22 września 2018

obiecane - wykonane (chwilówka)

Jakieś niecałe dwa tygodnie temu, niedziela to była akurat, zaistniała taka sytuacja, że pojechałem sobie do kościoła. Nie do rodzimego, słowiańskiego bynajmniej, tylko do pentekostalnego, czyli po polsku zielonoświątkowego. Nie jako turysta do tego, ale jako uczestnik obrzędu, ściślej zaś mówiąc bardziej jako gość, obserwator, coś tego typu. Dlaczego? Otóż się wziąłem wkręciłem w obietnicę, że to zrobię, tudzież wspomnę coś w necie na ten temat, akurat najwygodniej na blogu, tedy piszę właśnie. Jak tam było? Normalnie. Na tym właściwie mógłbym zakończyć relację, ale to by było trochę nie tak, gdyż zawierałaby za mało informacji, poza tym moje "normalnie" wcale nie musi oznaczać czyjegoś "normalnie", zwłaszcza, że na świecie nie ma jednego "normalnie", tylko jest ich tyle, ile jest nagich małp. Przynajmniej z grubsza. Więc aby ta relacja miała jakiś przód, tudzież tył, zacznę od tego przodu właśnie, czyli od początku, skąd ten cały pomysł się wziął.
Zaczęło się od tego, że jakoś tak przed nastaniem Lata wdepnąłem na pewne forum blogowe, tam zaś toczyła się dyskusja na temat interpretacji fragmentów zbioru tekstów zwanego "Biblią". Można by zapytać, co mnie ten temat obchodzi? Nie moje małpy, nie mój cyrk. No, ale czasem miewam takie jazdy, że skupiam na chwilę uwagę na różnych ludzkich dziwactwach. Ciekawe w tej debacie było to, że był to spór pomiędzy wyznawcami dwóch różnych religii, dla których owa Biblia jest czymś ważnym. Jedna strona występowała w barwach katolickich, druga zaś reprezentowała zielonoświątkowe. Po krótkiej lekturze moje zainteresowanie zniknęło, ale... Tu się pojawiła moja inna jazda, tematem jej jest komunikacja międzyludzka. Nie jest żadnym sekretem, że gros ludzi nie umie rozmawiać, zaś podczas tej rozmowy pojawił się taki przypadek. Pewien ptyś ze strony katolickiej uznał, że pora zaprzestać gadania na temat, tylko zamiast tego przysrać drugiej stronie. To się naukowo wycieczka ad personam nazywa, a ja to zwykle oceniam jako buractwo. Dokładnie zaś ów ptyś zamieścił takiego linka: ===TU===
Tak szczerze mówiąc, to ja bynajmniej na tym filmiku nie widzę żadnego problemu. Ludzie podczas obrzędów, czy innych spotkań religijnych zwykle zachowują się niestatystycznie, bo samo spotkanie jest wydarzeniem niestatystycznym. Problem, jeśli jest, to leży gdzie indziej, polega on na tym, że filmik nie był neutralną relacją, lecz miał charakter propagandowy, rodzaj antyreklamy. Intencje autorów są dość jasne, tak samo zresztą, jak intencje owego ptysia. Tedy wtrąciłem się do dyskusji wyrażając opinię, że zamieszczenie tego linka było zagraniem nie fair. Określenie "buractwo" już sobie darowałem.
Tak na marginesie, to warto zauważyć, że na filmiku nie ma żadnej przesłanki, iż to jest spotkanie pentecoste. Są tylko słowa autora, że to tak właśnie jest. No, ale jedźmy dalej, nie ma co tu tworzyć zbytniego zagadnienia.
Dalej zaś poszło tak, że zaciekawiło mnie to na tyle, by postanowić poznać temat na żywo, w realu, stąd też zaistniała wspomniana na początku obietnica. Akurat kiedyś bardziej mnie takie akcje interesowały, zaliczyłem spotkania rodzimowiercze, buddyjskie, krysznowskie, mormońskie, także katolickie, więc miałbym nowy ewent do kolekcji. Na drogę dostałem instrukcję:
Możesz się wybrać bez skrępowania. Wejdź, usiądź sobie gdzie chcesz, zachowuj się naturalnie. Nie staraj się dostosowywać do pozostałych zgromadzonych. Po prostu tam bądź i tyle.
Akurat tłumaczyć mi tego nie trzeba, umiem "po prostu być", więc pozostała już tylko realizacja. Jednak Lato było okresem deficytu czasu/ochoty (zbędne skreślić) na tą wyprawę, ale we wrześniu podjechałem do owego kościoła. Na rowerze zresztą, bo zdrowiej. Na starcie był drobny kłopot, gdzie ten rower zaparkować, ale to już nie jest wina zielonoświątkowców, tylko raczej władz miast. Co prawda Warszawa jest coraz przyjaźniejsza dla cyklistów, ale szału jeszcze niewiele, jest sporo do zrobienia. Dałem jednak radę, przypiąłem sprzęt do jakiegoś parkanu, po czym wkroczyłem do budynku. Pokręciłem się trochę po hallu, zaliczyłem jeszcze szybki kibelek, po czym udałem się do jednego z wejść na salę główną. Na bramce przybił ze mną piątkę uśmiechnięty, sympatyczny wujek, taki woźny, czy ktoś tego typu. Znalazłem sobie spokojną miejscówkę, tak z tyłu, by mieć widok na całość, tudzież na trzy hoże panienki siedzące rząd wcześniej. Na udekorowanej kwiatami scenie krzątało się kilka osób, stała też taka dziwna oszklona budka. Jak się okazało, tam się zalogował operator perkusji. Zapewne jakieś względy akustyczne tego wymagały. Do kompletu doń byli jeszcze inni muzykanci, po czym wszyscy wstali i było śpiewane. Ludzi było sporo, raczej komplet na widowni, ale bez ścisku, każdy miał jakąś przestrzeń do dyspozycji. Muzyka była taka w stylu "lazy gospel", tak naprędce to sobie nazwałem, zaś tekst do śpiewania był na ekranach via rzutnik. Przy okazji można się było pobujać do rytmu, cały klimat robił pozytywne wrażenie. Akurat lubię sobie pośpiewać, co prawda nie umiem, ale to było bez znaczenia. Śpiewać każdy może, czasem lepiej, czasem gorzej, ważny jest klimat, nie umiejętności.
Gdy odśpiewaliśmy to, co było do odśpiewania nikt nie siadał, bo zaczęła się część gastronomiczna, zwana "wieczerzą". Jako że chyba wszyscy znają, przynajmniej z grubsza, przebieg obrzędu katolickiego, to oprę się na tym dla porównania, gdyż ową wieczerzę można uznać za odpowiednik "komunii" podczas tego właśnie obrzędu. Różnica jest jednak taka, że nie ma tu żadnej magii, żadnych transformacji zmieniających menu na zestaw dla kanibali tudzież wampirów. Odbywa się to tak, że kierownik zamieszania zwany "pastorem" czyta fragmencik z Biblii, który kończy się zdaniem "To czyńcie na moją pamiątkę". Po czym przegryza coś z miseczki popijając czymś z kielicha. Następnie na widownię wkracza kilka osób z podobnymi miseczkami, w których są połamane kawałki takiego chrupkiego pieczywa, mnie to wyglądało na wyrób piekarski zwany macą. Te miseczki krążą wśród ludzi, kto chce, to się częstuje, kto nie chce, to się nie częstuje. Potem na boisko wjeżdżają tacki pełne plastikowych naparstków z czerwonym winem. Przyznam, że podobała mi się prostota techniczna tej całej operacji. Aha, przy okazji znowu było śpiewane podczas owego poczęstunku.
To wszystko trochę trwało, ale w końcu ustało, wszyscy się rozsiedli wygodnie i na scenę weszła jakaś panienka, która opowiadała coś na temat jakiegoś miejscowego chóru, nie wiem za dokładnie, bo zbyt uważnie nie słuchałem. Potem znów pojawił się pastor, ale inny, wszyscy powstali i wyrecytowali tekst znany ogólnie jako "Ojcze nasz". Gdy się znowu rozsiedliśmy, kolejny, trzeci już pastor rozłożył jakąś książkę na pulpicie, zapewne Biblię, coś tam przeczytał, po czym wykonał prelekcję. Dokładnie opiszę, co mówił, ale ogólnie przekaz tego miał charakter motywacyjno - integracyjny wewnątrz wspólnoty wiernych. Całość można też spuentować zdaniem "Nieźle jest być miłym", czyli tak naprawdę sedno nauczania proroka Jezusa, zdeifikowanego pośmiertnie zresztą. Zresztą cała prelekcja robiła miłe wrażenie swoim prostym językiem, na luzie, pełnym dobrego humoru.
Gdy pastor skończył, na salę weszło kilka osób z czarnymi workami, zaś ludzie dookoła mnie sięgnęli do kieszeni po portfele. Tu znowu się pojawia analogia do katolickiej tacy, ale bez tacy. Czyli różnica polega na zachowaniu dyskrecji co do darowanej sumy, co uważam akurat za plus. Gdy kasę już zebrano, na scenę weszła jakaś pani i podjęła tematy organizacyjne. Czyli pora była się zbierać, bo gdy skończyła ludzie zaczęli powoli opuszczać salę.
No, i to by było na tyle. Jeśli coś pominąłem, to może mi się przypomni potem, już na forum. Roweru nikt nie ukradł, tedy pojechałem dalej za swoimi sprawami. Tak po drodze jednak pomyślałem, że czegoś zabrakło. Zabrakło wizyty w kawiarence, która też się mieściła w budynku, aby spróbować pogadać sobie z ludźmi. Wtedy ta relacja zasługiwałaby na miano naukowej lub dziennikarskiej. Niestety mój czas dobiegł końca, musiałem jechać, niewykluczone jednak że będzie jeszcze okazja. Ale obietnica została spełniona. Przyjechałem, zobaczyłem i już coś wiem. Wiem na przykład, że nikt nie chodził na czworakach, nie dostrzegłem też żadnych innych zachowań, które można by uznać za niestatystyczne. Był tylko luz, taki dość powściągliwy zresztą, ale wydaje mi się, że wszyscy dobrze się bawili.
No właśnie, bawili. Co prawda mnie to nie dotyczy, nie grozi mi żadne nawrócenie i uprawianie jakiejkolwiek religii, ale tak sobie pomyślałem czysto teoretycznie, że jeśli miałbym porównywać, to jako kryterium oceny obrałbym poziom luzu towarzyszącego temu uprawianiu. Taką mam refleksję puentującą.

