22 czerwca 2017

czas słowiańskich Walentynek (chwilówka)

Właściwie to Kupała, nasze rodzime, słowiańskie święto, miała już miejsce wczoraj. Astronomicznie podchodząc do sprawy, to wtedy powinien mieć miejsce obrzęd. Jednak religia to nie tylko magia, to także pewien aspekt społeczny. Niestety obecne realia zmuszają do wykonania pewnego splitu. Można dokonać rytuału o właściwej mu porze, ale jedynie w otoczeniu tych najbliższych bliskich i to też tylko tych, z którymi daje radę. Jednak w nieco szerszym gronie to już porażka. Trzeba się dogadać jakoś, ustalić wspólny termin. Zwykle jest to najbliższy weekend. Okay, skoro tak ma być, niech będzie, im więcej okazji do świętowania, tym fajniej. Zwłaszcza, że...
Ten blog to nie kurwizja, której dziennik telewizyjny różne fakty uważa za niebyłe, więc uczciwość dyktuje, aby wspomnieć też, że zaraz później ma miejsce Noc Świętojańska. Otóż kiedyś te ziemie zdominowała pewna obca, napływowa religia. Racje polityczne podyktowały wtedy wyrżnięcie nieco narodu, tak w ramach miłości bliźniego rzecz jasna. Powstało nowe święto, a raczej zmutowane stare, bo ta nowa religia niewiele nowego stworzyła tak sama od siebie. Choć starego obrzędu już w nim nie ma, to poszukiwanie Kwiatu Paproci jednak pozostało. No, i zarąbiście! Im więcej szczytowań na świecie, tym więcej pozytywnej energii go przenika. Tak?
Dochodzą jeszcze Wianki do kompletu, taka już bardziej świecka tradycja. Czyli jeszcze lepiej! Zaś smutasom biada! Niech się karmią swoją urban legend na temat dzikich orgii, wyuzdanej rui, tudzież poróbstwu, które ma ponoć wtedy miejsce. Nie ma co tracić czasu na tłumaczenie smętnym dupkom, że tak nie było za czasów naszych przodków, nie ma też teraz. Był i jest tylko zdrowy luz. Tak też będzie.
Tyle...

51 komentarzy:

  1. U mnie Wianki były z tygodniowym wyprzedzeniem. ;) Też fajnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to tak jest ze świętami i rocznicami... niejedne /np./ urodziny są celebrowane w innym terminie, mnie się nawet Sylwestry z poślizgiem zdarzały, albo Wigilie przedwczesne...

      Usuń
  2. Żadnego z tych tradycyjnie polskich świąt nigdy nie świętowałam, bo kiedy byłam dziewczęciem, to się o nich nie mówiło, a potem już weszły walentynki i kłótnie o to, kto świętuje, a kto się wstrzymał. I na tym etapie zostałam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak... kiedyś były tylko same Wianki, zwykle kojarzone z pokazem sztucznych ogni nad Wisłą...
      tak, kłótnie o Walentynki były od samego początku, ale jeszcze zażartsze są o Halloween... a przecież Walentynki są milusie... jednak od Kupały nieco gorsze, bo zimno na dworze i szukanie Kwiatu Paproci grozi wylądowaniem w łóżku /niestety z infekcją dróg oddechowych/...

      Usuń
  3. Ostatnio tak jakbym niczego nie świętowała- taka karma;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spójrz na to może pozytywniej... jak na bycie w stanie permanentnego święta... bardzo zresztą sympatyzuję z taką optyką, tudzież narracją...

