11 maja 2017

ankieta - dokończenie, podsumowanie (chwilówka/?/)

Zwykle nikomu się nie tłumaczę ze swoich ruchów na blogu, ale "zwykle" to bynajmniej nie znaczy "zawsze/nigdy", zaś tym razem to tłumaczenie jest uzasadnione. Rzecz w tym, że skracam termin ankiety o jakiś tydzień. Powodem tego jest real oraz inny projekt netowy mający swój deadline. Ten cały deadline i tak przekroczę, ale to już osobna sprawa. Tyle tłumaczeń wystarczy, pora teraz na główny tekst posta.
Temat ankiety nie jest bynajmniej nowy, pojawia się od czasu do czasu to tu, to tam, w  przeróżnych dyskusjach tak w necie, jak też i w realu. Sama zaś ankieta, tak jak każda inna tego typu, naukowej wartości nie ma i mieć nie może. Próbka statystyczna jest porażająco zbyt mała, zero możliwości dopilnowania, by była ona reprezentatywna, poza tym bardzo łatwo jest "ocyganić", wystarczy skasować cookies w przeglądarce i metodą iteracji nabić dowolny wynik, jaki mamy kaprys nabić. Tym razem takie coś chyba nie miało miejsca, ale to podpowiada mi tylko intuicja, na którą co prawda nie mam powodów narzekać, ale niekoniecznie zawsze ma ona rację. Samo układanie ankiety było jednak dla mnie ciekawą zabawą, której core polegał na tym, by tak sformułować pytanie i dobrać odpowiedzi, aby respondent nie doznał chwilowej schizofrenii podczas procesu decyzyjnego. To jest akurat problem, który nie zawsze potrafią trafnie rozwiązać układacze ankiet aspirujących do miana bardziej poważnych.
Sorry, ale bez dygresji politycznej ani rusz, mianowicie takiej, jak sobie poradzą twórcy pytań do referendum, o którym wspomniał niejaki Maliniak, gdy rozbawiał publikę swoją próbą przekonania jej, jak bardzo jest ważny.
Wróćmy jednak do tematu konstrukcji naszej ankiety. Otóż gdy ukazała się ona w pierwszej wersji, dotarła do mnie mailem ciekawa uwaga /zacytuję ją w skrócie, ale z zachowaniem sensu/:
"Nie wiem, co odpowiedzieć, bo dorosłemu dam kasę, ale dziecku nie dam, spróbuję mu pomóc inaczej"
To jest jedna ze wspomnianych schizofrenicznych sytuacji spowodowana podświadomie ukrytym założeniem, że osoba prosząca o drobne jest osobą dorosłą. Późniejsza modyfikacja ankiety nie do końca uwzględniła tą uwagę. Nadal pozostawał wybór, czy iść na skróty wybierając odpowiedź trzecią, czy oprzeć się na fakcie, iż częściej jednak prosi osoba dorosła. Tu pojawia się inne ukryte założenie, że sytuacja dotyczy polskich warunków. Czyli poprawiona wersja ankiety nadal nie była jeszcze idealna.
Ale zostawmy to już, jedziemy dalej. Może ta ankieta nie była naukowa, ale ignorować jej wyników, traktować je jako zupełnie losowe również nie ma sensu. Tedy przypomnijmy, jak było i co się zadziało:
Pytanie /a raczej opis sytuacji/:
Ktoś Ci nieznany prosi Cię na ulicy o wsparcie jakimiś drobnymi. Jeśli chcesz i możesz, to...
Odpowiedzi /warianty reakcji na sytuację/:
...przeważnie wręczasz te drobne - 7 (46%)
...próbujesz jakoś pomóc, ale raczej nie dajesz pieniędzy - 3 (20%)
...nie preferujesz żadnej formy pomocy, zbyt wiele zależy od konkretnej sytuacji - 4 (26%)
...będąc w takiej sytuacji przeważnie nie pomagasz takim osobom - 1 (6%)
razem - 15 (procenty liczył system Blogspota, więc reklamacje nie do mnie)
Czyli jakaś dominująca opcja istnieje. Wyznam szczerze, że ten wynik nieco mnie zaciekawił, gdyż zwykle do tej pory jako dominującą /również tak gdzieś do 50% z grubsza licząc/ spotykałem opcję DRUGĄ. Zwykle też towarzyszyło temu uzasadnienie, że proszący wyda te drobne na narkotyki - przeważnie na alkohol, jako ten najbardziej popularny. Co równie zwykle pobudza mnie do pytania: "Nawet jakby, to co z tego?"...
Stop.
W ramach przerywnika klasyczny już kawał:
Pewnego jegomościa zaczepił typ z ankiety prosząc o drobne. Jegomość miał dobry humor, więc wręczył mu nieco grubszą sumę. Gdy po godzinie wracał tą samą drogą, ujrzał, jak ów typ stoi w bramie i wykonuje "hejnał" butlą jakiegoś trunku. Podchodzi bliżej i pyta:
- Co ty tam lejesz w siebie?
- Koniak.
- Co to za koniak? To po to ci dałem tyle kasy? Kurwa, przecież nawet ja tego na co dzień nie piję, bo za drogie!
- Ja na co dzień też tego nie piję. Ale nie rozumiem szefie, o co tyle rabanu? Jak nie mam kasy, nie mogę pić tego koniaku. Jak mam kasę, też nie mogę. To kiedy, kurwa, mam pić ten cały pierdolony koniak?