Aha, jeszcze jedna ważna sprawa na koniec. Już wtedy, gdy postanowiłem wykonać wizytę w zborze, to świetnie wiedziałem, że nie będę świadkiem żadnych (nazwijmy to sobie umownie) "kontrowersyjnych" zachowań pokazanych na filmiku. To zdaje się INTUICJA nazywa, tak?
===
Fotka może nie jest najgenialniejsza, ale to jest jedyna, jaką znalazłem, która by ukazywała główne wejście do zboru. Po prostu ten budynek tak stoi, taką ma lokalizację.

75 komentarzy:

  1. Powiem Ci, że takie rozmaite obrzędy nawet mnie ciekawią. Mój dziadek był ateistą, ale wychowanym w rodzinie ewangelickiej. Na jego pogrzeb (świecki) stawiła się ostatnia żyjąca siostra dziadka i po skończonych obrzędach zaczęła nabierać w garście ziemi i posypywać nimi wieńce i kwiaty. Nikt nic nie powiedział, ale podczas stypy pękła (z ciekawości babcia).
    - Alusiu, a co to za obrzęd? - zapytała. - Bo ja się jednak na tych waszych nie znam.
    Nagabnięta Alusia o mało nie pękła ze śmiechu. Jak się okazało, przyzwyczajona do życia w stolicy, posypywała główki kwiatków grudkami ziemi, żeby połamać im płatki i w ten sposób zapobiec kradzieży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niektóre rytuały mają faktycznie zabawne początki... słyszałem historię o kocie przyświątynnym /kraj i wyznanie bez znaczenia/, który rozrabiał podczas obrzędów, wskakiwał na ołtarz, rozrzucał akcesoria itd, więc ludzie się wkurzyli i na czas obrzędu łapali kota, zamykali go w jakiejś pakamerze... minęły lata, kot dożył godnego wieku i w końcu zszedł, przy okazji przybyło nowych wyznawców i się zrobił kłopot, trzeba było poszukać nowego kota, bo ci młodsi myśleli, że zamykanie kota w pakamerze to element obrzędu i bez kota nie można go odprawić...

      Usuń
    2. I to jest dowód na to, że wszelkie religie to ewidentne kretyństwo.

      Usuń
    3. trochę mniej radykalnie na to patrzę... co prawda bycie wyznawcą jakiejś religii uważam za pewną słabość umysłu, ale bardziej mnie interesuje, jak taka osoba funkcjonuje na co dzień... zgodnie z zasadą: "niech sobie będą złodziejami, niech się tak nazywają, byle tylko nie kradli"...

      Usuń
    4. O, ja już nie jestem ciekawa. Chrześcijańskiej - w szczególności katolickiej - miłości bliźniego doświadczyłam tyle razy na własnej skórze i w takim wydaniu, że dziękuję bardzo, postoję. Nigdy więcej!

      Usuń
    5. ujuj... sorry, ale dostrzegam kolejny przypadek chrystianocentryzmu...
      to działa tak, że komuś powiedzą "religia", a ten ktoś od razu to kojarzy z katolicyzmem, a w nieco lżejszych przypadkach z chrześcijaństwem...
      ale spoko, to można wyleczyć...
      nie bierz tego osobiście, ale naprawdę śmieszą(?) mnie ci wszyscy "ateiści", "racjonaliści", którzy mimo, że są "niewierzący" to są tak samo uwarunkowani, jak katolicy, czy chrześcijanie, czasem mi się wydaje, że ich uwarunkowanie jest jeszcze cięższego kalibru..

      Usuń
    6. No tak, ale co według Ciebie powinnam zrobić, jeżeli na moje bliższe i dalsze otoczenie składa się li i jedynie jedno wyznanie? Mogę pójść do jednej z dwóch cerkwi, do zielonoświątkowców i świadków Jehowy, do zborów i synagog, poszukać meczetu albo pagody, ale to nic nie da, mówimy o sprawdzeniu, jacy ci ludzie są w życiu, czyż nie? Nic nie poradzę na to, że nie znam ludzi innych wyznań. Mam wziąć transparent i wyjść na ulicę w poszukiwaniu innowierców, którzy zechcą mi pokazać, jak żyją naprawdę?

      Usuń
    7. trochę się nie zrozumieliśmy... mój stosunek do religij wszelakich i wyznawców wyjaśniam w wątku Anabell, tam też jest link do mojego starego posta na ten temat... tu dodam tylko, że gdy ktoś mi mówi "jestem (tu nazwa wyznania)", to taka informacja kompletnie nic mi nie mówi o tym człowieku...
      ...
      faktycznie, jestem trochę cięty na chrystianocentryzm, trochę brakuje mi zrozumienia, za dużo wymagam od ludzi, by mieli taką wiedzę, jak ja... no cóż, jestem skromnym człowiekiem, więc czasem mi się zdaje, że wszyscy wiedzą i umieją to samo, co ja...
      dodać też trzeba, że tu w Polsce wszyscy są (niestety) mentalnie, kulturowo upaprani tym całym chrześcijaństwem po uszy... banalny przykład to okrzyk "o Jezu!", który wymyka się nieraz prawie każdemu, bez względu na wyznanie lub brak...
      ale to nie znaczy, by nie próbować nad tym pracować :)...