      Usuń
  4. W dziewięć miesięcy po Kupalnocce rodziło się ponoć wiele dzieci, co zbiegało się z przylotem boćków (znaczy zaciążenie nie narodziny), utarło się zatem mniemanie, że wszystkie dzieci, których ojcowie byli w święto przesilenia letniego bliżej nieznani, to bocianie zrzuty.
    Nie wiem, czy samotne i bezowocne pewnie często szukanie parami kwiatu paproci można nazwać orgią, natomiast istotnie nasi przodkowie nie byli zbyt wyuzdani i noc poluzowania obyczajność zdarzała się bodajże raz w roku, właśnie w tą noc. W literaturze zachowało się zresztą bardzo dużo świadectw o tym rytuale, tak i pochwalnych, jak i krytycznych, więc można dokonać całkiem udanych rekonstrukcji, co ostatnio ma miejsce. W zeszłym roku nad Bzurą w Plecewicach. Nazywało się to Noc Świetojańska, ale w programie były obrzędy słowiańskie, więc zadałem na profilu organizatorów pytanie - czy będzie to odwołanie do pogańskiej tradycji praprzodków czy do Nocy św. Jana. Pytanie wywołało panikę, że broń Boże nie chcą nikogo odciągać od kościoła... Rozśmieszyło mnie to trochę, bo aż taki kościelny nie jestem, żeby mieć jakieś "ale" w przypadku kultywowania słowiańskich obyczajów i wierzeń.
    Co do wiary chrześcijańskiej, mam wrażenie, że mimo wszystko masz trochę zbyt surowe do niej podejście. W żadnym systemie wierzeń, czy takim czy śmakim nie da się uniknąć nadużyć, prześladowań itp. atrakcji, ale czy naprawdę wprowadzenie jej na naszych ziemiach wiązało się aż z "wyrżnięciem nieco narodu"?.
    Wiara chrześcijańska poza tym - z zasady niosła pewien uniwersalizm norm moralnych i etycznych dla regionu europejskiego w ogóle, oczywiście gorzej było z ich praktykowaniem, jak obaj wiemy, ale przecież z tych zasad wyrosło liberalne pojęcie do jednostki ludzkiej, można najwyżej się zżymać, czemu to tak długo trwało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obecna niska dzietność w Polsce wynika stąd, że połowa bocianów nie dolatuje do kraju preferując hiszpańskie śmietniki... jakież to nienarodowe z ich strony, tak swoją drogą, można by rzec, że te bociany to "bociany gorszego sortu", "komuniści", "złodzieje", do tego "stojące tam, gdzie ZOMO"...
      tym samym warte zastanowienia jest, czy nie lepiej byłoby przeznaczyć budżet "500+" na program utylizacji tych hiszpańskich wysypisk?...
      ...
      w tekście odniosłem się jedynie do urban legends na temat rzekomych orgii, wręcz bachanalii mających rzekomo miejsce podczas Kupały... faktem zaś jest, że obyczajowość Słowian była konserwatywna i raczej dość surowa... nawet bardzo surowa czasami: czytałem kiedyś wzmiankę kupca arabskiego (sorry, nie mam tego źródła pod ręką), który był świadkiem karania niewiernego męża... opis detali sobie daruję, ale to z pewnością musiało go boleć... za to również z pewnością, jak podczas każdej imprezy na całym świecie bez względu na krąg kulturowy, jakieś chwilowe zniknięcia w lesie miewały miejsce... obecnie w warunkach mieszkania w bloku takim "lasem" bywa też np. łazienka... wracając zaś do społeczności dawnych Słowian, to bardzo często wiadomo z góry było, kto z kim w tym lesie zniknie, tak więc wszystko było pod kontrolą...
      ...
      tematu chrześcijaństwa /religii, wiary, ideologii/ wcale nie poruszałem, bo nie miejsce i czas na to... odniosłem się tylko do sposobu jego wprowadzania na /obecnych/ terenach polskich, na których bywał on naprawdę krwawy w wielu przypadkach... oczywiście stosowano też inne metody, jak przekupstwo i upijanie, ale one były preferowane raczej podczas np. chrystianizacji Skandynawii...

      Usuń
    2. Te lepsze wracają do kraju, szczerze mówiąc nie zauważyłem by w okolicach było ich mniej. Wręcz przeciwnie...

      W ogólności to wierzeniach i obyczajach Słowian wiemy bardzo mało.
      O tym krwawym wprowadzeniu chrześcijaństwa to krążą różne mity, bo różnym publicystom miesza się zjawisko podporządkowania sobie kolejnych plemion przez Mieszka w celu zdobycia władzy, z chrystianizacją. Myślę, że gdyby wpadł na ten pomysł przed chrztem, również nie obyłoby się bez jatki.

      Usuń
    3. Chrystianizacja kraju nie przebiegala krwawo. Najwazniejsze bylo aby ksiazeta, ci ktorzy posiadali ziemie i chlopow, przeszli na chrzescijanstwo, wtedy wchodzili do wiosek kaplani z ksieciem ( wlascicielem ) danej ziemi. Chlopow zaganialo sie do pobliskiego strumienia, stawu, rzeki...stawali w rzedzie i ksiadz hurtowo chrzcil cala wioche , ktora czesto gesto nie zdwala sobie sprawy z tego co zaszlo. Jedna czesc mezczyzn, ktora stala po prawej stronie od ksiedza dostawala na imie powiedzmy Jan, a druga Maciej. I po krzyku. Wychodzili z wody, odziewali sie i na drugi dzien modili sie do swych bostwo. Proces chrystianizacji byl rozlozony w czasie. Krwawosc nawracania na wiare to opowiesci epoki, ktora miala w tym spory interes. Nawet takie wytyczne byly w szkolach aby dzieciom tego typu hostoryjki na lekcji historii opowiadac. Specjalne ilustracje w ksiazkach etc... No i poszlo w swiat info o krwiozerczosci klechow z tamtych czasow. Kto chce czystej historii musi sie porzadnie naszukac w zrodlach.

      Usuń
    4. mieszanie się tych spraw jest niejako samoistne, bo nie da się oddzielić procesu politycznego od religijnego... jakby nie było, to nie o religię przecież chodzi, lecz o władzę, co się przekłada na pieniądze z podatków... Asioka buddyzując Indie też paru niepokornych wysłał do nirwany, a to przecież taka pokojowa religia... zwyczajową strategią Mahometa i jego następców było wyciąć najważniejszych niewiernych, nałożyć takie podatki, aż reszta się posra, potem nagle wprowadzić duże ulgi za cenę nawrócenia na nauki proroka... konkwistadorzy w Ameryce mieli wyrąbane na sprawy wiary, tym się zajmowali ich watykańscy oficerowie polityczni, którzy nawracali niedobitki Indian raczej już pokojowym sposobem...
      wracając zaś do Mieszka... chyba by jednak więcej zdobył i mniej luda wyrżnął pod starymi totemami, niż pod tym nowym z laleczką na patykach... co prawda każda wiocha miała swoją wersję Peruna i Welesa, ale były to wersje dosyć podobne i takiego oporu by nie było...
      tak swoją drogą, to wydaje mi się, że Mieszko był tak samo głęboko wierzący /w chrześcijańską bozię/, jak część wierchuszki obecnego ISIS, czyli sfrustrowani byli oficerowie od nieboszczyka Saddama...

