30 czerwca 2017

bez pojęcia (chwilówka)

Wizyty w tej księgarni stały się u mnie jakąś tam tradycją,  świecką rzecz jasna, a tu nagle taki zonk. Bo jak to? Było otwarte, a teraz zamknięte. To tak nie może być. Ale jest. Trudno, co robić. Niemniej jednak już odchodząc pomyślałem sobie, że coś tu się odbywa dość mocno bez pojęcia. No, bo załóżmy, że lokal zamknął czynszobiorca. Bez sensu to jednak upieprzać dłużnikowi opcję szybszej spłaty długu. Ale być może też, że firma sama zamknęła swój lokal. Jednak wydaje się to być ruchem samobójczym, tak? Ale tu akurat nie bardzo. Bo potem się dowiedziałem, że firma ma grubsze problemy natury finansowej, więc może być także i tak, że otwarty sklep przynosi straty. Poza tym kto powiedział, że ktoś chce w ogóle ten czynsz płacić? Tak, czy owak uznałem, że ta sprawa mnie przerasta, więc nie ma co sobie nią zawracać głowy. Taka mi wyszła puenta, niemniej jednak i mimo wszystko upieram się, że treść kartki jest bez pojęcia.
...
Tegoż dnia miałem okazję zobaczyć jeszcze jedno bez pojęcia. To było tak, że zajechał pick-up jakichś służb miejskich, chyba po gałęzie, które burza zwaliła na ulicę. Bo tam akurat jeszcze jakieś drzewa są, rzeźnik Natury nie zdążył ich podle zmienić. Fura zaparkowała, ale coś chyba źle zaparkowała, a szofer uznał, że trzeba tą sytuację poprawić. Jego prawy wysiadł, chyba miał posterować przy cofaniu, ale nagle wpadł na pomysł, by sobie gdzieś zadzwonić. Gadżetuje przy telefonie, zaczyna bajerę, zaś samochód cofa. Teoretycznie miał cofać, aż kierowca usłyszy, że już, że stop. Nie usłyszał. Za to wjechał tyłem na znak drogowy. Tak wjechał, że go przygiął jakieś czterdzieści pięć stopni. Prawy tego nie widzi, gada dalej, dopiero szofer się zorientował, że coś nie tak. Dał więc do przodu, wyskoczył z wozu, zaś jego kumpel dopiero wtedy zauważył, co się dzieje. Od tego momentu zaczyna się kolejny odcinek kultowego serialu "Sąsiedzi", czyli ubaw po całości. Najpierw chłopaki patrzą po sytuacji. Wreszcie jeden łapie za telefon, ale drugi mu nie daje. Bo jak to tak? Kapować nie wolno, zaś pomocy wołać obciach. Sami dadzą radę. Jeden próbuje znak postawić na powrót, ale coś mu nie idzie. Drugi chce mu pomóc, ale nie ma podejścia. No, to czas pogadać, co dalej. Jeden się drapie po głowie, drugi po tyłku, wreszcie wydrapali, że jest koncepcja. Rąsią nie dało rady, ale zadkiem, zadkiem auta zresztą, powinno się udać. Kierowca wraca za fajerę, robi oberka, potem przymierza się tym zadkiem od drugiej strony. Tym razem prawy kooperuje, dyryguje uważnie. Wóz się cofa, cofa, pomalutku, spokojnie... Wreszcie pierdolnęło. Stało się to, co miało się stać. Kto miał w ręku cienką metalową rurkę, ten wie, że jak się ją zegnie, potem zaś odegnie na powrót to zrobią się wtedy dwie krótsze. Tak to działa. Czyli był znak, nie ma znaku. Co było dalej, tego nie wiem. Ta sprawa również mogła mnie przerosnąć i głupio byłoby tak z mokrymi od śmiechu portkami naginać po ulicy. Trza mieć ambicję, dbać o opinię, tak?
Roztropnie tedy poszedłem sobie.
No nieee... Teraz już żartowałem, bo dbanie o opinię też jest bez pojęcia. No, może nie zawsze, ale tak mnóstwo przeważnie na pewno.
...
Filmik jest w dwóch wersjach, ale przyznam szczerze, jak zwykle zresztą, że ta druga, choć również zabawna, to jednak inna bajka. Zresztą oceńcie sami.