      Usuń
    8. Oczywiście, że jesteśmy upaprani i uwarunkowani. I żadne z nas nie ma na to wpływu. Teoretyczna wiedza religioznawcza bez "praktyki" na niewiele tu się zdaje. Przy czym przez "praktykę" rozumiem tutaj nie bycie wyznawcą shintoizmu, tylko znajomość ludzi.

      Usuń
    9. P. S. "jestem skromnym człowiekiem, więc czasem mi się zdaje, że wszyscy wiedzą i umieją to samo, co ja..." Nie widzisz tu przypadkiem wewnętrznej sprzeczności? :))

      Usuń
    10. sprzeczności nie widzę, jedynie pewną niezupełność, gdyż skromność nie musi być powodować uruchomienia się mechanizmu projekcji, zaś mechanizm projekcji może się uruchomić z innych przyczyn...

      Usuń
  2. Errata: nawis powinien być po "ciekawości", a nie po "babci".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawis?... inflacyjny? :)...

      Usuń
    2. Borze szumiący... kolejną erratę muszę robić...

      Usuń
    3. c'mon, daj spokój, przecież wiemy o co chodzi...

      Usuń
  3. Nie rozśmieszaj mnie tezą, że katolicy są znawcami Biblii. Ze wszystkich znanych mi religii/sekt (bo ja KK uważam za sektę- spełnia wszystkie warunki)wierni katoliccy najmniej znają Biblię. Filmik obejrzałam. Facet zagrał nieuczciwie, co sam zauważyłeś- nie ma dźwięku i komentarza oryginalnego. Można sobie wszystko napisać na podkładzie z tego filmu. Już sam fakt użycia tego filmu, przez katolika, jako argumentu na zdziczenie zielonoświątkowców, jest ordynarną manipulacją. Jest to niebezpieczne, bo gorliwi wyznawcy KK łykają takie "podstawki" bezkrytycznie i posyłają dalej na zasadzie "Ludzie, cyrk jedzie a tam małpy i słonie".
    Na podstawie swoich obserwacji mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że wierni w innych religiach niż katolicka, zachowują się normalnie, ich obrzędy nie mają w sobie nic dziwnego, a na pewno są uproszczone w stosunku do obrzędowości katolickiej. Poza tym, wyznawcy innych religii nie narzucają się innym, nie są histerycznie nachalni jak katolicy i nie nawołują do "likwidacji" ludzi innych wyznań tak, jak to robią gorliwi katolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecież ja nie napisałem, że katolicy to znawcy Biblii, po prostu niektórzy dyskutanci za takich się podawali...
      ...
      ja mam z kolei takie spostrzeżenie, że wyznawcy mniejszych religii traktują swoje wyznania poważniej, w tym sensie, że mniej powierzchownie w porównaniu do większości ludków uczęszczających na msze do kościoła katolickiego... spostrzeżenie jest rzecz jasna natury statystycznej, bo na poziomie jednostek zdarzają się różne przypadki...
      ...
      natomiast osobną sprawą jest kwestia ekspresji... są wyznania, gdzie ludzie stoją sztywno lub liżą sobie zadki, są wyznania, gdy tańczą, śpiewają, albo np. obrzucają pomidorami...
      być może łażą też i na czworakach jak na filmiku, ale mnie nie to zbulwersowało, lecz buracka manipulacja ze strony tego kolesia... tu jest najważniejszy szkopuł tej całej sprawy...

      Usuń
    2. To jest ciekawy aspekt, czy chrześcijaństwo jest sektą... W moim mniemaniu, jednak nie spełnia wszystkich warunków tak jak piszesz - choć i pojęcie sekty przeszło pewną metamorfozę - i dziś, o ile religioznawca użyje w ogóle takiego terminu - odnosi się do związków sterylnych i odizolowanych(niekoniecznie nawet religijnych).
      Obecnie pojęcie "sekta chrześcijańska" ogranicza się do judeochrześcijaństwa, ostatecznie bodaj działalność Pawła z Tarsu stała się podwaliną do nowej religii, czego już dziś nikt nie kwestionuje...

      Usuń
    3. @Radku...
      ja przeczytałem, że Jaskółka napisała o katolicyzmie, a dokładniej o Kościele Rz-kat, a nie o chrześcijaństwie... ale czytanie jest jak śpiewanie: każdy może, czasem lepiej, czasem itd...
      ...
      natomiast termin "sekta", znaczenie tego słowa to zaiste wdzięczny temat na długie dyskusje... kiedyś tak określano małą grupę religijną, która jakoś się wyróżniała doktrynalnie od mainstreamu religijnego na danym terenie... obecnie kojarzy się /przynajmniej mnie/ z grupą religijna, czy też quasi-religijną, w której manipulacja wiernymi przekracza pewne granice...
      ale znam też interpretację, według której kryterium jest hermetyzm...

      Usuń
    4. Ja widzę ogromną różnicę w obrzędowości ( i w głównych punktach wiary) między ewangelikami augsburskimi, a np. ewangelikami reformowanymi, a już na pewno między tymi dwoma religiami, a katolicką. We wszystkich religiach do pewnego momentu obrzęd jest wspólny-taki sam, a potem zaczynają się "cuda-wianki". Jednak nie jest to dla mnie problemem. Dla mnie wkurzające jest to, że są osoby, które wścibiają nos nie w swój sos, a potem wyśmiewają inność.Pewnie, by wykazać się "byciem lepszym". I, niestety, większość takich osób to katolicy.
      Jest wiele przesłanek, by uznać KK za sektę.
      tu jest link,
      http://www.eioba.pl/a/1hxr/czy-kosciol-katolicki-jest-sekta
      ale to taki zarys, bo to faktycznie jest głębszy temat do omówienia.
      I jeszcze jedno- to czy KK jest sektą, czy nie, raczej jest mi obojętne, ale w momencie, kiedy innym wiarom zarzucają katolicy sekciarstwo, niezgodnie z prawdą i z definicją,to po prostu odbijam piłeczkę.
      Ciągle uważam, że Paweł z Tarsu stworzył zupełnie inny model chrześcijaństwa, niż jest obecnie, ale oba zahaczają o sekciarstwo.

      Usuń
    5. @Piotrze - zgadza się hermetyzm i izolacja, inna pozycja tzw guru, od papieża, który przecież osobiście nie kontroluje każdego procesu decyzyjnego. Natomiast użyłem zlania katolicyzmu z chrześcijaństwem dlatego, że pozostałe odłamy powstały później, po pierwszej trwałej schizmie wschodniej.

      Przeczytałem właśnie zawartość tego linku Jaskółki... "Zdarza się", "Bywa"...
      Ktoś po prostu bardzo chciał naciągnąć tezę sekty według swojego widzimisię do tych punktów, pisząc miejscami brednie. Nie ma dla tego kogoś różnicy między odłamem, a rozłamem, nie ma problemu z rozciąganiem zasad panujących np. w zakonach kontemplacyjnych na całą społeczność katolicką - bo mu pasuje do pojęcia sekty...
      Kilka punktów to totalny odjazd np. o tym seksie, czy otoczeniu tajemnicą działalności sekty... faktycznie chyba msze są tajne? Głupotą jest też pisanie o tej walce z innymi religiami, w obliczu istnienia czegoś takiego jak ekumenizm.

      Usuń
    6. Dlatego napisałam, że to jest temat głębszy, a ten link, to przykład, powiedzmy, powierzchowny. A w ogóle, to sorry, ale po wpisach "pani prześladowanej", odechciało mi się dyskusji na tematy wiary i religii. I nie dlatego, że nie przyjmuję racji innych, a dlatego, że moje słowa odbierane są jako prześladowanie jedynej słusznej wiary i wybielania np. mojej wiary. Też coś, by się wybielać, trzeba być najpierw w winnym i tu widać, kto jest "lepszy i lepsiejszy".