      Usuń
    5. no tak... moderacja ma to do siebie, że miesza chronologię komentarzy... bo nagle się okazuje, że w skrzynce odbiorczej leży i czeka jeszcze jedna wersja wypadków...

      @Ania...
      wszystko fajnie, tylko mowa jest na razie o czasach Mieszka i nieco po nim, gdy nie wiadomo było zbyt dokładnie, do kogo czyja ziemia należy, system feudalny w Polsce nie zdążył jeszcze dobrze zaistnieć, a co dopiero jako tako okrzepnąć... dopiero później taki sielski obrazek, jaki opisujesz miał szansę realizacji... natomiast masz rację, że cały proces był rozłożony w czasie, bynajmniej zresztą nie dlatego, że taki był plan, tylko dlatego, że inaczej nie dawało rady i do głowy to nawet nikomu nie przychodziło...

      Usuń
    6. Generalnie te totemy zagwarantowałyby nam liczne odwiedziny z zachodu i "bozia na patykach" zawitałaby tu w daleko bardziej krwawych okolicznościach. Wiara pogańska wcześniej czy później okazałaby się anachronizmem, tak jak anachronizmem dziś zaczyna być chrześcijaństwo w swej tradycyjnej formie.

      Usuń
    7. To nie jest sielski obrazek. W czasach Mieszka ...Mieszko mial malo tego kleru przy sobie. Ponoc cala organizacja koscielna wokol Mieszka i tuz po jego smierci liczyla kilkunastu-kilkudziesieciu misjonarzy. To nie byla jakas tam silna armia Boga majaca niesamowity wlyw na okoliczna ludnosc. Skupiali sie oni wokol stolecznych grodow uczac sie dopiero jezyka slowianskiego i lokalnych obyczajow. Nie mieli czasu na mordowanie okolicznych pogan, jezeli juz cus takiego miejsce mialo to byla to walka o ziemie i przylaczenie jej pod wladztwo Mieszka. To raczej oni misjonarze mogli byc zagrozenia atakami okolicznej ludnosci. Datego tez pierwsze biskupstwo nie powstalo w Gnieznie, bo chec wprowadzenia przez Mieszka tego calego nowego ambarasu przysparzala mu jednak wrogow wsrod jego ludzi. Pierwsze biskupstwo powstalo wiec w Poznaniu z dala od tych, ktorzy byli nowej religii niechetni- tak przypuszczaja wspolczesni historycy.

      Usuń
    8. @R...
      ta sprawa nie podlega dyskusji... czy Mieszko chciał, czy nie chciał to nie ma znaczenia, bo on po prostu musiał...
      /wciąż to tłumaczę radykalnym antyklerykałom, którzy budują wehikuł czasu, by go powiesić na suchej gałęzi/...
      ...
      anachroniczność takiej, czy innej religii... to jest naprawdę ciekawy temat... weźmy takie shinto na ten przykład... w Japonii nikt w to już nie wierzy... ale większość(?) praktykuje /jakośtam/...
      polscy obecni poganie /oni sami tak o sobie mówią/ mało się zajmują teologią... tak wynika z moich obserwacji... zauważyłem dwa nurty... jeden steruje w kierunku naziolskim /"naród słowiański"/, drugi w ekologicznym... plus odtwórstwo historyczne, ale to jest kompletnie inna sfera, niereligijna bynajmniej... do kompletu zdarza się jeszcze podejście mistyczne, bo każda religia ma jakieś swoje "sufi"...
      po co ja o tym?...
      bo zachodzi pytanie, czy pro-ekologizm jest anachronizmem?...
      i tak, i nie...

      @Ania...
      pas... wymiękam... odpuszczam...
      masz rację... chrystianizacja Polski to było jedno wielkie prześladowanie chrześcijan... jak zwykle zresztą... choćby obecnie taka wojna w Syrii...

      Usuń
    9. No tak, no tak ..Ty Karino ja doktor Prozak. Krecisz, wijesz i wywijasz....

      Usuń
    10. Mieszko wcale nie musial ...z czasem z pewnoscia chrzescijanstwo weszlo by na ziemie slowianskie. On byl politykiem , ktory poszedl za ta nowoscia i okreslil sie za cywilizacja zachodnia, nie wschodnia. Zastopowal ewentualne chetki innych rzadzacych na chrystianizowanie nas i niesienie nam "kaganka oswiaty".
      Przeciez mogl nie pojsc ta droga. Nie sprzeniewiezyc sie religii przodkow, moze wtedy, z czasem nalezelibysmy do kregu wplywow prawoslawia?
      Jakaby nie bylo Mieszko sie wylamal i pobiegl prosic o przyspieszenie tego co nieuchronnie nadchodzilo. Nie bal sie chlop nowosci i w nich upatrywal przyszlosc. Z drugiej zas strony jakzesz musial miec wyrabane na te wszystkie rodzime bostwa. Nie bal sie ich negatwynego wplywu ( zemsty bostw) i posadzen o sprzeniewiezenie sie religii ojcow- coz za umysl , jak na tamte czasy:)
      Taki sam mieli wtedy galimatjas jak i teraz . UE , czy nie UE? Oto jest pytanie...