Koniec przerywnika, jedziemy dalej:
Akurat mnie ta druga opcja najmniej się podoba. Wychodzę z założenia, że skoro mogę i uznałem, że CHCĘ takiemu ptysiowi pomóc, to nie widzę żadnych powodów, by wciskać mu taki rodzaj pomocy, której być może nie chce. Uszczęśliwianie kogoś na siłę to nie pomoc. Zaś gdy już mu dam te drobne, to przestają być moje, więc co mnie obchodzi, co z nimi zrobi? Tak?
Tyle na razie ode mnie, zaś ankieta trwa dalej, pytanie się nie zmienia, tylko zmienia się formuła na "pytanie otwarte" rzucone na forum. Plus drugie pytanie, nader istotne zresztą: "Dlaczego?"...

18 komentarzy:

  1. Dlaczego daję i nie pytam? Tak? Czy dlaczego wspomagam?
    Nie pytam, bo każdy ma swoje potrzeby, a poza tym, nie daję po to, by dyktować równocześnie upokarzając umoralnianiem, a po prostu dlatego, że człowiek jest w potrzebie. On chce takiej pomocy, jak będzie chciał w innej formie, to dostanie w innej formie (jedzenie, rzecz, itp.).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytania "dlaczego pomagasz? /jeśli pomagasz/" nie zadaję, gdyż wiem po sobie, że powody bywają bardzo rozmaite, czasem irracjonalne, intuicyjne /czyli niewyrażalne słowami/ lub pod wpływem chwilowego impulsu...
      ...
      dokładnie się z Tobą zgadzam... dyktowanie komuś, czego powinien potrzebować jest upokarzaniem, a skoro ma się pozytywne nastawienie do tego człowieka, to znaczy, że na upokarzanie nie zasługuje...

      Usuń
  2. Ja takie datki jak mnie ktoś prosi daję i nie obchodzi mnie, na co wyda te pieniądze.Daję, bo uważam, że jeżeli ktoś prosi o pieniądze tzn., że jest w aż tak beznadziejnej sytuacji osobistej, że przełamując wstyd, zażenowanie prosi o coś, czego bardzo potrzebuję, czyli w jego życiu wydarzyło się coś takiego, że spadł na przysłowiowe dno. Fortuna kołem się toczy i nawet, jeśli nam się dobrze wiedzie to nie znaczy, że za jakiś czas może być gorzej aż tak beznadziejnie i ze i my możemy prosić kogoś na ulicy o taki datek, jeśli odmawialiśmy to i my możemy odczuć kiedyś smak takiej odmowy. Jeśli chodzi o dzieci to sprawa rzeczywiście wygląda trochę inaczej, bowiem lepiej dziecku coś kupić, ponieważ są osoby, które wykorzystują dzieci do żebrania a potem odbierają im te pieniądze, a dzieci nic z tego datku nie mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, dzieci to chyba najtrudniejszy przypadek do rozpoznania i czasem można się nieźle oszukać błędnie oceniając sytuację... kiedyś siedziałem w kawiarnianym ogródku i jakiś dzieciak chodził od stolika do stolika próbując sprzedać jakieś kryształy, wazoniki, coś w tym guście... nikt od niego nie chciał tego kupić, co gorsza przy sąsiednim stoliku ktoś go pogonił, mówiąc, że na pewno to ukradł, wyniósł z domu i chce wydać na jakieś bzdury... potem dzieciak zniknął, ale pojawił się za pół godziny i minął ogródek niosąc dwie siatki wypełnione chlebem... żebyś widziała, jaką głupią minę miał ten koleś, który go pogonił...
      akurat ten przykład jest nie do końca na temat, bo taki handel to nie proszenie o pomoc, lecz praca, niemniej jednak nosi to znamiona pogranicza między jednym i drugim...