      Usuń
    7. Jestem w sumie czymś w rodzaju agnostyka, więc raczej mojej wiary nie obrazisz...

      Usuń
    8. Ja tu nikogo nie chcę obrażać. Wkurza mnie tylko mentalność polegająca na tym, że ktoś wozi się po innych wiarach, a sam nie dostrzega złego, które dzieje się wśród jego współwyznawców w wierze. I zaraz dodam, uprzedzając "atak"- ja widzę również wiele nieprawidłowych zachowań wśród ewangelików, jednak (czy się wybielam?) skala tego jest o wiele mniejsza niż np, wśród katolików, a na pewno o wiele mniejsza wśród księży ewangelickich nić katolickich.
      Przecież to widać na każdym kroku.

      Usuń
    9. Atak nie z Twojej strony, by było jasne:):):):)

      Usuń
    10. @Radku...
      no tak, kontrola życia wyznawców... stopień tej kontroli też można uznać za ważne kryterium, czy jakaś grupa jest sektą... ale gdy grupa się rozrośnie to jeden guru, czy nawet jakieś ciało naczelne fizycznie nie jest tego w stanie ogarnąć... ale można tak zrobić, że każdy każdego kontroluje... czyli można mówić już wtedy o systemie totalitarnym /mniej lub bardziej/... jako pierwsze islam mi przyszedł do głowy...
      nadal jednak definicja sekty mi się wymyka, także intuicyjnie, nie wspomnę już o jej werbalnym doprecyzowaniu...

      Usuń
    11. @Piotrze
      Słusznie, że Ci się wymyka - podobnie jak religioznawcom. Wolą używać słowa związek wyznaniowy. Sekta to bardzo skrajne i pejoratywne określenie, choć adekwatne w stosunku do struktur które prowadzą do wspomnianej przez Ciebie hermetyczności.

      Usuń
  4. Tak jak na tym filmiku wygląda mniej więcej nawiedzenie ducha św. w kościele pentekostalnym, czyli zielonoświątkowym.
    Ale żeby coś takiego zobaczyć musiałbyś prawdopodobnie opuścić Polskę i udać się do USA, choć "ktoś gdzieś coś" twierdził, że takie akcje mają miejsce w zborze w Zielonej Górze. Ale nie wiem, nie byłem i nie widziałem i prawdę mówiąc wątpię.

    Natomiast widać tu też wg mnie wyraźny związek z szamanizmem. Prawdopodobnie dlatego, że wielu wyznawców KZ w USA to Murzyni i dla nich takie "boskie szaleństwo" nie jest niczym dziwnym ani zdrożnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha - kościół zielonoświątkowy też kilkukrotnie się dzielił na różne odłamy, też nie wiadomo mi, czy któryś z nich takich akcji tylko nie praktykuje.

      Usuń
    2. to jest chyba kwestia różnic stylu ekspresji, które występują nawet granicach jednego wyznania, jednej konkretnej odmiany... rozdrobnienie organizacyjne sprzyja takim różnicom... nie można też wykluczyć uwarunkowań natury etnicznej...
      to jest tak, jak z piciem piwa: inaczej wygląda to u Skandynawów, inaczej u Latynosów, etc, choć tak naprawdę samo piwo jest z grubsza podobne wszędzie...

      Usuń
    3. Nie przebrnąłem jeszcze przez "Szaleństwo w religiach świata" J. Sieradzana, tam on o takich akcjach pisze, choć nie wiem czy akurat w stosunku do Zielonoświątkowców - ale są opisane "ab ovo".

      Usuń
    4. nie znam tej książki, ale popracuję na tym, bo tytuł brzmi ciekawie...

      Usuń
  5. Zdałeś relację z pobytu na spotkaniu w Kościele Zielonoświątkowców. OK! Natomiast w każdym zborze wygląda to inaczej np. u nas występuje tylko jeden pastor a nie trzech. Denominacji protestanckich jest ogółem ok. 30 tysięcy [słownie; trzydzieści tysięcy- SZOK]], dlatego może się zdarzyć, iż ktoś mówi "o wozie a inny o powrozie"; o nieporozumienie bardzo łatwo, a wiadomo, że "diabeł tkwi w szczegółach".
    Byłam na pogrzebie szwagra w kościele ewangelickim; ceremonia pogrzebowa miała swój ryt; odbiegała od zasad przyjętych w KK, lecz wszyscy zachowali powagę i nastrój odpowiedni do sytuacji.
    Biblię [swoją czyli Przekład Nowego Świata] znają świadkowie Jehowy i poświęcają wiele czasu na jej studiowanie, gdyż poczuwają się do obowiązku NAUCZANIA. Katolicy nie uczą się na pamięć Pisma Św. gdyż do roli nauczycieli i głosicieli Dobrej Nowiny są osoby w tym celu POWOŁANE. Owo powołanie jest darem [łaską], a każdy człowiek otrzymuje od Stwórcy inny talent. Dla przykładu; nie mam predyspozycji [talentu] do bycia nauczycielem w ogóle, a co dopiero jako głosiciela nauk Jezusa.
    P.S zabrałam głos w tym temacie, gdyż byłam świadkiem owej dyskusji na forum blogowym; po to są blogi aby każdy mógł wyrazić swe zdanie;
    poczułeś się urażony linkiem na filmik, który można w różny sposób zinterpretować, ale...czy komunikacja międzyludzka w Twoim wydaniu była właściwa ? Z dzieciństwa zapamiętałam upomnienie; "kto się tak przezywa, to sam się tak nazywa"albo ; "po czym poznaje burak buraka, bo...sam jest burakiem". Przypisywanie komuś buractwa jest takim samym nietaktem, jak wycieczki personalne w czasie dyskusji- takie jest moje zdanie. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. exactly... to była TYLKO relacja z jednego spotkania (nabożeństwa) w jednym konkretnym zborze, żadnych dalej idących wniosków nie wyciągałem... zwłaszcza, że jest tak jak piszesz, sam ruch, wspólnota wiernych zielonoświątkowych jest mocno rozdrobniona, spluralizowana, więc tym bardziej nie było podstaw, by tworzyć całościowy obraz pentecoste... więc go nie tworzyłem, tak?...
      ...
      coś uściślijmy: samo zamieszczenie linku mnie nie uraziło, zresztą nie byłem stroną w dyskusji, zaburzyło mnie jedynie to, co nieraz mnie zaburza, nawet gdy jestem tylko bezstronnym kibicem, a mianowicie moje wyobrażenie na temat jak powinna wyglądać cywilizowana dyskusja w której nie powinno być miejsca na takie dirty tricks... zaś w temacie "buraczanym", to wróć proszę do tekstu... tam jest tylko ocena zachowania, nie osoby...

      Usuń
    2. Że się wtrącę- katolicy w większości poczuli się w ogóle zwolnieni ze znajomości Biblii, co dla mnie jest sprawą dziwną, bo jak chcę wyznawać jakąś wiarę, to chcę poznać źródło-słowo, ale sama, a nie tylko z ust "bożych nauczycieli". Wierzyć, owszem, ale poznać samemu jeszcze lepiej, a już chyba najlepiej przeprowadzić swoją konfrontację z tym, co się przeczytało- "Biblię", a tym, co mi mówi ksiądz. No, ale ja jestem ewangeliczką i dla mnie znajomość Biblii (przeczytanie jej) jest oczywiste

      Usuń
    3. Jaskółko - czy dla wszystkich Ewangelików znajomość Biblii [przeczytanie jej] jest oczywiste??? NIE! a mam jako takie rozeznanie, gdyż siostra mieszka na terenach, gdzie prężnie działa Kościół Ewangelicko-Augsburski i siostra katoliczka miała z nim do czynienia opiekując się [po śmierci swego męża] teściową ewangeliczką. Nie opiekował się nią jej drugi syn, ewangelik.
      Napisałaś; "No, ale ja jestem ewangeliczką i dla mnie znajomość Biblii (przeczytanie jej) jest oczywiste"
      No, ale ja jestem katoliczką i dla mnie znajomość Biblii [przeczytania jej] jest oczywiste, ale oczywiście na tej podstawie generalizujesz wybielając swoje wyznanie. AFE...nieładnie. .