      Usuń
    11. Dlatego dla mnie tzw. dogmatyzm nie ma większego sensu, choć z drugiej strony z antyklerykałami rzadko bywa sensowna rozmowa, bo mają spłaszczony światopogląd. Religia jest bardzo skomplikowanym i wielopłaszczyznowym zjawiskiem, by ją postrzegać w negatywnym tylko aspekcie, dlatego większość argumentów walczących ateistów i antyklerykałów to banialuki. Nie wiem czy znasz taki portal jak racjonalista - czytałem tam kiedyś tam taki bardzo uczenie napisany artykuł o naukowym tytule "Analiza semantyczna pojęcia obraza uczuć religijnych", naszpikowany pomimo pseudonaukowego języka takim ignoranctwem i brakiem wiedzy, że padałem ze śmiechu. No ale o religiii może innym razem...

      Co do kierunku naziolskiego podobnie zaczynalo się w Niemczech, a ściślej w Austrii. Od tzw. volkizmu. W Polsce mamy turbolechitów na razie. Wszyscy ci poganie to taka bardziej chyba zabawa, która niekiedy udaje co innego. Wicca, laweizm, czemu nie wiara w swarożyca? Zresztą to i tak są w zasadzie religie gdzie bóstwa są bardziej symbolem, niż obiektem kultu. Dlatego masz zamiast tego ideologię, albo ekologiczną, albo mitologizującą rodowód. Mistycyzm masz dodany jako wabik dla tych, których czyste ideologizowanie nie pociąga, nie mówiąc już, że to może być jakiś biznes.
      Proekologizm... To zabawny dość przykład na to, że różne grupy laickiego społeczeństwa próbują wyrugowaną z przestrzeni społecznej religię zastąpić jej subsytutem. Nihil novi sub sole... :) Nawet zjawisko tzw. "Nowego Ateizmu" zaczyna powoli przyjmować taką formę ze swoją tendencją do zgromadzeń i wyznawania poglądów pod dyktando proroków ateizmu takich jak Dawkins.
      Wracając do pro-ekoligizmu nie do końca jestem w temacie, ale tu im już nie wystarczy chyba idea jakiejś zrównoważonej koegzystencji z naturą, ale osadzenie w niej systemów wartości i wyjaśnienie jej prawami wszelkiej transcendentości w życiu ludzkim, jak np, narodziny i śmierć?

      Usuń
    12. Wystarczy, że chrystianizacja przebiegała pod przymusem, nie musiała krwawo. Jakie dziwne usprawiedliwianie przymusowego chrzczenia i nawracania na wiarę chrześcijańską. To, że nie była krwawa(to też jest problematycznie, bo czasy dalsze wykazują co innego)to nie znaczy, że była dobra i oczekiwana przez pogańskich Słowian.
      I dlatego nie dziwię się, że misjonarze byli często traktowani jako persona non grata. Wiedzieli gdzie idą, wiedzie w "co łapy pchają". I winić pogan za to, że bronili własnej wiary przed obcą, jest co najmniej dziwne. Ale uzurpatorzy chrześcijańscy już tak mają- to co oni to dobre, to co inni to Be.

      Usuń
    13. @Jaskółko,
      Wypada przyjąć więc, że inne powody najazdów i krwawych pacyfikacji były od razu przyjemniejsze i traktowane z ulgą przez ich ofiary jak okazało się, że nie chodzi o chrystianizację. :)
      Poza tym mam problem niejaki z tym przymusem, wiedząc że Mieszko zawierzył się sam papiestwu, czego dowodem dokumnent "dagome iudex". Podałbym tu alternatywę w postaci Prusów Bałtyjskich, którzy czekali z tym na nadejście Krzyżaków, stosujących uproszczony sposób chrystianizacji i nie pchali łap z pastorałem, tylko z mieczem. O wiele skuteczniejsza była to metoda, bo już potem nikt nie słyszał, jakoby jacyś Prusowie pozostali przy wierze ojców...

      Usuń
    14. wiedziałem, że w końcu padnie coś na temat Krzyżaków, oni to dopiero mordowali /Prusów/, nieprawdaż?... istny holocaust... cóż znaczy przy nim ten jeden chłopak, który spadł ze schodów za kadencji Mieszka, gdy się upił z radości po ochrzczeniu go...
      tymczasem jednak, w roku 1520, pogański kapłan Prusów uratował im /Krzyżakom/ dupy przed flotą gdańską za pomocą obrzędu religijnego i chrześcijańska msza to nie była...
      http://poselska.nazwa.pl/wieczorna2/historia-nowozytna/czy-poganstwo-przetrwalo-okres-zakonu-krzyzackiego-zrodla-wskazuja-ze-tak
      zwracam uwagę na zdanie:
      "Do nadbrzeżnej miejscowości Rantau (obecnie Zaostrowije w obwodzie kaliningradzkim) zaczęły ściągać tłumy Prusów"...
      powtarzam: tłumy... od ilu ludzi się to nazywa "tłumy"?... bo to różnie bywa, na przykład według polskiej policji "tłumy" oznacza, że nikogo nie było...