26 komentarzy:

  1. Anonimowy30/6/17 11:04

    Witam i o zdrowie pytam:)
    Jebłam...Dubbing wymiata ale kawałek,który zapodałeś...nie zawiodłam się.A zamkniętej księgarni żal.
    Pozdrawiam Anastazja vel Nasti:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam, a na zdrowie staram się nie narzekać, bo go od tego nie przybywa...
      ciężkie czasy obecnie nastały dla książki /klasycznej, papierowej/, to i na rynku bywa różnie...
      źle napisali, bo nie dubbing, lecz po prostu ścieżka dialogowa, której w oryginale nie ma wcale... nie powiem, pomysł i realizacja znakomite, ale to już jest jakby nowa jakość... tak się zastanawiam, czy ktoś wpadnie na pomysł dorobienia ścieżek dialogowych do starych, niemych komedii, np. z Chaplinem, Keatonem, czy Lloydem i obawiam się, że nie byłoby łatwo zrobić tego tak, żeby jakaś kicha nie wyszła...
      pozdrawiam :)...

      Usuń
  2. Pewnie się nie pomylę, jeśli napiszę, że chodzi o księgarnię Matras. Z pewnych względów się nią interesowałem. Zamykają je wynajmujący, gdyż Matras zalega z opłatami. Nie płaci też hurtowniom i wydawcom. Już prawie bankrut! Sprawa ma drugie dno, bowiem ta sieć księgarń była drugą pod względem ilości sprzedawanych książek i „posiadanych” księgarń. Monopolista wręcz. Można odnieść wrażenie, że owo bankructwo jest celowe, bo właścicielom się opłaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest to post publicystyczny, ani nic w tym guście, więc uznałem, że nazwa nie jest istotna, ale sekretu też z tego nie widzę sensu robić...
      tak sobie myślę, że może jakieś "sale" by zrobili na koniec?... no tak, ale do "sale" potrzebne są jakieś sale, tymczasem klucze od sal zamknięto na klucz...

      Usuń
    2. Anonimowy30/6/17 16:35

      Tak się zastanawiam czy to nie dzięki Glińskiemu zamykają księgarnie?
      Anastazja

      Usuń
    3. Jeżeli o tę księgarnię chodzi, to ona bardzo dobrze prosperowała w Internecie. I mam nadzieję, że nie zlikwiduje sklepu internetowego. Od dawna robię zakupy książek w takich sklepach i jeszcze się nie zawiodłam. Mnóstwo ludzi tak kupuje książki i dlatego sklepy stacjonarne są zamykane.
      jeżeli chodzi o ogłoszenie- pewnie nie chciało się nic innego wymyślić i napisano prawdę. A w życiu prawda jest dla innych często "nieprawdopodobna".

      Usuń
    4. @Jaskółka...
      skoro księgarnię zamknął /"zaplombował"?/ właściciel lokalu, to jest to dla mnie równoznaczne z zajęciem towaru... nie znam detali sprawy /np. treści umowy wynajmu/, ale czy taka praktyka aby na pewno jest zgodna z prawem?...
      nie... inaczej... akurat legalność mnie tu najmniej interesuje... istotniejsze jest, czy aby na pewno racjonalna, logiczna?...