      Usuń
    4. Nie ni, przestańmy. Oczywistym jest, że u ewangelików augsburskich Biblia jest podstawą i jest czytana niejako z marszu. Zawsze to samo- wybielasz swoje wyznanie. Dobra, ja jestem wychowana w tym duchu, ale jestem niewierząca i nie mam interesu by wybielać "swoją" wiarę. Poza tym, stwierdzenie moje, że większość katolików nie czyta Biblii( nie przeczytała w ogóle) nie jest bezpodstawne. Wystarczy trochę popytać katolików o różne rzeczy z Biblii i padną na starcie. Ty czytasz, znasz ludzi, którzy czytają, a jednak większość nie ma pojęcia co Biblia zawiera- wierzy w słowa mówione przez księży i to im wystarcza.
      Ja naprawdę nie rozumiem, jak można być wierzącym i nie przeczytać podstawowego "dokumentu" na którym zasadza się ta wiara.
      Argument o braku opieki nad matką przez ewangelika w ogóle nie ma tu nic do rzeczy- po prostu paskuda i tyle. Zawsze mówię, ze w różnych nacjach jest procentowo tyle samo ludzi porządnych i tyle samo ludzi złych.
      I jeszcze.... AFE nieładnie... czyżby zwracanie w ten sposób uwagi o generalizowaniu, którego nie było też jest nieładne?
      Nie powiedziałam "wszyscy".... prawda?

      Usuń
    5. Aisab...A nie pomyślałaś, że wszelkie odłamy wyznaniowe zawieraja się w temacie reformacji??? Przecież my nieustannie dochodzimy do coraz lepszego poznania. Nie można bezzmiennie tkwić w starym nauczaniu, w minionym przymierzu. Odkąd pojawił się na ziemi Jezus stare przymierze legło w gruzach. Dojdziesz do tego objawienia jeśli bedziesz studiowała Biblię, bez tego stoisz w miejscu. Ci wszyscy, którzy tworzą nowe odłamy wyczytują z Pisma o wiele więcej niż Ty czy ja, ale to przychodzi z czasem. A czas jest nam dany po to aby lepiej poznac Jezusa i dowiedzieć się co tak naprawdę chciał nam przekazać. Pomyśl o tym...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    6. Olimpio> powiadasz; "nowe odłamy wyczytują z Pisma o wiele więcej niż Ty czy ja..."
      zapytam- czy naprawdę wyczytują [czytają miedzy wierszami] a może na swoje kopyto interpretują? to do Boga zawsze należy pierwszy krok. On pierwszy wychodzi naprzeciw człowiekowi.

      On sam daje się poznać, objawia się, wzywa, zaprasza. Wiara człowieka jest zawsze odpowiedzią na Boże wezwanie. Co więcej, działanie Boga (Jego łaski) polega także i na tym, że od wewnątrz pobudza człowieka, uzdalnia, otwiera mu oczy na przyjęcie prawdy objawionej. Zatem o wiarę należy się modlić, bo bez wiary choćby ktoś studiował Biblię na okrągło, to śmieć przypuszczać, że byłaby to li tylko strata czasu. Zaś WIARA bez uczynków martwą jest.
      Prawda jest taka, że "Każda sroczka swój ogonek chwali" a każda religia jest "mojsza", bo moja; podobnie jak racja każdego jest "mojsza". Apostołowie też spierali się o to, „kto z nich jest największy”. Niezdrowe ambicje pleniły się także w gronie Dwunastu. Nie pomogła bliskość Jezusa ani Jego Matki.

      Pomyśl - co dałoby bezustanne czytanie Biblii, rzekome coraz lepsze poznawanie Jezusa, rozważanie- co nam chciał przekazać, kiedy...
      Hymn o miłości z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

      Usuń
    7. Jaskółko> cytuję Twoje słowa;
      "No, ale ja jestem ewangeliczką i dla mnie znajomość Biblii (przeczytanie jej) jest oczywiste"
      dalej;
      " Dobra, ja jestem wychowana w tym duchu, ale JESTEM NIEWIERZĄCA i nie mam interesu by wybielać "swoją" wiarę.'
      czyżby ??? bliższa ciału koszula, tak przynajmniej wnioskuję z Twojego komentarza. Totalna nagonka na katolików nie tylko ze strony świadków Jehowy [przychodzą do katolików a swe nauczanie przy drzwiach zaczynają od tego jacy to katolicy są "be" - paranoja]; podobnie czyni Olimpia na swoim blogu, [nie wspomnę o innych tutejszych komentatorach]- wyszydzanie, cynizm i totalna krytyka, jakby sami byli doskonałymi ludźmi. Katolicy są "be"; inni są "cacy"; nic tylko upajać się swą doskonałością.
      Jakie to miłe, jak łechce "ego" kiedy ktoś wciela się w rolę Boga i staje się sędzią katolików. Bawcie się tak dalej...oto dowód realizacji Biblii - miłości bliźniego - w Waszym wydaniu.

      Usuń
    8. z religią jest jak z gustem:
      z jednej strony mój gust jest najlepszy, byłoby wręcz nielogiczne, gdybym cudzy gust uważał za jeszcze lepszy...
      z drugiej strony jednak /z takiej bardziej obiektywnej strony/ to każdy gust jest tak samo dobry...
      i teraz cały myk polega na tym, by umieć się w tej sytuacji odnaleźć, zachować równowagę pomiędzy tymi podejściami...
      ...
      to trochę przypomina sytuację, gdy dwóch kolesi spiera się o wyższość blondynek nad brunetkami /lub odwrotnie/... jeden mówi:
      - okay, blondynki są ładniejsze, ale brunetki są lepsze w łóżku...
      pełna schizofrenia, nieprawdaż?... zwłaszcza, że nie istnieje obiektywny układ odniesienia, nie ma bezwzględnej skali "ładności" ani skali "dobrości w łóżku"...

      Usuń
    9. Aisab, jak to jest, że kiedy niewierzący pisze coś mało pozytywnego o katolikach i dodaje, że pochodzi z innej wiary, to od razu przypinasz mu łatę "wybiela swoją wiarę"? Po pierwsze, nie ma co wybielać, bo ona się różni od katolickiej i ani nie jest bielsza, ani czarniejsza.
      Totalna nagonka na katolików, no tym razem musiałam się roześmiać, i to gorzko, bo ja doznałam tej prawdziwej nagonki, jako niewierząca i jako ewangeliczka, włącznie z napiętnowaniem z ambony przez księdza katolickiego.
      Przykro mi to stwierdzić, ale większość katolików to ludzie bez prawdziwej wiary i w jakimś sensie ograniczeni, bo nie uznają inności. To naprawdę nie moja wina, że oni sami tak się zachowują.
      Piszesz:"...nie wspomnę o innych tutejszych komentatorach]- wyszydzanie, cynizm i totalna krytyka, jakby sami byli doskonałymi ludźmi. Katolicy są "be"; inni są "cacy"; nic tylko upajać się swą doskonałością.
      Jakie to miłe, jak łechce "ego" kiedy ktoś wciela się w rolę Boga i staje się sędzią katolików. Bawcie się tak dalej...oto dowód realizacji Biblii - miłości bliźniego - w Waszym wydaniu."
      Trochę się zagalopowałaś i dałaś przykład siebie, jako tej "pokrzywdzonej" katoliczki. Niestety dla Ciebie, taki obraz masz tylko w swojej wyobraźni, bo ja tutaj nic podobnego nie wyczytałam i sama nie uważam, że tak bardzo uwłaczyłam katolikom, by wywołało to w Tobie taki wybuch wściekłości. I to jest właśnie typowe dla wielu katolików- jakakolwiek krytyka, jakiekolwiek odmienne zdanie powoduje, że pojawia im się "piana na ustach a w oczach żądza mordu".
      Na szczęście znam bardzo dużo katolików bardzo wierzących, przyjmujących spokojnie krytykę swej wiary i Kościoła i bardzo życzliwych dla innych ludzi. I tym pogodnym akcentem żegnam Ciebie jako moja "przeciwniczkę", bo nie mam dalej ochoty z Tobą dyskutować, zanim nie ochłoniesz i nie popatrzysz obiektywnie na swoich współwyznawców w wierze.