      Usuń
    15. To ja proponuję wziąć pod lupę Kronikę Pruską Piotra z Dusburga, wprawdzie przesadza troszkę w liczbach wyrżniętych Prusów, ale wymienia kilka powstań przeciwko Krzyżakom. Myślisz, że prali się rózgami i lali wodą święconą? No więc nie, mówimy o znacznym procencie ubytku w populacji i dziesiątkach tys ofiar.
      System organizacji tych ziem dzielił je kościelnie na parafie, więc były to ziemie schrystianizowane oficjalnie, nawet jeżeli proboszczowie musieli znać język pruski by się z owieczkami dogadać, a po lasach uchowali się jacyś kapłani starej wiary. Mówię że oficjalnie, bo potwierdza się zasada, że jak już ktoś dla ciebie orze, sieje i zbiera plony, to masz dupie, w co on tam wierzy w przerwie od tyrania w polu.
      Prusowie stanowili do wspomnianego przez Ciebie wydarzenia faktycznie 40% ludności Państwa Krzyżackiego. Tłumek (poddanych w końcu Zakonu) mógł się zebrać, a nawet jakiś obrzęd odprawić. Natomiast nie popadałbym z tego względu w euforię.

      Usuń
    16. @R...
      najpierw jeszcze to /cytuję/:
      "...z antyklerykałami rzadko bywa sensowna rozmowa, bo mają spłaszczony światopogląd"
      antyklerykałowie nie stanowią homogenicznej grupy światopoglądowej, więc można mówić co najwyżej o spłaszczonym światopoglądzie konkretnego antyklerykała...
      o ile jest coś takiego, jak "walczący /radykalny/ antyklerykał", to nie ma czegoś takiego, jak "walczący ateista"... to nawet nie chodzi o to, że wielu z uporem maniaka nazywa "ateistą" antyklerykała /bardzo popularny błąd/... sens ma za to słowo "antyreligionista" /od radykalnego po umiarkowanego/ w sensie ogólnym, czyli w stosunku do wszystkich religii, lub w sensie detalicznym, w odniesieniu do konkretnej religii /np. "antybahaista"/...
      całe nieporozumienie bierze się /o czym już chyba wspominałem/ z upaprania języka kościelną /chodzi o Kościół Rz-kat./ politpoprawnością, która zakłada, że jeśli religia, to tylko "ta jedyna słuszna", ze swoim "jedynym słusznym bogiem"...
      upaprani są praktycznie wszyscy, także ja /ale pracuję nad tym/...
      natomiast spłaszczeniem, a raczej ograniczeniem światopoglądowym dotknięci są ludzie o poglądach pro-klerykalnych... ograniczenie to jest podwójne, bo nie dość, że nie potrafią pojąć świata bez kierowniczej roli partii /związku wyznaniowego/, która powie "jak żyć", to jeszcze ma to być "ta konkretna" partia... w polskim przypadku jest to akurat wspomniany K.Rz-kat...
      to be continued /real wzywa/...

      Usuń
    17. @PK
      Oj, litości... Naprawdę nie jestem tak biegły w nomenklaturze różnych światopoglądowych "widzimisię", żeby klasyfikować antyklerykałów na jakieś podgrupy. Zresztą popełniasz ten sam błąd który mi wytykasz pisząc "ograniczeniem światopoglądowym dotknięci są ludzie o poglądach pro-klerykalnych". Czyli że praktykujący katolicy to same moherowe berety?
      Z drugiej strony znów masz pretensje nanjwyraźniej, że nie uogólniłem ateistów jako homogenicznej grupy, tylko sobie z nich wydzieliłem "ateistów walczących", zamiast radyklanych antyklerykałów. Nazwałbym tak właśnie ateistów antyklerykałów, bo bywają tacy, którzy mimo że nie wierzą w Boga, nie widzą w instytucji kościelnej jedynie czarnej mafii, vide prof. Wolniewicz.
      Idąc dalej, prof. Hartman mówi z kolei o radykalnym antykerykalizmie księży i wcale nie ma myśli ich ateizmu, tylko fatalne doświadczenia z insytytucją K.Rz-kat...

      to be continued too /bar wzywa/...

      Usuń
    18. @Rad, nie demonizuj. Powiedziałam, że poganie wcale nie mieli ochoty na przyjmowanie nowej wiary, obojętnie czy to było "pokojowo" przeprowadzane, czy mieczem. A jak ktoś nieproszony wchodzi mi do domu i na siłę chce mnie do czegoś przekonywać, to wypraszam. Nie da się wyprosić, trudno, stosuję bardziej drastyczne metody.
      A najbardziej wkurza mnie chrześcijańskie "miłosierne" podejście do narzucania wiary. To butne przekonanie, że jak chrześcijaństwo, to już cud miód i wszyscy koniecznie muszą te wiarę wyznawać. I opresyjne podejście do niewiernych, i obłuda- jak KK szerzy wiarę to OK, jak innowiercy się buntują lub chcą szerzyć swoją wiarę, to już larum i BE. Mentalność Kalego.

      Usuń
    19. W ludzkiej naturze leży wieczne nawracanie kogoś na coś. Nie wiem czy akurat katolicyzm w tym celuje, choć tła tego nawracania dziwnym trafem są albo ekonomiczne, albo terytorialne.