      Usuń
  3. Najczęściej wszystko kupuję on line- nie lubię łazić po sklepach a wiele z tego co mi potrzebne do realizacji mego hobby jest tylko on line. Z przykrością odnotowałam fakt, że coraz więcej sklepów internetowych znika. Znikają też dobre sklepy stacjonarne- wystarczy posłuchać chwilę reklam i na ich podstawie można przewidzieć które całkiem niezłe sklepy wkrótce padną.Zaczyna się od notorycznych promocji typu 1kg brzoskwiń zaledwie po 2,50, kilogram schabu a 9,00/kg i to jest pierwszy znak, że sklep wszedł na równię pochyłą.
    Do tego dochodzą obniżki z okazji np. urodzin sklepu , lub z okazji dłuższego weekendu itp., szalone piątki i inne tego typu chwyty, byle tylko coś sprzedać. A stara zasada mówi, że w chwili złej koniunktury najbezpieczniej jest handlować żywnością,a najgorzej- tym wszystkim co się wiąże z szeroko pojętą kulturą.
    Już to raz przeżyłam, gdy sprzedając towar sprzedawca nie był w stanie "zatowarować" sklepu za pieniądze z tego, co sprzedał. Nowe wraca, po prostu.
    Była taka sieciówka delikatesy "Piotr i Paweł"- mieli w W-wie sporo sklepów.Połowę, a może nawet więcej już zlikwidowali.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, a w czasach największych kryzysów /np. wojny/ najtwardszą walutą są narkotyki /np. samogon/, też jakby "szeroko pojęta kultura"...
      do "Piotr i Paweł" to ja się wybieram od dawna, bo ponoć można u nich kupić strusinę, a nigdy nie jadłem... nawet wiem, gdzie są te sklepy, ale jakoś nigdy nie jest mi po drodze...
      miłego :)...

      Usuń
    2. Al.Wilanowska 89, Al.Komisji Edukacji Narodowej róg Herbsta, Klimczaka 1 (Miasteczko Wilanów), Łopuszańska 22,CH Blue City, Stawki 2A, Pileckiego 67, Koszykowa 63, Malborska 45,Sławoja Składkowskiego3, Konstancin-Jeziorna, Zakręt i Zielonka.
      No nie wiem, czy ta hodowlana strusina jest smaczna, tez nigdy nie jadłam I nawet nie wiem, czy mam na nią ochotę;)
      Ostatnio gdy jechałam Al.Sikorskiego wpadł mi w oko baner oferujący sprzedaż egzotycznych mięs, np. z antylopy. Prowadząc nie miałam jak zapisać telefonu, ale jeśli jeszcze to zobaczę to spiszę i Ci podam.
      Wiem, że w tych blokach mieszka kilka rodzin o odmiennym kolorku skóry i może to oni sprzedają to mięso.
      I myślę, że wobec ostatnich posunięć niektórych osób wcale się nie zdziwię, gdy znajdę ogłoszenie o sprzedaży żubrzego lub łosiego mięsa.
      Co do księgarni- zajrzyj na www.bonito.pl- to dobra i tania księgarnia, duży wybór książek i ma fajną opcję- na terenie W-wy ma wiele punktów do których dostarcza te książki za darmo- płacisz przy odbiorze kartą lub gotówką. Notorycznie w niej kupuję.
      Miłego;)

      Usuń
    3. w tym tygodniu wybieram się m.in. na Ursynów, będę też przejeżdżał Sikorskiego na rowerze, więc rozejrzę się za tym banerem... ale nie sądzę, by miało to coś wspólnego z... hm... będę niepoprawny politycznie, więc niezgodnie z obowiązującą linią partyjną napiszę "z przybyszami z Afryki"...
      zaś wzmianka o żubrzynie i łosinie /zwłaszcza to drugie, bo to świeży pomysł szyszkodnika/ wybitnie zepsuła mi humor, przynajmniej na chwilę...

      Usuń
  4. Sytuacja ze znakiem- do uhahania!
    A księgarni szkoda. Każdego zamkniętego zakątka kultury szkoda...
    po.ba.s.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety musiałem iść dalej, więc nie znam finału tej historii ze znakiem, bo ciekawe jest, jak oni z tego wybrnęli, tak, żeby się nie wydało, że nabroili... bo teoretycznie rzecz biorąc, sposób jest, ale gołą rąsią i samochodem już się nie da...
      po.ba.s :)...