      Usuń
    10. Każdy sądzi według siebie. Przypisujesz mi swoje emocje; "piana na ustach a w oczach żądza mordu". Jaki wybuch wściekłości??? masz urojenia??? nie mam z czego ochłonąć, ale faktycznie lepiej sobie podziękować za wymianę zdań.

      Usuń
    11. Aisab
      Gdybym miała napisac dosadnie, to według mnie własnie KK czyta Pismo Św. między wierszami, gdyż mnóstwo jego nauk nie pochodzi z Biblii, więc...sama rozumiesz, że bezsensowny to zarzut z Twojej strony. Ciekawe dlaczego tego nie dostrzegasz, naprawdę nie widzisz, że tkwisz w jakiejś udziwnionej religion fiction???

      Usuń
    12. Olimpio > Słowo - miecz obosieczny. Proponujesz mi zamienić KK na 30 tysięcy udziwnionych religion fiction??? A może spośród tych 30 tysięcy wybrać na chybił trafił, jak w totolotku. 30 tysięcy razy losować, który to odłam jest tą właściwą religią??? Dobre sobie. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Za taką Twoją radą to wiesz gdzie zajadą? Ale obrałaś sobie sposób agitacji???

      Usuń
    13. moje zacne Panie, czy mogę prosić o nieco większy luz?...

      Usuń
    14. PKanalio> spoko! u mnie duuuży luz; uśmiech od ucha do ucha, a gdybym nie miała uszu, to byłby dookoła głowy. Wystarczy, że wyobrazisz sobie mnie - 30 tysięcy razy losującą odłam, na który mam zamienić KK; cha...cha.... Obawiam się, że potrzebowałabym drugie życie; wiersz NAUKA;
      "Trudna lekcja. Nie mogłem od razu.
      Lecz nauczę się... po pewnym czasie...
      Proszę! Zostaw mnie na drugie życie
      Jak na drugi rok w tej samej klasie. "

      Usuń
    15. @Aisab /i nie tylko/...
      generalnie to chodziło mi o kwestię nie przysrywania sobie, bo razi mnie taki styl, tylko rozmawiania na temat... powiedzmy, że taką mam jazdę, "zboczenie zawodowe" w temacie "komunikacja"... poluzowałem moderację i fajnie by było, gdyby dano mi szansę, bym odpuścił ją na dłużej...

      Usuń
    16. Aisab
      A chociażby i 1000 było tych denominacji, to sprawa jest prosta przynajmniej dla mnie. Wybieram ten kościół, który wierzy biblijnie. Tu nie ma mowy o przypadkowości.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    17. PKanalia
      Przepraszam, ze tak na Twoim blogu prowadzę spór, ale czasami nie da się tego uniknąć. W sprawach wiary jestem nieprzejednana. (Hmmm...Ten typ tak ma)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    18. okay, sprawę stylu dyskusji uważam za zamkniętą, zapomniane...
      ...
      za to wtrącę się i stwierdzę, że każdy ma swoją niepowtarzalną historię, w wyniku której wyznaje taki czy inny światopogląd /lub religię/ i ewentualnie związuje się z taką, czy inną grupą, która "ma podobnie"... piszę "ewentualnie", bo nie każdy ma potrzebę "należenia gdzieś"... można sobie to badać naukowo, odkrywać różne prawidłowości, można się dzielić wzajemnie informacją, opowieścią "jak to było ze mną", to może być nawet twórcze, rozwijające, ale spór na temat "czyje lepsze?" uważam za bezsensowny, tylko "zła krew" pomiędzy ludźmi się z tego tworzy i nic więcej...
      owszem, wciąż oceniamy, porównujemy, tego się uniknąć nie da, do tego bywa to korzystne, ale tworzenie nadmiaru tych ocen i ich artykułowanie generuje już zbędne problemy...

      Usuń
  6. Spotykałam wśród Katolików właśnie wyśmiewanie innych religii, zwłaszcza Świadków jehowy, ale to chyba za sprawa nagonki kościelnej. Moja babcia była bardzo religijna, ale często krytykowała kazania księży, tym bardziej, że jej sąsiadka i przyjaciółka należała do ŚJ.
    To na pewno ciekawe poznać inne obrządki, lepiej sprawdzić samemu, niż polegać na wątpliwych opiniach, często krzywdzących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odkąd sięgam pamięcią, to ludzie /etykietujący się jako katolicy/ zawsze nabijali się ze Świadków Jehowy, choć bynajmniej nieagresywnie, pamiętam też, jak na lekcjach religii /chadzałem tam jako dzieciak we wczesnych latach szkolnych/ katechetka (zakonnica urszulanka) używała frazy "kocia wiara" i wypowiadała się o nich dość ironicznie...
      grubszy przypadek zaliczyłem, gdy jakiś biskup opublikował artykuł o buddystach używając słowa "sekta"... sprawa poszła do sądu, zgłosiłem się jako świadek /byłem wtedy zakumplowany z pewną sanghą buddyjską/ i biskup odszczekał, przeprosił, czy zapłacił na cele charytatywne, tego już nie wiem...
      czyli przykład idzie z góry...
      ...
      chyba najlepiej się bawiłem u krysznowców, fajne jedzonko, śpiewanie mantry, tańce, przyjazna atmosfera...
      za to najgorsze wrażenie odniosłem u mormonów, niby też przyjaźnie nastawieni do gości, ale jakąś "sztuczną słodycz" w tym czułem...