      Usuń
    20. @R...
      luz, zostawmy to definiowanie znaczeń etykietek, bo to ślepa uliczka i już nie wnikajmy, kto to pierwszy rozkręcił... tak w ramach BHD /bezpieczeństwo i higiena dyskusji/...
      ...
      generalnie poszło o to, czy była rzeźnia podczas chrystianizacji Polski, czy nie... oczywiście sugerowana przez Anię teza, że wcale jej nie było, jest nie do przyjęcia... w przeciwieństwie do Skandynawii, która była chrystianizowana nadzwyczaj bezkrwawo, ale to również nie znaczy, że żaden trup /po stronie pogańskiej/ nie padł podczas tego procesu...
      natomiast faktycznie nie da się do końca rozdzielić kwestii religii i polityki, więc problem, czy jakiś denat został denatem dlatego, że nie dał się nawrócić, czy dlatego, że nie chciał się podporządkować nowej administracji wydaje się być nierozstrzygalny... i tą konkluzją proponuję zakończyć...
      ...
      suplement: w religioznawstwie używa się takiej kategorii "religia nawracająca" /bez wnikania w metody nawracania/ i okazuje się, że ta cecha potrafi zmieniać się w czasie... kiedyś byłem mocno zdziwiony, gdy dowiedziałem się, że w pewnym okresie taką fazę przechodził judaizm... i w sumie trzyma się to kupy... w końcu polscy Żydzi etnicznie nie mieli nic wspólnego z dawnymi ludami zamieszkującymi rejony Palestyny... trochę się teraz podpieram Szlomo Sandem, którego prace wywołały nie tak dawno drobny skandal, ale to naprawdę ma ręce i nogi, co gość pisze...
      tak więc chyba nie ma sensu oceniać, czy katolicyzm w tym nawracaniu /siłą/ celuje, bo jakby nie było obecnie w Afryce misjonarze nie stawiają Murzynów pod ścianą z okrzykiem "chrzcij się albo giń"...
      natomiast z drugiej strony to, co się obserwuje w polskich szkołach państwowych jak najbardziej klasyfikuje się jako nawracanie, nie na chama bynajmniej, ale takie "pełzające"...

      Usuń
    21. Nie zamierzam się zacietrzewiać w obronie KK, bo nie jest to aż taka idylliczna instytucja, więc chyba nam nie grozi brak higieny dyskusji. Natomiast tak jak sięgnę pamięcią do książki, masa idei, z założenia wręcz miodnych, kończyła się masowym wyżynaniem oponentów. Choćby jakieś nazizmy, komunizmy, czy inne rewolucje, w których bozia nie miała żadnego znaczenia, nie będąc tym intelektualnym i ideowym fetyszem, za którym ciągną tłumy wiernych.
      Kościół przetrwał natomiast szerząc dość uniwersalne zasady, nie potępiał bym tej instytucji w czambuł, pomimo że w jej obrębie grasowało i nadal grasuje pełno hien.

      Usuń
    22. @R...
      no cóż, tego kościoła nie lubię za całokształt, ale klapek na oczach nie mam i potrafię dostrzec jasne punkty... choćby warszawska przychodnia Bonifratrów w której cenię fachowość, terminy, tudzież ceny... zresztą przykładów na plus można wymienić więcej, także w odniesieniu do niektórych funkcjonariuszy tej instytucji... po prostu kościół ten jest zbyt rozbudowaną i skomplikowaną instytucją, by oceniać ją zero-jedynkowo... również w SS była taka jednostka, konna kompania reprezentacyjna, którą potem wyłączono z obszaru zwanego "organizacja przestępcza /zbrodnicza?/"...

      Usuń
    23. Innym jasnym punktem, na ktory obecnie ludzie patrza spode lba i uwazaja to za ograniczanie wolnosci i uwiazywanie, za obyczajowy debilizm i te inne bylo wprowadzenie przez ta instytucje nierozerwalnosci malzenstwa.
      W czasach, kiedy kobieta byla traktowana jak "smiec" . Zalezna od ojca, meza, potem moze i od synow taka nierozerwalnosc malzenstwa dawala jej prawa. Ci wszyscy faceci rzadko wytrzymywali z ta sama kobieta u boku az do smierci- takie przypadki to ewenement. Jak mu sie kobieta znudzila, podstarzala, nie spelniala go to z reguly szla na smieci. Odeslac ja do ojca ( bo nowa dupa nochem krecila na stara, a stara na nowa...)czy jakos tak...ojciec nie za chetny do przyjmowania takiego zwrotu tez byl... Jedna geba wiecej do utrzymania, a siedziala by sobie przy chlopie i byla posluszna jaki pies...
      No i kosciol zadbal o sprawe, ze nie wolno sobie, bo ...ot tak ...zony oddalac, rozwodzic sie z nia. Czyli w konsekwencji kleli se pod nosem na klechow panowie, ktorzy chetnie by dziadom leb urwali, bo przeca stary porzadek byl fajny dla mezczyzn, ale "od teraz" kobieta, czy sie takiemu panu i wladcy to widzialo czy nie, zostawla na jego - swoim -podworku. Juz nie wazne , ze jej byly mial inne dupy na boku...ale mialo kobiecisko wikt i najwazniejsze , ze nie musialo rozstawac sie z rodzina. Dziecmi, wnukami etc.
      I za to ich lubie:)