      Usuń
  5. Masz u mnie całusa za Sąsiadów! To jedyna bajka, którą oglądałam w dzieciństwie, reszta jakoś nie trafiała w mój gust. Ale sobie przynajmniej poczucie humoru wyrobiłam. ;)
    Dubbing te może być, uśmiałam się nieźle.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie, to mnie akurat kreskówki i inne animacje zawsze kręciły, nawet kiedyś, dawno temu, chodził mi po głowie pomysł pójścia do szkoły w Bielsku Białej /było ongiś coś w tym guście, nie wiem, jak teraz/... zatrzymałem się dopiero na twórczości Gendy Tartakovsky'ego /ileś tam lat temu jego filmy cięgiem szły na Cartoon Network/ i nowsze produkcje już mi raczej nie wchodzą...
      pozdrawiam :)...

      Usuń
  6. W poszukiwaniu zamówionej przez wnuka książki weszłam do ulubionej księgarni i lekki szok, dawno nie widziałam tylu pustych półek.
    Coś mi się wydaje, że niedługo mogę przeczytać kartkę, jak wyżej...
    Zastanawiam się czy to nie będzie tak, że tradycyjne zakupy staną się bardzo ekskluzywną rozrywką tak jak słuchanie "czarnych płyt" z muzyką odtwarzanych na tradycyjnych gramofonach. Sklepy bezobsługowe staną się codziennością, a sklepy z człowieczą obsługą staną się rzadkie i ekskluzywne. Pofantazjowałam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pustych półek w księgarniach to jakoś nigdy nie widziałem, za to znam dwie teorie na temat pełnych... jedna mówi, że książki są za drogie, druga zaś, że mimo pełnych półek nie ma na nich nic ciekawego do czytania...
      i szczerze mówiąc nie wiem, która jest bliższa prawdy...
      pozdrawiam :)...

      Usuń
  7. Mi do dziś szkoda takiego małego sklepu z płytami, który miałem w okolicy, w takim centrum handlowym niewielkim. Blisko, a dodatkowo mogłem jak coś zamówić jakąś pozycję, gdybym się uparł bardzo. Tam też nieco bez pojęcia zrobione to było, bo okolica raczej zamieszkana przez emerytów, więc grono odbiorców muzyki jaka dominowała w tym sklepie (pop, rock, blues itp.) było ograniczone. Teraz już nie rozpaczam, jednak na początku ciężko mi było. :)

    Jak dla mnie bardzo nieładne widowiska piłkarskie i tyle. Nie mówiąc już o paru ewidentnych błędach sędziego, które wpłynęły na wynik, szczególnie meczu o 3. miejsce Pucharu Konfederacji.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak sobie teraz myślę, czego będę słuchał, gdy zostanę emerytem?... chyba z grubsza tego samego gatunku, co obecnie...
      pozdrawiam! :)...

      Usuń
  8. Zawsze żal mi miejsc, w których mogę się zaczytać...
    Cóż wynajmu kosztuje, wydawcy nie zawsze trafiają na podatny grunt, a dzierżawcy zdzierają...
    Trauma!!
    Sytuacja ze znakiem patowa nie czym z kreskówki" SĄSIEDZI"😂😁😀😋
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwieczniona na fotce kartka pachnie raczej matem...

      Usuń
  9. Smutne to, Piotrze. Podejrzewam, że może to mieć coś wspólnego z anafabetyzmem wtórnym funkcjonalnym (ok. 40% P. T. Społeczeństwa)!
    Dobrze, że książki są jak dotąd marnym... paliwem!
    pacia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. największy analfabetyzm panuje wśród cyklistów, jeszcze nigdy nie widziałem, by ktoś czytał książkę jadąc na rowerze...
      bulba :)...

      Usuń
    2. Wszyscy z cyklistów mają zatem okazję być tymi pierwszymi. Zresztą oni i tak są wszystkiemu winni!

      Usuń
  10. Sąsiedzi w masakryczny sposób potrafili przekombinować nawet najprostszą rzecz. Prawie zupełnie jak ja;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mimo to, ich rozwiązania zachowywały nadal piękno owej prostoty, można by rzec, podnosiły jej walory estetyczne :)...

      Usuń