      Usuń
  7. Ponieważ należę do tych, którzy każdą religię traktują jako swoisty szamanizm, to już kilka razy miałam na łonie rodziny śmieszne przypadki: jedna z moich ciotek wyszła za mąż w wieku lat 65+ i ślub był właśnie u Zielonoświątkowców: ona z kościoła KRK, on- protestant, Duńczyk zresztą. Moja wielce katolicka część rodziny uważa, że "ona nie ma żadnego ślubu, żyje na kocią łapę". Bo przecież cywilny, wzięty w Danii, też się nie liczy;))))
    Nic dodać, nic ująć.W tle jest fakt, że mieli problem ze ślubem w polskim kościele rzymsko-katolickim.
    Kawałek mej rodziny przed II wojną światową przeszedł na luteranizm, bo "pan młody" był rozwodnikiem i KRK nie chciał udzielić ślubu.I ów KRK widocznie miał spory wstręt do tej grupy protestantów, bo wiele, wiele lat póżniej ksiądz katolicki odmówił odprawienia uroczystości pogrzebowej na cmentarzu ewangelickim gdy do rodzinnego grobowca składano wdowę po protestancie.
    Nie mam pojęcia czym się różni Bóg protestantów,katolików,prawosławnych- bo w gruncie rzeczy idea jest taka sama.
    Co do Biblii-nim ją skompilowano stosownie do zapotrzebowań cała biblia już istniała na tabliczkach Sumerów.
    A poza tym mnie osobiście jest zupełnie obojętne w co kto wierzy- jest tylko jeden warunek- niech wierzy sam, bez namawiania mnie do tego w co wierzy.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim kościele (KZ) ślub kościelny nie jest wymagany. Ten zawarty w USC jest jak najbardziej uznawany i wystarczający, chociaż para młoda przeważnie zjawia się w kościele, aby przyjąć błogosławieństwo i modlitwy współwyznawców w intencji szczęścia i powodzenia małżeńskiego.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. "szamanizm"... trafne określenie, do tego neutralne, choć być może niektórzy wyznawcy niektórych religii poczuliby się urażeni...
      mój stosunek do wyznawców takiej, czy innej religii opisałem kiedyś tu:
      http://ptr17.blogspot.com/2018/02/to-tylko-etykietka.html
      czyli chyba mam podobnie, jak Ty...
      zaś co do samych religii... przede wszystkim nie patrzę na nie zbiorczo, en bloc, tylko oglądam każdą z osobna, staram się też nie oceniać, tylko zrozumieć... co prawda wiarę (religijną) uważam za pewną słabość, niedojrzałość(?) to z drugiej strony myślę, że w każdej religii można znaleźć coś wartościowego...
      religia jest jak narkotyk: używana z umiarem może dać pozytywne skutki, ale może też prowadzić do zgłupienia, fanatyzmu, etc...
      miłego :)...

      Usuń
    3. @Olimpia...
      aha, czyli mówiąc "naukowo" zielonoświątkowcy nie mają swojego rytuału przejścia zwanego "ślubem", co najwyżej tak niezobowiązująco, towarzysko?... zdrowe rozwiązanie, zdroworozsądkowe...
      ale seksu przed ślubem /tym państwowym/ nie tolerują, tak przeczytałem... to akurat uważam za brak zdrowego rozsądku :)...

      Usuń
    4. Szamanizm jest najbardziej pierwotnym rodzajem kontaktu ze światem nadnaturalnym, szaman jest prekursorem wszelkiego kapłaństwa, więc to tak jakby oczywiste, że jego wątki będą przenikać każdą religię.

      Usuń
    5. @Radku...
      exactly...

      Usuń
    6. PKanalia
      No wiesz, nie wiem na ile dla Ciebie ślub w USC jest zobowiązujacy? Dla mnie jest. A co do seksu przed ślubem, cóż...Uważam, że warto poczekać, ale to nie znaczy, że sama czekałam. Hmmm...zapewne dlatego, że wtedy jeszcze nie byłam nawrócona :) :) :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    7. @Olimpia...
      akurat ślub państwowy /czy jakiś inny/ uważam za dodatek do związku, bynajmniej niekonieczny, ale to tylko moje prywatne zdanie, zupełnie bez związku z tematem...
      tu skonstatowałem jedynie pewną ciekawostkę, gdyż wiele wyznań tworzy swoje rytuały ślubne, a ślub w USC uznaje jedynie za pewną prawną konieczność... niewiele związków wyznaniowych ma umowę z państwem, że ich ślub jest ważny w świetle prawa państwowego... podejście zielonoświątkowe uważam rozwiązanie za dość praktyczne w tej sytuacji, jak wspomniałem wcześniej: zdroworozsądkowe...
      ...
      co do tego seksu, to również tak wtrąciłem w ramach dygresji... akurat czekanie z tym do ślubu uważam za niezbyt zdrowe, ale patrzę wyrozumiale na pary, które mają niskie libido, seks nie jest dla nich zbyt istotny, więc nie ma problemu, jeśli są gotowe z tym poczekać... tylko jest jeden szkopuł... zwykle /choć nie zawsze/ nie jest to partnerska decyzja, obopólna, lecz jedna strona naciska na to czekanie /lub naciska na nieczekanie/, druga jeśli się zgadza, to dla świętego spokoju, ale to zwykle nie rokuje powodzenia w dalszym wspólnym życiu, świadczy to o wzajemnej niekompatybilności w tym temacie...

      Usuń
  8. Dobrze wiedzieć, że się odnalazłeś po przerwie.

    Przeżycie pewnie w jakichś kategoriach ciekawe. Mam w swojej okolicy jeden taki zbór czy jak to określić prawidłowo, sęk w tym, że nie pamiętam jaki to odłam religii katolickiej (?). Ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do poznawania aż tak blisko innych wyznań. Wystarczy mi jak na razie ogólna wiedza o najważniejszych religiach świata. Poza tym trzymam się z dala od zorganizowanych form przeżywania religii, może kiedyś moje zainteresowanie wzrośnie na tyle, by na przykład odwiedzić ten zbór/kościół co koło domu się znajduje.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słowo "zbór" używane jest wśród protestantów...
      dokładnie oznacza to to samo, co "kościół"... tak przy okazji, to słowa "kościół" używają go też rodzimowiercy słowiańscy...
      buddyjski i hinduistyczny odpowiednik to "sangha"...
      każde z tych słów oznacza to samo, do tego homonimicznie:
      - wspólnota wyznawców...
      - organizacja, związek wyznaniowy...
      - budynek świątynny...
      nieporozumień raczej nie ma, bo znaczenie wynika z kontekstu...
      pozdrawiam! :)...

      Usuń
  9. Witam i od razu na wstępie przyznam się, że nie bardzo wierzyłam w Twoją wizytę w KZ...Jednak teraz biję się w piersi (słychać??? :)
    Trafiłeś akurat na Wieczerzę Pańską, która odbywa się przeważnie raz w miesiącu. Przy tej okazji głoszenie jest skracane do minimum, a szkoda, gdyż w sumie ciekawa byłam wrażeń i w tej materii. Z kawiarenki nie skorzystałeś, ale w sumie nawet Ci się nie dziwię, bo w ten sposób uniknałeś jak mniemam rozmowy z pastorem, który na pewno zauważył wśród swojej trzódki nową twarz i zapewne chciałby Cię poznać.
    Nie napisałeś, jakie wrażenie zrobił na Tobie "wystrój" kościoła, a raczej brak wystroju...
    No cóż... dziwnych zachowań nie zauważyłeś, gdyz w sumie ich nie ma. Czasami jedynie w trakcie uwielbienia (pieśni uwielbiajace Jezusa) można ujrzeć większą ekspresję w wyrażaniu wdzięczności za to co dla nas zrobił na krzyżu. Niektórzy wyśpiewują niemalże całym swoim ciałem...ale jest to raczej kwestia temperamentu i wyluzowania wśród społeczności.
    Wypada mi jeszcze napisać, że moje poszukiwania odpowiedniego (czytaj biblijnie wierzącego) kościoła trwały dość długo...Myślę jednak, że KZ najpełniej wpisuje się w moje pojmowanie Boga i samej wiary. Oczywiście skłamałabym, gdybym napisała, że jest idealnie i dokładnie w punkt... Ale o tym może innym razem...
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za rzetelną relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko nie bij się za mocno, bo siniaki na biuście są nieestetyczne :)...
      zasadniczo jestem słowny, choć sprawdzić tego nie masz jak, aczkolwiek moja słowność jest trochę kulawa, jeśli chodzi o pisanie postów, dlatego nigdy nie zapowiadam jaki będzie następny post na blogu... ale tu post był tylko mniej ważną częścią umowy, głównym elementem była sama wizyta, a tego musiałem dotrzymać...
      ...
      specjalnie wybrałem drugą środę miesiąca /oparłem się na informacji ze strony netowej/, by mieć full atrakcji...
      faktycznie, mało było o wystroju, wspomniałem tylko o kwiatach, więc teraz dopowiem, że ów skromny wystrój bardzo mi pasował...
      nie wspomniałem też o dwóch panach za konsoletą sterujących technikaliami /rzutnik, nagłośnienie/, a to było akurat ciekawe, trochę się poczułem jak na koncercie...
      ...
      co do zachowań... uzupełnię, że podczas śpiewania wiele osób mocno się bujało, jak to na koncercie, mnie też się zresztą to udzieliło, zaś chłopak stojący kolo mnie wręcz tańczył... ale nie skupiałem na tym uwagi, gdyż takie zachowanie jest dla mnie naturalne, normalne...
      aha, jeszcze te wyciągnięte dłonie u wielu... od razu pojąłem znaczenie magiczne tego gestu, więc też nie było potrzeby o tym pisać...
      na koniec wspomnę o kolesiu w wełnianej raperskiej czapeczce... w kościołach np. katolickich panowie czapki zdejmują, ale tu widać są inne zwyczaje, więc również przyjąłem to ze zrozumieniem, jako coś normalnego...
      ...
      naprawdę chętnie bym poszedł do tej kawiarenki, co prawda kawy nie pijam, ale herbatkę, owszem, wciągnę, do tego jakieś ciacho... z pastorem też chętnie bym pogadał /akurat było ich trzech, jeden miał bardzo urodziwą żonę/, tylko chyba było na sali za dużo ludzi, by wyłowić nowe twarze... ale ja naprawdę musiałem już iść, byłem umówiony na spotkanie, przyjechałem na rowerze i nie wiedziałem ile czasu mi zajmie dojazd... dlatego jak wspomniałem w tekście, nie uważam tej wizyty za ostatnią, jeśli dojdzie do kolejnej, to właśnie po to, by pogadać sobie z ludźmi, jestem kontaktowy, więc zero problemu w tym temacie...
      pozdrawiam :)...

      Usuń
    2. Czyli w sumie wrażenia całkiem, całkiem...W sumie gratuluję odwagi. Mój pierwszy raz odwlekałam długo w czasie, nawet kilka razy byłam juz pod samym kościołem, ale nie weszłam do srodka. Wydawało mi się, że wszyscy zaraz zwrócą na mnie uwagę i dopadną z różnymi pytaniami. Wiesz...to się nazywa egocentryzm :) :) Kiedy za którymś tam razem już zdecydowałam się wejść - było zwyczajnie, bez większego ciśnienia i tyle.
      Serdeczności

      Usuń
    3. akurat mam (podobno) psychopatycznie niski poziom lęku...
      poza tym to jest wielkie miasto, duży zbór, sporo ludzi, więc tym łatwiej jest wejść... co innego mała wiocha, gdzie wszyscy się znają i każda nowa twarz zwraca uwagę, ale w moim przypadku również nie ma problemu...
      serdeczności :)...

      Usuń
  10. Po pierwsze - jesteś bezczelny facet który zdecydował się na ten czyn. Z góry mówię, że nie czy ja bym się na coś takiego zdecydował.
    Po drugie - czapki z głów za możliwie rzetelne opisanie mszy... spotkania bo poświęciłeś na sporo czasu.
    Po trzecie - ponoć człowiek głupi sie rodzi i głupi umiera ale nabierac wiedzy może za darmo i do końca zycia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może kojarzysz taki stary film "Wojownicy", swego czasu dość kultowy:
      https://en.wikipedia.org/wiki/The_Warriors_(film)
      pod sam koniec "ten zły" wypowiada kwestię:
      "No reason, I just like doin' things like that"
      /...po prostu lubię robić takie rzeczy/...
      tylko nie pytaj o jakie "rzeczy" chodzi, bo sam nie znam odpowiedzi...
      pozdrawiam :)...

      Usuń
  11. Chciałam tu napisać, że nabożeństwo żałobne w Kościele ewangelicko-augsburskim jest tak samo smutne i poważne, jak w KK. Kurde, jak przeczytałam, że nawet nastrój u ewangelików na pogrzebie był poważny (jest taki komentarz)i wszyscy zachowali odpowiedni nastrój i powagę, to nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać.
    Tak się złożyło, że w ciągu tych dwóch lat byłam trzy razy na pogrzebie członków bliskiej rodziny. Wszystkie pogrzeby ewangelickie. I byłam na pogrzebie katolika. Ja naprawdę nie rozumiem doszukiwania się różnic w takich obrzędach. A już szczególnie podkreślania, że ewangelicy na pogrzebach są poważni i zachowują "odpowiedni nastrój".
    Wychodzi nieznajomość obrządków innych wiar i potem robi się ludzi innych wiar dziwadłami. Popatrzcie- oni też zachowują się jak ludzie.
    Przypomniało mi się również, kiedy byłam na weselu córki kuzynki- ślub ewangeliczki z katolikiem ( w Kościele ewangelickim), i kiedy to rodzina katolicka ze zdziwieniem skonstatowała- To wy się też potraficie bawić fajnie na weselu? Mnie zamurowało i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak mało ludzi tak naprawdę chce poznać inne wiary, ich obrzędy i zwyczaje.
    Najgorsze jest jednak to, że nieznajomość pociąga takie zachowania, jak pokazywanie na YT np. filmu,do którego P. podał link, z napisami sprokurowanymi przez tego, który film zamieścił. Już się nawet boję napisać- bezczelnego katolika, który wyśmiewa za pomocą tak zamanipulowanego filmu inną wiarę.
    Jeżeli dla luteran "Biblia" jest podstawą wiary, to nie należy czepiać się moich słów, że przeczytałam to Pismo oraz każdy ewangelik je zna i czyta.
    Dlatego P. fajnie, że zechciałeś wziąć udział w nabożeństwie Zielonoświątkowców, by zobaczyć, jak ono wygląda i jak się to ma w stosunku do wygłaszanych "teorii" na ten temat przez komentujących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedna wizyta to za mało, by wyrobić sobie szerszy pogląd... na pewno nie było moim celem wnikanie w różnice doktrynalne pomiędzy religiami, to wymaga zapoznania się nieco z teorią i praktyką - czyli choćby pogadania z ludźmi, tego akurat nie zrobiłem... po prostu byłem, zobaczyłem, opisałem tak jak umiałem i nic więcej :)...

      Usuń
    2. Ale to już dużo, bardzo dużo :):)

      Usuń
  12. Dobrze jest poznawać różne odłamy religijne, ale trzeba być moimi zdaniem ostrożnym, bo jest wiele pseudo religii, które posługują się biblią dla omamienia potencjalnych ofiar. Nie twierdzę, że w przypadku zielonoświątkowców tak jest, ale ograniczone zaufanie nie zaszkodzi a może pomóc.
    Mnie najbardziej śmieszą te kłótnie między odłamami religijnymi, kłócą się oni zazwyczaj o pierdoły np. imię Jezusa jak czytałam na Internecie to Jezusa nazywają w różny sposób Jeszu , Isus itd. albo czy matka boża była dziewicą czy nie, czy wniebowstąpiła do nieba czy też nie . To są takie durnoty, które nie mają znaczenia w ogólnym sensie religii, ale to powoduje, że w życiu ludzie sobie przysrywają, atakują się ,szkalują siebie nawzajem. To głupie, ale chyba wypełnia im to pustkę, jaką czują w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. światopogląd mam na tyle wyrobiony, że zauroczenie żadną religią mi nie grozi... chociaż gdy nadejdą "stare lata" można sobie wyobrazić sytuację, gdy coś się organicznie w mózgu zmieni i człowiekowi odbija, takie przypadki się zdarzają :)...
      masz rację, faktycznie większość sporów religijnych toczy się o jakieś nieistotne drobiazgi, przynajmniej tak ja to widzę...

      Usuń
  13. Nie wiedziałam, że komuś tak przeszkadzają zielonoświątkowcy. Mnie przeszkadzają tylko ci, co w imię chorej religii atakują ludzi na ulicach i wysadzają się w powietrze.

    OdpowiedzUsuń