      Usuń
  5. Przez mój Chorzów wprawdzie przepływa rzeka Rawa, która onczas była i rybna i żeglowna na przełomie XVIII i XIX wieków.
    Dyżurne jezioro to tylko staw w Parku Śląskim, na którym coś tam się chyba odbędzie...
    Mam na szczęście paru znajomych Janków, ale o puszczaniu wianków nie ma mowy, bo niektóre Jankowe mogłyby się ciężko poobrażać!
    Ewentualnie mozna by puszczać pawie, ale to takie trywialne!
    pacia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na jeziorze to chyba lepiej puszczać kaczki?... za to puszczanie wianków na stojącej wodzie wydaje mi się konceptem... powiedzmy, że pesymistycznym... zaś szczytem pesymizmu jest puszczanie wianków w wannie, ale w wannie to chyba raczej puszcza się bąki?... z podobnym skutkiem zresztą...
      bulba :)...

      Usuń
  6. Jedne zwyczaje wessały drugie, daty szeroko dowolne ale mniej więcej wiadomo o co kaman ;) każdy coś dla siebie znajdzie, grunt żeby się dobrze bawić. A z tym ^ szukaniem kwiatu to raczej infekcje układu moczowo-i okolicznego ;) Pozdrawki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby dojść trzeba najpierw dojść, zatem można też wylądować u ortopedy, gdy na dworze/polu jest ślisko...
      pozdrawki :)...

      Usuń
  7. Czytając Twój wpis przypomniał mi się kumpel z liceum, który uznaje się za wyznawcę naszych prasłowiańskich wierzeń. Nie zamierza swych przyszłych i teoretycznych dzieci chrzcić, co według mnie nie jest wcale takie głupie (patrząc zwłaszcza z perspektywy czasu, wydaje mi się, że Bóg/bogowie są w sumie chyba czymś bardzo do siebie podobnym i wysłuchają nas niezależnie od tego do jakich Wyższych Idei się zwrócimy). Co ciekawe jego starszy brat przeszedł na islam, ale z tego co wiem jest daleki od ideologii ISIS czy im podobnych.

    Czyli świętujesz z tego wynika? I słusznie, choć pogoda nie nastraja do przyjmowania % w płynie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niegłupie, wręcz logiczne... za to głupie wydaje się poddawać dziecko rytuałowi religii, której się nie wyznaje...
      inna sprawa, że bywa różnie w życiu, czasem ludzie formalnie /tylko formalnie/ konwertują na różne religie, co się wiąże z odpowiednim rytuałem przejścia, ale bez poznania danego przypadku ze zbyt jednoznacznymi ocenami bym się nie spieszył...
      za to nie rozumiem automatycznego skojarzenia świętowania z przyjmowaniem procentów w płynie... a może raczej... rozumiem...
      pozdrawiam! :)...

      Usuń
  8. W Noc Kupały puszczały tylko dziewice😂😁 bawić można się zawsze, bo lepsze to niż spory polityczne.
    Muza odlotowa
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziewice, czy panny?... podobno niejaka Wanda z domu Krakiewiczówna (l.?) puściła się sama w nurty rzeki, jako załącznik do wianka, bo nie chciała się puścić z giestapowcem /tak brzmi wersja warsiawska wg. niejakiego Teosia Piecyka/...

      Usuń
    2. Może miała dość czystości i cnoty i puściła się😂😁😀z nurtem. Noc Kupały to ogień i wianek, albo ogień miłości we wianku czystości. Pozdrawiam
      zolza73.blogspot.com

      Usuń
    3. w tamtych czasach Wisła była jeszcze ekologiczna, więc był to słaby pomysł na odczyszczenie się...
      pozdrawiam :)...

      Usuń
  9. Tak mi się jakoś jedno z drugim powiązało. :)

    No jakoś nie słyszałem, by świętowano u nas w kraju jakiś ważny dzień zupełnie bez %. Choć pewno są wyjątki od reguły jaką przyjąłem i przedstawiłem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta reguła objawia się też tym, że w wielu środowiskach, kręgach towarzyskich, czy zawodowych gdy ktoś powie "jestem chory" lub "źle się czuję" oznacza to "mam kaca"...
      i śmieszne to, i stroszne....
      pozdrawiam! :)...

      Usuń
  10. Nie wiem dlaczego ta notka mi umknęła?
    W ramach walki z coraz mniejszą dzietność takie święta powinny mieć miejsce raz na tydzień. Tymczasem chrześcijaństwo jakby sprzyja tej mniejszej dzietności, bo warto zauważyć jak długo trwają okresy postów i adwentów kiedy to należy zachowywać się w miarę wstrzemięźliwie, co ma graniczyć z ascezą. Teraz jest larum, że muzułmanie nakryją nas czapkami (czytaj: pokryją nasze niewiasty).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet co dzień, tylko w programie zero skakania przez ognisko, nawet przez zapalniczkę, by potencjalna matka Polka się nie "obtrząchnęła", bo za to już leci artykuł...

      Usuń
    2. No, a dlaczego nie mówi się, że nasi faceci mogą gwałcić muzułmanki? Takie święte one chłopy som, co?