      Usuń
  3. Ja dałem, że wiele zależy od sytuacji. A poza tym to jest w sumie ciekawy temat do rozważań. I jak coś to możesz kolejne takie ,,wstępniaki" robić. Bo w sumie chodzi o jakiś też fun, a nie o zbieranie naukowych danych. :)

    E. Ja tam lubię czasem takie krzyżówki zrobić. Ale ostatnio szyfrokrzyżówki mnie dopadły. :D

    Jasne, wszystko będzie zależało potem od sędziów, prokuratorów itd.

    Co do tych osób z obecnego rządu to niech się im nie wydaje, że zawsze będą chronieni. Przyjdzie może kiedyś taka ręka co i im da kuksańca. I to nie delikatnego.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fun jest priorytetem... science i wisdom ewentualnie na drugim miejscu... pominę już kwestię, że zabawa uczy... choć z drugiej strony pojęcia nie mam, czy każda...
      pozdrawiam! :)...

      Usuń
  4. Właściwie odpowiedź nasuwa się sama: jeśli uznam, że chcę pomóc i pomagam, to dlatego, że mogę pomóc i dlatego, że ten ktoś potrzebuje pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobno chcieć to móc, ale w tym przypadku bywa tak, że się chce, ale nie może, mimo tych chęci...
      pytanie jednak nie dotyczyło samych chęci, a tym bardziej możliwości, tylko preferowanej formy pomocy...

      Usuń
    2. Najprościej to jednak dać pieniądz. Kwestia- jakiej wartości- żeby faktycznie pomóc a przy okazji nie ubliżyć. Mam jednak wrażenie, że intuicyjnie to się wie.

      Usuń
    3. pieniądz ma tą zaletę, że nie trzeba tracić czasu... pieniądz to także wolność wyboru, zaś fakt że ktoś jest biedny nie upoważnia do tego, by mu tą wolność zabierać... to także pozytywna informacja zwrotna, że traktujemy go jak osobę dojrzałą, a nie debila, który nie wie, co dla niego jest dobre i co ze sobą zrobić...

      Usuń
  5. No właśnie, można łączyć miłe z pożytecznym. Chyba nie każda zabawa uczy. Bo dajmy na to jak fun sprowadza się do ekstremalnych zachowań w wyniku których obiekt nazwijmy go X ginie to już się nie nauczy nic. Ale w większości jednak się sprawdza powiedzenie o nauce przez zabawę. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast komentarza zacytuję Ci w całości jeden z moich skeczów, który z powodzeniem wykonywaliśmy z nieodżałowanej pamięci aktorem Jurkiem Cnotą:
      "Porządnie ubranego i z lekka podchmielonego faceta zaczepia, o trzeciej nad ranem, menel:
      - Niech się pan nie boi, nie jestem żadnym bandytą i nie chcę zrobić panu krzywdy. Potrzebuję 20 zł...
      - W porządku, może sobie wpierw zapalimy?
      - Nie dziękuję, ja nie palę. To zgubny nałóg, grozi rakiem płuc, zawałem serca oraz impotencją! Dziękuję, ale nie!
      - W porządku... Słuchaj, mam w torbie flaszkę, może łykniemy z gwinta raz, a może nawet dwa razy i dam ci te pieprzone dwie dychy!
      - Nie dziękuję, nie piję. Niedawno skusiłem się na kielonek i potwornie zachciało mi sie palić! A palenie przecież grozi rakiem płuc..
      - Dobra, wiem, przekonałeś mnie! A może potrzebujesz dla dziewczyny na kwiatek lub na jakieś drobne słodycze?
      - Nie, jestem od dwóch lat wdowcem i kobiety mnie już nie interesują. Raz umówiłem się na randkę z portalu w necie. Nie powiem, przyjemnie było. Wypiliśmy parę szklaneczek dobrego wina i nagle zachciało mi się palić! A palenie, wiadomo, powo...
      - Dobra, już wiem! Może masz wśród kolegów jakiś dług karciany?
      - Nie uprzwiam hazardu, bo to najgorszy z nałogów. Wypija się przy tym mnóstwo gorzały, a potem aż skręca, by sięgnąć po fajkę! A palenie...
      - Dość, ku*wa, dość! Słuchaj, mam przy sobie stówę i nie jest mi specjalnie potrzebna. Dam ci ją, ale pod jednym warunkiem: pójdziesz do mnie do domu, ja obudzę moją ślubną i jej pokażę, jak kończą takie dupki, co nie mają żadnych nałogów!!!"

      Uff, aż mi się już kopci z monitora... Być może tekst ten już cytowałem, ale to filozofia na miarę Hegla!
      pacisko

      Usuń
  6. U mnie nie ma jednej reguły, czasem daję parę groszy, bo ktoś po prostu sympatycznie i inteligentnie mnie zapyta, a ja jestem w nastroju.
    Problem w tym, że kiedy jestem w kijowym nastroju, to nic nie dam i jeszcze czasem ofuknę. Szczególnie, jak mnie młody (max 30 lat) spoko ubrany gościu napastuje wprost przy bankomacie.
    Na chłodno jednak wolałabym, żeby to była pomoc systemowa w tym sensie, że mój pieniądz wraz z pieniędzmi innych budują dla ludzi coś, co im poda rękę, zwiększy możliwości na tyle, żeby sami mogli sobie radzić.
    Tzw. metoda dać wędkę, a nie rybę jest mi najbliższa.
    Inne uważam często za marnotrawstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "pomoc systemowa" słabo mi się kojarzy, bo zawsze są wątpliwości dotyczące kosztów obsługi tej pomocy... innymi słowy, tak najprościej mówiąc, im mniej pośredników, tym lepiej /dla beneficjentów/...

      Usuń
    2. A ja z kolei często nie dowierzam ludziom, którzy siedzą na różnych zasiłkach i pińćsetplusach, a pieniądze (których umówmy się i tak jest mało) wydają w związku z tym, że lepszej opcji nie widzą, głównie na dobra konsumpcyjne w najlepszym wypadku przypadkowe, w najgorszym - na wódę i papierosy.
      Taka doraźna pomoc czasem może ratować życie, ale na stałe wolałabym stołówkę z tanim jedzeniem dla dzieciaków i osób starszych albo w ogóle rodzin ze słabiej prosperujących domów. Czyli pomoc w formie mądrzejszej, niż proste rozdawnictwo.

      Usuń
  7. Anonimowy17/5/17 15:02

    "Nie daję" było jak na razie tylko moją opcją, więc pytanie "dlaczego?" to w tym wypadku oczywista oczywistość... W 90% przypadków uważam, że istnieją setki lepszych sposobów na wydanie pieniążków niż zafundowanie komuś kolejnej wódy/ działki. Guzik mnie obchodzi paląca potrzeba faceta, któremu akurat zachciało się nawalić do nieprzytomności. Znam przypadek śmierci takiego świeżo obdarowanego delikwenta, co delikatnie mówiąc stawia sens gorzałkowej pomocy pod znakiem zapytania. W innych, rzadszych sytuacjach nie daję, bo np. nie chcę wspierać mafii, dla której pracują niektórzy żebrzący, a tym bardziej oszustów, którzy przebierają się za kaleki (takich też się widywało).
    pozdro
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okay... to wszystko wyjaśniłeś już wcześniej, zaś to, na co chcesz wydawać swoje pieniądze tak w ogólności jest poza obszarem zainteresowań ankiety...
      ...
      natomiast zupełnie osobną sprawą jest dylemat natury moralnej/?/ sformułowany w skrócie "czy poratujesz ćpuna na głodzie? /realnym lub potencjalnym/", na który moim zdaniem jednoznacznej odpowiedzi nie ma... nie wydaje mi się jednak sensowne brać na siebie odpowiedzialności za czyjś zgon, jeśli ten ktoś wyhuśtał się eschatologicznie z realu po tym, jak otrzymał od nas środki płatnicze...
      pozdro :)...

      Usuń