na pokładzie Ady pracował koń Lisek...

      Usuń
    2. Idy i Łysek...panie prezydencie

      Usuń
    3. czyli jednak nie Małej, tylko Mali, tak?...

      Usuń
    4. Prawdaż...Prawdaż...

      Usuń
  8. Aha... I jeszcze Dusza Wojownika mnie wciągła i słucham I słucham I zaczęłam już śpiewać!
    Cisza przed burzą...superancka ....chyba też się zabiorę do walki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może w ramach tej walki wystarczy, że zaczniesz śpiewać?...

      Usuń
    2. Czemu nie? Że śpiewu też byłam dobra :-)

      Usuń
  9. Czyli młode zaginęły w akcji czary mary i ich tam nie ma . :-) A szybkie załatwianie tej imprezy to też sobie dziewczyny pomagają magią , pomijam znajomości branżowe. ...Ciekawa jestem tej drugiej twojej części opowiadania wyjaśni się więcej . Muzyka fajna .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak do tej pory wiemy tylko, że Yakuza nie wierzy w magię realną, do pojęcia "magia" ma podejście takie, jak większość bezmoców, znających jedynie bajeczki fantasy... takie samo zresztą jak Kaśka zanim Borek zszedł się z Anitą ... obecnie zresztą Kaśka w ogóle z Zośką o takich sprawach nie gada, mimo dość bliskich relacji ich łączących... ale kto wie, może Mala w obecnej sytuacji między nimi być może zaczęła ją jakoś wprowadzać w temat... co prawda Zosia nie ma mocy, przecież Kaśka by to już zauważyła, ale kto wie, co może być dalej... bo może Yakuza okaże się drugim przypadkiem, po Kaśce wyjątkiem mocy wzbudzonej już mocno po urodzeniu?...
      za to do wymknięcia się z hali dziewczyny nie potrzebowały żadnej magii, po prostu wyszły i tyle... przecież nikt się z nikim za bardzo nie umawiał co będą robić już po gali, nikt nikogo nie pilnował... na pomysł bankietu Roxy wpadła dopiero, gdy panie wyszły do bufetu...

      Usuń