      Usuń
  11. Mi w tym roku Noc Kupały przyszło spędzić w łóżku z wirusem, bo... jakżeby inaczej. Czyli w sumie to jakby wszystko w porzo, tylko jednak nieco inaczej niż powinno to wygłądać wg. Starych wierzeń...
    pozdrawiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mówisz było mu Wirus?... też fajne imię... przedstawił się przed, po, czy w trakcie?...
      faktycznie, szukanie Kwiatu Paproci w łóżku brzmi trochę dziwnie... w łóżku prędzej mogą się zalęgnąć grzyby... miałem tak kiedyś... w sumie to pod łóżkiem, a ściślej mówiąc pod podłogą namiotu, zaś łóżkiem była karimata na niej spoczywająca... nikt zresztą specjalnie ich nie szukał, same się znalazły kilka dni później...
      oj tam oj tam, szczegóły szczegóły, metafora taka... w końcu nie o to chodzi, by złapać króliczka... tak?...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    2. O miłość chodzi o miłość i wolność!

      Ten wirus niie chce za bardzo zostawić mnie w spokoju, wciąż molestuje moje drogi oddechowe, a układ immunologiczny, poszedł był sobie na urlop.... chyba... :(

      Pozdrawiam mimo to serdecznie :)

      Usuń
  12. No na to by wychodziło. Ja jak na razie poważnego kaca doświadczyłem raz, szczerze mówiąc wystarczy mi to na jakiś czas. Wolę spokojnie wypić jedno czy dwa piwa, ewentualnie dwa kieliszki czegoś mocniejszego od czasu do czasu. I w sumie tak świętuję. :)

    Też mi się ta nowa płyta podoba, choć oczywiście brakuje tej starej Sepultury. Nie jestem z kręgu fanów, którzy nowy skład odsądzają od czci i wiary, ale nie zachwycam się już tak mocno nowymi dokonaniami. Mi podoba się jeszcze ,,Roots" i ,,Chaos A.D.".

    :D To fakt, dziś czytałem o tym jak pan Wardęga został skrojony na 20.000 złotych zbliżeniowo chyba, bo nie miał limitu wypłat wcale. A przynajmniej tak sobie teraz to tłumaczy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słyszałem kiedyś pogląd, że rytualizacja używania narkotyków jest okay, gdyż służy utrzymaniu nad nimi kontroli... po części jest to prawda, ale po części nie, gdyż ćpuny /czyli "nadużywacze"/ również mają swoje rytuały...
      kac jest dobrym nauczycielem, tylko mnóstwo ludzi ma krótką pamięć... ja też mam krótką: nie pamiętam już, co się czuje mając kaca, tak dawno to było...
      żeby nie było, to absolutnie nie jestem przeciwnikiem używania alkoholu, toć sam też czasem lubię się nim odrobinę ogłupić... irytujący /a może zadziwiający?/ tylko jest ten automatyzm, kompulsja wręcz, że jak święto, to koniecznie "trzeba" się napić... no, ale tak to jest, że społeczne współuzależnienie od tego narkotyku jest niezbitym faktem...
      ...
      bez przesady, wcale nie twierdzę, że obecna Sepultura gra kiepsko... zresztą z muzyką to jest dziwnie... wiele z niej odkrywa się na nowo... czasem się na tym łapię, że wpadam w haj przy czymś, czego kiedyś nie czułem, co mnie wtedy nie kręciło... a czasem jest odwrotnie, słucham czegoś i tak sobie myślę: "co ja w tym widziałem? przecież to kompletny shit"...
      ...
      nie lubię opcji "zbliżeniowo", bo lubię mieć na bieżąco info o stanie konta... gdybym był bogaty "do obrzydliwości" zapewne nie miało by to dla mnie znaczenia... dlatego gdy pani w sklepie pyta: "zbliżeniowo?", to czasem odpowiadam: "zbliżeniowo to ja mogę z panią na zapleczu, nie przy ludziach" :)...
      pozdrawiam! :)...

      Usuń
  13. Pierwsza część Twojego komentarza jest jak najbardziej słuszna. W końcu niemal wszystko jest dla ludzi, chodzi tylko o w miarę inteligenty dobór środków powiedzmy ogólnie ,,imprezowych" i jakąś tam higienę ich stosowania.

    Co do muzyki to też tak mam czasem. Wynikać może to ze swoistego ,,dorastania" i ,,wyrastania" z pewnych nut, wszystko ma pewnie związek też z tym co w danym momencie życia przeżywamy, co czujemy, z czym się zmagamy itp. itd. Co do Sepultury to też nie wydaje mi się, by była gorsza od tamtej wcześniejszej. Ale jednak znać już po nowym wcieleniu grupy jakieś nawiązania do powiedzmy bardziej anglosaskich wzorców metalu. Tak przynajmniej mi się wydaje.

    A poza tym bezpieczniej jest z PIN-em. ;)

    W sumie masz rację, może za ostro pojechałem po Chylińskiej, ale wydaje mi się, że ten potencjał nieco się zmniejszył po wydaniu takich a nie innych płyt. Może kiedyś połączy siły z bardziej gitarowym zespołem, a co za tym idzie duch O.N.A. jakoś się odrodzi, w zmienionej formie ale zawsze.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń